Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Przemysław Szubartowicz”

W Anglii odbywają się mistrzostwa świata kłamców. Morawiecki powinien w nich startować, zostałby mistrzem i chwałą Polski pisowskiej

Zbigniew Hołdys o exposé Mateusza Morawickiego w Sejmie.

Komentarz Hołdysa

Największy kłamca świata. Każdego roku w miejscowości Cumbria w Anglii odbywa się konkurs na Największego Kłamcę Świata. Uczestnicy mają pięć minut na opowiedzenie swojej historii, nie mogą posługiwać się rekwizytami czy notatkami i co najważniejsze: NIE MOGĄ BYĆ PRAWNIKAMI LUB POLITYKAMI („są zbyt wyrobieni we wciskaniu kitu”). W 2008 roku John „Johnny Kłamca” Graham wygrał konkurs wciągającą opowieścią o tym, jak odbył magiczną podróż w plastikowym kuble na śmieci, jadąc w nim po dnie oceanu. Rok wcześniej zgarnął trofeum za wspomnienie z drugiej wojny światowej, kiedy Niemcy zaatakowali Wielką Brytanię łodzią podwodną, wpłynęli nią do Londynu i skradli mieszkańcom dekodery telewizji satelitarnej. W 2003 roku konkurs wygrał biskup Carlisle mówiąc jedno zdanie: „Nigdy w życiu nie skłamałem”.

Podobno największym kłamcą w historii był Robert Ripley. Facet żył w latach 1890-1949, a lista jego dokonań jest długa. Jako nastolatek rysował do gazet komiksy „Believe it or not!” (Wierzcie, lub nie!) o rzeczach, które rzekomo widział. Rysował w nich ludzi, zwierzęta i sytuacje nieistniejące, twierdząc, że je widział. Np. wulkan w Meksyku, który chciał kupić, ale nagle z małej dymiącej górki w godzinę urósł bluzgający lawą potwór większy niż Wezuwiusz – wtedy rząd meksykański nie dopuścił do transakcji.

Przez ponad 20 lat Ripley podróżował po świecie, filmował ciekawostki i prowadził program radiowy. W nim opowiadał o domu, który w nocy przemieścił się o kilkaset metrów. Po II wojnie światowej ruszył z programem TV, w którym pokazywał mężczyzn, którym na głowie wyrosły rogi, dziecięcego cyklopa, golfistę bez rąk, ryby wspinające się po drzewach i krowy z ludzkimi stopami.

Robert Ripley i wyżej wymienieni to mały pikuś w porównaniu z Morawieckim. Gdyby Morawiecki został zakonnikiem – napisałby nowe pismo święte, z którego usunąłby Jezusa. Szkoda, że politycy nie mogą brać udziału w konkursie w Cumbrii, bo mielibyśmy mistrza świata.

Morawiecki opowiadał o planach kierowanego przez siebie rządu na kolejne 4 lata. Mówił o wspaniałym rozwoju Polski pod rządami PiS czy o przyszłych działaniach zmierzających do tego, aby Polacy chcieli wracać z emigracji do Polski.

– Możemy być najsilniejszym pokoleniem, jakie miała Polska. Możemy być pokoleniem, które zobaczy Polskę wielką i wolną, jak w marzeniach naszych ojców, szczęśliwą i mądrą jak w modlitwach naszych matek i babć – deklarował szef rządu w Sejmie.

– Jakość exposé Morawieckiego można mierzyć także liczbą ziewnięć posłów PiS – komentuje poseł Adam Szłapka.

Przemysław Szubartowicz (publicysta, wiadomo.co): Z zażenowaniem obserwuję, jak niektórzy próbują serio komentować tę błazenadę Morawieckiego, którą dla niepoznaki nazywa się exposé. Banaś, dublerzy, stępka, prom, ściema z budżetem, podwyżki – a ci: premier ciekawie o tym i owym. Gloryfikacja fikcji i kłamstw. Impotencja mediów”.

Tomasz Lis Newsweek: Nawijanie makaronu na uszy zwane exposé Morawieckiego, za nami. Teraz spowolnienie, podwyżki, kolejne dowody na skrajną nieudolność władzy, dramat w szkolnictwie i służbie zdrowie, dalsza degrengolada sądownictwa i jeszcze większy upadek pozycji Polski w Unii Europejskiej”.

Reakcje internuatów:

W nowym piśmie świętym znalazłaby się święta dziewica Marta”.

Jeden drobiazg, Cumbria, to hrabstwo niekonkretna miejscowość, malownicze swoją drogą i warte odwiedzin. Miejscowość, o której mowa zwie się Santon Bridge”.

Banaś wyniesiony na najwyższe stanowiska, mafia VAT-owska w strukturach państwa, wczoraj TVN pokazał, co się odbywa w TK, a Morawiecki do opozycji – zmieńmy razem konstytucję. To jest bezczelność”.

1. Premier Mateusz Morawiecki obiecał, że do końca 2019 roku wybudują 100 tysięcy mieszkań w ramach programu Mieszkanie+. 2. Wybudowano 887 mieszkań. 3. Nowe exposé i premier Mateusz Budowniczy Morawiecki obiecuje 200 tysięcy mieszkań. W takim tempie powstaną w 2921 roku”.

Kmicic z chesterfieldem

Mateusz Morawiecki wygłosił exposé. Nie obyło się rzecz jasna bez odwołań do historii, niekiedy bardzo zawiłych. Ale premier nie pominął też i kwestii ubóstwa, nierówności społecznych, wychowywania młodego pokolenia i … problemu bezpieczeństwa pieszych. Słowem, dla każdego coś miłego.

Rozpoczynając expose Morawiecki przypomniał postać Czesława Mostka, pseudonim “Wilk”, który zmarł dokładnie przed rokiem, w wieku 103 lat. Był on uczestnikiem asysty wojskowej, która  wiozła serce zmarłego marszałka Józefa Piłsudskiego do Wilna.

Jeśli o Marszałku mowa, premier nie omieszkał podzielić się refleksją, co było dla niego ważne, przy okazji… miksując przesłanie Piłsudskiego z cytatem z… jego politycznego rywala – Romana Dmowskiego. –  Używając po raz pierwszy fonografu [Piłsudski] powiedział, że stoi przed „dziwaczną trąbą” i choć nasze czasy wydawałyby mu się jeszcze dziwniejsze, nie zmieniłaby się zasada, którą miał w sercu i w głowie. Trzeba robić wszystko co buduje silną i normalną Polskę. Jesteśmy Polakami, więc trzeba nam mieć obowiązki polskie”

View original post 909 słów więcej

 

Brudziński, kocmołuch od antykultury

Europoseł PiS Joachim Brudziński ze wściekłością zareagował na zachowanie aktywistów opozycyjnych w centrum Warszawy.

Lotna Brygada Opozycji po tym, jak nagrała słynny filmik przed domem Jarosława Kaczyńskiego w Halloween, tym razem zbudowała czołg”.

Materiał pokazujący aktywność opozycjonistów opublikowała w mediach społecznościowych strona wolne-media.pl.

Waldemar Kuczyński (publicysta): „Jeszcze Polska nie zginęła póki.. Lotna Brygada w akcji. Wzorowa operacja militarna sił pancernych i podwodnych pod dowództwem zrowerowanego marszałka Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Szczurka doprowadza do ucieczki elitę Republiki Banasiowej! Gratulacje!”.

Żaneta Gotowalska (Gazeta Wyborcza): Ten happening na miesięcznicę smoleńską to jest tak ogromna żenada… Czytam o tym i zwyczajnie mi za tych ludzi wstyd. Nie idźmy tą drogą.

– A ja uważam, że gdy władza nie reaguje na żadną krytykę i nie widzi, że swoimi działaniami ośmiesza ważne dla wszystkich Polaków wydarzenia, jedyną metodą jest śmiech. Lotna Brygada czasem przekracza granice, których ja bym nie przekroczyła, ale przynajmniej coś robi – odpowiedziała Gotowalskiej dziennikarka Bianka Mikołajewska (oko.press).

