Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “referendum konstytucyjne”

Kaczyński wprowadził autorytaryzm, to już nie jest demokracja

>>>

Jarosław Kaczyński oświadczył w wywiadzie, że Stanisławowi Gawłowskiemu zostaną postawione nowe zarzuty. – Szanse na sprawiedliwy wyrok zmalały – ocenił konstytucjonalista, prof. Sadurski.

We wczorajszym wywiadzie dla TVP prezes Jarosław Kaczyński stwierdził, że Stanisławowi Gawłowskiemu zostaną postawione nowe zarzuty. Poseł już usłyszał pięć zarzutów, w tym trzy o charakterze korupcyjnym.

Dotyczą okresu, gdy sprawował funkcję wiceministra ochrony środowiska w rządach PO-PSL. Miał wtedy przyjąć co najmniej 175 tys. zł łapówki w gotówce, a także dwa zegarki.

– Poseł Kaczyński powinien mieć sprawę o przestępstwo przeciwko wymiarowi sprawiedliwości. On, jako lider największej partii, rządzącej, już w tej chwili opinii publicznej mówi, co się stanie: że będzie postępowanie przeciwko konkretnemu człowiekowi prowadzone przez prokuraturę – tłumaczył profesor oraz dodał: – Ponieważ wiemy też, że sądy są w tej chwili pośrednio podporządkowane prezesom, a prezesowie ministrom partii rządzącej, to prawdopodobnie przesądza o wyroku.

– Sam pan Gawłowski powinien podjąć jakieś kroki. Szanse na rzetelny i sprawiedliwy wyrok w jego sprawie, po wypowiedzi posła Kaczyńskiego, zostały dramatycznie zredukowane – podkreślił gość TOK FM.

Według konstytucjonalisty to, co zrobił prezes PiS jest ” absolutnie niedopuszczalne w żadnym państwie praworządnym”.

– Poseł Kaczyński daje potężne argumenty tym, którzy mówią, że praworządność się w Polsce skończyła – podsumował prof. Wojciech Sadurski.

Jak w podbitym kraju

Wczoraj (26 lipca) prezydent podpisał znowelizowaną ustawę, która umożliwia PiS obsadzenie Sądu Najwyższego własnymi nominatami. – Czy to już koniec? – pytał w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski.

– Nigdy nie ma końca. Zawsze jakieś perspektywy są. Ale wczoraj nastąpiło zakończenie pewnego cyklu. Wszystkie centralne instytucje składające się na infrastrukturę praworządności wymiaru sprawiedliwości zostały skolonizowane. PiS zachował się jak okupant w podbitym przez siebie kraju i po kolei przejął wszystkie główne instytucje: Trybunał Konstytucyjny, komisje wyborcze, sądy powszechne, prokuraturę, KRS i teraz SN – wyjaśniał profesor oraz dodał: – Pozostał tylko wspaniały RPO i media komercyjne. To dwie oazy instytucjonalnej wolności.

Profesor zaznaczył, że wraz z wczorajszym podpisem prezydenta Andrzeja Dudy pod nowelizacją ustawy „mamy cykl produkcyjny wymiaru sprawiedliwości”.

Prezydent podpisał ustawę o sądach. Igor Tuleya: Wierzę, że sędziowie i wolni ludzie będą stali razem

– To jest autorytaryzm, to już nie jest demokracja. Demokracja wymaga m.in. podziału władzy. Tego nie ma. Wymaga też praworządności. Tego też nie ma. To jest autorytaryzm, który nie ma jeszcze charakteru super opresyjnego, ale nie wiadomo jak długo tak będzie – mówił w gość TOK FM.

– Sędziowie Sądu Najwyższego mogą zablokować PiS-owską wycinkę w najważniejszym polskim sądzie. Ale muszą się spieszyć – mówi prof. Marcin Matczak, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Po podpisaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji ustaw sądowych nadziei na ratunek dla SN jest coraz mniej.

NEWSWEEK:  Czy PiS dąży do zniszczenia Sądu Najwyższego?

PROF. MARCIN MATCZAK:  Jestem o tym przekonany. Państwa, które wykazują tendencje autorytarne, nie robią tego, likwidując sądy czy trybunały, bo wtedy ludzie wyszliby na ulice. Instytucje teoretycznie istnieją, ale powołuje się do nich osoby, które nie mają do tego kompetencji. W ten sposób tracą swą niezależność, a ludzie zaufanie do nich.

Czy jest szansa na ratunek dla niezależnego sądownictwa w Polsce?

– Jest jeszcze procedura, która może uchronić przed czystką sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat, ale wymaga szybkiego działania. Wystarczy, że przy okazji rozpatrywania sprawy zawierającej tzw. aspekt unijny, np. dotyczącej ochrony środowiska, sędziowie wystąpią do Trybunału Sprawiedliwości UE z zapytaniem, czy po zmianach wprowadzonych przez PiS nadal są niezależnym sądem i mogą taką sprawę rozpatrywać. Jeśli pojawią się wątpliwości, unijne prawo pozwala wstrzymać wejście w życie tzw. środka krajowego, w tym przypadku ustawy o Sądzie Najwyższym, który tę wątpliwość wzbudza.

Jak wyobraża pan sobie system prawny w Polsce za rok?

– Czeka nas chaos, bo żaden wyrok nie będzie traktowany jako ostateczny. Może wydać go sędzia, co do którego statusu są wątpliwości, a więc wyrok da się unieważnić, przywracając rządy prawa. Z drugiej strony, jeśli wyrok wyda sędzia powołany prawidłowo, to będzie funkcjonowała instytucja skargi nadzwyczajnej i minister Ziobro będzie mógł z niej skorzystać, wzruszając wyrok, który będzie nie po jego myśli. Widać to już dziś, gdy komentuje niepodobające mu się orzeczenia. A zaraz będzie miał  narzędzie wywierania presji na sędziów w postaci izby dyscyplinarnej.

Polacy odwiną się PiS-owi. Obawiam sie o Kaczyńskiego, Dudę i całe szemrane towarzystwo. Mafie zawsze konczą źle.

Earl drzewołaz

>>>

>>>

Tak jak w całej Polsce, tak i w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim protestowano w obronie niezależności sądownictwa. Po demonstracji dwoje jej uczestników na chodniku napisało „Konstytucja” i „Duda, wypier***”. Funkcjonariusze chcieli ich zatrzymać.

Ludzie próbowali pomóc zatrzymanym, doszło do przepychanek. Policja użyła gazu łzawiącego. –„Dzięki temu, że było nas tak dużo, policja nikogo nie zatrzymała. Jak to jest możliwe, że całe miasto jest opisane, a policja nie interweniuje. To hasła wolnościowe przeszkadzają. To jest pierwszy raz, ale takie działania policji będą się powtarzać” – powiedziała „GW” Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Interweniował też senator PO Bogdan Klich i poseł Michał Szczerba.

Wcześniej przed Pałacem Prezydenckim zebrały się tłumy. „Podpisałeś, przysięgę złamałeś”, „Jesteśmy, bronimy, nie odpuścimy…”, „Nie ma wakacji od demokracji” – skandowali. – „Przynieśliśmy tu czterometrowy długopis…

View original post 1 700 słów więcej

Duda wrócił do kuwety, a Kaczyński nie wiadomo czy żyje

Senat nie zgodził się na proponowane przez Andrzeja Dudę referendum ogólnokrajowego w sprawie zmian w Konstytucji. Za głosowało 10, przeciw 30, wstrzymało się 52 senatorów. Do wyrażenia przez Senat zgody na przeprowadzenie referendum konieczna była bezwzględna większość głosów, czyli 47 głosów.

Dodajmy, że PiS w 100-osobowym Senacie ma większość – 63 senatorów. Od głosu wstrzymało się 50 senatorów PiS, m.in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Adam Bielan oraz Jan Maria Jackowski. Za referendum Dudy głosował m.in. Jan Żaryn.

