Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Radosław Markowski”

Przy Nowogrodzkiej panika

Według najnowszego sondażu przeprowadzonego przez IBRiS dla WP blisko 50% osób uprawnionych do głosowania deklaruje chęć udziału w zbliżających się wyborach prezydenckich.

Niezmiennie faworytem Polaków pozostaje Andrzej Duda, ale jego pozycja jest już dużo słabsza niż kilka tygodni temu.

Na urzędującego prezydenta według sondażu zagłosowałoby 42,3 % wyborców. Na drugim miejscu znalazł się Rafał Trzaskowski z 23,2% poparciem.

Szymon Hołownia może liczyć na 11,4% głosów, Władysław Kosiniak Kamysz na 9,3%, Krzysztof Bosak – 4%, a Robert Biedroń na 2,7%. Około 7% Polaków wciąż zastanawia się na kogo oddać swój głos.

Sondaż został przeprowadzony w dniach 22-23 maja przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych na próbie 1100 Polaków metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo.”

Kmicic z chesterfieldem

Jarosław Kaczyński wie, że Andrzej Duda nie wygra prezydentury w I turze wyborów. Raczej trudno się spodziewać, że nie wejdzie do II tury, ale w polityce zdarzały się nie takie cuda.

Cóż zatem będzie?

Czy w drugiej turze opozycyjni kandydaci będą w stanie przerzucić swoje głosy na rywala Dudy, którym najprawdopodobniej będzie Rafał Trzaskowski.

Czy opozycyjni kandydaci nie zabrną za daleko i nie wzbudzą w swoich elektoratach niechęci do innych opozycyjnych kandydatów?

Oby kampania nie przebiegała w nienawistnej atmosferze. Suma elektoratów Trzaskowskiego, Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza wystarczy odesłać Dudę na śmietnik historii – bo stamtąd pochodzi – a z czasem postawić go przed Trybunałem Stanu za wielokrotne złamanie Konstytucji RP.

Pytanie jeszcze ważniejsze: czy Kaczyński bezkrwawo pozwoli na objęcie prezydentury przez Trzaskowskiego?

Obawiam się, że nie.

Więcej o ostatnim sondażu >>>

Najwybitniejszy żyjący polski polityk Donald Tusk trafia w największe emocje polityczne.

Jego ciosy walą konkurencję na dechy. Ostatni…

View original post 222 słowa więcej

 

Kaczyński jak koronawirus

Jarosław Kaczyński próbuje odgrzać stary spór polityczny z byłym premierem Donaldem Tuskiem licząc, że Andrzej Duda zyska na polaryzacji PiS-PO i mobilizacji twardego, PiS-owskiego elektoratu.

Więcej komentarza o odgrzewanych kotletach Kaczyńskiego tutaj >>>

O kompleksach Kaczyńskiego tutaj >>>

O oczywistej oczywistości Kaczyńskiego, iż nikt mu nie wmówi, że białe jest białe – tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Przecudną definicję PiS dał Donald Tusk użytkując niemal alegorię złowieszczego koronawirusa: „Rząd stwierdził, że przed koronawirusem uchronić nas mogą tylko czyste ręce. PiS może tego nie przetrwać”.

PiS to istna zaraza „dżuma, czy cholera”, która dopadła Polskę. I jak każda zaraza używa poślednich metod, poślednich ludzi (jak to nazywa Jarosław Kaczyński: gorszy sort), używając gorszego sortu Polaków, jak Zbigniew Ziobro.

Do tego gorszego Polaka w każdym wymiarze pisze zrzeszona w Radzie Europy Grupa Państw Przeciwko Korupcji.

Otóż odnosząc się do standardów demokratycznych ta grupa GRECO twierdzi, że „ustawa kagańcowa” sprzyja korupcji.

Może dla GRECO to odkrycie, ale my w Polsce wiemy, że PiS jawnie sprzyja korupcji. Wszak po to niszczone są instytucje demokratyczne i niezależność sądów.

Tu nawet nie chodzi o korupcję innych, ale korupcję polityków PiS. Słynny już Banan, przepraszam: Banaś Marian, to upostaciowienie korupcji.

A kimże jest Banan Ziobro? Talentów u niego nie wykryto, za to zaprzaństwo w…

View original post 330 słów więcej

 

PiSdziątka, drugie PiS

Poseł Łukasz Zbonikowski z Włocławka postanowił zbuntować się przeciwko swojej macierzystej partii – Prawu i Sprawiedliwości. Ugrupowanie nie wystawiło go bowiem na swoich listach jako kandydata do Sejmu. Ten jednak tworzy swój komitet – Patrioci i Samorządowcy, w skrócie… PiS.

Zbonikowski przez lata był istotną postacią w szeregach partii Jarosława Kaczyńskiego w okręgu toruńskim. W niełaskę u władz popadł cztery lata temu, gdy stał się razem ze swoją żoną oraz inną kobietą bohaterem afery obyczajowej. Jeszcze w 2015 r. jakimś cudem dostał się do Sejmu. Teraz, nawet po odwieszeniu go w prawach członka PiS, miał nie reprezentować partii w wyborach.

Nowy PiS

I faktycznie. PiS nie wystawił go na listach. Podobnie jak innego kontrowersyjnego posła Stanisława Pięty z Bielska-Białej, któremu karierę zniszczyła także afera „spódniczkowa”.

Zbonikowski chciał być jednak sprytniejszy od kolegi Pięty. Postanowił zawalczyć o fotel w Senacie, ale startując z lokalnego komitetu Patrioci i Samorządowcy. Skrót nazwy jest nieprzypadkowy. Poseł liczy chyba na naiwność wyborców…

Pikanterii temu wszystkiemu dodaje fakt, że w komitecie schronienie znalazło jeszcze parę osób usuniętych wcześniej z szeregów PiS. Drugi PiS ma więc może we Włocławku rację bytu.

Zbonikowski zapewne modli się teraz, by jakoś udało się mu wejść do Senatu, bowiem za stworzenie swojego własnego komitetu usunięto go na dobre z PiS (tym razem tego „starego”).

– Nasz komitet nie powstał z inicjatywy posła Zbonikowskiego, ale tworzy go 20-osobowa grupa – stwierdził podczas konferencji prasowej Łukasz Stęczny, pełnomocnik KWW Patrioci i Samorządowcy. – W skład tej grupy wchodzą m.in. samorządowcy włocławscy i z powiatu włocławskiego, a także osoby, które już od wielu lat licznie, wręcz hurtowo są wyrzucane z Prawa i Sprawiedliwości.

Tratwy ratunkowe

Tworzenie takiej inicjatywy jest dość przykre, bowiem pokazuje, jak niektórzy polscy parlamentarzyści nie potrafią żyć bez polityki, ale też z godnością z niej odejść. Czy poseł Zbonikowski wejdzie do Senatu? Odpowiedź poznamy za niecałe dwa miesiące.

Kmicic z chesterfieldem

„Wszcząłem postępowania dyscyplinarne przeciwko Waldemarowi Z., SSO w Krakowie i Olimpii B.-M., SSR w Gorzowie Wlkp., w związku z niestosowaniem się do zasady powściągliwości w mediach społecznościowych” – napisał na Twitterze Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. – „To próba odreagowania po tym, co ujawniły media w sprawie afery Ministerstwa Sprawiedliwości, nowej KRS i nominowanych przez Ziobrę rzeczników? Ważne, by zapamiętać to trio: Radzik, Lasota, Schab” – skomentował Marek Tatała z FOR. Te trzy nazwiska to sędziowie, którzy na stanowiska rzeczników dyscyplinarnych zostali powołani przez Zbigniewa Ziobrę.

