Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Robert Kropiwnicki”

Obronimy niezależne sądy

Kmicic z chesterfieldem

„Jego działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii” – tak resort Ziobry tłumaczy odwołanie z delegacji sędziego Juszczyszyna, który zastosował się do wyroku TSUE. „To propaganda. Sędzia musi sprawdzać, czy sąd niższej instancji był właściwie obsadzony” – mówi prof. Marcin Matczak

„Minister Sprawiedliwości, korzystając z przysługujących mu uprawnień, odwołał z delegacji do Sądu Okręgowego w Olsztynie sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie Pana Pawła Juszczyszyna” – czytamy w komunikacie na stronie resortu we wtorek 26 listopada 2019.

Jako pierwsi napisaliśmy, że odważny sędzia, który zastosował się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada, będzie musiał wrócić na niższe stanowisko w Sądzie Rejonowym. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało o tym w poniedziałek 25 listopada, faksem. Nie podało powodu, a jedynie podstawę prawną.

W środę 27 listopada w Olsztynie odbyła się pierwsza demonstracja w obronie sędziego. Kolejne, w całej Polsce, zaplanowane są na niedzielę, 1…

View original post 2 237 słów więcej

 

Wolność artystyczna przeciw zniewolonym umysłom PiS

W poniedziałek, w samo południe Sąd Najwyższy uratował wolność słowa, Jasia Kapelę i zdrowy rozsądek.

Droga sądowa Jana Kapeli, obwinionego o nieokazanie hymnowi państwowemu należnego szacunku, przypomina sposób nauczania kanonu literatury w „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza: „Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był!”. W roli profesora języka polskiego Bladaczki obsadziło się państwo i jego organy, które nakazują szacunek i cześć symbolom państwowym, niekoniecznie wiedząc, co za tymi pojęciami się kryje.

Historia sprawy obwinionego Jana Kapeli zaczęła się w lipcu 2015 r., kiedy opublikował na YouTubie film zatytułowany „Mazurek Kapeli – Polacy witają uchodźców!”. W klipie Kapela wraz z trzema innymi osobami śpiewa na tle Pałacu Prezydenckiego hymn państwowy, ale w wersji nieco zmienionej. Zamiast: „Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy” – „Nasza bieda już minęła, migrantów przyjmiemy”; tam gdzie Bonaparte uczyć powinien, jak zwyciężać mamy – uczy, jak obcych kochamy.

Kapela od początku jasno wskazywał na cel artystycznej modyfikacji: zwrócenie uwagi Polaków na kryzys migracyjny i pokazanie naszej otwartości. Wykonanie zmienionego hymnu nastąpiło w roku rekordowym dla kryzysu uchodźczego, gdy ponad milion uchodźców szukało schronienia w Unii Europejskiej, z czego 70 proc. stanowili mieszkańcy ogarniętych wojną Syrii i Afganistanu, a w Morzu Śródziemnym utonęło ponad 3600 osób.

Dla sądów dwóch instancji nie miało to specjalnego znaczenia. Uznały, że hymn jest nietykalny i kropka. Zgodnie z ustawą hymnowi należy się cześć i szacunek, a czci i szacunku Kapela nie okazał, bo hymn zmienił. Poza tym sąd okręgowy wytknął, że Kapela mógł podjąć temat uchodźców w innej formie i nawet zdaniem sądu osiągnąłby lepszy skutek. Sądy skazały Kapelę na grzywnę.

Wolność słowa, Kapelę i zdrowy rozsądek uratował w samo południe 14 października Sąd Najwyższy rozpatrujący kasację Rzecznika Praw Obywatelskich. Sąd wskazał, że wolność słowa ma bardzo szeroki zakres. Z tej wolności skorzystał Kapela. Jego czyn nie mógł być wykroczeniem, bo nie miał jakiejkolwiek społecznej szkodliwości – nic nagannego w jego działaniu nie było, ba – zasługuje na aprobatę. Na koniec Sąd Najwyższy poruszył zupełnie pozaprawną, lecz jakże kluczową kwestię uchodźców, przypominając, że my, Polacy, też często nimi bywaliśmy (o czym wygodniej było w 2015 r. nie pamiętać).

Uniewinnienie Kapeli było według mnie jedynym wyjściem zgodnym z prawem i logiką. Ale sprawa ma drugie dno: pokazuje, że nie potrafimy rozmawiać o tym, jaką rolę dla nas indywidualnie i dla społeczeństwa mają pełnić symbole narodowe (hymn, orzeł, biało-czerwone barwy). Czy mają być martwymi, podziwianymi eksponatami, które oglądają światło dzienne wyłącznie podczas świąt państwowych? A może raczej mogą służyć jako narzędzie dialogu ze społeczeństwem – zyskując nowe życie? Gdzie jest granica?