Reakcja Brudzińskiego

Były szef MSWiA odniósł się do wpisu na Twitterze Sebastiana Kalety: – Kodziarze atakują nawet żołnierzy pełniących służbę przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Te zdjęcia są po prostu smutne, bo w obawie przed czym – TVNGW – bezkarnie znieważani są żołnierze? – napisał Kaleta.

Joachim Brudziński (europoseł, PiS): To przedstawiciele tej samej #kulturowadzicz która skacze po pomnikach, zakłóca modlitwę za zmarłych, urządza sabaty nienawiści pod domami polityków. Dziś przekraczają kolejną granicę. Za czasów 2RP legioniści pewno wybatożyliby taką – moim zdaniem – kulturową hołotę”.

Kibicuję Wam. Ale czasem myślę, że nieprzychylni wam ludzie mają rację, twierdząc, że wcale nie macie zamiaru cokolwiek z tym zrobić. Uważacie, że ich zachowanie działa na korzyść PiS. Poniekąd tak, ale teraz oczekujemy, że coś z tym zrobicie. Bo demonstrujecie bezradność… – skierowała wpis w stronę Brudzińskiego jedna z internautek.

Odpowiedź Brudzińskiego: Szanowna Pani, rozumiem oburzenie tak samo, jak rozumiem i podzielam złość wielu użytkowników TT, ciągłym przesuwaniem granicy kulturowego barbarzyństwa przez ludzi pozbawionych moim zdaniem poczucia patriotyzmu i elementarnej kultury. Problem polega głównie na tym, że większość zatrzymanych przez Policję osób łamiących w sposób oczywisty prawo i elementarne zasady życia społecznego były uniewinniane przez sądy, a zarzuty przekroczenia uprawnień stawiano policjantom. Będąc szefem MSWiA zawsze stawałem po stronie fukcjonariuszy, a dzicz nazywałem dziczą!.

Reakcje internautów:

Pisowska hołota, która doprowadziła do katastrofy i na kłamstwie smoleńskim, na trumnach ofiar doszła do władzy, 9 lat po katastrofie wciąż odprawia jasełka. Komuniści i złodzieje”.

Za czasów II RP, Piłsudski zrobiłby przede wszystkim porządek z Waszym Prezesuniem„.

Pan jest takim wzorem kultury osobistej, że słowo dzicz to dzisiaj komplement. Oczywiście nie wszystko jest śmieszne co robi lotna brygada, jak w większości nieśmieszne jak pan próbuje żartować. Ale i oni i pan mają swoją publikę”.

Panie Ministrzu, pokojowy performance, na skutek którego nikt nie cierpi, tak pana przeraża?”.

Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiedziało zawiadomienia prokuratury w związku z happeningiem, który w niedzielę 10 listopada przeprowadzili działacze tzw. Lotnej Brygady Opozycji (jak podkreślają jej członkowie, to oddolny ruch ludzi z różnych stowarzyszeń tzw. opozycji ulicznej). Podczas zmiany warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza na placu Piłsudskiego w Warszawie pojawił się przebrany za czołgistę mężczyzna, który poruszał się pojazdem przypominającym kartonowy czołg w kolorach moro. Na pojeździe widniał napis „Gdzie jest wrak?”, a lufa czołgu była skierowana w stronę maszerujących żołnierzy Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego.

Do sprawy odniósł się na Twitterze jeden z uczestników happeningu, Leszek Piątkowski.

„Jedno wyjaśnienie, żeby było jasne: nie pokpiwam ani z warty honorowej pod Grobem Nieznanego Żołnierza, ani z ofiar katastrofy smoleńskiej. Przyjechałem ze Śląska, by wraz z Lotną Brygadą walczyć z Republiką Banasiową. Walczyć satyrą” – napisał.

Kmicic z chesterfieldem

Więcej >>>

Jednym z haseł przedwojennych narodowców było „umundurowanie dusz”. Czym innym, jak nie umundurowaniem dusz są lekcje wychowania obywatelskiego czy obrona terytorialna? Znów mamy być potęgą i mocarstwem od morza od morza, choć wiadomo, że to są tylko hasła i mrzonki. Znowu manifestacje, krzyki, sztandary, znowu lekcje patriotyzmu dla sześciolatków, dla których wzorcem nie będzie już Korczak. Patrząc na to, co dziś w Polsce dopiero się rozwija, musimy zdawać sobie sprawę, do czego to może prowadzić – mówił przed trzema laty zmarły w tym roku Ryszard Marek Groński, historyk, pisarz, poeta, satyryk, współpracownik legendarnych kabaretów, takich jak Szpak, Wagabunda, Dudek czy Pod Egidą. Przypominamy tamtą rozmowę z nim.

PRZEMYSŁAW SZUBARTOWICZ: Życie polityczne przerosło kabaret?

RYSZARD MAREK GROŃSKI: Gdy słyszę to pytanie, natychmiast przypomina mi się inne, zadane przez zapomnianego historyka. Co nam zostało z dwudziestolecia międzywojennego? Nazwisko Piłsudski i światopogląd endecki.

11 listopada słyszałem i jedno, i drugie.
Tak, ale pamiętajmy, że w latach dwudziestolecia, gdy ruchy narodowe były silne, wiedziano, że najlepszą odtrutką na to wszystko jest satyra, dowcip i żart. Wtedy ukazywało się sporo tekstów wyśmiewających ideały narodowe. Dziś nad śmiechem przeważa jednak lęk.

View original post 3 398 słów więcej

 

PiS w odwrocie. Poczynając od Senatu Kaczyński będzie zaznawał klęskę za klęską, aż ucieknie z Polski, jak Janukowycz z Ukrainy

Prof. Tomasz Grodzki został oficjalnym kandydatem partii opozycyjnych na stanowisko marszałka Senatu.

Wszystko wskazuje na to, że następcą Stanisława Karczewskiego na stanowisku marszałka Senatu zostanie – także lekarz z zawodu – prof. Tomasz Grodzki. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna zaprezentował Grodzkiego jako wspólnego kandydata partii opozycyjnych.

Bogdan Klich (senator): Opozycyjna większość w Senacie nie da się podzielić, kupić ani zniszczyć. Nie zawiedziemy naszych wyborców

– Wygląda na to, że prof. Grodzki nieźle się spozycjonował, mówiąc otwarcie jako pierwszy, że PiS próbował go przekabacić i się nie udało – komentuje dziennikarz Tomasz Żółciak (Dziennik Gazeta Prawna).

Marcin Kierwiński (poseł): Symboliczna decyzja wskazująca, ze w polityce liczą się pozytywne wartości, a nie draństwo. Gratulacje!”.

– Przywróci Senatowi godność, szacunek i standardy stanowienia prawa – zapewnia poseł Michał Szczerba (PO).

Przemysław Szubartowicz (publicysta, wiadomo.co): Porozumienie senackie było kluczowe. Dzięki niemu „przygniatające” zwycięstwo PiS przestało być przygniatające, a „klęska” opozycji przestała być klęską. Wszyscy liderzy zyskali, a Kaczyński stracił – pewność hegemonii, większość w Senacie, bezczelność panowania. Oby tak dalej”.

Tomasz Lis (Newsweek): Porozumienie w sprawie prezydium Senatu to bardzo dobra wiadomość – liderzy KO, Lewicy i PSL pokazali, że nie dadzą się rozgrywać PiS-owi i w najważniejszych sprawach potrafią działać razem”.

Reakcje internautów:

Polacy wybrali Senat. Krucha większość opozycji, ale jest. Kandydaci: – Tomasz Grodzki – marszałek, Bogdan Borusewicz – wicemarszałek, Gabriela Morawska Stanecka – wicemarszałek. PiS wygrał wybory do Senatu – Sellin. I takich „sukcesów” życzymy PiS. Koniec chuligaństwa.

To może Karczewski w końcu opuści wille????.

Mnie się podoba. Świeży oddech w Senacie. No i PiS-owi też się spodoba, skoro chcieli przeciągnąć na swoją stronę”.

