Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Ryszard Czarnecki”

Macierewicz to hańba dla parlamentaryzmu PL

Kmicic z chesterfieldem

„Jarosław Kaczyński lubi oglądać rodeo i takie rodeo zrobił w Polsce: Macierewicz w Sejmie, a Pawłowicz i Piotrowicz w TK. Pani Pawłowicz jest czynnym, frontowym politykiem i przez ostatnie 4 lata pokazywała nam, jaki ma stosunek do prawa, obywateli, Konstytucji czy koleżanek i kolegów z Sejmu” – powiedział europoseł PO Bartosz Arłukowicz w TVN24.

Według Arłukowicza na tym ma polegać zapowiedziana przez prezesa PiS wymiana elit. – „To jest elita zbudowana przez Jarosława Kaczyńskiego: p. poseł Pawłowicz, wypowiadająca różne straszne słowa, Piotrowicz, prokurator PRL w TK, wcześniej dewastujący polski system prawny i Macierewicz, który skłócił miliony Polaków” – stwierdził.

Przewiduje, że Jarosław Gowin i inni posłowie jego ugrupowania poprą kandydatury Pawłowicz i Piotrowicza do TK. – „Pan Jarosław Gowin wielokrotnie pokazał nam wszystkim, że jest człowiekiem, który z całą pewnością może trafić do podręczników ortopedii, gdyż tak ma giętki kręgosłup. Najpierw mówi, że coś mu się nie podoba, a potem…

View original post 4 116 słów więcej

 

Zaduszki

Boimy się śmierci, zapominamy o niej (bo to jest wygodne), godzimy się z nią, gdy nadchodzi (choć tylko w ostatnim momencie, bo cóż nam pozostaje?), droczymy się z nią, ryzykując bezmyślnie życie (robią to nader często himalaiści i piraci drogowi), fetujemy ją co roku, czyszcząc groby tych, których dosięgnęła, zadowoleni, że to jeszcze nie my.

A jednocześnie od wieków zadajemy sobie pytanie „jak jej uniknąć?”. Pytanie to nakręca całą naszą cywilizację. A ponieważ nasza cywilizacja jest różnorodna, więc pytanie to ma mnóstwo odpowiedzi.

Zacznijmy od Homera. Twierdził on, że trzeba być sławnym w boju. Nieśmiertelni mogą się więc stać wojownicy i to tylko tacy wielcy jak Achilles. Nieśmiertelność nie jest udziałem kobiet, bo rodzą, a nie zabijają, tymczasem w naszej kulturze zabijanie jest znacznie ważniejsze od rodzenia (można się o tym przekonać porównując, ile państwa wydają na wojsko, a ile na politykę socjalną).

Dwie odpowiedzi dał Platon. Wspomniał, że trzeba rodzić dzieci, bo one zapewniają nam jakąś formę nieśmiertelności, ale ponieważ (za Homerem) robią to wyłącznie kobiety, a kobietami Platon gardził, więc opiewał inną formę płodzenia, a mianowicie „w pięknie”. Chodziło mu nie tylko o sztukę, ale przede wszystkim o filozofię, która pozwala nam wznosić się ku temu, co wieczne i niezmienne. Uważał też, że filozofia przygotowuje do śmierci. Wierzyłam mu, ale ostatnio towarzyszyłam w umieraniu pewnemu wielkiemu filozofowi. Nie był na nią przygotowany mimo sześćdziesięcioletniej praktyki filozofowania. Pragnął żyć. Do samego końca.

Wielką odpowiedź na pytanie, jak uniknąć ostatecznej śmierci dało chrześcijaństwo: wierzyć w Boga i w zbawienie, które nam obiecuje. Wszelako pod pewnymi warunkami. Główny przekaz chrześcijaństwa polega na bagatelizowaniu życia (jest przygodne, kruche, naznaczone grzechem pierworodnym) i uświęcaniu nicości, czyli tego, co będzie po śmierci.

Niektórzy nazywają to rajem, miejscem ostatecznego spełnienia, gdzie człowiek będzie wolny od trosk, starzenia się, cierpienia i śmierci, a ponadto będzie radował się towarzystwem aniołów oraz samego pana Boga, co dla wierzących powinno być wyjątkowym bonusem. Nie znam jednak chyba żadnego człowieka, który gdyby miał do wyboru boski raj i ziemską marną nieśmiertelność, wybrałby to pierwsze. W średniowieczu może tak, ale nie w epoce używania i postępu. Postępu, zwłaszcza medycyny, farmakologii i dietetyki.

Te trzy dziedziny dają nam nadzieję nie tylko na duchowe pokonanie śmierci, ale rzeczywiste. Bo któż z nas nie żywi przekonania, że jeśli umrze z powodu jakiejś choroby czy starości, to tylko dlatego, że (A) nie miał pieniędzy, by się należycie leczyć, (B) nie miał dostępu do dobrych lekarzy i klinik (bo żyje w Polsce), (C) medycyna jeszcze nie dokonała odkrycia przyczyn jego choroby, co wkrótce nastąpi, (D) nie miał dostępu do skutecznych lekarstw, (E) stosował niewłaściwą dietę.

To nie żart. Na świecie jest ponad 3 tysiące diet, które mają nie tylko odchudzać, ale przyprawić nas o nieśmiertelność. Na przykład w małym amerykańskim miasteczku Shelby w stanie North Caroline istnieje centrum zdrowotne, które prowadzi baptystyczna organizacja Hallelujah Acres. Jej celem jest: „Powrót do Ogrodu!”, czyli do raju nieśmiertelności. Wszelako nie o modlitwy tu chodzi czy o zachętę do finansowania Kościoła, lecz o dietę. „Dlaczego chrześcijanie chorują?” – pytają baptyści. „Bo źle się odżywiają” – twierdzi lekarz Dr Malkmus szefujący ośrodkowi. By „ciało, czyli pojazd, którym dusza zmierza do zbawienia był sprawny”, należy wrócić do naturalnego sposobu życia i odżywiania. Jeść tylko to, co surowe, nieprzetworzone, ekologiczne, lokalne. Szczegóły? Polecam stronę Hallelujah Acres, a najlepiej skorzystanie z usług ośrodka lub założenie własnego. Śmierć jest przygodna; ludzka inwencja wieczna.

Kmicic z chesterfieldem

Taki dzień.

Apel do pazernych klechów

„Brak wpadek odróżnia prezydenta Dudę od Bronisława Komorowskiego – ogłosił w „Kropce nad i” Kamil Bortniczuk z Porozumienia Jarosława Gowina. To ciekawa opinia. Z tym, że nie ma oparcia w faktach

Goszcząc w programie Moniki Olejnik, poseł Porozumienia Jarosława Gowina wygłosił laurkę dla prezydenta Andrzeja Dudy – jego zdaniem to najlepszy prezydent, jaki mógł się Polsce przytrafić.

Rzeczywiście, im bliżej było końca kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego, tym bardziej kojarzył się on wyborcom jako chodząca gafa. Po części była to etykieta zasłużona, po części – krzywdząca.

Natomiast jeśli uznamy, że Komorowskiemu często przydarzały się wpadki, Duda z całą pewnością mu nie ustępuje.

1. Wpadki zagraniczne

Bronisławowi Komorowskiemu pamięta się niefortunną wypowiedź podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w grudniu 2010 r. Podczas spotkania z Barackiem Obamą Komorowski stwierdził:

„Fundamentem naszych relacji jest umiłowanie – amerykańskie i polskie – wolności. Jeśli mamy razem iść na wielkie polowanie…

View original post 2 468 słów więcej

 

Ryszard Terlecki, pisowska żaba

Więcej >>>

Dziennikarz Tomasz Olbratowski skomentował na antenie RMF FM słowa Ryszarda Terleckiego na temat stanu służby zdrowia w Polsce.

Oho rzucili świeżą dostawę kokainy do Sejmu, ale panie Ryszardzie – Erytrea i Wenezuela nie leżą w Europie. (…) Mamy zagwostkę: a) czy Ryszard Terlecki uwierzył we własną propagandę bczy rozlał się butapren albo rozpuszczalnik w Sejmie c) był świadkiem, jak ordynator szpitala dostarczył do domu pacjenta – zwykłego posła sprzęt ortopedyczny d) miał przygodę z jeżami w betoniarce. (…) Posłowie zarabiają po 15 tysi na dłoń, chodzą do lekarza bez kolejek do szpitala MSW, pod tym względem pan Ryszard ma rację, naszej służbie zdrowia nie można nic zarzucić oprócz rąk na szyję – wyśmiewał Olbratowski Terleckiego w RMF FM.

Cała wypowiedź Terleckiego

Borykamy się z problemami służby zdrowia przez całą kadencję. To efekt rządów naszych poprzedników, którzy w takim stanie ją zostawili. Staramy się poprawić, wiele zrobiliśmy. Mamy plan na przyszłość, którzy przedstawiali nasi przedstawiciele, w tym minister Szumowski. Myślę, że zarówno sumy przekazywane na służbę zdrowia, znacznie większe, dwukrotnie większe niż wcześniej, jak i różne inne rozwiązania, w tym rozszerzenie też puli przyjęć na studia medyczne, że to wszystko stopniowo, bo tego się nie da zrobić z dnia na dzień, będzie radykalnie poprawiać stan naszej służby zdrowia. Chcę przypomnieć, że publiczna służba zdrowia w Polsce uchodzi za jedną z najlepszych w Europie.

***

– Zapraszamy (Terleckiego) na SOR do jednego ze szpitali powiatowych, bo trzeba pacjentowi Terleckiemu zmierzyć temperaturę. Jak posiedzi 8 godzin to na pewno wzrośnie! – mówi posłanka Paulina Hennig Kloska.

Profil społecznościowy Kartografia Ekstremalna opublikował na Facebooku mapę, na której widzimy zwijającą się służbę zdrowia w Polsce.

 Miasta, w których w ostatnich 48 godzinach zamknięto przynajmniej jeden oddział (lub cały szpital) z powodu braku lekarzy. Kryzys w ochronie zdrowia pogarsza się z każdym dniem – z pracy rezygnują kompletnie przemęczeni lekarze, pielęgniarki czy fizjoterapeuci. W Polsce jest zaledwie 2 lekarzy na 1000 mieszkańców – to najgorszy wynik w UE. 20% polskich lekarzy pracujących w szpitalach i przychodniach powinno być już na emeryturze, ale nie ma kto ich zastąpić. Po raz pierwszy od II Wojny Światowej w ostatnich latach spadła przewidywana długość życia Polaków”.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w ciągu 12 lat jego partia zbuduje szeroko pojęte państwo dobrobytu.

– Możemy spojrzeć dalej, nie tylko o cztery lata dalej, ale o więcej, 12 lat dalej. Uważamy, że w tym czasie możemy stworzyć w Polsce zupełnie nową jakość, polską wersję państwa dobrobytu – zapewniał Kaczyński w Koszalinie.

