Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “protest rodziców dzieci niepełnosprawnych”

Krystyna Pawłowicz nakręciła spiralę nienawiści w stosunku do niepełnosprawnych

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz zagrała jedną z głównych ról w spektaklu nakręcania hejtu wokół protestujących niepełnosprawnych i ich opiekunów. Wszystko bowiem zaczęło się od jej twitterowego wpisu na temat smrodu unoszącego się na sjemowych korytarzach. Resztę zrobily usłużne internetowe trolle.

Krystyna Pawłowicz ma 66 lat, a śmiga w internecie sprawniej od swoich młodszych kolegów. Gdy 23 maja, w 36 dniu protestu osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów w Sejmie, Pawłowicz pisze na Twitterze, że w parlamencie śmierdzi, żyje tym cały internet. „Przed chwilą byłam w Sejmie. Na antresoli, w miejscu dla prasy i w korytarzu głównym na parterze trudny do zniesienia smród. Zapytana o to pani z TVN powiedziała, że „też coś czuje, ale to od farby, bo gdzieś coś malowano”. Ale nigdzie prac malarskich nie było” – podkreśla posłanka PiS.

Jej wpis w krótkim czasie polubiło przeszło tysiąc osób. Stał się on inspiracją dla setek trolli. „To te brudne wyrodne matki, co swoje niepełnosprawne dzieci ciągają po Sejmie,śmierdzą jak radzieckie onuce. Te pacholęta w przeciekających pampersach nie są lepsze. Sanepid tam nasłać na tych brudasów”. „Trzeba wezwać sanepid i służby ratownictwa chemicznego! Te typiary mogły coś rozlać” – pisali internauci. Dodawali, że matki niepełnosprawnych zrobiły z parlamentu cyrk i bazar, że się nie myją, znęcają nad swoimi dziećmi. „Won, baby z Sejmu!” – nawoływały trolle.

Według Anny Mierzyńskiej, członkini PO, ekspertki od marketingu politycznego, która przeanalizowała hejt wobec protestujących w sieci, to właśnie wpis Pawłowicz o śmierdzącym Sejmie był jednym z trzech motywów przewijających się najczęściej w komentarzach. Liczba wpisów zaczęła lawinowo rosnąć 23 maja, tuż po wpisie Pawłowicz. Z 5,5 tysiąca wzmianek poprzedniego dnia w całym internecie urosła do 10 tysięcy w środę, by osiągnąć szczyt w czwartek 24 maja.

Tego dnia liczba wpisów doszła do 30 tysięcy i to tylko tych oznaczonych hashtagami #Hartwich i #ProtestNiepelnosprawnych. Dotarły one do około pięciu milionów użytkowników internetu – mówi mi Mierzyńska. Apogeum hejtu przypada w dniu, gdy straż marszałkowska szarpie matki niepełnosprawnych, nie pozwalając im wywiesić w oknie transparentu z informacją o proteście dla zagranicznych gości, którzy przyjadą do Sejmu na zgromadzenie parlamentarne NATO. – Bardzo szybko, w odstępach co 3 minuty, pojawiały się pod postami na facebooku nowe komentarze, w większości negatywne – opowiada Mierzyńska. 25 i 26 maja liczba postów na temat protestu spada z 30 tys. do około 20 tys.

Zdaniem Mierzyńskiej, najbardziej zaangażowane w hejtowanie protestujących były konta na co dzień atakujące opozycję, a wspierające Pawłowicz, wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego i posła Adama Andruszkiewicza (kiedyś Kukiz ’15, dziś koło Kornela Morawieckiego Wolni i Solidarni). Mierzyńska od wielu miesięcy obserwuje ich, a także ich sympatyków. Jej zdaniem hejt był zorganizowaną akcją.

Prasa prawicowa dokonuje wiwisekcji kobiety, która opowiedziała w „Fakcie” o swoim romansie z posłem Stanisławem Piętą. Rozważana jest jej przeszłość, analizowane zdjęcia, poszczególne tytuły prześcigają się w spekulacjach co do tego, czy ktoś ją „podstawił”, czy jest rosyjskim szpiegiem, czy aby nie przysłał jej sam Donald Tusk. Z punktu widzenia rodziny posła nie ma to chyba znaczenia.

„Fakt” sugeruje, że w PiS panuje obecnie nastrój lekkiej paniki, ponieważ istnieją podejrzenia, że poseł Pięta „nie był jedyny”, a bohaterka afery wyraża rozgoryczenie, że ataki na nią są tak zajadłe, a ona przecież chciała tylko „angażować się w dobrą zmianę”. W dodatku na poniedziałek zapowiadane są dalsze rewelacje.

Choć mechanizm pojawienia się pani Izabeli w środowisku PiS pozostaje tajemnicą i właściwie każda wersja jest możliwa, to przyznać trzeba, że jej wizerunek jako nowej erotyczno-politycznej celebrytki, jest dość niespójny. Z politykiem PiS sprawa jest prosta: konserwatywny, wrogi wobec najmniejszego rozluźnienia obyczajów i zajadły przeciwnik jakiegokolwiek odchodzenia od narodowo-katolickiej normy, zgodnie z relacją „Faktu” nie tylko zdradzał żonę, ale jeszcze zamierzał się z nią rozstać, kochance załatwić pracę w państwowej spółce i wszystko to unurzać w demograficznym sosie. Czyli – klasyka. A ona?  Nie jest niewinnym, uwiedzionym dziewczęciem. Nie jest też kapłanką dobrej zmiany, gotową do poświęceń w imię historycznej misji. Nie wygląda także na to, by była prawdziwą Matą Hari. Wizerunek tej bohaterki jest niekonsekwentny, a co za tym idzie – nieudany. Nagie zdjęcia modelki nie pasują do pikiety pod biurem Rzecznika Praw Obywatelskich w proteście przeciw zbytniemu liberalizmowi. Bo ktoś, kto oficjalnie wyznaje konserwatywne zasady i powołuje się na przykazania, to jeśli grzeszy – czyni to raczej w ukryciu i stara się by nikt o tym nie wiedział. Tak jak pan poseł.

Coś więc tu nie pasuje… I to właśnie jest wyraźną zapowiedzią, że możemy się spodziewać jeszcze wielu interesujących newsów na temat tej pani.  Jeżeli bowiem udało się jej – jak mówi prawicowa TV Republika – omotać „jednego z najbardziej ideowych posłów PiS”, to kto wie, czego się jeszcze dowiemy.

Seksposeł PiS Łukasz Zbonikowski już dawno powinien zniknąć z polskiej polityki. W Fakcie opisywaliśmy skandale z jego udziałem: romans z asystentką europosła PiS czy oskarżenia o przemoc wobec żony. Dla PiS widać to za mało, by odciąć się od niego! Tym razem wziął udział w koncercie pieśni religijnych razem z działaczami PiS.

Jak opisuje Wirtualna Polska, Zbonikowski pojawił się na koncercie w swoim politycznym mateczniku – Włocławku. Koncert odbył się pod patronatem biskupa Wiesława Meringa. Zbonikowski siedział w pierwszym rzędzie, po sąsiedzku z księdzem.

Był to – jak opisuje porta ddwloclawek.pl – koncert pieśni religijnych pt. „Uwielbienie”. Odbył się 31 maja, w jednym z miejskich parków. Opisały go lokalne media, nie zabrakło także zdjęć i nagrań video. Widać także właśnie posła Zbonikowskiego, który siedzi i przysłuchuje się śpiewającym wykonawcom. Na koncercie nie zabrakło także lokalnych polityków Prawa i Sprawiedliwości. „Wśród setek włocławian rzucali się w oczy politycy i samorządowcy, tym bardziej, że zajęli 1. rząd krzeseł dla publiczności. Stawiła się silna ekipa Prawa i Sprawiedliwości. Była poseł Joanna Borowiak z mężem i kandydat partii na prezydenta Włocławka Jarosław Chmielewski z żoną. Do tego była wiceprezydent Włocławka Monika Berger, dziś dyrektor generalny Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy” – opisuje lokalny portal. Dodaje, że nie zabrakło również Zbonikowskiego. Dwa lata temu Fakt opisywał, jak Zbonikowski dopuścił się aktów przemocy wobec żony. Opisywano także szeroko jego romans z asystentką jednego z europosłów. Doszło do rozwodu i kłótni przy podziale majątku małżonków.

Billboardy z ojcem Rydzykiem nie spodobały się jego wyznawcom. Są doniesienia do prokuratury.

W PiS są rzeczy ważne i… ważniejsze 😎⬅️

Nie bądźcie głupi, nie obwiniajcie szamana, że spadł deszcz. Pisarz Ziemowit Szczerek:

Kempa, Kuchciński, Ziobro – metry z Sevres załgania

Ksiądz Proboszcz unieważnia ważność zwolnień L4, Jeżeli ktoś nie chce sprzątać kościoła i plebanii niech wynajmie sprzątaczki. I nie wpychać się bez kolejki do sprzątania. 😀😊

„Tylko werdykt niezależnego sądu może dziś rozwiązać problem niezależności polskiego sądownictwa. Dlatego opowiadam się za tym, by oceny budzących największe wątpliwości zmian w polskim sądownictwie dokonał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej” – napisał w oświadczeniu Lech Wałęsa. Zaadresował je do Komisji Europejskiej, która zgodnie z Traktatem o UE może wnieść do unijnego Trybunału Sprawiedliwości sprawę złamania przez państwo członkowskie jednego z traktatowych zobowiązań.

Trybunał Sprawiedliwości UE mógłby zbadać zmiany, które zgotował PiS Sądowi Najwyższemu. 3 lipca ma wejść w życie ustawa, która obniża wiek przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku do 65 lat. Oznacza to, że ok. 40 proc. obecnego składu będzie musiało przejść na sędziowską emeryturę i zostanie przerwana kadencja pierwszego prezesa, zapisana w Konstytucji.

Żeby do tego nie doszło, Komisja Europejska musiałaby bardzo szybko złożyć taką skargę. Już raz skorzystała z takiej możliwości przy reformie sądów powszechnych autorstwa PiS. Na skutek skargi polski rząd szybko wycofał się z dyskryminacji kobiet sędziów, wysyłanych na emeryturę szybciej od mężczyzn.

– „Naruszenie niezawisłości polskich sądów grozi bardzo negatywnymi konsekwencjami dla Polski, ale też dla całej Unii Europejskiej. Unia, która jest kotwicą polskiej racji stanu, nie może funkcjonować bez wolnych sądów, w każdym z jej krajów członkowskich. (…) Tak jak w 1980 roku nie mogło być wolności bez solidarności, tak dziś nie może być wolności, bez praworządności!” – napisał Lech Wałęsa.