Radzik w piśmie, które dołączył do tweeta, zarzuca rzecznikowi dawnej KRS oraz sędzi z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. „niestosowanie się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”.

Nie wiadomo, dlaczego postanowił nie używać nazwisk publicznie znanych sędziów, którzy od wielu lat krytycznie odnosili się do pisowskich zmian w sądownictwie.

„Ci Sędziowie mają nazwiska i NIE są przestępcami. Ale panie Radzik…

View original post 2 672 słowa więcej

 

Krystyna Pawłowicz na Mont Evereście podłości wbija proporzec PiS

Bogusław Stanisławski zareagował na komentarz Krystyny Pawłowicz pod zdjęciem, na którym stoi z tabliczką z napisem „Konstytucja” zawieszonym u szyi. „Kto szukałby definicji na określenie szczytu podłości, odsyłam do haniebnego komentarza pod moim zdjęciem” – napisał.

W mediach społecznościowych po Marszu Niepodległości pojawiło się zdjęcie Bogusława Stanisławskiego, działacza społecznego, obrońcy praw człowieka i założyciela Amnesty International w Polsce. Na fotografii mężczyzna stoi z tabliczką z napisem „Konstytucja” oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, który otrzymał w 2011 roku, zawieszonymi u szyi.

Zdjęcie to dostrzegła i skomentowała Krystyna Pawłowicz, posłanka PiS. „Co oni z tego starszego człowieka zrobili …? Zamiast nakarmić i odprowadzić do domu,to ledwo stojącemu na zimnie starszemu człowiekowi zawiesili jakiś śmieć na szyi by publicznie poniżał sam swą godność… Pewnie robi to za jakieś marne grosze… Łobuzy!” – napisała.

Bogusław Stanisławski odpowiada

W sobotę, 17 listopada, na portalu Skwer Wolności pojawiła się odpowiedź Bogusława Stanisławskiego na komentarz Krystyny Pawłowicz. „Kto szukałby definicji na określenie szczytu podłości, odsyłam do haniebnego komentarza pod moim zdjęciem, skreślonego na tweeterze, autorstwa p. Krystyny Pawłowicz [pis.oryg.]” – stwierdził we wpisie.

Wytłumaczył, że 11 listopada razem z przyjaciółmi stali naprzeciw pochodu „radykalnych narodowców powiewających biało-czerwonymi przemieszanymi z flagami ze znakiem nacjonalistycznej falangi i faszystowskiej (włoskiej) Forza Nuova, niosących płonące flary, od czasu do czasu odpalających w naszym kierunku płonące race”.

„Pogarda zawarta w tym komentarzu nie jest w stanie mnie obrazić, daje za to świadectwo o stanie człowieczeństwa istoty, która ten komentarz skreśliła” – napisał. Podkreślił jednocześnie, że wpis Krystyny Pawłowicz obraża nie tylko jego, ale również Rzeczpospolitą, Konstytucję i pamięć o odrodzeniu Polski.

Zaznaczył, że nie kieruje tej odpowiedzi bezpośrednio do posłanki PiS. – Jakakolwiek interakcja wydaje mi się odrażająca – napisał. Dodał, że w pewien sposób, czuje się zaszczycony, że skierowała wobec niego tego typu komentarz, bo to „nobilituje [go] poprzez znalezienie się w gronie wspaniałych osób, które pozostaną na zawsze zapisane złotymi literami w polskiej historii, a których godność zdążyła swoimi słowami znaczne wcześniej podeptać”.

Wielu broniło Stanisława Bogusławskiego

Tuż po pojawieniu się w sieci komentarza Krystyny Pawłowicz, wiele osób wyraziło oburzenie jej wpisem. Na Facebooku zareagował m.in. Jurek Owsiak, który stwierdził, że taki brak szacunku wobec starszego człowieka jest „wstrząsający”. „Oddawajmy szacunek ludziom, którzy bronią praw ludzi upodlonych i często bestialsko traktowanych na całym świecie, a mimo to są w Polsce traktowani z takim szyderstwem” – zaznaczył.

Do słów Pawłowicz odniósł się również m.in. mecenas Jacek Dubois. „Szanowny Panie, jako działacz praw człowieka wie Pan, że Pani Pawłowicz podjęła haniebną próbę naruszenia pana dóbr osobistych. Zapewne uzna Pan, że nie warto podejmować polemiki z bełkotem nienawiści, gdyby jednak uznał Pan, że z przyczyn wychowawczych warto wystąpić w tej sprawie na drogę sądową, uprzejmie informuje, że pozostaję w tej sprawie do pełnej Pana dyspozycji z pomocą prawną” – napisał na Facebooku.

Po stronie Bogusława Stanisławskiego stanęli także m.in. Draginja Nadażdin, dyrektorka polskiego oddziału Amnesty International, oraz Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich, który zapowiedział skierowanie odpowiedniego wniosku do Komisji Etyki Poselskiej.

Podłość – godło PiS.

Depresja plemnika

Nie wierzę w wymuszanie „indywidualnej” łapówki na sumę 40 mln, dlatego że takiej kwoty żadna osoba fizyczna nie ukryje. Wydaje się więc, że zaczął się systemowy proces wywłaszczania i szantażowania, że to jest odgórny plan, by w ten sposób gromadzić wielką fortunę na zapleczu tego obozu politycznego. To, co zobaczyliśmy, jest systemowe: władza PiS robi to, co kilka lat temu zaczął robić na Węgrzech Orbán – tam grupa skupiona wokół premiera zaczęła wywłaszczać ludzi z własności prywatnej – mówi prof. Radosław Markowski, politolog. – Od dawna tłumaczę, że ośrodki badania opinii publicznej, które pokazywały poparcie dla tej partii na poziomie 45-48 proc., mają kłopoty z bazową umiejętnością ważenia i szacowania poparcia dla partii politycznych. Takiego poparcia nigdy nie było. PiS miał w ostatnich wyborach 5 mln 700 tys. głosów, w październiku 2015, i takiego poparcia już dawno nie ma. Dziś mają ok. 5 mln, raczej z tendencją spadkową –…

View original post 3 111 słów więcej

Bot Kaczyńskiego Duda wszystko podpisuje

W nadchodzących wyborach parlamentarnych nie ma sensu dyskutować o polityce energetycznej, rodzinnej czy edukacyjnej… Na to wszystko przyjdzie czas, jak przywrócimy w Polsce demokratyczny i konstytucyjny porządek. Teraz mamy patologiczny system, w którym rządząca partia kpi sobie z jakichkolwiek ograniczeń i robi, co chce. Przywrócić konstytucyjny porządek w kraju – to jedyny cel, jaki powinien nam przyświecać w 2019 roku – mówi w rozmowie z nami prof. Radosław Markowski, politolog. – A do Partii Razem mam apel, jeśli nadal będziecie mieć 2-3-procentowe poparcie, to zmieńcie się po prostu w interesujący intelektualnie (bo takim jesteście) klub dyskusyjny i próbujcie nadal przekonywać ludzi do swoich wizji, ale nie startujcie w wyborach, bo tym tylko pomagacie politycznym zamachowcom – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Barbara Nowacka zdecydowała się dołączyć do Koalicji Obywatelskiej. Podjęła dobrą decyzję?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Tak, podjęła wyjątkowo mądrą decyzję. To jest jedyne wyjście dla wszystkich, którzy widzą, jaki jest największy problem polskiej polityki – do władzy doszła partia, która niszczy konstytucyjną strukturę państwa, wystawia nas na pośmiewisko w świecie i przyczynia się do upadku prestiżu kraju. Także dlatego, że wszystkie małe partie, które mają iluzoryczne szanse, by dostać się do Sejmu, a nawet jeżeli się dostaną, to nie mogą mieć nadziei odgrywania znaczącej w nim roli, powinny się łączyć, a nie – de facto – pełnić usługową rolę względem PiS.