– Panie Prezesie, mówienie, że aby poprawić opiekę zdrowotną w Polsce potrzeba 12lat, to objaw waszej bezradności, bo nie macie pomysłu na służbę zdrowia. Gdybyście mieli, to przedstawilibyście plan na najbliższe miesiące, żeby polscy pacjenci czuli się bezpiecznie – komentuje Małgorzata Kidawa Błońska (Koalicja Obywatelska).

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Ryszard Czarnecki skomentował w rozmowie z Agnieszką Burzyńską (Fakt) słowa wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego na temat służby zdrowia.

Myślę, że zarówno sumy przekazywane na służbę zdrowia, znacznie większe, dwukrotnie większe niż wcześniej, jak i różne inne rozwiązania, w tym rozszerzenie też puli przyjęć na studia medyczne, że to wszystko stopniowo, bo tego się nie da zrobić z dnia na dzień, będzie radykalnie poprawiać stan naszej służby zdrowia. Chcę przypomnieć, że publiczna służba zdrowia w Polsce uchodzi za jedną z najlepszych w Europie – mówił Terlecki w Sejmie.

Michał Szczerba (Koalicja Obywatelska): Marszałek Terlecki mówi, że polska służba zdrowia ma się dobrze. Panie marszałku, kto Panu to powiedział? Może Jarosław Kaczyński, który traktowany jest na innych zasadach niż pozostali pacjenci i któremu przywozi się kule do domu?

Henryk Sikora (działacz pierwszej Solidarności): Kandydat Koalicji Obywatelskiej na ministra zdrowia prof. Tomasz Grodzki apeluje o natychmiastowe ponadpartyjne podjęcie działań zmierzających do uzdrowienia sytuacji w opiece zdrowotnej. PiS niestety nie odpowiada, nie chce zmienić tej dramatycznej sytuacji, którą zawinił przez swoje nieodpowiedzialne pseudo reformy. Tymczasem pacjenci umierają na SOR oraz w oczekiwaniu na wizytę u lekarza specjalisty, Zamknięto ponad 70 szpitali, głównie powiatowych oraz setki oddziałów szpitalnych w całej Polsce. Według danych GUS od 3 lat zmniejsza się średnia długość życia Polek i Polaków, po raz pierwszy od końca lat 80-tych. Skoro PiS nie che ratować naszego zdrowia i życia to my obywatele odsuńmy PiS od władzy 13 października przy urnie wyborczej.

Komentarz Czarneckiego

Ja odbieram wypowiedź pana marszałka Terleckiego – mojego szacownego imiennika jako przyznanie, że polscy lekarze, polskie pielęgniarki, polskie położone są najlepsze w Europie. Publiczną służbę zdrowia tworzą lekarze, pielęgniarki, położne i oni są najlepsi w Europie i ja też tak uważam. (…) Zapoznałem się ze statystkami, które dotyczą wyjazdów pielęgniarek na zachód i bardzo znacząco spadła liczba pielęgniarek, które się o to ubiegały w porównaniu z tym, co było 5 lat temu. Co to oznacza? Że warunki pracy i płacowe dla pielęgniarek się poprawiły. Myślę, że spokojna działalność ministra Szumowskiego jest dobrym przykładem rozwiązania różnych procesów.

Reakcje internautów:

Bronią się jak pajace, a gniotą jak muchy”.

Wojciechowski, jak i Czarnecki oraz wielu polityków PiS będą pozytywnie przesłuchani, kiedy PiS przejdzie do niechlubnej historii a Polska na powrót stanie się państwem prawa. Wydział do spraw przestępczości zorganizowanej i przeciwdziałania terroryzmowi politycznemu, szkodzącemu państwu i obywatelom, będzie miał z tą grupą dużo do wyjaśnienia, a dowodów przestępstw nie trzeba będzie zmyślać, jak to robi obecna władza na przeciwników politycznych, bo są one widoczne nawet dla laików co do znajomości prawa”.

Macierewicz wraca pokątnie, objawił się jako peronowy

„Z okazji 12. rocznicy zbudowania peronu na stacji Włoszczowa Północ – w obecności najbliższych, ks. bp Andrzeja Kalety oraz wojewody świętokrzyskiej Agaty Wojtyszek – odsłonięta została tablica upamiętniająca śp. Przemysława Gosiewskiego, który poległ w tragedii smoleńskiej” – poinformował Antoni Macierewicz. Do wpisu dołączył zdjęcie z uroczystości.

Internauci w komentarzach podkreślali dwa wątki wpisu byłego szefa MON. Pierwszy dotyczył samej uroczystości. – „Zaleciało Bareją („okrągła trzydziesta pierwsza rocznica”)…”;

 „Wspaniała uroczystość! Czy przewidywane są równie podniośle obchodzone kolejne miesięcznice otwarcia peronu?”; – „Nie wstyd wam? Na peronie, co go sobie śp. Gosiewski kazał wybudować? Jeden z pomników prywaty i zawłaszczania publicznych pieniędzy. Już całkiem was odkleiło od rzeczywistości”; – „Przecież to jest jakaś czarna komedia…”.

Drugim wątkiem było stwierdzenie, użyte przez Macierewicza, że Gosiewski „poległ” w katastrofie pod Smoleńskiem.  – Zginął!!! W Smoleńsku i okolicach 8 lat temu nie było żadnej wojny”; – „Zginął w tragicznym wypadku, bo jego szef musiał wystartować kampanię wyborczą… BTW, gdzie te miliony na pana ekspertów wydane?”;

„Pan poległ w tej farsie, którą pan przedstawia przez 8,5 roku za pieniądze podatników”.

Macierewicz wraca pokątnie – we Włoszczowej objawił się jako peronowy.

Holtei

Ciąg dalszy afery taśmowej. Onet opublikował kolejne nagrania z Mateuszem Morawieckim. „Na szczęście złamał rękę” – mówi o Robercie Kubicy. Na premiera wylała się fala krytyki.

Onet opublikował kolejne taśmy z udziałem Mateusza Morawieckiego, gdzie premier wypowiada się na temat wypadku Roberta Kubicy z 2011 roku.

„Na szczęście złamał rękę” – powiedział o wypadku polskiego sportowca na nagraniach zafery taśmowej. Gdyby tak się nie stało, Robert Kubica najprawdopodobniej przeszedłby do Ferrari, w efekcie czego bank BZ WBK musiałby sponsorować sportowca. (BZ WBK należał do Santandera, który od był sponsorem teamu Ferrari – red.). ” Ja tego nie chcę, kur… Pięć dych co roku płacić. Sp…laj.” – mówił Mateusz Morawiecki.

Taśmy Morawieckiego. Premier o Kubicy: „Na szczęście złamał rękę”

Słowa Mateusza Morawieckiego o Robercie Kubicy wywołały lawinę krytyku pod adresem premiera.

Morawiecki cieszący się z poważnego wypadku wybitnego polskiego sportowca bo już nie musi mu płacić z pieniędzy banku…

View original post 3 492 słowa więcej

Stanisław Piotrowicz grozi na sejmowym korytarzu Joannie Scheuring-Wielgus. Ponadto o pielęgniarkach, Morawieckim i Czarneckim

Stanisław Piotrowicz w 2001 r. mówił o oskarżonym o molestowanie księdzu z Tylawy, że w jego kontaktach z dziećmi „nie było podtekstu seksualnego”. Nagranie opublikowała Joanna Scheuring-Wielgus. W czwartek poseł mówił jej w Sejmie, że „nie miał z tą sprawą kontaktu”.

– To nie jest kwestia słowo za słowo, to jest kwestia dowodów – mówił w czwartek Stanisław Piotrowicz do Joanny Scheuring-Wielgus na sejmowym korytarzu. Chodzi o sprawę księdza z Tylawy, który został skazany za molestowanie dzieci.

Joanna Scheuring-Wielgus w środę opublikowała wideo z 2001 r., na którym Piotrowicz tłumaczył, dlaczego sądzi, że postępowanie wobec księdza oskarżonego o molestowanie powinno zostać umorzone. – Dzieci były szczęśliwe. Nie było w tym podtekstu seksualnego – powiedział wtedy.

Stanisław Piotrowicz o księdzu z Tylawy: Z tą sprawą nie miałem kontaktu

– Z tą sprawą nie miałem żadnego kontaktu – mówił do posłanki koła Liberalno-Społeczni Piotrowicz, polityk PiS i prokurator. W 2001 r. był prokuratorem w Krośnie i przełożonym prokuratora, który prowadził postępowanie w sprawie księdza. Nagranie z Sejmu udostępnił reporter TOK FM Roch Kowalski.

– Śledztwo to są dokumenty. I prokurator Piotrowicz z tym śledztwem nie miał ani jednego kontaktu, w szczególności nie wykonywałem żadnych czynności procesowych – dodał poseł PiS. – A pani za rozpowszechnianie nieprawdy poniesie konsekwencje – rzucił do Scheuring-Wielgus, po czym zaczął się oddalać.

Posłanka zdążyła jeszcze krzyknąć: Panie prokuratorze, pan kłamie!

Piotrowicz: Dzieci były szczęśliwe. Nie było w tym podtekstu seksualnego

– Ksiądz w swoich zeznaniach potwierdził, że istotnie, brał dzieci na kolana, a czynił to podczas lekcji religii. (…) dzieci przytulał do siebie, głaskał, zdarzało się też i tak, że pocałował. Zdarzało się, że na kolanach siedziało kilkoro dzieci. Dzieci były szczęśliwe, zadowolone. Nie było w tym żadnego podtekstu seksualnego – słyszymy na nagraniu z ust Piotrowicza.

Sprawa księdza z Tylawy została umorzona w 2001 r. Wróciła na wokandę po trzech latach za sprawą ówczesnego ministra sprawiedliwości. Wtedy oskarżony Michał M. został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat.

Pielęgniarki z Przemyśla, które od miesiąca prowadzą rotacyjny strajk głodowy, przyjechały na dzisiejsze posiedzenie Sejmu, zaproszone przez posła PO, byłego ministra zdrowia, Bartosza Arłukowicza. Nie mogą jednak wejść do Sejmu – strażnicy blokują wejście.

Komisja sejmowa miała się dziś zająć protestem głodowym pielęgniarek z Przemyśla. Z tego względu kobiety przyjechały do Warszawy, chcąc wejść na posiedzenie. Tymczasem nie zostały wpuszczone nawet do Biura Przepustek. Marszałek chciał, żeby posiedzenie komisji odbyło się poza budynkiem Sejmu.

– Chcemy wejść, powiedzieć, co mamy do powiedzenia i wyjść. Chcemy załatwić swoją sprawę – powiedziała jedna z pielęgniarek. – My się polityką nie zajmujemy i nie zajmowałyśmy. Jeśli ktoś wyciągnął do nas rękę z propozycją dialogu, to ją przyjęłyśmy – dodała.