Jeszcze przed głosowaniem senator PO Bogdan Klich mówił: – „Nie będziemy przykładać ręki do inicjatywy, która jest efektem rozgrywki wewnątrz PiS. Prezydent próbuje wzmocnić swoją pozycje, próbuje stać się bardziej widoczny poprzez zgłoszenie takiego wniosku. To nie jest sprawa PO, to jest spór wewnętrzny w PiS. My w tej grze, jaka dokonuje się między prezydentem i jego współpracownikami oraz resztą PiS, nie chcemy uczestniczyć”. Senatorowie PO głosowali przeciw pomysłowi Dudy.

>>>

Pisowski propagandowy przekaz dnia wydaje się być jedynie obowiązującym w „Wiadomościach” TVP. Najpierw marszałek Stanisław Karczewski po odrzuceniu przez PiS wniosku Andrzeja Dudy o referendum stwierdził, że nie odbędzie się ono z… winy PO. – „Liczyłem na to, że senatorowie PO wzniosą się ponad nienawiść, którą wczoraj widzieliśmy, że wzniosą się ponad walkę polityczną i nie wyrażą swojej opinii i wstrzymają się od głosu. Podjęli taką decyzję. To też świadczy, że Platforma Obywatelska z tego drugiego członu niewiele zostawiła” – mówił marszałek. Tę demagogiczną wypowiedź Karczewskiego skomentował na Twitterze Borys Budka z PO. – „Marszałek Karczewski najpierw miał Polaków za świrów, teraz za idiotów. Przy konieczności uzyskania większości bezwzględnej głos wstrzymujący równa się głosowi przeciw. Wmawianie ludziom, że referendum zostało odrzucone głosami PO to szczyt obłudy”.

Jednak prowadząca „Wiadomości” TVP Danuta Holecka – wbrew oczywistym faktom – zaprezentowała taką oto zapowiedź materiału: – „Senat nie wyraził zgody na zarządzenie przez prezydenta konsultacyjnego referendum ws. zmian w konstytucji w dniach 10-11 listopada. Wniosek prezydenta został odrzucony głównie głosami senatorów Platformy Obywatelskiej. Senatorowie Prawa i Sprawiedliwości głosowali „za” bądź wstrzymali się od głosu”. Nawet słowem nie zająknęła się na temat tego, że wstrzymanie się od głosu – jak zrobili senatorowie PiS – również oznacza odrzucenie wniosku. Dodajmy tylko, że Holecka zasiada w Komisji Etyki w TVP.

Kolejny niesławny rekord manipulacji w „Wiadomościach” TVP na Twitterze komentowali dziennikarze. – „Dziennik Telewizyjny wrócił i ma się doskonale. To już totalitarna propaganda w czystej formie. TVP na drodze do dziennikarskiego piekła” (Bartosz Węglarczyk); – „Jeśli nowe studio kosztuje 5,5 mln zł, to ile trzeba by wydać, żeby przestali kłamać? (Mikołaj Wójcik); – „Senatorowie PiS głosowali za lub wstrzymali się od głosu. Senatorowie PO zagłosowali przeciw” – wyjaśniły @WiadomosciTVP, kto uwalił prezydenckie referendum. Brawo, @OlechowskiJarek, już nie muszę do Mińska jeździć na porządny program propagandowy :)” (Michał Potocki). Jarosław Olechowski jest szefem „Wiadomości”.

A na koniec jeszcze jeden komentarz internauty, celnie podsumowujący sytuację: – „Stał się prawdziwy cud! 30 senatorów PO jest w stanie odrzucić prezydencki projekt… 63 senatorów z PiS nie dało rady go obronić… Według Wiadomości TVP PO jest winna nawet kokluszowi w Afryce”.

Jak przytulić trochę budżetowej kasy a potem wydawać ją w spokoju, długo i szczęśliwie? Właśnie dostaliśmy sprawdzony patent. Brawo PiS!

Trybunał Sprawiedliwości chyba dał się w końcu przekonać, że polskie sądy, po tych wszystkich przepchanych kolanem „ustawach naprawczych”, są kontrolowane politycznie, znaczy – nieobiektywne. A łatwo nie było. Przez niemal trzy lata różne tam europejskie Komisje udawały, że nic się nie dzieje! Ale teraz TS wreszcie się obudził i trzeba tylko doczekać do unijnych wyborów. A potem pakować manatki i zwiewać do Brukseli.

Owszem, życie na emigracji łatwe nie jest, ale pisowskim parlamentarzystom na brukselskim wygnaniu pozostaną majątki pozbijane na spółkach i dotacjach z budżetu, pensje w euro oraz sowite zachodnie emerytury, a na te w kraju po ostatnich deformach nie ma raczej co liczyć. Podobnie jak na „zreformowaną” służbę zdrowia.

Tymczasem w pewnym wieku trzeba już zadbać o zdrowie, a w Polsce, według najnowszych danych GUS, systematycznie rosną kolejki do lekarza, maleje zaś przewidywana średnia długość życia. Według fachowców, główni winowajcy to smog i skażenie środowiska, a przecież dotacje na górnictwo oznaczają jeszcze więcej smogu, a wycięte lasy – nowe wysypiska na dodatkowe śmieci z importu. Bo za „dobrej zmiany” staliśmy się nie tylko śmietnikiem Europy, ale i reszty świata. Importujemy odpady nawet z Nigerii! Tymczasem jak się już ktoś, zwłaszcza dopiero na starsze lata, dorobił jakichś pieniędzy, to przecież chciałby wreszcie jeszcze trochę pożyć jak człowiek.

Na razie wszystko idzie, jak powinno. Skok na kasę uznać można za więcej niż udany, a kolejne „ustawy naprawcze” skutkują coraz większą ilością dobrze płatnych stanowisk dla wszystkich, którzy popierając partię władzy, doświadczają teraz sprawiedliwości dziejowej. Bo nareszcie zarabiają „według potrzeb”, niezależnie od „możliwości”. Te bowiem – na przykład zdolności, pracowitość, inteligencja, kapitał kulturowy czy inne soft skills, takie jak pracowitość, przebojowość, inicjatywa, znajomość języków obcych, obycie w świecie czy ogólna ogłada – nie są dzielone sprawiedliwie. To wiadomo. Prawie wszystkie talenty zgarnęła – niestety – opozycja. I to nie jest w porządku.

Problem w tym, że wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Zwłaszcza jeśli wspomnianej wyżej „sprawiedliwości” dochodzi się, dociskając ustawy kolanem i opierając się wyłącznie na ekspertyzach Anonimowych Ekspertów. Trzeba się więc zabezpieczyć. Czyli gdy nadejdzie odpowiednia pora, wycofać się na z góry upatrzone pozycje, gdzie będzie można w spokoju wydawać przygarnięte miliony i dożywać swoich dni w poczuciu sukcesu i życiowego spełnienia. Polska, oczywiście, odpada, bo kto chciałby spędzać zasłużoną emeryturę w kraju o standardach życia jak na – nie przymierzając – Białorusi.

Więc trudno – niech już będzie ta Bruksela. Trzeba tylko wziąć w wyborach jakieś „miejsce biorące”, o co nie będzie trudno po „regulacjach” w ordynacji wyborczej do UE. Prawie wszyscy ważniejsi autorzy „dobrej zmiany” zapewne „dadzą radę”. Elektorat też raczej dopisze, bo formacja władzy już zawczasu zadbała o poparcie, hojnie dotując (z budżetu ma się rozumieć) liczne przedsięwzięcia swojego największego stronnika – Kościoła katolickiego.

A postanowienie Trybunału Sprawiedliwości gwarantuje czynownikom „zmiany” dożywotnią bezkarność. Bo jaki sąd teraz – po wejściu w życie ostatnich „ustaw sądowych” – zgodzi się wydać choćby i największego „przestępcę konstytucyjnego” na proces do kraju?