W internecie pojawił się też apel „Europo, broń Sądu Najwyższego!”. – „Wielu dotychczasowych sędziów SN zastąpią nominaci wyznaczeni przez Krajową Radę Sądownictwa, którą kontroluje prokurator generalny Zbigniew Ziobro. (…) Wzywamy Komisję do natychmiastowego skierowania ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wraz z wnioskiem o wstrzymanie wykonywania ustawy” – piszą autorzy petycji na stronie naszademokracja.pl.

 „Aktualnie Kancelaria Sejmu jest na etapie podsumowywania kosztów prawie półtoramiesięcznej akcji protestacyjnej. W miejscu, w którym była ona prowadzona, obecnie mają miejsce prace o charakterze porządkującym i remontowym. Decyzja, z jakich środków będą te koszty ostatecznie pokryte musi być poprzedzona dogłębną analizą finansową i prawną” – głosi komunikat opublikowany przez Centrum Informacyjne Sejmu. Zawiera on także podsumowanie trwającego przez 40 dni z punktu widzenia służb podległych Kuchcińskiemu.

Dowiadujemy się więc, że Kancelaria Sejmu proponowała protestującym noclegi w hotelu sejmowym lub w sali nr 102 w głównym gmachu, przy korytarzu wiodącym z holu głównego Sejmu do Senatu. Według CIS, „Sygnalizowanych przez protestujących niedogodności, takie jak stała obserwacja miejsca pobytu przez kamery, brak prywatności i oświetlenie korytarza również w godzinach nocnych, można było uniknąć w momencie przyjęcia propozycji Kancelarii Sejmu”. Czyli niepełnosprawni sami są sobie ”winni”…

Jak służby Kuchcińskiego oceniły wyrywanie banera i wykręcanie rąk protestującym kobietom? Nie mają sobie nic do zarzucenia – „Interwencja strażników 24 maja w ocenie Kancelarii Sejmu była zrealizowana zgodnie z prawem. W obowiązującej ustawie o Straży Marszałkowskiej znajdują się upoważnienia do używania w razie konieczności środków przymusu bezpośredniego” – czytamy w komunikacie.

CIS twierdzi, że niepełnosprawni uczestnicy protestu mieli dostęp do pomocy medycznej, fizjoterapeuty i spacerów, a kontakt strajkujących ze światem zewnętrznym „był na bieżąco relacjonowany przez akredytowanych w Sejmie dziennikarzy”. O tym, że do Sejmu nie byli wpuszczani dziennikarze bez stałych akredytacji, oczywiście, nie ma mowy. Tak jak i o zakazie spacerów dla Kuby i Adriana po ich spotkaniu przed Sejmem z Janiną Ochojską.

Na koniec pada bardzo niepokojące zdanie: – „Niewykluczone, że do rozważenia przez Kancelarię Sejmu i Straż Marszałkowską będzie także efektywność dotychczasowych zasad wstępu na teren Parlamentu”. Szef CIS Andrzej Grzegrzółka na Twitterze napisał: – „Sprawa dotyczyłaby gości polityków, nie przedstawicieli mediów”. Może to więc oznaczać jeszcze większe zamykanie przez Kuchcińskiego już i tak praktycznie niedostępnego dla obywateli budynku parlamentu.

Do takiego wniosku można dojść po odpowiedzi, której była szefowa kancelarii Szydło udzieliła na pytanie, co robiła podczas swojego wyjazdu do USA w 2016 roku. O pobyt Beaty Kempy w Stanach zapytała Joanna Schmidt, która chciała się dowiedzieć, jakie odbyła spotkania i czy nie mogła podjąć decyzji w sprawie koloru wykładzin i tapicerki, będąc w Polsce. Dostała odpowiedź, ale zastrzeżoną, czyli tylko była posłanka Nowoczesnej może zapoznać się z jej treścią.

Kempa była w Stanach od 20 do 23 listopada 2016 r. Według „Newsweeka”, wyjazd miał związek z zamówieniem przez Polskę samolotów Gulfstream, a Kempa zajmowała się głównie wybieraniem do nich koloru dywaników i tapicerki. Z danych Watchdog Polska, wynika, że pobyt byłej szefowej Kancelarii Premiera kosztował podatników 19,5 tys. zł.

Podobne pytanie zadała także posłanka PO Joanna Augustynowska. Kempa odpisała, że już udzieliła odpowiedzi posłance Schmidt. Kiedy jednak Augustynowska stwierdziła, że przecież Kempa zastrzegła tę wiadomość, była szefowa KPRM wysłała pismo, w którym użyła kuriozalnych argumentów. – „Nieuprawnione ujawnienie [informacji na temat wizyty – przyp. red.] może mieć szkodliwy wpływ na wykonywanie zadań w zakresie obrony narodowej, polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa publicznego”.

Augustynowska napisała więc do premiera Mateusza Morawieckiego. – „Zapytałam o to, czy pani Beata Kempa poleciała do Stanów Zjednoczonych, odpowiedź może brzmieć „tak” lub „nie”. Pytałam również czy wybierała tapicerkę, tu także odpowiedź „tak” lub „nie”. Jaki to ma związek z bezpieczeństwem państwa?” – stwierdziła w rozmowie z gazeta.pl. Augustynowska zaznaczyła, że Beata Kempa jako minister (w rządzie PiS jest odpowiedzialna za sprawy dotyczące pomocy humanitarnej) ma obowiązek odpowiedzi na pytania posłów. – „Rozumiem, że pani minister nie jest wygodnie, że musi się tłumaczyć młodziutkiej posłance z własnego okręgu, ale przykro mi, prawo obowiązuje wszystkich. Jeśli pani minister chce ze względów bezpieczeństwa utajnić jakiś fragment, to powinna wskazać miejsce i czas udostępnienia tych informacji” – dodała posłanka PO.

Komenda i Pięta

Naród antyplatformerski cieszy się od dwóch dni, że PiSowi “poszło w Pięty”. Serial o romansie pana posła budzi we mnie zainteresowanie równe temu, z jakim śledzę operę mydlaną Meghan&Harry. Zerowe. Co najwyżej zauważam, że w podejściu do romansu tradycyjnie jaskrawo uwidoczniła się hipokryzja “prawych”, którzy wszak chętnie używają tajemnic alkowy, by dołożyć PO.

Nieco inaczej z Tomaszem Komendą. Ten spór tylko częściowo jest tematem zastępczym. Każda sądowa pomyłka powinna być zapalnikiem dyskusji, jak systemowo ograniczyć groźbę takich błędów. Wygląda na to, że policja marnie zabezpieczyła ślady, biegli kiepsko wykonali swoją robotę, prokuratura nie wykazała dość krytycyzmu wobec ich opinii, a sąd zbyt łatwo uznał przyznanie się do winy za powód, by nie wnikać w szczegóły.

Kłopot jednak w tym, że — jak zawsze przecież, bo najważniejsza jest mojszość — nie ma nawet śladu dyskusji systemowej. Jest tylko zwalanie winy. I nie sposób zaprzeczyć, że prym wiodą “minister sprawiedliwości” Zbigniew Ziobro do spółki z wiceszeryfem Patrykiem Jakim. Od połowy marca nie ustają w podkreślaniu, że to za minstrowania złej Hanny Suchockiej powstał akt oskarżenia, za rządów PO zlekceważono sygnały o możliwej pomyłce itp. itd.

Dlatego nie oburzyłem się, gdy “Wyborcza” bodaj trzy dni temu wyciągnęła jasny dowód zaangażowania Lecha Kaczyńskiego w jak najszybszy i możliwie surowy wyrok. Dlatego wkurza mnie teraz, gdy Ziobro i Jaki usiłują zaprzeczyć temu, co stoi czarno na białym w słowach ówczesnego ministra. Dlatego też wkurzył mnie Andrzej Stankiewicz z Onetu próbą “analizy” dowodzącej, że “Wyborcza” błądzi i oczernia.

Stankiewicz zastanawia mnie od dłuższego czasu. Jedyny dziennikarz “Onetu” zapraszany dość regularnie do “Wiadomości” TVPiS lubi lawirować tak, by nie zaprzeczyć swoim poglądom, ale oszczędzić obrażeń PiSowi. Nigdy nie prostuje najbardziej jaskrawych absurdów padających z ust prowadzącego czy współgościa. W sprawie Komendy ani razu nie zająknął się publicznie o oskarżeniach Ziobry wobec Suchockiej czy okresu 2011-2015. I nagle uznał za konieczną kontrę na tezy “Wyborczej”:

Szkopuł w tym, że to nie jest dowód na to, że Kaczyński parł do skazania konkretnie Komendy. Z wypowiedzi dla “Wyborczej” wynika, że chciał ukarania dewianta, którego winę potwierdziły badania biegłych (“ślady zębów tego zbira, ślady DNA”). Nie ma dowodów na to, że jako prokurator generalny Kaczyński wskazywał palcem swym podwładnym konkretnego człowieka. Wywiad pokazuje raczej, że chodziło mu o zakończenie bulwersującej sprawy poprzez ukaranie podejrzanego, którego obciążały dowody.

Oto zaś fragment wywiadu, którego Kaczyński udzielił “Wyborczej” latem 2001:

Przykład z Wrocławia. Brutalnie zgwałcono, a później zamordowano piętnastoletnią dziewczynkę, właściwie jeszcze dziecko. Znaleziono jej ciało z rozerwanymi narządami rodnymi. I prokurator powiada pełnomocnikowi rodziny, że co najwyżej może jednemu ze sprawców postawić zarzut gwałtu. Są ślady zębów tego zbira, ślady DNA, wszelkie możliwe znaki – i nie można postawić zarzutu.

Sorry, panie Stankiewicz, sprawa jest ewidentna. Minister piekli się, że postawiono “tylko” zarzut gwałtu. Ewidentnie do owego jednego z zatrzymanych, czyli Komendy, odnosi słowa o śladach i gorycz, że “nie można postawić zarzutu” (morderstwa – bo o to przecież w całym akapicie chodzi).

To minister Kaczyński publicznie krytykował też prokuraturę za opieszałość w tej sprawie i zmienił szefa całej prokuratury wrocławskiej, a także wymusił zmianę prokuratora prowadzącego. Nowy zaostrzył zarzut dodając “szczególne okrucieństwo”. To w tej atmosferze sąd uznał, że doszło do morderstwa.