Pojawiła się również propozycja, aby rozmowy odbyły się w Centrum Dialog, jednak, jak informowały pielęgniarki, tam miałyby pojawić się również inne organizacje, a protestującym zależy, aby była to rozmowa między nimi a ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim.

Dlaczego nie wpuszczono pielęgniarek do Sejmu?

Jak powiedział dla TVN 24 dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka, przyczyną są doświadczenia związane z wpuszczaniem dużych grup na teren Sejmu w ostatnim czasie. – Niektórym zależało na znalezieniu porozumienia i omówieniu jakiejś sprawy, w innych przypadkach wyglądało to trochę inaczej – powiedział. – Kancelaria Sejmu i Straż Marszałkowska mogą zaproponować inne rozwiązania, jeśli pojawią się znaki zapytania – dodał. Nie sprecyzował jednak, o jakie wątpliwości chodziło.

Pielęgniarki udają się do Ministerstwa Zdrowia

Ponieważ nie wyrażono zgody na posiedzenie komisji zdrowia w Sejmie, pielęgniarki udały się do Ministerstwa Zdrowia. Deklarują, że jeśli minister zdrowia faktycznie spotka się wyłącznie z protestującymi, może do tego dojść również na terenie Resortu Zdrowia.

O co walczą pielęgniarki?

Protestujące pielęgniarki z Przemyśla prowadzą rotacyjnie strajk głodowy od 3 września. Jak mówią, niemalże nie bywają w domach – prosto z pracy wracają do strajku. Początkowo żądały podwyżki wynagrodzenia zasadniczego do 6 tys. złotych dla pielęgniarek z większym stażem i 5,5 tys. złotych dla młodszych. Potem domagały się podwyżki o 1,2 zł, jednak dyrekcja szpitala oferuje im 850 zł.

W ubiegłym tygodniu udało się dojść do porozumienia z trzema związkami zawodowymi w Przemyślu i Tarnobrzegu, jednak nie podpisał ich Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych.

Adrian Glinka nie został wpuszczony do Sejmu na konferencję prasową

Adrian Glinka przyjechał z daleka, czekał na decyzję polskiego Sejmu, czy ta ustawa, która gwarantuje wiele rozwiązań osobom niesamodzielnym, czy będzie dalej procedowana, czy też nie. Jesteśmy tutaj, ponieważ Adrian nie został do Sejmu wpuszczony. Wysłaliśmy wczoraj pismo z prośbą o wpuszczenie Adriana na konferencję prasową. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi do dzisiaj. Jedyna odpowiedź, jaką spisałam brzmiała tak: Adrian Glinka jest zawieszony okresowo jego wstęp z uwagi na wcześniejsze jego zachowanie i na protest, który jest obecnie zawieszona . Nie wiem, jakie było to zachowanie, że Adrian nie może wejść do Sejmu” – mówiła na konferencji prasowej przed Sejmem Marzena Okła-Drewnowicz.

Ewentualne wejście w życie tego projektu to śmiertelne zagrożenie dla tysięcy dzieci w Polsce i ryzyko epidemii. Prawo i Sprawiedliwość i Kukiz’15 poparły dalsze prace nad ustawą, która znosi obowiązek szczepień.

Mateusz Morawiecki na taśmach podsłuchowych z „Sowy & Przyjaciele” rozmawiał przez telefon z Ryszardem Czarneckim o posadzie dla jego synalka.

>>>

Dziś na topie nowy dowcip. Szczyt frajerstwa? Nie być w Sowie a dać się tam nagrać😂

„Dołącz do Tuska w Krakowie”. W sobotę event organizowany za pośrednictwem FB

Wybierz się na spacer w niezwykłym towarzystwie! Przyjdź w samo południe pod Ratusz na Rynku Głównym i #DołączDoTuska – zapowiadają organizatorzy sobotniego eventu „Dołącz do Tuska” za pośrednictwem Facebooka. Jak słyszymy, przewodniczący Rady Europejskiej faktycznie pojawi się w Krakowie, będzie brał udział w konferencji.

Pisowska śmieciowa zmiana. Choroba Kaczyńskiego

KAMILA TERPIAŁ: 62 proc. badanych uważa, że rząd nie zareagował odpowiednio na protest w Sejmie – tak wynika z badania Kantar przeprowadzonego dla TVN i TVN24. Czy to może mieć realne znaczenie i przełożyć się na poparcie dla PiS-u?

JACEK KUCHARCZYK: Zacznijmy od tego, że w cywilizowanym kraju takie protesty nie powinny być rozwiązywane wyłącznie w oparciu o badania opinii publicznej. Natomiast co do nastrojów społecznych, to można było się domyślać, że większość Polaków i Polek będzie się solidaryzowało z protestującymi. To jest grupa, której do jakiegoś stopnia trudno nie kibicować. Ale PiS skalkulował sobie, że dla ich wyborców to jednak nie jest wielki problem. Dlatego postanowił rozprawić się z niepełnosprawnymi właśnie w taki sposób. Wydaje mi się, że nawet jeżeli większości badanych to się nie podoba, to nie musi mieć istotnych konsekwencji politycznych dla samego PiS-u.

Elektorat partii rządzącej jest dosyć specyficzny, spora jego część to są wyborcy, o których mówi się „wyborca autorytarny”. Takim osobom stosowanie twardej ręki wobec protestujących niepełnosprawnych może się nawet podobać. Na pewno znajdą wiele rozgrzeszeń takiego zachowania.

Coś, co by ich oburzyło, gdyby zrobiła to Platforma Obywatelska, nie oburza, jeżeli robi to PiS. Obnażanie hipokryzji PiS-u w tej sprawie po dużej części zwolenników tej władzy spłynie jak woda po kaczce. Oni po prostu stosują podwójne kryteria. To widać zresztą nie tylko w tej sprawie. Dobrym wglądem w dusze wyborców PiS-u jest to, co dzieje się w prorządowych mediach społecznościowych. PiS wychował sobie swojego wyborcę, który wszystko kupuje.

Poza tym nawet jeżeli ponad 60 proc. badanych uważa, że rząd powinien inaczej postąpić w przypadku niepełnosprawnych, to wcale nie oznacza, że w związku z tym trzeba poprzeć opozycję. Wyborcy trwają przy PiS-ie, dlatego wszystkie skandale słabo przekładają się na wzrost poparcia dla opozycji. Sytuacje, które bulwersują wielu ludzi, nie zmieniają politycznej wojny pozycyjnej.

PiS ma wciąż poczucie pewnej bezkarności. Po tym, jak władza potraktowała niepełnosprawnych, powinien wybuchnąć ogromny skandal, a protestować powinny także osoby bliskie PiS-owi. A po tamtej stronie głucha cisza.

Na bardzo podatny grunt za to padają wszystkie oskarżenia o upolitycznienie protestu niepełnosprawnych i ich opiekunów. Przecież wszystko jest winą opozycji.

W tej sprawie zawsze mam poczucie déjà vu. Kiedy uchwalono nielegalnie budżet w Sali Kolumnowej, kiedy PiS kneblował dziennikarzy, to sprzedał swoim wyborcom narrację, że doszło do próby zamachu stanu. Taki przekaz trafia do PiS-owskiego wyborcy. O wszystko można oskarżyć opozycję i potraktować jako próbę obalenia legalnie wybranej władzy. PiS zawsze uruchamia taką narrację w momentach kryzysu. Może ona nie przekonać większości Polaków, ale wystarczy, że przekona tę część, która po raz kolejny poprze PiS. To im na razie wystarczy.

Dlaczego wyborca PiS-u dał się tak łatwo „wychować”?

To jest trudne pytanie. Elektorat autorytarny nie wziął się przecież z niczego. PiS-owi udało się trafić do takich osób i wypracować narracje, które ich przekonują.

Uważam, że najważniejsze w przekazie PiS-u są dwie rzeczy – udowadnianie, że jesteśmy wybrani przez naród, dlatego każdą krytykę należy traktować jako zamach na wolę „suwerena”, oraz przekonanie o pisowskiej skuteczności i nieomylności. To jest ten słynny imposybilizm, który Kaczyński obiecał przezwyciężyć, a co w praktyce oznacza, że PiS nie da się spętać żadnymi zasadami.

Jak powiedzieli, że nie ustąpią przed niepełnosprawnymi, to nie ustąpili. A to budzi w ich elektoracie podziw, bo to dowód politycznej skuteczności.

A co mogłoby zmienić to nastawienie? Prof. Janusz Czapiński w rozmowie z wiadomo.co przekonywał, że sytuacja może się zmienić tylko wtedy, gdy zmieni się sytuacja gospodarcza. Zgadza się pan z tym?

Jest to przekonująca hipoteza.

Uważam, że dobra sytuacja ekonomiczna w pewnym sensie usypia wyborców. Nawet ci, którym nie wszystko pasuje, będą się oburzać, ale nie widzą powodów, aby cokolwiek więcej zrobić.

Jeżeli nagle sytuacja gospodarcza zaczęłaby się pogarszać, a ceny rosnąć – zresztą to już jest zauważalne – to na dłuższą metę może doprowadzić do spadku poparcia. Może nadwerężyć poczucie, że ta partia wie, co robi. Podważona zostałaby także wiara w specyficznie pojmowane kompetencje do rządzenia.

Może na to wpłynąć obcięcie funduszy unijnych? Taką decyzję podjęła KE.

PiS odwołuje się w tej sprawie do dwóch narracji. Jedna dotyczy tego, że Unia Europejska chce nas ukarać, ale my jesteśmy suwerenni i nie damy się złamać. Z drugiej strony rozpocznie się nagonka na opozycję, przecież już słychać, że to wina Donalda Tuska, który nie załatwił dla swojego kraju wystarczających pieniędzy. Nieważne, że wcześniej dla PiS-u był niemieckim przedstawicielem… Na ile to zaszkodzi PiS-owi? To cały czas sprawa otwarta. Kwestie europejskie od początku były piętą achillesową tej władzy, która może mieć twardy orzech do zgryzienia. Muszą jakoś wytłumaczyć to, że jak rządziła PO, to było więcej pieniędzy, a mówimy przecież o sporych sumach. A jeżeli będą przekonywać, że to rezultat szybkiego rozwoju kraju, to trudno będzie to pogodzić z wcześniejszą narracją „Polski w ruinie”. Pewnie spin doktorzy PiS-u już nad tym pracują.

Wydaje mi się, że dominująca będzie narracja o tym, że Bruksela nas bije, a opozycja im pomaga… Czyli słynna „ulica i zagranica”.

Kluczowe znaczenie dla KE miało to, co dzieje się w naszym kraju, czyli łamanie prawa? Czy jednak źle prowadzone, albo w ogóle brak negocjacji i zaangażowania strony rządowej?

