Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Roman Giertych”

PiS upadnie

320 głosów przesądziło o tym, że opozycja przejęła władzę w wyższej izbie polskiego parlamentu. O tyle bowiem głosów senator Stanisław Gawłowski pokonał swego pisowskiego konkurenta.

Głosowanie nad Marszałkiem Senatu, gdzie prof. Grodzki otrzymał 51 głosów pokazało, że opozycja ma o jeden głos więcej niż PiS (głos wstrzymujący Lidii Staroń był głosem przeciw gdyż do wyboru Marszałka Senatu potrzeba bezwzględnej większości głosów).

Gdyby Gawłowski przegrał swój mandat, to wczorajszy wynik byłby 50 dla Grodzkiego, 49 dla Karczewskiego i 1 wstrzymujący, tak więc zabrakłoby jednego głosu do większości bezwzględnej.

Te 320 głosów Gawłowskiego będą się śnić Kaczyńskiemu do końca kadencji. Podzielony parlament oznacza symboliczny koniec totalnej hegemonii PiS i jest też oczywistą zapowiedzią, że w następnych wyborach PiS najprawdopodobniej przegra z kretesem (o ile oczywiście opozycja się ogarnie i wyciągnie wnioski z trzech kolejnych porażek).

Senat w rękach opozycji oraz prawdopodobne wyroki TSUE oznaczają również, że możliwość dokonania zamachu na sądy, które Kaczyński nazwał ostatnią barierą, bardzo zmalała.

Oceniam, że politycznie PiS nie jest obecnie w stanie dokonać takiego zamachu. Można więc powiedzieć, że ostatnia bariera pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a dyktaturą wytrzymała. Oznacza to również, że polska demokracja nie ulegnie zamianie w autorytaryzm i prędzej czy później PiS upadnie. Stąd tak wielkie rozczarowanie w obozie Kaczyńskiego. On dobrze wie, że zamach stanu jest zawsze bezkarny, ale próba zamachu stanu, to zupełnie inna historia…

Kmicic z chesterfieldem

O pedofilskich skłonnościach ks. Mariusza W. poinformowała Szkoła Podstawowa nr 5 w Nowym Targu, gdzie uczył on religii. Sprawa została ujawniona podczas zajęć wychowawczych – nauczycielka poruszyła z dziećmi temat molestowania seksualnego. Kilka uczennic przyznało, że takich zachowań dopuścił się ich katecheta.

Szkolni pedagodzy zawiadomili o tym prokuraturę. Ksiądz Mariusz W., początkowo, zaprzeczał oskarżeniom i twierdził, że jest niewinny. Uznawał się nawet za „duszpasterza dzieci”.

Duchowny – jak poinformowała „Gazeta Krakowska” – zmienił zdanie w zeszłym tygodniu i przyznał się do zarzucanych mu czynów. „Przyznaję się, zrobiłem to” – oznajmił. Deklaracja nie kończy sprawy. Proces dalej trwa, a wyrok jeszcze nie zapadł.

Sprawa jest o tyle bulwersująca, że po nagłośnieniu sytuacji ksiądz został przeniesiony do innej parafii. W Nowym Targu zorganizowano pożegnalną mszę, a część wiernych deklarowało swoje poparcie dla zboczeńca w sutannie, który „umiał zjednywać do siebie ludzi przez swoją otwartość”.

Ofiary zboczeńca miały od 9 do…

View original post 2 212 słów więcej

 

Opozycja zaczyna zwyciężać. Prof. Grodzki marszałkiem Senatu

Tomasz Grodzki z PO został wybrany marszałkiem Senatu. Za jego kandydaturą  głosowało 51 senatorów.

Kontrkandydat – dotychczasowy marszałek – Stanisław Karczewski z PiS otrzymał 48 głosów.

Jeden senator wstrzymał się od głosowania (nieoficjalnie mówi się, że chodzi o Lidię Staroń).

Głosowanie było jawne. Każdy z senatorów otrzymał imienną kartę do głosowania z nazwiskami senatorów Grodzkiego i Karczewskiego.

Jeszcze przed głosowaniem senator Krzysztof Kwiatkowski poinformował o powołaniu koła senatorów niezależnych. Oprócz byłego szefa NIK w kole znaleźli się Lidia Staroń i Wadim Tyszkiewicz. – „W ramach koła w głosowaniach osobowych każdy będzie dokonywał wyborów zgodnych ze swoim sumieniem. W pozostałych nasze głosowania będą stanowić efekt wcześniejszych ustaleń. Pracą koła pokieruje pani Lidia Staroń” – powiedział Kwiatkowski.

A Kwiatkowski i Tyszkiewicz oddali swoje głosy na Tomasza Grodzkiego.

Kmicic z chesterfieldem

Trzeba dużo zmienić by wszystko zostało po staremu mówi znana nie od dziś zasada… I to ona zadecyduje teraz o kształcie nowego rządu.

Dziś Morawiecki poda swój rząd do dymisji, a na nowym rozdaniu sam najwięcej skorzysta – zdradza Wyborcza.pl.

„Po cichu, w zaciszu gabinetów, znalazł swoich ludzi na stanowiska, w których dzieli się pieniądze. Ministrem finansów będzie jego dobry znajomy z banku” – powiedział dziennikowi polityk PiS, sugerując, że Tadeusz Kościński zastąpi Jerzego Kwiecińskiego, który kierował resortem finansów i rozwoju, a teraz, „ma się realizować w międzynarodowych strukturach finansowych”.

Ministerstwem Zarządzania Funduszami ma kierować Małgorzata Jarosińska-Jedynak, samorządowiec, od 2018 r. wiceminister rozwoju. Wyborcza zwraca uwagę, że przy okazji jednym ruchem Morawiecki przejął też sprawy unijne, które zabrał z Ministerstwa Spraw Zagranicznych do kancelarii premiera i powierzył wiceministrowi Konradowi Szymańskiemu.

Blisko współpracowaliśmy przy wszelkich eskapadach europejskich na Radzie Europy. Tam są żmudne negocjacje dotyczące przekładania legislacji europejskiej na realną…

View original post 4 600 słów więcej

 

Z PSL do PiS ścieżka przetarta

PiS notorycznego kłamczucha chce zrobić sędzią TK – mówił w Sejmie poseł PO Zbigniew Konwiński i wyliczał te najważniejsze kłamstwa. Zeznania Chojny-Duch posłużyły do złożenia pierwszego zawiadomienia do prokuratury przez komisję śledczą ds. VAT-u. W poniedziałek PiS poinformował, że Chojna-Duch, obok Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz, będzie rekomendowana na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Kandydatka do TK to “notoryczny kłamczuch”

Elżbieta Chojna-Duch jest prawniczką i byłym wiceministrem finansów w rządzie PO-PSL. Była też głównym świadkiem komisji śledczej w sprawie luki VAT-owskiej. To jej zeznania posłużyły PiS-owskiej większości w komisji do złożenia pierwszego zamówienia do prokuratury.

