Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Rafał Chwedoruk”

Ziobro puka do Kaczyńskiego

Nikomu bardziej nie zależało na utrzymaniu większości w Sejmie niż Jarosławowi Kaczyńskiemu. Lider PiS doskonale zdaje sobie sprawę, że to u niego najszybciej pojawiłby się prokurator. I wcale nie dotyczy to łamania konstytucji i sprawowania władzy.

Obóz Zjednoczonej Prawicy ma tak wiele za uszami, że boi się utraty władzy jak ognia. A nawet więcej – dla wielu polityków PiS i jego sojuszników z Porozumienia Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry to gra o polityczne być albo nie być. Wielokrotne łamanie konstytucji, regulaminów Sejmu i Senatu, wątpliwe decyzje ekonomiczne dotyczące spółek skarbu państwa i nieczyste układy na styku władzy i prorządowych mediów… Worek przewin jest ogromny, ale takie postępowania wymagałyby czasu.

Jarosław Kaczyński sprytnie uniknął wikłania się na papierze w delikty konstytucyjne i ustawowe. Miał od tego Beatę Szydło czy Beatę Kempę, które nie publikowały wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Miał od tego posłów, którzy zgłaszali ustawy sprzeczne z konstytucją, miał prezydenta Andrzeja Dudę firmującego zamach na wymiar sprawiedliwości.

Ale jest jedna sprawa, która Kaczyńskiego nie ominie, jeśli zmieni się władza i układ sił w Sejmie. To sprawa 50 tys. zł łapówki dla księdza Rafała Sawicza, bez którego zgody nie można było rozpocząć poważnych zabiegów o budowę drapacza chmur na działce należącej do związanej z PiS spółki Srebrna.
Spowinowacony rodzinnie z Kaczyńskim austriacki biznesmen Gerald Birgfellner, któremu prezes PiS zlecił przygotowanie projektu, zeznał w prokuraturze, że osobiście wręczył kopertę z 50 tys. zł na Nowogrodzkiej. Że był tam wraz z żoną, że były inne osoby, w tym sam ks. Sawicz. Słowem kilku świadków. Dostarczył wyciąg z konta bankowego.

Sam Sawicz, który porzucił czynne duchowieństwo jeszcze przed ujawnieniem afery przez „Wyborczą”, a po naszej publikacji zniknął, przez pełnomocnika oznajmił, że jest do dyspozycji organów ścigania. I, co najważniejsze, nie zaprzeczył, że 50 tys. zł dostał.

Prokuratura pod butem Zbigniewa Ziobry od lutego nie podjęła decyzji, czy wszcząć śledztwo ws. oszukania Birgfellnera przez Kaczyńskiego, który ostatecznie odmówił Austriakowi zapłaty za wykonane prace nad projektem. Nie można więc przesłuchać nikogo poza samym biznesmenem i zweryfikować jego zeznań, przesłuchując świadków, w tym samego Sawicza i Kaczyńskiego. To chroni prezesa PiS przed odpowiedzialnością karną.

Dlatego 24 godziny od zamknięcia lokali wyborczych do czasu ogłoszenia oficjalnych wyników głosowania musiały być dla Kaczyńskiego bardzo nerwowe. Łopatologiczna propaganda prorządowych mediów i kolejne miliardy na obietnice ostatecznie dały obozowi władzy niewielką przewagę w Sejmie, ale już nie w Senacie.

Tak, Kaczyńskiemu jako doktorowi prawa najbardziej zależy na tym, by opozycja nie mogła utworzyć rządu i odblokować prokuratury, a w parlamencie nie powstała większość skłonna odebrać prezesowi PiS immunitet.

Bo wtedy nie byłoby mrzonek o Trybunale Stanu dla czołowych polityków Zjednoczonej Prawicy, ale zwykłe postępowanie prokuratorskie w prostej sprawie o wręczenie łapówki.

Kmicic z chesterfieldem

W normalnym państwie można by taki pomysł obśmiać. Ale PiS ze środowisk postulujących taką edukację zrobił wroga publicznego, niszczycieli polskiej rodziny, deprawatorów dzieci i nihilistów.

To do nich wołał prezes Kaczyński: „Ręce precz od naszych dzieci”. To także ich miał na myśli abp Jędraszewski, głosząc o „tęczowej zarazie”. W takiej sytuacji można się spodziewać, że obywatelska inicjatywa mająca błogosławieństwo Kościoła zostanie przez parlament uchwalona. Będziemy wtedy chyba jedynym krajem w Europie i ewenementem na skalę światową, gdzie edukacja seksualna nie tylko nie jest w szkołach wykładana, ale jest zakazana i karana więzieniem.