Kmicic z chesterfieldem

Posłowie KO zaapelowali do prezydenta, aby ten zmienił swoją decyzję i wyznaczył kogoś innego na stanowisko marszałka seniora niż Antoniego Macierewicza. – Wierzę w to, że prezydent Duda, kierując się zgodą w Sejmie i odpowiedzialnością za polską demokrację, tę decyzję zmieni – tłumaczył wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak. Podobne pismo do prezydenta złożyła też Lewica.

Jest czas na zmianę decyzji

Posłowie Koalicji Obywatelskiej wysłali do prezydenta specjalne pismo w sprawie Antoniego Macierewicza, który ma w nowym Sejmie pełnić rolę marszałka seniora.

– Ma pan kolejny raz szansę być prezydentem nie tylko jednej partii, ale wszystkich Polaków. Do tego wymagana jest zmiana tej decyzji. Nie może być tak, że człowiek, który w ostatnich latach szkodzi polskiej racji stanu, jest nominowany na takie stanowisko – mówił Marcin Kerwiński.

Wiele powodów, aby decyzję zmienić

W obszernym, 3-stronicowym piśmie posłowie opozycji argumentują, dlaczego były szef MON nie powinien piastować tej funkcji.

Posłowie przypominają w nim niejasne powiązania Antoniego Macierewicza z obcymi służbami, miliony wydane na komisję smoleńską i budowanie kapitału politycznego na kłamstwie smoleńskim, a także demolowanie polskiej armii.

– Antoni Macierewicz kłamał z mównicy sejmowej o rzekomych “mistralach za dolara”, a teraz…

View original post 1 533 słowa więcej

Duda i kobiety. Żałosny don Juan

Adrian kocha wszystkie kobiety… Widząc tę reklamę pomyślałam, że chodzi o nowy sezon Ucha Prezesa. Występujący w nim prezydent Adrian kocha wszystkie kobiety i swoją żonę, wbrew opinii, że jest gejem. Potem, zobaczyłam kawałek spodni, owłosioną pięść. Adrianem jest męski bokser? Reklama sado-maso, bo pobita kobieta ma ponętne czarne pończoszki i maksymalnie zadartą spódnicę. Obok napis: „Walcz o siebie. Ja to zrobiłam!!” – Karolina Piasecka.

Zrozumiałam, reklama walki z przemocą. Mąż Piaseckiej za dekadę znęcania się nad nią dostał 2-letni wyrok. Radny PiS-u tłukł żonę w imię Boga jedynego, patriarchalnego. Bardzo się cieszę, że Karolina Piasecka wygrała, jest bezpieczna i zarobiła na reklamie. Innego odszkodowania nie dostanie ani jej dziecko. Kat w więzieniu, ofiara nagrodzona, ale problemem jest Adrian.

Aktorkom za otwarte mówienie prawdy, np. Maji Ostaszewskiej oskarżającej PiS o łamanie prawa, „zabiera się reklamy”. Piosenkarkom anuluje koncerty – jak Przybysz, po przyznaniu się do zakazanej aborcji. W tym biznesowym konformizmie, Adrian idzie pod prąd promując kobiecą odwagę, inność. Jego reklama z Grodzką – „Każdy ma prawo być sobą”, super. Reklamowanie rajtuz przez Kuszyńską na wózku, świetne. Ale upozowanie pani Karoliny Piaseckiej i podpisanie tego „Adrian kocha wszystkie kobiety” wygląda rzeczywiście na kabaret, nie z ucha, ale z dupy.

Oczywiście ofiary domowej przemocy mogą nosić bluzkę od stylistki, seksowne pończoszki.

Bite są kobiety biedne i bogate. Gwałcone na randce, przez męża w domu, albo obcego w parku. Adrian ubierając panią Karolinę na plakat reklamowy wiedział, że „nie wolno czepiać się stroju kobiet”. To jest jedno z osiągnięć feminizmu. Jasne, jak czarne pończochy i siostry mogą zarządzać swoim ciałem dowolnie, nie krytykuj ich wyborów.

Nie czepiam się Karoliny Piaseckiej, szacun.

Zastanawiam się nad strategią Adriana. Co reklamuje? Towar? Odwagę? Wspieranie odważnych kobiet? Ty dasz twarz i nogi, my sfotografujemy nasze rajtuzy i twoją historię.

Wbrew pozorom nie jest to reklama społeczna: „Bo zupa była za słona”. Pokazana na niej twarz pobitej kobiety nie reklamowała zupki podliszki czy gorącego kubka. Chociaż sprytny handlowiec, mógłby dodać „Gorąco kochamy kobiety”. I dorzucić kto wyprodukował te świetne cienie pod oczy.

Skatowane niemowlę opatrzone na bilbordach hasłem „Wszystkie dzieci są nasze” i ubrane w pieluszkę z wywalonym logo? Nikt nie ogłasza „Prawdziwe piękno nie tonie”, gdy przy szczątkach samolotu rozbitego nad oceanem pływają drogie kosmetyki. To jednak nie powód, żeby pisać „Nawet śmierć może być piękna”.

Nie wiem co naprawdę kocha Adrian, kasę? Rozgłos? Fajnie, jeżeli robi to z pomysłem. Gorzej, jeżeli miesza seks, przemoc i biznes.

Chciałeś Adrianku pomóc ofiarom przemocy? – Ogłoś, za każdą parę kupionych rajtuz parę złotówek idzie na pomoc dla ofiar przemocy domowej. Do tego zdjęcie Karoliny Piaseckiej, autentyczne jeśli ma ochotę, z siniakiem. I nowe, po wygranej sprawie przeciw oprawcy. Z wyrokiem w ręku – walczcie kobiety o swoje.

Chyba że chodzi tylko o rajtuzy. Wtedy trzeba było pokazać scenę, jak duszona czarnymi pończochami kobieta walczy drąc je i…nic. Są tak wytrzymałe, nawet oczko nie poszło, nie puściło się do widzów.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy w 2015 r. Marian Banaś został wiceministrem finansów, złożył oświadczenie, że nie ma mieszkania w Warszawie. Przydzielono mu więc 35-metrowy służbowy lokal, składający się z pokoju, kuchni i łazienki. Banaś nie płacił za wynajęcie tego mieszkania, pokrył jedynie koszty takie jak czynsz czy opłaty za media.

Z lokalu służbowego Banaś korzystał do końca października tego roku, choć – jak ustalił RMF FM – w marcu 2017 roku kupił sobie mieszkanie w Warszawie. W oświadczeniu majątkowym podał, że ma 40-metrowe mieszkanie.  Jak podaje stacja, znajduje się ono „w atrakcyjnej lokalizacji na strzeżonym osiedlu na Pradze”.

Nie wiadomo dlaczego obecny szef NIK nie opuścił służbowego lokalu po zakupie własnego mieszkania. Banaś nie chciał rozmawiać na ten temat.

– „To kolejna gruba rysa na kryształowym wizerunku szefa Najwyższej Izby Kontroli” – skomentowała te doniesienia Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego w rozmowie z RMF FM. Zaznacza, że brakuje przepisów regulujących sytuację, gdy podczas…

View original post 1 372 słowa więcej

 

Ziobro i Gowin zagryzą Kaczyńskiego

W partii umocnili się jej sojusznicy – gowinowcy i ziobryści. Słychać, że porachunki z premierem Morawieckim będzie chciała wyrównać była premier Beata Szydło.

Dzień po wyborach z każdym kolejnym komunikatem Państwowej Komisji Wyborczej rzedły miny polityków PiS. Bo ostateczne wyniki są gorsze od spodziewanych. – Liczyliśmy, że pułapem, z którego się wybijemy w tych wyborach, będzie 45-proc. poparcie, a nawet nie doszliśmy do tego progu – tłumaczy polityk PiS.

