Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Seweryn Blumsztajn”

Pedofile w sukienkach: hulaj kutas, piekła nie ma

Poniedziałkowa publikacja w “Dużym Formacie”, magazynie reporterów Gazety Wyborczej o ciemnych stronach przeszłości legendarnego kapelana “Solidarności”, księdza prałata Henryka Jankowskiego niewątpliwie wstrząsnęła opinią publiczną. Barbara Borowiecka, po 50 latach milczenia postanowiła opowiedzieć o swojej relacji z nieżyjącym już księdzem. Twierdzi, że była przez niego molestowana. Jej koleżanka z podwórka miała popełnić przez niego samobójstwo. Jak podkreśla, dzieci o tym nie mówiły, bo “wszystkich paraliżował wstyd”.

– Dopadł mnie, gdy szarpałam się z klamką. Dotykał piersi, powiedział, że pokaże mi, co to znaczy od tyłu. Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć. Nie udało mu się. Pamiętam, że miałam spódniczkę na gumce, naciągnęłam majtki tak, że trzymałam je w zębach i odpychałam się rękoma. Byłam przerażona, nie rozumiałam, czego chce, co to znaczy “od tyłu”. A on mówił: “Ja ci pokażę, jak się spuścić”. Był obleśny. (…) Pamiętam, jak złapał mnie za buzię i próbował otworzyć usta. Pomyślałam, że jak mi wsadzi, to go ugryzę. Wtedy sąsiadka krzyknęła: “Kto tutaj tak tarabani” – opowiadała reporterce “DF” Borowiecka. W samej sprawie najbardziej kontrowersyjny wydaje się fakt, że dziś, gdy niektóre ofiary odważyły się głośno powiedzieć o tym, co je spotkało, okazuje się, że o bulwersujących i karygodnych zachowaniach prałata wiedziało bardzo wiele osób, także wśród najważniejszych hierarchów kościelnych, jednak nikt nigdy nie zareagował. Wręcz przeciwnie, podkreślano jedynie jego zasługi, z powodu których w Gdańsku został nawet postawiony jego pomnik.

Wczoraj wieczorem, w programie “Polityka na ostro” w Polsat News, gośćmi Agnieszki Gozdyry byli posłanka Joanna Scheuring-Wielgus z koła poselskiego “Teraz!” oraz poseł Jan Mosiński z Prawa i Sprawiedliwości. Ten drugi wyraził swoje olbrzymie oburzenie słowami byłej posłanki Nowoczesnej, która domaga się od władz Gdańska stanowczych działań w sprawie księdza Jankowskiego.

“Czy taka postać powinna być uhonorowana pomnikiem i placem jej imienia? Czy osoba oskarżana o pedofilię, znana z antysemickich wypowiedzi i lubująca się w przepychu nieprzystojącym duchownemu, to dobra wizytówka Gdańska?” – napisała w liście, który opublikowała w mediach społecznościowych.

– To bardzo podłe słowa pani Scheuring-Wielgus. Ja w to w ogóle nie wierzę. Księdza prałata znałem za życia. Pytanie jest proste. Dlaczego teraz i po tylu latach? Komu przeszkadza pomnik prałata Jankowskiego w Gdańsku? Temu środowisku, które szuka różnych sposobów, żeby postać prałata postawić w złym świetle – powiedział Mosiński. Dodał, że “tu idzie gra o coś więcej”. – Żeby wymazać “Solidarność” z Gdańska, generalnie wszystkie osoby, postacie, legendy. Po prostu ja w to nie wierzę. Znałem przez wiele lat księdza prałata Jankowskiego i doskonale wiem, że to był kryształowy człowiek – powiedział poseł PiS.

Co ciekawe, poseł Mosiński nie jest odosobniony w swoich twierdzeniach. Reporterzy Wirtualnej Polski wybrali się do Gdańska, by porozmawiać z parafianami kościoła pw. Świętej Brygidy. Większość rozmówców, jak to zwykle ma miejsce w kwestii ujawnienia skandalu pedofilskiego z udziałem idealizowanego przez nich księdza, nie wierzy w doniesienia o ks. Jankowskim.