Tak swoją drogą, to ci unijni urzędnicy dają sobą manipulować jak dzieci. Kto by pomyślał, że wszystko pójdzie aż tak gładko. A wystarczyło posłuchać młodych, którzy pół wieku temu krzyczeli na ulicach Paryża: „Nie ma wolności dla wrogów wolności”. Niestety na „zgniłym” Zachodzie pisowska definicja wolności jakoś się nie przyjęła. I na tym opiera się cały chytry plan. Bo – w razie czego – będzie gdzie uciec na zasłużoną polityczną emeryturę.

Mimo przedłużającego się złego stanu zdrowia prezes Kaczyński pojawia się codziennie w biurze, a partyjny pakiet kontrolny wciąż jest w jego rękach.

Zarówno „Super Express”, jak i „Fakt” informowały w ostatnich dniach o wciąż złym stanie zdrowia Jarosława Kaczyńskiego. Przywódca większości parlamentarnej ma mieć infekcję bakteryjną, która uniemożliwia na razie przeprowadzenie kolejnej operacji kolana. Mimo nie najlepszego samopoczucia i poruszania się o kulach prezes PiS przyjeżdża jednak każdego dnia do biura na Nowogrodzkiej. – Nawet jak na urlop pójdą panie, które w biurze pracują, to prezes i tak tam będzie – zarzeka się poseł często bywający w siedzibie PiS. – On jest cały czas bardzo aktywny – dodaje.

Aktywność ta to jednak nie tylko chęć panowania nad bieżącymi wydarzeniami. Po części wymuszona jest ona sytuacją w partii. Jarosław Kaczyński musi bowiem poradzić sobie z rywalizacją dwóch ośrodków wewnątrz PiS, które tym mocniej walczą ze sobą, im więcej jest informacji o jego złym stanie zdrowia.

Pierwsza grupa to osoby w partii najbliższe prezesowi, jego stali współpracownicy: Joachim Brudziński i Mariusz Błaszczak, którzy lojalnie realizują polityczne wytyczne stawiane przez szefa. A z nich najważniejszą jest wzmacnianie roli i pozycji premiera Mateusza Morawieckiego. To on przecież ma być reprezentantem politycznej władzy – którą posiada prezes. We trójkę mają też kontrolę nad rządem, w czym pomaga jeszcze jeden wiceprezes PiS – Adam Lipiński, który jest sekretarzem stanu w KPRM.

Druga grupa związana jest z Sejmem i twardym elektoratem PiS. Tworzą ją m.in.: marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki czy była premier Beata Szydło.

Według kuluarowych doniesień większość pomysłów ograniczających swobody poselskie czy odgradzających Sejm od społeczeństwa pochodzi właśnie od Ryszarda Terleckiego – marszałek Marek Kuchciński ma jedynie wykonywać polecenia. Ta grupa okrzepła po ostatniej rekonstrukcji rządu, w której Morawiecki otrzymał tekę premiera. Nikt w niej nie stawia pod znakiem zapytania lojalności wobec prezesa, ale relacje są inne niż jeszcze kilka miesięcy temu. – Monolitu już nie ma – mówi nam jeden z posłów. – Teraz, by wymusić zgodę na pewne rozwiązania, prezes musi godzić się na różne fanaberie, takie jak np. zmiany w regulaminie Sejmu. To umiejętność sprawnego grania na delikatnym instrumencie, by zachować jedność partii – wyjaśnia.

Formalnie więc wszystko załatwiane jest podczas regularnych posiedzeń prezydium partii, ale coraz więcej czasu zabierają negocjacje z poszczególnymi politykami i frakcjami.

A przecież to nie koniec kłopotów, bo cały czas wielkie ambicje przejawia Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i szef Solidarnej Polski. Z nim także prezes musi się liczyć, choćby ze względu na relacje z ojcem Rydzykiem.

– To sytuacja przypominająca schyłek władzy wielkiego imperatora, np. Juliusza Cezara – uważa jeden z polityków PiS, bliski frakcji marszałków. – Jeszcze wszyscy czują respekt, ale już są namawianki w mniejszych grupach – dodaje.

O politykach Prawa i Sprawiedliwości utarło się powiedzenie, że mówią prawdę tylko wtedy, gdy się pomylą – pisze Rafał Nowakowski z portalu crowdmedia.pl. Trzeba przyznać, że jest coś na rzeczy. Modelowym wręcz przykładem jest była premier, Beata Szydło – często stawiana przez Jarosława Kaczyńskiego w niemiłej roli „zaklinacza rzeczywistości”.

Była premier zasłynęła swego czasu wypowiedzą, zgodnie z która rządy Prawa i Sprawiedliwości miały przynieść pokorę i umiar, zerwanie z bizantyjskimi standardami władzy. Ta sama polityk kilka miesięcy temu w świetle afery nagrodowej, w ramach której utworzono gigantyczny system drugich pensji, idących w miliony złotych, grzmiała z trybuny sejmowej, że jej i jej ludziom te pieniądze się po prostu należały – czytamy w portalu.

Tego jednak, z czym wystąpiła Beata Szydło ostatnio, nie przewidziałby nikt… kto nie jest politykiem PiS. Otóż na spotkaniu z wyborcami była premier stwierdziła ni mniej, ni więcej: „U nas każdy może wejść do Sejmu, jeżeli ma na to ochotę”. W świetle tego, co wyprawa w polskim parlamencie Marszałek Kuchciński, słowa byłej premier zakrawają na kpinę z wyborców. Albo całkowitą ślepotę na inną, niż pisowska, część społeczeństwa. W końcu dla polityków i sympatyków partii rządzącej Sejm stoi otworem. Tyle, że tylko dla nich.

Nietrudno zauważyć, że pod rządami partii Kaczyńskiego słynny budynek przy ul. Wiejskiej stał się prawdziwą twierdzą, do którego odmówiono nawet wstępu dziennikarzom, łamiąc tym samym wszelkie standardy demokratycznej kontroli społecznej nad procesem sprawowania władzy. Jak pokazał z kolei niedawny protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów, dostanie się do środka graniczyło z cudem. Dodajmy fakt, że jest on obecnie odgrodzony płotem i barierkami, a w bezpośrednim otoczeniu budynku parlamentu szczelny kordon policji uniemożliwia dostanie się na jego teren.

3 pytania prof. Wojciecha Sadurskiego.

Waldemar Mystkowski pisze o wyroku TSUE.

Premier polskiego rządu zajmuje się propagowaniem fake newsów.

Mateusz Morawiecki chwalił się w Brukseli, że w telefonie ma unikatowe zdjęcie prof. Małgorzaty Gersdorf z samym Edwardem Gierkiem. A mógł trochę poczekać, to internauci podrzuciliby mu zdjęcie ze słynnego plakatu z lat 50-tych, na której Soso Dżugaszwili „Stalin” całuje dziecko (być może jego małoletniego wtedy ojca Kornela). W każdym razie tak internauci podpisują socrealistyczny plakat.

Gdy Morawiecki będzie w Watykanie – podrzucam mu pomysł ze zdjęciami z Janem Pawłem II. Może przekonywać papieża Franciszka, aby strącił z piedestału świętych do piekieł polskiego papieża, bo są rozliczne zdjęcia jego z samym Wojciechem Jaruzelskim.

Tym się zajmuje premier polskiego rządu – propaguje fake newsy. Największym takim fejkiem była jego Biała Księga. Pewnie w Brukseli była czytana jak Mrożek w PRL. I znowu Morawiecki się pospieszył, bo mógł poczekać i argumentować, że po to przejmują Sąd Najwyższy, aby… nie fałszować wyborów.

