Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “sądownictwo”

Morawiecki konfabuluje jak Kaczyński. Uczeń dogonił mistrza

>>>

„PiS złamał świętą zasadę, która do tej pory obowiązywała w parlamencie, że kluby opozycyjne, kiedy przychodzi ich kolej, miały prawo żądać informacji na każdy temat, najbardziej niewygodny dla rządu. Marszałek Kuchciński jako ten żołnierz PiS, który siedzi na miejscu marszałka – bo trudno powiedzieć, że jest marszałkiem – zrealizował polecenie partyjne i nie doprowadził do takiej debaty. Jeżeli zabiera się możliwość opozycji mówienia w Sejmie, wyłącza się mikrofon, karze się finansowo, a jedynym możliwym naszym narzędziem w debacie są debaty o odwołaniach czy to ministrów, czy marszałka, to gwarantujemy wam, że na każdym posiedzeniu Sejmu ktoś z was będzie odwoływany i o kimś z was będzie debata. Polacy usłyszą o tym, jakie macie „dokonania”. W takim razie, panie marszałku, będziemy debatować o pana odwołaniu” – zapowiedział szef klubu PO Sławomir Neumann.

Platforma Obywatelska chciała wyjaśnień od rządu w sprawie negocjacji przyszłego unijnego budżetu, w kontekście powiązania wypłaty środków z przestrzeganiem praworządności, czyli ewentualnych  konsekwencji nałożenia na Polskę kar w związku z art. 7 Traktatu. Każdy klub poselski ma prawo do zgłaszania takich próśb o informację bieżącą – na trwającym obecnie posiedzeniu wypadała kolej właśnie Platformy Obywatelskiej. PiS przegłosował własną propozycję dotyczącą wykorzystania środków unijnych przez Ministerstwo Zdrowia.

– „Chcę, żeby pan wiedział, że to, co pan zrobił dzisiaj jest złamaniem demokracji parlamentarnej, jest skandalem i hańbą. Chcę panu też powiedzieć, że złamał pan święte prawo opozycji, które było świętym od 1989 roku, do dzisiaj, do 14 czerwca 2018. Nie zakrzyczycie praworządności, demokracji parlamentarnej i zwykłej przyzwoitości i uczciwości. Złamaliście święte zasady prawa mniejszości i prawa opozycji. Chcę panu powiedzieć, że prawo do informacji jest zasadą, którą wszyscy marszałkowie od 1989 roku na trwale utrzymywali, bez względu na różnice” – powiedział po głosowaniu szef PO Grzegorz Schetyna. Reakcją Kuchcińskiego na te słowa było wyłączenie liderowi opozycji mikrofonu.

Neumann uważa, że Kuchciński i Morawiecki przestraszyli się tematu. – „Platforma chciała zapytać o to, jakie działania podejmie polski rząd, żeby nie doprowadzić do tego, co dzisiaj mamy na stole negocjacyjnym, czyli straty ponad 100 mld zł z nowego budżetu UE oraz powiązania tego budżetu z praworządnością w kraju członkowskim. Liczyliśmy na to, że premier z otwartą przyłbicą – tak jak wielokrotnie mówi, że wstał z kolan i jest dla Europy partnerem i ma wielu partnerów w Europie – pokaże przed polskim parlamentem, społeczeństwem, jakie ma rząd plany, żeby wynegocjować lepszy budżet dla Polski w nowej perspektywie finansowej, jak obronić Polskę przed ewentualnymi jeszcze cięciami w przyszłości tego budżetu, który jest” – stwierdził poseł PO.

Posłowie PO i Nowoczesna zapowiedzieli więc złożenie wniosku o odwołanie Marka Kuchcińskiego. Zdaniem Katarzyny Lubnauer, marszałek przekroczył kolejną granicę. – „Dzisiaj pierwszy raz zdarzyło się tak, że marszałek Kuchciński odmówił Platformie Obywatelskiej prawa do informacji bieżącej, została zmieniona na informacja rządu. Zabranie informacji bieżącej PO to jest ostateczne pogrzebanie parlamentaryzmu w Polsce. To jest śmierć Sejmu polskiego” – powiedziała szefowa Nowoczesnej.

Trzynastu sędziów warszawskich, działaczy „Solidarności” sędziowskiej w latach 1980-1981, a także w stanie wojennym, wystosowało do premiera list otwarty. Wśród sygnatariuszy jest m.in. profesor Adam Strzembosz, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego i były przewodniczący Trybunału Stanu. To reakcja na słowa Mateusza Morawieckiego o działającej w jednym z krakowskich sądów „zorganizowanej grupie przestępczej”.

– „Gdyby stwierdzenie to rozumieć dosłownie, należałoby oczekiwać, że Minister Sprawiedliwości wyda niezwłocznie polecenie wszczęcia postępowania karnego w oparciu o materiał, który pozwolił Panu Premierowi na sformułowanie tak wstrząsającego zarzutu. Nasze żądanie precyzyjnego sformułowania zarzutów wobec sędziów krakowskich wynika z konieczności obrony dobrego imienia sędziów polskich, które jest systematycznie podważane przez przedstawicieli władz państwowych. Działanie takie obniża autorytet sądownictwa i prowadzi do jego upolitycznienia i uzależnienia od władzy wykonawczej”– napisali sędziowie.

Przypomnijmy, że w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” Morawiecki mówił o buncie władzy sądowniczej, ale nie sprecyzował, o który sąd mu chodzi. – „W mojej opinii szczególnie znamienny jest przykład sądu z Krakowa. Będę zachęcał pana przewodniczącego Timmermansa, aby się przyjrzał temu przykładowi bardzo uważnie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że działała tam zorganizowana grupa przestępcza” – powiedział premier. („Krakowscy sędziowie złożą pozew przeciw Morawieckiemu?”).

– „Rozumiemy, że Pan Premier używając takich słów nie miał na myśli uchwały Zgromadzenia Ogólnego sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie dotyczącej Prezesa tego Sądu oraz rezygnacji większości członków kolegium przy Prezesie z zajmowanych stanowisk” – czytamy dalej w liście otwartym sędziów. Zdaniem sygnatariuszy, „przepisy nowej ustawy o ustroju sądów powszechnych, pozwalające ministrowi sprawiedliwości na powoływanie prezesów wbrew opinii sędziów są nie tylko rażąco sprzeczne z ideą niezależności sądów, ale wręcz naśladują stan prawny z okresu PRL”.

Pod listem podpisali się: profesor Adam Strzembosz, Hanna Bajer, Elwira Bielecka, Antoni Cyran, Kazimiera Machcewicz, Maria Minkiewicz, Ryszard Nowak, Elżbieta Puzyna-Nowak, Grażyna Ruiz, Barbara Sierpińska, Agnieszka Swędrowska, Magdalena Zbikowska i Elżbieta Ziółkowska.

>>>

Morawiecki kłamie do utraty tchu

Burmistrz Karol Rajewski poinformował, że na terenie zarządzanej przez niego gminy Błaszki powstanie ogromny krzyż z okazji 100 lat niepodległości Polski.

Rząd PiS nie znalazł pieniędzy, żeby spełnić postulat protestujących przez 40 dni w Sejmie niepełnosprawnych o wypłacie dodatkowych 500 zł. Ale Mateuszowi Morawieckiemu nie zadrżała ręka przy podpisywaniu rozporządzenia, w myśl którego każde uczące się dziecka dostanie od co roku 300 zł tzw. wyprawki. Zwyczajem PiS-owskim przedsięwzięciu nadano nazwę, która w uszach niepełnosprawnych może zabrzmieć szyderczo – „Dobry start”.