W poniedziałek PiS poinformował, że jest ona jedną trzech kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego – obok posłów partii rządzącej, Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza.

Po uzyskaniu poparcia większości sejmowej mieliby zastąpić trzech obecnych sędziów TK – Marka Zubika, Piotra Tuleję i Stanisława Rymara, którym kadencja kończy się 3 grudnia 2019 roku.

Zeznań byłej wiceminister finansów nie potwierdzili ani następni świadkowie, ani dokumenty, które są w dyspozycji komisji śledczej.

– Zastanawialiśmy się wtedy, co pani Chojna-Duch otrzyma od PiS-owskiej większości. Chodziły różne plotki, np. że dostanie funkcję w NBP, w Radzie Polityki Pieniężnej. Dziś dowiadujemy się, że ma to być członkostwo w atrapowym TK – mówił w Sejmie na konferencji Zbigniew Konwiński.

“Kłamać trzeba umieć”

Zeznania Elżbiety Chojny-Duch zostały szybko ujawnione. Nie tylko pozostali świadkowie nie potwierdzili jej słów, ale także ministerialne dokumenty przeczą jej zeznaniom.

Po pierwsze, zarzuciła rządowi PO-PSL, że rozszczelnił system podatkowy, znosząc sankcję 30 proc. Sama miała być przeciwna takim rozwiązaniom. – To nieprawda, na kilkunastu dokumentach, które są w posiadaniu komisji, istnieje odręczne jej słowo “akceptuję”. Na dokumentach, gdzie jest mowa o zniesieniu sankcji – mówił Zbigniew Konwiński.

Mijała się z prawdą, gdy mówiła o tym, że nigdy nie spotykała się w MF z doradczą podatkowym. – Znaleźliśmy notatkę z 19 maja mówiącą o takim spotkaniu – wyliczał Konwiński.

Kłamała też w innych kwestiach, jak w sprawie roli doradcy społecznego ministra Rostowskiego, której także nie potwierdzili inni świadkowie.

– Mamy do czynienia z korupcją polityczną – mówił Zbigniew Konwiński – w zamian za kłamstwa przed komisją śledczą postanowiono ją wynagrodzić stanowiskiem w atrapowym TK. Można by powiedzieć: jaki TK, tacy kandydaci do niego.

Kmicic z chesterfieldem

Tym razem list Romana Giertycha nie jest prześmiewczy. Adwokat na Facebooku zamieścił ułożone przez siebie przemówienie, które powinien wygłosić były szef MON po tym, jak „Duda wyznaczył Macierewicza na marszałka seniora Sejmu – „Po prostu zrobił to, co mu prezes kazał”.

Giertych chce, żeby Macierewicz przeprosił na pierwszym posiedzeniu Sejmu nowej kadencji za oszukiwanie Polaków w sprawie katastrofy smoleńskiej. Były szef MON powinien powiedzieć: – „Poruszony wyrzutami sumienia chciałbym przeprosić wszystkich za to, że w pełni świadomy, że straszna smoleńska katastrofa nie była spowodowana żadnym zamachem, łgałem bezczelnie przez wiele lat wskazując, że istnieją dowody na sprawstwo katastrofy, a ich od początku nie było”.

Adwokat przypomina, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej musiały „przechodzić koszmar niechcianych ekshumacji”. Podsuwa Macierewiczowi tekst przeprosin: – „W pierwszej kolejności chciałbym przeprosić Rodziny Ofiar Katastrofy za to, że swoją podłością zatruwałem im dzień po dniu i nie pozwalałem odbyć żałoby. Ze łzami w oczach…

View original post 977 słów więcej

 

Duda i kobiety. Żałosny don Juan

Adrian kocha wszystkie kobiety… Widząc tę reklamę pomyślałam, że chodzi o nowy sezon Ucha Prezesa. Występujący w nim prezydent Adrian kocha wszystkie kobiety i swoją żonę, wbrew opinii, że jest gejem. Potem, zobaczyłam kawałek spodni, owłosioną pięść. Adrianem jest męski bokser? Reklama sado-maso, bo pobita kobieta ma ponętne czarne pończoszki i maksymalnie zadartą spódnicę. Obok napis: „Walcz o siebie. Ja to zrobiłam!!” – Karolina Piasecka.

Zrozumiałam, reklama walki z przemocą. Mąż Piaseckiej za dekadę znęcania się nad nią dostał 2-letni wyrok. Radny PiS-u tłukł żonę w imię Boga jedynego, patriarchalnego. Bardzo się cieszę, że Karolina Piasecka wygrała, jest bezpieczna i zarobiła na reklamie. Innego odszkodowania nie dostanie ani jej dziecko. Kat w więzieniu, ofiara nagrodzona, ale problemem jest Adrian.

Aktorkom za otwarte mówienie prawdy, np. Maji Ostaszewskiej oskarżającej PiS o łamanie prawa, „zabiera się reklamy”. Piosenkarkom anuluje koncerty – jak Przybysz, po przyznaniu się do zakazanej aborcji. W tym biznesowym konformizmie, Adrian idzie pod prąd promując kobiecą odwagę, inność. Jego reklama z Grodzką – „Każdy ma prawo być sobą”, super. Reklamowanie rajtuz przez Kuszyńską na wózku, świetne. Ale upozowanie pani Karoliny Piaseckiej i podpisanie tego „Adrian kocha wszystkie kobiety” wygląda rzeczywiście na kabaret, nie z ucha, ale z dupy.

Oczywiście ofiary domowej przemocy mogą nosić bluzkę od stylistki, seksowne pończoszki.

Bite są kobiety biedne i bogate. Gwałcone na randce, przez męża w domu, albo obcego w parku. Adrian ubierając panią Karolinę na plakat reklamowy wiedział, że „nie wolno czepiać się stroju kobiet”. To jest jedno z osiągnięć feminizmu. Jasne, jak czarne pończochy i siostry mogą zarządzać swoim ciałem dowolnie, nie krytykuj ich wyborów.

Nie czepiam się Karoliny Piaseckiej, szacun.