Powtórzę: sprawę uważam za pomyłkę, a nie zbrodnię sądową. Nic raczej nie wskazuje, by którykolwiek z czynników w sprawę zaangażowanych miał świadomość, że na ławie oskarżonych siedzi niewłaściwy człowiek. Zupełnie wykluczyć pomyłek sądowych po prostu się nie da. Czasem winni sa konkretni ludzie, częściej system premiujący “wyniki”, a nie maksynalną rzetelność.

Gdy ktoś koniecznie chce szukać winnych, to są nimi wszyscy zajmujący się sprawą w policji, prokuraturze i sądzie, a także wszyscy nadzorujący policję i wymiar sprawiedliwości od 1996 po 2017. Z zastrzeżeniem, iż od 2011 do 2015 prokuratura była od rządu niezależna. Wśród wszakże osób publicznych, publicznie naciskających na jak najszybsze skazanie i chwalących się “ręcznym sterowaniem” — na czele niestety jest Lech Kaczyński. Którego za skazanie Komendy nie winię, ale za psucie prokuratury i sądownictwa — owszem.

b.leski.pl

Lech Kaczyński twierdził, że Komenda to zbir

JUSTYNA KOĆ: Czy wierzy pan jeszcze w polską praworządność?

PROF. MIROSŁAW WYRZYKOWSKI: To w żadnym wypadku nie jest kwestia wiary, tylko kwestia faktów i reguł. Jeśli chodzi o reguły, czyli zasady związane z kwestią rządów prawa, to one są wystarczająco znane, abym musiał je przywoływać. Paradoksalnie to, co się dzieje w Polsce od ponad dwóch lat, skutkuje ożywieniem świadomości konstytucyjnej, prawnej, ale tylko u części społeczeństwa. Problem rządów prawa, czyli zasad, które mają rządzić Polską, jest udziałem tylko pewnej niedużej części społeczeństwa. Dla większości, mam wrażenie, jest to bez znaczenia.

Chodzi tu o zasady – demokratyczne państwo prawne jako pewną koncepcję ustrojową, która zakłada, że państwo jest demokratyczne, czyli należy do narodu, i że władza jest zawsze w państwie konstytucyjnym ograniczona. To jest istotą demokratycznego państwa prawnego.

Ograniczona i rozliczana?

Ograniczona w ten sposób, że konstytucja i akty prawne z nią zgodne tworzą nieprzekraczalne ramy zachowania podmiotów, które pełnią funkcje publiczne i realizują zadania. Innymi słowy, czyjekolwiek rządy w państwie prawnym są ograniczone. Po drugie, muszą to być rządy miarkowane, innymi słowy – wszelkie działania muszą zawierać dwa elementy: dobro państwa jako dobro wspólne oraz prawa i wolności jednostki.

Rzeczpospolita jest państwem opartym na wolnościach i prawach jednostki. To jest źródło wszelkiej, jakiejkolwiek legitymacji działania władzy publicznej. Wynika to z samej koncepcji ustrojowej i bezpośrednio z preambuły konstytucji. Demokratyczne państwo prawne jest państwem, gdzie prawo jest prawe. Oznacza to, że charakteryzuje się pewnymi cechami, które powodują, że możemy regulacje przyjęte przez Sejm uznać za prawne. Tu chodzi o zgodność z konstytucją w sensie formalnym i materialnym.

Prawo musi być stanowione w odpowiedni sposób. Obecnie mamy do czynienia z dramatycznym upadkiem polskiego parlamentaryzmu.

Wracając do pani pytania, wiara w istnienie w dalszym ciągu takiego modelu państwa prawnego rządów prawa, jakie są określone w konstytucji, jest coraz słabsza.

Słabsza, czy raczej możemy mówić, że nie istnieje? Konstytucja jest łamana wprost przez rządzących, np. przez prezydenta, który odebrał przysięgę od tzw. sędziów dublerów Trybunału Konstytucyjnego, prawo jest tworzone niezgodne z konstytucją. Zatem tej praworządności już nie ma względem tego, co pan powiedział.

Popatrzmy na poszczególne elementy, aby te kategorie skonfrontować ze zdarzeniami. Jeżeli chodzi o prawo i jego stanowienie, to w ostatnim czasie charakterystyczne jest to, że jest zaprzeczenie zasady przyzwoitej legislacji. Można wręcz powiedzieć, że jest to antyzasada legislacji przyzwoitej. Przykładem jest np. wyręczanie się w procesie legislacyjnym przez rząd Sejmem w zakresie inicjatyw ustawodawczych. Mieliśmy z tym do czynienia np. w przypadku ustawy o Sądzie Najwyższym. SN jest organem konstytucyjnym, co oznacza, że jakiekolwiek działania legislacyjne muszą być podejmowane z nadzwyczajną starannością. Tu okazało się, że inicjatorem nie jest rząd czy – tak jak poprzednio – prezydent, ale grupa posłów.

Jestem pełen najwyższego uznania dla kompetencji posłów, ponieważ na ponad 40 posłów, którzy się podpisali pod ustawą, było 4 prawników, reszta to inżynierowie, politolodzy, pielęgniarki, historycy sztuki itd. To jest niezwykła odwaga merytoryczna posłów, którzy wnieśli inicjatywę ustawodawczą.

Nigdy jako prawnik nie odważyłbym się napisać ustawy dla inżynierów z zakresu bezpieczeństwa technicznego, nie odważyłbym się firmować ustawy bez jej napisania, która dotyczy ochrony środowiska w części np. czystego powietrza, bo to wiedza specjalistyczna. Taką samą wiedzą specjalistyczną jest ta związana z wymiarem sprawiedliwości.

To był akt prawny przygotowany poza Sejmem, można wnosić, że w rządzie, ponieważ w pracach legislacyjnych nie występował żaden poseł sprawozdawca, spośród tych, którzy projekt podpisali. Posłem sprawozdawcą był wiceminister sprawiedliwości. Po drugie, tempo przyjęcia ustaw było tempem ekspresowym, a przecież trudno sobie wyobrazić porządnego legislatora, który obraduje nad projektem ustawy w ciągu kilkunastu godzin.

Dalej mamy sytuację, kiedy

w procesie legislacyjnym zostały złamane wszelkie reguły dyskursu parlamentarnego. Jeżeli poseł Rzeczpospolitej w dyskusji – czy to o ustawie o Trybunale Konstytucyjnym, czy Sądzie Najwyższym, czy Krajowej Radzie Sądownictwa – ma minutę na wypowiedź, po 60 sekundach jest mu wyłączany mikrofon; jeżeli poseł, który o 40 sekund przedłużył swoje wystąpienie, został ukarany grzywną przez marszałka Sejmu kwotą 3 tys. zł – to oznacza, że nie mamy w Rzeczpospolitej Polskiej już mechanizmu właściwego parlamentaryzmowi.

Później mamy skutki takiego pośpiechu legislacyjnego w postaci nadzwyczajnej niestaranności w tworzeniu prawa.

Czy przykładem na tę niedokładność może być ustawa o nowej KRS, gdzie posłowie rządzącej większości tak bardzo skupili się na zmianie sposobu wyboru 15 członków, że zostawili zapis, że to Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego zwołuje pierwsze posiedzenie, gdy nie ma przewodniczącego?

Myślę, że to nie jest przykład na pośpiech. Przecież w poprzedniej regulacji zawetowanej przez prezydenta były dwie izby w ramach KRS i było wiele elementów, które zostały zmienione. Struktura KRS w ustawie przyjętej z inicjatywy ustawodawczej prezydenta jest inna niż uchwalona z inicjatywy poselskiej. Jeżeli chodzi o KRS i o ustawę o SN, to mamy do czynienia z jeszcze jednym ważnym elementem, a mianowicie wykładnią konstytucji, czyli sposobem jej interpretowania.

Zawsze stałem na stanowisku, że każdy obywatel może być interpretatorem konstytucji, ale żeby poprawnie to robić, trzeba przestrzegać przesłanek i reguł wykładni.

Po pierwsze, trzeba konstytucję znać. Rozumiem, że to warunek trudny i dla wielu niemożliwy, ale jeżeli ktoś pretenduje do wykonywania tego zadania, to niech ze zrozumieniem konstytucję przeczyta. Po drugie, niech przyjmie do wiadomości, że konstytucja jest zbiorem norm o charakterze systemowym. Innymi słowy, mamy do czynienia z całością norm konstytucyjnych, a nie z jednym przepisem czy fragmentem przepisu. Dalej, trzeba znać reguły wykładni konstytucji i trzeba chcieć i umieć je stosować. Ci, którzy uzasadniali wybór sędziów przez Sejm, argumentowali, że z konstytucji nie wynika bezpośrednio i jednoznacznie, że sędziowie-członkowie KRS mają być wybrani przez sędziów.

Jeżeli jednak przeczyta się ze zrozumieniem stosowny artykuł konstytucji, to jest jasne dla studenta seminarium prawa konstytucyjnego, że Sejm ma kompetencje wyłącznie do wyboru czterech posłów-członków KRS. I żadnej innej kompetencji. Kompetencji się nie domniemywa, kompetencja wynika z treści obowiązujących przepisów.

W tej samej ustawie złamano też konstytucję w oczywisty sposób, który chyba rozumieją wszyscy – skrócono kadencję sędziów członków KRS.

I co więcej, w ustawie o SN mamy do czynienia z sytuacją faktycznego, naruszającego Konstytucję RP skrócenia kadencji Pierwszego Prezesa SN, wyłącznie pod pretekstem, że mamy do czynienia z taką reorganizacją SN oraz zmianą regulacji w postaci zmiany wielu przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku, która rzekomo ma pozwalać na wspomniane działania. Uczciwy legislator nigdy nie pozwoliłby sobie na taką regulację, stworzyłby przepisy przejściowe, które pozwoliłyby na kontynuację i zgodne z Konstytucją RP zakończenie mandatu prof. Małgorzaty Gersdorf.

Zatem czy możemy mówić jeszcze o demokratycznym państwie prawa?

Co to znaczy demokracja? W najprostszym rozumieniu są to rządy ludu.

Tak też często mówi rządząca większość: vox populi, vox Dei.

Głos ludu nie jest głosem Boga.

Jeżeli ktoś powołuje się na głos Boga, to oznacza, że potwierdza, jak dramatycznie słabym argumentem jest powoływanie się na wolę ludu. To, co się dzieje obecnie, to nie jest powoływanie się na wolę większości obywateli, lecz na „wolę suwerena”. Tyle że ten sam „suweren” w demokratycznych wyborach wybrał posłów tak większości, jak i mniejszości parlamentarnej, posłów rządzących i posłów opozycji.