Nauczanie seksualne jako przestępstwo

Na wznowionym po wyborach posiedzeniu Sejmu jednym z punktów było pierwsze czytanie projektu obywatelskiej inicjatywy Stop Pedofilii, który wprowadza do kodeksu karnego nowe przestępstwo: nauczania seksualnego. Przepis ma brzmieć tak: „Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi…

View original post 5 130 słów więcej

 

PiS jest skazane na przegraną

Barbara Labuda była wczoraj gościem w programie „Tomasz Lis”. Wypowiedziała się m.in. na temat obecnej sytuacji kraju i polityki Jarosława Kaczyńskiego. W rozmowie z prowadzącym przywołała wypowiedziane ponad miesiąc temu przez Donalda Tuska zdanie, że „PiS wróci do złodziejstwa” – po tym, jak całkowicie podporządkuje sobie instytucje demokratyczne i liczne obszary życia polityczno-społecznego w Polsce. Jego słowa Barbara Labuda uznała za prorocze.

>>>

„Lubiłam obu braci Kaczyńskich, zwłaszcza Leszka, ale także Jarka” – podkreśliła Labuda, nawiązując do okresu współpracy z obu politykami w okresie podziemnej działalności. – „Miałam z nimi świetne kontakty, współpracowałam z Leszkiem już w latach przed Solidarnością, także w czasie stanu wojennego” – opowiadała Lisowi. Jej zdaniem obaj przygotowywali „wspaniałe sprawozdania z obrad Okrągłego Stołu, które przekazywali mi codziennie wieczorem przez telefon” – wspominała Labuda. Dzięki temu mogła na bieżąco informować o tym przełomowym wydarzeniu czytelników podziemnego pisma „Region”, wydawanego przez nią i jej współpracowników we Wrocławiu. – „Byli szalenie kompetentni, rzetelni i precyzyjni” – podkreśliła.

Niestety, zdaniem Barbary Labudy, wkrótce wyszły na jaw cechy charakteru braci, szczególnie Jarosława Kaczyńskiego. „Ujawniły się [one – dop.] zwłaszcza w czasie ich współpracy z Wałęsą. […] Ta wojna krzyżowa z Wałęsa bardzo już wtedy niszczyła scenę polityczną” – ubolewała rozmówczyni Tomasza Lisa. Podkreśliła, że chociaż wtedy – podczas wyborów prezydenckich – nie głosowała na Wałęsę, to uważała go i nadal uważa za naszego „hero”. Dlatego, jak przyznała, z dużym niesmakiem i smutkiem oglądała sceny w sądzie [podczas ostatniego przesłuchania Lecha Wałęsy, w związku z pozwem Kaczyńskiego – dop.]. – „To było dla mnie bardzo smutne” – przyznała, wyjaśniając, że nie była w stanie obejrzeć tej relacji do końca. Źle odebrała kordon policji wokół Wałęsy, a także zachowanie jego oponenta politycznego. „Ironicznie uśmiechnięty Kaczyński, dokuczający Wałęsie…” – ten obrazek był ponad jej siły, przyznała dziennikarzowi.

W opinii Labudy Jarosław Kaczyński ekipie rządzącej „pozwala stosować psychologiczne mechanizmy manipulowania. Budzi w społeczeństwie „najniższe instynkty”, i takie metody są niestety stosowane w instytucjach publicznych, tworząc fatalne wzory dla całego społeczeństwa – podkreśliła dawna opozycjonistka. Jednak na pytanie Tomasza Lisa, czy mamy obecnie do czynienia z dyktaturą, zaprzeczyła. Jej zdaniem „obecny system można nazwać bananowa republiką”, czyli quasi-dyktaturą. Labuda podkreśliła, że widzi jeszcze jedna ważną cechę rządów Kaczyńskiego i jego zwolenników, związaną z praktykowanym w Polsce modelem pobożności. – „W PiS-ie, tak silnie związanym z Kościołem katolickim jest bardzo duże zakłamanie. To są osoby nawykłe do zakłamania i czerpiące ze sposobu uprawiania religii, który praktykuje się w Polsce, czyli z braku szczerości i udawania. Oni przenieśli to wszystko do polityki” – podkreśliła.  W jaki sposób? Wprowadza „ustrój fasad” – tworzy z instytucji państwa wyłącznie fasady instytucji. Poproszona przez Lisa o „nakreślenie krzywej obecnej władzy”, polityczka stanowczo stwierdziła, że PiS zmierza ku klęsce i nie wygra nadchodzących wyborów europejskich i krajowych.

* * *

PiS nie wygra nadchodzących wyborów. Tak twierdzi zasłużona opozycjonistka, Barbara Labuda

Depresja plemnika

Zniesienie kadencyjności sprawowania funkcji kierowniczych powoduje, że ich utrzymanie wymaga posłuszeństwa i uległości wobec przełożonych. To jeden z wniosków płynących z raportu „Prokuratura pod specjalnym nadzorem” pokazującego szczegółowo mechanizmy i skutki całkowitego podporządkowania prokuratury partyjnemu dyktatowi na przestrzeni trzech ostatnich lat, od listopada 2015 r. do października 2018 r.