Wydaje się, że Sąd Najwyższy jasno ją postawił: granicą jest cześć i szacunek, w razie potrzeby każdorazowo oceniane przez sąd, ale na co dzień – mierzone zdrowym rozsądkiem. Jakże inne było zachowanie Kapeli od przykładów braku czci w stosunku do symboli państwowych w dotychczasowym orzecznictwie: deptania polskiej flagi przez pijanych kibiców czy umieszczania znaku Polski Walczącej na sprzedawanych w internecie drewnianych imitacjach kijów baseballowych.

Swoją mowę przed Sądem Najwyższym zakończyłam stwierdzeniem, że uznanie czynu Jana Kapeli za wykroczenie mogłoby mieć miejsce wyłącznie w wypadku, gdyby uznać, iż migranci i pomoc im kojarzą się negatywnie, są asocjowani z dewaluacją wartości. Wyraziłam nadzieję, że nie doszliśmy w Polsce do tego momentu i ta nadzieja mnie nie zwiodła.

Ten wyrok to wielkie zwycięstwo wolności artystycznej. W przestrzeni publicznej ostatnio pojawiało się dużo przeróbek flagi, na pomniki wkładane były t-shirty z napisem „Konstytucja”, przerabiany był znak Polski Walczącej. Dzięki sprawie Kapeli w kolejnych tego typu postępowaniach sąd będzie musiał zbadać, w jakim celu doszło do przeróbki i czy ten cel naruszał szacunek do symbolu narodowego. Ten wyrok poszerza więc możliwości i środki zabierania głosu w sferze publicznej.

A wszystkim hejterom, którzy po wyroku stwierdzili, że RPO pod ramię z SN pluje na hymn, przypominam: jeszcze po pierwszej wojnie światowej Mazurek Dąbrowskiego poważany był raczej w kręgach postępowo-rewolucyjnych i nurt ten wygrał ze stanowiskiem tradycjonalistycznym zwolenników „Boże, coś Polskę”. Cieszy branie w obronę tej postępowej pieśni. Ale nic jej się nie stanie, gdy będzie z należnym szacunkiem wykorzystywana do debaty w ważnych społecznie kwestiach. Dużo lepiej posługiwać się w rozmowie artystycznymi symbolami niż inwektywami.

Kmicic z chesterfieldem

BEATA I MAŁOLATA

Jeśli matka powie swojej 17-letniej córce o tym, co to jest prezerwatywa i że niekoniecznie używa się jej podczas balu maskowego, może dostać pięć lat więzienia. Takie kary za „edukację seksualną skierowaną do osoby poniżej 18 roku życia” przewiduje popierany przez PiS projekt, fałszywie przedstawiany jako oręż do „walki z pedofilią”.

Ciekawe, co na ten temat powie Beata „Brocha” Szydło, której syn ksiądz, jak głosi internetowa „wieść gminna”, uwiódł 16-letnią parafiankę i zrobił jej dzidziusia?

W rodzinie Szydło pewne zamieszanie, ale przecież z księdzem to nie grzech, a poza tym jaka radość, bo w Brzeszczach urodzi się kolejny wyborca PiS! Może Prezes, dla ocieplenia swego wizerunku zgodzi się być matką chrzestną potomstwa?

JANUSZ W RUI

Zakała polskiej polityki Janusz Korwin Mikke, po latach wraca do parlamentu i to w otoczeniu dziarskiej młodzieży. Gdy po ogłoszeniu wyników wyborów TVN nadawał relacje z siedziby Konfederacji, byłem przekonany, że to…

View original post 2 213 słów więcej

 

Polowała na Tuska Zerówna Wassermann

– „Nie zbliżyliście się do żadnej prawdy” – podsumował Krzysztof Brejza z PO raport komisji śledczej ds. Amber Gold autorstwa posłów PiS. Brejza stwierdził, że celem prac komisji, której przewodniczącą jest Małgorzata Wassermann, było „upolowanie Donalda Tuska, Michała Tuska, Pawła Adamowicza”. – „Ale każdego dnia pracy komisji odkrywaliście fakty niewygodne dla was i niestety nie ma to odzwierciedlenia w tym raporcie. Polowanie jest nieudane, ja pod tą powieścią nie mogę się podpisać. Raport może mieć 700 stron, ale i tak jest jednym wielkim zerem – powiedział poseł PO. Zapowiedział w związku z tym złożenie zdania odrębnego.