– Mógł zgrzeszyć, ale był tylko człowiekiem – mówi jedna z wiernych – Dla mnie to porządny ksiądz i zdania o nim nie zmienię.

Toż to same kłamstwa i oszczerstwa! Atak na naszego księdza. Kto czyta “Wyborczą”? Może niech sami opiszą swoje kochanki i kochanków i swoim życiem erotycznym się zajmą – mówi inna, nie ukrywając złości – Dla mnie Jankowski był zawsze wspaniałym, niepowtarzalnym księdzem.

Z ogółu rozmów wynika, że większość osób stoi po stronie księdza: – Molestował? Nie sądzę. Wymysły. A jeśli nawet, to jeszcze wszystkiego nie przeważa. Miał jak wszyscy dobre i złe strony – oceniają.

Depresja plemnika

Lech Wałęsa w rozmowie z Polsat News zdradził, o czym będzie rozmawiał na pokładzie samolotu z prezydentem Dudą podczas podróży na uroczystości pogrzebowe George’a H.W. Busha. Przyznał też, że założy koszulkę z napisem „Konstytucja”, którą zamierza nosić, dopóki Polska „nie odzyska wolności„.

W poniedziałek Lech Wałęsa poprosił Kancelarię Prezydenta o pomoc w zorganizowaniu podróży do USA. Wkrótce potem prośba została zaakceptowana, a kancelaria poinformowała, że we wtorek wieczorem Lech Wałęsa poleci na uroczystości pogrzebowe George’a Busha seniora z prezydentem Andrzejem Dudą.

Wałęsa: Nie przypuszczam, byśmy znaleźli wspólne zdania

Dziennikarka Polsat News Anna Gonia zapytała Lecha Wałęsę, czy zamierza rozmawiać z prezydentem Andrzejem Dudą podczas długiego lotu.

– Dlaczego mamy nie rozmawiać? Natomiast ja nie utożsamiam się i z tym prezydentem, i z tą opcją, więc nie przypuszczam, byśmy znaleźli wspólne zdania – odparł Wałęsa.

Jak dodał, jeśli wejdzie do samolotu pierwszy, to na początku zamierza powiedzieć prezydentowi Dudzie „Dzień dobry”. –…

View original post 2 165 słów więcej

Obalenie PiS – Rewolucja Białej Róży

„Mateusz Morawiecki to żywa kopia Antoniego Macierewicza. Tak samo łatwo wygłasza piramidalne bzdury i kłamstwa z niezmąconą pewnością siebie.” – Seweryn Blumsztajn

Sfałszowanie wyborów i nietykalność. O to gra PiS.

Pasażerom narodowego przewoźnika skóra cierpnie na wieść o postępującej jego degradacji. Nie milkną protesty załóg funkcjonujących na śmieciowych umowach, słynne są monstrualne wynagrodzenia i premie dla kierownictwa linii.

„Narodowy przewoźnik chwali się nowymi samolotami, ale obecnie ma ogromne problemy techniczne z flotą. Co dzień odwoływane są nawet dalekie loty, a opóźnionych jest ok. 40 proc. połączeń”- podaje „Gazeta Wyborcza”. Rekordową wpadkę LOT zaliczył parę miesięcy temu ryzykując życiem 250 pasażerów, lecących z Cancun do Warszawy. „Fakt” dotarł do dokumentów i informacji, które potwierdzają naruszenie zasad bezpieczeństwa i to, jak blisko było tragedii.

Jak podaje gazeta 23 marca 2018 z meksykańskiego Cancun wystartował wyczarterowany samolot o numerze SP-LRF. Półtorej minuty po starcie, prawy silnik Boeinga 787 Dreamliner wpadł w silne wibracje.

W odpowiedzi na meldunek pilotów, Centrum Operacyjne LOT zadecydowało o awaryjnym lądowaniu. Gdy 70 minut po starcie maszyna była już u wybrzeży Florydy i mogłaby lądować na lotnisku w Miami, Centrum zadecydowało, że samolot ma lecieć dalej i o dziwo do… Nowego Jorku.