Zastanawiam się nad strategią Adriana. Co reklamuje? Towar? Odwagę? Wspieranie odważnych kobiet? Ty dasz twarz i nogi, my sfotografujemy nasze rajtuzy i twoją historię.

Wbrew pozorom nie jest to reklama społeczna: „Bo zupa była za słona”. Pokazana na niej twarz pobitej kobiety nie reklamowała zupki podliszki czy gorącego kubka. Chociaż sprytny handlowiec, mógłby dodać „Gorąco kochamy kobiety”. I dorzucić kto wyprodukował te świetne cienie pod oczy.

Skatowane niemowlę opatrzone na bilbordach hasłem „Wszystkie dzieci są nasze” i ubrane w pieluszkę z wywalonym logo? Nikt nie ogłasza „Prawdziwe piękno nie tonie”, gdy przy szczątkach samolotu rozbitego nad oceanem pływają drogie kosmetyki. To jednak nie powód, żeby pisać „Nawet śmierć może być piękna”.

Nie wiem co naprawdę kocha Adrian, kasę? Rozgłos? Fajnie, jeżeli robi to z pomysłem. Gorzej, jeżeli miesza seks, przemoc i biznes.

Chciałeś Adrianku pomóc ofiarom przemocy? – Ogłoś, za każdą parę kupionych rajtuz parę złotówek idzie na pomoc dla ofiar przemocy domowej. Do tego zdjęcie Karoliny Piaseckiej, autentyczne jeśli ma ochotę, z siniakiem. I nowe, po wygranej sprawie przeciw oprawcy. Z wyrokiem w ręku – walczcie kobiety o swoje.

Chyba że chodzi tylko o rajtuzy. Wtedy trzeba było pokazać scenę, jak duszona czarnymi pończochami kobieta walczy drąc je i…nic. Są tak wytrzymałe, nawet oczko nie poszło, nie puściło się do widzów.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy w 2015 r. Marian Banaś został wiceministrem finansów, złożył oświadczenie, że nie ma mieszkania w Warszawie. Przydzielono mu więc 35-metrowy służbowy lokal, składający się z pokoju, kuchni i łazienki. Banaś nie płacił za wynajęcie tego mieszkania, pokrył jedynie koszty takie jak czynsz czy opłaty za media.

Z lokalu służbowego Banaś korzystał do końca października tego roku, choć – jak ustalił RMF FM – w marcu 2017 roku kupił sobie mieszkanie w Warszawie. W oświadczeniu majątkowym podał, że ma 40-metrowe mieszkanie.  Jak podaje stacja, znajduje się ono „w atrakcyjnej lokalizacji na strzeżonym osiedlu na Pradze”.

Nie wiadomo dlaczego obecny szef NIK nie opuścił służbowego lokalu po zakupie własnego mieszkania. Banaś nie chciał rozmawiać na ten temat.

– „To kolejna gruba rysa na kryształowym wizerunku szefa Najwyższej Izby Kontroli” – skomentowała te doniesienia Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego w rozmowie z RMF FM. Zaznacza, że brakuje przepisów regulujących sytuację, gdy podczas…

View original post 1 372 słowa więcej

 

Zaduszki

Boimy się śmierci, zapominamy o niej (bo to jest wygodne), godzimy się z nią, gdy nadchodzi (choć tylko w ostatnim momencie, bo cóż nam pozostaje?), droczymy się z nią, ryzykując bezmyślnie życie (robią to nader często himalaiści i piraci drogowi), fetujemy ją co roku, czyszcząc groby tych, których dosięgnęła, zadowoleni, że to jeszcze nie my.

A jednocześnie od wieków zadajemy sobie pytanie „jak jej uniknąć?”. Pytanie to nakręca całą naszą cywilizację. A ponieważ nasza cywilizacja jest różnorodna, więc pytanie to ma mnóstwo odpowiedzi.

Zacznijmy od Homera. Twierdził on, że trzeba być sławnym w boju. Nieśmiertelni mogą się więc stać wojownicy i to tylko tacy wielcy jak Achilles. Nieśmiertelność nie jest udziałem kobiet, bo rodzą, a nie zabijają, tymczasem w naszej kulturze zabijanie jest znacznie ważniejsze od rodzenia (można się o tym przekonać porównując, ile państwa wydają na wojsko, a ile na politykę socjalną).

Dwie odpowiedzi dał Platon. Wspomniał, że trzeba rodzić dzieci, bo one zapewniają nam jakąś formę nieśmiertelności, ale ponieważ (za Homerem) robią to wyłącznie kobiety, a kobietami Platon gardził, więc opiewał inną formę płodzenia, a mianowicie „w pięknie”. Chodziło mu nie tylko o sztukę, ale przede wszystkim o filozofię, która pozwala nam wznosić się ku temu, co wieczne i niezmienne. Uważał też, że filozofia przygotowuje do śmierci. Wierzyłam mu, ale ostatnio towarzyszyłam w umieraniu pewnemu wielkiemu filozofowi. Nie był na nią przygotowany mimo sześćdziesięcioletniej praktyki filozofowania. Pragnął żyć. Do samego końca.

Wielką odpowiedź na pytanie, jak uniknąć ostatecznej śmierci dało chrześcijaństwo: wierzyć w Boga i w zbawienie, które nam obiecuje. Wszelako pod pewnymi warunkami. Główny przekaz chrześcijaństwa polega na bagatelizowaniu życia (jest przygodne, kruche, naznaczone grzechem pierworodnym) i uświęcaniu nicości, czyli tego, co będzie po śmierci.

Niektórzy nazywają to rajem, miejscem ostatecznego spełnienia, gdzie człowiek będzie wolny od trosk, starzenia się, cierpienia i śmierci, a ponadto będzie radował się towarzystwem aniołów oraz samego pana Boga, co dla wierzących powinno być wyjątkowym bonusem. Nie znam jednak chyba żadnego człowieka, który gdyby miał do wyboru boski raj i ziemską marną nieśmiertelność, wybrałby to pierwsze. W średniowieczu może tak, ale nie w epoce używania i postępu. Postępu, zwłaszcza medycyny, farmakologii i dietetyki.

Te trzy dziedziny dają nam nadzieję nie tylko na duchowe pokonanie śmierci, ale rzeczywiste. Bo któż z nas nie żywi przekonania, że jeśli umrze z powodu jakiejś choroby czy starości, to tylko dlatego, że (A) nie miał pieniędzy, by się należycie leczyć, (B) nie miał dostępu do dobrych lekarzy i klinik (bo żyje w Polsce), (C) medycyna jeszcze nie dokonała odkrycia przyczyn jego choroby, co wkrótce nastąpi, (D) nie miał dostępu do skutecznych lekarstw, (E) stosował niewłaściwą dietę.