Brejza zarzucił Wassermann niewłaściwe prowadzenie obrad oraz niedopuszczenie niektórych wniosków dowodowych. Dodał, że w raporcie nie ma np. informacji, że jedną z przyczyn afery były niewystarczające kompetencje KNF w wyniku kształtu ustawy przyjętej z inicjatywy PiS w 2006 roku. – „Nie ma nic o karierach prokuratorów, którzy tą sprawą się zajmowali, karierach za rządów PiS” – powiedział Brejza.

Zdanie odrębne złoży także Witold Zembaczyński. Poseł Nowoczesnej powiedział, że zrezygnował ze zgłaszania poprawek do projektu raportu, by nie dawać Wassermann okazji do powielania „mistycznej opowieści”. – „Powstało to autorskie dzieło pani przewodniczącej, taki kryminał archeologiczny, z którego założenia miało wynikać, że super-złoczyńcą był Marcin P., a we wnioskach końcowych okazuje się, według pani przewodniczącej, że super-złoczyńcą jest Donald Tusk. Wnioski końcowe komisji są polityczne i wykraczają poza zadania komisji” – podkreślił Zembaczyński.

Poseł Nowoczesnej stwierdził, że w raporcie pominięto odpowiedzialność ówczesnego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, dziś wicepremiera w rządzie PiS. Dodał, że sprawozdanie zawiera „medialne tezy”, które nie mają podstaw w materiale dowodowym: – „W raporcie znalazło się np. stwierdzenie, że nad szefem Amber Gold Marcinem P. był parasol ochronny, na co nie ma dowodów.To jest wszystko w zakresie wyobrażeń, konfabulacji, jakichś opowieści. Szczególnie bulwersujące jest to, że takie zaangażowanie aparatu biurokratycznego państwa do pracy w tej komisji, posłów, mediów, doradców i wszystkich waszych urzędników, właściwie nie doprowadziło do niczego” – powiedział Zembaczyński.

Zbigniew Hołdys skomentował wystąpienie prezydent Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Prezydent zaatakował w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa sędziów Sądu Najwyższego.

Prof. Jadwiga Staniszkis o Dudzie:

Więcej >>>

O Dudzie jako Dupie tutaj >>>

ALARM! Dobry Znajomy premiera, miliarder Tomasz Misiak chce zakazać sprzedaży książki „Morawiecki i jego tajemnice”. Misiak twierdzi, że obrażają go informacje o jego powiązaniach z Mateuszem Morawieckim, Markiem Falentą i Rosją” – napisał na Facebooku Tomasz Piątek autor książki „Morawiecki i jego tajemnice”.

Okazało się bowiem, że – choć trafiła już ona na półki księgarskie – do sądu wpłynął właśnie wniosek o zakazanie jej sprzedaży. Nie złożył go jednak ani sam premier, ani nikt…

View original post 433 słowa więcej

 

Pisowcy politycy za SKOK-i bekną

Najczęściej powtarzanym argumentem Prawa i Sprawiedliwości przeciwko powoływaniu komisji śledczej w sprawach bulwersujących w ostatnich tygodniach opinię publiczną jest to, że państwo sprawnie działa w kierunku wyjaśniania ujawnionych afer, więc nie ma powodów, by sprawą zajmowali się posłowie. Wczorajsze ustalenia portalu Onet w sprawie tajemniczego kredytu, jaki rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego wziął w SKOK Wołomin, którego działanie jest już dziś nazywane największą aferą finansową III RP sprawiają, że obywatele mają prawo nie mieć pewności, że służba podległa Ernestowi Bejdzie oraz ministrowi koordynatorowi służb specjalnych Mariuszowi Kamińskiemu sprawę wyjaśni w sposób należyty i bezstronny.

Przypomnijmy, zespół dziennikarzy Onetu dotarł wczoraj do dokumentów, z których wynika, że Piotr Kaczorek, niegdyś pracownik Komendy Powiatowej w Wołominie oraz starostwa powiatowego w tym mieście (gdzie znalazł zatrudnienie po odejściu z CBA za ery Pawła Wojtunika), a obecnie rzecznik CBA, wziął w 2013 roku kredyt w wysokości 160 tys. złotych z feralnej kasy w Wołominie. Nie byłoby w sprawie zapewne nic bulwersującego, gdyby nie fakt, że Kaczorek praktycznie od samego początku swoich zobowiązań względem blisko 250 tys. oszukanych klientów kasy nie spłacał. Z akt sprawy upadłościowej, w której znajduje się pokaźna lista dłużników (wśród nich znajdują się przecież setki podstawionych “słupów”, dzięki którym wyłudzono ze SKOK Wołomin ponad 3 mld złotych) wynika, że w ciągu kilku lat z pożyczonej kwoty Kaczorek spłacił zaledwie 4 tys. zł. Wraz z odsetkami, także karnymi, wciąż zalegał w lipcu 2017 r. na kwotę ponad 204 tys. zł. Gdy afera wybuchła na dobre, a media trąbiły o olbrzymich wyłudzeniach, spłaty kredytu w ogóle ustały. Dlaczego Kaczorek nie wywiązywał się ze swoich zobowiązań? W rozmowie z Onetem odmówił udzielenia wyjaśnień.