Wszyscy posłowie i senatorowie mają jednakowy mandat do realizowania władzy ustawodawczej w Sejmie i Senacie. Żaden poseł nie otrzymał większego mandatu aniżeli jego koleżanki i koledzy. To, co jest nadużyciem, to powoływanie się na to, że suweren zdecydował, a tym samym usprawiedliwianie wszystkiego, co się dzieje. Przecież „suweren” decydując o rezultatach wyborów nie mógł mieć wyobrażenia na przykład o wyłączaniu z mechanizmu ustrojowego Trybunału Konstytucyjnego jako strażnika konstytucji czy wyłączaniu parlamentu i przyzwoitej legislacji jako elementu składowego dobra wspólnego, czyli Rzeczpospolitej. Co więcej,

żaden suweren w żadnym kraju nie daje mandatu do naruszania konstytucji.

Po drugie, demokracja oznacza mechanizm, który realizuje wolę większości, ale z respektowaniem praw mniejszości. W tym praw mniejszości politycznej, czyli parlamentarnej opozycji. Sytuacja, w której opozycja parlamentarna nie ma żadnej możliwości realizowania swojego, tak samo ważnego mandatu politycznego, oznacza, że to zupełnie inne rozumienie demokracji niż mieliśmy do czynienia wcześniej, do jesieni 2015 roku. Zatem zmienia się rozumienie demokracji.

Demokracja jako rządy większościowe to niezwykle uproszczone rozumienie porządku demokratycznego na użytek uzasadnienia nadużyć mechanizmu ustrojowego w państwie konstytucyjnym.

Trójpodział władzy?

Władza bez kontroli jest władzą autorytarną, która sprzeniewierzy się istocie swojego mandatu. To jest elementarz. Mówienie o tym jest żenujące dla każdego świadomego obywatela. Jak się  jednak okazuje, powinniśmy o tym mówić cały czas.

Wróćmy do konstytucji. Dlaczego jest tak ważna dla istnienia państwa prawa?

Konstytucja to system, pewna całość. Prawna regulacja mechanizmów funkcjonowania całego państwa. Konstytucja to mechanizm wzajemnie powiązanych trybów, których funkcjonowanie jak dobrze naoliwionej maszyny powoduje, że realizowane są cele, funkcje i zadania państwa. Konstytucja jak dobrze naoliwiony mechanizm powoduje, że państwo spełnia swoje funkcje, działa bezszmerowo, realizuje stopniowo swoje zadania, uwzględnia potrzeby ludzi itd. Jest to państwo niewidoczne i niesłyszalne. Warunkiem prawidłowego funkcjonowania państwa prawnego jest to, że te wszystkie tryby są sprawne.

Wiemy, że jeżeli w maszynie jeden tryb zostanie wyjęty, zepsuty, to cały mechanizm już nie jest tym mechanizmem. To już jest inny porządek konstytucyjny.

Dlatego jest tak ważne, żeby uświadomić sobie, jak niszczące jest, dla dobra wspólnego, jakim jest Rzeczpospolita Polska, wyłamywanie ząbków w poszczególnych trybach i wyjmowanie małego czy większego trybiku z całego mechanizmu.

Panie profesorze, czy uda się ten mechanizm naprawić po zmianie rządów? Co nas czeka po rządach PiS?

Zanim na to odpowiem, chciałbym zachęcić czytelników do przeczytania wstępu do książki wybitnego amerykańskiego filozofa prawa Lona Luvoisa Fullera „Moralność prawa”. Ten dodatek jest zatytułowany „Problem donosicieli”.

Rzecz dotyczy sytuacji, kiedy dzień po zakończeniu funkcjonowania reżimu Purpurowych Koszul minister sprawiedliwości zaprosił swoich zastępców do odpowiedzi na pytanie: co należy zrobić z donosicielami w sytuacji, kiedy donosicielstwo było zalegalizowane?

Zachęcam do lektury, bo to jest dobra lekcja, co można zrobić ze zjawiskami, które są niezwykle trudne do rozwiązania. W zależności od punktu wyjścia, od aksjologii, jaką się przyjmuje, jakie wartości chce się zrealizować, a jakich szkód chce się uniknąć – będą proponowane różne scenariusze.

Na tę chwilę to jest moja odpowiedź, ponieważ nie umiem w maju 2018 roku inaczej odpowiedzieć. My nie wiemy, jaki będzie bilans działań władzy publicznej, jaki będzie stan prawa, stan świadomości prawnej oraz kultury prawnej i konstytucyjnej.

Po pierwsze, trzeba będzie dokonać diagnozy stanu rzeczy i zastanowić się, jak w oparciu o prawidłową diagnozę można zaproponować adekwatne do sytuacji środki naprawcze, czyli odpowiednie lekarstwo i długotrwałą terapię.

Dziś obowiązkiem każdego powinna być refleksja nad tym, jakie i w jakim stopniu wartości konstytucyjne jeszcze pozostały. Jedno jest pewne, że nie wrócimy do stanu z roku 2005, 2010 czy 2015. Będziemy w innym państwie opartym na innym porządku prawnym.

Smutna refleksja.

To zależy od perspektywy. Natomiast nie pokusiłbym się dziś o nazywanie, czy to będzie V republika, czy VI. Ważne, że najbardziej naturalny, bo związany z istotą człowieka będzie powrót do rudymentów organizacji państwa, demokracji, rządów prawa i praw człowieka. To nastąpi, natomiast jakimi metodami – czy rewolucyjnymi, czy ewolucyjnymi, czy będą zastosowane dla przywrócenia zasad, o których mówimy, reguły, które były stosowane przy niszczeniu tych zasad, czy też mozolnie z trudem będziemy powracali, krok po kroku, z pewną świadomością, że nie będzie zrealizowane w pełni to, co chcemy, że będziemy musieli pogodzić się z nieodwracalnymi szkodami w zakresie kultury prawnej – to jest kwestia do rozmowy.

Ta dyskusja już się zaczyna. Myślę, że będzie narastała,

będzie coraz poważniejsza refleksja nad ceną zastosowanych metod przywracania wartości, które zostały zniszczone. Myślę, że może dojść na nowo do tworzenia „okrągłego stołu”. Trzeba będzie zaprosić do rozmowy prawników, głównie filozofów prawa, ludzi, którzy patrzą na problemy nie z perspektywy jednej gałęzi prawa, ale całego systemu, porządku prawnego i jego wartości.

Po drugie, zaprosić do stołu trzeba będzie historyków, bo potrzebna będzie ich wiedza. My nie będziemy pierwsi, którzy będą przez to przechodzić. Trzeba zaprosić będzie psychologów społecznych, ponieważ to będzie też kwestia identyfikacji emocjonalnej, psychologicznej, różnych grup ludzi z różnymi porządkami wartości w państwie. Tak jak dzisiaj mamy do czynienia z wykluczaniem, to rzecz jest w tym, żeby w nowej sytuacji w maksymalnym stopniu włączać, a nie wykluczać.

Czyli także PiS?

Oczywiście, bo muszą tam być wszyscy, którzy tworzą wspólnotę, nawet jeśli dziś jest ona tak bardzo dzielona na zasadzie wykluczeń, gorszego sortu itd. Powinni też usiąść przy stole socjologowie.

To będzie najważniejsze zadanie i myślę, że z tej perspektywy jest tak ważne, aby ludzie zajmujący się badaniami i refleksją teoretyczną byli przygotowani na podjęcie tego najtrudniejszego zadania na początku.

Potem będzie etap budowania, który wcale nie będzie łatwiejszy, bo najtrudniejsze będzie budowanie świadomości społecznej tych, dla których dzisiaj łamanie konstytucji jest tyleż ważne co strój Meghan Markle na królewskim ślubie.

Czy to będzie większe wyzwanie niż przy tym Okrągłym Stole w 1989 roku?

Trudno powiedzieć. Nigdy nie wchodzimy do tej samej rzeki, a to będzie nowa sytuacja. Nie próbowałbym tego klasyfikować w sposób: łatwiejsze, trudniejsze. Również dlatego, że w 89 roku poparcie dla władzy politycznej było faktycznie niewielkie. Dziś mamy sytuację, kiedy władza ma względnie duże poparcie i to oznacza, że więcej ludzi identyfikuje się z tą władzą niż z władzą w 1989 roku. Z władzą, czyli jej wartościami, programem politycznym, beneficjami, które otrzymuje itd.

Ważne jest jeszcze jedno, wtedy odchodziliśmy od autorytaryzmu do demokracji. Dziś odchodzimy od demokracji i rządów prawa.

A powinniśmy tych, którzy łamią konstytucję, postawić przed Trybunałem Stanu?

To jest pytanie o odpowiedzialność funkcjonariuszy władzy publicznej. Trybunał Stanu to jest organ konstytucyjny, którego podstawową funkcją jest prewencja. Doświadczenie pokazuje, że jest to upolityczniony organ, który faktycznie nie funkcjonuje. W związku z tym jest pytanie, czy powinien dalej działać, czy może warto się zastanowić nad innym modelem pociągania do odpowiedzialności tych, którzy konstytucję naruszają.

Czy jako osoba, która cale życie była związana z konstytucją, prawem, nie jest panu przykro, gdy pan widzi to wszystko, co się dzieje?

Na to odpowiem bardzo osobiście. Od prawników oczekujemy, że będą prowadzili sprawy sine ira et studio, czyli w najwyższym spokoju i bez emocji, w zamknięciu, aby stworzyć sobie warunki do spokojnej analizy problemów. Ja mam do spraw, które się dzieją w Polsce, stosunek bardzo osobisty, dlatego że 27 grudnia 1989 roku, będąc osobą zaproszoną przez komisję prac ustawodawczych, pracowaliśmy nad zmianą konstytucji. Zaproponowałem wówczas brzmienie artykułu 1 (dzisiaj artykuł 2) konstytucji: Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym. Czuję się, z zachowaniem wszelkiej miary, ojcem tej propozycji. Propozycji wówczas dla nas nowej, ale przecież znanej w porządkach demokratycznych, będącej wyrazem dramatycznych doświadczeń wielu pokoleń, które walczyły o porządne państwo oparte na rządach prawa.

Koncepcja demokratycznego państwa prawnego była istotnym elementem tworzenia nowego ustroju w latach 1990-97. Ogromna większość orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego odnosiła się do klauzuli demokratycznego państwa prawnego.