W nieoficjalnych rozmowach nikt nie kryje, że w partii potrzebna jest refleksja i rozliczenia – nie tylko sztabowców, ale też kandydatów i okręgów. Najważniejszy cios padł, gdy PKW ogłosiła zwycięzców wyborów do Senatu. – To jest największe zmartwienie prezesa PiS. Miał Senat na telefon, teraz senatorowie będą mogli blokować nasze ustawy nawet na kilka tygodni – mówi ważny polityk obozu władzy. – A jeśli opozycja dobrze poukłada się w Senacie, to jego marszałek zostanie liderem opozycji – i to z możliwością robienia własnej polityki zagranicznej.

Dodatkowo wskazują, że to Senat dzieli pieniądze dla środowisk polonijnych. W 2019 r. było to 100 mln zł. – To dla nas ważne. Wygraliśmy w USA, gdzie Polonia jest największa, i to my przenieśliśmy te środki z MSZ do Senatu, a teraz będzie je dzielić opozycja – złości się polityk PiS.

Mocni gowinowcy i ziobryści

W poniedziałek w partyjnej centrali od rana trwały narady. Zebrał się sztab i kierownictwo partii. Politycy na gorąco analizowali wyniki wyborcze, padały pierwsze wnioski z kampanii. – Na Senat nie było żadnej strategii, żadnej pracy w regionach – oskarżał jeden z posłów PiS. Inny bronił kolegów: – Marszałek Stanisław Karczewski, który odpowiadał za Senat, pracował naprawdę ciężko, ale zabrakło wsparcia ze strony kandydatów do Sejmu.

Na razie na Nowogrodzką do siedziby PiS nie zaproszono liderów partii sojuszniczych, ale rozmowy rozpoczną się w tym tygodniu. Partia Kaczyńskiego będzie chciała jak najszybciej powołać rząd i uspokoić nastroje wewnątrz obozu władzy.

Nieoficjalne układanki na rządowym zapleczu już się zaczęły. Zwycięzcami tych wyborów czują się Zbigniew Ziobro z Solidarnej Polski i Jarosław Gowin z Porozumienia. Sojusznicy PiS wychodzą z nich wzmocnieni – i jedni, i drudzy wyliczają, że wprowadzili po 18 posłów, i już myślą, jak poszerzyć swoje strefy wpływów.

– Bez nas PiS nic nie zrobi – mówią zgodnie. Obie formacje łączy sojusz taktyczny. Wspierają się, gdy PiS próbuje kogoś z nich ograć. Ale na tym zgoda się kończy, a zaczynają się wzajemne podgryzania.

Ziobrysta: – Jarosław Gowin dostał w Krakowie ledwie niecałe 16 tys. głosów, jego pozycja negocjacyjna znacznie spadła. Nie to co Zbigniew Ziobro z wynikiem ponad 100 tys. w Kielcach.

Gowinowiec: – To nas nie osłabia. Gowin startował z ostatniego miejsca, żeby inni od nas dostali lepsze miejsca, za chwilę nikt nie będzie pamiętał, kto ile dostał głosów. A nie ma co porównywać wyników z pierwszego i ostatniego miejsca listy.

Polityk PiS: – Niech Ziobro się nie puszy, bo dobry wynik zrobiła też Anna Krupka – prawie 70 tys. głosów. Co pokazuje, że szeryf wcale nie jest taki mocny.

Ze strony ziobrystów dobiegają też sygnały, że do gry chce wejść europosłanka Beata Szydło. Od dawna wiadomo, że w rządzie była premier miała nieformalny alians z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą przeciwko Mateuszowi Morawieckiemu. A oba środowiska najchętniej zmieniłyby szefa rządu. To stamtąd padają oskarżenia, że to Morawiecki nie dowiózł oczekiwanego wyniku. – On nie trafia do naszych wyborców w wioskach i małych miastach. Tam powinna być wszędzie Szydło, wtedy PSL dziś by nie świętował – mówi polityk z otoczenia prokuratora generalnego. Irytuje się: – Ale nie! Pchnęli go na wieś, bo tak wymyślił Paruch, który sam nie umie wygrać z pierwszego miejsca.

W PiS ciągle pamiętają, że Waldemar Paruch, szef Centrum Analiz Strategicznych w kancelarii premiera, nie zdobył mandatu europosła w 2014 r., chociaż otwierał listę PiS w Lublinie.

Trudne cztery lata

Zwolennicy Morawieckiego stopują jednak zapędy o wymianie szefa rządu: – Premier zrobił wynik lepszy o 7 proc. niż Szydło cztery lata temu. A poza tym prezes nadal jest z niego zadowolony, skoro ciągle opowiada, że Morawiecki ma przewody zamiast żył.

Na razie w obozie władzy nie ma planów zastąpienia szefa rządu, chociaż słychać, że wynik indywidualny premier mógłby mieć lepszy (ponad 130 tys. w Katowicach). – Ziobryści mogą próbować tym straszyć, by podbić swoją pozycję negocjacyjną i jeszcze więcej ugrać dla siebie – mówi polityk PiS.

W partii wiedzą, że gowinowcy też nie zgodziliby się na wzmocnienie swojego konkurenta. – Szykują się trudne cztery lata. To zwycięstwo, które Jarosława Kaczyńskiego przyprawia o potężny ból głowy. Bo to on będzie musiał za każdym razem wszystko rozstrzygać, a będzie co robić – ocenia polityk PiS. I wylicza: – Wyrazista lewica będzie się upominać o sprawy światopoglądowe, silni sojusznicy będą poszerzać strefy wpływów, Senat będzie blokować, Konfederacja będzie dociskać PiS do prawej ściany.

Polityk PiS: – Konfederaci powinni lecieć z kwiatami do prezesa TVP, bo w Sejmie są dzięki niemu.

Ale nie wszyscy tak sądzą. – Gdyby nie Jacek i telewizja, moglibyśmy mieć gorszy wynik – uważa polityk PiS. Prezes TVP Jacek Kurski był w niedzielę na wieczorze wyborczym PiS.

Więcej >>>

Więcej >>>

Zwycięstwo w Senacie tworzy nową jakość, jeśli chodzi o możliwości legislacyjne, możliwości kontroli nad pracą rządu, jest to szansa na przywrócenie prawdziwego parlamentaryzmu przynajmniej w jednej izbie po 4 latach tłamszenia i duszenia.

Xerofas

Zjednoczona Prawica ma najprawdopodobniej bezwzględną większość w Sejmie, ale opozycja odbiła Senat. To najważniejszy polityczny efekt tych wyborów. Oznacza, że dobrze naoliwiony mechanizm sprawowania władzy przez PiS lekko się zatarł. Czy nastąpi także odpływ fali populizmu w Polsce?

Stonowane wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego podczas wieczoru wyborczego świadczyło o tym, że zdaje on sobie sprawę, iż rządzić przez następne cztery lata będzie trudniej. Nie tylko z powodu obietnic socjalnych, nadchodzącego kryzysu i pytania o wewnętrzną jedność ugrupowania z racji dobrych wyników partii Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina.

Wbrew nadziejom polityków PiS partia rządząca nie uzyskała w Sejmie większości konstytucyjnej ani większości trzech piątych, która pozwala odrzucać weto prezydenta. Zatem w kolejnych wyborach – wiosną 2020 r. na prezydenta RP – bój ponownie będzie się toczył o wszystko. A przegrana może być dla PiS katastrofą.

8 mln kontra 8,8 mln

Zdobycie Senatu (o ile PiS nie zdoła podkupić któregoś z senatorów opozycji) oznacza…

View original post 2 781 słów więcej

 

Wałęsa: Nie sztuka mieć rację, ale sztuką jest zwyciężać

Kmicic z chesterfieldem

W czasie wiecu w Częstochowie Jarosław Kaczyński nawiązał do wypowiedzi znanej i cenionej na całym świecie reżyserki, Agnieszki Holland.

Mamy niebezpieczeństwo, że nie będzie tak, jak mówiła pani Holland, która skądinąd po tym, jak mówiła, to później mówiła, że nie mówiła i nawet później kilkudziesięciu reżyserów napisało do mnie list, w którym napisało, że ona nie mówiła tego, co mówiła i to można było usłyszeć. Pani Holland powiedziała, żeby „było jak było”. Jeżeli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było. Oni nie ukrywają, że chcą zlikwidować demokrację” – w dość oryginalnym stylu wypowiedział się prezes PiS.