W sprawie najbardziej bulwersujące jest jednak to, że to właśnie CBA bada obecnie sprawę SKOKu Wołomin, co sprawia że mamy do czynienia ze skandalicznym konfliktem interesów. Co więcej, wobec ujawnionego mechanizmu wyłudzeń oraz jego skali, służby zajmujące się tą sprawą powinny bardzo szczegółowo przesłuchać każdego dłużnika kasy, który swojego zobowiązania nie wypełniał z uwagi na narzucający się wniosek, że mógł w jakiś sposób współpracować z organizatorami procederu. Czy możemy dziś wierzyć w to, że Piotr Kaczorek zostanie rzetelnie przesłuchany w tej sprawie przez swoich kolegów z CBA? Wątpliwości narzucają się same.

W Sejmie Robert Kropiwnicki z Platformy Obywatelskiej wezwał ministra Mariusza Kamińskiego do złożenia wyjaśnień w tej sprawie.

Zażądał także, by Centralne Biuro Antykorupcyjne zostało natychmiast odsunięte od dalszego udziału w śledztwie w sprawie SKOK Wołomin, a sprawa trafiła do komisji ds. służb specjalnych. Jeszcze dalej poszedł Krzysztof Brejza, który w rozmowie z portalem Onet.pl stwierdził, że wobec ujawnienia tego skandalu powinno dojść do natychmiastowej dymisji szefa CBA oraz ministra koordynatora. 

Sprawa niewątpliwie jest rozwojowa. Jak poinformował dziś portal Onet, po wczorajszej publikacji w CBA zapadła decyzja o zawieszeniu Piotra Kaczorka oraz o wszczęciu postępowania wyjaśniającego.

– Biuro Kontroli i Spraw Wewnętrznych Centralnego Biura Antykorupcyjnego wszczęło postępowanie wyjaśniające mające na celu szczegółowe i dogłębne wyjaśnienie okoliczności sprawy związanej z kredytem. Na czas trwania postępowania wyjaśniającego pracownik został zawieszony w czynnościach służbowych – napisało biuro w oświadczeniu przekazanym redakcji.

W tym miejscu warto przypomnieć deklarację minister ds. pomocy humanitarnej Beaty Kempy sprzed ponad dwóch lat. Ważna polityk obozu władzy mówiła wówczas, że PiS jest gotowe zgodzić się na komisję śledczą ws. SKOK-ów, jeśli ta będzie dotyczyć SKOK-u Wołomin.

Ciekawe, czy dziś jest tego samego zdania.

Depresja plemnika

Metropolita poznański i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Stanisław Gądecki filmu „Kler” nie widział. Nie zawahał się jednak porównać go z propagandowym filmem „Żyd Süss”, nakręconym w czasach III Rzeszy. – „Kler” wyreżyserowano według klasycznego antysemickiego filmu „Żyd Süss”. To już było grane za Goebbelsa” – powiedział abp Gądecki w Radiu Poznań.

„Żyd Süss” powstał na zlecenie i pod osobistym nadzorem ministra propagandy III Rzeszy Josepha Gobbelsa. Przedstawia losy trzech Żydów, których postawa jest synonimem stereotypów, dotyczących tego narodu, takich jak chciwość czy skąpstwo. „Żyd Süss” służył nazistowskiej propagandzie m.in. do usprawiedliwiania zbrodni, których Niemcy dopuszczali się na ludności żydowskiej, łącznie z „ostatecznym rozwiązaniem”.

„Kler” dotychczas obejrzało ponad 5 mln widzów.

To trzeci najchętniej oglądany film w polskich kinach po 1989 r. A dlaczego metropolita poznański go nie zobaczył? Jak to stwierdził w Radiu Poznań, ponieważ nie jest pozbawiony rozumu do końca”. Czyżby?