To nie żart. Na świecie jest ponad 3 tysiące diet, które mają nie tylko odchudzać, ale przyprawić nas o nieśmiertelność. Na przykład w małym amerykańskim miasteczku Shelby w stanie North Caroline istnieje centrum zdrowotne, które prowadzi baptystyczna organizacja Hallelujah Acres. Jej celem jest: „Powrót do Ogrodu!”, czyli do raju nieśmiertelności. Wszelako nie o modlitwy tu chodzi czy o zachętę do finansowania Kościoła, lecz o dietę. „Dlaczego chrześcijanie chorują?” – pytają baptyści. „Bo źle się odżywiają” – twierdzi lekarz Dr Malkmus szefujący ośrodkowi. By „ciało, czyli pojazd, którym dusza zmierza do zbawienia był sprawny”, należy wrócić do naturalnego sposobu życia i odżywiania. Jeść tylko to, co surowe, nieprzetworzone, ekologiczne, lokalne. Szczegóły? Polecam stronę Hallelujah Acres, a najlepiej skorzystanie z usług ośrodka lub założenie własnego. Śmierć jest przygodna; ludzka inwencja wieczna.

Kmicic z chesterfieldem

Taki dzień.

Apel do pazernych klechów

„Brak wpadek odróżnia prezydenta Dudę od Bronisława Komorowskiego – ogłosił w „Kropce nad i” Kamil Bortniczuk z Porozumienia Jarosława Gowina. To ciekawa opinia. Z tym, że nie ma oparcia w faktach

Goszcząc w programie Moniki Olejnik, poseł Porozumienia Jarosława Gowina wygłosił laurkę dla prezydenta Andrzeja Dudy – jego zdaniem to najlepszy prezydent, jaki mógł się Polsce przytrafić.

Rzeczywiście, im bliżej było końca kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego, tym bardziej kojarzył się on wyborcom jako chodząca gafa. Po części była to etykieta zasłużona, po części – krzywdząca.

Natomiast jeśli uznamy, że Komorowskiemu często przydarzały się wpadki, Duda z całą pewnością mu nie ustępuje.

1. Wpadki zagraniczne

Bronisławowi Komorowskiemu pamięta się niefortunną wypowiedź podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w grudniu 2010 r. Podczas spotkania z Barackiem Obamą Komorowski stwierdził:

„Fundamentem naszych relacji jest umiłowanie – amerykańskie i polskie – wolności. Jeśli mamy razem iść na wielkie polowanie…

View original post 2 468 słów więcej

 

Kiedy Kaczyński wreszcie pójdzie siedzieć?

Kmicic z chesterfieldem

– „Złożyliśmy do sądu zażalenie na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie zarzucanego przez G. Birgfellnera Jarosławowi Kaczyńskiemu oszustwa wielkich rozmiarów” – poinformował na Twitterze Roman Giertych. On i Jacek Dubois są pełnomocnikami austriackiego biznesmena.

11 października prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa z zawiadomienia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi o budowę w centrum Warszawy dwóch wieżowców przez pisowską spółkę Srebrna.

Prokuratura, którą nadzoruje Zbigniew Ziobro, podjęła tę decyzję tuż przed wyborami do parlamentu. „Prokuratura odmówiła śledztwa dot. dwóch wież Kaczyńskiego – sprawa trafi do sądu”.

Dodajmy, że tego samego dnia prokuratura odmówiła również wszczęcia śledztwa w sprawie zawiadomienia, które złożyli posłowie PO. Dotyczyło ono możliwości popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego poprzez m.in. płatną protekcję, powoływanie się na wpływy oraz przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

Internauci w komentarzach obawiali się, że po ewentualnym uwzględnieniu przez sąd zażalenia, prokuratura niewiele zrobi:…

View original post 1 329 słów więcej

 

Morawiecki, postać z Barei. Miś, któremu odkleiło się oczko

Media donoszą panie premierze, że w Ministerstwie Finansów za Pana tam rządów podwładni wiceministra Banasia, którzy mieli zwalczać wyłudzenia VAT kierowali mafią wyłudzającą VAT. A podległa Panu jako obecnie premierowi prokuratura doprowadziła do ich aresztowania.

To genialny patent! Aby naprawić jakiś problem Państwa należy wyaresztować pisowców, którzy mają się zajmować jego rozwiązaniem.

Bardzo mi się ten plan podoba i czekam na rozwiązania w innych dziedzinach życia państwowego.

Proponuję, aby na koniec, gdy już wszystkich Pan pozamyka, polecił Pan ostatniemu prokuratorowi, który będzie jeszcze na wolności (pozostali za krzewienie przestępczości będą już siedzieć), aby zatrzymał Pana jako tego, który odpowiada za całościowe psucie Państwa.

Czy wyobraża Pan sobie tę chwilę, gdy ostatnia policyjna suka zajeżdża po Pana o 6 rano, a tam nie ma nawet kamer TVP, bo ostatni „dziennikarz” został zatrzymany przez ABW? Czyż nie byłoby to piękne?

Kmicic z chesterfieldem

Kaczyński, Kamiński i Ziobro od dawna musieli wiedzieć o majątku Mariana Banasia i jego biznesowych konszachtach z gangsterami. A mimo to karnie podnieśli rękę za powołaniem tego „krystalicznie uczciwego” człowieka na szefa NIK. Dlaczego?

Prezes PiS, prokurator generalny, szefowie służb specjalnych jak jeden mąż zagłosowali 30 sierpnia w Sejmie za tym, by powołać Mariana Banasia na prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Choć od miesięcy było wiadomo, że w sprawie jego majątku są niejasności, a jego byli współpracownicy z resortu finansów mają zarzuty za wyłudzenie VAT, „Pancerny Marian”, jak nazywają Banasia partyjni koledzy, jest mocniejszy, niż nam wszystkim się wydawało.