Okazuje się także, że pieniądze te pochodzą z ministerstwa rodziny, pracy i polityki społecznej, na którego czele stoi Elżbieta Rafalska. A to ona przecież nie mogła znaleźć pieniędzy w budżecie swojego resortu ministerstwa dla niepełnosprawnych i w zamian zaproponował im pomoc rzeczową.

Zasadne wydaje się więc pytanie posłanki PO Kingi Gajewskiej, które zadała na Twitterze. – „Czy wiedzieliście, że program „Dobry start”, czyli 300 złotych wyprawki dla uczniów, będzie sfinansowany ze środków z programu „Rodzina 500plus”?. Umieściła też odpowiedź na swoją interpelację uzyskaną z resortu Rafalskiej.

Wiceminister pracy Bartosz Marczuk przyznał, że wyprawki szkolne zostaną „sfinansowane ze środków przeznaczonych w budżecie na obsługę programu „Rodzina 500plus”. Koszt tej nowej kiełbasy wyborczej PiS wyniesie 1,4 mld złotych plus koszty obsługi tego przedsięwzięcia – ok. 46 mln.

Tamara Olszewska na koduj24.pl pisze o wyborach.

Za kilka miesięcy wybory samorządowe, które są tak naprawdę tylko przystawką do tych, parlamentarnych w 2019 roku. Mają jednak wykazać one preferencje polityczne Polaków i pod te wyniki przygotować grunt do działań o zwycięstwo za rok. Nie ma co ukrywać, czas wariactw nadszedł.

Politycy PiS, zgodnie ze strategią, znaną z poprzedniej kampanii wyborczej, od ponad miesiąca siedzą w terenie, proponując wciąż walkę z demonami przeszłości czyli PO i resztą, udowadniając wrogość państw Europy wobec tak niewinnej i czystej owieczki jaką jest obecna Polska, przekonując, że nic lepszego nie może spotkać narodu od ich rządów. Zaklinają rzeczywistość, podkreślając, jak to wstajemy z kolan, jak to inni patrzą z podziwem na naszą reformę sądownictwa i chcą się od nas uczyć, jak zyskujemy w oczach świata i wybijamy się na potęgę pod każdym względem. Ciekawe, że jakoś bezkrytycznie zapatrzeni w tę partię wyborcy wciąż nie widzą, iż to bujda na resorach. UE obcina nam fundusze na kolejne lata. Nie jesteśmy zapraszani na spotkania tych państw, które mają spore moce decyzyjne w Europie. Prezydent Duda, będąc na spotkaniu ONZ nie miał okazji załapać się na rozmowę z kimkolwiek istotnym z administracji Białego Domu, a o samym Donaldzie Trumpie już nawet nie wspominam. Ponoć pan Duda nie miał czasu na takie spotkania, tak to komentują jego współpracownicy i niech im będzie. Wierny elektorat w to uwierzy.

Politycy PiS obrzucają nas ze wszystkich stron Plusami. Rodzina Plus, Mama Plus, Senior Plus, Młodzież Plus, Emeryt Plus, Przedsiębiorca Plus, Mosty Plus, Muzeum Plus, a naród się raduje. Wyciąga łapki po te obietnice i już czuje, już wie, że tylko PiS zapewni nam świetlaną przyszłość. Tylko PiS podciągnie nasze ego narodowe ostro w górę. Zadba o nas i będzie nas karmiło mamoną za niby nic,  do końca świata i jeden dzień dłużej.

Tylko ja jestem  jakaś niezbyt chyba normalna i zbyt chyba sceptyczna. Może dlatego, iż coraz mocniej czuję,  że te Plusy bardziej przypominają Krzyże. Oczami wyobraźni widzę, jak dźwigamy te „plusujące” krzyże przebijając się przez coraz trudniejszą polską rzeczywistość.   Dźwigać je będziemy  z uśmiechem i nadzieją, nie zauważając, że to nasza Golgota a nie Eden. Wystarczy przecież malutki kryzys gospodarczy, osłabienie złotówki, wyczerpanie rezerw finansowych, ucieczka przedsiębiorców do innych rajów finansowych, strach obcych inwestorów w tworzenie czegoś swojego w państwie, które dzisiaj mówi jedno, a jutro robi co innego. Wystarczy, że dzieci wyrosną z 500 Plus, a mamuśki pozostaną na lodzie, bo ani pracy ani doświadczenia zawodowego, ani wypracowanych lat do emerytury. I co wtedy?

Kiedy wreszcie lud  zrozumie, że te Plusy to tylko Krzyże, to będzie już musztarda po obiedzie. Naród będzie szukał winnych, ale jakoś pewnie do niego nie dotrze, że sam sobie załatwił taki los. Sam siebie tak ugotował, wierząc w pustosłowie, populizm i nie rozumiejąc, że tak naprawdę to sam finansuje te wszystkie obietnice. Sam sobie wypłaca kasę, która w pewnym momencie odbije mu się czkawką. Łatwo bowiem być roszczeniowym i pozwalać się obdarowywać, trudniej jednak zdecydowanie wziąć odpowiedzialność za siebie na własne barki i nauczyć się czerpać zyski głównie z własnej pracy.

Politycy PiS bardzo dbają o utrwalenie przekonania, że całe zło to PO. Gdy tylko padnie jakieś niewygodne pytanie lub zaliczają kolejną wtopę, natychmiast mówią, że to co teraz to pikuś, bo za PO to dopiero się działo…  Stąd trwające już ponad dwa lata „polowanie na czarownice”, podtykanie nam pod nos, że tu jakaś przewałka finansowa była, tam jakaś afera, a jeszcze gdzie indziej malwersanci i oszuści. Jakoś nikt nie dostrzega, że coś tutaj wyraźnie „nie halo”. Najpierw wielki szum, jeszcze większy sukces, spektakularne zatrzymanie o godzinie 6 rano, odwiezienie delikwenta w towarzystwie kamer do prokuratury i …potem cisza. Mijają tygodnie, miesiące, a wyroku nie ma, kary nie ma i tylko jakaś kurtyna milczenia zapada. No tak, ale wyborców PiS to, co dalej, nie interesuje. Ważne, że wróg został zdemaskowany, zatrzymany i chwała prezesowi za konsekwencję, dobry nos śledczy i mistrzostwo w polowaniu, nawet gdy to tylko pogoń za wymyślonymi demonami.

Politycy PiS z coraz większą determinacją, wmawiają swoim wyborcom, że Unia Europejska to kaganiec dla naszej tożsamości narodowej, wrzód na naszych finansach, pasożyt, który chce nas wyssać do dna i potem porzucić. A wyborcy w to wierzą bezkrytycznie. Jakiś młodzian podarł unijną flagę, Pawłowicz nazywa ją szmatą, inni po niej skaczą, tak naładowani patriotyczną dumą. Co ciekawe, zupełnie pomijają milczeniem, że członkowie ich rodzin pracują za euro w krajach UE. , że ich miasta pięknieją dzięki dofinansowaniu UE, że jeżdżą po drogach, wybudowanych za pieniądze UE, że w szpitalu mają wygodniejsze łózka i leczeni są lepszym sprzętem, dzięki kasie UE, że rolnicy dostają niezłe dotacje z UE.  Niesamowite, jak bardzo elektorat partii rządzącej ma rozbudowany mechanizm wyparcia. Partia mówi, że UE jest be i tego się trzeba trzymać.

Ech… przed nami kilka miesięcy wmawiania nam, że czarne jest białe, a białe czarne. Przed nami czas, gdy wiara się liczy a nie mędrca szkiełko i oko. PiS nie odpuści, nie zatrzyma się nawet na chwilkę, bo stawką jest władza, a my co z tym zrobimy? Przegramy, bo za obietnice jesteśmy gotowi oddać duszę diabłu.