„Trzy dni przed Sylwestrem posłowie…

View original post 3 067 słów więcej

 

Cenzura, szkalowanie, ośmieszanie Polski i wepchnięcie w łapy Kremla

„W związku z narastającą falą agresji przeciwników koncertu, wobec tworzenia podziałów wśród mieszkańców, coraz bardziej napiętej atmosfery, wywieranych na nas nacisków, wielu kłamstw i oszczerstw, którymi zostaliśmy potraktowani, krzywdy, jaką wyrządza się zwykłym ludziom, mieszkańcom naszego miasta – wobec zwykłej nagonki na nas jako organizatorów festiwalu, a również na władze miasta zdecydowaliśmy się wycofać z organizacji w tym roku Metal Doctrine Festiwal w Piekarach Śląskich” – napisali organizatorzy imprezy. Miała się ona odbyć pod koniec lipca
(„Poseł i wojewoda z PiS oraz księża chcą odwołania koncertu w Piekarach Śląskich”). Według przedstawicieli PiS i Kościoła, zespoły metalowe, które miały wystąpić na festiwalu głoszą idee satanistyczne. Największy sprzeciw budził zespół Kat & Roman Kostrzewski.

Prezydent Piekar Śląskich Sława Umińska-Duraj próbowała mediować między przeciwnikami imprezy a jej organizatorami i zaproponowała spotkanie. Ani księża, ani wojewoda, ani poseł PiS Polaczek nie chcieli wziąć w nim udziału. – „Żałuję, że żadna ze stron, która protestowała przeciw organizacji koncertu, nie chciała usiąść do stołu rozmów i spróbować wypracować rozwiązanie, które z jednej strony spełniałoby oczekiwania młodzieży, z drugiej nie urażało niczyich uczuć religijnych czy patriotycznych” – podsumowała fiasko swoich usiłowań.

Krzysztof Turzański, zastępca prezydent miasta, w rozmowie z onet.pl powiedział, że rozumie decyzję organizatorów. – „Trudno się dziwić młodym ludziom, którzy poświęcają swój czas i angażują się w organizację koncertu, że go odwołują po takiej fali ataków i „ciepłych słów”, jakie zostały skierowane w ich stronę. W zeszłym roku koncert się odbył i nie wzbudził żadnych emocji, w tym roku emocje wzbudzają jedynie wybory i to jest powód całej awantury. Niepokoi mnie natomiast to, że działacze PiS chcą wracać do czasów cenzury, bo nie chodzi tu już jedynie o koncert metalowy, ale także inne imprezy rozrywkowe, między innymi disco polo, które uznali za niegodne. Co dalej? Cenzura kina, które właśnie powstaje w mieście, przedstawień teatralnych, a na końcu publiczne palenie literatury? To kompletna paranoja” – podsumował wiceprezydent Piekar Śląskich.

>>>

Jarosław Kaczyński zabrał głos po spotkaniu Komitetu Politycznego PiS. – Ci którzy pracują w spółkach są przez nas szanowani, ale nie będą kandydowali w wyborach na żadnym szczeblu samorządu – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości. – Nie idzie się do polityki dla pieniędzy – dodał.

– Zapadła decyzja, zgodnie z naszymi deklaracjami, które składaliśmy już niejednokrotnie i które ja składałem. Do polityki nie idzie się dla pieniędzy, ci którzy funkcjonują w spółkach, są przez nas szanowani, jeżeli dobrze wykonują swoje obowiązki, ale nie będziemy łączyć tych dwóch funkcji. To znaczy, że te osoby nie będą kandydowały na żadnym szczeblu samorządu – powiedział szef PiS w przerwie obrad władz partii.

Jarosław Kaczyński pojawił się publicznie pierwszy raz od swojego pobytu w szpitalu.

Pierwsza tura wyborów samorządowych może się odbyć w jedną z trzech niedziel: 21 października, 28 października lub 4 listopada br. W wyborach wybierzemy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a także rady gmin i powiatów oraz sejmiki województw. Kampania wyborcza rozpoczyna się w dniu zarządzenia wyborów.

Dziś po południu zebrał się Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości.W spotkaniu, poza prezesem partii, uczestniczyli też m.in.: wicepremierzy – Beata Szydło i Piotr Gliński, marszałek Sejmu Marek Kuchciński, szef MSWiA Joachim Brudziński, szef klubu PiS, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, rzeczniczka partii, wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek, szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska oraz wiceprezes partii, b. minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.

Wcześniej rzeczniczka PiS Beata Mazurek informowała, że podczas posiedzenia członkowie Komitetu będą m.in. podejmować kolejne decyzje w sprawie wyborów samorządowych, które mają odbyć się tej jesieni.

Pod koniec kwietnia prezes PiS Jarosław Kaczyński zaprezentował kandydatów Zjednoczonej Prawicy na prezydentów miast wojewódzkich. W maju Komitet Polityczny PiS zaakceptował ponad 40 kandydatur na prezydentów niektórych mniejszych miast; następnie w czerwcu kolejnych 29.

Pierwsza tura wyborów samorządowych ma się odbyć jesienią, w jedną z trzech niedziel: 21 października, 28 października lub 4 listopada. W wyborach wybierzemy wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a także rady gmin i powiatów oraz sejmiki województw.

