Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Sławomir Neumann”

Lech Wałęsa jest niesterowalny

– „Lech Wałęsa jest ważną osobą w odzyskaniu naszej wolności. Wielokrotnie był i będzie bywał na naszych konwencjach” – zapowiedziała w programie „Graffitti” w Polsat News Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera.

Odniosła się tym samym do słów byłego prezydenta, wypowiedzianych na ostatniej konwencji PO, podczas której ostro skrytykował on polityków KO. – „Daliście się wciągnąć na pole niewygodne. Specjalnie was wciągnęli! Daliście się władować. Nie tak się zwycięża” – powiedział.

Małgorzata Kidawa-Błońska przyznała, że „parę rzeczy, które mówił […], przyjęłam z dużym ubolewaniem”. Jak dodała: „Lech Wałęsa to Lech Wałęsa. Żałuję, że pan prezydent na konwencji używał takich słów, ale zawsze mówię, że Lech Wałęsa jest osobą nietuzinkową i jednego dnia mówi płomienne teksty, które nas wszystkich porywają, a drugiego po jego przemówieniu następuje cisza”.  „To były niepotrzebne słowa” – dodała – „ale my już jesteśmy w innym miejscu”.

Tymczasem Lech Wałęsa nie ograniczył się do konwencji PO w wyrażaniu krytycznego zdania o polityce przez nią uprawianej. Napisał także na Facebooku: „Proszę publicznie PO o zwolnienie mnie z danego publicznie słowa, że będę głosował na PO”.

Były prezydent stwierdził, że chce wesprzeć Władysława Kosiniaka-Kamysza. Powodem jego decyzji – jak stwierdził na swoim profilu – jest to, że nie może sobie wyobrazić, aby „tak zdolny polityk jak Kosiniak-Kamysz, jak i ludzie wsi” nie mieli miejsca w parlamencie” – napisał Lech Wałęsa. Poza tym niepokojem napawają go wyniki sondaży wyborczych.

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio >>>

Kmicic z chesterfieldem

 „Ale to już jest masakra. Minister kultury sporego europejskiego kraju w telewizorze przyznaje, że nie zna książek swojej rodaczki, która ma spore szanse na Nobla. O nominacji wiadomo od kilku miesięcy. Nie zna, bo jej nie lubi. I się nie wstydzi, a nawet jest dumny” – to tylko jeden z wielu komentarzy internautów po wypowiedzi Piotra Glińskiego na temat twórczości jednej z najlepszych polskich powieściopisarek. – „Próbowałem przeczytać książki Olgi Tokarczuk, nigdy nie dokończyłem” – powiedział wicepremier w TVN 24.

Gliński stwierdził także, że jedna z najbardziej prestiżowych polskich nagród literackich, czyli Nagroda Nike, to też nie jest szczególnie dla niego istotna. – „Ja szczególnie nie śledzę, bo jest środowiskowo zogniskowana. To nie jest moje środowisko, więc mniej się interesuję tymi sprawami” – powiedział minister kultury.

A Olga Tokarczuk znalazła się w ścisłej czołówce pisarzy typowanych do najważniejszej światowej nagrody literackiej. Nazwiska laureatów Nobla za 2018 i 2019 r…

View original post 3 422 słowa więcej

 

Grożenie śmiercią jest dopuszczalne dla prawaków. Tak kombinuje Paweł Lisicki, naczelny Do Rzeczy

Sprawa zwolnionego dyscyplinarnie pracownika Ikei, który podpierając się cytatami z Biblii groził śmiercią homoseksualistom, zelektryzowała polską prawicę. Politycy i publicyści zaczęli się prześcigać w wyrazach poparcia dla pracownika, a pogardę dla drugiego człowieka nazywać „wartościami chrześcijańskimi”. Jednak w pogoni za absurdem na czoło wysunął się redaktor naczelny tygodnika „DoRzeczy”. Publicyście przeszkadza udział przedstawicieli różnych firm i globalnych marek w paradach równości. Jakby tego było mało, obiekcje wzbudziło ogólne zaangażowanie firm w ważne problemy społeczne, które niekoniecznie stoją w zgodzie z konserwatywną wizją świata:

„Okazuje się bowiem, że kupując lody, oglądając telewizję albo otwierając konto w banku, klient, za sprawą szefów tych firm, zostaje poniekąd zmuszony do udziału w prowadzonej przez nie kampanii ideologicznej.”