Gdy „Superwizjer” TVN ujawnił, że od lat wynajmował znanym krakowskim sutenerom kamienicę, którą ci zamienili na hotelik z pokojami na godziny, PiS bronił go jak niepodległości. Sam Banaś brylował w prorządowych mediach, pokrętnie tłumacząc się z biznesów z karanymi w przeszłości gangsterami, którzy mają do niego bezpośredni telefon. I sam się denuncjował, ujawniając…

View original post 2 490 słów więcej

 

Beata Mazurek leci na Tuska, taki jej voyeryzm, pisowskie zboczenie

– „Według naszych informacji dzisiaj na zapleczu PE doszło do ok. 20 minutowego spotkania Tusk- Kopacz. Jeśli to prawda, Schetyno drżyj” – tweet takiej oto treści umieściła europosłanka PiS Beata Mazurek. Okazało się, że te „informacje” są naciągane.

Ewa Kopacz bowiem powiedziała dziennikarzom w Strasburgu, że spotkała się z Donaldem Tuskiem, ale na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego. – „Trudno, żebym nie spotkała się z Donaldem Tuskiem, skoro to był, po pierwsze, mój premier, bo byłam w jego rządzie, mój szef partii, bo byłam w PO, no i szef Rady Europejskiej, który składał dzisiaj sprawozdanie z posiedzenia ostatniej Rady Europejskiej” – powiedziała europosłanka PO.

– „Martwcie się o swoją partię, zdrowie prezesa i naukę j. angielskiego, bo wstyd”; – „A co było celem tajnego spotkania Banasia z Terleckim? Jarosławie drżyj”; – „Bidulo to nie bazar w Pcimiu. Do roboty, nie do plotek. Choć jak rozumiem ciężko, może zbyt ciężko”; – „A Szanowna Pani to do tego Europarlamentu chciała się dostać tylko po to, żeby ganiać w PE za Donaldem Tuskiem?”; – „To już wiadomo, czym się zajmują europosłowie PiS w Parlamencie Europejskim” – komentowali internauci.

„Tajna wiadomość ze skrytki” – przypomniał jeden z internautów. A chodzi oczywiście o „Europosłanka PiS Mazurek chwali się, że… dostała skrytkę w PE?”.

Nie da się ukryć, że była rzeczniczka PiS ostatnio wiele swojej uwagi poświęca liderowi PO. Nie dalej jak wczoraj: „Czy p. Mazurek nigdy nie nauczy się, że najpierw się myśli, potem pisze lub mówi?”.

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie oszustwa, jakiego miał się dopuścić Kaczyński wobec Birgfellnera. Czekała 259 dni, choć przepisowo powinno być 30, w kółko przesłuchując biznesmena i wlepiając mu grzywny. Dlaczego tak długo? Bo 5 października zmieniły się przepisy dające szanse na dochodzenie sprawiedliwości, a 13 października były wybory

Gerald Birgfellner przy pomocy dwóch swoich adwokatów – Romana Giertycha i Jacka Dubois – złożył 25 stycznia 2019 roku „zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa” opisanego w art. 286 par. 1 kodeksu karnego. Przewiduje on karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.

21 października opinia publiczna dowiedziała się, że śledztwa nie będzie.

Dowodów na to, jak Kaczyński wprowadzał Birgfellnera w błąd dostarczyły zapisy rozmów, które biznesmen zaczął rejestrować widząc, że…

View original post 6 915 słów więcej

 

Kiedy Kaczyńskiemu pocieknie jucha i zostanie wyniesiony na śmietnik historii?

Plan w PiS-ie był prosty: do wyborów Mariana Banasia chowamy w szafie, jak cztery lata temu Macierewicza, po wyborach wraca z urlopu i składa dymisję, po której stary Senat wybiera nowego prezesa NIK. I po sprawie.

Marzenia o większości kwalifikowanej
Żeby plan ten mógł się powieść, PiS musiał mieć większość w obu izbach parlamentu. Dodatkowo Kaczyński grał na 276 mandatów niezbędnych do odrzucania weta prezydenta. Plan jednak udał się tylko w jednym punkcie, dlatego pierwsze słowa prezesa podczas wieczoru wyborczego były tak zachowawcze: wygraliśmy, ale zasługujemy na więcej. Jakie to typowe dla Kaczyńskiego i tego obozu – gdy obrywają, suweren ich nie rozumie.

Te zachowawcze słowa prezesa nie były jedynie wynikiem exit-poll IPSOS-u. PiS przez całą elekcję i bezpośrednio po niej miał pełną kontrolę nad jej wynikami. Cel był jeden: w razie niepowodzenia chodziło o przewagę czasową nad innymi. Zatrudnili więc armię sygnalistów, których zadaniem było przekazanie do centrali wyników wyborów natychmiast po ich policzeniu i wywieszeniu. Inaczej wyjaśnić się nie da faktu, że już w poniedziałek o 8:27 jeden z internautów powiązany z PiS podał na Twitterze dokładne wyniki wyborów łącznie z dokładną liczbą mandatów. Przypomnę – PKW podała oficjalne wyniki włącznie z liczbą mandatów około 20:25 tego samego dnia.

Nie twierdzę, że wybory zostały przez obóz władzy skręcone, ale rzecz wydaje mi się co najmniej dwuznaczna i dziwna. To że Opozycja nic z tym nie zrobiła, przynajmniej oficjalnie, pominę milczeniem. Jeśli zatem uznać, że to jednak była szeroko zakrojona akcja zbierania danych, można wysnuć logiczny wniosek, że PiS wcale nie był pewny wyników wyborów i chciał mieć przewagę nad całą resztą, aby móc podjąć działania wyprzedzające. Przeniesione posiedzenia Sejmu i Senatu po coś w końcu były zaplanowane.

Współpraca i konsensus, słowa wyciągnięte z lamusa
PiS-owi plan układał się świetnie, ale tylko do pewnego momentu. Najpierw wymknął się Kaczyńskiemu z rąk Senat, następnie Banaś. Jak bardzo kluczowa dla obozu władzy jest Izba Refleksji, świadczy fakt gorączkowego poszukiwania chętnego senatora do zmiany barw. Widoczna nerwowość w PiS-ie, a także niespotykane od długich lat wypowiedzi o konieczności współpracy i konsensusu (w ustach Kaczyńskiego brzmi to naprawdę paradnie po czterech latach tolerowania ledwie tych wszystkich zdradzieckich mord, animalnych elementów, komunistów i złodziei) wskazują na jedno: prezes otrzymał cios, którego pewnie się spodziewał, ale w niego nie wierzył.