Agnieszka Holland poproszona o komentarz do słów Kaczyńskiego, stwierdziła, że czuje się dowartościowana tym szczególnym zainteresowaniem prezesa.

To jest w pewnym sensie zaszczyt. W końcu to szara eminencja polskiej polityki, bardzo sprawczy człowiek. Ma dużo zajęć na głowie, bo właściwie rządzi całym państwem jednoosobowo. Skoro jeszcze ma czas, żeby zajmować…

View original post 1 463 słowa więcej

 

Banaś, czyli jak PiS urządza kobietom piekło na Ziemi

„Paolo” mówi: „Dzwonię do Banasia − wystukuje numer. − No cześć. Jakiś facet przyszedł upierdliwy, z telewizji”. „Paolo” to jeden z braci K., o którym wiadomo, że należał do brutalnej mafii sutenerskiej. Siedzi w recepcji hotelu znajdującego się w kamienicy należącej do prezesa NIK Mariana Banasia. Hotel wynajmuje pokoje „na godziny” i nie wydaje paragonów. Galopujący Major pisze o kolejnej aferze PiS.

Od kilku dni media i dziennikarze, przynajmniej ci nie w mundurach, żyją sprawą Mariana Banasia – pisowskiego szefa NIK, a wcześniej szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Jak ujawnił Bertold Kittel w Superwizjerze, najprawdopodobniej Banaś wynajmował kamienicę osobom powiązanym z grupą przestępczą.

Przypomnijmy, Marian Banaś, od 2015 roku wiceminister, a od czerwca 2019 minister finansów, 30 sierpnia został powołany na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Osoby obejmujące to stanowisko podlegają kontroli służb specjalnych. Kontrola oświadczenia majątkowego przez CBA została przedłużona z powodu kamienicy w Krakowie, którą Marian Banaś wynajmował na usługi hotelowe. Dziennikarz Superwizjera Bertold Kittel zajrzał do oświadczenia majątkowego i odkrył, że nie ma tam informacji o tym, że kamienica objęta jest hipoteką w wysokości 2,5 mln zł. Kredyt został udzielony firmie, której współwłaścicielem jest syn prezesa NIK – Jakub. To jeszcze nie wszystko. Marian Banaś został właścicielem krakowskiej kamienicy przy ul. Krasickiego 24 już w maju 2000 roku, ale w oświadczeniu majątkowym wykazał ją dopiero w 2015.

Dalej jest jeszcze lepiej. Okazało się, że pensjonat, który mieścił się w kamienicy prezesa NIK, wynajmował pokoje „na godziny”, a za usługę nie wydawał paragonów. Dziennikarz w hotelowej recepcji spotkał jednego z braci K., ps. „Paolo”, o którym wiadomo, że należał do mafii sutenerskiej, skazanego za pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia.

Choć prezes NIK twierdzi, że nie wie, jaki interes prowadzony był w należącej do niego kamienicy, siedzący w hotelowej recepcji „Paolo” ma prywatny numer telefonu Banasia, do którego zadzwonił przy dziennikarzu. Kamienica była wynajmowana po przyjaznej cenie 5 tysięcy złotych miesięcznie. W pokojach na godziny krakowskie prostytutki przyjmowały klientów.

TO ŻADEN „DOM SCHADZEK”

Wiele pojawiło się w tej sprawie słów oburzenia na to, skąd Banaś miał kamienicę i skąd jeszcze ma kilka innych nieruchomości, skoro całe życie zarabiał jako urzędnik. Wiele razy pytano, czy zapłacił podatek, dlaczego kamienicę wynajmował trzykrotnie poniżej jej wartości, czemu opowiadał, że nie jest jej właścicielem, skoro cały czas wpisany był w księdze wieczystej.

I wiele, doprawdy za wiele padło słów o tym, że gangsterzy urządzili w kamienicy „pokoje na godziny” i „dom schadzek”. Tymczasem nie, w kamienicy Banasia nie było żadnego domu schadzek, pokojów na godziny. W kamienicy Banasia był najprawdopodobniej niewolniczy system przemocy i okrutnego wyzysku, zbrodniczy system wykorzystywania kobiet.

Jest wielce możliwe, że w kamienicy Banasia bito kobiety, zmuszano je do prostytucji, straszono, że zostaną wystawione na trasę i być może także nimi handlowano. Tak bowiem wygląda rzeczywistość gangsterskiego burdelu, nie tylko w Polsce, ale wszędzie na świecie. Całkowite upadlanie kobiet, zmuszanie ich do najgorszego, w imię gangsterskich zysków. Eufemizmy o „pokojach na godziny” i „domach schadzek” to klasyczny język maskujący przemoc, oswajający ją, co w konsekwencji prowadzi do lekceważenia i trywializacji. Schadzka − brzmi to przecież tak przyjemnie jak romans nastoletnich kochanków, prawda? Pokój „na godziny”, czy nawet „na godzinki”, doskonale ułatwia odrzucanie ewentualnych rozterek moralnych przy korzystaniu z niewolnic seksualnych.

Owszem, istnieje na lewicy spór odnośnie do traktowania kobiecej prostytucji albo jako swobodnego dysponowania ciałem przez kobietę (wersja liberalna), albo jako bycia ofiarą warunków ekonomicznych (wersja lewicy ludowej). Ale w obu przypadkach mówimy o prostytucji bez fizycznej przemocy, bez alfonsów, bez burdeli rządzonych przez przemocowych gangsterów.

Tymczasem jest możliwe, że właśnie gangsterski przybytek od wielu lat funkcjonował w kamienicy Banasia. Zarządzany nie przez zwykłego gangstera, tylko gangstera, który o swój biznes z maczetą w ręku walczył z innymi gangsterami w Krakowie. Jak myślicie, jak taki człowiek traktuje kobiety w swoim burdelu?

Gangster obwieszony sygnetami, który przy dziennikarzu dzwoni, jak mówi, do Banasia, szefa NIK, i oczywiście jest z nim na „ty”, jest nie tylko symbolem tej władzy, która, jak widać, dorobiła się już własnych alfonsów, ale też symbolem tego, jak ta władza traktuje przemoc wobec kobiet. Widzieliśmy to na przykładzie radnego Piaseckiego i pomysłów Ziobrowskiej prokuratury, aby za katowanie żony karać komicznymi pracami społecznymi. Widzieliśmy to na przykładzie posła Zbonikowskiego, długo trzymanego w ławach poselskich, podobnie jak i senatora Bonkowskiego.

Widzimy to teraz na przykładzie Mariana Banasia. Bo przecież Banaś nawet nie podał się do dymisji. On tylko czeka do 13 października, by następnego dnia znaleźć się w biurze i śmiać prosto w twarz całej opinii publicznej.

Kmicic z chesterfieldem

Komitet Inicjatywy Obywatelskiej chce powołania komisji, która wyjaśni przypadki pedofilii w polskim Kościele. Dziś w Sejmie – na ręce marszałek Witek – złożony został wniosek o zarejestrowanie komitetu. Stworzyli go m.in. Jolanta Banach, Barbara Labuda, Piotr Bauć, Michał Wojciechowicz.

Od dnia zatwierdzenia komitetu przez marszałek Sejmu będzie on miał trzy miesiące na zebranie 100 tys. podpisów pod projektem ustawy o Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia ds. wyjaśnienia pedofilii w Kościele katolickim. Jeśli zbiórka się uda, projekt będzie rozpatrywany przez przyszły Sejm.