Po drugie,

nasz system liczenia głosów, tak zwany system D’Hondta, promuje duże partie. Warto spojrzeć na wybory, które niedawno odbyły się w Szwecji. Pokazały, co to jest odpowiedzialna klasa polityczna, która widzi zagrożenie ze strony tak zwanych szwedzkich demokratów, czyli populisto-ksenofobów.

Z ośmiu czy dziewięciu partii, które funkcjonowały w systemie, pozostały trzy, dlatego że powstały dwa koalicyjne bloki: lewicowo-zielony i konserwatywno-prawicowy. Zagłosowało na nie po ok. 40 proc. wyborców.

W Polsce stworzenie takich bloków jest możliwe?
Po tym, co zrobiła Barbara Nowacka,

trzeba zwrócić się do wszystkich innych małych partii i stowarzyszeń, które będą chciały ugrać coś samodzielnie, że skoro nie pasują do centrowo-liberalnego bloku, któremu przewodzi PO, to niech organizują się w blok lewicowo-zielono-socjalistyczny. Oddzielnie te partie albo nie wejdą do parlamentu, albo na nic w nim nie będą miały wpływu, dysproporcjonalnie zwiększając siłę parlamentarną tych, które się w nim znajdą.

Proceduralny przypadek, który zdarzył się w 2015 roku sprawił, że 18,6 proc. uprawnionych do głosowania Polaków popierających koalicję skupioną wokół PiS w uczciwych i równych wyborach przekształciło się w 51-proc. większość parlamentarną tej partii. Taka dysproporcjonalność wyników prawie nigdy się w systemach proporcjonalnych nie zdarza. To jest po prostu złe dla demokracji. Wybory są po to, aby wolę wyborców adekwatnie przekładać na polityczną siłę partii ich reprezentujących. Ta partia miała prawo rządzić krajem, ale w ramach konstytucyjnego porządku.

Im się jednak coś pomyliło – cyferki się poprzestawiały? – i myślą, że zamiast 19 proc. dostali 91 proc.! Stąd te ciągłe wezwania do jedności pod ich przywództwem, przy jednoczesnym codziennym dzieleniu Polaków na swoich i rzekomo obcych. Mam nadzieję, że przykład Barbary Nowackiej da innym do myślenia.

„Trudne czasy wymagają od nas wyjątkowej odwagi. Trudne czasy wymagają od nas też jedności” – tak Barbara Nowacka argumentowała swoją decyzję podczas konwencji Koalicji Obywatelskiej. Pan się w 100 proc. pod tym podpisuje?
Oczywiście, to jest wyjątkowy czas. W nadchodzących wyborach parlamentarnych nie ma sensu dyskutować o polityce energetycznej, rodzinnej czy edukacyjnej… Na to wszystko przyjdzie czas, jak przywrócimy w Polsce demokratyczny i konstytucyjny porządek. Teraz mamy patologiczny system, w którym rządząca partia kpi sobie z jakichkolwiek ograniczeń i robi, co chce. Przywrócić konstytucyjny porządek w kraju – to jedyny cel, jaki powinien nam przyświecać w 2019 roku.

Nie wszyscy politycy zdają sobie z tego sprawę?
W moim przekonaniu w ogóle powinien powstać jeden demokratyczny blok, ale okazało się, że w takiej „piaskownicy politycznej” jest to niemożliwe.

Proponowałem, by powiedzieć wyborcom tak: my się pluralistycznie bardzo różnimy, mamy różne programy, ale teraz jest tak zwany fałszywy moment konstytucyjny i nieodpowiedzialni ludzie – jak się niebawem okaże, przestępcy polityczni – dobrali się do władzy, dlatego wszyscy zwieramy szyki i zbieramy siły, aby odsunąć ich od władzy i ogłosić, że po roku od oczyszczenia atmosfery bezprawia rozpiszemy przedterminowe wybory, bo powrót do pluralizmu jest bardzo ważny.

Do tego przecież potrzebna jest odpowiedzialność polityczna i społeczna.
Proponowałem to dwa lata temu, bo do tego trzeba było przygotować elektorat. Teraz jest już za późno. Myślę też, że niestety przez ten czas przegraliśmy wielką bitwę semantyczną o język. Dziennikarze mówią o prezesie Trybunału Konstytucyjnego, a przecież ta pani o blond włosach nie jest żadnym prezesem, nie ma w tej chwili TK, pozostał tylko budynek TK. Nie ma żadnej Krajowej Rady Sądownictwa, jest tylko uzurpatorstwo. Takim językiem było trzeba się posługiwać od rana do wieczora.

A prezydent? Pan Andrzej Duda jest poprawnie wybranym prezydentem, czyli proceduralnym, ale nie merytorycznym, nie podjął się bowiem pełnienia podstawowego obowiązku prezydenta, czyli obrony konstytucji. Dla mnie jest cały czas kandydatem na właściwego prezydenta.

Po wypowiedzi w Leżajsku o braku korzyści dla Polski z przynależności do UE pokazuje tylko stopień jego intelektualnego oderwania od rzeczywistości i stanowi kolejny przyczynek – jak cała polityka zagraniczna PiS – do radości Kremla w realizacji jego dezintegrującej Unię roli.

Część naszego problemu polega na tym, że okazało się, iż w naszym kraju jest zaskakująco mało obywateli, a dysproporcjonalnie dużo podwładnych, zainteresowanych – w uproszczeniu – głównie chlebem i igrzyskami. To tak naprawdę nic złego, ale przecież oprócz tego chcemy żyć w kraju spokojnym, w którym będziemy w stanie minimalizować koszty negocjacji i konfliktów. To się nam nie udało.

Na mojej głowie też jest popiół, bo uczę ludzi w różnym wieku, a jak przyszedł czas próby, to okazało się, że nie zdaliśmy egzaminu.

PiS mówi cały czas o wolności, demokracji, sprawiedliwości, solidarności. Dlaczego taka narracja trafia cały czas na podatny grunt?
Wie pani, kto jest jednym z najbardziej zadowolonych narodów z funkcjonowania swojej demokracji? Albańczycy. Dlatego jeden z moich kolegów wpadł na pomysł, aby jednak dokładnie pytać ludzi w różnych krajach, co mają na myśli, mówiąc o demokracji. Skonstruował kilka wskaźników autorytarnej wizji demokracji i okazało się, że wiele osób wierzy, że te nic niemające wspólnego z demokracją stany rzeczy są w istocie komponentami demokracji.

Np. nawet wykształcony homo sapiens ma takie dziwne przekonanie, że co prawda wie o zaletach trójpodziału władz, ale jak przychodzi co do czego, to władzę utożsamia z egzekutywą. PiS-owi udało się skutecznie przekonać ludzi, że oni mają ważniejszą legitymację niż sądownictwo czy władza ustawodawcza.