Magdalena Kołodziej – wzorowa prokurator PiS

Kto został wymieniony

To pierwsza publikacja startującego dziś serwisu internetowego panstwo-pis.pl poświęconego monitorowaniu działań prokuratury. Redaktorem serwisu jest Krzysztof Król, reprezentujący Stowarzyszenie „Paragraf Państwo”, wydawcy serwisu http://www.panstwo-pis.pl. Szefem rady programowej stowarzyszenia został prof. Leszek Balcerowicz, poza nim w Radzie są m.in. prof. Monika Płatek i prof. Marcin Matczak.

Raport, jak precyzują autorzy, powstał na podstawie publikacji medialnych, powszechnie dostępnych raportów, oficjalnych danych oraz informacji własnych. Większość faktów jest znana, ale zestawione razem w postaci skondensowanej piguły informacyjnej robią piorunujące wrażenie.

Choćby zmiany kadrowe. I tak od samej góry: wymiana sześciu na siedmiu zastępców prokuratora generalnego, niemal wszystkich prokuratorów kierujących biurami lub departamentami, a także…

View original post 4 048 słów więcej

Tylko Tusk może odbudować prestiż Polski, który przez PiS został strącony do rynsztoku

>>>

Dobra wiadomość dla tych, dla których Donald Tusk jest mężem stanu i najlepszym, polskim politykiem. Coraz poważniej myśli on o starcie w wyborach prezydenckich. Już jakiś czas temu nie ukrywał, że wprawdzie jeszcze zbyt wcześnie na spekulacje na ten temat, „ale jedno mogę powiedzieć dzisiaj – gdyby Jarosław Kaczyński zdecydował się kandydować, to nie wahałbym się ani chwili i stanąłbym do takiego pojedynku.

Dzisiaj, gdy już wiadomo, że w wyborach samorządowych Koalicja Obywatelska wraz z PSL zdobyła poparcie na wysokości 38 – 39% (PiS –  ok.33%), pojawia się wiara w odzyskanie władzy w parlamencie za rok i szansa na wygranie wyścigu o fotel prezydencki przez przedstawiciela opozycji.

Donald Tusk stawia jednak jeden warunek. Jak mówi WP jego współpracownik, „jeśli Donald Tusk miałby startować w wyborach prezydenckich, to chciałby, żeby to Kosiniak–Kamysz stanął na czele rządu, po ewentualnym zwycięstwie opozycji w wyborach do Sejmu w 2019 r.”.

Donald Tusk i Władysław Kosiniak Kamysz znają się od wielu lat i nie ukrywają wzajemnej sympatii. Z kolei wszyscy dobrze znają relacje Tuska z Grzegorzem Schetyną, ich wzajemną rywalizację, co nie rokuje dobrze w sytuacji, gdyby jeden z nich byłby prezydentem, a drugi premierem.

Niektórzy z polityków PO uważają, że mówienie o warunkach, od których uzależnia Donald Tusk swój start w wyborach prezydenckich to nic innego jak „wojna dezinformacyjna”. Według nich to gra na „osłabienie Koalicji Obywatelskiej i skłócenie Tuska ze Schetyną. Ale też próba uderzenia w lidera PSL przez PiS”.

Politolog, dr Rafał Chwedoruk, ma swoje zdanie na ten temat i uważa, że taki plan to tylko pobożne życzenie szefa Rady Europejskiej. Wynik wyborczy umocnił pozycję Schetyny, więc to nikt inny, ale właśnie on ma prawo stawiać warunki. Dodaje też, że „Tusk obecnie zaczyna grać w to samo, w co przez długie lata grał Aleksander Kwaśniewski To Kwaśniewski był zwolennikiem luźnego porozumienia na lewicy i jak najszerszego sojuszu, kosztem silnej pozycji SLD. Zakończyło się to tragedią. To samo teraz robi Donald Tusk. Stawia na koalicję różnych ugrupowań, by osłabić Platformę ze Schetyną na czele. Co do osoby Władysława Kosiniaka – Kamysza, to trudno sobie wyobrazić w dzisiejszych realiach, żeby premier miał pochodzić z partii, która może mieć w wyborach do Sejmu poparcie na poziomie ok. 8-10 proc. Najwyraźniej tonący PSL-u się chwyta”.