– „Obywatelski projekt komisji ds. pedofilii różni się od rządowego tym, że odnosi się do problemu ukrywania pedofilii w Kościele – podkreśliła koordynatorka projektu Jolanta Banach. – „Wprowadza mechanizmy i sposoby, dzięki którym Kościół i jego władze będą musiały współpracować z organami państwa, wydawać dokumenty kościelne. Będziemy mogli skutecznie przeciwdziałać ukrywaniu przypadków nadużyć seksualnych przez duchownych. Krótko mówiąc, nie będzie można przenosić księży, dopuszczać księży po wyrokach do pracy z…

View original post 1 828 słów więcej

 

Morawiecki, specjalista od obiecanek cacanek, a głupiemu wyborcy radość

Prawo i Sprawiedliwość będąc w opozycji obiecywało, że jak przejmą władzę to wybuduje dużo więcej dróg szybkiego ruchu, a obwodnice będą rosły jak grzyby po deszczu. Gdy politycy obozu rządzącego pojawiają się na otwarciu nowej trasy, to okazuje się po jakimś czasie, że dużą część wybudowała poprzednia koalicja PO-PSL lub są to ruchy czysto pod publiczkę, bo droga de facto jest niedokończona. Liczy się przecięcie wstęgi, kilka zdjęć, wielkie słowa i materiał dla telewizji publicznej już jest gotowy.

Rzeczpospolita sprawdziła jak to wygląda w rzeczywistości i nie jest już tak różowo, jak mogłoby się wydawać – W tym roku znowu będzie mniej szybkich dróg niż zakładano. Zamiast blisko pół tysiąca kilometrów realne staje się włączenie do ruchu niewiele ponad 300.” – pisze dziennik. W ubiegłym roku do ruchu włączono o 120 km mniej niż zakładano, w 2017 było to tylko 50 kilometrów brakującego planu. Dane z 2017 roku pokazują prawdopodobnie jeszcze siłę rozpędu i dobry stan budów jaki pozostawiono kolejnemu rządowi. Z każdym kolejnym rokiem jest coraz gorzej i gołym okiem widać, że rozbudowa dróg zaczyna się ślamazarzyć.

8 lat temu PiS rozpętał burzę, gdy okazało się, że inwestor z Chin schodzi z budowy i nie dokończy autostrady A2. Chińskie konsorcjum wygrało przetarg, bo zaoferowało cenę dwukrotnie niższą niż kosztorys, domagając się potem podniesienia wartości kontraktu. Dzisiaj powiedzenie o karmie, która zawsze wraca w przypadku dróg jest nad wyraz trafne – Największym problemem w realizacji inwestycji jest wzrost kosztów z powodu drożejących materiałów budowlanych i rosnących kosztów pracy. Efektem są straty firm na kontraktach zawartych 2-3 lata temu i coraz częstsze rezygnacje z podpisywania nowych umów, które okazują się nieopłacalne” – konkluduje Rzeczpospolita.

Jarosław Kaczyński poinformował ostatnio, że będzie stworzony fundusz budowy stu obwodnic, a premier Morawiecki to potwierdził. Koalicja Obywatelska odpowiedziała, że najpierw dobrze by było zająć się opóźnieniami, niż snuciem kolejnych planów. Miało być dziesiątki tysięcy mieszkań, których nie widać, teraz obiecywany jest kolejny wielki plac budowy. Nie wiem kto może brać na poważnie tego typu obietnice, gdy rząd nie jest w stanie wywiązać się z założeń jak pokazała Rzeczpospolita.

Obserwując polską scenę polityczną po stronie opozycji zauważalna jest rosnąca z każdym miesiącem frustracja. Politycy nie lubią o tym mówić, gdyż zawsze w walce należy głosić pewność zwycięstwa, ale zarówno w kuluarach jak i w samym elektoracie rośnie poczucie bezsilności. Uczucie to wynika w znacznej mierze z tego, że nie ma dłużej znaczenia, jakie argumenty zostaną wysunięte, czy fakty przytoczone. Premier jak i cały obóz rządzący udowadniają dziś bowiem, że prawda nie ma w polityce znaczenia, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w ciągu ostatnich 30 lat. Kiedyś bowiem politycy również manipulowali, ale złapani na gorącym uczynku ponosili bowiem konsekwencje i kajali się przed mediami. Nie było również tak, że publicznie powtarzano stwierdzenia sprzeczne z faktami, które można sprawdzić w 3 sekundy za pomocą Googla. Mateusz Morawiecki już dziś jest pierwszym urzędującym premierem z wyrokiem za kłamstwo, ale polityk nic sobie z tego nie robi i brnie dalej w kolejne oszustwa, wprawiając bezczelnością w szok. Szef rządu w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” odpierał zarzuty o populistyczne i destrukcyjne dla gospodarki podwyższanie płacy minimalnej powołując się na argument w postaci korelacji zamożności krajów i wysokości najniższego wynagrodzenia:

“Nie bez powodu najwyżej rozwinięte dziś państwa Zachodu, Szwecja, Holandia, Niemcy, Dania, mają najwyższe płace minimalne”.

Był to element podważania wiarygodności całego przekazu oponentów:  “Narracja KO kompletnie się nie klei. Mamy w okresie rządów czterech lat PiS najwyższy przyrost średniego wynagrodzenia w porównaniu z poprzednimi kadencjami wszystkich poprzednich rządów. Generalnie całość wzrostu płac jest spójna z tempem podnoszenia płacy minimalnej”.

Problem jednak w tym, że Mateusz Morawiecki powołał się na przykłady krajów, które nie dość, że nie mają wysokiej płacy minimalnej, to na dodatek… nie mają jej w ogóle zapisanej w prawie. Będące wzorem państw dobrobytu Szwecja i Dania nie posiadają tego typu regulacji, a jednak mimo to nie są strefami głodowych wynagrodzeń. Jest wręcz przeciwnie, te dwa kraje są w czołówce państw jeśli chodzi o udział płac w PKB i niewielkie rozwarstwienie dochodów populacji. Wszystko to udało się bez płacy minimalnej. Jednak warunkiem sukcesów opiekuńczych krajów nordyckich było postawienie na wolność gospodarczą. Uchodzące za oazę socjalizmu kraje północy Europy są bowiem równocześnie swoistymi liderami indeksów wolności gospodarczej i innowacyjności gospodarek. Są to zatem kraje kapitalistyczne, które wtórnie użyły zasoby do prowadzenia szerokich programów socjalnych.

W przypadku Niemiec premier także był daleki od prawdy. Ten kraj uchodzi od dawien dawna w narracji PiS za symbol sfinansowania dobrobytu, jednak za Odrą płaca minimalna pojawiła się dopiero w 2015 roku. Nasz zachodni sąsiad nie zawdzięcza zatem swojej pozycji takiemu rozwiązaniu, ale raczej bogactwo pozwoliło Niemcom sfinansować taką politykę.

Tworzenie tak elementarnych fake newsów przez szefa rządu powinno skończyć się w cywilizowanym kraju dymisją, jednak PiS doprowadził do takiej radykalizacji sceny politycznej, że obywatele są już na wszystko znieczuleni. Premier kłamczuszek, szef Najwyższej Izby Kontroli zamieszany w nielegalny sexbizes czy szef KNF grożący szefowi prywatnego banku. Od upadku standardów oczekiwanych od polityków jest jednak tylko krok do upadku samego państwa.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS zaatakowali profil społecznościowy – SOK Z BURAKA krytykujący ich rządy. Jest to reakcja na pisowskie afery związane z hejtem w ich obozie.

Rządzący zareagowali na artykuł Sieci w którym czytamy, że zarządzający Sokiem z Buraka pracuje w warszawskim ratuszu.

– Powszechnie uważa się za stronę z memami, żartami związanymi z polityką. Ale do śmiechu jest tam tylko tym, którzy nienawidzą PiS, uwielbiają PO, nie przeszkadza im knajacki język publicznej debaty i nie silą się na weryfikowanie prawdziwości tego, co czytają. Bo Sok z Buraka to mieszanka drwin, manipulacji i kłamstw – opisuje propisowska gazeta.