Demokracje muszą mieć tzw. rozproszone poparcie polityczne tak, by np. ekonomiczne kryzysy nie wpływały na to, jak ludzie oceniają sam system. W stabilnych demokracjach nikomu nie przychodziło do głowy, aby nawet w trakcie poważnego kryzysu gospodarczego rezygnować z demokracji. Obecnie na południu Europy nikt nie zamachuje się na demokrację, najwyżej proponuje radykalne polityki nowego otwarcia, do czego każdy ma prawo. Politologia szukała zazwyczaj przyczyn radykalizmu politycznego czy populizmu w różnego rodzaju sytuacjach kryzysowych.

Przypadek Polski (choć nie tylko) pokazuje tymczasem, że system wali się, gdy społeczeństwu szybko się poprawia i powodzi dobrze, wtedy przychodzą politycy, którzy zaczynają rozdawać pieniądze, przekonują, że cuda gospodarcze są możliwe  – a to nakręca antydemokratyczną koniunkturę. W Polsce nie wykształciło się rozproszone poparcie dla demokracji, polski „obywatel” nie rozumie, jaką wartością jest to, że żyjemy w demokracji i jaką zaletą jest członkostwo w UE.

I pani, i moja rola jest taka, aby starać się tłumaczyć rzeczywistość. Zawsze jakaś mniejszość żyje w politycznej paranoi, ale największym problemem jest to, że ta władza wspiera takie myślenie. Chce, żeby przeciętny Polak był zagubiony, nie rozumiał związków przyczynowo-skutkowych, za to wsparty dominującą kulturą religijną wierzył w cuda. Nawet po 25 latach wolności dla tych 20 proc. społeczeństwa taka papka ideologiczno-publicystyczna jest efektywna.

Jarosława Kaczyńskiego podejrzewałem o wiele, ale nie o taki brak wyobraźni, brak odpowiedzialności za słowa i infantylną bezczelność w promowaniu chciejstwa politycznego. O tym, czego nie należy robić, będziemy się na tym przykładzie uczyć w przyszłości. Jak można mówić o konstytucji, że to „świstek papieru”?!

PiS chce po prostu łatwo sterować ludźmi?
Oczywiście. Chcę powiedzieć o jeszcze jednej rzeczy, ale nie wiem, czy za to nie grozi odpowiedzialność karna… Kiedyś wstydziliśmy się za to, że ponad połowa Polaków deklaruje, że czyta jedną książkę w roku. Ostatnio ten odsetek wzrósł do ponad 60 proc. To oznacza, że pewnie 95 proc. nie czyta żadnych poważnych tekstów. Czyli można założyć, że 2/3 naszych rodaków nie jest w stanie zweryfikować, co jest iluzją, a co rzeczywistością. Żyjemy w gronie potwornych publicznych analfabetów, widzę to także po nowych rocznikach, które przychodzą na studia.

Poziom zagubienia w rozumieniu otaczającego świata jest przerażający, do tego dochodzi uzależnienie od „internetowych gadżetów”. Ludzki rozum jest w słabym użytku i to mnie tym bardziej niepokoi.

Jarosław Kaczyński obiecał już kolejne 500 Plus, tym razem dla emerytów. PiS opiera się na sprawdzonych wzorcach?
PiS bardzo dobrze wie, że niezależnie od tego, ile zainwestuje się w infrastrukturę, Polak tego nie doceni, ale za to 500 złotych włożone do jego własnej kieszeni odniesie oczekiwany skutek. Dla wielu „dobry rząd” to taki, który rozdaje ludziom pieniądze. To nie jest żaden populizm, w różnych artykułach pisanych na użytek krajowy i zagraniczny używam sformułowania „autorytarny klientelizm”. To jest system, który opiera się na dawaniu, przekupywaniu, kontrolowaniu i zastraszaniu, że inni odbiorą.

Po co władza chce wprowadzić przezroczystą urnę czy kamerki w lokalach wyborczych? Na wielu ona nie zadziała, ale niektórzy będą się bali, że władza patrzy, bo najpierw dała, a teraz oczkuje wdzięczności. To jest kalka bolszewickich zachowań – przekupić i kontrolować.

Do tego dochodzi chyba jeszcze szantaż. „Nie chcemy takich samorządów, które będą wojowały z rządem, (…) chcemy takich, które będą współpracować ku wspólnemu dobru, by podnosić jakość życia Polaków” – mówił ostatnio Jarosław Kaczyński. Jak pan to nazwie?
To jest tak zwana „rozliczalność odwrotna”. Nie jest tak, że ludzie rozliczają polityków, tylko to kacyk polityczny rozlicza wyborców. To tak działa – albo zagłosujecie tak jak trzeba, albo dostaniecie mniej niż do tej pory.

Wrócę do sytuacji na opozycyjnej części sceny politycznej. Ludzie lewicy zmienią nastawienie?
Coraz trudniej przychodzi mi deklarować, że wierzę w rozum polskiego homo politicusa.

Jaki może być powód tego, że Partia Razem z nikim nie potrafi się dogadać? Wiem, że trudno jest stworzyć koalicję z Włodzimierzem Czarzastym, ale jeżeli nie dogadają się z Robertem Biedroniem, to będzie dowód na najwyższy infantylizm polityczny.

Przecież powinni mieć świadomość tego, że muszą zacisnąć zęby i jednoczyć siły, bo taka jest „mechaniczna” logika ordynacji wyborczej. Nie mam już siły odpowiadać za granicą na pytanie, dlaczego polskie partie nie są w stanie wchodzić w koalicje, kiedy racjonalność i rozum wskazują, że tylko to daje im możliwości zaistnienia parlamentarnego.

I co pan odpowiada?
Wiję się, próbuję tłumaczyć, ale nikt tego nie rozumie. To nie jest pierwszy raz, to się powtarza. Jedna z definicji partii politycznych mówi o tym, że to są organizacje, które m.in. od czasu do czasu muszą być w koalicji rządzącej, bo inaczej stają się tylko klubami dyskusyjnymi. Proszę zobaczyć, ile polskich partii tak właśnie skończyło, na marginesie polityki.

A do Partii Razem mam apel, jeśli nadal będziecie mieć 2-3-procentowe poparcie, to zmieńcie się po prostu w interesujący intelektualnie (bo takim jesteście) klub dyskusyjny i próbujcie nadal przekonywać ludzi do swoich wizji, ale nie startujcie w wyborach, bo tym tylko pomagacie politycznym zamachowcom.

Inaczej: niech na lewicy startują tylko te ugrupowania, które są partiami i chcą wygrywać.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o Dudzie.

Prezydent realizuje skrupulatnie plan PiS-u, zakładający odsunięcie nas od UE.

Dudy nie można uznać za najlepszego prezydenta w naszej historii. Jednak nie wolno nie docenić jego rozwoju jako głównego demagoga i mistrza pustosłowia pisowskiej Polski. Gdzie się nie ruszy, gdzie się nie dorwie do mikrofonu, to widać, że rozwija się w tempie wręcz zastraszającym.

Podejrzewam, że za nasze, podatników, pieniądze, nieustająco doszkala się na korepetycjach z manipulacji i przekłamania, by potem stanąć przed narodem i fruuuuuu…. polecieć z tą swoją prawdą, gestykulując w odpowiednich momentach, dbając o właściwą intonację i coraz głośniej krzycząc. Upaja się swoim słowotokiem i nawet nie zauważa, że przekroczył już wszelką granicę, za którą już tylko śmieszność, małość i żenada.

Nie milkną echa jego wizyty w Leżajsku. Stał sobie prezydent pisowskiej części Polaków przed dworkiem, wyremontowanym dzięki dotacji z UE, nazywając ją „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla Polaków niewiele wynika”. Niektórzy nagrodzili go oklaskami za tak odkrywcze stwierdzenie, jednak w opinii większości nieźle się skompromitował.