Sam Grzegorz Schetyna mówił w TVN24, że „jeżeli Donald Tusk będzie chciał wrócić do polskiej polityki, to jest najlepsze z możliwych miejsc, bo my będziemy wtedy potrzebować odbudowania prestiżu, wizerunku Polski, polskiej reputacji, w polityce zagranicznej, w Europie i w świecie. Nie ma lepszej osoby niż Tusk, żeby móc to razem robić. To jest najlepszy optymalny scenariusz. Wiele bym dał, żeby się spełnił.

Śmiejemy się z żarówki Dudy, ale oni tak pojmują demokrację i członkostwo w Unii jak w analogii do obiadu u znajomych – wejść do salonu w brudnych buciorach, z gilem w nosie i petem w zębach. Nażreć się, napić, beknąć, puścić bąka i wyjść. Nic od siebie, zero odpowiedzialności.

Holtei

Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf odniosła się w TVN24 do słów Jarosława Kaczyńskiego, że rząd będzie się odwoływał od decyzji TSUE, zawieszającej pisowską ustawę o SN. – „Nie wiem, do kogo. Nie chcę tutaj kpić. Pan Kaczyński chyba nie bardzo zna prawo europejskie. Rząd nie może się odwołać do kogoś wyższego, bo już nie ma nikogo wyższego” – stwierdziła prof. Gersdorf.

Odniosła się też do złożonego przez Zbigniewa Ziobrę wniosku do TK w sprawie zbadania zgodności zapisów unijnego Traktatu z ustawą zasadniczą. Przypomniała, że cały Traktat został w 2006 r. uznany za zgodny z polską Konstytucją.

„To jest jakieś nieporozumienie dla mnie, żeby w ogóle Trybunał Konstytucyjny mógł o tym decydować. Ja to oceniam negatywnie jako chęć zastopowania działalności sądów, polegającej na stawianiu pytań prejudycjalnych co do zgodności z prawem unijnym rozwiązań przyjętych przez polski parlament” – powiedziała Pierwsza Prezes SN.

>>>

Na pytanie o konsekwencje ewentualnego wyroku TK…

View original post 1 182 słowa więcej

PiS i Duda do wyborów parlamentarnych i prezydenckich tak się pogrążą, że nie będzie potrzeba Donalda Tuska

Poseł Pięta zadbał wcześniej o swoją rozpoznawalność. Teraz będzie za nią płacić PiS.

W jakiej sytuacji stawia PiS sprawa Stanisław Pięty, ultrakonserwatywnego posła PiS, o którym „Fakt” pisze, że miał romans i obiecywał pracę w spółce Skarbu Państwa?

Dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog, prof. Uniwersytetu Warszawskiego: Sprawa posła Pięty jest kłopotem dla PiS. Nie jest to co prawda problem strategiczny, który mógłby załamać sondaże partii i oderwać istotną część wyborców, ale może być problemem dla tych, którzy najsilniej identyfikują się z wartościami głoszonymi przez partię. Jeśli partia jest konserwatywna kulturowo, to powinna dbać o to, żeby zachowania jej polityków nie wykraczały poza średnią typową dla polskiego społeczeństwa.

Jak na sprawę posła Pięty mogą zareagować wyborcy?

Partii konserwatywnej przystają wartości pisane wielką literą: naród, państwo, rodzina, tożsamość, patriotyzm itd. Takim partiom towarzyszy duża doza patosu. Istotna część wyborców tego oczekuje – wielkich słów, wypowiadanych przez poważnych ludzi. Sprawa posła Pięty może obrosnąć w aspekty natury komediowej. Tego doświadczała polska prawica na początku transformacji. Bardzo szybko przeistoczyła się z bytu narzucającego ton debaty w obiekt drwin. Należy również pamiętać, że w walce o elektorat istotną grupą będą najmłodsi wyborcy, a najmłodsi wyborcy żyją życiem sieci, gdzie obrazek ma dużą siłę rażenia. Sytuacja posła Pięty jest bardzo „memogenna”.

A co ta sprawa mówi o rządzących?

PiS poświęcił bardzo dużo wysiłku przez ostatnią dekadę, żeby zrzucić z siebie stereotyp partii radykalnej, wyrazistej ideowo, ale niezdolnej do ponoszenia odpowiedzialności, partii która jest świetna w opozycji, ale nie jest gotowa rządzić. A tymczasem poseł, zaangażowany w przynajmniej dwie istotne komisje dla bezpieczeństwa państwa, uwikłał się w sytuację, w której nie można wykluczyć jakichś form zagrożenia dla bezpieczeństwa. Okazałoby się, że PiS nie jest tak sprawnie działającą machiną władzy, jak się przedstawia. Potencjał groteski politycznej zawsze stanowi zagrożenie dla władzy. Każda godzina przedłużania obecności posła Pięty w komisji ds. służb specjalnych i Amber Gold jest dla PiS godziną straconą.