Dziś widzę, jak mojemu dziecku powoli odcinany jest tlen i jak bardzo różna jest koncepcja państwa opartego na zasadach rządów prawa od tego, co obserwujemy w rzeczywistości.

Waldemar Mystkowski pisze o zawieszonym proteście niepełnosprawnych.

40 dni trwał protest niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. 40 to liczba symboliczna w kulturze chrześcijańskiej, tyle dni na pustyni przebywał Joszua z Nazaretu i był oblegany przez złe duchy. Tymi diabełkami okazali się u nas marszałek Sejmu Marek Kuchciński, Mateusz Morawiecki i tudzież takie strzygi i rokity jak Krystyna Pawłowicz, jej koleżanki i koledzy strzykający brudnymi słowami.

Gdyby poruszyć jeszcze jedną symbolikę, wręcz mistykę narodową, to należy mówić o mrokach romantycznych Mickiewicza – „40 i 4” z III części „Dziadów”. Jak mało chrześcijańska okazała się władza PiS i mało polska, mało empatyczna, nieromantyczna, nieoświecona.

W proteście niepełnosprawnych nie chodziło o kompleksy polskie, ani chrześcijańskie, ale o jeden postulat – godnego życia, który nie został spełniony (dodatek na życie w kwocie 500 zł).

Więc co przyniósł ten protest? Każdy z osobna powinien odpowiedzieć na to pytanie. Przede wszystkim większość Polaków dowiedziała się o problemach niepełnosprawności. Niepełnosprawny stał się bliższy rodakom, patrzą na niego dużo bardziej przychylnym spojrzeniem i z empatią. Byłem świadkiem kilku zdarzeń, gdy ludzi na wózkach traktowano z większą atencją, uprzejmością i uśmiechem bliskości, niż to miało miejsce przed protestem.

Niepełnosprawni przegrali jednak z zimnym głazem władzy, która nie jest w stanie podjąć dialogu, a tylko monologować, jaki to sobie sama stawia plus, a jak się z tym nie zgadzasz, to nie pozwolą ci wyjść na spacer, utrudnią dostęp do prysznica, zamkną okna i wyślą strażników, aby wykręcali ręce.

Utrudniano życie protestującym i ich szykanowano. Nie zmieni się ich sytuacja tym bardziej po proteście, kłopot został zażegnany, ta władza ma gdzieś słabszych, są dla niej problemem nie do rozwiązania, bo są grupą społeczną nieznaczącą pod względem wyborczym.

Władza PiS zastosowała swoją strategię. Niepełnosprawni są jeszcze jednym segmentem gorszego sortu Polaków. Czy była szansa na zwycięstwo niepełnosprawnych? Na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć. W jakich warunkach zewnętrznych protestu była szansa, aby ta władza pochyliła się nad postulatem niepełnosprawnych?

Gdyby przez 40 dni spadło znacząco poparcie dla PiS, gdyby przed Sejmem i w całej Polsce dochodziło do masowych protestów, to nie mielibyśmy tej sytuacji, iż po 40 dniach zawieszono protest?

PiS się nie zmienia i nie zmieni. Nie miejmy w stosunku do nich żadnych oczekiwań. PiS wygrał z protestującymi. Czy w związku z tym wkrótce wygra wybory?

I jeszcze jedno – PiS nie wygrywa dzięki sobie. Wszystko niszczy, demoluje – Konstytucję, praworządność, niepełnosprawnych. Nie możemy na to pozwolić i dać się zepchnąć na kolejne lata do gorszego sortu.

Zadna wladza nie pokona takich ludzi jak ten ojciec. Wywiad ktory mna wstrzasnal –>

Mało kto o nim wie. Protestuje w Sejmie od początku, ale w drugim szeregu. W milczeniu. Ojciec dwóch niepełnosprawnych dziewczynek oddał pole matkom. Wspiera je bezustannie. Wraz z żoną wychowuje osiemnastoletnią Wiktorię i siedemnastoletnią Magdę. Razem walczą o przyszłość dla swoich i innych chorych dzieci. – Czasami popłaczemy razem, czasami osobno – opowiada Justynie Dobrosz-Oracz. Niektórzy politycy PiS powinni obejrzeć tę przejmująca rozmowę.

Niepełnosprawnym należy się Virtuti Militari

Jak PiS pokonał niepełnosprawnych

PiS pokonał najsłabszych, niepełnosprawnych

Tomasz Lis i internauci o końcu strajku osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie w kontekście Kościoła katolickiego.

gazeta

Iwona Hartwich liderka protestu opiekunów i rodziców osób z niepełnosprawnościami ogłosiła w TVN24 zawieszenie trwającego od 40 dni protestu w Sejmie.

Na godz. 14.30 zapowiedziała konferencję prasową, podczas której protestujący wyjdą przed parlament i opowiedzą o przyczynach tej decyzji oraz dalszych planach.

„Rozważaliśmy zawieszenie od momentu, kiedy zostałyśmy poszarpane, kiedy tak naprawdę wszyscy nas opuścili. I prezydent i pan premier. Żaden kompromis nie był poważnie potraktowany przez stronę rządową – oświadczyła w TVN24 Hartwich, a Janina Ochojska powiedziała na to „Wyborczej”: „Powitam ich jak bohaterów” i dodała: „Żałuję, że nie poprosiłam ich wcześniej, żeby wyszli z Sejmu i wrócili do domów. Tak wiele zrobili!

Straż marszałkowska i sam marszałek Sejmu Marek Kuchciński z PiS od początku protestu robili co mogli, by uprzykrzyć życie jego uczestnikom.

W ostatnich dniach protestujący zostali brutalnie odcięci od dziennikarzy, prysznica i windy. „PiS był gotów protestujących trzymać w Sejmie nawet do końca roku – odciętych od zewnętrznego świata, z utrudnionym dostępem do łazienek i toalet” – ocenił w rozmowie z „Wyborczą” jeden z posłów PO.

Najdramatyczniejsze sceny rozegrały się 24 maja. Protestujący próbowali wywiesić transparent w języku angielskim dotyczący niespełnionego postulatu. „Polskie niepełnosprawne dzieci błagają o przyzwoite życie”. Brutalnie zainterweniowała straż marszałkowska. Transparentu nie udało się wywiesić, doszło do szarpaniny, do protestujących wezwano pogotowie.

W tej sytuacji niepełnosprawni i ich opiekunowie uznali, że kończą protest w Sejmie, ale nie walkę o prawo do życia z godnością dla niepełnosprawnych i ich rodzin. „Ale od poniedziałku będziemy nadal się domagać, by Polska przestrzegała konwencji ONZ dotyczącej osób niepełnosprawnych” – zapewniła Ochojska. Stwierdziła, że zawieszenie protestu popiera, bo wie, że protestujący wywalczyli bardzo wiele. I wie, że razem wywalczą jeszcze więcej.

Protest trwa już 40 dni. Jednym z postulatów było zrównanie kwoty renty socjalnej z najniższą rentą ZUS z tytułu całkowitej niezdolności do pracy (1029 zł brutto) i stopniowego podwyższania tej kwoty do równowartości minimum socjalnego. Ten postulat został spełniony.

Rząd natomiast jest nieugięty w drugiej, ważniejszej sprawie: wprowadzenia dodatku rehabilitacyjnego dla osób niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia w kwocie 500 zł miesięcznie bez kryterium dochodowego.

Jurek Owsiak zabrał głos po decyzji niepełnosprawnych i ich opiekunów strajkujących w Sejmie o zawieszenie swojego protestu.

Ksiądz bije dziecko przed ołtarzem

Internauci informują o zdarzeniu w kościele w Pułtusku, które znalazło swój finał w prokuraturze.

Kayah w czasie festiwalu w Sopocie złożyła życzenia wszystkim matkom z okazji Dnia Matki i skierowała kilka słów do protestujących w Sejmie.

Mocne wystąpienie aktorki Doroty Stalińskiej w czasie demonstracji wspierającej osoby strajkujące w Sejmie.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Kolano Jarosława Kaczyńskiego jest jak na najlepszej drodze. Tak przynajmniej utrzymuje Mateusz Morawiecki, o czym był się podzielić tą perypatetyczną wiedzą w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM, gdy został zapytany, kiedy jego zwierzchnik wyjdzie ze szpitala: „Tego nie wiem, to jest kompetencja lekarzy. Ale mam nadzieję, że jest wszystko na bardzo dobrej drodze”.

Droga samego premiera Morawieckiego jest drogą przez mękę, bo każdą ważna decyzję konsultuje: „Najważniejsze rzeczy konsultuję. Rozmawiamy ze sobą, zwykle przez telefon, bo ma kontuzję pewną”.

W ten sposób dowiedzieliśmy się, że Golgotą jest szpital przy Szaserów – do czasu jednak, gdy zostanie przeniesiona na Nowogrodzką.

Trudno nie kpić z Morawieckiego, który jest niesprawny językowo. A może jest sprawny, bo to język z groteski, wykrzywiony wewnętrznie, nie będący w kontakcie z rozumem, zaprzeczający sensowi już na przestrzeni dwóch zdań. Tak sypnął się Morawiecki, gdy zapytany został o fundusze unijne: „My mamy błędne wyobrażenie, że nasza gospodarka zależy od środków unijnych. (…) Będziemy bardzo twardo walczyć o fundusze strukturalne i na politykę rolną”. Logika tych dwóch zdań jest nastepująca: będziemy walczyć o błąd.

Język jest nośnikiem oleju w głowie, jak powiedziałby Jan Onufry Zagłoba, bohater Trylogii Sienkiewicza, którą ponoć Morawiecki czytał. Premierowi jednak albo brak oleju w głowie, albo kiepsko porusza się w języku polskim.

Nie mogę się zdecydować, co szwankuje u Morawieckiego, bo jak można połączyć protest niepełnosprawnych w Sejmie z PGR-ami. A to udało się temu bohaterowi wyjętemu z grotesek Barei: „Ludzie o kamiennych sercach, którzy niszczyli PGR-y w latach 90-tych, zakłady pracy, bezrobocie 25%, zrobili nic, albo prawie nic w sprawach społecznych”.

Premier rządu polskiego jeździ po Polsce, zamiast rządzić i jak bohaterom grotesek w każdej poruszanej kwestii jest na bakier z sensem. Morawieckiemu odkleja się oczko, jak „Misiowi” Barei.

