Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Rafał Grupiński”

Beata Mazurek leci na Tuska, taki jej voyeryzm, pisowskie zboczenie

– „Według naszych informacji dzisiaj na zapleczu PE doszło do ok. 20 minutowego spotkania Tusk- Kopacz. Jeśli to prawda, Schetyno drżyj” – tweet takiej oto treści umieściła europosłanka PiS Beata Mazurek. Okazało się, że te „informacje” są naciągane.

Ewa Kopacz bowiem powiedziała dziennikarzom w Strasburgu, że spotkała się z Donaldem Tuskiem, ale na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego. – „Trudno, żebym nie spotkała się z Donaldem Tuskiem, skoro to był, po pierwsze, mój premier, bo byłam w jego rządzie, mój szef partii, bo byłam w PO, no i szef Rady Europejskiej, który składał dzisiaj sprawozdanie z posiedzenia ostatniej Rady Europejskiej” – powiedziała europosłanka PO.

– „Martwcie się o swoją partię, zdrowie prezesa i naukę j. angielskiego, bo wstyd”; – „A co było celem tajnego spotkania Banasia z Terleckim? Jarosławie drżyj”; – „Bidulo to nie bazar w Pcimiu. Do roboty, nie do plotek. Choć jak rozumiem ciężko, może zbyt ciężko”; – „A Szanowna Pani to do tego Europarlamentu chciała się dostać tylko po to, żeby ganiać w PE za Donaldem Tuskiem?”; – „To już wiadomo, czym się zajmują europosłowie PiS w Parlamencie Europejskim” – komentowali internauci.

„Tajna wiadomość ze skrytki” – przypomniał jeden z internautów. A chodzi oczywiście o „Europosłanka PiS Mazurek chwali się, że… dostała skrytkę w PE?”.

Nie da się ukryć, że była rzeczniczka PiS ostatnio wiele swojej uwagi poświęca liderowi PO. Nie dalej jak wczoraj: „Czy p. Mazurek nigdy nie nauczy się, że najpierw się myśli, potem pisze lub mówi?”.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie oszustwa, jakiego miał się dopuścić Kaczyński wobec Birgfellnera. Czekała 259 dni, choć przepisowo powinno być 30, w kółko przesłuchując biznesmena i wlepiając mu grzywny. Dlaczego tak długo? Bo 5 października zmieniły się przepisy dające szanse na dochodzenie sprawiedliwości, a 13 października były wybory

Gerald Birgfellner przy pomocy dwóch swoich adwokatów – Romana Giertycha i Jacka Dubois – złożył 25 stycznia 2019 roku „zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa” opisanego w art. 286 par. 1 kodeksu karnego. Przewiduje on karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.

21 października opinia publiczna dowiedziała się, że śledztwa nie będzie.

Dowodów na to, jak Kaczyński wprowadzał Birgfellnera w błąd dostarczyły zapisy rozmów, które biznesmen zaczął rejestrować widząc, że…

View original post 6 915 słów więcej

 

Koniec Macierewicza

Gdy jesienią 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość przejęło władzę w Polsce, otworzyła się upragniona droga do odnalezienia rozpaczliwie poszukiwanej i wyczekiwanej właściwej “prawdy” o tym, co wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku. Kilka miesięcy później prezes PiS postawił Antoniemu Macierewiczowi, do wyborów przewodniczącemu parlamentarnego zespołu ds. zbadania katastrofy, a później szefowi Ministerstwa Obrony Narodowej oraz szefowi wszystkich prokuratorów w Polsce Zbigniewowi Ziobrze ultimatum – od obu oczekiwał dołożenia wszelkich starań, by sprawę w końcu wyjaśnić i ogłosić prawdziwe przyczyny tamtego tragicznego wydarzenia.

Dziś możemy już z całą pewnością powiedzieć, że na polu bitwy pozostał już tylko szef Solidarnej Polski i minister sprawiedliwości, a w bajki o sztucznej mgle, wybuchach w każdym możliwym miejscu kadłuba samolotu, czy o zamachu przeprowadzonym przez Władimira Putina do spółki z Donaldem Tuskiem autorstwa “ekspertów” Macierewicza nie wierzy już żaden z jego kolegów partyjnych. Okazuje się, że nawet w rządzie, którego był częścią, nikt nie traktuje poważnie ustaleń podkomisji smoleńskiej, rozumiejąc że to zwykle jedynie propagandowa karma dla spragnionych nowych teorii spiskowych owiec.