Co więcej okazało się, że wydawałoby się święte prawo własności dla prawicy działa tylko tak długo, jak chodzi o prawicowego drukarza. W przeciwnym wypadku korporacje nie mają prawa wydawać uczciwie zarobionych pieniędzy na cele niezgodne z przekazami obozu rządzącego:

Jakim prawem pieniądze i zyski – a cokolwiek opowiadaliby PR-owcy tych firm, z pewnością znacząca część zysków wygenerowana przez nich w Polsce pochodzi od klientów niechętnie patrzących na rewolucję LGBT – przeznaczane są na walkę ze świadomością i z przekonaniami tych klientów? Jakim prawem ludzie, którzy przedstawiają się najpierw jako sprzedawcy usług – bankowych, żywnościowych, komunikacyjnych, meblarskich – nagle zaczynają występować za pieniądze zdobyte ze sprzedaży tychże usług w roli nauczycieli moralności? Do diabła, co to ma wspólnego z „tolerancją i różnorodnością”?

W kontekście powyższego ciekawi, kiedy prawica zacznie kreować panikę wokół prześladowania palaczy czy alkoholików, terrorze zwolenników zdrowego stylu życia…wszystkie powyższe także były tematami szerokich kampanii społecznych, które były realizowane właśnie dlatego, że percepcja społeczna tych spraw przez większość obywateli prowadziła do społecznych szkód. Opinia większości odwołując się do samej Biblii nigdy nie była wyznacznikiem słuszności, pamiętajmy drodzy konserwatyści, że Jezus został na śmierć skazany, ponieważ także prowadził „terror kulturowy”, a o opinii społecznej najdobitniej świadczyło to, że tłumy wolały uwolnić Barabasza. Tutaj jednak pismo nie jest na rękę prawicy, więc pamiętać o nim już nie trzeba.

Zdaniem Pawła Lisickiego, sprzeciw  wobec dyskryminacji osób LGBT jest świadectwem pogardy i poczucia wyższości Zachodu nad Polską, której gościnności zagraniczne korporacje nie doceniają.

„Globalne marki powstały poza Polską i korzystają z prawa gościnności. Jak to zatem możliwe, żeby w kraju, który je życzliwie przyjmuje, postanowiły traktować nagle gospodarza, jakby był niedouczony i nieświadomy? Obrzydliwy to przejaw imperializmu kulturowego, poczucia wyższości i pogardy dla polskich „tubylców”, którym menedżerowie tego i owego niosą teraz kaganek oświaty. Nie da się ukryć, że wszystkie te piękne słówka skrywają lekceważenie nie dość „skolonizowanych” polskich tubylców i pogardę dla nich”.

Innymi słowy, jeśli krytykujemy Rosję za zabijanie dziennikarzy, aresztowania opozycji czy szeroko pojęte łamanie praw człowieka, to mamy rozumieć, że siejemy pogardę wobec rosyjskich tradycji mając poczucie wyższości od tej ostatniej? Rotmistrz Witold Pilecki, który ryzykował życie, aby świat dowiedział się i zareagował na holocaust, byłby zapewne zszokowany, do jakiej ignorancji doszły kolejne pokolenia Polaków.

W wyobraźni redaktora społeczna odpowiedzialność biznesu to forma represji rodem z komunizmu:

„Publicznie angażując się po stronie LGBT, szefowie tych firm dają też jasny sygnał swoim pracownikom: chcecie u nas robić karierę, musicie śpiewać w jednym chórze z LGBT. Chcecie awansować, chcecie dostawać podwyżki, musicie popierać rewolucję. Okazuje się, że pod tym względem wielkie korporacje niewiele różnią się od komunistycznej PZPR: kto chciał robić karierę, ten musiał się dostosować. Musiał, przynajmniej oficjalnie, być po linii i na bazie”.