Joanna z publikacji „Faktu”, domniemana bohaterka romansu ze Stanisławem Piętą, zabrała głos i oficjalnie wystąpiła pod imieniem i nazwiskiem. Jak twierdzi Izabela Pek, Pięta „sprzedał ją dwa razy”.

Choć od materiału „Faktu” na temat domniemanego romansu posła PiS Stanisława Pięty minął tydzień, to parlamentarzysta wciąż nie wydał oficjalnego stanowiska w tej sprawie (informował o tym w rozmowie z Gazeta.pl). Zapowiadał też pozwy w związku z publikacjami w tej sprawie.

„Fakt” opisał, że polityk, który ma żonę i córkę, miał poznać się z Joanną (tak wówczas opisywano bohaterkę materiałów) podczas 7. rocznicy katastrofy smoleńskiej 10 kwietnia 2017 roku. Miał składać jej obietnice założenia rodziny, a także obietnice pracy (poseł temu zaprzeczył).

Izabela Pek zabiera głos

Na łamach dziennika pojawił się wywiad z Izabelą Pek, która ma być opisywaną w tekstach Joanną, czyli bohaterką publikacji dotyczących posła Pięty. „Historia, którą opisaliście jest prawdziwa. Wypatrzył mnie, zadzwonił, dużo o mnie wiedział” – opowiadała kobieta.

W rozmowie z „Faktem” Izabela Pek wyjaśniała, że nie chciała, by od razu znana była jej tożsamość, ponieważ „wyciągnięte zostałyby jej zdjęcia z sesji modelek”, na których pozowała nago. W ten sposób – jak twierdzi – chciała uniknąć przypięcia łatki „kobiety lekkich obyczajów”.

Dlaczego zaraz po publikacjach zaczęto spekulować, że to właśnie ona jest Joanną?

Jak donieśli mi znajomi, Pięta od razu poleciał po pomoc do kolegów od wizerunku. Chciał się ratować moim kosztem. Wiedziałam, że to mi grozi, ale skala hejtu mnie poraziła. Wielu ludzi, którzy publicznie popierali „dobrą zmianę”, teraz robi ze mnie dziwkę

– mówiła Pek „Faktowi„.

„Staszek Pięta sprzedał mnie dwa razy”

Izabela Pek wyjaśniała również, że z Prawem i Sprawiedliwością jest „od początku” i nie została przez nikogo nasłana na polityków prawicy (co sugerują niektóre tygodniki).

W dalszej części wywiadu kobieta zapewnia, że była zupełnie niezainteresowana ewentualnymi profitami ze znajomości z posłem, a nastawiona była na posiadanie dzieci i założenie rodziny.

Opowiadał mi, że jego małżeństwa praktycznie nie ma. A gdy ja się otworzyłam i zdradziłam, że marzę o rodzinie i dzieciach, uczepił się tego. (…) Pięta wysłał mnie nawet do ginekologa, żebym sprawdziła, czy jestem na to fizycznie gotowa! (…) Wciskał mi przez miesiące, że choć jesteśmy od siebie z dala, to jestem jedyna. (…) Staszek Pięta sprzedał mnie dwa razy. Wolę nie mówić, co teraz czuję. Nie mogłam dłużej milczeć

– mówiła Pek.

Izabela Pek jest aktywna m.in. na Twitterze, gdzie opisuje siebie jako politologa i dziennikarkę, zamieszcza też sporo zdjęć, np. z Sejmu lub podczas spotkań z politykami.

Internauci cytują wypowiedź posła PiS Stanisława Piotrowicza ze spotkania.

„Pytanie pisowskich polityków szkodzi zdrowiu. Tego Pana spisywała @PolskaPolicja po spotkaniu z #Piotrowicz’em. …. Czy doniósł ktoś z #PiS’iągów z sali, czy sam #komuch …. nie wiadomo… – napisał na Twitterze Paweł Wimmer i udostępnił film z legitymowania przez policję jednego z mieszkańców Witnicy koło Gorzowa Wlkp. Funkcjonariusze przyjechali radiowozem przed budynek, gdzie odbyło się spotkanie z posłem PiS, prokuratorem z czasów stanu wojennego, Stanisławem Piotrowiczem.

„Winą” mieszkańca Witnicy było to, że podczas spotkania zadawał Piotrowiczowi „niewygodne” pytania. Obnażał też głoszone przez prokuratora stanu wojennego nieprawdy, m.in. uznawanie za fakt historyczny fragmentu beletrystycznej książki, dotyczącego carycy Katarzyny i jej rzekomego wpływu na politykę kanclerz Angeli Merkel.

To kolejny taki przypadek. Po spotkaniu Marka Kuchcińskiego z mieszkańcami Sanoka to samo spotkało Annę Grad-Mizgałę po tym, jak próbowała zabrać tam głos, została wylegitymowana i spisana przez policję. (Chciała zadać pytanie Kuchcińskiemu „porozmawiała” z policją”).