Po pierwszym skręcie okazało się, że kłopoty się pogłębiają: w prawym silniku mocno spadło ciśnienie oleju. Dlaczego więc taka decyzja? Informatorzy „Faktu” z PLL LOT nie mają wątpliwości: chodziło o pieniądze. „W Miami należałoby dać pasażerom zakwaterowanie i posiłki, i wysłać na Florydę kolejną maszynę, by ich zabrała – powiedział rozmówca dziennika. Pasażerowie musieliby oczekiwać w strefie tranzytowej lotniska, bo… nie posiadali amerykańskich wiz! A na lotniku JFK w Nowym Jorku mogli wsiąść w maszynę gotową do lotu, choć przygotowaną dla innych pasażerów. Oczekujący natomiast na odlot z Nowego Jorku mieli przecież amerykańskie wizy i mogli spędzić noc w hotelu… Samolot zawrócił więc z drogi do Miami.  Nie koniec jednak na tym, bo 23 minuty po manewrze, piloci musieli podjąć decyzję o wyłączeniu prawego silnika. Pół godziny później jedyny działający już wtedy silnik zaczął się dławić. Od „mety” dzieliły załogę jeszcze dwie godziny lotu… samolot więc zaczął zrzucać paliwo.

Dopiero o 1:44 czasu polskiego w trybie alarmowym wylądował w Nowym Jorku. PiS–owskie linie lotnicze LOT w odpowiedzi na pytania Faktu, zapewniają, że wszystko odbyło się … zgodnie z procedurami.  Przegląd obu silników miał miejsce… dzień przed wylotem – twierdzą.

Tymczasem doświadczony pilot, latający na Dreamlinerach komentuje zdarzenie jednoznacznie: „Samolot był o krok od katastrofy! – mówi. Dodaje, że piloci ćwiczą na symulatorach tak, że „jeżeli po drodze są dostępne lotniska, to najpierw ląduje się na lotnisku ETOPS-owym, a jeśli nie ma takiego, to na pierwszym dostępnym”.

O rozmiarach zagrożenia dla życia pasażerów najlepiej świadczy fakt, że po awarii maszyna spędziła dwa tygodnie w Nowym Jorku. Wymieniono w niej oba silniki.

Jakże prowokacyjnie i oburzająco na tym tle wypadają ostatnie – uświetnione udziałem wysokich funkcjonariuszy PiS – uroczystości z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości, zorganizowane w jednym z hangarów na Okęciu. Jak pamiętamy na tle zespołu Mazowsza można było zobaczyć dreamlinera LOT-u w świątecznych biało- czerwonych barwach, który miał właśnie odlecieć do Toronto. Aż „państwo się ubawią” musiało zaczekać na niego 300 pasażerów.

„Fakt” dotarł do lotowskiego periodyka „Biuletyn bezpieczeństwa lotniczego floty B787”. Numer 3/2018, w całości poświęcono kłopotom maszyny lecącej z Cancun do Warszawy. Dziennik cytuje fragmenty publikacji:

„Jak wszyscy wiemy, podczas analizy naszego przypadku wyłączenia silnika w locie z CAN do WAW okazało się, że byliśmy bardzo blisko poważnych kłopotów” – dowiadujemy się ze wstępniaka biuletynu. Autor, doświadczony pilot Dreamlinera Tomasz Smólski przyznaje, że trzysekundowe „ENGINE SURGE” w jedynym działającym już silniku mogło doprowadzić do jego wyłączenia.

„Po lądowaniu okazało się, że „dobry silnik miał uszkodzenia uszczelnienia sprężarki kwalifikujące go do natychmiastowej wymiany” – czytamy dalej. Pilot dodaje, że przez lata w PLL LOT „prawdopodobieństwo, że drugi silnik może się zepsuć w tym samym locie było minimalne. Rolls-Royce nauczył nas, że to nieprawda. Z ostatnich biuletynów jasno wynika, że wyłączenie jednego silnika gwałtownie zwiększa prawdopodobieństwo awarii tego drugiego” – te słowa Smólskiego potwierdzają, że piloci lecący z Cancun musieli wiedzieć, na jakie ryzyko się decydują…

Biuletyn zawiera też wyciąg z przepisów, które mówią jasno: w przypadku wyłączenia silnika, w jak najkrótszym czasie należy lądować na najbliższym lotnisku zapasowym, które się do tego nadaje i panuje na nim odpowiednia pogoda. „Na bok muszą odejść rozważania o dostępności drugiej załogi, mechaników, części, paliwa, hoteli itd…, co jak widać nie wszystkich i nie zawsze musi dotyczyć.