Dziś Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej pokazał wymowną korespondencję z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, która pokazuje losy ustaleń tego dziwnego ciała kolegialnego, które nie wiadomo w sumie czym się jeszcze dziś zajmuje, choć kosztuje polskiego podatnika nadal dziesiątki milionów złotych. Poseł PO złożył zapytanie do MSZ w sprawie stwierdzenia Antoniego Macierewicza, które wygłosił 10 kwietnia 2019 roku tj. że podkomisja dysponuje całym materiałem dowodowym “bezspornie stwierdzającym, że samolot został wysadzony w powietrze”. Chodziło o ustalenie, czy w związku z tą deklaracją, w MSZ pojawiły się informacje w tym zakresie i czy o tym fakcie zostali poinformowani sojusznicy Polski w NATO. Odpowiedź urzędników resortu spraw zagranicznych nie pozostawia złudzeń.

Podkomisja owszem przesłała tzw. “raport techniczny” ze swoich ustaleń, ale MSZ potraktowało go jak “gorącego kartofla”, którego jak najszybciej trzeba od siebie odrzucić. Powołało się przy tym na brak przepisów obligujących polską dyplomację do przekazywania takich informacji na forum międzynarodowym, po czym przesłało raport do … MON.

I choć Antoni Macierewicz nadal się stara podsycać zainteresowanie nowymi teoriami o kolejnych wybuchach czy odkrytych materiałach wybuchowych na szczątkach samolotu (choć przecież do dziś nikt z podkomisji nie badał wraku tupolewa), to jego znaczenia w dochodzeniu do “prawdy” nie zaznacza już nawet sam Jarosław Kaczyński. To, co PiS wygrało na obrzydliwym żerowaniu na tej straszliwej tragedii nikt już Kaczyńskiemu nie odbierze.

Depresja plemnika

To wcale nie jest żart. Profesor Krzysztof Maria Szczerski, szef gabinetu prezydenta RP na stronach swojego życiowego dzieła pt „Utopia europejska. Kryzys integracji i polska inicjatywa naprawy”,wydanego w 2017 r. postuluje wprowadzenia „paszportu katolickiego”.

Powinien on zawierać „najważniejsze modlitwy i prawdy wiary”. Chodzi o to „By Polacy emigrujący z Ojczyzny do zateizowanych krajów zachodnioeuropejskich nie ulegli tamtejszym lewicującym modom intelektualnym, ale pozostali wierni Bogu i Polsce”. To jeszcze nie wszystko. Minister Szczerski liczy, że Polska będzie dla Europy tym samym, czym był Noe, dla ludzi żyjących przed biblijnym potopem.

„W naszych czasach rodzinę patriarchy i jego samego musi zastąpić grupa społeczna lub cały naród. […] Im szybciej rozpoznamy wśród nas Noego budującego arkę, tym lepiej, tym mniej szkód” – pisze Szczerski.

Jak wynika z lektury dzieła ministra, jest on święcie przekonany, że Polacy mają misję. Pisze, iż odnosi wrażenie, że „wiele krajów czeka na nas, czeka na ojczyznę św…

View original post 1 631 słów więcej

 

Duda, złodziej wolności

Spółka Aplikacje Krytyczne to pomysł Mateusza Morawieckiego. Powołał ją do życia, gdy był wiceministrem i szefem resortu rozwoju i finansów. Jej zadaniem było wdrożenie „zaawansowanych technologii informatycznych” aby walczyć z tymi, którzy kantują państwo na podatkach i na tym oszustwie budują swoje wielkie majątki. Cel szczytny i godny podziwu, ale… wyniki kontroli spółki przez Najwyższą Izbę Kontroli są zaskakujące.