Ten dworek w tle został wyremontowany za 7 mln zł, z czego UE dała 5,1 mln zł. Dzięki unijnym środkom wyremontowano w mieście wiele zabytkowych obiektów m.in. klasztor OO. Bernardynów. Koszt tego remontu to 30,8 mln zł, z czego 26,1 miasto dostało z Brukseli. Powstała obwodnica miejska, która kosztowała 150 mln zł, z czego UE dała 103 mln zł, rozbudowano drogę wojewódzką nr 877, co kosztowało włodarzy miasta 8 mln, a resztę czyli 35 mln zł dorzuciła Unia czy też przebudowano drogę z Leżajska do Łańcuta. Koszt tej inwestycji to 32,7 mln zł, w tym 22 mln od Unii. O mniejszych inwestycjach w mieście to już nawet nie wspominam.

To są fakty, a z nimi się nie dyskutuje. Hm… może pan Duda po prostu tak mało wie? Nie ma zielonego pojęcia, ile kasy dostaliśmy z UE i na co ona poszła? Może takie drobiazgi go prostu nie interesują, bo ważne jest tylko wbicie Polakom do głowy, że ta Unia to diabeł w ludzkim ciele, co to doi nas równo, nie dając nic w zamian?

No tak, Duda realizuje skrupulatnie plan PiS-u, zakładający odsunięcie nas od UE, która taka wredna i nie chce uznać wyższości pisowskiej Polski nad resztą członków i podporządkować się dyrektywom płynącym z Warszawy. Mnie jednak przeraża coś innego. Ta nieustająca wiara elektoratu PiS w każde słowo swoich guru.

Ludzie, którzy jeżdżą sobie po drogach, zbudowanych dzięki pomocy Unii, chadzają do muzeów, na które Unia wyłożyła pieniądze, składają swoje schorowane ciała w szpitalach, które dzięki kasie z Unii zapewniają lepsze warunki bytowe i leczenie lepszym sprzętem, jeżdżą na Zachód, by legalnie zarobić trochę euro, wysyłają swoje dzieci na uczelnie europejskie, bez ograniczeń korzystają z turystyki, bycząc się na europejskich plażach… ci ludzie z zachwytem i powszechną aprobatą przyjmują antyunijną prawdę polityków PiS, w tym pana prezydenta. Klaszczą im, uśmiechają się, kiwają głowami i łykają te kłamstwa.

„Newsweek Polska” rozpowszechnia filmik, który pokazuje w sposób wręcz łopatologiczny, jak to z tą kasą wygląda. Dziennikarz zaczepia ludzi na ulicach i prosi ich o 3 zł. Kiedy już pieniądze są w jego rękach, wyciąga 10 zł i oddaje je, mówiąc, że tak właśnie działa UE. Bierze tyle, ale daje znacznie więcej. Na twarzach ludzi niedowierzanie i lekki szok. To rzeczywiście tak wygląda?

Akcja „Newsweeka” fantastyczna, tylko… czy uda się przekonać ten pisowski beton? Dla nich żadne fakty się nie liczą, żadna taka lekcja poglądowa nie zmieni ich nastawienia, bo PiS tak mówi, a jak PiS mówi, to to jedyna i najprawdziwsza prawda. Amen…

Ech, ten Duda… zero wyczucia, dyplomacji. Gada tak sobie o UE, zapominając, że jako europoseł nieźle się dzięki niej dorobił. Ostro krytykuje, nie biorąc pod uwagę, że trwają prace nad nowym budżetem unijnym, rolnicy czekają na wypłatę dla poszkodowanych przez suszę, a w Rosji trwają największe od czasów zimnej wojny manewry wojskowe. No, ale on jest tak ważny, że UE nie ma wyjścia, jak tylko przyjmować z pokorą wszelką krytykę i dawać, dawać, dawać.

Jak widać, pisowski rząd coraz bardziej oddala nas od Europy. Zapewne Duda i reszta stawiają na bliski sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, co wydaje się niezłą mrzonką. Donald Trump tak długo będzie nas mamił przyjaźnią, jak będziemy ważnym dla niego pionkiem w rozgrywkach z Unią Europejską. A my się dajemy na to nabrać.

Trump to idol Dudy i całego pisowskiego środowiska. Nie można więc dziwić się, że prezydent, wspominając w Leżajsku o zdradzie, jaką zafundowała nam Europa w 1945 roku, oddając nas w ręce Stalina, pominął milczeniem rolę USA w tym akcie. No tak, takiego przyjaciela i największego sojusznika Polski tykać nie można.

No i co drodzy ludzie z gatunku „Homo PiSus”. Unia Europejska to samo zło, Trump i jego USA najwspanialsi. Ta władza karmi Was bzdurą za bzdurą, a Wy wciąż duszą i ciałem będziecie sankcjonować każde kłamstwo, każde matactwo Dudy i jego kolesi z PiS? Wierzycie bezkrytycznie w każdą bajkę, odrzucając fakty. Wy wierzycie, a takim jak ja pozostaje wstyd, niesmak i żenada.

Waldemar Mystkowski też pisze o Dudzie.

Andrzej Duda tak marzył, aby zostać prezydentem Polaków, iż zrealizowało mu się choć częściowo to pragnienie. Został prezydentem wszystkich botów. „Gazeta Wyborcza” ujawniła tylko jedną umowę z kampanii sztabu wyborczego Dudy ze spółką tworzącą fałszywa konta w internecie.

Mamy wiedzę o jednym tylko rachunku, dotyczącym krótkiego odcinka czasu. A zatem można powiedzieć, że to wierzchołek góry lodowej. Jak się to ma do moralności chrześcijańskiej? Jak wszyscy wiemy, Duda to katolik na pokaz. Jak widzi sutannę, to pada na kolana i całuje w pierścień. Wartości chrześcijańskie Dudy mają się tak do botów, jak kleru do pedofilii. Gwałt – kleru na dzieciach, Dudy na prawie. Brud – i tyle.

Ktoś powie, że boty nie głosują. Boty jednak sieją propagandę taką, z jaką mieliśmy do czynienia w Czechach. Niedawno w ojczyźnie moich ukochanych pisarzy Hrabala i Kundery poparcie dla Unii Europejskiej było rzędu 70 proc. Po propagandzie antyunijnej spadło do 30 proc. Można mniemać, iż w Polsce z 80 proc. sympatii do UE spadnie po pisowskim obrzydzaniu Brukseli do 40 proc.

Wynajęcie botów jest bezprawne, wbrew kodeksowi wyborczemu. Powinno być zaskarżone. Dzięki temu Duda wygrał. W spółce, która przyjęła zlecenie sztabu Dudy Elchupacabra sp. z o.o., prezesami są byli asystenci Adam Bielana, spin doctora PiS.

Wszystko się domyka. Duda poza tym jedzie do Donalda Trumpa i będzie mógł z nim przybić sztamę. Unia Europejska jest be („wyimaginowana wspólnota”), te same brudne chwyty stosowały ich sztaby w internecie. Trumpa wspomagały rosyjskie boty. Trump weźmie go za swojaka, a jak jeszcze Duda zagada do niego po rosyjsku, to małodiec zostanie nagrodzony niedźwiadkiem.