Polska jest postrzegana jako państwo operetkowe, republika bananowa z fasadową demokracją, jak w Rosji i Burkina Faso. Gdyby Morawiecki się edukował, miał ciut większy ciąg na wiedzę, to podrzuciłbym mu krótką lekturę genialnego Gombrowicza „Operetkę”. Boję się jednak, że ten czytelnik „Winnetou” orzekłby, że to za trudne dla niego, bo on i jego ojciec Inczuczuna są z innej gliny.

Morawiecki to swoisty fenomen. Naczelny bajarz kraju, jak nazywają go w nowym numerze „Polityki”, a dla mnie bajerant, bajer to on ma wdrukowany w charakter, bo tak naprawdę jego tatuś Kornel – którego być może ucałował Stalin – walczył z „Solidarnością”, a gdy Jaruzelski tupnął, to wybył z kraju, dał nogę.

Mateusz Morawiecki w zakłamywaniu rzeczywistości dawno przebił swego sponsora politycznego, Jarosława Kaczyńskiego. Jego fake są szyte tak grubą nicią, iż nazywanie tego post-prawdą jest eufemizmem, bliższym klasyfikacji ks. Józefa Tischnera – g…wno prawda. Tak wygląda polityka uprawiana przez Morawieckiego.

Niestety, wieści dla Polski są fatalne, a będą jeszcze gorsze. Naszemu krajowi oficjalnie przypięto łatkę państwa niepraworządnego, bo tak należy odczytywać wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który orzekł, że irlandzki sąd miał podstawy, by odmówić Polsce ekstradycji mężczyzny poszukiwanego przez nasz kraj Europejskim Nakazem Aresztowania (ENA) za przemyt narkotyków. Powodem takiej decyzji irlandzkiego wymiaru sprawiedliwości były obawy o zagrożenie praworządności w Polsce.

Jest to precedens, który emanuje na postrzeganie praworządności w Polsce i skutkować będzie tym, że taką kwalifikacją obarczone będą wszystkie wyroki w sądach na terenie naszego kraju: „obawy o zagrożenie praworządności”.

Gdy dojdzie do wyroku TSUE ws. praworządności w Polsce, który to proces wytoczy Komisja Europejska, to jest pewne, że po orzeczeniu będziemy mogli twierdzić, iż praworządność w Polsce jest towarem deficytowym. Zauważmy, że wyrok TSUE ws. procedury ENA nie ma charakteru politycznego, tylko srtricte prawny.

Rządy PiS winny uświadamiać nam wszystkim, że mozolne wydobywanie Polski z marginesu na światło krajów cywilizowanych może zostać zaprzepaszczone przez dwa – trzy lata rządów ciemniaków. Po rządach PiS wcale nie będzie tak łatwo odzyskiwać pozycji Polski. To istni Hunowie i Wandale naszych narodowych aspiracji.

Koniec demokracji. Budzimy się w Białorusi, w Turcji. Kiedy nas wykopią z UE?

>>>

Większość parlamentarna zmiażdżyła polską demokrację. I zrobił to Jarosław Kaczyński państwa rękoma, wrażliwością, biografiami i przyszłością. Jesteście w rękach bezwzględnego manipulatora. Albo wolność nasza i wasza, albo wojna domowa. Faszyści stoją u naszych bram” – powiedział Krzysztof Mieszkowski z Nowoczesnej. Podczas debaty nad ostatecznym przejęciem sądownictwa przez PiS Kaczyńskiego nie było na sali obrad.

– „W tej chwili dorzynacie Sąd Najwyższy, robiąc go na swoją modłę tak, jak wcześniej zrobiliście to z KRS i Trybunałem Konstytucyjnym. Wasza propaganda nic nie da, bo Polacy nie dadzą kolejny raz się oszukać” – stwierdził Borys Budka z PO, mając na myśli kolejne wybory. Poseł Michał Szczerba cytował politykom PiS niedawne słowa przewodniczącego Rady Europejskiego Donalda Tuska o zmianach w polskim sądownictwie: – „Władza, która podporządkuje sobie sąd, przekształci demokrację w rządy złodziei”. A Marcin Święcicki wskazał na prawdziwy cel zawrotnego tempa prac nad nowelizacją ustawy. – „PiS chce zdążyć przyjąć nowe prawo, zanim ustawę o Sądzie Najwyższym rozpatrzy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, do którego dokument został zaskarżony przez Komisję Europejską”.

Poseł Nowoczesnej Adam Szłapka powiedział, że prezes PiS wydał swoim posłom polecenia, jak mają głosować. – „Przyszedł don Kaczyński, a wy za nim, jak barany”. Wicemarszałek Terlecki przerwał posłowi i odebrał mu głos oraz pouczył, że narusza powagę Sejmu. Tak samo zachował się w stosunku do Moniki Rosy z Nowoczesnej. – „To smutne i przerażające, z jakimi drwiącymi uśmiechami odbieracie obywatelom i obywatelkom im prawa polityczne, człowieka. Myślicie, że jesteście silni, bo jesteście w kupie z drwiącymi uśmiechami. Ale każdy z Was jest indywidualnie odpowiedzialny za to, co dzieje się w tej izbie. Każdy z was jest Piotrowiczem. I tej gęby Piotrowicza, byłego komunistycznego prokuratora, z siebie nie zdejmiecie. Nie schowacie się za Piotrowiczem, za tchórzem Jarosławem Kaczyńskim” – powiedziała Rosa, zanim Terlecki wyłączył jej mikrofon.

– „Prawda jest taka, że wcześniej czy później skończycie przed sądem” – zapowiedziała politykom PiS szefowa klubu Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz. – „W Polsce są osoby, które ideałów nie sprzedają. Nie zastraszycie wszystkich, bo w Polsce są osoby, które się Was nie boją. Nie będziecie rządzić wiecznie, bo są w Polsce ludzie, którzy wygrają z Wami wybory i przywrócą normalne, demokratyczne rządy” – stwierdziła. – „Jaki los wybraliście dla suwerena? Los niewolników!” – podkreślił Witold Zembaczyński z Nowoczesnej. O działaniach marszałka Terleckiego, nagminnie wyłączającego mikrofon politykom opozycji i komentującego ich wystąpienia, mówi: – „To folwark PiSięcy!„.

Za projektem ostatecznie demolującym polskie sądownictwo głosowało 230 posłów, opozycja w większości opuściła salę posiedzeń i nie wzięła udziału w głosowaniu. – „Była wielka szansa na złamanie kworum, ale uniemożliwili to posłowie Kukiz’15. Kukiz’15 okazało się ponownie koncesjonowaną pseudo-opozycją, to się im odbije czkawką” – powiedział po głosowaniu Borys Budka z PO.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans w wywiadzie dla „Financial Times” przyznał, że Jarosław Kaczyński pozostaje „niezrażony” dotychczasowymi interwencjami ze strony unijnych instytucji w sporze dotyczącym praworządności. Stwierdził, że wiele państw UE jest zaniepokojonych wydarzeniami w Polsce i nie akceptuje argumentacji, że spór KE z Polski wynika jedynie z postawy „jednego lunatyka w Komisji Europejskiej” – jak określają Timmermansa politycy PiS.

– „W pewnej chwili, jeśli nadal będzie się to rozwijało w ten sposób, ktoś przy stole zacznie pytać: „Czy na pewno jesteście z nami? Musicie zdecydować: czy jesteście z nami?” – powiedział Timmermans. Wiceszef KE obawia się ryzyka rozpadu UE na mniejsze bloki państw o podobnych poglądach. – „Nic nie jest już oczywiste; ani demokracja, ani szacunek dla praw człowieka, ani trójpodział władzy” – mówił.

Timmermans zauważył, że Kaczyński to bardziej ideolog. Natomiast węgierski premier Viktor Orban – to taktyk. – „Orban to taki typ faceta, który przy limicie prędkości 120 km/h będzie jechał 140 km/h i nikt nie zareaguje – może trochę pomarudzi – ale jak mu się zwróci uwagę przy 160 km/h, że jedzie zbyt szybko, to zwolni do 140 km/h i powie: „Czyż nie jestem dobrym chłopcem?”.