„Jeżeli nie nastąpi jakiś dramatyczny zwrot, to obóz rządzący, PiS po prostu o Sąd Najwyższy się rozbije. Prezes Gersdorf ma za sobą powagę Konstytucji, czyli ona może odwołać się nie do przekonania, tylko do jednoznacznego przepisu prawnego, nadrzędnego nad ustawą. Sędziowie Sądu Najwyższego to są ludzie, którzy stwierdzili: nie ustąpimy ani o milimetr, ale nie szukamy czołowego starcia. Ja to porównuję do sytuacji, kiedy pojazd PiS-u skręcił wbrew zakazowi w ulicę jednokierunkową, a z naprzeciwka jedzie Sąd Najwyższy i grozi zderzenie czołowe. Prezydent, uznając decyzję pani prezes co do zastępstwa pana sędziego Józefa Iwulskiego, wjechał w związku z tym na chodnik. Sąd Najwyższy też wjechał na chodnik, żeby minimalizować ryzyko zderzenia czołowego” – powiedział Ludwik Dorn w TVN24.

Zdaniem byłego marszałka Sejmu, sędziowie SN wyciągnęli wnioski z błędów prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego. – „Postępują stanowczo, elastycznie i zręcznie, ale jednocześnie w sposób całkowicie pozbawiony awanturnictwa, prowokowania. Wyciągnęli wnioski z błędów, jakie popełnił prezes Rzepliński, który nie dopuścił dublerów do orzekania, ale uznał ich jako sędziów nieorzekających, czyli wpuścił lisy do kurnika i pojawiła się taka szczelina, a w takiej sytuacji jak pojawia się szczelina, to tak, jak przy powodzi, najpierw jest mały strumyczek, a potem wielka wyrwa” – stwierdził Dorn.

Uważa też, że niezwykle istotne są dla sędziów protesty obywateli i te z lipca ubiegłego roku, i te, które odbywają się obecnie. – ”To szalenie podbudowało moralnie sędziów. Oni wiedzą, że to, co robią, jest dla znacznej części społeczeństwa ważne” – podkreślił.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o kłamstwach PiS.

PiS kłamie i fantazjuje, a i tak miłość „ludu” do tej partii kwitnie.

Piątek – dzień jak każdy. Jedni od rana spieszą do pracy, inni już w urlopowych nastrojach, pakują się na wakacje i snują plany miłego odpoczynku. Zakupy, spotkanie ze znajomymi, jakaś knajpka, kino… Ot, toczy się nam codzienność, taka zwyczajna. A tymczasem pod pozorem tej normalności zżera nas robak głupoty, która znowu stała się dominująca. Znowu decyduje o przyszłości Polski i, nie ukrywam, mocno zatrważa.

Obecna władza staje na uszach, by zrobić nam, obywatelom, „wodę z mózgu”. Gdzie się tylko da, opowiada bajeczki, mataczy, wciąż przekonana, że naród i świat to kupi. Słucham, patrzę i własnym oczom, uszom, nie wierzę. Co w nas siedzi, jeśli wciąż ślepo zapatrzeni, uznajemy „pisowskie” bajanie za prawdę? Życie podtyka nam pod nos dowody na kłamstwa i manipulację, ale co tam. Jest jak jest, czyli po prostu wspaniale.

Najpierw przez ponad półtora roku politycy PiS wciskali nam kit, jak to broniąc Polski przed uchodźcami, wydajemy olbrzymie pieniądze, by pomóc im tam, na miejscu, gdzie wegetują w obozach, czekając na lepsze jutro. Elektorat PiS był taki dumny. Polska bezpieczna przed zarazą (czyli imigrantami), ale serce nasze iście chrześcijańskie, bo przecież sypiemy kasą, mocno pracujemy, by los tych biedaków odmienić na lepsze. Po czym nagle, w styczniu, nowy premier, znalazł fuchę dla zbijającej do tej pory bąki w Radzie Ministrów Beaty Kempy. Została ministrem odpowiedzialnym za sprawy dotyczące pomocy humanitarnej. No i nagle ruszyła kobieta z kopyta w teren, by wpaść do kilku obozów dla uchodźców i na miejscu zorientować się, co im potrzeba i ile kasy ta pomoc będzie kosztowała. Przy okazji załatwiła sobie niezłe wakacje, bo na pewno zatrzymywała się w dobrych hotelach, wpadła na jakąś plażę, by się zrelaksować i nieco opalić, latała wypasioną klasą. Jak więc ta pomoc wyglądała wcześniej, gdy nikt z rządu tego typu rozeznania nie zrobił? Wydaje się, że było to tylko puste gadanie, które miało uśpić naród i sumienie.