Możliwe, że Duda nie musi się martwić wynikami wyborów prezydenckich. Mamy pierwsze jaskółki, jak będą wyglądały komisje wyborcze. Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” Tomasz Żółciak podaje skład 9-osobowej komisji wyborczej w Redzie – 7 członków to reprezentanci PiS, jedna osoba jest z PSL i jedna wskazana przez komisarza wyborczego.

Przepraszam! Jak w takim wypadku można przegrać! Aż ręka świerzbi, aby zespół wespół dosypać potrzebnych głosów do wygranej kandydata PiS. Przecież nikt nie nakryje, nie wyda – sami swoi. Duda więc może odetchnąć, boty nie będą już potrzebne, aparat partyjny wie, co i jak zrobić, aby „zasłużenie” wygrać!

Gersdorf: Żadne przepisy ustawowe nie mogą zmienić mojej sześcioletniej kadencji. Prezydent też nie. Musiałby zmienić konstytucję

Ponieważ mam kadencję sześcioletnią i ona jeszcze się nie zakończyła, wobec tego żadne przepisy ustawowe nie mogą tego zmienić i pan prezydent też nie. Musiałby zmienić konstytucję. Może pojadę na dwa, trzy dni, bo potrzebuję tego urlopu, ale zobaczymy, co się będzie działo” – mówiła prezes Małgorzata Gersdorf. 

PiS gardzi suwerenem, Polakami i narodem. Kaczyńskim i jego partią kieruje fetysz władzy

Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku reklamuje się nacjonalistycznym hasłem. Zareagowali internauci.

Nowy minister Mariusz Błaszczak stoi przed nie lada wyzwaniem w resorcie obrony, którym dowodzenie przejął po Antonim Macierewiczu. Skala strat dla polskiego systemu obronności, bałaganu, jaki zapanował pośród wojskowych oraz pustych, ale szumnych obietnic, których realizacji oczekuje najtwardszy elektorat wciąż rośnie. Sprzątanie tej stajni Augiasza musi się jednocześnie odbywać w sposób możliwie najmniej widowiskowy, bez uroczyście ogłoszonego audytu zaniedbań poprzednika i najlepiej w taki sposób, który nie urazi poprzedniego ministra i jego najwierniejszych wyznawców.

Tak się jednak składa, że tego, co nie zechce głośno powiedzieć minister Błaszczak, to uda się ustalić dziennikarzom mediów, którym zależy na pokazaniu prawdziwych zaniedbań Macierewicza oraz oszacowanie ich wpływu na zwiększenie, lub co gorsza obniżenie bezpieczeństwa Polaków w obliczu tak realnego przecież zagrożenia ze strony naszego wielkiego wschodniego sąsiada. Czytając ustalenia Juliusza Ćwielucha z “Polityki”, jak bumerang wraca pytanie o to, jak wiele z tez postawionych przez Tomasza Piątka w książce “Macierewicz i jego tajemnice” jest prawdziwych. Bo to, że nasza zdolność obronna przed ewentualnym atakiem ze strony Rosji spadła dramatycznie, a modernizacja polskiej armii została zniweczona na długie lata, jest faktem, a działo się to głównie jako skutek różnego rodzaju kontrowersyjnych decyzji Antoniego Macierewicza.

Co gorsze, wiele wskazuje na to, że w rządzie zdawano sobie sprawę z problemów, jakie generuje kierowanie MON przez byłego ministra, jednak nikt nie miał odwagi i/lub możliwości, by wcześniej go z tego stanowiska usunąć. Najlepszym tego dowodem jest Uchwała Rady Ministrów nr 168 z 20 października minionego roku, która była de facto przyznaniem się do totalnej klęski szybkiego unowocześniania polskiej armii. Wobec uchylenia wieloletniego planu “Priorytetowe Zadania Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej w ramach programów operacyjnych” było już oczywiste, że wiele ostatnich miesięcy Macierewicz blefował, że miliardy złotych lada moment zostaną wydane na unowocześnienie armii.

Przez osobisty konflikt z prezydentem Andrzejem Dudą, którego nigdy Macierewicz nie traktował poważnie, niemożliwe było także rozpoczęcie prac nad reformą systemu dowodzenia, mimo iż powszechną opinią pośród wojskowych było to, że obecny system jest niewydolny. Padł też ofiarą czystek kadrowych, które przeprowadził – nowi generałowie może i byli mu wdzięczni i posłuszni ale brakowało im doświadczenia i przydatnej wiedzy. Ci z zasłużonych i doświadczonych generałów już od dawna mieli dosyć nieudolności Macierewicza i nie zamierzali być kukiełkami w jego przedstawieniu.

Co Macierewicz zostawił po sobie?

Wyższe pensje żołnierzy, którym minister dawał rekordowe podwyżki wcale nie sprawiły, że w wojsku zawodowym przybyło rąk do obrony. Choć oficjalne dane na temat stanów osobowych w polskiej armii nie są ujawniane, to ponoć coraz więcej jednostek zwraca się do Dowództwa Centralnego z prośbą o obniżenie gotowości bojowej, bo stany osobowe spadły poniżej 50%. Duże są braki sprzętowe, mimo olbrzymich kwot wydanych przez resort w ostatnich latach. Pieniądze płynęły do wojska ale nie tam, gdzie były potrzebne, a te zakupy, które poczyniono tak naprawdę były owocem pracy poprzedników. Polski system obronny nadal nie dysponuje kluczowymi elementami obrony: systemu obrony przed atakiem z powietrza, dronów, artylerii rakietowej czy okrętów podwodnych, nie wspominając już o śmigłowcach wielozadaniowych, których jak nie było tak nie ma. Spośród 15 priorytetowych programów 10 w ogóle nie rozpoczęto. Juliusz Ćwieluch używa szokującego wręcz porównania, że 2 lata rządów Macierewicza w MON cofnęły armię do poziomu polskiej służby zdrowia. Bałagan po Macierewiczu trzeba posprzątać, a Wojska Obrony Terytorialnej przestać traktować jako nowe wcielenie Armii Krajowej. Do tego przydałby się audyt w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, gdzie płynęły setki milionów złotych bez żadnych widocznych efektów. Kilka miesięcy temu próbowaliśmy nawet ustalić, jak bardzo rozbuchane są wydatki na wynagrodzenie ludzi Macierewicza w spółkach PGZ, jednak odbiliśmy się od ściany i komunikatu o “tajemnicy przedsiębiorstw”.

Skoro Macierewicza w MON już nie ma, to warto przypomnieć o jeszcze jednej, bulwersującej kwestii. W wywiadzie z Janem Rajchlem, generałem i były komendantem Szkoły Orląt w Dęblinie, ten sam publicysta “Polityki” próbował ustalić, dlaczego po katastrofie wojskowej CASY w 2008 roku, gdy zginęła duża część dowództwa wojsk lotniczych nie wyciągnięto żadnych wniosków, doprowadzając pośrednio do katastrofy smoleńskiej, której przyczyny były przecież bliźniacze. Okazuje się, że Antoni Macierewicz, podobnie jak usunął z publicznych stron raport komisji Millera (z oczywistych politycznych przyczyn), usunął z nich także raport w sprawie wojskowej CASY. Dlaczego?

Otóż oba te raporty pokazują przerażającą rzeczywistość polskich pilotów samolotów transportowych, którą to Antoni Macierewicz całkowicie świadomie chciał przed polską opinią publiczną ukryć. Szokujące braki w szkoleniach pilotów, brak doświadczonych pilotów, którzy mogliby uczyć młodszych, przenoszenie do lotnictwa transportowego pilotów, którzy nie radzili sobie w lotnictwie bojowym (choćby takich, którzy nie radzą sobie z lądowaniem w gorszych warunkach atmosferycznych). W polskim lotnictwie wojskowym symulatorów jest jak na lekarstwo, więc przykładowo pilotów CASY szkoli się na symulatorze Bryzy, choć to dwa zupełnie różne samoloty.