Patryk Jaki postanowił zawiadomić prokuraturę. – Warszawski ratusz wycofał się z obietnic wyborczych. Nie było pieniędzy na żłobki, czy niepełnosprawnych, ale znalazły się pieniądze dla osoby, która organizuje Sok z Buraka, największe fekalia, ściek, fabrykę fejków w internecie, finansowaną z pieniędzy warszawiaków. To jest coś nieprawdopodobnego. Jutro skieruję…

View original post 1 648 słów więcej

 

Gadzinówka Jacka Kurskiego wypacza wybory parlamentarne

Obserwując stronniczość i zasięg mediów publicznych nasuwa się bardzo zasadnicze pytanie: czy wybory w Polsce są prawidłowe? Czy wybory rzeczywiście odzwierciedlają stan umysłu nieuprzedzonego wyborcy? Same “Wiadomości” ogląda ponad 2 miliony ludzi, a część z nich ogląda tylko „Wiadomości”. Na podstawie obserwacji prowadzonych jesienią 2018 i wiosną 2019 można postawić tezę, że ci ludzie byli pozbawieni możliwości informacji, jakie gwarantuję prawo i konstytucja, a w związku z tym ich wybór mógł być skażony brakiem niezależnej informacji. To, jakie są media, uderza w podstawę systemu demokratycznego, jakim są wybory – mówi Andrzej Krajewski, dziennikarz, publicysta, członek Towarzystwa Dziennikarskiego, były ekspert ds. wolności słowa w KRRiT

MICHAŁ RUSZCZYK: Analizuje pan od strony warsztatowej „Wiadomości”. Jak według pana przywrócić poziom dziennikarski TVP? Czy jest to możliwe bez całkowitej wymiany pracowników Telewizji Polskiej?

ANDRZEJ KRAJEWSKI: Obserwując stronniczość i zasięg mediów publicznych nasuwa się bardzo zasadnicze pytanie: czy wybory w Polsce są prawidłowe? Czy wybory rzeczywiście odzwierciedlają stan umysłu nieuprzedzonego wyborcy? Same „Wiadomości” ogląda ponad 2 miliony ludzi, a część z nich ogląda tylko „Wiadomości”. Na podstawie obserwacji prowadzonych jesienią 2018 i wiosną 2019 można postawić tezę, że ci ludzie byli pozbawieni możliwości informacji, jakie gwarantuję prawo i konstytucja, a w związku z tym ich wybór mógł być skażony brakiem niezależnej informacji. To, jakie są media, uderza w podstawę systemu demokratycznego, jakim są wybory.

Hasło „całkowitej wymiany pracowników Telewizji Polskiej” moim zdaniem jest demagogiczne. W TVP nadal pracuje sporo porządnych ludzi. Ostatnio, gdy prezentowałem wyniki monitoringów „Wiadomości” w Fundacji Batorego w czasie kampanii do wyborów europarlamentarnych, była kamera „Wiadomości”. Po prezentacji podszedł do mnie operator TVP, którego dobrze znam i powiedział: „Andrzej, ja robię tak samo zdjęcia jak robiłem wcześniej. Tylko to, co dzieje się z tymi materiałami, to jest już zupełnie coś innego”.

NIE O TO CHODZI, ŻEBY WYMIENIĆ WSZYSTKICH, TYLKO ŻEBY PRZYWRÓCIĆ TAM STANDARDY NORMALNEGO DZIENNIKARSTWA.

W tej chwili, jak dobrze wiemy, jest to stacja propagandowa i mówię tu głownie o wersji informacyjnej „Wiadomości”, publicystyka jest zresztą taka sama, a reszta to już coś innego. Oczywiście to wymaga wymiany jakiejś części ludzi, którzy firmują to swoimi twarzami, ale hasło „wymiany wszystkich pracowników” jest demagogią i błędem. Absolutnie tego nie popieram.

A może należałoby w ogóle zlikwidować telewizję państwową? Bo kolejne ekipy polityczne nie potrafią się oprzeć pokusie wpływania w mniejszym lub większym stopniu na jej przekaz.
Są takie pomysły, że telewizja publiczna jest niepotrzebna, ale odpowiem panu w ten sposób. Doświadczenie europejskie jest inne, we wszystkich utrwalonych demokracjach europejskich istnieje telewizja publiczna i oczywiście zawsze politycy będą próbowali na nią jakoś wpływać. Niezależność telewizji, czy to niemieckiej, czy brytyjskiej BBC, jest kompletnie na innym poziomie, niż zależność telewizji i radia publicznego w Polsce.

CHODZI O TO, ŻEBY STWORZYĆ TAKIE RAMY PRAWNE, ŻEBY POLITYKOM BYŁO NIESŁYCHANIE TRUDNO WPŁYWAĆ NA MEDIA PUBLICZNE.

Jednocześnie stworzyć pewnego rodzaju tradycję, dlatego że to jest takie przekonanie, że jak teraz sędziowie hejtowali, to władza chce, żeby rządowy KRS wydał w tej sprawie „edykt królewski”, który będzie mówił o tym, co wolno, a czego nie wolno sędziemu w Internecie. To jest oczywiście bzdura, gdyż jest prawo i moralność. Chodzi o to, żeby sędzia był nieskazitelnego charakteru i ta regulacja jest kompletnie niepotrzebna. Tak samo powinno być z dziennikarzami.

Jeżeli chodzi o media publiczne, uważam, że są one potrzebne, nawet jeżeli w 90 proc. są niezależne od polityków, gdyż poprzez swoją rolę obniżają poziom komercjalizacji mediów. Telewizja publiczna na całym świecie stawia wysoko poprzeczkę, jeżeli chodzi o dziennikarstwo, publicystykę i informację, a media komercyjne muszą równać do tego poziomu. W Polsce w tej chwili jest akurat odwrotnie, gdyż to media komercyjne, czyli

TVN SPEŁNIA ROLĘ TELEWIZJI PUBLICZNEJ. NATOMIAST TVP STAŁA SIĘ MEDIUM PROPAGANDOWYM, A W SWOJEJ POZOSTAŁEJ CZĘŚCI JEST KOMERCYJNA.

Wspomniał pan o tradycji mediów na Zachodzie. Czy da się wypracować taką tradycję w Polsce?
Rok 2019 nie jest punktem zero, chociaż dobrze by było, gdyby był po wyborach. Tym punktem odniesienia jest rok 1989 i to wszystko, co stało się również w sferze mediów. To PiS twierdzi, że Polska niepodległa zaczęła się w 2015 roku. Niezależne dziennikarstwo istniało w Polsce i mamy bardzo dobre tradycje dziennikarstwa podziemnego z okresu stanu wojennego, a potem też uczyliśmy się za granicą. Do Polski przyjeżdżali również specjaliści z Zachodu. W polskich uczelniach na Uniwersytecie Warszawskim i Jagiellońskim wykształciło się tysiące ludzi, którzy wiedzą, co to jest etyka dziennikarska, potrafią redagować informacje i wiedzą, jak nie przekształcać dziennikarstwa w służbę propagandową.

W latach 2012-2016 był pan ekspertem ds. wolności słowa w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Czy według pana wolność słowa jest dzisiaj zagrożona?
Tak, jest zagrożona przez to, że

MEDIA PUBLICZNE SPRZENIEWIERZYŁY SIĘ SWOIM CELOM I ŁAMIĄ PRAWO. NATOMIAST KRAJOWA RADA RADIOFONII I TELEWIZJI NIE REAGUJE.

W czasie swojej pracy w KRRiT media publiczne były w pewien sposób kontrolowane poprzez monitoringi, zwłaszcza w okresie wyborczym. Miało to na celu sprawdzanie, jak media zachowują się w czasie kampanii i czy nadal pozostają niezależne. Wyniki były potem przedyskutowywane z szefami mediów publicznych. Owszem, z niektórymi uwagami się nie zgadzali, ale mieli świadomość, że jest organ, który przygląda się ich działaniom.

Jak zwykły obywatel, oprócz udziału w manifestacjach, może się przeciwstawić temu zagrożeniu?
Wie pan, to jest dosyć trudne, gdyż można składać skargi na TVP do KRRiT. Sam propagowałem ten pomysł i złożyłem nawet skargę. Dostałem standardową odpowiedź, że rada przeanalizowała sprawę i przeprowadziła rozmowę z kierownictwem telewizji w sprawie, w której wysłałem zawiadomienie. Jeżeli dobrze pamiętam dotyczyło to relacji z wydarzeń sprzed Sejmu z 2017 roku.