Złotousty prezydent Duda też wpisuje się idealnie w „pisowskie bajeczki”. Niby broni jak lew polskiej praworządności, a na każdym kroku pokazuje, że jest prawnikiem z dolnej półki, bo jego walka ma się nijak do zasad prawa, obowiązujących w Polsce. Konstytucja to dla niego jakiś tam skrawek papieru. Omija ją szerokim łukiem, bo wie lepiej, co i jak.

Buja nawet w sprawie Sądu Najwyższego. Profesor Gersdorf wyznaczyła na czas swej ewentualnej nieobecności zastępcę, sędziego Józefa Iwulskiego, co bardzo nie spodobało się prezydentowi. Ogłosił więc wszem i wobec, że to on wybrał pana Iwulskiego, by przejął funkcję pani profesor i oczywiście, święcie wierzy, że lud to kupi. Niestety, ma rację. Ślepa wiara „pisowskiego” ludu w swoją partię ma się świetnie i nie jest dla niego ważne, iż sędzia Iwulski nie miał pojęcia, że spotkał się z panem Dudą i doszło do jakiś tam ustaleń.

Podobnie funkcjonuje „pisowska” policja. Rota ślubowania zaczyna się od słów: – „Ja, obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, świadom podejmowanych obowiązków policjanta, ślubuję: służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia”. Wyraźnie widać więc, co powinno być dla naszej policji priorytetem, prawda? A jednak oddała ona serce i duszę obecnej władzy, prześladując i ścigając tych, co to w obronie Konstytucji występują. Zupełnie jakby z pełną świadomością wykreślili ten zapis ze swojej roty, podpisując się pod tym, który mówi o dochowaniu „wierności konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej, przestrzegać dyscypliny służbowej oraz wykonywać rozkazy i polecenia przełożonych”.

PiS osiągnęło mistrzostwo w omijaniu Konstytucji, załatwiając swoje sprawy ustawami. W ich mniemaniu jest to bardzo sprawiedliwe i praworządne, a ja zastanawiam się nad jednym. Jeśli Konstytucja jest nic nie warta, to czy ślubowanie na takie byle co, podejmowanie w zgodzie z nią pracy parlamentarzysty ma swoją ważność? Wydaje mi się, że nie i w tej sytuacji zapewne cały Sejm i Senat, rząd i prezydent nie mają prawa do pełnienia swoich funkcji, bo nie zostały do końca dopełnione formalności.

Kolejną „perełką” było wystąpienie w Strasburgu premiera Morawieckiego. Ależ dał popis hipokryzji i kłamstwa. Mistrz nad mistrze! Broniąc ustawy o Sądzie Najwyższym, tak pięknie powoływał się na walkę z postkomuną, swoje dokonania w latach 80–tych, umiłowanie demokracji i praworządności. Mówiąc o sędziach, którzy skazywali w czasach PRL działaczy opozycyjnych na długie lata więzienia, nie potrafił nawet wymienić ich z imienia i nazwiska. I tak sobie fantazjował, ale okazało się, iż europarlamentarzyści, choć są daleko, mają zdecydowanie większą wiedzę w tym temacie od elektoratu prezesa Kaczyńskiego i jego partii. Nie dali się nabrać, a nam pozostał tylko wstyd…

Dodajmy do tego kłamstwo o „wstawaniu Polski z kolan”. Właśnie widać, jak Europa i świat padają z zachwytu nad obecną polityką Polski. W UE praktycznie już się nie liczymy. Przestaliśmy być też liderem państw Europy Środkowo-Wschodniej, z którego zdaniem bardzo się liczono. Ośmieszyliśmy się znowelizowaną ustawą o IPN, a teraz gdy odchodzimy od zapisu karania za brzydkie mówienie o Polsce, argument, że tak naprawdę chodziło nie o sam zapis jako taki, ale o to, by o Polsce było głośno, to już kompletna bzdura i kompromitacja tego rządu.

Sukcesy PiS w ich Programach Plus to też szczyt zakłamania i hipokryzji. Mieszkania Plus okazują się droższe od tych, które można sobie wynająć na wolnym rynku, 500 Plus to idealna inwestycja dla wielu cwaniaczków, którzy doją nasze kieszenie równo, Senior Plus szybciej wykończy biednego emeryta niż da mu te nieszczęsne darmowe leki.