Odpowiedzią na powyższy „terror”, „kulturalny imperializm”, pogardę, ma być zmiana prawa, która jak na obrońców wolności słowa przystało… zabroni wypowiadania poglądów sprzecznych z konserwatywną narracją. Prawnie usankcjonowanym powinno być uznanie „prawa naturalnego” jako ideologi panującej, za sprzeciw wobec której wymierzane byłyby surowe kary: 

„Potrzebne jest prawo, które w przypadku tak drastycznego naruszenia reguł – kiedy to firma zaczyna prowadzić działalność sprzeczną z zasadami współżycia społecznego, a tym jest opowiedzenie się przeciw zasadom prawa naturalnego – pozwoliłoby mi – czy to klientowi, czy to pracownikowi – domagać się odszkodowania za naruszone zaufanie. Oszustów, a nimi są sprzedawcy ideologicznych bajek, trzeba karać. To jedyny sposób, by otrzeźwieli”.

Tym samym opadła maska z twarzy polskiej prawicy, która okazuje się wcale nie walczyć z „terrorem poprawności politycznej”, ale zwyczajnie możliwości stosowania terroru ideologicznego reżimom autorytarnym najwyraźniej zazdrości.

Kmicic z chesterfieldem

„Mam nadzieję, że za takie okładki Karnowscy doczekają się wreszcie kary. To już przechodzi ludzkie pojęcie, do jakiego stopnia można się upodlić, żeby przypodobać się PiSowi. Prezydent Gdańska wybrało 84% mieszkańców. Zestawiać nas ze swastyką?” – tak jedna z internautek podsumowała okładkę najnowszego wydania prawicowego tygodnia „Sieci”. Redaktorem naczelnym pisma jest Jacek Karnowski, a jego brat Michał (poza publikowaniem w nim tekstów) zasiada we władzach spółki Fratria, która pismo wydaje.

Na okładce najnowszego numeru tygodnika widnieją fotografie prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz, jej poprzednika, zamordowanego w styczniu tego roku Pawła Adamowicza oraz Donalda Tuska. Otoczeni są m.in. flagami ze swastykami, a tytuł głosi: „Czy Gdańsk chce do Niemiec?”.

„To z bezsilności. Gdańsk ich uwiera! To wolne Miasto wolnych Ludzi i nie mogą nic z tym zrobić. Wiedzą, że jak spróbują na siłę – będzie jak z poprzednią komuną. Potkną się, połamią sobie te spróchniałe kły i skończą na śmietniku. Prawdziwi Polacy…

View original post 2 566 słów więcej

 

Jan Paweł II krył pedofila Paetza

Co się dzieje z księdzem, który postanowi zakomunikować swoim przełożonym, że znajomy mu wysoki duchowny jest pedofilem? Opisuje dziennikarz Stefan Sękowski (zastępca redaktora naczelnego Nowej Konfederacji i współpracownik tygodnika „Do Rzeczy”).

Więcej >>>

Depresja plemnika

Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, że haniebny styl prowadzenia przez marszałka Kuchcińskiego, uniemożliwianie zadawania pytań, zmanipulowane wypowiedzi ministrów, prowadzenie debaty w sposób urągający standardom parlamentarnym i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. To jedno. Ale drugie to bardzo wyraźnie chcę powiedzieć, że nie można traktować tej ustawy jako coś co wystarczy, jako wystarczającą odpowiedź parlamentu polskiego na tę sytuację, która dzisiaj w tak dramatyczny sposób ujawnia się, a która dotyczy ludzkich tragedii, pedofilii, przypadków które dzisiaj dochodzą do świadomości publicznej, wiadomości” – powiedział Grzegorz Schetyna po przyjęciu przez Sejm głosami PiS nowelizacji Kodeksu karnego. Szef PO stwierdził, że „ta ustawa nie po to, żeby skutecznie walczyć z pedofilią. – „Zgłosiliśmy wiele poprawek, mówiliśmy o wielu rzeczach, które nie zostały w tym uwzględnione” – dodał. 