Ocenił z perspektywy czasu poszerzenie UE w 2004 o dziesięć nowych państw. – „Doszedłem do wniosku – patrząc na liczby i rozmawiając z wieloma ludźmi w Europie Środkowo-Wschodniej – że nie, nie popełniliśmy błędu. Te społeczeństwa – przy wszystkich wyzwaniach, z jakimi się mierzą – czują głębokie przywiązanie do Unii Europejskiej, pomimo tego, co mogą mówić politycy i pomimo wyborczych gierek wokół tego” – stwierdził Timmermans.

Komentarze internautów nie napawają optymizmem. – „Jedno jest pewne – UE poradzi sobie bez Polski – Polska bez UE stanie się łatwym łupem dla każdego”; – „Kaczyński wychowywał się w gomułkowskim PRL. Świata nie widział oprócz wschodu. Dostał się do władzy dzięki populistycznym hasłom i wyborcom, którzy też świata nie widzieli i łatwo nimi manipulować. Jego działania na dłuższą metę zrujnują naszą gospodarkę, która jest uzależniona od eksportu do UE. Widać, że on boi się UE, dlatego tak zaciekle ją niszczy”; – „Przecież Kaczyńskiemu o to chodzi! On ma inne wartości niż obowiązują w UE!”.

PiS – ostatnia partia postkomunistyczna w Polsce.

Pod Sejmem wieczorem odbywały się protesty przeciwników zmian w Sądzie Najwyższym. Ustaliliśmy, że policja zatrzymała cztery osoby. Komenda stołeczna nie potwierdza tej liczby, ale samo zatrzymanie tak.

Pod Sejmem już trzeci dzień gorąco. Protestujący, mimo że zmiany w przepisach dotyczących Sądu Najwyższego już zostały przepchnięte, nie rozeszli się do domów. Wieczorem Obywatele RP poinformowali o zatrzymanych przez policję członkach ich organizacji. Na filmie Obywateli RP widać, jak grupa policjantów ciągnie gdzieś młodego mężczyznę.

Policja: Zatrzymaliśmy najbardziej agresywnych

Innego z zatrzymanych widzimy na filmie zamieszczonym na Facebooku przez posła PO Michała Szczerbę. Mężczyzna został zatrzymany na terenie Sejmu. Na zdjęciach, które polityk zamieścił na Twitterze widać, że leci mu krew z nosa.

Zatrzymani protestujący trafili na komisariat na ul. Wilczej. Skontaktowaliśmy się z Komendą Stołeczną Policji, by zweryfikować te informacje. – Nie mogę potwierdzić liczby osób, ale potwierdzam, że osoby najbardziej agresywne zostały zatrzymane – mówi kom. Sylwester Marczak, rzecznik prasowy KSP. – Do zdarzenia doszło po godz 19., kiedy tłum zaczął napierać na policjantów.

Zgodnie z wersją policji wtedy jeden z policjantów został ranny w bark, drugi z kolei ma „rozcięty kawałek twarzy”. KSP informuje, że o liczbie zatrzymanych powie „po zakończeniu czynności”.

Za komuny gdy ZOMOwcy pacyfikowali, wierchuszka też była rozbawiona. Dziś powraca to co było.

Wśród wielu różnych protestów przeciwko łamaniu praworządności przez PiS, ten na który zdobyli się dwaj niemłodzi już byli politycy, wydaje się szczególnie dramatyczny.

Obaj byli kiedyś posłami. Andrzej Kostarczyk (72 lata) i Jacek Szymanderski (73 lata) weszli w czwartek 19 lipca do gmachu Sejmu, rozwinęli własnoręcznie wykonany baner z napisem „Konstytucja” i wygłosili oświadczenie, w którym sprzeciwili się poczynaniom Prawa i Sprawiedliwości.

Był współzałożycielem PC, ale odszedł

Obaj w okresie PRL działali w opozycji. Andrzej Kostarczyk, prawnik i publicysta, poseł w latach 1991-93, to były wiceminister spraw zagranicznych w rządach Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego, jeden ze współzałożycieli Porozumienia Centrum. Współpracował wtedy blisko z Jarosławem Kaczyńskim i, jak mówi, szybko zrozumiał, że to polityk, którego plany mogą być groźne dla Polski. Dlatego odszedł z PC, a wkrótce w ogóle z życia politycznego. W wywiadzie udzielonym w 2016 r. „Rzeczpospolitej” powiedział, że Jarosław Kaczyński to człowiek, który „zaczadził umysły Polaków czarną legendą złowrogiego spisku”.

Jacek Szymanderski, socjolog, , kiedyś współpracownik KOR i więzień polityczny, był posłem w latach 1989 – 91 z ramienia Komitetu Obywatelskiego. Działał m. in. w Stronnictwie Konserwatywno-Ludowym, a później w Platformie Obywatelskiej.

Apelujemy do byłych parlamentarzystów

Kiedy stali w Sejmie z napisem „Konstytucja” obok przechodzili parlamentarzyści i dziennikarze, ale mało kto ich rozpoznawał. Wygłosili wzruszający apel, w którym padły m. in. następujące słowa:

„Apelujemy do byłych posłów i senatorów, naszych Koleżanek i Kolegów, którym drogi jest ład konstytucyjny. Jest nas w Polsce ponad dwa tysiące i ciągle mamy prawo wolnego wstępu do Sejmu. Prawo, którego pozbawieni są Obywatele protestujący przeciwko naruszeniom władzy. Apelujemy do Was, Panie i Panowie, abyście przychodzili do Sejmu gremialnie. Pewnie nie zatrzymamy w ten sposób procesu łamania prze obóz <<dobrej zmiany>> Konstytucji i stanowienia złego prawa, ale nasza obecność będzie przypominała rządzącej koalicji, że oni też będą byłymi posłami i senatorami i nie będzie ich chronił poselski immunitet. Przychodźmy do Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z hasłem – Konstytucja!”.

Zdecydowali się na taką formę ekspresji bowiem uznali, że sytuacja w Polsce wymaga reakcji dawnych polityków z różnych obozów i zjednoczenia wysiłków, aby przeciwstawić się destrukcyjnym poczynaniom partii Jarosława Kaczyńskiego. Przypomnieli, że demokracja jest zagrożona i znów, jak przed laty, należy stanąć w jej obronie.

Co się stanie, jeśli pojawi się drugi prezes? Sędziowie nie mają wojska. Sędzia zawsze przegra z władzą. Sędzia może walczyć tylko na prawo, na paragrafy” – powiedziała I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf na konferencji prasowej w Karlsruhe. Zapytana, czy pojawi się moment, w którym ustąpi, odpowiedziała: – „Ja już nie mam z czego ustępować. Jestem przy ścianie. Mogę tylko trwać, trwać w tym swoim mniemaniu, że jestem I prezesem, natomiast nie ma takiej możliwości, żeby sędzia, i to jednak kobieta, według władzy stara, mogła się przeciwstawić wszystkiemu” – stwierdziła.

Prof. Gersdorf stwierdziła, że trwając na stanowisku jako I Prezes SN „broni Konstytucji”, a ona sama przysięgała jej strzec. – „Jestem zdeterminowana swoją przysięgą, ponieważ jestem osobą honorową. Siłę zawdzięczam ludziom, którzy mnie wspierają – tym, którzy przysyłają listy z poparciem, ale także moim współpracownikom. Działania, które są podejmowane przez rządzących, są działaniami przeciw obowiązującej Konstytucji. W pewnym momencie jednak już nic nie będzie można zrobić. Będę pierwszym prezesem na uchodźstwie” – gorzko zażartowała.

Zapytana o uchwalenie przez PiS ustawy o sądownictwie, odparła, że to było oczywiste, że zostaną one przegłosowane. Sposób, w jaki przebiegały prace nad tą ustawą, określiła jako „nieprzyjęty w europejskich sferach prawniczych”. – „My to nazywamy, że „pędzi pendolino” – zauważyła I Prezes.