Dzisiaj Dzień Dziecka. Życzę nam wszystkim, byśmy nadal mieli w sobie tę ciekawość świata, dziecięcy uśmiech i pozytywne myślenie. Ale i życzę nam, byśmy pamiętali, że zakończenie bajki zależy tylko od naszej mądrości, a nie magii słów, gołosłownych obietnic. Bądźmy mądrzy…

Wybitna pisarka Maria Nurowska i internauci o aferze związanej ze śmierciami w wielu miejscach Polski.

Krystyna Pawłowicz pogłębia moralne dno

Prezenterka Wiadomości Danuta Holecka określiła niepełnosprawnych strajkujących w Sejmie jako awanturników.

Wykręcanie rąk i szarpanie matek osób niepełnosprawnych – od ponad miesiąca protestujących w Sejmie – zakończyło się udzieleniem pomocy medycznej kobietom. W sieci pojawiły się zdjęcia Iwony Hartwich z posiniaczonymi ramionami. A kobiety chciały tylko zawiesić transparent za oknem budynku sejmowego.

Jednym z bardziej „aktywnych” podczas szarpaniny okazał się ubrany w garnitur Krzysztof Pręgowski. To on wykręcał ręce Iwonie Hartwich i brutalnie odciągał ją od okna. – „To jest pracownik Kancelarii Sejmu, osoba związana ze Strażą Marszałkowską” – powiedział o nim Andrzej Grzegrzółka, dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu.

Nazwisko Pręgowskiego pojawiło się w mediach w styczniu 2017 r., kiedy to ubiegał się o stanowisko szefa Straży Marszałkowskiej. Wcześniej zajmował się w Kancelarii Sejmu wydawaniem przepustek i układaniem grafików pracy Straży Marszałkowskiej. Ostatecznie nie został jej szefem i nie pomógł w tym fakt, że jego żona jest zatrudniona jako sekretarka w klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości.

Warszawska prokuratura Praga-Południe potwierdza, że przeciwko Sławomirowi J. toczy się postępowanie w kierunku prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości. Były redaktor naczelny „Super Expressu” w odpowiedzi dla Gazeta.pl twierdzi, że jest niewinny.

gazeta.pl

Jerzy Owsiak w emocjonalnym wpisie na Facebooku postanowił odpowiedzieć Krystynie Pawłowicz, która wczoraj opisywała „trudny do zniesienia smród” w Sejmie. – „Choroba, cierpienie – nie pachną. Pani to określiła słowem „smrodu”. Ja może powiem delikatniej – słabo pachnie. (…) Myślę, że być może, po prostu, nic Pani o tym nie wie. Dlatego tak to Panią dziwi. Niewykluczone, że świat cierpienia jest Pani kompletnie obcy. Żyje Pani na kompletnie innej planecie, która też, można powiedzieć, dla kogoś być może nie pachnie dobrze” – napisał Owsiak. Odwołał się też do osobistej sytuacji i opisał pobyt jego mamy w hospicjum.

Miał dla Pawłowicz oraz jej koleżanek i kolegów partyjnych radę, jak pozbyć się rzeczonego „smrodu”. – „Wystarczy, abyście zaczęli z tymi ludźmi poważnie rozmawiać i abyście poważnie spróbowali rozwiązać ich, a tak naprawdę wszystkich niepełnosprawnych, problem. Jeżeli tego nie zrobicie, to ten problem jak bumerang wróci do Waszego oblężonego i zamkniętego na 4 spusty gmachu z jeszcze większą mocą, jeszcze większą złością i determinacją, która tylko pogłębia ból, a w Pani świecie zrobi jeszcze więcej smrodu, niż ma to miejsce dzisiaj” – czytamy we wpisie Owsiaka.

Odniósł się także do większych uprawnień dla Straży Marszałkowskiej, wprowadzonych niedawno dzięki przegłosowanej przez PiS ustawie. – „Straż, która została uzbrojona w broń naładowaną ostrą amunicją. Jest to coś tak nieprawdopodobnego, jak wyobraźnia Wellesa, który w „Wojnie światów” ściągnął na ziemię stwory z przestrzeni kosmicznej. W najbardziej szalonej wyobraźni nie zbudowałbym sobie formacji, która mając służyć pracującym w sejmie i tym, którzy odwiedzają (bardziej – odwiedzali) budynek parlamentu, byłaby czymś więcej niż służbą informacyjno-porządkową. A tu nagle uprawnienia jak wojsko, jak policja” – napisał szef WOŚP.

Owsiak zakończył jakże prawdziwą konstatacją: – „Tak, Pani Krystyno. Choroba, cierpienie, śmierć – jak to Pani określiła – „śmierdzą”. Ma Pani rację”.

W uchwale, podjętej na specjalnym zebraniu, sędziowie Sądu Okręgowego w Krakowie wyrazili wotum nieufności dla prezes Dagmary Pawełczyk-Woickiej. Domagają się, aby nominatka Zbigniewa Ziobry, natychmiast ustąpiła ze stanowiska. Za uchwałą głosowało 71 sędziów, tylko dziewięciu było przeciwnych.

Niemal wszyscy, którzy uczestniczyli w zebraniu mieli w klapach „sędziowskie oporniki”. – „To paragraf z wiadomym symbolem. W ten sposób chcemy pokazać, że są w Polsce niezawiśli sędziowie, którzy nie godzą się na to, co dzieje się w wymiarze sprawiedliwości. W tym – na działania nowej prezes” – powiedział w rozmowie z onet.pl sędzia Dariusz Mazur.

– „Przyjęcie przez nią funkcji prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie nastąpiło wbrew stanowisku środowiska sędziów i jest wyrazem lekceważenia porządku konstytucyjnego w państwie, gdyż wspiera zmiany, których celem jest zniszczenie trójpodziału władzy i niezależności sądownictwa” – czytamy w uchwale. Sędziowie podkreślają, że Dagmarze Pawełczyk-Woickiej brakuje wystarczających kwalifikacji i doświadczenia oraz, że nie potrafi ona współpracować z pozostałymi organami sądu. Zarzucili mianowanej przez Ziobrę prezes, że „w swoich działaniach zmierza ona do zastraszenia sędziów w celu ich podporządkowania czynnikowi politycznemu, którego interesy reprezentuje”.

Sędziowie piszą o „pozamerytorycznej czystce”, jakiej Pawełczyk-Woicka dokonała wśród przewodniczących wydziałów. Sześcioro sędziów straciło stanowiska. Doprowadziło to do dezorganizacji pracy sądu, bo nowa prezes odwołując jednego szefa wydziału, nie powoływała jego następcy. Potępili też „podejmowanie prób wywierania nacisku na sędziów m.in. poprzez grożenie im postępowaniami dyscyplinarnymi w celu zmuszenia ich do rezygnacji z pełnionych funkcji bądź wręcz przeciwnie – zmuszenia ich w ten sposób do obejmowania wskazanych stanowisk”.

Sędziowie zdają sobie sprawę, że ich uchwała ma głównie wydźwięk moralny, bo realnie nie mają możliwości wpływania na sposób obsadzania fotela prezesa. – „Ja w takich warunkach i w takiej atmosferze nie chciałbym dalej pracować jako prezes sądu. Tyle że rezygnacja z funkcji wymagałaby klasy” – powiedział onet.pl jeden z krakowskich sędziów.

Dagmara Pawełczyk-Woicka to szkolna koleżanka ministra Zbigniewa Ziobry. Po objęciu przez nią w styczniu stanowiska prezesa Sądu Okręgowego z funkcji rzecznika tego sądu odwołała Waldemara Żurka, który sprzeciwiał się pisowskim zmianom w sądownictwie. Później wydała bulwersujące rozporządzenie, które zabraniało sędziom rozmawiania z dziennikarzami bez zgody prezes i znacząco ograniczało możliwość fotografowania czy filmowania wnętrz sądu. Całkowity zakaz rejestracji obowiązuje w okolicach gabinetu Pawełczyk-Woickiej oraz jej zastępców. Czegoś się wstydzi, coś ma do ukrycia…?