Była wiceminister finansów, obecnie posłanka PO Izabela Leszczyna uważa, że raport NIK to „interesująca lektura o niekompetencji, nieudolności i skoku na kasę działaczy PiS, którzy rządzą w resorcie finansów”. Wynika z niego, że spółka notowała straty, w związku z czym pan Morawiecki podwyższał jej kapitał zakładowy. Do końca 2017 r. koszty jej funkcjonowanie były trzykrotnie wyższe niż zakładano, resort nie udokumentował analizy zasadności zlecenia zadań właśnie tej spółce i stąd trudno powiedzieć, czy zadań tych nie można było wykonać taniej, oszczędniej, efektywniej. Wydaje się, że chodziło przede wszystkim o to, by wypromować i dofinansować państwową spółkę oraz zatrudnionych w niej „swoich ekspertów”. Spółka nie bierze udziału w przetargach, wykonując oprogramowanie w trybie in-housowym, znanym bardziej ze sfery działań samorządu i zależnych od niego spółek komunalnych.

Przyjrzyjmy się kosztom dotychczas zleconym i wdrożonym rozwiązaniom informatycznym. „JPK Transmiter” (aplikacja umożliwiająca wysyłanie przez podatników dokumentów do Ministerstwa Finansów) to 169403,47 zł brutto. „JPK Walidator (rozbudowa aplikacji dostarczonej w ramach zlecenia na „JPK Transmiter” o możliwość walidacji przez podatników plików JPK przed wysyłką) to 86100zł. Brutto. „JPK Profil Zaufany” (rozbudowa aplikacji na JPK Transmiter o możliwość podpisywania plików JPK profilem zaufanym) to 60270 zł brutto.

Aktualnie trwają jeszcze prace nad „JPK Analizator” (narzędzie do analizy plików JPK), którego koszt ostateczny zamknie się w kwocie 720 tysięcy zł oraz „Fundament Danych Wersja 1” (narzędzie do agregacji i mapowania danych z wielu systemów informatycznych resortu finansów oraz zewnętrznych baz danych w celu zapewnienia wyspecyfikowanych danych na potrzeby Systemu Analitycznego Administracji Skarbowej i innych narzędzi funkcjonujących w ramach Krajowej Administracji Skarbowej), którego koszt docelowy to 983 262 zł brutto.

Już kilka miesięcy temu dziennikarze pytali, jak radzi sobie spółka Aplikacje Krytyczne z zaopatrzeniem fiskusa w zaawansowane technologie informatyczne i ile budżet państwa ta praca kosztuje. Trzeba przyznać, że dane na ten temat powalają. W spółce jest zatrudnionych 28 osób, w tym dwóch członków zarządu, a średnie wynagrodzenie to 13.616,57 zł brutto, czyli prawie tyle, ile wynosi wynagrodzenie premiera.

Biorąc pod uwagę koszty, jakie spółka poniosła, widać, że jej działalność jest zupełnie nieopłacalna.  Patrząc na średnią pensję możemy wyliczyć, że na samo wynagrodzenie poszło 5.337.695,44 zł, a przychody ze zrealizowanych zamówień to tylko 315.773,47 zł. nawet jeśli weźmiemy pod uwagę dochód po zakończeniu prac nad ostatnimi dwoma zleceniami to i tak fakt pozostaje faktem. Spółka Aplikacje Krytyczne przynosi ogromne straty.

Rację ma posłanka PO Elżbieta Raciszewska, która na Twitterze pisze, że „PiS powołuje publiczną spółkę, daje jej zlecenia rządowe. Koszt utrzymania spółki jest trzy razy wyższy niż zlecenia rządowe. Jaka korzyść dla rządu, który musi to pokryć w całości? Jest korzyść – PISOWCY na stołkach z wysokimi zarobkami. To są działania na szkodę państwa!!!”

Jestem ciekawa, jak pan Morawiecki wyjaśni ten problem. A może uda mu się to „umoczenie” państwowych pieniędzy obrócić w kolejny, wielki sukces? Jak znam polityków PiS to coś wymyśli.

Najwyraźniej nie ma już śladu po głośnej aferze podsłuchowej w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Nawet słynne ośmiorniczki nie wpędziły w kompleksy zarządzających codziennym życiem w Parlamencie.

Kancelaria Sejmu, która przejęła prowadzenie punktów gastronomicznych w jego siedzibie rozpisała przetarg, dzięki któremu do restauracji sejmowych trafią m.in. najlepsze owoce morza – informuje „doRzeczy”.