Wcześniej na spotkaniu z Piotrowiczem w Pyrzycach doszło do ostrej wymiany zdań z jednym z uczestników. – „Przyjmujecie pytania na kartkach. Pan poseł powiedział, że nie boi się niewygodnych pytań. Dlaczego pan wybiórczo wraca do historii? Czemu pan nie cofnie się do 1981 r., kiedy był pan prokuratorem stanu wojennego? Pan był wtedy oprawcą!” – mówił jeden z uczestników. Na sali podczas spotkania pojawiły się transparenty z hasłami „Towarzysz Piotrowicz” oraz „Pycha i szmal”.

To już tradycja – w rocznicę wyborów 4 czerwca 1989 w pobliżu legendarnej kawiarni „Niespodzianka” na Pl. Konstytucji w Warszawie spotykają się ludzie, którzy razem chcą uczcić odzyskaną wolność. W tym roku nie może być inaczej i o godz. 19.00 w miejscu, gdzie był sztab wyborczy „Solidarności” wspólnie wzniosą Toast za Wolność. 4 czerwca 1989 to przecież jedna z najważniejszych dat polskiej historii.

Na zaproszenie Projekt Polska życzenia dla Polski wygłoszą Maria Ejchart-Dubois i Sylwia Gregorczyk-Abram z #wolnesady, Kinga Łozińska z Komitetu Obrony Demokracji i Wiktor Jędrzejewski z Projekt Polska, Paweł Kasprzak z Obywateli RP i Agnieszka Holland. Toast za Wolność wzniesie były prezydent Bronisław Komorowski.

A wieczorem o 20.30 na placu Defilad odbędzie się koncert z okazji tej rocznicy „Chaos pełen idei” Wojtka Mazolewskiego i jego gości: Wojciecha Waglewskiego, Natalii Przybysz, Justyny Święs, Misi Furtak, Johna Portera, Piotra Zioło, Ani Rusowicz oraz Vienia. – „4 czerwca 1989 Polacy opowiedzieli się za wolnością i solidarnie powiedzieli systemowi: „Nie!”. 4 czerwca 2018 – w kolejną rocznicę wydarzeń roku 1989 – nie tylko przypominamy, jak fundamentalne znaczenie dla historii Polski miało obalenie komunizmu, ale przede wszystkim świętujemy i zapraszamy na koncert na placu Defilad!” – napisali organizatorzy ze stołecznego Domu Spotkań z Historią.

Tak było…

Kaczyńscy niezłomni 😂😂😂

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o Morawieckim.

Dlaczego Mateusz Morawiecki, który nie jest przecież durniem, robi z siebie idiotę?

Utrzymanie władzy zawsze jest trudniejsze niż jej zdobycie. Paradoksalnie – tym trudniejsze, im bardziej ta władza jest praworządna i przyzwoita. To jest jak z każdym przywództwem w grupie: autorytet i poparcie środowiska powinien utrzymać ten, kto wyróżnia się wiedzą, umiejętnościami i uczciwością, ale nawet wzorzec przyzwoitości przegrywa często z oszustem, który wynosi się ponad otoczenie, dorabiając sobie sukcesy i pomniejszając zasługi konkurentów. Naród o chwiejnych fundamentach demokracji lub zawiedziony niespełnionymi obietnicami często zawierza bezczelnym hucpiarzom, którzy dzielą i rządzą, pieszczą jednych, a zastraszają innych, szczują ludzi przeciw sobie i budują klimat oblężonej twierdzy pokrzykując, że nie czas na niesnaski i kłótnie o władzę, skoro larum grają.

Historia uczy jednak, że na dłuższą metę najpodlejsza władza, nawet w kraju szczątkowej demokracji, nie może liczyć na bezterminowe trwanie. Chyba że spełnia trzy podstawowe warunki umożliwiające autokratom przedłużenie rządów: wiarygodna charyzma, wiarygodne pieniądze i wiarygodna wizja. Czy obecna władza posiada te walory?