Schetyna zapowiedział złożenie przez PO projektu ustawy o utworzeniu państwowej komisji do spraw pedofilii w polskim Kościele. – „Dzisiaj wiemy, że Kościół jako instytucja nie poradzi sobie sam z tym…

View original post 1 425 słów więcej

Schetyna zapowiada rozliczenia przed sądem i niezależnym trybunałem eksperyment Kaczyńskiego

– Nieudany eksperyment, w którym jeden człowiek chce rządzić wszystkim sam, dobiega już końca. Będzie niezależny sąd, niezależny trybunał i uczciwe wyroki, wynikające z prawa, a nie z emocji czy politycznej woli – mówił Grzegorz Schetyna podczas konwencji Platformy Obywatelskiej w Warszawie.

Grzegorz Schetyna zabrał głos podczas odbywającej się w Warszawie konwencji Platformy Obywatelskiej pod hasłem „Kobieta, Polska, Europa” poświęcona prawom kobiet.

Schetyna: Koniec eksperymentu jednego człowieka

Szef PO Grzegorz Schetyna na początku swojego wystąpienia odniósł się do śmierci zamordowanego prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza.

– Wszyscy bardzo przeżyliśmy śmierć Pawła Adamowicza. Tęsknimy za nim jako przyjacielem, człowiekiem, samorządowcem. Zbrodnia, którą cała Polska na własne oczy, wywołała wśród nas szok i przerażenie. Wszyscy czujemy, że po tym, co się stało, już nic nie będzie takie samo – mówił szef PO.

Schetyna nazwał też zamach na Adamowicza „cezurą w nowej historii Polski”. – Tylko trzeba zapytać, co ta cezura będzie wyznaczać? Co będzie dalej? – mówił Schetyna.

Czy da się zrobić jeszcze coś, skoro została przelana krew? Odpowiedź jest trudna, ale może być tylko jedna: ta śmierć nie może mieć końca. Musi stać się początkiem budowania wspólnoty od nowa. Lepszej, współpracującej, otwartej. Jesteśmy to winni Pawłowi

– podkreślił szef PO podczas konwencji.

Schetyna w ostrych słowach skrytykował rządy Prawa i Sprawiedliwości, które nazwał „eksperymentem jednego człowieka”. Zapowiedział też powrót „niezależnych sądów i trybunału”.

– Nieudany eksperyment, w którym jeden człowiek chce rządzić wszystkim sam, dobiega już końca. Wielokrotnie to mówiłem: nie będzie ślepej zemsty, ale to nie oznacza bezkarności. Będzie niezależny sąd, niezależny trybunał i uczciwe wyroki, wynikające z prawa, a nie z emocji czy politycznej woli. Każde przestępstwo znajdzie swój wyrok, ale w atmosferze skupienia i poszanowania prawa, a nie politycznego i prawnego linczu – mówił przewodniczący Platformy.

Walka z „telewizją partyjną” i delegalizacja Młodzieży Wszechpolskiej

Grzegorz Schetyna zapowiedział również bojkot telewizji publicznej, która „sieje nienawiść”.

– Każdego dnia głośno będziemy nazywać kłamstwo kłamstwem, podłość podłością, a zbrodnię zbrodnią. Nie będziemy też udawać, że partyjna telewizja jest telewizją publiczną. Elementarna przyzwoitość nie pozwala nam na pojawianie się w tym miejscu, które siało i sieje nienawiść –  mówił.

Jak dodał, po wyborach wygranych wyborach Koalicji Obywatelskiej telewizja publiczna przestanie być „telewizją partyjną”

– Przyjdzie taki czas, że telewizję publiczną zmienimy i oddamy twórcom i dziennikarzom – mówił szef PO.

Grzegorz Schetyna zapowiedział również, że w ramach walki z mową nienawiści Koalicja Obywatelska będzie żądać delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej i wszystkich organizacji, które nawołują do agresji.

– Będziemy domagać się bezwzględnego ścigania każdego przypadku stosowania gróźb i mowy nienawiści. Do skutku. Będziemy żądać delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej i wszystkich organizacji nawołujących do agresji. Będziemy bardzo głośno mówić o tym, jak jest i pokazywać jak może i powinno być – podsumował Grzegorz Schetyna.

Depresja plemnika

W piątek po południu, po ponad 2 godzinach, zakończyło się spotkanie premiera z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych dotyczące sytuacji po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. – Oponent polityczny to nie jest wróg. Trzeba umieć rozmawiać zarówno w świecie politycznym, jak i medialnym – mówił po spotkaniu premier Mateusz Morawiecki. Opozycja jest jednak bardziej sceptyczna. – Spotkanie nie zakończyło się przełomem, ani niczym istotnym – komentował szef klubu PO-KO Sławomir Neumann. W spotkaniu uczestniczyli także m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz i Katarzyna Lubnauer.