Mogłabym jeszcze długo i dużo. O przeinaczaniu historii, o zakłamywaniu relacji z państwami, z którymi sąsiadujemy, o pojawianiu się nowych „bohaterów”, których mamy czcić, choć nic takiego nie zdziałali, o wspaniałym rozwoju gospodarczym, ale chyba wystarczy już tych przykładów. Może więc ktoś mi wytłumaczy, jakim cudem tylu Polaków wciąż wierzy PiS-owi. Są robieni, podobnie jak i my, totalnie w konia i jakoś im to wcale nie przeszkadza. Wciąż będą bronić swoich idoli. Wciąż będą stać za nimi murem. Zupełni, zupełnie tego nie łapię…

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Janie Pietrzaku.

„Ucho prezesa” zostało przechwycone przez Jana Pietrzaka. I nie dziwota, twórca „Kabaretu pod Egidą” w klocki, jak układać się z władzą jest mistrzem. W PRL-u miał glejt koncesjonowanej opozycji kabaretowej, pod władzą PiS został pupilkiem. Wyżej w tej materii się nie podskoczy. Jego „Towarzystwo Patriotyczne” dostało od Fundacji PZU 600 tys. zł (plus 400 tys. wcześniej) na realizację „Stu żartów na stulecie”.

Producent oryginalnego „Ucha prezesa” Showmax od nikogo szmalu nie dostał, a musiał przecież płacić honorarium Robertowi Górskiemu i Kabaretowi Moralnego Niepokoju. Przyglądając się Górskiemu, można wątpić co do jego wizerunkowych możliwości. Marny z niego prezes PiS en face i z profilu, a Pietrzak w tej chwili bez charakteryzacji może jeszcze długo odgrywać Kaczyńskiego po chorobie kolana, a nawet po cięższych przypadłościach.

W „Uchu prezesa” produkcji Pietrzaka widzę rolę dla ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, który jest autorem złotej myśli, której nie powstydziłby się twórca „Zielonego Balonika” Tadeusz Boy-Żeleński. Ba, Szumowski to Stańczyk PiS, Szumowski stwierdził, że in vitro i antykoncepcja to pogwałcenie Dekalogu.

Szumowski był łaskaw podpisać swego czasu deklarację wiary, której symbolem jest właśnie Dekalog. I teraz ten minister od boskich boleści ma problem do rozwiązania – jego ministerstwo i rząd PiS zerwali porozumienie z lekarzami rezydentami. Chodzi o „Ustawę 6%”, która nie uwzględnia poprawek lekarzy, a które były clou porozumienia kończącego protest. Lekarze rezydenci nie mają innego wyjścia, jak wznowić presję protestacyjną, piszą: – „Czeka nas w najbliższym czasie fala protestów i strajków w ochronie zdrowia. Przepraszamy pacjentów za to, co nastąpi. Wszystkie inne sposoby zawiodły. Nie możemy już inaczej walczyć o normalność w systemie opieki zdrowia w Polsce”.

Lekarzy rezydentów rząd PiS wydymał, jak i niepełnosprawnych – i z tego gwałtu, jak zwykle w tej partii – owocem są zwyrodnienia. Takie zwyrodnienie mamy szansę dojrzeć w owocu „światłej” myśli tatusia premiera Kornela Morawieckiego, który chciałby „prosić prezydenta Putina, że jeśli dzieją się u nas jakieś zmiany, wybory, by zrobił gest otwartości w stosunku do Polaków”.

Ta prośba do Putina to owoc zwyrodniałej przyjaźni z Viktorem Orbanem, który jest bliskim przyjacielem Putina. PiS jest więc na drodze, iż prędzej czy później musi dojść do otwartej zależności od Kremla, jeżeli jest się na wojnie z Zachodem, z Unią Europejską. Jasne, iż tatuś Mateusza Morawieckiego to czystej wody targowiczanin, w grobie przewracają się Józef Piłsudski i Jerzy Giedroyc. Na naszych oczach rodzą się targowiczanie – odpowiednicy Szczęsnego Potockiego i Ksawerego Branickiego.

A swoją drogą ciekawy byłby odcinek „Ucha prezesa”, w którym odgrywający Kaczyńskiego Pietrzak leży na łóżku szpitalnym, chore kolano ma podwieszone na wyciągu i śpiewa czastuszkę na nutę „Żeby Polska”.
„Odrodzenie państwa w drodze!
Już nie grozi nam agonia!
(…)
Oj ra! Oj ra! Rodina Sowieckaja!
Oj ra! Oj ra! Rodina Sowieckaja!”
(tekst Jacka Kaczmarskiego)

Kabaret Pietrzaka będzie wszak transmitował Jacek Kurski na falach TVP. Braki publiczności – jak w Opolu – wypełnią z naboru pisowscy pacjenci. A czy to będzie przy Szaserów, czy w Tworkach, jest drugorzędne. Za milion złotych można podrzucić nie takie kukułcze jaja.

>>>

Post Navigation