Waldemar Mystkowski pisze o Sejmie Dzieci i Młodzieży.

Osiągnięcia PiS są fenomenalne. Naród został podzielony na z grubsza gorszy i lepszy sort. W klasyfikacji Jarosława Kaczyńskiego ten gorszy sort przynosi imieniu Polaka chwałę i dumę, bo za takie należy uznać najwyższe nagrody dla reżyserów Małgorzaty Szumowskiej na festiwalu w Berlinie i Pawła Pawlikowskiego w Cannes oraz literacki Booker dla Olgi Tokarczuk.

To jest ta polska gorszość. A jak wygląda lepszość? To antypody dla wspomnianych, gdyby istniał festiwal najgorszych filmów to na najwyższą nagrodę mógłby liczyć „Smoleńsk”, a antyBookera mogliby zdobyć Wildstein bądź Ziemkiewicz. Najlepszość pisowska to czerwona latarnia – tak określa się w klasyfikującej tabeli pierwsze miejsce od tyłu, ostatnie – i taka jest ta lepszość, za którą należy się wstydzić, ale nie wstydzą się tego „prawdziwi Polacy”.

Ten podział dotyczy polityki, kultury, społeczeństwa. Dotyczy świata dorosłych. Niestety pęknięcie na lepszych i gorszych – której aksjologię opisałem wyżej – dotarło do dzieci i młodzieży. To jest fenomen, który na świecie jest niespotykany, dostępny tylko tutaj w kraju nad Wisłą, specialite de PiS.

Dzieciom i młodzieży została odebrana możliwość ekspresji politycznej, której dawano upust podczas Parlamentu Dzieci i Młodzieży, a sesja odbywa się w Dniu Dziecka. Marszałek Kuchciński uzasadnia to bezpieczeństwem dzieci. Co i kto miałoby zagrażać młodym Polakom?

Można się domyślać, iż zagrożeniem jest protest niepełnosprawnych. A więc Kuba Hartwich i Adrian Glinka zostali potraktowani jako niebezpieczni dla innych, choć sami są młodzieżą. Użyto w stosunku do nich strychulca wroga, kogoś niebezpiecznego. Czyli jako kogoś w rodzaju terrorystów.

Po imigrantach, których nie przyjęliśmy, pałeczkę terrorystów przejęli niepełnosprawni. Tak ex katedra przyjął dla najmłodszych Polaków marszałek Kuchciński. Jakim on może być autorytetem dla dzieci i młodzieży? Boję się, że autorytetem z obniżoną oceną. Gdyby przyjęto skalę od 1 do 10, to Kuchciński byłby w niej czerwoną pisowską latarnią.

Aby nie odebrać młodzieży frajdy w Dniu Dziecka organizację posiedzenia Parlamentu Dzieci i Młodzieży podjął się Uniwersytet Warszawski. Odezwała się jednak młodzieżówka PiS, która opublikowała oświadczenie, a w nim czytamy, że alternatywne obrady będą miały charakter „antyrządowy”, bo będzie na nich mowa o „demokracji i wrażliwości społecznej”.

Dla młodzieży wychowywanej przez PiS demokracja jest zagrożeniem, a wrażliwość społeczna niepożądana. Na taki podział wśród dzieci i młodzieży nie godzi się Polska Rada Organizacji Młodzieżowych, która w oświadczeniu pisze: „Decyzja o odwołaniu Sejmu Dzieci i Młodzieży sprawia, że wielomiesięczna praca 460 młodych Posłów i Posłanek, włożona w przygotowania do Sesji została zaprzepaszczona. Od 24 lat misją Sejmu Dzieci i Młodzieży jest kształtowanie postaw obywatelskich oraz szerzenie wśród młodzieży wiedzy na temat zasad funkcjonowania polskiego Sejmu i demokracji parlamentarnej. Decyzja ta uderza w tę misję, nie pozwalając młodym ludziom zabrać głosu w sprawach istotnych dla polskiego społeczeństwa. Ponadto, zwracamy uwagę, że podjęcie takiej decyzji bez konsultacji z samymi zainteresowanymi, jest wyrazem braku uznania podmiotowości młodych ludzi współtworzących to wydarzenie.”

PiS tworzy podziały wśród młodzieży na podstawowym poziomie – edukacji. Na lekcjach historii i literatury otrzymują wiedzę ze świata alternatywnego, w którym założycielami „Solidarności” byli bracia Kaczyńscy, a literaturę piękna reprezentują grafomani Wildstein i Ziemkiewicz.

Gdyby PiS miał dłużej rządzić, polskie społeczeństwo musiałoby sięgnąć po sprawdzone w czasie II wojny światowej metody edukacyjne – komplety. Uczyć wiedzy, a nie propagandy.

PiS władzy dobrowolnie oddać już nie może

Michał Kuczyński na crowdmedia twierdzi, że PiS nie może oddac władzy.

Jest coś, co łączy Władimira Putina, Kim Dzong Una, Baszszara Al-Asada i wielu innych dyktatorów, dysponujących władzą absolutną z przedstawicielami polskiego rządu i liderem Prawa i Sprawiedliwości. Wszyscy oni tłumaczą sankcje nakładane na ich rządy przez społeczność międzynarodową spiskiem wrogich sił, których głównym celem jest uderzenie w ich obywateli, a w swoich działaniach nie widzą absolutnie nic złego. Trudno nie zauważyć, że narracja jaką politycy PiS przyjęli po ogłoszeniu przez Unię Europejską skierowana jest wyłącznie na użytek twardego elektoratu i jest też dowodem na to, że dla polityków partii rządzącej liczy się dziś przede wszystkim utrzymanie władzy, nawet za najwyższą cenę. I nie ma dla nich znaczenia, czy tą ceną będzie drastyczne obniżenie pozycji Polski w UE, utrata części dotacji unijnych czy wręcz wyjście z Unii.

Decyzja prezydenta Andrzeja Dudy, który ogłosił dziś, że podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym  i Krajowej Radzie Sądownictwa pokazuje, że nie liczy on już na jakąkolwiek inną przyszłość niż w ramach jednolitej i nieusuwalnej władzy Prawa i Sprawiedliwości. Decydując się na takie działanie chwilę po tym, jak cały demokratyczny świat uderzył w dzwony alarmowe, że w Polsce właśnie umiera demokracja daje jasny komunikat: Chcę być częścią tej władzy bo tylko ona może mnie ochronić. Przekracza tym samym granicę, za którą nie ma już odwrotu. Granicę, za którą złudzenia co do przyszłej odpowiedzialności konstytucyjnej muszą zniknąć na rzecz pewności, że dobrowolne oddanie władzy oznacza więzienie i infamię środowisk naukowych.

Polacy dziś są zaślepieni obrazem znanym w polskiej historii pod zasadą „zastaw się a postaw się”. Prędzej czy później negatywne skutki szkodliwej polityki PiS dotkną każdego z obywateli. Każdy z nich, nawet ten dziś najbardziej gorliwie popierający partię Kaczyńskiego może bowiem stać się dla władzy elementem wrogim. Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie.

Szkoda tylko, że gdy obywatele poczują to na własnej skórze, to pozostaną bezbronni i bezradni.Wówczas jedynym wyjściem będzie ulica i rewolucja w stylu jakobińskim. A tego wszyscy wolelibyśmy uniknąć.

Dżentelmeni PiS: Macierewicz i Terlecki oraz Pawłowicz i Duda. Koprofagi

Szkoda, że nie było sesji rozbieranej. Oj, szkoda. A ten poniżej nie dość, iż jego zeznanie ujawnia przestępstwo, ktorego on i PiS się dopuscili, też móglby zaliczyć sesję zdjęciową.