(* – więcej poniżej o złapaniu Banasia i Terleckiego na gorącym uczynku amoralnych targów)
Moja ulubiona wypowiedź Kaczyńskiego z ostatnich dni to ta, w której oznajmił światu, iż jeśli nie uda się PiS-owi przekupić żadnego senatora, przyjdzie mu działać zgodnie z prawem. Naprawdę przednie. Przez 4 lata słyszeliśmy fałszywą narrację, że PO nie chciała pogodzić się z wynikiem wyborów z 2015 roku, czyli z decyzją, jak powtarzało z uporem maniaka PiS, suwerena. Gdy w 2019 roku Opozycja wygrała w Senacie, PiS ma nagle problem, aby to uznać, a przecież to również decyzja suwerena. Tak właśnie wygląda relatywizm PiS-u.

A z tym podebraniem będzie trudno, bo Kosiniak-Kamysz głowę położył na stole, że żaden z senatorów nie da się skorumpować politycznie, Schetyna zwołał pilne spotkanie z senatorami KO, a Wadim Tyszkiewicz reprezentujący senatorów niezależnych, startujących w wyborach pod ochronnym parasolem Opozycji, także zapowiedział wierność zasadom.

Ta polityczna korupcja jest też o tyle trudna dla PiS-u, że jednomandatowe wybory do Senatu rządzą się innymi prawami niż wybory do sejmików. W Senacie będzie więc dużo trudniej znaleźć drugą lub drugiego Kałużę. Ostatnia możliwość, to szantaż polityczny teczką lub teczkami. Jeśli PiS nie przeciągnie nikogo na swoją stronę, w zasadzie będziemy mogli być pewni, że opozycyjne Senatorki i Senatorowie obecnej kadencji są czyści jak łza.

Już tam chłopcy ministra Kamińskiego działają. Pamiętać trzeba o jednym – wygrana Opozycji w Senacie ma bardzo duże implikacje jednoczące, szczególnie cenne przed wyborami prezydenckimi, które będą dla obu stron polskiej sceny politycznej niczym innym, jak tylko swego rodzaju egzystencjonalnym dylematem z III aktu Hamleta.

Nietykalny Banaś
Drugim wielkim ciosem dla prezesa jest pancerny Marian, a w zasadzie wojna wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy, której Banaś jest jedynie przyczynkiem. Moja teoria jest taka, że kryształowy szef NIK zażądał od Kaczyńskiego gwarancji nietykalności (którą przed wyborami dostał), ale po wyborach nieoczekiwanie urosły w siłę przystawki PiS i zaczęły mocno wierzgać. Glejt Kaczyńskiego stal się niepewny, więc Banaś uciekł w prezesurę NIK i przyczajony czeka.
Czas biegnie, 12 listopada musi się najpóźniej zebrać nowy Senat, do tego dnia można bez problemu pilnie zwołać stary, aby szybko wybrać nowego prezesa NIK, jeśli Banaś osiągnie to, co chce i w końcu dymisję złoży. Marszałek Karczewski co prawda ogłosił, że czwartek 18 października był ostatnim dniem posiedzenia obecnego Senatu, ale co to dla PiS-u jest złamać kolejną obietnicę czy dane słowo? Nie szkoda przecież róż, gdy płonie las.

Wszystko zatem jeszcze wydarzyć się może. Niestety wobec słabości Koalicji Obywatelskiej, dobrze już opisanej i zdiagnozowanej, obóz władzy może się pokonać tylko na dwa sposoby: albo nie wytrzyma obciążeń socjalnych wobec nadchodzącego spowolnienia gospodarczego, albo rozsadzi go wewnętrzna wojna podjazdowa. Obecnie na plan pierwszy wysuwa się ten drugi scenariusz, więc kto wie, może czekają nas wkrótce kolejne wybory? Te byłyby jednak powtórką z 2005 roku, a ta trauma siedzi w głowie Kaczyńskiego, niczym nieznośna drzazga w palcu. Chińczycy mówią: obyś w ciekawych czasach żył. W takich właśnie żyjemy.

PiS składa wnioski o powtórne przeliczenie głosów do Senatu w kolejnych okręgach. Przekonuje, że jest to konieczne ze względu na duży odsetek nieważnych głosów. Tymczasem najwięcej nieważnych głosów – ok. 10 proc. – oddano w okręgu nr 37 (Nowy Sącz), ale tam PiS ponownie liczyć nie chce. Bo wygrał tam kandydat partii rządzącej

PiS znalazł nowy sposób, by odzyskać Senat z rąk opozycji. Partia rządząca zdobyła w izbie wyższej Parlamentu 49 mandatów, opozycja zaś – 51.

W poniedziałek 21 października okazało się, że partia Kaczyńskiego domaga się ponownego przeliczenia głosów w dwóch okręgach – nr 75 i nr 100. W tym pierwszym różnica wynosi 2,3 tys. głosów. W drugim – zaledwie 320.

Teraz wiadomo już, że PiS zgłosił kolejne okręgi, w których głosy mają zostać przeliczone jeszcze raz:

  • numer 12 (Grudziądz) – 2451 głosów różnicy przy 134 066 głosach ważnych;
  • numer 92 (Gniezno) – 1484 głosy różnicy przy 184 366 głosach ważnych;
  • numer 95 (Ostrów Wielkopolski) – 2304 głosy różnicy przy 157 864 ważnych głosach;
  • numer 96 (Kalisz) – 1586 głosów różnicy przy 143 572 ważnych głosach.

PiS przekonuje, że przeliczenie jest konieczne, bo w tych okręgach oddano dużo głosów nieważnych. Ile konkretnie?

Ale rekord jest gdzie indziej

Rekord nieważnych głosów w wyborach do Senatu padł tymczasem w okręgu numer 37 (Nowy Sącz). To aż 10,1 proc. Powodem była zapewne lista kandydatów. Kandydat PiS Wiktor Durlak startował przeciwko byłemu już senatorowi PiS – Stanisławowi Kogutowi. Trzeciego kandydata nie było. W obliczu wyboru między obecnym i byłym kandydatem PiS, wielu wyborców opozycji mogło decydować się na świadome oddanie nieważnego głosu.

Twitterowy profil „Senat 2019 – pole bitwy” wyliczył po pięć największych i najmniejszych odsetków nieważnych głosów w skali kraju.