Nieustanny proces zmian struktur zaczął przynosić tragiczne skutki. Mniej sprzętu, mniej latania, mniej doświadczonych pilotów i wielka dziura pokoleniowa. Wyszkolenie pilota do poziomu operacyjnego trwa 10 lat więc nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Ostatnio znów mieliśmy do czynienia z serią awarii – spalił się śmigłowiec Sokół, robił się SW4, MiG-29 zaliczył lądowanie wśród drzew. Ciągłe traktowanie spraw lotnictwa po macoszemu to aż proszenie się o powtórkę ze Smoleńska. Warto zadać sobie głośno pytanie, dlaczego Antoni Macierewicz, tak wzburzony tragedią smoleńską zrobił tak niewiele, by zminimalizować ryzyko jej powtórki.

KAMILA TERPIAŁ: Dlaczego Sejm stał się oblężoną twierdzą? Nie mogą do niego wejść Wanda Traczyk-Stawska i Janina Ochojska, dziennikarze, którzy nie posiadają stałych przepustek, odwołane zostało po raz pierwszy w historii posiedzenie Sejmu Dzieci i Młodzieży…

RADOSŁAW MARKOWSKI: Zacznijmy od szerszego kontekstu – pamiętam, jak w latach 90. minister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz jeździł do pracy na rowerze; późniejsi premierzy, na przykład Waldemar Pawlak, Leszek Miller czy Włodzimierz Cimoszewicz, chodzą obecnie normalnie po ulicach. A politycy PiS-u są otoczeni zasiekami bodyguardów, którzy mają ich chronić, prawie jak „Kimowcy” z Korei Północnej. Przy populistycznym rządzie, który rzekomo reprezentuje większość Polaków, to poważny wizerunkowy zgrzyt. Za plecami rosłych chłopców powinni się przecież ukrywać „zdradzieccy” liberałowie, którzy bezpiecznie zażywają wolności na ulicach.

Obecni rządzący mają obsesję tego, żeby nie mieć kontaktu ze światem obywatela, a ich rzekome spotkania z publicznością są kreowane i przygotowywane odgórnie… Przypomina mi to młodość w PRL.

Ale też lekceważenie polityków opozycji… PiS chce stworzyć „Sejm niemy”?

Sposób procedowania przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego poprawek opozycji do projektów rządowych ustaw powinien być wskaźnikowy dla Komisji Europejskiej, jak traktuje się demokrację parlamentarną w Polsce. Nie potrzeba do tego żadnego komentarza, wystarczy puścić fragment, w jaki sposób pan Kuchciński „proceduje” propozycje opozycji. A pogarda partii rządzącej dla polityków i dziennikarzy jest przecież pogardą dla suwerena. Ale takie zachowanie to jest pośrednie przyznanie się do tego, że są mniejszością. Od prawie 3 lat tłumaczę, że na PiS w 2015 roku zagłosowało 5,7 miliona Polaków z 31 milionów, czyli 18,6 proc. Zdecydowana większość albo aktywnie zagłosowała przeciwko PiS, albo nie chciała ich aktywnie poprzeć. Oni czują się coraz bardziej osamotnieni, bo obecnie w liczbach absolutnych to poparcie spadło do ca 5,1-5,2 milionów, choć procentowy – mylący obraz – sięga czasami 40 proc.

Do tego nakłada się „międzynarodowe sieroctwo”. Przecież ten rząd nie może się zwrócić do żadnego kraju ościennego z prośbą o pomoc i kooperację, nawet Węgry nie są pewne, nie mówiąc już o wielkich graczach, a gdyby ktoś nam kilka lat temu powiedział, że administracja amerykańska podejmie decyzję, by nie spotykać się z premierem i prezydentem Polski, uznalibyśmy to za nietrafiony żart.

To, co się dzieje w związku z protestem niepełnosprawnych, jest zamknięciem polityki izolacji.

To wizerunkowe i społeczne samobójstwo? Czy znowu ujdzie to rządzącym na sucho?

Jak już mówiłem, w liczbach bezwzględnych poparcie absolutnie spada, co nie jest zawsze widoczne w procentach, dlatego że inni też nie są bardzo przekonywający. Czy ta sprawa im zaszkodzi? To zależy. Zwrócę uwagę na to, że

ruszyła już propagandowa machina dziennikarzopodobnych wyrobów z TVP, która zaczęła oczerniać protestujących i oskarżać ich o działanie polityczne. Do niektórych to zapewne trafi.

Poza tym PiS cały czas przekupuje wyborców, starając się ich przekonać, że państwowa kasa jest bez dna i każdemu może być lepiej.

Dlaczego nie daje w takim razie niepełnosprawnym?

Odpowiedź jest prosta – PiS to klientelistyczna partia, kierująca się cynicznym rachunkiem – tych ludzi nie jest dużo, to po co tracić pieniądze? To nie jest też szczególnie szczególnie aktywny elektorat. Podejście partii rządzącej można streścić w jednym zdaniu: „to wrażliwa sprawa, ale nie będziemy marnować pieniędzy”. A przecież

wystarczyłoby nie marnować miliardów złotych z programu 500 Plus, na tych zamożnych Polaków, dla których kwota taka nie stanowi żadnej różnicy w budżecie gospodarstw domowych.

Kto pierwszy ulegnie – władza czy niepełnosprawni?

Gdyby była dobra wola ze strony władzy, to pieniądze na pewno by się znalazły. Ale PiS postanowił uderzyć w najbogatszych i wprowadzić daninę nazywaną solidarnościową. Nazywanie solidaryzmem czegoś, co jest wymuszeniem, to absurd. Obawiam się, że to może bardzo zaszkodzić. Wielu dobrze zarabiających Polaków zakłada fundacje charytatywne i przekazuje pieniądze na potrzeby społeczne. Gdy państwo zacznie się zachowywać jak rabuś, to reakcja może być odwrotna – skoro zabieracie na siłę, to nie będziemy dawać dobrowolnie.

Ta władza ma za mało wyobraźni, aby przewidzieć, że kiedy dobrowolną charytatywność zamieni się na przymus, i to w ideologicznym sosie, to konsekwencje będą w dłuższej perspektywie opłakane. To może bardzo zaszkodzić i oddalić nas od modelu skutecznie funkcjonującego na Zachodzie.

Ministrowie mieli przekazać „nagrody” otrzymane w 2017 roku na Caritas. Czy oddali, nie wiadomo. Ale ta sprawa chyba poruszyła wrażliwą strunę także wyborców PiS-u?

To działa na wyobraźnię Polaków bardziej niż pogrzebanie Trybunału Konstytucyjnego. Politycznym majstersztykiem było zauważenie, że część Polaków ma bardzo słabo rozwinięte publiczne, obywatelskie wartości i ich nie rozumie, za to bardzo dobrze zrozumie, jak 500 złotych trafi do ich portfeli. I dlatego PiS do tej pory na tym „jedzie”. Ale właśnie dlatego, że sprawy finansowe są istotne, to sprawa wysokich „nagród” – zwłaszcza dla takich polityków jak Antonii Macierewicz, „cieszących się” niemal zerowym zaufaniem społecznym – musi razić. Dlatego

PiS postanowił obciąć parlamentarzystom i samorządowcom pensje. Chociaż ja uważam, że w normalnym państwie można by się zastanawiać, czy polscy politycy nie zarabiają za mało. To nie jest oszczędność. Prawdziwą oszczędnością byłoby zmniejszenie liczebności Sejmu o połowę i likwidacja Senatu (albo zmiana jego roli),

który w naszym systemie nie ma racji bytu, tym bardziej od czasu, gdy jest wybierany metodą większościowa i zawsze będzie stanowił po prostu wsparcie dla dominującej w egzekutywie partii.