Charyzmę miał Jarosław Kaczyński. Miał, dopóki jego smoleńska legenda nie zaczęła rozwiewać się z dymem po kolejnych wybuchach tupolewa. Dzisiaj Kaczyński charyzmę co najwyżej miewa, ale jej blask nie oślepia już tak jak wtedy, gdy tłumy żądały od poczętego z błogosławionego łona bezzwłocznego zbawienia Polski. Z pewnością natomiast nie ma charyzmy żaden z otaczających wodza funkcjonariuszy, zajętych produkowaniem dowodów swojej lojalności z prezesem i wojenką z konkurentami na wypadek zwolnienia etatu Naczelnika Państwa. Nie miała charyzmy prowincjonalna premier Szydło, krzykliwa obrończyni wszelakich Wartości oraz słusznych praw swojego partackiego rządu do tłustych premii. Nie ma też charyzmy obecny premier, historyk udający ekonomistę, który miota się między nacjonalistycznym izolacjonizmem, a akceptacją reguł gry w unijnej drużynie europejskiej. Można więc przyjąć, że PiS traci walor charyzmatycznej sekty grupującej Polaków pierwszego sortu, a Jarosław Kaczyński coraz częściej jawi się swoim zwolennikom jako zwyczajny człowiek, schorowany starszy pan trapiony reumatyzmem.

Jeśli nie charyzma, to może zasobna kasa i liczne prezenty zapewnią trwanie totalnej partii rządzącej? Kłopot w tym, że o budżecie, a w szczególności o wydatkach, niewiele wiadomo. Raz pieniądze są, raz ich nie ma. Wczoraj wystarczyło nie kraść, dzisiaj trzeba ratować budżet podatkiem bankowym, na jutro zaplanowano „solidarnościowe” myto od bogatszych, pojutrze… Ceniony portal finansowy Independent Trader podliczył rozmaite nowe opłaty oraz wszystkie ukryte podatki  i okazało się, że statystyczny Polak pracujący na etacie za 3 tys. zł netto oraz wydający 100 % dochodów na bieżące potrzeby ma do dyspozycji jedynie 40% swoich ciężko zarobionych pieniędzy. Aż 60% zabierane jest mu oficjalnie lub pod postacią rozmaitych dobrze ukrytych opłat. Na utrzymanie państwa nasz przykładowy Polak pracuje przez 233 dni w roku, czyli od 1 stycznia aż do 21 sierpnia wszystkie nasze zarobki oddajemy władzy zawiadującej budżetem. W zamian za to władza świadczy nam takie usługi, na które cywilizowany świat patrzy z niedowierzaniem. Ideologiczna decyzja zablokowania niedzielnego handlu wypędziła klientów także z kin, kawiarni, orientalnych barów, lodziarni i placów zabaw usytuowanych w centrach handlowych. Za to można będzie pójść z maluchami na strzelnicę albo posiedzieć na elektrycznej ławeczce i pośpiewać z nią „Pierwszą Brygadę”, zbanalizowaną niemal do formatu piosenki biesiadnej lub „Czerwone maki”, o których Polacy śpiewali kiedyś stojąc na baczność.

Wychodzi na to, że totalnej władzy pozostała w odwodzie jedynie wizja. I to może być główny powód zatrudnienia nowego premiera. Mateusz Morawiecki zafascynował Kaczyńskiego urokliwą prezentacją wielkich cywilizacyjnych projektów. Te wizje miały wzbudzić entuzjazm Polaków, pociągnąć ich za sobą, a jeśli nie, to przynajmniej osłabić opór wobec bezprawnych poczynań coraz bardziej totalnej władzy.  W rzeczy samej – rozmach planów premiera zapiera dech w piersiach. Milion aut elektrycznych w ciągu zaledwie siedmiu lat to jest tyle, ile prognozuje się łącznie dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Międzykontynentalne mega lotnisko – centrum przesiadkowe i przeładunkowe na prowincjonalnym skraju Unii, między Okęciem, Modlinem i nieużywanym portem w Radomiu. Centralny port morski w Gdańsku, w zamierzeniu konkurencyjny dla największych europejskich w Rotterdamie, Hamburgu czy Antwerpii. Stary projekt PiS budowy 3 milionów (!) tanich mieszkań w nowym garniturze, z metką „Mieszkanie plus”.  Przekop Mierzei Wiślanej i dwa tuziny nowych mostów łączących brzegi bliżej nieznanych rzek w niewiadomych miejscach. I najbardziej niewiarygodna ze wszystkich obietnic premiera: połączenie zwaśnionych Polaków…

Realizacja wszystkich wizji Morawieckiego kosztowałaby kilkakrotność polskiego dochodu narodowego. Ale premier zapewnia, że znajdzie w budżecie pieniądze na swoje projekty. Oczywiście pod warunkiem, że nie będzie marnowania kasy na fanaberie w rodzaju 500 plus dla dorosłych niepełnosprawnych.  Bankowiec, który orientuje się w rozmaitych metodach kreatywnej księgowości długo może dawać sobie radę ze zmarginalizowaną pozarządową kontrolą obywatelską. I to jest już realne niebezpieczeństwo dla polskiej gospodarki. Obietnice są zagrożeniem tylko (?) dla naszej wiarygodności. Natomiast realizacja tych obietnic grozi takim krachem, jakiego Europa jeszcze nie oglądała – plajtą, w porównaniu z którą gospodarcza zapaść Grecji była tylko chwilowym brakiem drobnych w portmonetce.