Pięknotka męska PiS – mister Terlecki. Ma lumpen-urodę.

No proszę.

Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz „Rzecpzospolitej” podsumowuje „pucz”.

Odważny sędzie Igor Tuleya uchylił umorzenie śledztwa przez prokuraturę w sprawie „puczu”.

Macierzysta uczelnia Dudy apeluje o zawetowanie niekonstytucyjnych ustaw o KRS i SN. „Wzywamy pana prezydenta, członka wspólnoty akademickiej UJ, by wypełnił swoją powinność strażnika Konstytucji i dochował przysięgi złożonej Narodowi”. Cała uchwała:

Tego się boi PiS. Przegrał ze zjednoczoną opozycją nawet w swojej twierdzy w Jaśle. Będą oszukiwać przy wyborach, że hej.

Zabicie Narutowicza to triumf zabójcy Eligiusza Niewiadomskiego po 95 latach. Władza (PiS) triumfującego bezwstydu

Jedne z najsmutniejszych słów, jakie czytałem. Słowa wiceszefa „Gazety Wyborczej” Jarosława Kurskiego.

Też tak się czuję.

Konstytucjonalista dr Ryszard Balicki nie widzi żadnego powodu do optymizmu – w rozmowie dla portalu wiadomo.co.

JUSTYNA KOĆ: W ekspresowym tempie senatorowie podczas wieczornego bloku głosowań przyjęli ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Teraz ustawy czekają już tylko na podpis prezydenta. Los praworządności w Polsce został przypieczętowany?

RYSZARD BALICKI: Myślę, że tak, bo raczej szans na kolejne weto prezydenta nie ma. Z wypowiedzi urzędników pana prezydenta nie ma co do tego wątpliwości. Szkoda, bo tak naprawdę te ustawy niewiele się różnią od pierwotnego projektu, który prezydent zawetował. Zresztą potwierdził to wiceminister Warchoł, który powiedział wyraźnie, że te projekty ostatecznie realizują 80 proc. zawetowanych przepisów. W tych 80 proc. są też, niestety, te najgorsze rozwiązania, które z góry stwarzają wątpliwości co do konstytucyjności.

Czym różnią się te projekty? Co zwiera się w tych 20 proc., czyli w czym te projekty są lepsze, jeżeli w ogóle można tak powiedzieć?

Nie widzę żadnej zmiany na lepsze, nie oszukujmy się.

Ale prezydent to dostrzega, skoro jego rzecznik zapowiada, że weta nie będzie.

Prezydent na pewno ma teraz odrobinę silniejszą pozycję niż w pierwotnym projekcie pana Ziobry. Z punktu widzenia prezydenta jest to zauważalne. Jest też jakiś taki formalny ukłon, jeśli chodzi o ustawę o KRS, że jednak powinna być jakaś współpraca partii w Sejmie. Jednak jest to tylko fikcja, bo z uwagi na przyjętą procedurę to i tak partia dominująca będzie mogła sobie wybrać, kogo będzie chciała. Naprawdę nie widzę tutaj żadnych zmian na lepsze. Pozostały zarzuty co do niekonstytucyjności zarówno w zakresie przerwania kadencji Pierwszej Prezes SN, jak i w zakresie kadencji sędziów członków KRS.

W tym zakresie, gdzie te zarzuty były najbardziej poważne, nic się nie zmieniło.

Ostatnio pojawił się apel prof. Adama Strzembosza, jednego z ostatnich największych autorytetów sądownictwa, dramatyczny apel do prezydenta, aby zawetował te ustawy. Czy ten apel może cokolwiek zmienić?

Musimy na to spojrzeć tak: jeżeli stanowisko i głos prof. Strzembosza nie przekona prezydenta, to znaczy, że już nikt i nic nie może go przekonać. To by znaczyło, że jest bardzo źle. Prof. Strzembosz jest osobą, która wprost może być utożsamiana z dążeniem do niezależności wymiaru sprawiedliwości. To jest żywa legenda polskiego wymiaru sprawiedliwości, tego niezależnego. Jeżeli apel takiego człowieka, który się już nie stara o żadne stanowiska, poklask, wiadomo, że te jego wypowiedzi nie są oparte o chęć uzyskania profitów czy stanowisk,

jeżeli taki człowiek tak dramatycznie formułuje swoje stanowisko i nawet on nie jest w stanie przekonać pana prezydenta, to znaczy, że już nic na niego nie wpłynie i prezydent jest zdecydowany zniszczyć niezależny wymiar sprawiedliwości w Polsce.

Przecież pan prezydent jest doktorem prawa, musi sobie zdawać sprawę z niekonstytucyjności tych ustaw.

W czasie wczorajszych wystąpień w Senacie prezes Izby Karnej SN, Stanisław Zabłocki, przypomniał wypowiedź lipcową senatora Aleksandra Bobki, który stwierdził, że nawet jego wnuczka zauważa niezgodność z konstytucją w zakresie przerwania kadencji Pierwszej Prezes SN. Jeżeli kilkuletnia dziewczynka potrafi to zauważyć, to tym bardziej doktor nauk prawnych po tak szanowanej uczelni, jak Uniwersytet Jagielloński.

Pytanie:

czy na darmo walczyliśmy o niezależne sądownictwo, o demokrację?

Nie!

Bradzo odważny i otwarty rzecznik praw obywatelski Adam Bodnar też twoierdzi, że nie na darmo.

M.in. ten Bobko to senator z listy PiS.

Politolog Rafał Matyja (jeszcze niedawno sympatyzujący z PiS) w wywiadzie dla Krytyki Politycznej mówi o wykręconych bezpiecznikach demokracji, która albo zamieni się w miękka autokrację (demokracje fasodową), albo w twardą dyktaturę (krwawą).

Co w tej styuacji może opozycja?

Iwan Krastew pisał niedawno na łamach „New York Times”, że inaczej niż komunistom w latach 70., populistom nie zależy na „normalizacji”, tylko przeciwnie, na podgrzewaniu konfliktu i rozgrywaniu go wokół symboli i wielkich haseł. W związku z tym trzeba prowadzić przeciwko nim „normalną” politykę. Podziela pan ten pogląd?

Wierzę w normalną politykę, tzn. w to, że trzeba mówić o wszystkich scenariuszach, ale jako o scenariuszach właśnie, a nie o fatum. Opowiadanie, że wszystko jest przesądzone i że zmierzamy prostą drogą do autorytaryzmu wydawało mi się błędem od samego początku, co oczywiście nie wyklucza piętnowania złych zmian. Uważam jednak, że znacznie więcej ludzi się mobilizuje, jeśli daje się im poczucie sensu.

Poczucie mocy? Że to, co robią, działa?

Tak, zwłaszcza w długiej perspektywie. Ale poczucie sensu – oprócz poczucia siły i sprawczości – budowane jest przez świat wyobrażeń. To jest praca na wiele lat. Nie warto opierać jej na wierze w to, że ten świat tworzy konstytucja czy jakiś sprawny PR. To nie są dekoracje, w których można mobilizować skuteczny opór, to nie jest kontekst, który daje poczucie sensu. Jeżeli męczy mnie pan o przesłanki nadziei, to odpowiadam, że właśnie stworzenie nowego imaginarium polityki, a nie odgrywanie gotowej roli w teatrze PiS, jest dziś największą szansą opozycji.

Senat w piątek wieczorem przyjął bez poprawek ustawę o Sądzie Najwyższym autorstwa prezydenta Andrzeja Dudy.

Za przyjęciem ustawy głosowało 58 senatorów, 26 było przeciw, a trzech wstrzymało się od głosu.