To wspomniany już Nowy Sącz oraz:

  • 3,79% – okręg nr 95 (Ostrów Wielkopolski)
  • 3,78% – okręg nr 98 (Stargard)
  • 3,68% – okręg nr 71 (Zabrze)
  • 3,65% – okręg nr 96 (Kalisz)

Z kolei pięć okręgów o najniższym odsetku głosów nieważnych to:

  • 1,22% – okręg nr 69 (Częstochowa)
  • 1,39% – okręg nr 83 (Kielce)
  • 1,51% – okręg nr 76 (Dąbrowa Górnicza)
  • 1,54% – okręg nr 64 (Gdynia)
  • 1,57% – okręg nr 10 (Inowrocław)

Z tego zestawienia wynika, że tylko w dwóch okręgach, w których PiS domaga się ponownego liczenia, odsetek głosów nieważnych należał do najwyższych. Trzy z nich leżą gdzieś pośrodku, a okręg gnieźnieński jest bardzo blisko zestawienia okręgów z najniższym odsetkiem głosów.

W trzech okręgach z najwyższym odsetkiem głosów nieważnych wygrali kandydaci Koalicji Obywatelskiej, w dwóch kandydaci PiS. PiS domaga się jednak ponownego przeliczenia tylko tam, gdzie przegrał, a ich kandydat zdobył stosunkowo niewiele mniej głosów od zwycięzcy z KO.

Poseł Platformy Obywatelskiej Sławomir Nitras pozwał Kancelarię Sejmu za decyzje w jego sprawie, które były podejmowane za czasów marszałka Marka Kuchcińskiego. W poniedziałek przed warszawskim sądem odbyła się pierwsza rozprawa.

– Byłem dyskryminowany za swoje poglądy polityczne – powiedział „Wyborczej” Nitras. – Łącznie nałożono na mnie kary w wysokości 60 tys. zł. To prawie roczne uposażenie posła. Poniżano mnie w oczach opinii publicznej, uniemożliwiano wypełnianie obowiązków, odbierając mi głos, nie pozwalając składać wniosków formalnych, a także skreślając z listy uczestników zagranicznej delegacji [chociaż Nitras był członkiem zgromadzenia parlamentarnego OBWE – az].

Nitras pozywa Sejm. Chce odszkodowania

Reprezentujący posła prawnicy powołali się na polskie i unijne przepisy, które zabraniają dyskryminacji np. ze względu na pochodzenie czy religię, ale również z powodu poglądów politycznych. Nitras domaga się odszkodowania w wysokości 30 tys. zł z odsetkami oraz 10 tys. zł na cele społeczne.

Przedstawiciele Sejmu, którzy w poniedziałek nie stawili się w sądzie, wcześniej złożyli wniosek o odrzucenie pozwu Nitrasa. Bo – ich zdaniem – parlament, czyli władza ustawodawcza, jest wyjęty spod jurysdykcji władzy sądowniczej.

Jednak sąd odrzucił wniosek strony pozwanej (Sejmu) i wyznaczył termin kolejnej rozprawy. A to znaczy, że jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich posłów będzie bohaterem bezprecedensowego procesu.

Nitras karany w Sejmie, chociaż nie obrażał

Znany z ciętego języka Sławomir Nitras jest posłem ze Szczecina. W październikowych wyborach zdobył 78 513 głosów (15. wynik w kraju). W kończącej się kadencji, choć nie obrażał adwersarzy, był przez marszałka Sejmu wielokrotnie karany finansowo. Dla porównania: Jarosław Kaczyński, który zwracał się do posłów opozycji zwrotami „zdradzieckie mordy” czy „jesteście kanaliami”, został jedynie upomniany.

To właśnie Nitras zainicjował kontrolę samolotowych „rodzinnych” przelotów Marka Kuchcińskiego, która dowiodła, że marszałek nadużywał władzy. Doprowadziło to do jego odejścia ze stanowiska.

Władzę PiS najbardziej rozgniewała jednak akcja Nitrasa z bucikami. Schodzący z mównicy poseł PO próbował wręczyć Jarosławowi Kaczyńskiemu dziecięce buciki symbolizujące ofiary księży pedofilów [trwała wtedy dyskusja dotycząca ukrywania seksualnych przestępstw księży – az].

Nitras już raz wygrał w sądzie z politykiem z PiS

Tuż przed głosowaniem 13 października Nitras procesował się w trybie wyborczym z ministrem gospodarki morskiej Markiem Gróbarczykiem za to, że na Twitterze napisał: „Nitras zniszczył Stocznię Szczecińską”. Poseł PO wygrał w dwóch instancjach, ale Gróbarczyk opublikował zasądzone sprostowanie dopiero po głosowaniu i w karykaturalnej formie, jeszcze bardziej obrażającej pozywającego.

W związku z tym Nitras zapowiedział kolejny pozew przeciwko Gróbarczykowi, już w zwykłym trybie. – To będzie proces o pieniądze. Przestajemy się bawić w przeprosiny – stwierdził.

Następna rozprawa w procesie Nitras kontra Sejm odbędzie się 27 stycznia.

* (złapani Banaś i Ryszard Terlecki)

Banaś nie chciał oficjalnie przyznać, czego dotyczyła rozmowa. Zbył reportera stwierdzeniem, że przekazał Terleckiemu pozew, który skierował przeciw TVN-owi. Na pytanie, czy złoży rezygnację, odpowiedział: „Nie ma takiej potrzeby”.

Jak relacjonuje RMF FM, rozmowa odbyła się w okolicach południa i trwała 20 minut. Politycy spotkali się  w jednym z poselskich pokojów PiS-u. Banaś i Terlecki opuścili pomieszczenie osobno.

TVN ujawnił, że szef NIK manipulował oświadczeniami majątkowymi, a w jego kamienicy działa hotel z pokojami na godziny, z których korzystali m.in. prostytutki i ich klienci. Hotel od lat prowadziła rodzina zajmująca się seksbiznesem, z wyrokami na koncie. Po materiale TVN-u wyszło też na jaw, że Banaś nie we wszystkich oświadczeniach majątkowych wpisywał kamienicę, nie podawał informacji o kredycie wartym 2,6 mln zł wziętym pod jej zastaw i że drastycznie zaniżył cenę za jej wynajem.

Po emisji reportażu hotel przestał działać. A sam Banaś poszedł na bezpłatny urlop do czasu wyjaśnienia sprawy przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Przed urlopem zdążył jeszcze złożyć wniosek o odwołanie trzech swoich zastępców, którzy zostali powołani przez poprzedników. NIK obecnie kieruje wskazana przez Banasia wiceprezes Małgorzata Motylow.

Na ostatnim posiedzeniu Sejmu – które odbyło się precedensowo już po wyborach – politycy PO poinformowali, że Banaś miał podać się do dymisji. Informacja została jednak zdementowana przez marszałek Sejmu. Na nową kandydaturę szefa Najwyższej Izby Kontroli muszą się zgodzić i Sejm, i Senat – w wyższej izbie parlamentu po wyborach opozycja ma większość. Może więc blokować kandydatów wskazanych przez PiS.