Im bardziej PiS się stara dbać o oddawanie honorów polskiej historii, tym bardziej można się w ich polityce pogubić. I zniesmaczyć również.

Mocnego przykładu dostarcza zainicjowana niedawno kampania historyczna z okazji obchodzonej w tym roku 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Stosownie do okazji, z finansową pomocą PZU oraz państwowego koncernu paliwowego LOTOS w najnowszym tygodniku “Sieci”  prezentowane są postacie, których działania miały największy wkład w budowanie polskiej państwowości. Wśród boharterów znajdujemy Mieszka I, generała Józefa Hallera z okresu pierwszej wojny światowej, oczywiście również marszałka Józefa Piłsudskiego – kreatora II RP, Stanisława Mikołajczyka w trakcie II wojny światowej, i wreszcie – wiadomo – Jana Pawła II jako ikonę-łącznik XX wieku – czytamy w portalu crowdmedia.pl. Trudno komentowac dość oczywisty wybór.

Inaczej jednak wygląda sprawa w przypadku szóstego obrazka. Jest nim zdjęcie – prezentujące “współczesność” – byłego prezydenta… Lecha Kaczyńskiego jako uczestnika Okrągłego Stołu, który zamknął epokę komunizmu w Polsce. Ni mniej, ni więcej – bez pardonu przy tym pominięto Lecha Wałęsę czy Tadeusza Mazowieckiego. Zdaniem Wojciecha Szackiego, który na Twitterze pokazał zdjęcie z tygodnika braci Karnowskich, to nie jest już polityka historyczna, a „ordynarny gwałt na historii naszego kraju”. Michał Szułdrzyński z “Rzeczpospolitej” zauważył kilka dni temu (jak przypomina cytowany portal), że całokształt działań Prawa i Sprawiedliwości, mających na celu wzmocnienie polskiej tożsamości narodowej w gruncie rzeczy nie dotyczy wcale narodu polskiego, a narodu wyobrażonego – który ma alternatywną historię, a w niej takiż właśnie alternatywnych bohaterów… Jak zauważa Michał Kuczyński z portalu crowdmedia.pl, skoro już państwowe spółki finansują kampanię, wskazującą Lecha Kaczyńskiego jako uczestnika Okrągłego Stołu, to może warto przypomnieć, że tak jak inni, dziś przedstawiani jako zdrajcy narodu, pił wódkę z komunistami w Magdalence.

Zestaw sześciu zdjęć faktycznie robi piorunujące wrażenie – Lech Kaczyński sprytnie wmontowany pomiędzy Józefa Piłsudskiego i Jana Pawła II – najbardziej dlatego, że widać w nim jakiś rodzaj desperacji. To coś więcej niż ordynarna próba (nie pierwsza już i nie ostatnia zapewne) wygumkowania z najnowszej historii Polski postaci, z którymi PiS nie po drodze. To zaczyna przypominać prasową mistyfikację porównywalną z tą, jaką brat Jarosław – tworząc fałszywe wydanie gazety – przygotował po katastrofie samolotu TU-154, aby uspokoić własną matkę. Teraz otoczenie prezesa PiS wydaje się małpować ten fortel. Tym razem „komunikat” brzmi: Tak, Lech Kaczyński wielkim politykiem był. Pytanie, po co?

KE wszczyna procedurę wobec PL, bo ustawa o SN „narusza zasadę niezależności sądownictwa,w tym zasadę nieusuwalności sędziów=PL nie wypełnia swoich zobowiązań wynikających z art. 19 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej w związku z art. 47 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej”

Post Navigation