Prof. Małgorzata Gersdorf była gościem niemieckiego Federalnego Trybunału Sprawiedliwości.
Pełnego wsparcia I Prezes SN udzieliła jej odpowiedniczka w Niemczech Bettina Limperg.

Organizowany przez miasto Karlsruhe od 2000 r. wykład służy zwróceniu uwagi na walkę o wolność zarówno w wymiarze historycznym, jak i w odniesieniu do bieżących wydarzeń o zasięgu światowym. Oprócz Joachima Gaucka, późniejszego prezydenta Niemiec, wykład ten w przeszłości wygłosił m. in. dr Wolfgang Schäuble (wieloletni minister w rządzie Niemiec) oraz m.in. prof. Angelica Nussberger (obecnie wiceprzewodnicząca Europejskiego Trybunału Praw Człowieka).

Wystąpienie okolicznościowe na konferencji zorganizowanej przez niemiecki Trybunał Federalny (Bundesgerichtshof) pt. „Polskie państwo prawne: stracone szanse?”
Karlsruhe, 19–20 lipca 2018 r.

Szanowna Pani Prezes Limperg! Panie i Panowie Sędziowie Trybunału Federalnego! Drodzy Niemieccy Przyjaciele!

Dziękuję bardzo za zaproszenie na tę konferencję. Tę decyzję organizatorów traktuję nie tylko jako przyjazny gest pod moim adresem, który należało uszanować przez zwykłą grzeczność. Jednak moja obecność w tym miejscu ma również dwie inne, głębsze przyczyny. Po pierwsze, chciałabym dać wyraz osobistemu przekonaniu, że właśnie teraz należy bardziej niż kiedykolwiek pielęgnować przyjaźń Niemców i Polaków w zjednoczonej Europie. Nie ma rzeczy ważniejszej niż wzajemne poznawanie się i debatowanie o wartościach, które łączą nas jako obywateli Unii Europejskiej oraz prawników. Po drugie, co się z tym wiąże, pragnę również podzielić się z Państwem moimi obserwacjami i obawami, które wprawdzie dotyczą Polski i Polaków, jednak wydaje mi się, że nie powinny być ignorowane również przez pozornie stabilniejsze politycznie państwa zachodniej części kontynentu i UE, ale mogą być interesujące także dla Państwa.

Zgodnie z art. 2 Konstytucji RP z 1997 r. Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. To bardzo znacząca norma, która świadczy o tym, że nasz ustrój konstytucyjny jest bliski wizji niemieckiego Rechtsstaat – państwa prawnego w wydaniu Ustawy Zasadniczej RFN. Z jednej strony działa ono na wszystkich szczeblach według procedur prawnych (aspekt formalny), a z drugiej strony chroni prawa podstawowe jednostek (aspekt materialny). Taka sama klauzula od 1990 r. znajdowała się również w poprzednio obowiązujących przepisach konstytucyjnych. Niezliczone orzeczenia polskiego Trybunału Konstytucyjnego oraz sądów napełniły je konkretną treścią przez dwadzieścia pięć lat stopniowego wychodzenia ze stanu komunistycznej dyktatury. Jak zatem doszło do tego, że obecnie możemy mówić o kryzysie państwa prawnego w Polsce?

Otóż moment historyczny, w którym znalazła się nie tylko Europa, ale wręcz cały świat, jest moim zdaniem podstawową przyczyną sytuacji w Polsce. Centrum gosporcze świata przesuwa się na wschód. Wzrasta potęga nowych mocarstw globalnych, oraz zagrożenie wojenne na obszarach okalających Europę, które jest źródłem wzrastającej presji imigracyjnej. Podważany jest powojenny konsens demokratyczny. Przywództwo stało się miałkie, wartości uległy zapomnieniu, a przynajmniej są bagatelizowane. Ważniejsze od nich stają się wyniki ekonomiczne. Społeczeństwa europejskie zostały uprzedmiotowione, sprowadzone do roli maszynek do głosowania. Czują się oszukane, a w najlepszym wypadku zagrożone. W takiej chwili do głosu dochodzą siły skrajne, wrogie zasadom godności człowieka, wolności jednostki i rządów prawa. Przybierają one maski i szermują oszukańczą retoryką, aby przejąć pełnię władzy. Tak było zawsze i tak jest dzisiaj.

Polska jest wciąż młodą demokracją. Jako jedno z najsłabszych ogniw w europejskim łańcuchu narodów, stanowi papierek lakmusowy stanu całej Unii Europejskiej. Mogłabym mówić długo o polskich doświadczeniach historycznych ostatnich dwustu lat, które kładą się długim cieniem na współczesnych sporach narodowych, choć chyba nie ma to sensu, bo takie mroczne zakamarki kryją się w duszy każdego narodu. Nie mam natomiast wątpliwości, że najbardziej rujnujące doświadczenie – okres czterdziestu pięciu lat rządów realnego socjalizmu – nadal ciąży nam jak kamień u szyi. Doświadczenie ruchu „Solidarności” lat 80. poprzedniego stulecia bardzo wiele zmieniło na lepsze. Przeorało świadomość społeczną.

Otworzyło nas na nowe prądy intelektualne i przygotowało grunt pod pokojową transformację do ustroju demokratycznego. Procesowi demokratyzacji kraju nie towarzyszyła wystarczająca debata ani akcja edukacyjna na masową skalę. Obywatelom nie pokazano, co to jest prawo, jak ono działa i dlaczego trzeba go przestrzegać. Przeciwnie: często było ono traktowane jako przeszkoda do szybszej modernizacji państwa, którą nie należy się tak bardzo przejmować, bo najważniejszy jest ostateczny rezultat – wzrost zamożności państwa i jego obywateli. Wprowadzenie Polski do zachodnich struktur politycznych „odhaczono” jako wielki i trwały sukces, patrząc bardzo powierzchownie na różne liczbowe wskaźniki, a nie na głębokie struktury, które zawsze ulegają zmianie w długim cyklu.

Ktoś mógłby w tym miejscu zapytać – a takie pytania są przecież stawiane: czy w takim razie przyjęcie Polski do Unii Europejskiej nie było błędem? Absolutnie nie! Ostatnich czternaście lat polskiej obecności w UE to dla nas wielka i ogólnie pozytywna lekcja. Taką lekcją jest również bieżąca sytuacja. Zrozumieliśmy, że państwo prawa to nie jest stan, który się osiąga, lecz ideał, do którego trzeba stale dążyć. W przeciwnym razie dzisiejsze sukcesy są zapowiedzią jutrzejszej klęski. Nie łudźmy się: postawy nihilistyczne, polityczny ekstremizm, antylegalizm są obecne również w państwach z pozoru stabilnych, o okrzepłej demokracji. Co najwyżej inna jest skala tych zjawisk. W dobie kryzysu społeczno-gospodarczego, który trwa od początku XXI w., dają one o sobie znać. Wie o nich nie tylko Polska lub Węgry, w których praworządność jest otwarcie kontestowana. W każdym narodzie i ustroju, pod każdą długością i szerokością geograficzną, zrodzić się może cyniczny gracz, „rentier rewolucji”1 , perfekcyjnie analizujący słabości społeczeństwa i państwa po to, aby wyzyskać je do zbudowania autokracji. Ofiarą bezwzględnej walki politycznej zawsze są sądy – jako najsłabsza z władz, która stoi na straży praw jednostek.

Na koniec mam jeszcze dwie refleksje, którymi chciałabym się z Państwem podzielić.