Myślę, że zaważyła druga sprawa. Obiektywnie rzecz biorąc, to nie jest kara nałożona na Polskę. Ale to pokazuje, że budżet jednak jest negocjowany i w zależności od siły przetargowej kraju można różne rzeczy wynegocjować. A żeby uzyskać najlepszy podział pieniędzy, trzeba budować jak najszersze koalicje. PiS nie jest w stanie takiej koalicji zbudować. Nawet słynna Grupa Wyszehradzka, jak widać, nie bardzo pomogła. To są tylko 4 kraje i akurat są na cenzurowanym w UE. Dochodzimy do drugiej sprawy, jaką są uchodźcy.

Obcięcie funduszy nie jest karą za nieprzyjęcie uchodźców, ale konsekwencją takiej polityki. Nie można z jednej strony odmawiać solidarności w jednej sprawie, a żądać w drugiej. Podwójne standardy, które PiS stosuje z powodzeniem w polityce krajowej, nie działają na płaszczyźnie europejskiej.

PiS-owi może zaszkodzić przed wyborami samorządowymi fizyczna nieobecność Jarosława Kaczyńskiego?

Największym zagrożeniem dla PiS-u jest walka o wpływy w momencie osłabienia prezesa. Z punktu widzenia wyborcy Kaczyński w szpitalu nie bardzo różni się od Kaczyńskiego zamkniętego na ulicy Nowogrodzkiej. Jako człowiek z wysokiego zamku znalazł sposób na jednoosobowe utrzymywanie porządku. Izolacja fizyczna niewiele zmienia, ale osłabiona jest niewątpliwie jego zdolność do zarządzania partią.

Podobno Joachim Brudziński ma teraz – pod nieobecność Jarosława Kaczyńskiego – zarządzać partią. Sprawdzi się w tej roli?

To się oczywiście okaże. Zobaczymy, czy Joachim Brudziński będzie w stanie twardą ręką godzić i przywoływać do porządku najbardziej ambitnych polityków. Mam wrażenie, że

już widać chaos, który zapanował w partii rządzącej. Ale nie jestem w stanie na razie ocenić, jak to przełoży się na wizerunek PiS-u w oczach jego wyborców. Ostrożnie można powiedzieć, że to na pewno PiS-owi nie pomoże, zwłaszcza przed wyborami samorządowymi.

Wybory samorządowe to będzie trudny sprawdzian dla rządzącej partii?

Przede wszystkim w związku z nowymi przepisami tym wyborom będzie towarzyszył chaos. To może zadziałać w dwie strony. Ja się bardzo boję o uczciwość tych wyborów.

Boi się pan o świadomą nieuczciwość, czy efekt tego chaosu?

Boję się o świadomą nieuczciwość. Mam wrażenie, że w związku z różnymi kryzysami nasila się panika w szeregach władzy i jednocześnie poczucie, że władzy raz zdobytej nie można oddać. Dlatego obawiam się, że narasta chęć użycia różnych bardziej zdecydowanych środków wykraczających poza propagandę. Mam nadzieję, że się mylę. Ale

naprawdę boję się, że tak jak PiS rozpętał przy poprzednich wyborach samorządowych aferę, że były sfałszowane, podczas gdy nie były, to tym razem będzie odwrotnie.

Opozycja zwiera szyki. Z jednej strony powstała Koalicja Obywatelska, z drugiej PO tworzy ruch Wolontariusze Wolnych Wyborów, który ma czuwać nad procesem wyborczym. To PiS-u nie powstrzyma?

Mobilizacja opozycji i mobilizacja społeczna na rzecz wolnych i uczciwych wyborów jest teraz kluczowa. Myślę, że jeżeli doszłoby do nieprawidłowości, to PiS będzie miał swoją narrację i swoich obserwatorów. Po ostatnich wyborach powstała nawet organizacja Ruch Kontroli Wyborów, która zdobyła później różne rządowe granty. Tym razem na pewno zostanie wykorzystana do monitorowania wyborów, ale w specyficzny sposób. Poza tym nad procesem wyborczym powinna czuwać niezależna PKW, a potem niezależne sądy, ale niestety z tą niezależnością może być poważny problem.

Rozumie pan strategię przyjętą przez SLD? Czyli pozycja „w opozycji do opozycji”.

To może zaszkodzić całej opozycji.

SLD przyjęło taką strategię, że w 80 proc. powiela narrację PiS-u, a w 20 proc. jest przeciwne. W szczególności jeżeli chodzi o politykę historyczną. To mogło mieć znaczący wpływ na wzrost poparcia dla tego ugrupowania.

Myślę, że teraz dostali takiego sondażowego zawrotu głowy. Ale to jest polityka bardzo krótkowzroczna. Podcinanie możliwości tworzenia szerszych koalicji i krytykowanie centrowej opozycji działa przecież na korzyść Prawa i Sprawiedliwości.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o pisowskim ZOO.

Kaczyński wpuścił do polityki ludzi pozbawionych kwalifikacji intelektualnych i moralnych, a nawet zaburzonych. Kto ich będzie kontrolować, gdy naczelnik odejdzie?

Już nie tylko zdeklarowani przeciwnicy „dobrej zmiany” krytykują personalną politykę PiS czy – ściślej mówiąc – Jarosława Kaczyńskiego (bo to przecież sam pan prezes dobrał sobie ekipę, z którą dokonał skoku na Polskę). Oto np. Łukasz Warzecha, publicysta generalnie kojarzony ze środowiskami „niepokornych”, choć chwilami – ostatnio coraz częściej – wykazujący oznaki zdrowego rozsądku, pisze w „Super Expressie”, że seks-skandal posła Pięty „świadczy bardzo kiepsko o nim samym, ale też o tych, którzy go do Komisji ds. Służb wsadzili, czyli o kierownictwie Klubu PiS. Uleganie czarowi pierwszej z brzegu modelki nie świadczy dobrze ani o stabilności emocjonalnej, ani o zdolnościach intelektualnych, ani o rozeznaniu w zagrożeniach. Czy kierownictwo partii nie wiedziało, jaki jest poseł Pięta? Czy nie miało do komisji lepszych kandydatów?”.

Odpowiedź brzmi: nie miało. Tacy parlamentarzyści jak Pięta, Piotrowicz, Kuchciński, Suski, Tarczyński, Pawłowicz to creme de la creme kadr PiS-u, a zarazem materiał dowodowy w akcie oskarżenia Jarosława Kaczyńskiego, który ponosi odpowiedzialność za wpuszczenie na salony polskiej polityki osób absolutnie na to nie zasługujących. To pan prezes zadecydował, że budując partię, oprze się na ludziach posłusznych, intelektualnie ograniczonych, pozbawionych kręgosłupa, podatnych na manipulację lub skrajnie cynicznych, a nawet wykazujących ewidentne objawy zaburzeń.

Taką selekcję Jarosław Kaczyński stosuje od lat i to świadomie. Świadczą o tym jego własne wypowiedzi, które padły w rozmowie z politologiem Tomaszem Grabowskim w 1994 r. (fragmenty tego wywiadu sprzed 24 lat opublikuje dodatek „Wyborczej” „Ale historia” w poniedziałek 4 czerwca). Dzisiejszy naczelnik „dobrej zmiany” tak wówczas charakteryzował swą pierwszą partię – Porozumienie Centrum – z okresu tzw. wojny na górze: – „Uczciwie mówiąc, całe to ówczesne PC to był straszliwy zoolog, w sensie: ogród zoologiczny. To było dziwne zbiorowisko. Dużo tam wtedy było różnych takich środowisk niesłychanie skrajnych, integrystycznych katolików, ludzi o uogólnionej pretensji do świata, także trochę ludzi niezupełnie zdrowych na umyśle”.

Gdyby ktoś sądził, że ta menażeria prześlizgnęła się do obozu Kaczyńskiego przypadkiem i wbrew woli wodza, to z błędu wyprowadzi go kolejna wypowiedź prezesa, która padła w tej samej rozmowie: – „W 1981 r. bardzo mi się nie podobała koncepcja Macierewicza wciągnięcia ludzi z awansu solidarnościowego, na ogół proweniencji półinteligenckiej. A w 1989-90 r. ją przyjmowałem. Sądziłem, że ta grupa, dużo bardziej przesiana, może być bardzo pożyteczna. I w jakiejś mierze to się spełniło”.

Jarosław Kaczyński, prąc do władzy, cynicznie i z premedytacją oparł się na ludziach o najniższych kwalifikacjach intelektualnych i moralnych. Głosząc hasła „dekomunizacji”, bez oporów przygarnął zarówno ludzi z zaciągu solidarnościowego, jak i PRL-owskich prokuratorów, członków PZPR-owskiej nomenklatury oraz koncesjonowanych przez komunistyczne władze katolików z PAX-u. Warunkiem była tylko bezwarunkowa wierność i dyspozycyjność.

Mile widziana była też frustracja. Prezes PC i PiS do perfekcji opanował umiejętność grania na niespełnionych ambicjach, niezaspokojonych apetytach i zwiedzionych nadziejach. Wspominając akces środowisk PAX-owskich do Porozumienia Centrum, mówił w 1994 r. tak: – „To byli na ogół odrzuceni aspiranci do Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Niekiedy odrzuceni na takiej zasadzie, że w ogóle ich nie wpuszczono, a niekiedy na takiej zasadzie, że wpuszczono ich, ale nie na takie pozycje, na jakie oni chcieli, a oni z tego nie skorzystali”.

Dziś, gdy Jarosław Kaczyński z powodów zdrowotnych został wyłączony z bieżącej gry politycznej, Polska została zostawiona sam na sam z całym tym „zoologiem”, w normalnych warunkach siedzącym w klatkach, do których klucze trzymał naczelnik. Kaczyński, mimo całego swego cynizmu i patologicznej żądzy władzy, jest zdolny do racjonalnej refleksji i potrafił zablokować niektóre decyzje i działania w sposób rażący przekraczające granicę awanturnictwa. To właśnie dlatego Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji dostała polecenie, że ma anulować drakońską karę finansową nałożoną na TVN. Dlatego też (tymczasowo?) zamrożono prace nad „repolonizacją” czy „dekoncentracją” mediów. I dlatego zepchnięto na boczny tor projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.

Teraz jednak, gdy naczelnik zniknął z polskiej polityki i coraz częściej spekuluje się o ewentualnej sukcesji, ten nadzór został zlikwidowany. Klatki zostały otwarte i niekontrolowany PiS-owski „zoolog” swobodnie może rozbiec się po kraju.

Strach myśleć, jak może wyglądać Polska, w której katoliccy talibowie z Ordo Iuris nie napotykają na przeszkody w realizacji swych inicjatyw i gdzie nikt nie kontroluje poczynań takich wybitnych parlamentarzystów, jak Krystyna Pawłowicz, Stanisław Pięta czy Dominik Tarczyński.