Pisowska rzeczywistość musi się sypnąć, sprzyja jej na razie koniuktura gospodarcza w Europie, żadna w tym zasługa rządów Misia Morawieckiego, który jest śmieszny w swoich wypowiedziach, a które musimy racjonalizować, aby nie zwariować we własnym kraju.

Zracjonalizował groteskę PiS pewien mężczyzna, ktory na „schody Kaczyńskiego” na placu Piłsudskiego po prostu wszedł. Przynajmniej wiemy, do czego w przyszłości będzie służyć ten pomnik, jako atrakcja turystyczna – do wchodzenia. I niech Morawiecki przyjmie do wiadomości, że dla niego schody się zaczęły, ale one prowadzą w innym kierunku – w czeluść.

Fundacja ePaństwo zapytała kancelarię premiera o wydatki na działania PR i marketingowe. Odpowiedź przyszła po bardzo długim czasie i wymianie wielu pism. Wynika z niej, że KPRM wydała najwięcej między wrześniem 2017 a lutym 2018 roku na doradztwo z zakresu prowadzenia kampanii m.in. w Google, Facebooku i YouTube. To ponad 600 tys. zł.

Fundacja ePaństwo komentuje, że choć w PR-owych i marketingowych wydatkach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie ma nic szokującego, to mogą one stanowić przyczynek do dyskusji o tym czy i w jakim zakresie władza powinna za publiczne pieniądze budować markę swoją i swoich urzędników.

Brudziński, pyszczek delfina

PAMIĘTAJMY DZIŚ O TYCH NAJWIĘKSZYCH BOHATERSKICH MATKACH, KTÓRE TRWAJĄ W SEJMIE W WALCE O GODNOŚĆ SWOICH DZIECI

Mateusz Morawiecki w RMF FM wychwalał działania podjęte przez rząd w sprawie niepełnosprawnych. Premier stwierdził, że kwota, której domagają się protestujący „została nawet przekroczona”.

Do burzliwej sytuacji doszło po godzinie 13.00, kiedy to protestujący próbowali wywiesić za oknem transparent, który byłby widoczny z zewnątrz. Baner z hasłem „Polish Disabled Children Beg for a Decent Life” („Polskie niepełnosprawne dzieci błagają o godne życie”) miał być skierowany do zagranicznych gości, którzy w weekend odwiedzą polski parlament w ramach Zgromadzenia Parlamentarnego NATO.

„Proszę mnie nie szarpać”

– Dbamy o bezpieczeństwo, aby pani nie wypadła – mówili strażnicy siłą odciągając od okna Iwonę Hartwich.

– Niech się pan nie boi, ja jestem za mała, nie wypadnę. Proszę mnie nie dotykać – odpowiadała protestująca matka.

Doszło do przepychanek. Finalnie protestujący zostali odsunięci od okien.

– Tego typu ekspresja jest dla nas bardzo trudna i narusza zasady bezpieczeństwa. Jeśli protest zmienia swój charakter, zmienia się jego ekspresja, to musimy się dostosowywać – mówił Andrzej Grzegrzółka, dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu.

Sesja specjalna NATO

W Sejmie trwają przygotowania do sesji specjalnej Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. Uczestnicy prawdopodobnie nie będą wchodzić głównym wejściem.

Na rozpoczynający się jutro parlamentarny szczyt państw NATO przyjadą zagraniczne delegacje i dziennikarze. Obrady zostały tak przygotowane, aby goście nie znaleźli się bezpośrednio przy protestujących.

– Myślę , że protest ma główny wpływ na organizację szczytu – mówił w Sejmie Andrzej Grzegrzółka. Na pytanie, czy goście będą mogli porozmawiać z protestującymi, odparł: – Jeżeli będzie wielka potrzeba ekspresji, to do tego kontaktu dojdzie – powiedział.

4. kompromis protestujących

Zanim doszło do przepychanek protestujący po raz kolejny zaprosili do rozmów premiera Mateusza Morawieckiego i minister Elżbietę Rafalską. Przedstawili też propozycję czwartego kompromisu.

– Rozumiemy, że w tym roku budżet jest zamknięty. Chcielibyśmy porozmawiać o pomocy 500 zł dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji od nowego roku – proponowali rodzicie.
Minister Rafalska w tym czasie rozmawiała z przedstawicielami innych środowisk osób niepełnosprawnych w centrum „Dialog”. – Żadnych deklaracji na gorąco nie mogę składać – mówiła po opuszczeniu centrum.
Janina Ochojska zadeklarowała, że chce ponownie spróbować spotkać się z protestującymi w Sejmie i poprosiła marszałka Kuchcińskiego o zgodę na wejście.

JUSTYNA KOĆ: Czy te wydarzenia świadczą o tym, że konflikt protestujących w Sejmie niepełnosprawnych i ich opiekunów zaostrza się?

DR MAREK MIGALSKI: On już się zaostrzył. Nie wiem, czy będzie dalej eskalował, ale na pewno dziś mieliśmy do czynienia z kulminacją. Jeszcze tak ostro między prostującymi a Strażą Marszałkowską nie było. Trochę od celów politycznych marszałka i determinacji protestujących zależy, czy tego typu sceny będą się powtarzać.

Straży Marszałkowskiej puszczają nerwy, a może tylko wykonują polecenia marszałka Kuchcińskiego. To, że protestujący są już wyczerpani, także psychicznie, wiemy, bo oni sami o tym mówią. Siedzą zamknięci w Sejmie od ponad miesiąca. 

Czynnikiem zapalnym jest zaczynające się zgromadzenie parlamentarne NATO; bezpośrednią przyczyną tego zajścia była próba wywieszenia anglojęzycznego baneru. Moim zdaniem okazało się, że to jest czerwona linia, za którą protestujący nie mogą się posunąć, bo następuje reakcja władzy. To oznaczałoby, że zarówno marszałek Kuchciński, jak i władza, nie chce dopuścić do tego, żeby o tym, niszczącym obraz Polski proteście dowiedziała się zagranica. Tyle tylko, że to jest myślenie rodem z XIX wieku, kiedy ktoś powie „cichosza” i uda, że nie ma problemu, wprowadzi gości tylnymi wejściem, to nikt się nie dowie. Zresztą uważam, że

filmiki z tego skandalicznego zachowania Straży Marszałkowskiej jeszcze dzisiaj powinny znaleźć się na skrzynkach mailowych wszystkich członków zgromadzenia parlamentarnego NATO. Gdyby tak się stało, to efekt tego dzisiejszego zdarzenia byłby odwrotny niż zamierzano.

Sami protestujący mają telefony z Internetem. Prawdopodobnie te obrazki już się rozchodzą po świecie.

I są niszczące dla obozu władzy. Jeśli po jednej stronie mamy władzę, która wydaje 4 mln złotych na 100 grających patriotycznych ławek, albo wydaje miliony ze spółek Skarbu Państwa na szaleństwa pana Świrskiego w postaci akcji billboardowych, jeżeli zatrudnia tysiącami swoich działaczy, zwolenników i politycznych kiboli w państwowych spółkach, wreszcie jeżeli daje takie świadczenia jak 500 plus czy 300 zł na wyprawkę wszystkim, a więc również milionerom, a nie jest w stanie znaleźć po 500 zł na niepełnosprawnych, to tego typu obrazki są bardzo złe dla władzy. Te 500 zł to jest tyle, ile pani Sadurska czy pan Obajtek w Orlenie zarabiają w godzinę.

Takie zderzenie jest dla każdej władzy niszczące, zwłaszcza dla tej, która szczyciła się swoim solidaryzmem społecznym.

Dziś protestujący zaproponowali czwarty kompromis. To kolejne wyjście naprzeciw władzy.

Politycznie taka postawa wygląda jak koncyliacyjna, kompromisowa, dlatego stronie rządowej będzie jeszcze trudniej wytłumaczyć, że tego nie może spełnić, zwłaszcza że wczoraj usłyszeliśmy, że są pieniądze na 22 mosty. Są pieniądze na elektryczne samochody i strzelnice, jest miliard zł na telewizję publiczną, która jest tubą propagandową, a na potrzeby tych ludzi nie ma. Tu rząd będzie miał dużą trudność z tłumaczeniem, dlaczego nie spełnia żądań.

Z jednej strony badania pokazują, że Polacy uważają, że należy spełnić postulaty protestujących, a z drugiej strony PiS nie odnotowuje spadku poparcia. Jak to możliwe?

Rzadko kiedy jedno wydarzenie niszczy formację polityczną. Ostatnim takim wydarzeniem był słynny wyjazd na Maderę, ale też proszę zwrócić uwagę, że ten niszczący efekt nastąpił dopiero rok później. PiS nie przegra bądź wygra dlatego, że wyjdzie z tego kryzysu dobrze, albo nie wyjdzie.

O ewentualnej przegranej zadecyduje suma wszystkich możliwych błędów lub sukcesów z okresu 4 lat.

To, że PiS nie traci w sondażach, nie oznacza, że nie ma już tu mechanizmów erozyjnych. Moim zdaniem liderzy PiS-u doskonale wiedzą, że tych 15 osób protestujących w Sejmie wyrządza PiS-owi większą szkodę niż czasami demonstracje liczone w dziesiątkach tysięcy ludzi.

Czy przyszedł czas na to, aby Jarosław Kaczyński wkroczył do akcji?

Taki czas już minął. Gdyby w trzecim, piątym, siódmym dniu protestu wygasił ten protest, to mógłby na tym nawet zyskać. Okazałoby się, że nie dał rady prezydent, premier, a prezes rozwiązał problem. Wtedy PiS wyszedłby z tego obronną ręką. Teraz, gdy jego partia de facto męczy tych ludzi już 35. dzień, nie ma wyjścia. Musi ich złamać.

Kaczyński nie może zgodzić się na sukces protestujących z dwóch powodów. Po pierwsze, pokazałby swoją słabość. Okazałoby się, że tych kilkanaście osób może przełamać potęgę PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego. Prezes swoją potęgę buduję na przekonaniu, często fałszywym, że z nim nie można zwyciężyć.

Oczywiście Kaczyński parę razy się wycofywał, ale robi to sprytnie, tak, aby nie było tego widać lub aby mógł zwalić winę na kogoś innego.

Tu mamy sytuację Win-Lose. Jeżeli protestujący wyjdą zwycięsko z tego sporu, to będzie to niszczące dla wizerunku wszechpotężnego Kaczyńskiego. Dokładając jego obecną chorobę i szpital, mielibyśmy pełny obraz starzejącego się, schyłkowego Kaczyńskiego.