Po pierwsze, prawnikom nie wolno milczeć w obliczu zła, które zostało wyrządzone polskiemu wymiarowi sprawiedliwości przez ustawy uchwalone w ciągu ostatnich dwóch i pół roku. Te szkody są niestety bardzo poważne i nic nie zapowiada ich naprawienia w najbliższej przyszłości. Zniszczono niezależność polskiego sądu konstytucyjnego, w którym składy są ręcznie ustawiane pod dyktando oczekiwań partii rządzącej. Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny w jednej osobie. Ma już w ręku wszystkie instrumenty, które realnie pozwalają wpływać na bieg spraw, szczególnie karnych. Ma poddanych sobie prezesów sądów, a do tego obsadził ponad połowę Krajowej Rady Sądownictwa ludźmi bez mandatu konstytucyjnego, którzy zawdzięczają mu wszystko. Ta maszyna każdego może wynieść na szczyt lub zniszczyć, zależnie od woli rządzących. W Sądzie Najwyższym przeprowadzono czystkę pod pozorem wstecznej zmiany wieku emerytalnego. Treść ważnych ustaw w sprawie sądownictwa zmienia się bezustannie, w ciągu kilku dni od wpływu wniosku, bez żadnych konsultacji i opinii.

Co pozostaje prezesowi najwyższej instancji sądowej? Ma tylko słowa. Nie może jednak pozostać „apolityczny”, skoro przestrzeganie Konstytucji stało się niestety kwestią par excellence polityczną. Tak jest dzisiaj w Polsce i oby nie było tak jutro w Niemczech!

Po drugie, chciałabym z tego miejsca, jako polska sędzia, zaapelować o więcej Europy w Europie. Jesteśmy wdzięczni Komisji Europejskiej, a zwłaszcza osobiście panu wiceprzewodniczącemu Timmermansowi, za to, że tak zdecydowanie broni zasady praworządności. Jednak mandat instytucji europejskich jest zbyt słaby, zwłaszcza w obliczu tendencji autorytarnych i nacjonalistycznych, które dzisiaj obserwujemy nie tylko w Europie, choć niestety również tutaj. Jestem świadoma tego, że niektóre rządy państw członkowskich (choć myślę, że akurat nie dotyczy to Niemiec) mają skłonność do traktowania tak zwanej reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości jako kwestii wewnętrznej, do której nie należy zbytnio się wtrącać. Tymczasem mówimy o sprawie priorytetowej, o inwestycji w naszą wspólną przyszłość! Jeżeli Unia i jej członkowie powiedzą „pas!” w sporze o praworządność, to znak firmowy UE, jakim jest poszanowanie praw człowieka i praw podstawowych, jutro może stać się tylko smutnym wspomnieniem.

Potrzebujemy siebie nawzajem. Dlatego chciałabym z tego miejsca zaproponować zorganizowanie Paneuropejskiego Kongresu Prawników, gdzie moglibyśmy lepiej się poznać i przedyskutować przyszłość Europy opartej na rządach prawa. Unia Europejska opiera się na sile jej obywateli; nie powinniśmy pozostawiać jej tylko politykom. Kanclerz federalny Konrad Adenauer, powiedział kiedyś zdanie, które szczególnie wryło mi się w pamięć: „Dzieje świata są również sumą tego, czego można było uniknąć” (Die Weltgeschichte ist auch die Summe dessen, was vermeidbar gewesen wäre).

Panie i Panowie! W trudnym momencie historycznym na nas – europejskich prawnikach i sędziach – ciąży szczególna odpowiedzialność. Nie pozwólmy złym, populistycznym siłom zniszczyć pięknej idei europejskiej. Jeśli to uczynimy, nasze dzieci i wnuki nie wybaczą nam tego. Bądźmy zatem rzecznikami rządów prawa. Z tym przesłaniem przybywam do moich niemieckich przyjaciół z sąsiedniego kraju.

Dziękuję Państwu za uwagę!

*

1 J. Ellul, Autopsie de la révolution, Paris 1969; zob. R. Pipes, The Russian Revolution, New York 1990, s. 146.

Waldemar Mystkowski pisze o Kaczyńskim i Dudzie.

Sekretarz generalny PO Stanisław Gawłowski po trzech miesiącach aresztu, który zaliczył w powodu bardzo a to bardzo wątpliwych zarzutów, poinformował polityków PiS o oczekiwaniach więźniów i strażników, którzy pozostali i pracują za kratami: – „Byłem w miejscu, w którym już bardzo na was czekają„.

Jarosław Kaczyński może wywinąć się od pryczy chorobą – ona zaś zdaje się być groźniejsza niż na pozór to wygląda. W wakacje miało dojść do wszczepienia endoprotezy w chore kolano, ale operacja została przesunięta na dalszy termin – po wyborach. Prezes PiS zalicza serie antybiotyków przeciw gronkowcowi, co w jego wieku bardzo osłabia organizm.

Przesunięcie operacji może być podyktowane dwoma powodami. Kaczyński się boi, bo operacja może się nie udać. Lekarze mogą unikać ostatecznej decyzji, gdyż powikłania przy wszczepieniu grożą gangreną, a następny ratunek to amputacja kończyny. A przy tego rodzaju schorzeniu istnieje ponadto duże zagrożenie, iż organizm pacjenta nie wytrzyma i zatrzyma pracę.

Nie wiem, jak wy, ale ja najgorszemu wrogowi nie życzę źle w kwestii zdrowia. Niech bestia żyje! Jakkolwiek będzie, polityka polska kuśtyka na nodze Kaczyńskiego. Morawiecki czy też Duda niczego samodzielnie nie mogą zrobić, muszą konsultować się z pacjentem Kaczyńskim.

Z pewnością wielu z nas zastanawia się, czy polscy psychiatrzy nie powinni wzorem amerykańskich kolegów bić w tarabany na trwogę. W USA fachowcy od kuku na muniu twierdzą, że Trump jest paranoikiem. A przecież nie raz dostaliśmy sygnały od Kaczyńskiego, iż buksuje mu pod sufitem. Prezes PiS może mieć problem nie tylko z kolanem, acz wiem, że jeszcze nie wszczepia się czipu przeciw paranoidalnego, ale podobno do łask wraca lobotomia.

Andrzej Duda nie kuśtyka na nogę, ale fatalnie zachowuje się jego charakter i rozum. Prezydent zaprezentował 10 pytań referendalnych, na które według jego życzenia mielibyśmy odpowiedzieć w dniu święta stulecia odzyskania niepodległości. Poziom pytań jest żenujący, dotyczy kwestii, które społeczeństwa nie obchodzą. Bo co to za pytanie dotyczące rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego Polski albo chrześcijańskich źródeł. To są pytanie przedpotopowe, przednowoczesne.

Duda najpierw musi odpowiedzieć za złamanie obowiązującej Konstytucji, a nie proponować pytania referendalne, które są wsteczne nawet do Konstytucji 3 Maja. A poza tym reguł gry nie zmienia się w trakcie jej trwania. Gra w szachy to nie warcaby, a nawet dupniak, bo ta ostatnia gra jest najbliższa nieskomplikowanemu braku charakteru prezydenta Dudy.

Nie wiem, jak skończy się Trybunał Stanu, który czeka Dudę. Ale może ziścić się informacja Gawłowskiego o więźniach i strażnikach, którzy „już bardzo czekają”. Wówczas Duda niech gra sobie do woli w swoją ulubiona grę: dupniaka.

Referendum konstytucyjne Dudy nadaje się tylko do tego, aby zrzucić się na taczkę. Wywieźć prezydenta i Kaczyńskiego

Internauci skomentowali wstępne pytania referendalne prezydenta Andrzeja Dudy.

Waldemar Mystkowski pisze o pytaniach referenfalnych Dudy.

Pytania referendalne są ideologiczne, a nawet zakładające, iż Polska stanie się państwem wyznaniowym.