Wcześniej odrzucono wniosek senatorów PO o odrzucenie ustawy. Senacka komisja wnosiła o przyjęcie ustawy bez poprawek.

Przed głosowaniem Bogdan Borusewicz (PO) ocenił, że ta ustawa jest „jeszcze gorsza” niż o KRS. Oświadczył, że „wymienia ona 40 proc. składu SN i łamie konstytucję, gdzie jest wprost zapisana 6-letnia kadencja I prezesa SN”. Senatorom PiS mówił: „Zobaczycie, jak działa ta ustawa – nie zawsze będziecie rządzić. Mam nadzieję, że wtedy zrozumiecie, jak działa ta ustawa”.

Teraz ustawa trafi do prezydenta, który może ją podpisać, zawetować lub zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego (po jej podpisaniu lub przed).

Senat w piątek wieczorem przyjął bez poprawek ustawę o Sądzie Najwyższym autorstwa prezydenta Andrzeja Dudy.

Pamiętajmy o nowej ordynacji wyborczej, która jest procedowana równolegle do ustaw sądowniczych.

Ta ordynacja wyborcza to furtka dla oszustw wyborczych PiS. Poseł PO Mariusz Witczak:

Podobno na etapie prac senackich mają się jeszcze pojawić poprawki. M.in. dotyczące głosowania korespondencyjnego i szybszego przejęcia PKW. Czyli znowu krok w jedną i w drugą stronę.

Do tego bubla prawnego nie powinniśmy się przyzwyczajać. PiS dopiero otworzył sobie drzwi do wielu zmian, które ma w głowie. Niewykluczone, że przed wyborami samorządowymi będą chcieli jeszcze nowelizować uchwaloną ustawę. A przed nami także eurowybory i wybory parlamentarne, więc niekończący się cykl zmian w ordynacjach wyborczych.

Większość Polaków pamięta, że w PRL-u PZPR była „przewodnią siłą polityczną”. Niech PiS też wreszcie uchwali ustawę o przewodniej roli partii i przestanie oszukiwać. Dlaczego próbuje zachować pozory demokracji? Według mentalności partii rządzącej, w Polsce będzie można zostać radnym, posłem czy senatorem pod warunkiem, że jest się z PiS-u. Do tego ta władza dąży.

Równolegle ze zmianami w ordynacji PiS przejmuje sądy. Pracę nad ustawami o KRS i SN zakończył właśnie Senat.

To jest niezbędnik dyktatora: ordynacja wyborcza, która pozwala organizować i nadzorować wybory, oraz sądy, które zatwierdzają wybory. Czyli wszystko zrobią sami.

Szef PKW chce się spotkać z prezydentem w tej sprawie. Wierzy pan w weto prezydenta?

Andrzej Duda powinien zawetować tak niekonstytucyjną ustawę. Jeżeli tego nie zrobi, to zachowa się jak policjant, który zatrzymał pijanego kierowcę i kazał mu jechać dalej.

Dzisiaj ziściły się po 95. latach idee zamachowca na prezydenta Gabriela Narutowicza – Eligiusza Niewiadomskiego.

Niewiadomoski cieszy się w grobie – o ile takiej makabrycznej metafory można użyć – bo rządzi człowiek endecji Jarosław Kaczyński.

I ja też:

Chodzę na demonstracje z poczucia moralnego obowiązku i dlatego,że chcę być razem z tysiącami najlepszych Polek i Polaków, którzy odróżniają demokrację od dyktatury, państwo prawa od państwa bezprawia, prawdę od kłamstwa. I nie czekają aż inni zrobią za nich obywatelską pracę.

PiS demontuje najważniejszy filar demokracji sądownictwo, po czym już tylko jest dyktatura

Prof. Ewa Łętowska w wywiadzie dla „Wyborczej” odniosła się do wypowiedzi Zofii Romaszewskiej, doradczyni Andrzeja Dudy, która powiedziała, że „sędziowie nie mają prawa bronić niezawisłości sądów, zresztą niczego nie mają prawa bronić”.

Prof. Łętowska z tym się nie zgadza. Sędziowie bowiem „są też obywatelami. Korzystają z konstytucyjnie zagwarantowanej swobody wypowiedzi” – przypomina sędzia. Czyli – chociaż nie mogą przynależeć do partii politycznych, czy związków zawodowych – mogą chodzić na manifestacje w obronie niezawisłości sądów i zabierać na nich głos. Warunek? „Tak samo jak w dyskursie publicznym ważne jest zachowanie powagi. Sędzia nie może pozwolić sobie na jakieś jarmarczne przepychanki. Czyli nie może posługiwać się językiem ostatnio znanym z komisji sejmowych. Nie może zachowywać się w sposób odbiegający od powszechnie przyjętych norm poważnego, kulturalnego zachowania”

Profesor nie ma wątpliwości: „W Polsce jesteśmy obecnie na drodze odejścia od państwa prawa. Na drodze wygaszania standardów demokracji. Jeśli zgodzimy się, aby ci którzy przysięgali na te standardy nie mieli prawa protestować w imię ich obrony, to podążymy drogą, przed którą Radbruch nas ostrzega. Na drodze ku bezprawiu.” Mowa w tym fragmencie rozmowy o słynnych tezach Gustava Radbrucha, niemieckiego filozofa prawa, którego dorobek prof. Łętowska uważa za szczególnie warty przypominania. „Radbrucha do takich przemyśleń popchnęła skrajna sytuacja doświadczeń nazizmu i drugiej wojny światowej” – mówi. I chociaż, jak podkreśla, jeszcze nie doszliśmy w Polsce do ustaw zbrodniczych i nie obowiązuje nas jeszcze prawo niemoralne i niehumanitarne – przeciw któremu zwracał się w swoich tezach Radbruch – to trzeba się mierzyć z możliwością, że związany Konstytucją sędzia „w wypadkach skrajnych może nawet nie stosować ustaw, jeśli wykaże, że są z nią sprzeczne”. Prof. Łętowska przypomina, że sama to robiła, orzekając w NSA. Ale – przestrzega – sędzia musi umieć to uzasadnić, gdyż wymaga to dobrych umiejętności rzemieślniczych.

Waldemar Mystkowski w tym kontekście pisze, co nas czeka. Państwo PiS będzie się rozpadać, ale odłamki mogą uderzyć w społeczeństwo.

Tak zawsze się bronią autokraci demontujący demokrację.

Będą nasyłać na obywateli policję, tajne służby, inwigilować, bo inaczej nie potrafią. Taka władza za fasadową demokracją będzie się sypać. A chaos rodzi coraz większą agresję. Będą wyszydzani z powodu słomy w butach. Gdyby wczoraj skończyło się Średniowiecze, odwoływaliby się do mechanizmów tego okresu, a Piotrowicza zastąpiłby Torquemada. PiS to partia sentymentu do przeszłości, a w stosunku do swoich współczesnych – resentymentu.

Dzisiaj są sierotami po PRL-u, w Odrodzeniu byliby sierotami po Średniowieczu, po Ciemnogrodzie. Jako tako rozumieją to, co było, a kompletnie nie potrafią poruszać się we współczesności, nie są żadnymi konserwatystami. Rozumieją więc tylko twierdzę, zamknięcie się wśród swoich, boją się wszystkiego, co nie jest martwe, co jest żywe, co kształtuje się. Dlatego prezes potrzebuje takiej ochrony, gdy kroczy po Krakowskim Przedmieściu i pilnuje go kilka tysięcy policjantów.

Nie jest zatem pytaniem: czy damy radę PiS-owi? Bo damy. Ale czy damy radę odbudować ojczyznę nowoczesną? I czy będzie, co odbudowywać?