Pocieszać się można jedynie tym, że długo to nie potrwa. Te środowiska i ci ludzie nie mają elementarnych kwalifikacji pozwalających sprawować władzę w 40-milionowym kraju należącym do Unii Europejskiej.

Waldemar Mystkowski pisze o chorobie prezesa.

Poczta pantoflowa w dobie internetu ma śmiertelną moc informacji. Jednostki wrażliwe na krytykę mogą nie wytrzymać ataków na siebie. Wrażliwości powinni być pozbawieni politycy, nawet jeżeli używają jej w debacie jako waloru społecznego. Doszło do dziwnej ze wszech miar sytuacji dotyczącej prezesa partii rządzącej, człowieka, który w swoich rękach trzyma wszystkie lejce władzy, a jego nominaci – prezydent i premier – chodzą w postronkach.

Ten prezes od niemal miesiąca przebywa w szpitalu. Najpierw była kupa śmiechu, że kolano nawaliło, bo dociskane nim były pisane na tymże kolanie ustawy antysądownicze, antydemokratyczne, antykonstytucyjne. Ale na kolano nie leży się w szpitalu aż miesiąc, nawet jeżeli przeprowadzona została operacja. Politycy PiS, którzy jakoby mają kontakt z pacjentem coś tam niewyraźnie twierdzą, że to jeszcze potrwa. Jest to zasnute taką mgiełką tajemnicy, iż należy sądzić, że mamy do czynienia z dezinformacją.

Pojawiają się spekulacje – i  nie jest to dziwnym – o poważnej chorobie. Lekarze prowadzący nie wydają komunikatów o zdrowiu prezesa. A media – nawet te zawłaszczone przez PiS – nie są dopuszczone do łóżka szwankującego na zdrowiu.

Co jest? Prezes PiS Jarosław Kaczyński może przeżywać fizyczne katusze, a jego zwolennicy i przeciwnicy niczego o tym nie wiedzą. Wszyscy w wypadku kogokolwiek (lubimy takiego czy też nie) z empatią pytamy: – „A czy cierpi?” To jest ludzkie, humanitarne.

Pojawiło się przypuszczenie, iż Kaczyński ma raka trzustki. Kto puszcza tę farbę? Każdy wszak może to uczynić, włącznie z najważniejszymi politykami PiS. Dlaczego zatem lekarze milczą? Coś jest na rzeczy. Brzydkim jest cieszyć się, że prezesa mogła dorwać tak wredna odmiana nowotworu.

Serwis internetowy „Rzeczpospolitej” zlecił przeprowadzenie sondażu: czy należy ujawnić stan zdrowia Kaczyńskiego? Niemal połowa rodaków – 45,2 proc. – jest za jawnością stanu zdrowia tego, który trzyma nas wszystkich za twarz za pomocą swoich mianowańców. Przeciwnego zdania jest 28,3 proc. Nie wiem, co o tym sądzić – 26,5 proc.

Dziwne, że trzeba pytać nas, czy mamy prawo wiedzieć o stanie zdrowia swego satrapy. Mogę Kaczyńskiego nie lubić, nie szanować – bo tak naprawdę nie mam za co, nie cenię jego inteligencji – ale mam prawo jako obywatel wiedzieć o jego zdrowiu, bo ten człowiek ma wpływ decyzyjny na nasze życie.

Spekulacji nie powstrzyma się. Taka jest natura człowieka. Niewiedza zawsze snuje czarne scenariusze i jest glebą dla wszelkich teorii spiskowych. Czy lekarze nie powiedzieliby na temat zdrowia prezesa PiS, gdyby to było coś niegroźnego, np. kolano? Czy Kaczyński zabronił wyższemu personelowi szpitala przy Szaserów informować o swoim stanie zdrowia? Pytanie najważniejsze: czy wraz z chorym prezesem ma chorować państwo, Polska?

PiS się boi, strach zaczął zaglądać Kaczyńskiemu w oczy

Antoni Słonimski 29 lutego 1968 roku tak opisywał nastroje.

Powtarza się toczka w toczkę.

Tomasz Cimoszewicz o wysokiej premii dla senator Anny Anders (PiS) i o jej pracy, jaką wykonuje na rzecz okręgu, w którym dostała mandat do pracy w Senacie.

Niechluj Ryszard Czarnecki podzielił się swoimi przemyśleniami na temat Unii Europejskiej ze skrajnie prawicowym portalem.

Polska pisowska krzyżuje szyki Niemcom i Francji.

Czarnecki oskarża 3 grupy polityków unijnych o atak na rząd PiS:

Pierwsza grupa zdaniem Czarneckiego to europosłowie atakujący Polskę ze względów ideologicznych. Brak zgody Polaków na aborcję, lewicowe eksperymenty.

Druga grupa: Politycy Europejskiej Partii Ludowej, do której przynależy PO i PSL. A także eurodeputowani ALDE, czyli liberałowie, z którymi związana jest Nowoczesna.

Trzecia grupa: Pewni przedstawiciele dużych europejskich państw, którzy niezależnie od barw partyjnych głosują przeciw Polsce. Bo nasz kraj zyskuje w UE coraz silniejszą pozycję. Nasza gospodarka stanowi coraz większą konkurencję dla ekonomii europejskich potęg, a to krzyżuje szyki np. Niemiec i Francji – mówi Czarnecki dla portalu niezalezna.pl

Janusz Piechociński, Jan Vincent Rostowski i internauci skomentowali wypowiedź Mateusza Morawieckiego na temat kredytów we frankach.

Wojciech Maziarski na koduj24.pl pisze o strachu, ktory pojawił się w PiS.

Rządzący nasilają represje wobec opozycji, bo wiedzą, że sympatie wyborców się od nich odwracają.

Tydzień temu stanęliśmy w grupie trzydziestu kilku osób pod pomnikiem Mickiewicza w Warszawie, naprzeciw prokuratury, by zaśpiewać hymn w wersji napisanej przez Jasia Kapelę: „Marsz, marsz, uchodźcy…”. Protestowaliśmy w ten sposób przeciw skandalicznemu wyrokowi grzywny na autora, który „ośmielił się” sparafrazować Mazurek Dąbrowskiego.

Gdy tylko zaczęliśmy śpiewać, jeden z policjantów towarzyszących naszej demonstracji, wyjął kamerę i zaczął starannie filmować nasze twarze. Trudno mieć wątpliwości, w jakim celu to robił – wszak nie nagrywał ani początku, ani końca zgromadzenia, ani wygłaszanych przemówień, a jedynie nasz chóralny śpiew. Najwyraźniej zbierał dowody na potrzeby postępowań, które jego zwierzchnicy zamierzają nam wytoczyć. Pies ich trącał. Są w grubym błędzie, jeśli im się wydaje, że w ten sposób nas zastraszą.

PiS już nie udaje normalnej partii

W niespełna dwa i pół roku po wyborach 2015 r. PiS-owska władza nie ukrywa, że zamierza stłumić wszelkie przejawy sprzeciwu przy użyciu przemocy i represji. Dawno już skończył się powyborczy miesiąc miodowy, w czasie którego PiS udawał partię demokratyczną i ustami swego figuranta Andrzeja Dudy zapowiadał „odbudowę wspólnoty”.

Dziś Klaudię Jachirę, która organizuje happeningi z kukłą pana prezesa i nabija się z dobrej zmiany, prokuratura ściga pod zarzutem „przestępstwa gospodarczego” (bo w filmiku na YouTube użyła logotypu TVP). Człowiekowi, który w Gdańsku folią zasłonił nazwę ulicy Lecha Kaczyńskiego, policja robi rewizję w domu. I tak miał szczęście, bo mogli go potraktować jak Franciszka Jagielskiego, który przed Sejmem powiedział parę słów do słuchu funkcjonariuszom PiS-owskiego aparatu propagandy i kilka dni później został za to skuty kajdankami i przewieziony na przesłuchanie z Wrocławia do Warszawy. Skonfiskowano mu też komórkę i komputer. Osoby, które w czasie ulicznych demonstracji używają megafonów albo nalepiają ulotki na policyjne barierki są ścigane za łamanie prawa o ochronie środowiska i za „zaśmiecanie”.

Prześladowanie przy pomocy prawa

W każdym z tych przypadków władze sięgają po jakiś przepis, który pozornie uzasadnia podejmowane działania represyjne. Pod tym względem reżim PiS-u nie różni się zasadniczo od innych dyktatur, które na ogół też dbają o zachowanie pozorów i legalizują represje przy pomocy najróżniejszych przepisów porządkowych, ekologicznych, obyczajowych itd. Zdradza je jednak selektywność stosowania tych regulacji – dziwnym trafem do odpowiedzialności pociągani są tylko polityczni oponenci, wobec których prawo jest stosowane ze skrajnym rygoryzmem, zaś zwolennicy władzy cieszą się pełną swobodą, mają spokój, nikt się ich o nic nie czepia.

Franciszek Jagielski, który naurągał funkcjonariuszce aparatu propagandy, jest ścigany za utrudnianie pracy dziennikarskiej, natomiast mężowi Beaty Szydło, który poszczuł psem reporterkę „Newsweeka”, włos z głowy nie spadł. Jak mawiają w otoczeniu Putina: – „Dla naszych przyjaciół wszystko, dla naszych wrogów – prawo”. W terminologii świata demokratycznego nosi to nazwę „legal harassment”, czyli „prześladowanie przy pomocy prawa”.

Odgrodzić aktywistów od społeczeństwa

Oczywiście, rządzący nie są na tyle naiwni, by wierzyć, że zdołają zastraszyć ludzi, którzy przeciw nim demonstrują. Być może odpowiadający za policję wiceminister Jarosław Zieliński nie jest tytanem intelektu, ale z pewnością ma dość IQ, by zdawać sobie sprawę, że nie zastraszy Władysława Frasyniuka, skuwając go kajdankami, ani nie uciszy Marty Lempart, stawiając ją przed sądem za używanie megafonu w czasie demonstracji.

W istocie szykany te nie są jednak adresowane do tych, którzy bezpośrednio padają ich ofiarami, lecz przede wszystkim do ich otoczenia. Mają być sygnałem ostrzegawczym: lepiej się nie wychylać i nie dołączać do opozycji, bo skoro władza nie zawahała się zatrzymać i skuć kajdankami samego Frasyniuka, to łatwo sobie wyobrazić, jaki los może spotkać takiego szaraka jak ja. To sprawdzona metoda wszystkich mafii i gangów przestępczych: spal lokal najodważniejszego restauratora, który się opiera i nie chce płacić haraczu, a pozostali szybko pójdą po rozum do głowy, zerwą z nim kontakty i zaczną ochoczo płacić „za ochronę”.