Co może zrobić zwykły obywatel? Moim zdaniem nie powinien całkowicie odcinać się od mediów publicznych. Co jakiś czas warto obejrzeć te „Wiadomości” i próbować rozmawiać z tymi, którzy wyłącznie oglądają TVP, a zamiast prawdy mają coś w rodzaju „sformatowanego umysłu”. Ja

OGLĄDAM „WIADOMOŚCI” CODZIENNIE Z PRZYCZYN ZAWODOWYCH I RELACJONUJĘ JE NA STRONIE TOWARZYSTWA DZIENNIKARSKIEGO. WIEM, JAK TO JEST ROBIONE, ZDAJĘ SOBIE SPRAWĘ, W JAKI SPOSÓB WPŁYWA TO NA CZŁOWIEKA, I GDYBY NIE TO, ŻE JESTEM FACHOWCEM I RÓWNIEŻ OGLĄDAM INNE MEDIA, ŻYŁBYM W SZTUCZNYM ŚWIECIE.

Na szczęście jest jeszcze TVN, gdyż Polsat znalazł się już pod wpływem tej propagandy. Jest również „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita” i można wymieniać wiele innych tytułów. Nie można powiedzieć, że wolności prasy nie ma w Polsce, ale jest ona zagrożona poprzez wspierania przez spółki Skarbu Państwa tytułów, które są przychylne rządowi. Na szczęście gazety te nie sprzedają się dobrze, a wyniki oglądalności telewizji ojca Rydzyka również nie napawają optymizmem właściciela telewizji. To jednak nie oznacza, że można zgodzić się na łamanie prawa i konstytucji, które w sprawie wolności mediów ma miejsce w Polsce.

Czy w wyniku szykanowania dziennikarzy za poruszanie niewygodnych dla obecnej władzy tematów, narzucania społeczeństwu przekazu politycznego poprzez TVP oraz prób cenzurowania mediów prywatnych, może rozwinąć się dziennikarstwo obywatelskie?
Sądzę, że dziennikarstwo obywatelskie rozwija się niezależnie od tych prób. Internet dał olbrzymie możliwości ludziom, którzy nie są zawodowymi dziennikarzami i osoby te z tego korzystają. Natomiast obecna sytuacja polityczna dodatkowo sprzyja dziennikarstwu obywatelskiemu.

Czy według pana jest możliwa współpraca między dziennikarstwem obywatelskim a profesjonalnym?
Na pytanie, kto jest dziennikarzem, ja odpowiadam w ten sposób:

DZIENNIKARZEM JEST TEN, KTO MA REDAKTORA.

Jestem przekonany, że dziennikarstwo to nie jest robota dla pustelników. Jest to praca przede wszystkim dla ludzi, których interesują inni ludzie oraz ich problemy, ale również dla tych, którzy potrafią ze sobą w redakcji współpracować. Drugie założenie, nikt nie zjadł wszystkich rozumów.

Ja bardzo lubię, gdy moje materiały są oglądane, poprawiane i krytykowane. Tak samo powinno być z dziennikarzami i to obojętnie, czy profesjonalnymi, czy obywatelskimi. Jeżeli ktoś opowiada mi jakąś historię i okazuje się być jedyną osobą, która ją zna, to jest tylko opowieść. Dziennikarstwo jest wtedy, jeżeli ten człowiek ma redaktora, sprawdza fakty i dotrzymuje zasad dziennikarstwa. Nie interesuje mnie, czy jest nazywany „obywatelski”, czy „nieobywatelski”. Dziennikarstwo dla mnie jest jedno. To jest dobre dziennikarstwo i wiadomo, jak powinno ono wyglądać.

Co według pana stało się ze zjednoczoną opozycją?
Nie ma jej, ale nie uważam tego za ogromną tragedię. Według mnie naturalną rzeczą w polityce jest zróżnicowanie i w tak trudnej sytuacji, jaką mamy, jest tendencja do myślenia, że ktokolwiek, byle nie PiS. Trudno jest głosować na kogokolwiek, bo wtedy powstaje lista, na której to nie jest tak, że wszyscy na wszystkich głosujemy w całym kraju. To jest dopiero możliwe przy wyborach prezydenckich, gdyż wtedy są ci sami kandydaci w całym kraju. Niezwykle trudno jest zadowolić kandydatów miejscem na liście i tak zróżnicowany elektorat. Moim zdaniem to, że jest więcej list, nie jest tragedią, tylko

TRZEBA PÓJŚĆ NA WYBORY.

Czy w świetle ostatnich sondaży wyborczych trzy bloki opozycyjne mają szansę na wygraną z PiS-em? Czy w wyniku rozbicia Koalicji Europejskiej pójdziemy jednak scenariuszem węgierskim?
Nie jestem politologiem. Do wyborów jest jeszcze trochę czasu, a dynamika życia publicznego jest taka, że jeszcze wiele może się zdarzyć. Nie chcę przewidywać.

Kmicic z chesterfieldem

W zeszły wtorek Małgorzata Kidawa-Błońska została kandydatką na premiera Koalicji Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna podczas prezentacji podkreślał, że potrzebny jest ktoś, przed kim nawet najwięksi szczekacze muszą się zacząć miarkować. Stwierdził także, że ludzie chcą nowej jakości, kogoś kto nie będzie się zajmował polityczną wojną, tylko wytrwałą pracą – “Trzeba słuchać ludzi, a Małgorzata, warszawianka, kobieta sukcesu, matka, ludzi potrafi słuchać. Z taką samą uwagą i szacunkiem rozmawia z ambasadorem w filharmonii, jak i ze sprzedawczynią na miejskim bazarku” – tłumaczył przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Pierwszą próbą ogniową była wczorajsza wizyta u Moniki Olejnik w “Kropce nad I”, którą Małgorzata Kidawa-Błońska zadała koncertowo. Miałem obawy przed programem, że coś pójdzie nie tak, że zostanie zaskoczona, że dojdzie do jakiejś pomyłki, ale po zakończeniu programu okazało się, że strach był na wyrost. Wczoraj zobaczyliśmy osobę kompetentną, spokojną , logicznie argumentującą oraz merytoryczną, a gdy zaszła taka potrzeba, stanowczą. I co chyba najważniejsze…

View original post 2 058 słów więcej

 

Stryczek Kaczyńskiego

Tomasz Lis skomentował najnowsze obietnice rządu PiS przed wyborami parlamentarnymi.

Kmicic z chesterfieldem

Podczas konwencji PiS w Lublinie prezes partii tradycyjnie pełnymi garściami i w pięknych, propagandowych słowach składał kolejne obietnice wyborcze, przedstawiał swoją partię, jako jedynego gwaranta rozwoju i dobrobytu Polski.

Tradycyjnie nie mogło zabraknąć ataku na Donalda Tuska i poprzednie rządy PO-PSL. Tym razem pan prezes w swoim stylu stwierdził, że poprzednicy nie podchodzili rzetelnie do swoich obowiązków, a jedynie bawili się w kierowanie państwem.

Ta władza to była po prostu zabawa we władzę, zabawa w rządzenie – dobre wina, cygara, haratanie w gałę. Nawet nie chcieli chcieć. Cała ta władza lubiła widowiska. Nas to kosztowało zatrzymanie w rozwoju” – grzmiał z mównicy Jarosław Kaczyński.

Niestety, jak można się było spodziewać, w wystąpieniu prezesa PiS zabrakło samokrytyki czy choćby cienia autorefleksji.

Szef partii zapomniał wspomnieć o najmniejszych błędach dzisiaj rządzących. Państwowe samoloty wykorzystywane do prywatnych lotów, nepotyzm, afery korupcyjne, taśmy Kaczyńskiego, trolle w Ministerstwie Sprawiedliwości, milionowe premie, to tylko…

View original post 2 216 słów więcej

 

Post Navigation