Dlaczego Mateusz Morawiecki, który nie jest przecież durniem, robi z siebie idiotę? Czemu snuje nieziszczalne projekty i w dodatku odgraża się, że je zrealizuje? Czy jest podstarzałym dzieciakiem rzucającym przechwałki? Czy ma świadomość, do czego Kaczyńskiemu potrzebny jest akurat taki premier jak on? Nie widzi, jak bardzo przypomina Gierka, który też snuł fantasmagorie o Polsce w pierwszej dziesiątce światowych potęg gospodarczych?

Bezwiedną zasługą Gierka było sprowokowanie demokratycznych przemian za pomocą bankructwa socjalistycznej gospodarki planowej. Jeśli Morawiecki jest Wallenrodem i zamierza rozsadzić państwo PiS od środka, to koszt tego planu jest stanowczo za wysoki. Tym bardziej, że kierownicza siła narodu rozlecieć się może i bez pomocy premiera. Bez charyzmy, pieniędzy i wiarygodnej wizji niewielkie ma szanse na przedłużenie rządów. Chyba że samodzielnie myślący Polacy pozostaną bierni. Chyba że przyzwoici rodacy zamkną się w enklawach własnych środowisk i rodzin. Chyba że zobojętniali obywatele nie przeciwstawią się oszustwom wyborczym i przemocy.

Waldemar Mystkowski pisze o „fujarach” PiS.

Afera rozporkowa Stanisława Pięty spełnia dla PiS dość zasadniczy cel – zakrywa klęskę polityki unijnej rządu Mateusza Morawieckiego, z Brukseli Polska pisowska dostanie 24 mld euro mniej, czyli o 23 proc., zaś Trybunał Sprawiedliwości UE zajmie się bezprawiem PiS.

Pięta się zdarzył, żonę zdradził, kochance obiecał intratną synekurę w Orlenie. Zostało to przez media wykryte i powinno w pół dnia rozejść się po kościach. Ale nie. Pisowskie media grzeją temat do czerwoności i to wektorowo.

Tygodnik „Sieci” przeprowadził jakoby jakieś śledztwo w „temacie pisowskich rozporków” i grzeją – „ofiar może być więcej”. Nie tylko ofiarą swego rozporka został Pięta, ale też inni jego koledzy partyjni. Media więc mają wysyłać dziennikarzy w krzaki, aby wykryć, który z polityków dopuszcza się nierządu wg wyznawanych przez PiS wartości polsko-katolickich.

Pięta broni się tym, iż Niemcy go wrabiają (właściciele „Faktu”), bo coś tam bąknął pod nosem o Nord Stream 2.

Koledzy w PiS sugerują, że wiedza o rozporku Pięty ujrzała światło w wyniku działań polskich służb (wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik: Nie mam takiej wiedzy. Wydaje mi się, że tak – Stanisław Pięta był sprawdzany przez polskie służby, natomiast nie mam 100% wiedzy”). Wójcika pokractwo językowe jest znamienne, bo to także sugerowanie, iż kochanka Pięty to jakaś Mata Hari.

Grzeją temat media i politycy PiS, liczą na słabe umysły swoich zwolenników, bo ci im odpływają. Wychodzą z założenia, że lepsze poświęcenie Pięty, niż rzeczywista wiedza o klęskach PiS.

Kombinują, jak własne klęski unijne zwalić na przeciwników politycznych, bo powtórka z „sukcesem” Beaty Szydło 1:27 może nie wypalić. Nuworysz Zbigniew Gryglas chce, aby Donald Tusk ratował okrojony budżet z UE uzyskany przez PiS. I to pójdzie w tym kierunku – zwalić na Tuska i na opozycję, która „donosi” za granicą.

Mateusz Morawiecki ruszył w podróż po krajach bałtyckich, aby szukać jakichś sojuszników. Na Litwie podlizywał się miejscowym i chwalił zakup rafinerii w Możejkach dokonany 10 lat temu przez Lecha Kaczyńskiego, który jest jedną z największych wpadek biznesowych.

Jak w ten sposób afery będą przykrywać klęski władzy, to może nie starczyć rozporków polityków PiS. Nie każdy jest taki jurny jak Pięta, a z drugiej strony płci – kandydatek na Anastazję Potocką (vel Marzenę Domaros) nie widzę, choćbym dostał wytrzeszczu.

I takie są „sukcesy” PiS, nie można ich dojrzeć mimo wytrzeszczu. Mateusz Morawiecki jest za to coraz bliżej „sukcesu” Greka Zorby. Szydło miała swój sukces, Morawiecki zaś dostanie „piękna katastrofę”. Taki nasz wytrzeszcz.

Post Navigation