Niektórzy komentatorzy mówią, że politycy PiS bez fizycznej obecności Jarosława Kaczyńskiego – który podobno ma problemy z nogą – są jak „dzieci we mgle”. Zgadza się pan z tym?

Po pierwsze, nie wiemy, czy Jarosław Kaczyński ma problemy z nogą. Dla mnie żałosny jest cały cyrk związany z jego chorobą – generał, który biega za prezesem z kulami i sparaliżowany szpital, bo jakiś guru polskiej polityki wymyślił sobie, że to będzie miejsce dowodzenia.

Jest przy telefonie i wydaje rozkazy. Myślę, że niewiele się zmieniło. Chyba że posłowie wiedzą coś więcej na temat istoty tej choroby i do czegoś się szykują… To są jednak tylko spekulacje.

Ale przecież widać coraz większy chaos w szeregach partii władzy.

To naturalne. Na początku była zwycięska partia, która była zdyscyplinowana i przestrzegała rozkazów wodza. Potem ludzie PiS zakosztowali w synekurach, na różnych stanowiskach klientelistycznie, a nie merytorycznie rozdanych i zaczęły do portfela spływać ogromne pieniądze… To jest autorytarno-klientelistyczne państwo, w którym nic nie działa merytorycznie, tylko „po uważaniu” i według zasług lojalności. Są w tym wszystkim różne interesy, różne grupy, podgrupy i one zaczynają skakać sobie do gardeł.

Tak jest zawsze, kiedy wypacza się system, który przestaje działać transparentnie, decyzje są ukryte i podejmowane w zaciszach gabinetów, bez odpowiedniej procedury.

Czy Koalicja Obywatelska, czyli układ PO i Nowoczesnej, jest odpowiedzią na zapotrzebowanie wyborców i będzie trudniejszym przeciwnikiem dla PiS-u?

Polski system wyborczy tak działa, ze każdy większy byt polityczny startujący w wyborach ma bardziej sprzyjający przelicznik głosów na mandaty. Zresztą te dwa ugrupowania mają zbliżony program, podobny elektorat, a co najważniejsze – uważają, że

PiS jest politycznym złem w czystej postaci i należy przywrócić w Polsce konstytucyjny ład i likwidowane fundamenty państwa prawa.

Do tej koalicji nie chce się przyłączyć lewica, zwłaszcza gdy zaczęły jej rosnąć sondaże. Powinna iść do wyborów sama?

To, co od wielu lat robi, a w konsekwencji „osiąga” w wyborach polska lewica, to temat na odrębny wywiad. W Polsce jest bardzo wielu lewicowo zorientowanych wyborców, a mitem jest to, ze nastąpił jakiś konserwatywny czy prawicowy zwrot. W autoidentyfikacjach – tak, ale nie w ludzkim stosunku do ważnych kwestii społeczno-ekonomicznych czy socjo-kulturowych. Problem w tym, że

SLD od wielu lat nie jest w stanie przekonać Polaków do swych kompetencji politycznych.

Obecnie, na rok przed wyborami, jest zbyt późno, by rozmawiać o wielkiej koalicji z obozem liberalno-demokratycznym, natomiast kwestią otwartą jest, czy wokół SLD zechcą skupić się inne lewicowe ugrupowania i ludzie. Partia – nomen omen – Razem pewnie nie, i będzie trwała ze swym raczej liberalnym elektoratem na poziomie 3 procent. Rzecz jasna, dla ludzi lewicy jest to istotna strata, jeśli patrzeć na to z punktu widzenia parlamentarnej siły tej opcji. Na razie zatem nie widać, iżby lewica była w stanie zjednoczyć siły i zyskać poparcie pomiędzy 20 a 30 procent, co – patrząc na to z perspektywy ludzkich preferencji – wcale nie jest nierealne.

Czy nowa partia, którą chce stworzyć m.in. Ryszard Petru i Barbara Nowacka, po wyborach samorządowych w tym rozdaniu ma sens?

W kraju o najniższej frekwencji wyborczej w Europie, gdzie w każdym wyborach uczestniczy zaledwie 50 proc. uprawnionych obywateli, a na dodatek 1/3 z tej grupy raz bierze udział, a innym – nie, rzecz jasna zagospodarowanie apatycznego obywatela jest normalne, a nawet pożądane.

W przypadku wymienionej dwójki (znanych publicznie postaci) może się to udać, choć przed nimi wielkie wyzwanie, jakim jest opracowanie socjalno-liberalnego programu. Nie jest to łatwe, ale na świecie takie byty istnieją i nie ukrywam, że mają w dobie globalizacji ogromny sens. Problem w szczegółach, umiejętnym języku i esencji programowej takiego przedsięwzięcia, a także w tym, czy Polacy wykazują popyt na taki program. Dla wielu zestawienie tych dwóch postaci będzie już dużym zaskoczeniem – wszak stereotypowo mamy do czynienia z liberałem, w świadomości społecznej powiązanym z wielkim biznesem i – znów stereotypowo – z lewicującą feministką. Sporo pracy ich czeka.

Wanda Traczyk-Stawska (uczestniczka Powstania Warszawskiego) kolejny raz przyszła przed Sejm licząc na to, że zostanie wpuszczona do parlamentu przez marszałka Marka Kuchcińskiego (PiS).

Jak PiS z nami skończy? Źle skończy

Wybitni socjolodzy, politolodzy patrzą w przyszłość bardzo pesymistycznie. Mają dla nas złe wieści. Takie niedobre wieści ma prof. Radosław Markowski (wypowiedź z wiadomo.co).

„U nas panuje polityczne i strategiczne nieuctwo, niezrozumienie współczesnego świata i tupanie nogami małych zagubionych ludzi, więc jak to się skończy?

Źle się skończy, choć pewnie po tym doświadczeniu będziemy znacznie mądrzejsi”.

Marcin Meller też nie jest optymistyczny. O Krzysztofie Ziemcu pisze na FB: „Twarz obleśnej propagandy”:

„Do śmierci powinien chodzić pokutnie z brodą, udając kogoś innego”.

Politycy opozycji przyznają, że ich zaniedbania dopuściły do rządzenia „obleśnej władzy” PiS. Tak jak  Trzaskowski.

PiS nawiązało dialog z tymi ludźmi, którzy poczuli się odrzuceni, którzy byli w głębokiej biedzie, i zaproponowało im pewną nadzieję – przyznał Rafał Trzaskowski w programie „Piaskiem po oczach” TVN24. Poseł PO zastrzegł jednak, że jego zdaniem zaufanie Polaków do PiS wkrótce się skończy. – Myślę, że to pęknie – stwierdził.

– PiS teraz strzela sobie w stopę, dlatego że opanowała ich taka arogancja – ocenił Trzaskowski. – Sondaże dają im taką arogancję, że oni myślą, że mogą sobie na wszystko pozwolić – dodał.

Jest tak, jak pisał w 2014 roku dziennikarz TVN Jacek Pałasiński.

Post Navigation