>>>

Jaki (PiS) to cieć, acz dzisiaj może czuć się bezkarnie. Przyjdzie jednak kryska na tego matyska

Ktoś kto zachowuje się, jak Patryk Jaki, zasługuje na określenie – cieć.

Zastępca Ziobry kolejny razy przyznaje się do przestępstwa i nawołuje do przestępstwa. Tym jest świadome łamanie Konstytucji.

Publicznie przyznał, że opowiedzenie się za niekonstytucyjnymi zmianami prawnymi w Sejmie jest jak najbardziej uprawnione i słuszne.

Widzi nadrzędność “ dobra sprawy” – upartyjnienia sądów – nad obowiązującymi normami państwa prawa.

Usprawiedliwieniem ma być: a “potem NORMALNIE się to skieruje do Trybunału Konstytucyjnego”.

Tak działa mafia, która zawłaszczyła państwo. Złodziej powołuje sie na instytucje złodziejską – gdyż takim stał sie upartyjniony Trybunał Konstytucyjny – aby zatwierdziła prawo złodziejskie.

Krystyna Pawłowicz wyraziła się:

„Z powodu umowy politycznej będę głosowała tak jak mój klub. Natomiast podzielam w pełni pogląd ministra Warchoła i uważam, że zapis jest wprost jaskrawię sprzeczny z konstytucją w swoim brzmieniu.”

Pisowcy już nie krępują się.

Nawołują do podważenia porządku prawnego w Polsce.

Tak działa prawo mafijn, a zatem zamiast prawa ustrojowego zapisanego w konstytucji – mamy bezprawie. Co niniejszym potwierdził Jaki.

A że to jest cieć, więc w oczy nam mówi (jak w „Misiu” Barei): „A co mi zrobicie?”

>>>

Macierewicz, Kaczyński, Duda – jak żyć w państwie, które nam proponują. Z Polski zrobili Tworki

Kapitalna myśl posłanki Nowoczesnej Kamilii Gasiuk-Pihowicz:

„Jeżeli przejmowanie sądów przez PiS ma się odbyć tylko dlatego, że są jakieś skandaliczne przypadki zachowań sędziów, to tak jakbyśmy mieli zlikwidować uniwersytety, bo profesorem jest pani Pawłowicz”.

Tak prowadzi dialog siostra Ryszarda Terleckiego (przynajmniej siostra z urody) rzeczniczka PiS Mazurek.

Beata Mazurek: Zaskakująca jest aktywność pana Hermelińskiego.  Gdy ostatnio nawalił system wyborczy nie chodził do mediów nie udzielał wywiadów, nie wyjaśniał.

Dziennikarze: Ale on nie był szefem PKW.

Beata Mazurek: Ale to nie ma znaczenia.

Jak uroda, taka głowa.

Zmatolenie.

Ludwik Dorn uważa, że walka o odebranie niezależności sądom toczy się między Kaczyńskim i Dudą o pierwszeństwo dziobania.

Prawo kaduka.

Nie mam też jasności, jaka jest intencja polityczna tego spektaklu: czy mamy do czynienia z przeciąganiem liny między PiS a prezydentem, co by prowadziło do tego, że dojdzie do kolejnego spotkania prezes – prezydent i coś tam się ustali, przy czym prezydent mocno ustąpi? Z jego punktu widzenia będzie to dużo poniżej szkicu porozumienia zrealizowanego przez plenipotentów obu stron. Czyli nie będzie wywieszenia białej flagi, ale mocny i upokarzający odwrót prezydenta. To dla PiS-u może być ważne, bo gra toczy się o przewagę, o to, kto jest najważniejszym kogutem na podwórku władzy i jako pierwszy ma prawdo dziobać sędziowskie kury. Chodzi o kolejność dziobania, o prestiżową przewagę – rzecz w polityce niesłychanie ważną.

Waldemar Mystkowski uważa, że to polityka transakcji – kupczenia.

Dlaczego tak się dzieje? Bo uczestniczymy w spektaklu, który zafundowali nam politycy PiS. Usadzono nas na widowni i farsę nazywają dramatem. Nieudana farsa w rzeczywistości jest tragedią, jak to trafnie, acz nieco knajacko opisał Andrzej Saramonowicz: – „Kiedyś nie bardzo mogłem pojąć, jak te mendy z XVIII wieku doprowadziły Polskę do rozbiorów. A teraz włączam telewizor i widzę”.

Nasze wolności, prerogatywy obywatelskie, sprzedaje się, kupczy nimi. Polityka PiS jest polityką transakcji i to na każdym niemal poziomie. Kupczy się nami, tak jak Polską kupczyła Targowica w XVIII wieku: antydemokratyczna, antynowoczesna, proklerykalna i promoskiewska („alarm” Donalda Tuska). Paweł Śpiewak zamierza od nowego semestru na UW prowadzić kurs „Socjologia Jarosława Kaczyńskiego”, bynajmniej fakultet niedowartościowujący prezesa PiS, tylko dekonstruujący jego mało zbożne zamiary – transakcji.

Beata Szydło ma pewny Trybunał Stanu.

Kluczowi świadkowie zgodnie zeznali, że to premier Beata Szydło osobiście poleciła nie drukować wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Mimo to prokurator nie przesłuchał szefowej rządu. Umorzył śledztwo w sprawie domniemanego przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w związku z nieopublikowaniem wyroków. 

Antoni Macierewicz rozpaczliwie broni się przed dymisją.

Ten pacjent polityki bredzi w mediach Rydzyka, jak po lobotomii i katastrofie smoleńskiej. Niebywały głupiec, nierób, który zmarnował zycie i teraz smrodzi, jak sowieckie onuce.

– Mamy do czynienia z niebywałym zjawiskiem, takim, które można by porównać wyłącznie do czasów stalinowskich, wyłącznie do czasów, w których okupanci wymuszali na Polakach, którzy się poddawali decyzjom, fałszowanie najważniejszych spraw bytu narodu polskiego. Ta kwestia została skierowana do prokuratury- mówił minister obrony w felietonie „Głos Polski” w Radiu Maryja i Telewizji Trwam.

Takimi onucami estycznymi jest jego Misiu Misiewicz.

Można sobie z tej pary pobrechtać: Macierewicz i jego Misiu.

W nowym „Newsweeku” o naszym pacjencie piszą Michał Krzymowski i Paweł Reszka.

Antoni Macierewicz zachowuje się, jakby kierował obroną oblężonej twierdzy. Polityk PiS: – Nikomu nie ufa. Uważa, że ktoś na niego czyha.

Nasze źródła w MON mówią, że Macierewicz zarządził przebudowę bezpiecznego pomieszczenia – tak zwanego bunkra – w budynku przy ulicy Klonowej, gdzie urzęduje. Ma być wyposażone w dodatkową aparaturę eliminującą możliwość podsłuchu. – Pomieszczenie było wyposażone dobrze, ale pan minister uważa, że budynek jest zbyt blisko rosyjskiej ambasady i nie jest bezpiecznie. Ma obsesję sprawdzania wszystkiego – opowiada nasz rozmówca.

Taki głupiec odpowiada za bezpieczeństwo kraju.

Odjazd godny Tworek.

O Jarosławie Kaczyńskim w tym samym „Newsweeku” pisze Cezary Michalski.

Jarosław Kaczyński radykalizował konflikt wewnętrzny w Polsce, kiedy walczył o zdobycie władzy. Nie ma w tym niczego dziwnego, podobnie postępował Wałęsa w czasie wojny na górze, Miller w okresie rządów AWS czy Tusk po wyborczej klęsce 2005 roku.