Mniej więcej wiemy, dlaczego Andrzej Duda złamał Konstytucję RP. Jego promotor z Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Jan Zimmermann twierdzi, że przynajmniej 3 razy złamał – tak wyrażał się o swoim byłym studencie w grudniu 2015 roku. Od tamtego czasu Duda też łamał. Udokumentowane jest czarno na białym, że Duda 10 razy złamał Konstytucję i wyszczególnione zostały złamane artykuły.

Duda twierdzi, że o złamaniu decyduje Trybunał Konstytucyjny, na którego czele w tej chwili stoi magister Julia Przyłębska, nie mająca żadnego autorytetu jako prawnik, o czym wiedzą interesujący się tematem. Jej braki zadecydowały, iż nie dostała rekomendacji komisji kwalifikacyjnej do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, mimo że wakowało stanowisko. No, ale Przyłębska przeszła przez komisję partyjną PiS, więc należy w tym kontekście określić TK jako Trybunał Partyjny, a prawników z tej instytucji jako uprawiających brakoróbstwo na rzecz partii Jarosława Kaczyńskiego.

Duda w KFC w Krakowie złapany został przez panią Katarzynę, która zadała mu pytanie: – „Czemu zgadza się pan na łamanie w Polsce Konstytucji?”. Duda jak Przyłębska wykazał się brakoróbstwem intelektualnym, bo odpowiedział na pytanie, które nie zostało mu wszak zadane. Duda pokrętnie odpowiedział, że pani Katarzyna „nie może pogodzić się z tym, kto wygrał wybory”. I przy tym Duda zrobił swoją słynną już minę, którą nazywam z gombrowiczowska – „gębą dudka”. Sieć KFC jak na rasowy biznes przystało kuje szmal, póki gorący i zaprasza: – „Pani Kasiu, Panie Prezydencie, zapraszamy do spotkania w naszej restauracji przy kubełku pełnym najlepszego kurczaka. Kubełek Łączy!”

Uważam, że Duda ratuje swoje cztery litery na drugą kadencję, aby prezes pozwolił mu kandydować na prezydenta, a ma niewiele możliwości, aby w podzięce pocałować Kaczyńskiego w pierścień. Otóż tym jego zastępczym pocałunkiem mają być pytania referendalne w sprawie zmian w Konstytucji. Duda zwołał posiedzenie Narodowej Rady Rozwoju, na którym zaprezentowano pytania referendalne, a jest ich w tej chwili 15.

Oto niektóre z nich. „Czy jest Pani/Pan za odwołaniem się w preambule Konstytucji RP do ponadtysiącletniego chrześcijańskiego dziedzictwa Polski i Europy jako ważnego źródła naszej tradycji, kultury i narodowej tożsamości?” – to pytanie numer 4. Pytanie piąte: „Czy jest Pani/Pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem szczególnego wsparcia dla rodziny, polegającego na wprowadzeniu zasady nienaruszalności praw nabytych (takich jak świadczenia „500+”)?”. Pytanie numer 6: „Czy jest Pani/Pan za zagwarantowaniem w Konstytucji RP szczególnej ochrony prawa do emerytury dla kobiet od 60 roku życia, a dla mężczyzn od 65 roku życia?”. I kolejne: „Czy jest Pani/Pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem członkostwa Rzeczypospolitej Polskiej w Unii Europejskiej? Czy jest Pani/Pan za zapisaniem w Konstytucji RP gwarancji suwerenności Polski w Unii Europejskiej oraz zasady wyższości Konstytucji nad prawem międzynarodowym i europejskim? Czy jest Pani/Pan za wzmocnieniem w Konstytucji RP pozycji rodziny, z uwzględnieniem ochrony obok macierzyństwa także ojcostwa? Czy jest Pani/Pan za przyznaniem w Konstytucji RP gwarancji szczególnej opieki zdrowotnej kobietom ciężarnym, dzieciom, osobom niepełnosprawnym i w podeszłym wieku?”.

A więc pytania są iście ideologiczne, a nawet zakładające, iż Polska stanie się państwem wyznaniowym. Pytania idą w sukurs ustawom, które podjął Sejm obecnej kadencji. Krótko pisząc: jest to pisowski śmietnik. Duda tak traktuje Konstytucję, a jej artykuły jak śmieci.

Pytania zostały przez Dudę posegregowane na 15 kubłów. Nie wiem, jak PiS zareaguje na pocałunek Dudy w pierścień, ale mam złą dla niego wiadomość, jak pani Katarzyna w KFC – Duda nie będzie odpowiadał przed Trybunałem Stanu za kubły śmieci, które proponuje, a za złamanie Konstytucji obowiązującej od 1997 roku.

Prof. Marcin Matczak o Dudy zamiarach.

Prezydent Andrzej Duda chce zadać Polakom 15 pytań w referendum na temat zmian w Konstytucji. Każde pytanie jest rozpaczliwym wołaniem do PiS o to, żeby się na tę nieszczęsną inicjatywę zgodziło.

Prezydent chce zapytać w referendum m.in. o to, czy w Konstytucji powinno być zapisane 500 plus, obniżenie wieku emerytalnego, a nawet ochrona polskiego rolnictwa. To wyraźny ukłon wobec PiS, które wciąż nie zdecydowało, czy poprze wniosek prezydenta o przeprowadzenie referendum. Duda widzi, że głównym pomysłem PiS na utrzymanie władzy jest straszenie Polaków, że jeśli inna partia wygra wybory, to zabierze im 500 plus, podniesie wiek emerytalny, a polską wieś najadą rolnicy z innych państw Unii Europejskiej (mimo że sam Duda podpisał ustawę o ograniczeniu sprzedaży polskiej ziemi). Dlatego, chcąc się przypodobać swojej macierzystej partii, prezydent ułożył pytania tak, by wpisywały się w narrację PiS. Duda liczy, że jeśli nastraszy Polaków, to pójdą zagłosować w referendum, co podniesie frekwencję, a jego samego uratuje przed kompromitacją. Na razie na sukces frekwencyjny się nie zanosi, bo pomysł prezydenta nie cieszy się szczególnym zainteresowaniem społecznym. Może dlatego, że obywatele wyczuwają fałsz inicjatywy referendalnej. Duda, który jako prezydent powinien stać na straży Konstytucji, wielokrotnie ją złamał. W roli tego, który chce debatować nad kształtem ustawy zasadniczej, jest po prostu niewiarygodny.

Prezydent chce pytać także o to, czy w Konstytucji powinna być zapisana suwerenność Polski w Unii Europejskiej, co jest graniem na pisowskiej nucie, że Unia narzuca nam, co mamy robić. A przecież to Polacy sami w referendum zgodzili się na wejście do wspólnoty. Poza tym kluczowe decyzje wciąż podejmują państwa narodowe.

Kolejne pytanie dotyczące konstytucyjnego zagwarantowania członkostwa Polski w NATO, wydaje się równie dziwne. Jak szybko zwrócił uwagę na Twitterze były szef MSZ Radosław Sikorski, są kraje, które zapisują w Konstytucji neutralność, ale po co zapisywać konkretny sojusz wojskowy? Tego prezydent Duda nie wyjaśnił. Można odnieść wrażenie, że Andrzej Duda traktuje Konstytucję jak śmietnik, do którego można wszystko wrzucić. Tymczasem powinien to być dokument, który reguluje zasadnicze kwestie ustrojowe, a nie szczegółowe rozwiązania dotyczące 500 plus, czy obniżenia wieku emerytalnego. To ostatnie jest zresztą rujnujące dla finansów publicznych i na dłuższą metę nie do utrzymania. Ale Duda nie ma odwagi rozmawiać uczciwie z obywatelami. Woli ich mamić wizją wcześniejszych emerytur, chociaż – w przypadku kobiet – będą one głodowe.

Najlepszym podsumowaniem inicjatywy referendalnej prezydenta było to, jak potraktowała ją rządowa TVP Info. Otóż krótko po rozpoczęciu konferencji przerwali transmisję, żeby poinformować o tym, że Kamil Glik jedzie na mundial.

Post Navigation