Kmicic z chesterfieldem

PiS złożył w Sądzie Najwyższym protest wyborczy i domaga się ponownego przeliczenia głosów w dwóch okręgach w wyborach do Senatu.

Wybory do Senatu były niezwykle zacięte. PiS będzie miał tam 49 senatorów, partie opozycyjne – 51. Różnica jest niewielka, więc od razu po wyborach partia Jarosława Kaczyńskiego zaczęła kusić senatorów opozycji. Na razie bezskutecznie. Teraz okazuje się, że walka o Senat przybrała także inną formę. Polska Agencja Prasowa poinformowała, że PiS złożył wniosek do Sądu Najwyższego o ponowne przeliczenie głosów w dwóch okręgach w wyborach do Senatu.

Zażarta walka pomiędzy trzema kandydatami

Protesty dotyczą okręgów nr 75 (Mysłowice i Tychy) oraz nr 100 (Koszalin). W koszalińskim okręgu wyborczym do końca trwała zażarta walka pomiędzy trzema kandydatami – ostatecznie zwyciężył tam Stanisław Gawłowski, poseł PO, z wynikiem 33,67 proc. Tuż za nim umiejscowił się Krzysztof Nieckarz z PiS z wynikiem 33,43 proc., a na trzecim miejscu niezależny Krzysztof Berezowski (32,90 proc.).

Różnica pomiędzy pierwszym…

View original post 4 939 słów więcej

 

Ziobro puka do Kaczyńskiego

Nikomu bardziej nie zależało na utrzymaniu większości w Sejmie niż Jarosławowi Kaczyńskiemu. Lider PiS doskonale zdaje sobie sprawę, że to u niego najszybciej pojawiłby się prokurator. I wcale nie dotyczy to łamania konstytucji i sprawowania władzy.

Obóz Zjednoczonej Prawicy ma tak wiele za uszami, że boi się utraty władzy jak ognia. A nawet więcej – dla wielu polityków PiS i jego sojuszników z Porozumienia Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry to gra o polityczne być albo nie być. Wielokrotne łamanie konstytucji, regulaminów Sejmu i Senatu, wątpliwe decyzje ekonomiczne dotyczące spółek skarbu państwa i nieczyste układy na styku władzy i prorządowych mediów… Worek przewin jest ogromny, ale takie postępowania wymagałyby czasu.

Jarosław Kaczyński sprytnie uniknął wikłania się na papierze w delikty konstytucyjne i ustawowe. Miał od tego Beatę Szydło czy Beatę Kempę, które nie publikowały wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Miał od tego posłów, którzy zgłaszali ustawy sprzeczne z konstytucją, miał prezydenta Andrzeja Dudę firmującego zamach na wymiar sprawiedliwości.

Ale jest jedna sprawa, która Kaczyńskiego nie ominie, jeśli zmieni się władza i układ sił w Sejmie. To sprawa 50 tys. zł łapówki dla księdza Rafała Sawicza, bez którego zgody nie można było rozpocząć poważnych zabiegów o budowę drapacza chmur na działce należącej do związanej z PiS spółki Srebrna.
Spowinowacony rodzinnie z Kaczyńskim austriacki biznesmen Gerald Birgfellner, któremu prezes PiS zlecił przygotowanie projektu, zeznał w prokuraturze, że osobiście wręczył kopertę z 50 tys. zł na Nowogrodzkiej. Że był tam wraz z żoną, że były inne osoby, w tym sam ks. Sawicz. Słowem kilku świadków. Dostarczył wyciąg z konta bankowego.

Sam Sawicz, który porzucił czynne duchowieństwo jeszcze przed ujawnieniem afery przez „Wyborczą”, a po naszej publikacji zniknął, przez pełnomocnika oznajmił, że jest do dyspozycji organów ścigania. I, co najważniejsze, nie zaprzeczył, że 50 tys. zł dostał.

Prokuratura pod butem Zbigniewa Ziobry od lutego nie podjęła decyzji, czy wszcząć śledztwo ws. oszukania Birgfellnera przez Kaczyńskiego, który ostatecznie odmówił Austriakowi zapłaty za wykonane prace nad projektem. Nie można więc przesłuchać nikogo poza samym biznesmenem i zweryfikować jego zeznań, przesłuchując świadków, w tym samego Sawicza i Kaczyńskiego. To chroni prezesa PiS przed odpowiedzialnością karną.

Dlatego 24 godziny od zamknięcia lokali wyborczych do czasu ogłoszenia oficjalnych wyników głosowania musiały być dla Kaczyńskiego bardzo nerwowe. Łopatologiczna propaganda prorządowych mediów i kolejne miliardy na obietnice ostatecznie dały obozowi władzy niewielką przewagę w Sejmie, ale już nie w Senacie.

Tak, Kaczyńskiemu jako doktorowi prawa najbardziej zależy na tym, by opozycja nie mogła utworzyć rządu i odblokować prokuratury, a w parlamencie nie powstała większość skłonna odebrać prezesowi PiS immunitet.

Bo wtedy nie byłoby mrzonek o Trybunale Stanu dla czołowych polityków Zjednoczonej Prawicy, ale zwykłe postępowanie prokuratorskie w prostej sprawie o wręczenie łapówki.

Kmicic z chesterfieldem

W normalnym państwie można by taki pomysł obśmiać. Ale PiS ze środowisk postulujących taką edukację zrobił wroga publicznego, niszczycieli polskiej rodziny, deprawatorów dzieci i nihilistów.

To do nich wołał prezes Kaczyński: „Ręce precz od naszych dzieci”. To także ich miał na myśli abp Jędraszewski, głosząc o „tęczowej zarazie”. W takiej sytuacji można się spodziewać, że obywatelska inicjatywa mająca błogosławieństwo Kościoła zostanie przez parlament uchwalona. Będziemy wtedy chyba jedynym krajem w Europie i ewenementem na skalę światową, gdzie edukacja seksualna nie tylko nie jest w szkołach wykładana, ale jest zakazana i karana więzieniem.

Nauczanie seksualne jako przestępstwo

Na wznowionym po wyborach posiedzeniu Sejmu jednym z punktów było pierwsze czytanie projektu obywatelskiej inicjatywy Stop Pedofilii, który wprowadza do kodeksu karnego nowe przestępstwo: nauczania seksualnego. Przepis ma brzmieć tak: „Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi…

View original post 5 130 słów więcej

 

Post Navigation