PiS-owskiemu aparatowi ścigania w sukurs przychodzą reżimowe media, z TVP na czele, które starają się wyrobić u odbiorców przekonanie, że ludzie demonstrujący na ulicach i aktywnie sprzeciwiający się władzy to groźni, fanatyczni i ogarnięci nienawiścią ekstremiści, od których lepiej trzymać się z daleka. Obywatelom RP propaganda próbuje przykleić gębę niepoważnych awanturników i notorycznych zadymiarzy, a Bartosza Kramka z fundacji Otwarty Dialog, który napisał tekst publicystyczny z propozycjami programowymi, jak „wyłączyć rząd”, przedstawiono niemal jako terrorystę.

Celem tych medialnych manipulacji jest – podobnie jak w przypadku akcji policyjno-prokuratorskich – wykopanie rowu między aktywistami a szerszą opinią publiczną. Dokładnie tak samo dyskredytowano w czasach komunizmu KOR, a zwłaszcza jego czołowych i zdaniem władz najgroźniejszych przedstawicieli – Jacka Kuronia i Adama Michnika. Propaganda prezentowała ich narodowi jako fanatyków z nożami w zębach.

Polska powiatowa dziękuje PiS-owi

Wysiłek, jaki władza wkłada w izolowanie najaktywniejszych środowisk opozycyjnych i oddzielenie ich od reszty społeczeństwa, jest znakomitym wskaźnikiem stanu ducha PiS-u. Oficjalnie rządzący chełpią się sondażami, które rzekomo dowodzą masowego poparcia dla nich i prognozują miażdżące zwycięstwo nad opozycją w nadchodzących wyborach. Mówią, że mają mandat „suwerena”, który jest PiS-owi dozgonnie wdzięczny za 500 plus. W rzeczywistości jednak drżą ze strachu, bo czują pismo nosem i wiedzą, że jesienne wybory samorządowe będą bolesną chwilą prawdy.

PiS rzeczywiście prowadzi w sondażach, lecz konsekwentnie przegrywa prawie we wszystkich wyborach uzupełniających w całym kraju. Radomsko, Stargard Szczeciński, Gołdap, Zdzieszowice, Glinojeck, Polkowice, Chrzanów, Mielec – to tylko niektóre z miast, w których kandydat PiS przepadł. Na liście porażek jest nawet Jasło położone w Polsce południowo-wschodniej, czyli w mateczniku PiS.

Wyjątkiem była Krokowa na Pomorzu, gdzie 7 stycznia kandydat Prawa i Sprawiedliwości na wójta pokonał kandydata PO – i tym zwycięstwem chełpiły się wszystkie propagandowe tuby władz, twierdząc, że to „ważny test przed wyborami samorządowymi jesienią 2018”. O innych testach, które rządzący oblali, reżimowe media nie wspominały.

Fidesz przegrywa, PiS się boi

Najgroźniejszym jednak prognostykiem dla PiS są deklaracje wskazujące, że frekwencja w nadchodzących wyborach może być wyjątkowo wysoka. Najwyraźniej wyborcy są wkurzeni i zmobilizowani – i raczej nie jest to mobilizacja po stronie rządzących.
Jak to się może skończyć, pokazuje przykład węgierski – zamawiane przez tamtejsze partie wewnętrzne sondaże też zapowiadały, że w uzupełniających wyborach burmistrza w mieście Hódmezővásárhely 25 lutego bez żadnego problemu i wyraźnie zwycięży kandydat rządzącego Fideszu Viktora Orbána. Wydawało się to tym prawdopodobniejsze, że Hódmezővásárhely to miasto leżące w samym mateczniku Fideszu i rządzone przez tę partię od lat.

Jednak opozycja wystawiła tu jednego, wspólnego kandydata, który odniósł oszałamiające zwycięstwo nad kandydatem władzy – 57 do 42 proc. Analiza wyników wskazuje, że Fidesz nie stracił elektoratu od poprzednich wyborów – głosowało na niego tyle samo wyborców, lecz zwiększona frekwencja przełożyła się na o wiele lepszy wynik opozycji, która dosłownie zmiotła kandydata władzy. Węgierscy komentatorzy mówią, że być może 25 lutego okaże się datą przełomową, kończącą triumfalny pochód Fideszu i inicjującą jego sromotny odwrót.

Węgrzy idą do urn w kwietniu. My czekamy na jesień. To ponad pół roku, w czasie którego możemy się spodziewać nasilenia represji i kolejnych szykan za demonstrowanie, śpiewanie, zasłanianie tablic. Spanikowana władza będzie desperacko kąsać i drapać pazurami.

Trudno, jakoś to zniesiemy. Potem będzie już z górki.

Zacznijmy od podstawowego dogmatu – dla mnie oczywistego – Polacy są lepsi, niż politycy PiS przez dwa lata z nami zrobili. Zniszczyli naszą reputację, sprowadzili nas do swoich wymiarów. Polityka jest okrutna, jeżeli mają nas wyzyskać na arenie międzynarodowej, wyzyskają.

Niestety, jako Polacy odpowiadamy za pisowców. Na świecie nas nie rozróżniają. Polak dla innych stał się zakłamany jak pisowiec, który np. może powiedzieć taka brednię politologiczną, że Polska jest demokratycznym państwem narodowym.

Przed opozycją i społeczeństwem obywatelskim nie lada wyzwanie, by w niedługim czasie przekonać pozostałych rodaków do tego, że nie możemy pod obecną władzą zmierzać do izolacji państwa, a tym samym do uniemożliwienia karier dla najlepszych, samorealizacji się, że nie możemy marnować życia.

Gdyby dzisiaj wybierano szefa Rady Europejskiej, Donald Tusk nie miałby żadnych szans, ani ktokolwiek z naszych wielokroć lepszy od Tuska. Polak został ośmieszony, PiS zrobił z naszej nacji karykaturę. Jesteśmy jak bohater „Monizy Clavier” Sławomira Mrożka, groteskową ofiarą, którą świat wykopuje za drzwi, bo chwali się swoim przegraństwem.

Niedługo wybory samorządowe, które już dzisiaj widać, iż będą jednym wielkim chaosem, szaleństwem organizacyjnym. A jeżeli tak – to o to chodzi, aby szaleństwo było metodą na wygraną PiS. Brak pieniędzy na organizację wyborów – dzisiaj mówi się o deficycie rzędu 600 milionów złotych, a będzie on większy. Kto zatem za friko albo za niewielką dietę zechce zasiadać w komisjach wyborczych?

Niemożliwe stanie się skoordynowanie i przeprowadzenie bezpiecznych transmisji z 28 tysięcy lokali wyborczych, tym bardziej, że jeszcze nie przeprowadzono skomplikowanych przetargów na zakup kamer. O to jednak chodzi, chaos pozwoli PiS przepychać w sądach po swojej myśli oprotestowane i zaskarżane wyniki wyborcze, które zresztą zostaną „ustalone” – jak czytamy w nowej ordynacji.

Ze strony władzy wybory pilotuje Paweł Szefernaker, prawa ręka ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego. Ten Szefernaker stosuje sztuczki właściwe dla trolli internetowych, zwala przewidywaną winę na innych, w tym wypadku na Państwową Komisję Wyborczą, choć organizację wyborów odebrano sędziom PKW na rzecz władzy wykonawczej.

Szefernaker w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” w TVN24 wskazał nawet winnego chaosu podczas listopadowych wyborów samorządowych: – „Wiele informacji, które się pojawia na ten temat, wynikają tylko i wyłącznie z tego że pojawiają się w mediach, bo są wrzucane przez szefową KBW… Najpierw wysyła do mediów list, a potem do premiera”. Chodzi o szefową Krajowego Biura Wyborczego Beatę Tokaj, która dzisiaj zresztą została zastąpiona przez pisowską działaczkę Magdalenę Pietrzak.

Wniosek jest tylko jeden, jeżeli pilotuje wybory ktoś tak marnej miary jak Szefernaker, wybory mogą być tylko strollowane.

Obrzydliwi politycy PiS – intelektualnie, estetycznie. Przede wszystkim amoralni

Andrzej Celiński nie może oglądać Ryszarda Czarneckiego w mediach niezależnych.

Podobnną cofkę mają inni.

Poseł PO Krzysztof Brejza interpelował w sprawie premii przyznawanych sobie przez pisowców.

Były szef MON Tomasz Siemoniak skomentował informację o nagrodach dla ministrów rządu PiS.

Wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński „słynie” z niekonwencjonalnych zachowań i pomysłów. Wychodzi na to, że nie wystarczają mu miesięcznice smoleńskie. Z inicjatywy Zielińskiego w każdy jedenasty dzień miesiąca w Łapach na Podlasiu będą się odbywać patriotyczne „nowenny niepodległościowe”.

 „Wiceminister zawsze dostrzegał potrzebę spotykania się na wspólnej modlitwie w intencji ojczyzny” – powiedział „GW” proboszcz kościoła w Łapach. Potrzebę taką będą też musieli mieć podlascy policjanci. – „W związku z obchodami 100. Rocznicy Odzyskania Niepodległości, w każdy 11 dzień miesiąca, odbywać się będzie Nowenna Niepodległości. Potrwa ona do 11 listopada. Pierwsza z nich odbędzie się już w najbliższą niedzielę, 11 lutego 2018 roku o godzinie 11.30 w kościele pw. Św. Krzyża w Łapach. Podczas I Nowenny Niepodległości wystąpi Zespół Wokalno-Instrumentalny Komendy Miejskiej Policji w Łomży, który wykona pieśni patriotyczne” – głosi komunikat na stronie Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Obecność na „nowennie niepodległościowej” nie jest podobno obowiązkowa. – „Każdy z naszych funkcjonariuszy, jeżeli czuje taką potrzebę, może wziąć udział w tych uroczystościach. (…) Oczywiście nie w umundurowaniu służbowym, ale wyjściowym – galowym” – powiedział „GW” rzecznik białostockiej komendy nadkomisarz Tomasz Krupa.

Wiceministrowi Zielińskiemu chyba jednak trudno będzie odmówić, zwłaszcza że obowiązkowo stawić się będą musieli lokalni szefowie policji, Straży Pożarnej, Straży Granicznej, Służby Więziennej itp.

Wybitna polska reżyserka Agnieszka Holland uważa, że w walce z używaniem określenia „polskie obozy śmierci” bardziej skuteczne od ustawy jest edukowanie. – „Od czasów ministra Geremka wszyscy dyplomaci polscy szalenie to wychwytują i interweniują. Osiągnęli bardzo duże sukcesy. To działanie dyplomatyczne doprowadziło do tego, że w wielu znaczących mediach jak „New York Times” czy „Washington Post” wprowadzono takie algorytmy, że poprawia automatycznie komputer, jak ktoś używa takiego sformułowania” – powiedziała Holland w TVN24.