Po drugie, następnego dnia po wyjściu protestujących ze spełnionymi postulatami na ich miejsce przyszliby następni potrzebujący. Chorzy na raka, rolnicy, osoby wielodzietne, samotne matki, które nie załapały się na 500 Plus.

Jak pana zdaniem skończy się protest? Mniejszym lub większym podstępem protestujący zostaną usunięci z Sejmu?

Moim zdaniem PiS musi znaleźć mniej lub bardziej inwazyjny sposób na poradzenie sobie z tym. Wydaje mi się, że moment siłowego rozwiązania się zbliża i wcześniej czy później nastąpi. W tej chwili z punktu widzenia Nowogrodzkiej najbardziej racjonalne jest zakończenie tego protestu jak najszybciej, nawet siłowo.

Oczywiście pod warunkiem, że nie zachowają się z tego obrazki – w nocy, bez obecności dziennikarzy, kamer. Rano obudzilibyśmy się w nowej rzeczywistości, gdzie protestujących w Sejmie by nie było.

To byłoby trudne, bo sami protestujący mają telefony, mogą robić zdjęcia, kręcić filmy, wrzucać je do sieci czy nawet transmitować na bieżąco wydarzenia z parlamentu.

Nie chciałbym podpowiadać tu rozwiązań Straży Marszałkowskiej, ale na to, o czym pani mówi, też można znaleźć sposób. Myślę, że tę władzę stać na to zarówno mentalnie, jak i technologicznie.

Trudno mi sobie wyobrazić, że w demokratycznym państwie wynosi się z Sejmu protestującą matkę z niepełnosprawnym dzieckiem.

Tu trochę wezmę stronę państwa, nie mylić z rządem.

Po stronie państwa stoją pewne rację. Oczywiście wynoszenie protestującej matki jest sytuacją niespotykaną, ale też niespotykane jest okupowanie, bo tak to chyba należy nazwać, Sejmu przez grupę społeczną. To jest anarchizacja kraju. Ja rozumiem, że za protestem tych osób stoją uzasadnione racje moralne i ekonomiczne, ale taka jest prawda.

Pojawiają się głosy, że Jarosław Kaczyński jest poważnie chory, i nie chodzi o kolano. Co dzieje się teraz w PiS-e?

Życząc prezesowi jak najdłuższego życia, to oczywiste jest, że będzie on uprawiał politykę do ostatnich dni swojego życia, bo to jedyne, co mu pozostało. To nie jest sarkazm, tylko stwierdzenie faktu.

Nie oznacza to oczywiście, że w PiS-ie nie zaczęły się podchody. W tej chwili w partii liderem w walce o fotel prezesa jest Joachim Brudziński. Wczoraj mieliśmy tego najlepsze dowody. To

Joachim Brudziński ogłosił śmierć delfinów, zrobił to na pewno na polecenie Jarosława Kaczyńskiego.

Po drugie, posiedzenie komitetu centralnego, przepraszam za przejęzyczenie, oczywiście politycznego odbyło się pod jego przywództwem. To jest wyraźny sygnał, że dziś to Brudziński ma lejce do tego, żeby prowadzić partię.

Dodatkowo Brudziński jest najmocniejszy w partii. W porównaniu do innych – Morawieckiego, Szydło, Macierewicza, Lipińskiego – Brudziński jest najmocniejszy w strukturach. To wieloletni sekretarz generalny partii, znany i lubiany. W opinii publicznej ma opinię zakapiora, ale w życiu osobistym jest bardzo towarzyski, sympatyczny i miły. Morawiecki z kolei jest najsłabszy w tej rozgrywce, ponieważ jest traktowany jako ciało obce przez działaczy. Silną pozycję, ale marginalną ma Macierewicz. On nie przekona do siebie większości partii. Ciekawa byłaby rozgrywka między Brudzińskim a Błaszczakiem i Szydło. Była premier zyskała ostatnio w partii, szczególnie po tym, jak z mównicy sejmowej krzyczała, że im się należały premie. Kto wie, czy gdyby dziś partia miała wybierać, to nie ona by wygrała, tym bardziej, że ma słaby autorytet, więc wiadomo by było, że można by przy niej poswawolić. A może sojusz Błaszczaka i Szydło? Chociaż bardziej prawdopodobny wydaje się sojusz Błaszczaka i Brudzińskiego, bo jednak oni należą do tych najwierniejszych z zakonu. Dziś jednak ten pyszczek delfina najbardziej dostrzegam w Joachimie Brudzińskim.

Krystyna Janda z okazji Dnia Matki przypomniała o proteście osób niepełnosprawnych i ich rodziców. „Patrzymy na was cały czas” – zadeklarowała aktorka.

Spojrzenie.. dotyk.. przytulenie.. Miłość ❤ można wyrażać bez słów..

Polski Kościół zdemoralizowany do szpiku kości

Krytyka dziennikarza Konrada Piaseckiego (TVN24) za jego rozmowę w programie „Piaskiem po oczach” z posłanką Joanną Scheuring Wielgus.

Prof. Tadeusz Gadacz i inni o strajku osób niepełnosprawnych w Sejmie oraz Kościele katolickim.

TOK FM

Trudno się dziwić, że w tej sytuacji Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się do ministerstwa z prośbą o wyjaśnienie tego zjawiska, pytając jaka działalność tych podmiotów uzasadniała przyznanie im środków z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Mimo ubiegłorocznych zmian w zasadach funkcjonowania funduszu nadal jest on „ukierunkowany na pomoc pokrzywdzonym i świadkom, przeciwdziałanie przestępczości oraz pomoc postpenitencjarną”.

Zmiana, na którą wskazuje rzecznik pojawiła się tymczasem w rozdziale „Pozostałe zadania finansowane ze środków Funduszu Sprawiedliwości”. I właśnie zgodnie z nimi, środki mogą być przeznaczone m.in. na finansowanie robót budowlanych, zakup urządzeń i wyposażenia, zakup wartości niematerialnych i prawnych czy zakup środków transportu.

Teoretycznie biorąc jest więc wszystko w porządku i nikt nie może się „przyczepić”, że np. są przeznaczone m.in.  na modernizacja zaplecza sportowo-rekreacyjnego Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Raciborzu, na wsparcie dla fundacji Lux Veritatis i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, czy na zakup sprzętu dla jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej (na co resort zamierza przeznaczyć ponad 100 milionów zł), lub na ustawową działalność Centralnego Biura Antykorupcyjnego, co pochłonąć ma 13 milionów zł.

Nie da się ukryć, że Rzecznik Praw Obywatelskich ma „uzasadnione wątpliwości”, czy środki są przeznaczane na cele, o których mowa w rozporządzeniu. Zwrócił się do ministra o przedstawienie pełnego wykazu podmiotów, które były beneficjentami ubiegłorocznego Funduszu. Ponadto poprosił ministra o przedstawienie wyników konkursów już rozstrzygniętych w 2018 r. – ze wskazaniem działalności wygrywających podmiotów, która uzasadnia przyznanie im środków z Funduszu Sprawiedliwości.

– Istotą chrześcijaństwa jest ekspansja. A mówienie o miłości, jej marketingowym narzędziem – ocenił w Godzinie Filozofów dr hab. Tadeusz Bartoś, filozof i teolog, publicysta, były dominikanin.

Waldemar Mystkowski pisze o ojcu PiS.

Jarosław Kaczyński szukał ojcostwa dla swej partii. Wcale nie od razu padło na redemptorystę Tadeusza Rydzyka, o którym miał w latach 90-tych złe mniemanie. Zaliczał Rydzyka do Targowicy, ale przytulił się do niego, aby sięgnąć po władzę.

Spin doktorzy PiS – Adam Bielan i Michał Kamiński – przekonali prezesa, aby skorzystać z wpływów mediów toruńskich. W połowie pierwszej dekady XXI wieku Rydzyk udzielił PiS błogosawieństwo ojcostwa, acz na swoich zasadach.

Cokolwiek ojciec zarządzi, należy mu się podporządkować. Ojciec ma zdanie decydujące i ma prawo do obrugania, do inwektyw, poniżania swego przychówku. I tak żona prezydenta Lecha Kaczyńskiego Maria została nazwana czarownicą, po Jarosławie Kaczyńskim takie deprecjonujące porównanie bratowej spłynęło jak woda po kaczce.

Ojciec Rydzyk co rusz wysyła podobne nieprzyjemne sygnały, bo mu wolno jako ojcu wyznającemu tradycyjne wartości. Ojciec dał PiS propagandę, poprzez nią władzę, więc żąda w zamian bardzo konkretnego zadośćuczynienia, bo ojciec jest ambitny.

Rydzyk jest twórcą dzieł: radia, telewizji, szkoły, geotermii, które są w różnym stadium powstawania, wszystkie klasyfikują się poza normalnym rynkiem medialnym, ekonomicznym i pozarozumowym.

Dzieła Rydzyka są na garnuszki łaski władzy. Co łaska – wyciąga ręce ojciec PiS Rydzyk – i jego przychówek daje z tego, co nie swoje, co wspólne. Innymi słowy, łaska dla Rydzyka jest darowana ze wspólnej kasy Polaków, z podatków wszystkich rodaków, czyli z budżetu państwa.

Jak na ambitnego ojca przystało, Rydzyk kręci nosem i ciągle mu mało. Lecz te ambicje ojca PiS pozwoliły mu wejść do elitarnego grona 100 najbogatszych Polaków.

Oko.press dokonało skrupulatnych obliczeń co do złotówki, ile też dostało się ojcu, gdy jego przychówek jako „dobra zmiana” objął władzę w kraju. Otóż Rydzyk nachapał się  80.921.021 złotych z publicznych pieniędzy. To są pieniądze udokumentowane, czyli takie, jakby złodziej włamał się do naszego sejfu i zostawił pokwitowanie kradzieży.

Ojciec PiS jest drogi do utrzymania przez wszystkich Polaków, który niczym Budda ze złota świeci nam w oczy niewypracowanym bogactwem.

Irlandia dołącza właśnie do grupy europejskich państw, w których aborcja jest jest legalna – pokazują referendalne wyniki exit polls. Jednak piątkowe referendum tak naprawdę nie jest o tym, czy pozwolić na przerywanie ciąży. Bo już dziś tysiące Irlandek to robi – tyle że za granicą. Zwolennikom liberalizacji chodzi o skończenie z hipokryzją i złamanie dominacji Kościoła.