Jednak Kaczyński – jako pierwszy polski przywódca po 1989 roku – ten konflikt wewnętrzny celowo jeszcze bardziej zradykalizował już po zdobyciu władzy. Zmusił cały swój obóz do prowadzenia wyniszczającej wojny domowej. Jego ludzie – ministrowie rządu Beaty Szydło, szefowie kontrolowanych przez PiS mediów, nawet nowi prezesi spółek skarbu państwa – są rozliczani nie z realnych osiągnięć, ale z zakresu prowadzonych przez siebie czystek czy z brutalności ataków wobec opozycji i społecznych elit.

A prof. Jadwiga Staniszkis mówi:

– Kaczyński powinien przejść na tę emeryturę wraz z innymi, ale nie ma dokąd pójść – uważa Staniszkis, według której sytuację utrudnia fakt, że prezes PiS nie ma rodziny. – Jest przecież bardzo bystrym człowiekiem, nawet obserwując to, co się dzieje w komisji, mógłby dostrzegać to łamanie konstytucji i prawa. Ale myślę, że on po prostu chce, żeby wszyscy byli zrozpaczeni tak samo jak on. W takim stanie psychicznym nie powinien sprawować władzy.

Niedługo będzie uchwalona klauzula sumienia dla aptekarzy.

Antykoncepcja jako wróg ideowy, bitwa o Polskę, runda kolejna. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który jeszcze rok temu dystansował się od pomysłów części farmaceutów, aby i ich zawód objąć prawem do klauzuli sumienia, nawet jeśli prowadzą jedyną aptekę w mieście, teraz zmienił zdanie. Jest za. Nawet jeśli chodzi o jedyną aptekę w mieście.

TVN zapowiada na sobotę sensacyjny reportaż o szpiegu rosyjskim osadzonym blisko Macierewicza.

Jak zyć w takim państwie PiS? – zastanawiała się u Moniki Olejnik wybitna rezyser Agnieszka Holland.

– To są ludzie, którzy mają tak rozbudowany narcyzm, że nie są w stanie pogodzić się z rzeczywistością. Używają wszelkich narzędzi władzy, żeby mścić się na całym świecie za swoje niepowodzenia. To jest ciekawa psychologia dla reżysera, scenarzysty, pisarza. Jednak żyć pod takimi ludźmi jest strasznie niebezpieczne – stwierdziła reżyserka Holland w programie „Kropka nad i” TVN24 mówiąc o Kaczyńskim i Ziobrze.

>>>

PiS szykuje marionetkowe sądy, policyjne państwo

Andrzej Saramonowicz właściwie porównuje XVIII wieku i dzisiaj. Wówczas Rzeczpopolita upadała, to samo dzieje się teraz w zastraszającym tempie.

Sądownictwo jest rozwalane. Jeden z trzech filarów demokracji legnie w gruzach, gdy Andrzej Duda podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa.

Komisja sprawiedliwości pracowała do godz. 1 w nocy. Jej szef Stanisław Piotrowicz (PiS) oskarżył opozycję, że to z jej winy prace trwają tak długo. Piotrowicz chce za wszelką cenę zakończyć w tym tygodniu procedowanie prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym.

Identycznie rozwalano Trybunał Konstytucyjny.

Sposób procedowania jest skandaliczny – i tak to jest łagodnie powiedziane.

Pisze Ewa Siedlecka z „Polityki”.

„PING!” – to dźwięk, który nieustannie towarzyszy pracom sejmowej komisji sprawiedliwości nad prezydenckimi projektami ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. W środę rozlegał się częściej, bo komisja pracowała nad ustawą o SN, a do niej PiS wniósł 35 poprawek. W takim trybie, że nie znało ich ani Biuro Legislacyjne Sejmu, ani posłowie innych klubów.

„PING” rozlegało się w trakcie każdej wypowiedzi opozycji. Przewodniczący Piotrowicz ograniczył głosy do minuty, ale „pingał” wcześniej, gdy mu się wypowiedź nie podobała. Oczywiście „pinganie” nie zniechęcało posłów opozycji, więc „pingnięciu” towarzyszyło wyłączenie mikrofonu. Obecni na sali słyszeli więc dalszą część wypowiedzi, ale oglądający transmisję – już nie.

(…)

„Wątpliwości konstytucyjne będziemy rozstrzygać w głosowaniu” – skwitował przewodniczący Piotrowicz. I to można uznać za bonmot roku.

Co na to prezydent? Sprawa jest tajemnicza. Od rana do godziny 13 obecna na posiedzeniu komisji minister Anna Surówka-Piasek unikała jak mogła ustosunkowywania się do poprawek PiS. Gdy opozycja kierowała do niej takie pytania, prowadzący obrady Stanisław Piotrowicz starał się ją obronić przed koniecznością odpowiedzi. A jeśli się to nie udało, minister Surówka-Piasek mówiła, że zostawia rzecz do uznania komisji. Natomiast obecna na sali doradczyni prezydenta Zofia Romaszewska pytana w kuluarach, czy prezydent znał poprawki, odpowiedziała: „do pewnego stopnia”. I oceniła, że niektóre są „nie do zaakceptowania”. „Jeżeli ustawa będzie tak wyglądała, to prezydent powiedział, że zawetuje. Moim zdaniem” – dodała.

Przejdzie do historii:

„Wątpliwości konstytucyjne będziemy rozstrzygać w głosowaniu”.

Aberracja.

Daniel Passent stara się zachować spokój.

Członkowie komisji sejmowych otrzymali poprawki PiS w ostatniej chwili, nie mieli czasu na wcześniejsze zapoznanie się z nimi i przygotowanie się do dyskusji, w której ich wypowiedzi i tak ograniczono do 1 minuty, a nawet mniej. Sama treść ponad 40 poprawek do obu ustaw stanowi w dużym stopniu powrót do sprzecznych z konstytucją projektów zawetowanych przez prezydenta, z pozostawieniem uprawnień dla prokuratora generalnego i wyborem sędziów przez polityków oraz uzależnieniem składu SN od prezydenta. Treść i tryb poprawek (oraz zmian w ordynacji wyborczej do samorządów) pozwala mówić o gwałcie na Temidzie.

Co na to prezydent – nie wiadomo, ponieważ Andrzej Duda bawi w Wietnamie. Prawdopodobnie treści poprawek PiS nie zna, podobnie jak nie znali ich prezydenccy prawnicy. Jest to akurat przykład tego, jak w praktyce ma działać taki system: prezydent niech reprezentuje i podróżuje, a prezes i premier będą rządzili w kraju. Znakomita większość prawników krytykuje sposób „reformowania” wymiaru sprawiedliwości, ale oficjalna odpowiedź brzmi: „Suweren tak chciał, znał nasz program i wybrał nas, a więc wszystko to dzieje się w zgodzie z demokracją”. Sejmowa większość utożsamiana jest z carte blanche dla władzy, która może wszystko. Właśnie dobrała się do ordynacji wyborczej do samorządów.

Jeżeli do tego dodamy zamieszanie i napięcie związane z zapowiadaną rekonstrukcją rządu, która ma m.in. zadecydować o losie premier Szydło i ministra Macierewicza (o którego trwa konflikt PiS kontra prezydent), rekordowe poparcie dla PiS w sondażach, oraz iskrzenie po stronie opozycji (nowa przewodnicząca Nowoczesnej, Lubnauer, podważa porozumienie „warszawskie” z Platformą), to możemy śmiało twierdzić, że klimat polityczny jest podobny do tego za oknem. Listopad – dla Polaków niebezpieczna pora.

Konstytucjonalista prof. Marek Chmaj to, co sie dzieje, nazywa to abberacją.

Zaś prof. Karol Modzelewski twierdzi, że PiS zakłada nam państwo policyjne.

Zmiany w sądach pod dyktando prokuratora generalnego oznaczają wprowadzenie państwa policyjnego – mówił w „Faktach po Faktach” w TVN24 profesor Karol Modzelewski, działacz opozycji w czasach PRL, były senator.

>>>

Post Navigation