Zamówiono m.in. 15 kilogramów kalmarów, po 25 kg muli i małży świętego Jakuba, 220 kg krewetek, a także 50 kg mieszanki owoców morza. Do restauracji trafi także 5 kg kawioru.

Ogółem w 2018 rok na zakup artykułów spożywczych dla parlamentarzystów planuje się przeznaczyć 1,7 mln zł.

Wcześniej Kancelaria Sejmu planowała też zakup 23 ton mięsa dla punktów gastronomicznych w gmachu parlamentu. Dokładny koszt obu przetargów nie jest jeszcze znany.

Orżnięty Kaczyński przez Orbana

Viktor Orban orżnął Jarosława Kaczyńskiego po raz drugi.

Kaczyński natomiast najwyraźniej nie zorientował się, że jego ostatni sojusznik w UE, od którego zależy los polskiego głosu w Radzie UE jest tak perfidnym łgarzem. W wyścigu po unijne środki Węgry są bowiem dla Polski konkurencją, którą wciągając do anty-uchodźczej koalicji Orban zdecydowanie osłabił przed ostatecznymi negocjacjami budżetowymi. Co więcej, przekonując rząd w Warszawie by trwał w swoim postanowieniu o kategorycznym trzymaniu się sprzeciwu wobec przyjęcia choćby jednego uchodźcy spośród zadeklarowanych przez poprzedni rząd 7 tys. pozostawił Polskę na straconej pozycji, z której dziś nie za bardzo jest dobre wyjście.

A skoro okazuje się, że Orban nie ma żadnych oporów, by kłamać prosto w oczy w sprawie uchodźców i zmieniać o nich zdanie o 180 stopni w ciągu zaledwie jednego tygodnia, to skąd w PiS tak duże przekonanie, że jego (niebezpośrednie warto zaznaczyć) deklaracje w sprawie weta do unijnych sankcji na Polskę również nie są objazdowym teatrem? Gdy cena wycofania jego sprzeciwu w sprawie art. 7 będzie wystarczająco wysoka, z pewnością nie zawaha się wybrać rozwiązanie korzystniejsze dla Budapesztu. Bo on w nim Warszawy nie zamierza urządzać.

Rafał Grupiński w wywiadzie dla crowdmedia.pl.

Cezary Michalski: Najczęstszy zarzut pod waszym adresem jest taki, że wobec PiS-u jesteście bezsilni. Nawet wasi wyborcy czy niepisowskie media mówią: „to przez was Kaczyński nami rządzi, przegraliście z nim w 2015 roku, minęły dwa lata i On ciągle rządzi”.

Rafał Grupiński: Kiedy wracam myślą do 2015 roku, wydaje mi się mało prawdopodobne, by Platforma mogła rządzić przez trzecią kadencję, a potem przez czwartą i dłużej, a to – jak rozumiem – oddalałoby od nas zarzut „słabości”. Za rządzenie się płaci, szczególnie w czasach odbudowy społeczeństwa i państwa, a do tego w czasach globalnych kryzysów – finansowego czy uchodźczego. To, że PO straciło władzę po dwóch pełnych kadencjach nie było dla mnie zaskoczeniem. Niebezpieczne dla polskiej demokracji okazało się to, że najsilniejszą partią opozycyjną, a więc naszym zmiennikiem, było akurat PiS, i to pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego.

Może dałoby się tego uniknąć, gdybyście przez 8 lat rozliczyli Kaczyńskiego, Kamińskiego i Ziobrę za łamanie prawa w latach 2006-2007?

Akurat Grzegorz Schetyna i ja – będąc szefem klubu PO – o to zabiegaliśmy, ale nie mieliśmy do ich ukarania samodzielnej większości.

Donald Tusk osłabiał ten zapał, bo miał nadzieję, że w ten sposób będzie kontrolował konflikt i pozyskiwał umiarkowanych z prawicy. Przez jakiś czas pozyskiwał.

To prawda, jednak niepostawienie Kaczyńskiego, Kamińskiego czy Ziobro przed Trybunałem Stanu dało zarówno liderom, jak też partyjnym żołnierzom PiS-u poczucie bezkarności, co zaowocowało ich pełnym arogancji zachowaniem dzisiaj, kiedy zdobyli władzę. Proponowany przez nas Akt Odnowy Demokracji, przywracający obowiązywanie Konstytucji RP i znoszący ustawy, które Konstytucję łamią, zakłada też pociągnięcie do odpowiedzialności ludzi, którzy złamali zapisy Konstytucji.