Janet Ní Shuilleabháin od dziecka marzyła o podróży samolotem. Pech chciał, że gdy pierwszy raz wsiadła na pokład, musiała skupić się na tym, by przezwyciężyć poranne mdłości. Miała 18 lat i była w drodze do Londynu, by przerwać niechcianą ciążę. W jej rodzinnej Irlandii za aborcję groziło wtedy dożywocie. – Pracowałam, oszczędzałam na studia. Antykoncepcja zawiodła. Nie byliśmy gotowi na dziecko – opowiada 40-letnia dziś Ní Shuilleabháin „Independentowi”. Poleciała wraz z partnerem; rodzinie i znajomym skłamali, że to romantyczny wypad do Londynu.

Kiedy siedem lat temu Siobhan Donohue dowiedziała się, że jest w ciąży, najpierw się ucieszyła. Niestety w 20. tygodniu USG pokazało, że płód ma bezmózgowie. Z ciężkim sercem Siobhan z mężem podjęli decyzję o przerwaniu ciąży. Ponieważ irlandzkie prawo nie zezwalało na aborcję z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu (co wciąż dozwolone jest w Polsce), kobieta poleciała na zabieg do Liverpoolu. Wsiadając do samolotu pełnego weekendowych turystów, czuła się strasznie. Wszyscy lecieli, by się zabawić, zaś ona przeżywała życiowy dramat.

Według badania Ipsos dla „Irish Times” 68 proc. wyborców poparło zmiany, a zaledwie 32 proc. było przeciw.

Od dziś takie kobiety jak Janet czy Siobhan nie będą musiały wybierać między więzieniem a tragedią. W przeprowadzonym w piątek referendum Irlandczycy zdecydowali o uchyleniu tzw. ósmej poprawki do konstytucji, która kilka dekad temu zrównała prawa płodu z prawami matki i uczyniła aborcję legalną tylko w jednym przypadku: gdy zagrożone było życie matki. Według badania Ipsos dla „Irish Times” 68 proc. wyborców poparło zmiany, a zaledwie 32 proc. było przeciw.

Centroprawicowy rząd premiera Leo Varadkara obiecał liberalizację przepisów, uzależniając to od wyniku głosowania. Uzgodniony wstępnie projekt zakłada, że kobiety będą mogły „na życzenie” przerwać ciążę do 12. tygodnia, zaś w bardziej zaawansowanym stadium – po uzyskaniu pozytywnej opinii lekarzy. Przed zabiegiem będą miały 72 godziny na ostateczne przemyślenie decyzji.

rp.pl

PiSowcy dostali ściągawki, aby grupowo kłamać

Światło dzienne ujrzała „ściągawka” dla polityków Prawa i Sprawiedliwości. Dowiadujemy się z niej, jak politycy PiS mają mówić o stanie zdrowia Jarosława Kaczyńskiego, cenach paliw czy proteście rodziców osób niepełnosprawnych.

Do wewnętrznego pisma Prawa i Sprawiedliwości dotarła Agencja Informacyjna Polska Press, która opublikowała jego treść. Pojawiają się wytyczne, jak politycy PiS mają mówić na dany temat. „Przekazy dnia” czy „ściągawki” dla polityków są znane od lat, jednak po raz pierwszy w mediach pojawiła się cała taka rozpiska.

„Brief specjalny do programów weekendowych 19-20.05.2018” – tak zatytułowano pismo, choć jak wskazuje AIP, stanowiska w większości spraw zapewne się nie zmienią.

„Przyczyną pobytu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w szpitalu jest wyłącznie choroba kolana” – głosi zapis punktu 18. Oprócz tego politycy dostali przykaz, by mówić, że o tym, jak długo w szpitalu pozostanie Kaczyński, zdecydują lekarze.

Temat przekazania nagród na cele charytatywne politycy PiS mają „uznawać za zamknięty”. Obniżka wynagrodzeń dla parlamentarzystów i samorządowców? „Jeśli społeczeństwo tego chce, a widać wyraźnie, że chce, to my się przychylamy do tej decyzji” – głosi jedna z podpowiedzi.

Sporo poświęcono 5. punktowi czyli „Hipokryzji PO”, w którym punktowane są „straty finansowe za rządów PO” czy nagrody dla urzędników z warszawskiego ratusza. Ten punkt liczy prawie 2 strony A4.

Protest rodziców w Sejmie

Wzrost cen paliw? W rozpisce podkreślono, że należy wskazywać, że rosną ceny ropy naftowej, które są efektem „premii strachu związanej z zerwaniem przez USA porozumienia z Iranem”, a ceny paliw i tak są najniższe w Europie.

Sporo miejsca poświęcono też protestowi rodziców osób niepełnosprawnych w Sejmie. Pojawiły się instrukcje, by mówić o daninie solidarnościowej, która ma być częścią „mapy drogowej systemu wsparcia osób niepełnosprawnych”.

Ogólnie ws. protestu politycy mieli podkreślać, że ustawy przyjęte przez Sejm spełniają ich postulaty, a rząd premiera Morawieckiego „myśli o niepełnosprawnych”.

Jesteśmy zdziwieni, bo protestujący zmienili postulaty (domaganie się podniesienia renty socjalnej powyżej emerytury minimalnej ZUS, zmiana postulatu 500 zł na rehabilitację na 500 zł gotówką

– czytamy.

Turcja, Węgry i Polska to, jak wyliczył Bloomberg, kraje o najwyższym udziale zadłużenia zagranicznego w relacji do PKB. Nad Wisłą sięga ono 55,6 proc. Według gazety czyni to naszą gospodarkę bardziej „kruchą” (z ang. fragile) i podatną na światowe zawirowania, jak np. wzrost rentowności amerykańskich obligacji, niż inne kraje.

Nasze zadłużenie w walutach obcych jest trzecim najwyższym w zestawieniu Bloomberga dot. gospodarek Emerging Markets. Najbardziej narażone na wahania nastrojów i odpływ kapitału są Turcja (67, 6 proc.) oraz Węgry (63,8 proc.). – Przedsiębiorstwa i rządy krajów rozwijających się będą musiały poradzić sobie z rosnącą presją, kiedy przyjdzie im spłacać dług – pisze gazeta.

Według Bloomberga gospodarki rozwijające się w przyszłym roku będą musiały spłacić lub refinansować 249 mld dol. – To jest spuścizna trwającego 10 lat objadania się tanim pieniądzem, podczas którego rynki wschodzące ponad dwukrotnie zwiększyły swoje zadłużenie w dolarach, ignorując wiele lekcji historii z kryzysu zadłużenia latynoamerykańskiego z lat 80., azjatyckiego kryzysu finansowego lat 90. i argentyńskiego bankructwa z lat 2000” – czytamy.

– Stres dopiero się zacznie – ostrzega gazeta.

Foto: Bloomberg/IIF, IMF
Turcja, Węgry i Polska to kraje o najwyższym udziale zadłużenia zagranicznego w relacji do PKB

Ile Polska ma zagranicznego długu? Bloomberg bije na alarm

Jak podkreślono w artykule, nawet te gospodarki, które zabezpieczyły swój dług w lokalnej walucie, nie są niewrażliwe na spowolnienie globalnej płynności przez Rezerwę Federalną, czytaj: podwyżkę stóp i zrzucanie bomby bilansowej.

„Jest tak ze względu na znaczącą obecność zagranicznych inwestorów wrażliwych na zmiany w rozwiniętych gospodarkach”  tłumaczy Bloomberg.

– W najbliższym czasie oczekujemy dość trudnej sytuacji – komentuje Sonja Gibbs z IIF. – Im ostrzejszy wzrost kursu dolara i stóp procentowych, tym większe ryzyko zagrożeń w perspektywie krótkoterminowej – dodaje.

Według niej rosnące stopy w USA będą miały efekt domina nawet na lokalnych rynkach długu (na szczęście do tej pory polskie obligacje zachowują się względnie stabilnie, co ma związek z solidną sytuacją ekonomiczną naszego kraju).

Co może zachwiać naszymi aktywami? Rzecz, o której już nieraz na Business Insider Polska pisaliśmy – dochodowość amerykańskiego długu. 10-letnie rentowności skarbowe wzrosły w tym miesiącu do najwyższego poziomu od 2011 r., przekraczając 3 proc. Jamie Dimon, szef JP Morgan Chase ostrzega, że mogą one dojść nawet do 4 procent. To będzie oznaczało odpływ kapitału z naszego regionu i poważne turbulencje. Także dla Polski.

Wszyscy radni, którym przyjrzeliśmy się bliżej, zarabiają ogromne pieniądze w spółkach, a oprócz tego pobierają również diety samorządowe wynoszące od kilku do nawet trzydziestu tysięcy rocznie. Wszyscy też należą do klubów radnych Prawa i Sprawiedliwości lub zostali wybrani z list tego ugrupowania.

m.se.pl

rp.pl

jciec Tadeusz Rydzyk wciąż narzeka, że obecny rząd nie dość mocno wspiera finansowo jego „dzieła” – geotermię, uczelnię, media. Podsumowaliśmy, ile publicznych pieniędzy faktycznie trafiło do nich od początku rządów PiS. Przedstawiamy aktualne wyliczenie – uwzględniające dotacje, o których nie było dotąd publicznie wiadomo

Najsłynniejszy redemptorysta w Polsce – o. Tadeusz Rydzyk, przy każdej nadarzającej się okazji wypomina, że mimo iż u władzy jest PiS, jego „dzieła” nie mogą liczyć na godne wsparcie.

W lutym 2018, podczas konferencji w swojej uczelni, opowiadał o problemach finansowych związanych z budową ciepłowni geotermalnej w Toruniu. „Mimo że PiS rządzi, wcale nam nie jest łatwiej. Nigdy się tego nie spodziewałem. Dlatego mam zaufanie bardzo ograniczone. Mówię to świadomie” – mówił.

Wcześniej, w „Rozmowach Niedokończonych” na antenie Telewizji Trwam, żalił się,  że państwowe spółki nie reklamują się zbyt często w mediach, które powstały z jego inicjatywy – czyli właśnie TV Trwam, Radiu Maryja i „Naszym Dzienniku”. „Mimo że jest dobra zmiana w Polsce, my ze spółek skarbu państwa mamy mniej niż kot napłakał. Ale TVN dostaje i inni” – wytykał gorzko.

Jak wyliczyło OKO.press, od początku „dobrej zmiany” na konta powiązanych z o. Rydzykiem spółek i fundacji wpłynęło łącznie co najmniej 80.921.021 złotych z publicznych pieniędzy.

oko.press

Post Navigation