Morawiecki: Spotkanie w dobrej atmosferze

Spotkanie rozpoczęło się o godz. 15.30 i trwało ponad 2 godziny. – Bardzo dobrze, że to spotkanie się odbyło – podsumował Mateusz Morawiecki, dziękując wszystkim za udział.

– Chcę podkreślić dobrą atmosferę tego spotkania i moje zdanie w tej kwestii, które mam przekonanie, że podzielają uczestnicy tego spotkania, że przecież oponent polityczny to nie wróg. Że trzeba umieć rozmawiać, zarówno w tym świecie politycznym…

View original post 2 208 słów więcej

 

Ziobro chce przyspieszonych wyborów? Nie tylko, bo to strategia Kaczyńskiego

Coraz częściej mówi się ostatnio o przyspieszonych wyborach. Ponoć zwolennikiem tego pomysłu są ziobryści, którzy proponują, by przeprowadzić „najpierw wybory krajowe, wtedy sprawy europejskie i ewentualny polexit zejdą na dalszy plan”.

Obawiają się oni, że po 4 latach rządów, nadejdzie czas na ocenę Ziobry, a ta może okazać się bardzo niekorzystna. Wcześniejsze wybory mogłyby też pomóc im rozwiązać problem z premierem Morawieckim. Od dawna wiadomo że między panami zupełnie się nie układa, więc ziobryści rozpatrują taki scenariusz, w którym koalicjantem po wygranych wyborach zostałby Paweł Kukiz i to on stanąłby na czele nowego rządu.

Jest bardzo prosty sposób, by doprowadzić do przedterminowych wyborów. 27 stycznia mija termin uchwalenia ustawy budżetowej. Już wiadomo, że Sejm ma się nią zająć 24 stycznia. Jeśli więc prace nad tą ustawą utkną w martwym punkcie, prezydent Duda może skrócić kadencję Sejmu i sprawy potoczą się dalej po myśli ziobrystów. Nie wydaje się to najlepszym rozwiązaniem, bo brak budżetu będzie skutkował zamrożeniem wielu wydatków, co znacznie ograniczyłoby działania PiS-u.

Rozmówcy „Gazety Wyborczej” nie ukrywają, że decyzję w tej sprawie podejmie kierownictwo partii 16 stycznia, w oparciu m. in o sondaże. Wprawdzie dzisiejsze badania pokazują nieznaczną przewagę PiS w wyborach europarlamentarnych, ale trend wydaje się jednak niekorzystny. Ważnym argumentem, przemawiającym za tą opcją jest również świadomość, że przedterminowe wybory to byłby spory problem dla opozycji, która mogłaby nie zdążyć przygotować wspólnych list, a to zadziałałoby bardzo na korzyść PiS-u.

Jeden z polityków partii rządzącej jest dość optymistyczny. Jak twierdzi, „w ostatnich dwóch tygodniach wyszliśmy z paroma inicjatywami, np. wycofanie się z podwyżek cen prądu. Moim zdaniem uda nam się odbić, lecz musimy poczekać na styczniowe (…) Pomogła nam też opozycja, czyli przejęcie przez PO części posłów Nowoczesnej i związane z tym problemy Koalicji Obywatelskiej”. Innego zdania jest jego partyjny kolega, który nie ukrywa że „przedterminowe wybory mogą działać jako straszak dyscyplinujący posłów. Ale nie sądzę, by Kaczyński na to poszedł. Musiałby się porozumieć z Dudą, a to dziś szorstka przyjaźń. Poza tym ma traumę po przegranych przedterminowych wyborach z 2007 r., gdy stracił władzę. No i jest ryzyko. Czekałaby nas trudna kampania, a przecież mamy stabilną większość w parlamencie. Gdybyśmy w sondażach mieli stałe poparcie w granicach 50 proc., to byłoby co innego”.