Jej zdaniem, mamy do czynienia z ogromnym niedouczeniem historycznym, ale nie można z nim walczyć za pomocą takiej ustawy jak ta o IPN. – „Ta ustawa grozi tym, że nie można mówić prawdy” – powiedziała Holland. Dodała, że „ustawa jest fatalna”. – „To, co jest fałszywe i głupie w tej ustawie, to, że próbuje się zrobić z nas mesjański naród zupełnie bez winy. Dojrzałość narodu polega też na przyznaniu się do trudnej historii. Przede wszystkim trzeba być dumnym ze swojej historii, a nie wstydzić się jej tak, żeby ją zakłamywać” – powiedziała Holland.

Holland mówiła, że ustawa o IPN potwierdziła wszystkie najgorsze stereotypy o Polsce. – „Polski rząd, który sobie wziął za zadanie ideologicznie sformować nowego Polaka, przekroczył granice tego, co świat dopuszcza dzisiaj. Po co nam to było?” – pytała reżyserka. – „Żyjemy w czasach, które są bardzo niebezpieczne. (…) W tych czasach jest szalenie łatwo wywołać pożar wokół jakiegoś emocjonalnego wzmożenia. Populiści czy nacjonaliści tym zarządzają bardzo skutecznie. Mąż stanu czy polityk odpowiedzialny nie powinien używać takich narzędzi” – powiedziała Holland.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o tym, jak władza buduje negatywne emocje na niskich instynktach Polaków.

Polska cierpi obecnie na rozdwojenie jaźni.

Czy się z tym zgadzamy, czy nie, musimy wreszcie przyjąć do wiadomości i pogodzić się z faktem, że nasza Polska cierpi obecnie na rozdwojenie jaźni. Jeden naród, a w nim bezkrytyczni wielbiciele obecnej władzy – osoby, którym wszystko jedno, byle im się spokojnie żyło i tacy jak ja… wciąż zdziwieni, nie pojmujący do końca, co właściwie się stało, że jest tak, jak jest.

A jest wyjątkowo nieciekawie. Wydawało się, że przez minione 27 lat społeczeństwo okrzepło w budującej się demokracji, nabrało rozumu, wreszcie zmieniło swoje spojrzenie na ludzi i świat. Stało się bardziej otwarte, przyjazne wobec wszelkiej inności. Jak mało trzeba, by jednak okazało się, że była to tylko mrzonka. Ot, jakaś taka iluzja, w którą zapewne bardzo chcieliśmy uwierzyć. To nie kto inny, jak właśnie PiS udowadnia nam każdego dnia, jak bardzo się myliliśmy. Mistrzowie w szukaniu wroga, co zaspokaja najgorsze instynkty części narodu, ruszyli do boju.

Na pierwszy ogień PiS wzięło PO. Logiczne, bo przecież to z nimi trzeba było wygrać wyścig do parlamentu. Nagonka rozwijała się powoli, acz bardzo skutecznie. Ludzie wspaniale odnajdywali się w tym szczuciu przeciwko PO, tym bardziej, że prezes Kaczyński miał sporo punktów do zahaczenia. Politycy partii konkurencyjnej podali mu je dosłownie na tacy. Przekupiony pięknymi słowami i obietnicami naród nawet się nie zorientował, kiedy brzydkie fakty, obciążające PO, przeszły w kłamstwa i manipulację. Polska w ruinie, rządy lobbystów, wiernopoddaństwo wobec UE i w ogóle świata, no i ten Tusk, największe zło Polski. Mity i fakty umiejętnie splecione ze zbrodnią smoleńską zrobiły swoje. PiS zdobyło władzę i te 18% głosujących na nich Polaków zwariowało ze szczęścia.

Po wyborach nadszedł czas na utrwalenie w swoim elektoracie winy PO za całe polskie zło i nastąpiła pierwsza próba przeciągnięcia na swoją stronę tzw. leniuszków, czyli tych, którym się nie chce brać udziału w wyborach, bo mają ciekawsze zajęcie od polityki. Kto zniszczył Polskę? Tusk. Kto źle o Polsce mówi na forum UE? Tusk. Kto ma niemieckie korzenie? Tusk. Kto walczy z polskim Kościołem? Tusk. Kto nie dba o dzieci i ich rodziców? Tusk. Kto wykończył polską edukację i kulturę? Tusk. Kto dokuczył biednemu Jarosławowi Kaczyńskiemu? Tusk. I tak ten biedny Donald Tusk wbił się do głowy wielbicieli prezesa jako synonim największej tragedii, która spotkała Polskę. PiS mogło odetchnąć z ulgą. Ufff, udało się…

W końcu jednak temat się nieco przejadł, spowszedniał, więc trzeba było wskazać kolejnego wroga, który utrzyma wyborców przy PiS-ie. Padło na Niemcy, bo nas nie lubią, coś tam za plecami naszymi kombinują, a ta Angela Merkel to już w ogóle antypolskie dno. Myśleli, myśleli… i wymyślili. Odszkodowania za niemiecką okupację w latach 1939 – 1945, za zabijanie Polaków, za gnębienie. Elektorat wręcz zakwiczał z radości. Jakże pięknie to żądanie wpisało się w ich nastawienie do sąsiadów zza Odry. Jechać tam do pracy czy na handelek jest super, ale sprawiedliwości musi stać się zadość, bo Niemiec odwiecznym wrogiem Polaków jest i basta. Ma nam zapłacić za całe zło i tyle w temacie.

Kiedy kwestia odszkodowań nieco już okrzepła i przestała budzić większe zainteresowanie, przyszedł czas na Żydów i Ukraińców. Zgadzam się z tymi, którzy mówią, iż znowelizowana ustawa o IPN to pic na wodę i praktycznie jest tylko pustym zapisem. Już to widzę, jak ktoś np. na Kanarach powie coś, co narusza polską godność i natychmiast nasza władza ściąga gościa do Polski i zamyka w więzieniu na 3 lata. Słowo daję, nabrać na to może się tylko ten, kto zatracił gdzieś umiejętność realnej oceny świata, w jakim żyje. Ewidentnie ten pomysł z ustawą, skierowany jest do swoich, by znowu dać im kolejną pożywkę, by utrzymać ich przy sobie. W końcu nic tak mobilizująco na prawdziwego Polaka nie działa, jak walka o godność i honor, a przy okazji nakarmienie polskiego antysemityzmu i alergii na co niektóre narody. Tak więc mamy ustawę, która nic nie znaczy i mamy tak pokazowy wybuch nienawiści, że aż dech zapiera. Politycy PiS, niektóre „autorytety” prawicy, kilku historyków pławią się teraz w tej, wywołanej przez brak pomyślunku, histerycznej atmosferze, wbijając do głów jakieś dalekie od prawdy fakty pseudohistoryczne. A wierni PiS-owi obżerają się tą rozbudzoną fobią po uszy i nawet nie widzą, do czego ta sytuacja nas – jako Polskę – prowadzi. PiS się raduje, lud to kupuje, a słupki w sondażach rosną…

Sukcesywnie, gdy robi się zbyt spokojnie i PiS traci na chwilę inwencję twórczą, wskakuje temat UE. Tej złej, antypolskiej, która nas wykończy. Tyle kasy od nas wyciąga, a w zamian, co? Te drogi, autostrady, remonty ulic i zabytkowych kamienic, międzynarodowe projekty naukowe, wymiana studentów, poprawa jakości szpitali, inwestycje to tylko nasza, polska zasługa, bo UE nas okrada i nic więcej. Do tego wtrąca się w nasze wewnętrzne sprawy. Nas, Polaków, chce uczyć praworządności i sprawiedliwości? Hańba! Po prostu hańba!

Ciekawe, kto będzie następny. Jestem przekonana, że PiS znajdzie kolejny cel do atakowania, bo przecież nic tak nie trzyma narodu w ryzach, jak przypomnienie mu, kto jest wrogiem, jak strach przed „obcymi” i wiara w światowy spisek antypolski.

A kiedy już wyczerpią się wszystkie możliwości, to pozostanie tylko jedno. Mocniej jeszcze zadziałać na własnym terenie, wskazując jako wroga tych, którzy nie dają się nabrać na bajeczki PiS-u. Jeszcze władza się nieco kryguje, próbuje zachować pozory, ale przyjdzie moment, gdy jej uderzenie będzie ostre i bezpardonowe. Postawi przeciwko „niepraworządnym” babcie z różańcami, dziarskich staruszków z krzyżami, nacjonalistów i polskich neonazistów. A co sobie sama będzie brudziła łapki. Oddany im elektorat załatwi „gorszy sort” na chwałę prezesowi i reszcie.

No i taką mamy polską rzeczywistość. Jedni są szczęśliwi, bo PiS zaspokaja ich potrzeby materialne i duchowe. Pozwala im być wreszcie sobą, takimi pełnymi agresji, antysemitami i rasistami. Daje swoje przyzwolenie i nagradza dobrym słowem za atakowanie każdego, kto nie należy do tej teatralnej trupy.

Pozostali, którzy jeszcze się uchowali, wciąż nie mogą wyjść ze dziwienia, że wróciła taka Polska, jak z najgorszych, sennych koszmarów. Cały system wartości obywatelskich przestaje się liczyć, a obecna władza stawia tylko na to, co zapewni jej dostęp do koryta na długie lata. No i na tych, którymi łatwo da się manipulować, łatwo wykorzystać, dając im ochłapy w postaci przekonania, że teraz są tacy ważni.

Może więc już czas przestać się dziwić, wziąć tę naszą mroczną rzeczywistość na klatę i skonsolidować siły, by zatrzymać ten pochód „zombie”?

Pedoflia w Kościele – najnowszy film Smarzowskiego. Amoralny Morawiecki, piejący Kogut i Felicjan Karczewski

Już jest po zdjęciach do filmu o pedofilii w Kościele katolickim pod tytułem „3”, bo to trzy historie o pedofilach pod koloratką.

Film jest ponoć wstrząsający.

Wstrzą-sa-ją-cy.

Krucjaty różańcowe murowane.

Mateusz Morawiecki zidiociał.

Być w PiS-ie to koniecznie upaść na głowę – glacą na beton.

Waldemar Kuczyński nie przyjmie księdza po kolędzie.

Pisowski senator Stanisław Kogut mimo zarzutów CBA może odetchnąć z ulgą. Koledzy obronili go w Senacie.

Internauci te szalbierstwo zaprzaństwo skomentowali.

Waldemar Mystkowski pisze o Karczewskim.

Karczewski więcej mówi niż Felicjan Dulski, jest esencją dulszczyzny, zakłamania, polskiej prowincjonalnej duszności, kołtunem, co się zowie. Odtwarzać rolę Karczewskiego może każdy polityk PiS, jest łatwa w swym przesłaniu, nie wymaga żadnej samodzielności, kreatywności, głębi.