Jeśli dożyjecie zwycięstwa.

Dożyjemy.

Jerzy Surdykowski w felietonie dla „Rzeczpospolitej” pisze:

Jeśli państwo narzuci prawo religijne, staje się despocją, nawet jeśli nadal pielęgnuje demokratyczną fasadę. Despocja nie potrzebuje bowiem obywateli, tylko poddanych.

Despocja mniema, że poddany jest z natury skłonny do złego, a okiełznać go może tylko policjant i prokurator pod okiem kościelnej albo ideologicznej hierarchii. Tak rosną despocje, tyranie i teokracje.

Niedawno wybuchła awantura, bo minister Błaszczak splagiatował pamiętne słowa Joanny Szczepkowskiej: „właśnie skończył się komunizm”. Ale gdy w przyszłości będziemy wspominać, „kiedy w Polsce skończyła się demokracja”, to niedawne styczniowe dni 2018 roku okażą się bardzo poważną kandydaturą.

Pisowski naszyzm wysługuje się faszyzmem ONR

grupiński

Faszyzm, który się rodzi, a który zaatakował w Gdańsku Radomira Szumełdę, Mateusza Kijowskiego i innych z KOD, Magdalena Środa nazywa naszyzmem.

PiS z ONR i Młodzieży Wszechpolskiej uczynił, jako swoje bojówki. Naszyzm PiS ma za bojówkarzy faszystów.

Naszym jest pojęciem zbyt miękkim, a PiS staje się coraz bardziej groźny. Możliwe, że przemoc wymknęła się im spod kontroli.

Środa:

„Duda podczas swojego kościelnego wystąpienia w Gdańsku (to teraz norma: politycy w kościołach, księża w polityce, taka norma państwa teokratycznego) chwalił kiboli, że wierni ojczyźnie i kochają swoich narodowych bohaterów, a na zewnątrz kościoła kibole odziani w narodową symbolikę bili przedstawicieli KODu. Pan prezydent oczywiście nie reagował, policja też nie. No bo jak tu skarcić narodowych bohaterów państwa PiS. Kiedy chuligani stają się bohaterami a przemoc jest niezauważalna zaczyna się…. naszyzm. Już się zaczął.”

magdalena środa

Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus oczekuje od Mariusza Błaszczaka wyjaśnień.

CrB8_AiWgAA9eXp

Czy w Polsce można czuć się bezpiecznie?

Gowin do dymisji

Tusk-Gowin

Nareszcie zdecydowany głos szefa klubu parlamentarnego PO Rafała Grupińskiego w sprawie Gowina: – Wszyscy jesteśmy na tyle odpowiedzialni, że nikt z powodu utraty stanowiska nie żegnałby się z PO. A szczególnie tak ideowy polityk jak Jarosław Gowin.

To brzmi jak wyrok. Decyzję jednak w poniedziałek podejmie Donald Tusk. Teraz wydaje się być jedyna: dymisja Gowina.

– Od ministra sprawiedliwości wszyscy oczekują przede wszystkim reformy sądownictwa. Dostał od premiera konkretne zadania związane z deregulacją. Ale przez rok otrzymaliśmy tylko jeden pakiet deregulacyjny. Nie powiem, żeby tempo prac w ministerstwie było oszołamiające – ta recenzja Grupińskiego mówi wszystko.

Gowin out.

Sawka

A co dalej? Praca w pocie czoła. Tego potu wymagam od premiera, od pozostałych członków rządu. Władza jest podarunkiem od wyborców, nie jest dana na zawsze.

cezary-kucharski-robert-lewandowski-300-227

Z przyjemniejszych rzeczy, bo Polak potrafi. To, co zrobił Robert Lewandowski na zawsze wpisze się w piłkę. Na pewno w polską piłkę. 4 bramki władowane Realowi Madryt – cudo.

Koło północy do Roberta zadzwonił Donald Tusk z gratulacjami. To jest wydarzenie nie tylko piłkarskie, bo Robert robi świetną reklamę Polsce, nowoczesnej, ambitnej i bez kompleksów.

Post Navigation