Karczewski poparł Ryszarda Czarneckiego, który określił europosłankę Platformy Obywatelskiej Różę Thun „szmalcownikiem”. Dulski zaapelował do Thun, aby zrezygnowała z polityki. To jest zakłamanie. Brudy są dziełem zbiorowym polityków PiS, są widziane w całej Europie i postponowane, na tym traci Polska. Dlaczego jeszcze miałyby być zakłamywane przez polityków opozycji? Róża Thun nazwała po imieniu antypolskie efekty polityki PiS, przynoszące naszemu krajowi ujmę, przynoszące wstyd.

Kołtun Karczewski ma oczekiwania, że inni będą wyznawać taką dulszczyznę jak on. Ktoś taki jak Karczewski powinien ustąpić ze stanowiska, marszałek Senatu nie może być kołtunem. Marszałek jest funkcją dla szlachetnego człowieka, a nie dla stłamszonego Dulskiego, panie Felicjanie Karczewski!

Internauci informują, że po sprawie Ryszarda Czarneckiego z Różą Thun, politycy PiS dostali przekaz, aby mówić jednym głosem.

©Andrzej Mleczko

PiS nabyło prawa do praktykowania chamstwa przez patriotów

Krzysztof Pieczyński skomentował atak na niego w centrum Warszawy.

Jacek Gądek na gazeta.pl pisze o tym, dlaczego Duda nie zostanie ponownie prezydentem.

Najwierniejsi z wiernych. Radykałowie wśród radykałów. Gotowi tyrać dla PiS. Właśnie oni w kilka miesięcy doznają kolejnego upokorzenia. Ich polityczny mistrz – Jarosław Kaczyński – zgodził się na usuniecie z rządu ich wzorca cnót – Antoniego Macierewicza. Za ten dyshonor winią Andrzeja Dudę.

– Obiecałem, że jeśli Macierewicz zostanie zdymisjonowany, to nie zagłosuję na Dudę. A ja w odróżnieniu od pana prezydenta obietnic dotrzymuję – stwierdził w „Do Rzeczy” Sakiewicz. Jeszcze w emocjach, bo godziny po odejściu Macierewicza. Dla Sakiewicza były już szef MON to nie tylko polityk, którego pośród wszystkich zna najdłużej. Ale także przyszywany członek rodziny, bo Macierewicz jest ojcem chrzestnym syna Sakiewicza.

Eurodeputowana Róża Thun w wywiadzie dla portalu wiadomo.co.

Zapowiedziała pani złożenie pozwu wobec Ryszarda Czarneckiego i Tomasza Sakiewicza. Kiedy to nastąpi?

Pozew przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi jest już prawie gotowy, ponieważ to starsza sprawa i już od jakiegoś czasu pracowałam nad nim, przeciwko panu Czarneckiemu jestem w trakcie pisania i oczywiście złożę obydwa, myślę, że w najbliższym czasie.

Nie odpuści pani?

Nie mogę, bo tu chodzi o przestrzeń publiczną, która jest niszczona takimi strasznymi wypowiedziami. Nie można na to pozwalać, tym bardziej, że coraz częściej to obserwujemy, chociażby w telewizji publicznej, gdzie pan Czarnecki i Sakiewicz ciągle występują.

Ryszard Czarnecki nie przeprosił pani za swoje słowa?

Absolutnie nie, a to nie są słowa, które mogą się „wyrwać” czy „wymsknąć”. Zresztą

pan Czarnecki powtarza z lubością swoje oszczerstwa. Widzę w tym maksimum złej woli, albo totalny brak świadomości tego, co powiedział. Kompletny brak znajomości historii Polski.

Zresztą tu nie chodzi o to. Pan Czarnecki jest wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego i to jest niedopuszczalne, bo przecież on reprezentuje nas wszystkich, tak samo mnie, jak i pozostałe 749 osób zasiadających w ławach PE. Takie zachowanie u człowieka na takim stanowisku jest niedopuszczalne.

Jego odwołania domagają się też szefowie 4 największych frakcji w PE. Wystosowali w tej sprawie pismo do przewodniczącego PE. Wiadomo, kiedy Antonio Tajani podejmie decyzję?

Posiedzenie szefów grup politycznych będzie w czwartek, wtedy będą również rozmawiać o możliwości zastosowania art. 21 regulaminu PE, który mówi o usunięciu z funkcji wiceprzewodniczącego PE.

(…)

Jeszcze niedawno Polska patrzyła z trwogą na to, co dzieje się na Węgrzech.

To prawda. Zresztą rezolucje powoli odnoszą też skutki na Węgrzech. Teraz Orbán zapowiedział, że przyjmie uchodźców, oczywiście musiał to ubrać w słowa na potrzeby własnej polityki wewnętrznej, ale przekaz jest jasny: Węgry przyjmą uchodźców.

Jarosław Kaczyński będzie musiał złagodzić politykę antyuchodźczą, albo zostanie sam?

On już od dawna jest sam jeden. Przecież on opiera politykę w Unii Europejskiej o to, co zrobi Orbán. Tylko

dla Viktora Orbána najważniejsze jest silne członkostwo w Unii Europejskiej i nie będzie go narażał dla jakichś innych celów. Dlatego zapowiedział, że przyjmie uchodźców, ale na swoich warunkach.

Przecież każdy kraj może przyjąć uchodźców na swoich warunkach, my też możemy. Polskiemu rządowi było proponowane, aby wybrał osoby, które przyjmie. Na tym przykładzie dokładnie widać, że dla Orbána najważniejsza jest Unia i to, aby zapadały w niej decyzje przyjazne dla Węgier. Polskiemu rządowi, jak widać, na tym nie zależy. Zobaczymy jeszcze, jak nowy rząd będzie się zachowywał.

A jak mówi się w Europie o nowym premierze?

W ogóle się nie mówi, dlatego że

różnica między Orbánem a przedstawicielami polskiego rządu jest taka, że jak się rozmawia z Viktorem Orbánem, to wiadomo, że się rozmawia z człowiekiem, który podejmuje decyzje. A jak przyjeżdża polski premier czy przedstawiciele rządu, to i tak wiadomo, że decyzje zapadają gdzie indziej.

Zresztą nie ma żadnych nowych deklaracji, a nawet dobrą angielszczyzną nie da się nikomu wytłumaczyć, że łamanie konstytucji to jest praworządne zachowanie. Zresztą nie słyszałam deklaracji, że zostaną opublikowane wyroki TK, albo że nie będą wymieniani sędziowie w sądach, nie słyszałam też od nowego premiera, że będzie przestrzegać konstytucji.

I pewnie nie usłyszymy tego, bo właśnie w życie weszła niekonstytucyjna ustawa o KRS, a prezydent podpisał nowelizację Kodeksu wyborczego.

I tego w Europie nie przykryją nawet oksfordzka angielszczyzna i nienaganne maniery.

Ale przynajmniej pojawił się jakiś dialog. Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz wyszedł z inicjatywą spotkania się z Fransem Timmermansem. Powiedział też, że chciałby, aby sprawą badania praworządności w Polsce zajął się Unijny Trybunał Sprawiedliwości, czym wprowadził wszystkich w konsternację.

Zakładam, że pan Czaputowicz dobrze zna się na funkcjonowaniu instytucji europejskich, więc nie wiem, po co składa takie dziwne propozycje. Trybunał Sprawiedliwości to jest sąd. Jak wpłynie skarga, to się nią zajmie.

Unia Europejska nie funkcjonuje w taki sposób, że kraj sobie wybiera, który organ ma się zajmować jego sprawą. To określają traktaty, ale cały czas możliwy jest jeszcze dialog. Rząd polski nie chciał rozmawiać z Komisją Europejską, nie chciał z Komisja Wenecką, może będzie chciał z Radą,

a na tym właśnie polega procedura słynnego artykułu 7.1. Więc oby rząd skorzystał z danej mu szansy i uzgodnił z Radą, czyli przedstawicielami państw członkowskich Unii, jak wycofać się z łamania praworządności i wrócić na drogę państwa prawa.

Waldemar Mystkowski pisze o dialogu ministrów MSZ Polski i Niemiec.

Czaputowicz zaprezentował się o niebo lepiej od Waszczykowskiego. W związku z tym jeden z prawicowych publicystów (W. Gadowski) nazwał Czaputowicza – KAPUTowiczem. Czaputowicz odniósł jakiś sukces, Gabriel nie wykluczył odnowienia rozmów ministrów dyplomacji w formacie Trójkąta Weimarskiego.

Nie oczekujmy jednak, aby nowy rząd nagle odbudował pozycję Polski w Unii Europejskiej, gdyż wiązałaby się z tym zupełnie inna polityka wewnętrzna. Kaczyńskiego nie stać na to, aby unieważnić niekonstytucyjne ustawy, czyli wycofać się z demolowania kraju i przyznać się do tego.

Na razie mamy do czynienia z pudrowaniem wizerunku władzy PiS, tak jak w XVII i XVIII wieku pudrowali swoje oblicza francuscy arystokraci, aby ukryć wykwity chorób wenerycznych. Władza PiS jest chora i w zapaści, tj. niemocy. Na tym swoją siłę może zbudować opozycja.

Major Robert Pankowski może okazać się największym sygnalistą nieprawidłowości w polskiej armii. Ta robi wiele, aby go uciszyć. Aresztowano go, a wczoraj dostał wezwanie na badania psychiatryczne. Kiedy dziennikarze Onetu zaczęli zbierać materiały o nim, Żandarmeria Wojskowa wysłała nam pismo wzywające do zaprzestania publikacji. Czego boją się żandarmi?

(…)

EPILOG

Major Robert Pankowski złożył 22 zawiadomienia do Prokuratury Wojskowej, Sądu Wojskowego w Warszawie i Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Ujawnił informacje m.in. o wyłudzeniach finansowych, braku nadzoru nad bronią w Centrum Szkolenia ŻW w Mińsku Mazowieckim, rozprowadzania pornografii dziecięcej przez funkcjonariusza żandarmerii, molestowaniu kobiet w tej formacji, przypadkach mobbingu wobec żołnierzy i pracowników cywilnych, wyłudzeniach pieniędzy służbowych. Gros spraw związana jest z przekraczaniem uprawnień przez wysokich rangą funkcjonariuszy żandarmerii, w tym komendanta głównego gen. Tomasza Połucha i jego zastępcę gen. Roberta Jędrychowskiego.

Wokół mjr. Pankowskiego skupiła się grupa byłych i obecnych żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, którzy byli świadkami przestępstw oraz nielegalnych działań tej formacji. Kontaktują się z nim również żołnierze z innych formacji Wojska Polskiego, którym żandarmeria zniszczyła kariery w armii, na koniec nie udowadniając przestępstw.

Post Navigation