Więcej >>>

Jak twierdzą politycy PiS, nie widać żadnych nerwowych ruchów w otoczeniu Morawieckiego, które świadczyłyby o tym, by rzeczywiście pomysł wcześniejszych wyborów był realny. Sam Kaczyński tylko „przygląda się, kto i jak reaguje na wizję przedterminowych wyborów, kto będzie przebierał nogami”.

No cóż, nie pozostaje nam nic innego jak poczekać. Jakąkolwiek decyzję podejmie prezes Kaczyński, wiadomo jedno – będzie to rok decydujących rozstrzygnięć, który pokaże, jaką drogą pójdzie Polska.

Depresja plemnika

Uwierzycie? Teraz przebrali się z narodowych w pelerynki europejskie. Polska PiS jako bijące serce Europy. To propagandowy bubel trzylecia.

View original post 2 107 słów więcej

 

PiS przyjazny dla Putina

Od roku Karl-Georg Wellmann nie jest już członkiem Bundestagu (2005-2017), wrócił do gospodarki, jest partnerem w dużej kancelarii prawnej w Berlinie, dlatego może pozwolić sobie na szczerość i otwartą krytykę władz w Warszawie. Poglądy Wellmanna, choć są powszechne w politycznym Berlinie, to ze względu na historyczną odpowiedzialność wobec Polski, nie wyrażają ich publicznie niemieccy politycy, unikając w oficjalnych wypowiedziach ostrej krytyki pod adresem polskiego rządu.

Marcin Antosiewicz: Niemieccy politycy zazwyczaj są bardzo zachowawczy, ale pan może mówić bardziej otwarcie, bo od roku już nie jest w aktywnej polityce. Jak pan ocenia dzisiejszy stan relacji polsko-niemieckich?

Karl-Georg Wellmann: Chciałbym krótko zacząć od naszej przeszłości. Kiedy upadł Związek Sowiecki w 1991 roku zastanawialiśmy się, co się stanie z tymi wszystkimi krajami, które leżą między nami a Rosją; czy powinny dołączyć do UE, czy nie. I było bardzo wiele głosów mówiących, że jest nam bardzo wygodnie między sobą, w takiej starej Unii, z krajami Beneluxu, Włochami, Hiszpanią i całą resztą na zachodzie. A Helmut Kohl powiedział: „Nie! Ja chcę pomóc tym krajom dołączyć do UE, ponieważ chcę, żeby te kraje się rozwinęły tak jak my, na Zachodzie. W innym wypadku dojdzie do konfliktów, biedne kraje staną się zależne od Rosji albo dojdzie do niepokojów lub nawet wojen domowych, a potem do fali uchodźców”. I od tego czasu Niemcy pomagały jak mogły, by te kraje przystąpiły do UE.

To wsparcie dla krajów na wschodzie odbywało się w konsensusie w niemieckiej polityce, do Kohla dołączyła SPD.

Tak, to był konsensus, ale w naszym przypadku, Kohl musiał ten konsensus przeforsować w CDU/CSU, ponieważ niektórzy politycy z zachodu kraju, zorientowani na Francję, mówili: „Zostaw ich. Oni mają inną mentalność. Nie wiadomo, jak to się wszystko rozwinie”. A Kohl twardo stał na swoim stanowisku mówiąc, że także kraje na wschód od nas są częścią Europy. Poza tym mówił, że jak te kraje się rozwiną gospodarczo, to przecież wszyscy na tym skorzystamy, będziemy sprzedawać im maszyny, rozwiniemy handel z korzyścią dla obu stron, a najważniejsze – unikniemy destabilizacji. Na marginesie, dziś te same argumenty dotyczą Ukrainy, jej stabilizacja leży w naszym interesie.

To rozumiem, że ci sceptycy z Pańskiej partii dziś tryumfują, jak patrzą na Polskę Kaczyńskiego?

Nie! Bo rozszerzenie UE okazało się sukcesem, a w międzyczasie dla wszystkich stało się oczywistym, że Polska i inne kraje należą do Europy.

Jednak dla wielu polityków PiS wciąż nie jest oczywiste, że rachunki za wojnę są wyrównane.

W sprawie reparacji wojennych, chciałbym przypomnieć, że Polska jest największym beneficjentem unijnego budżetu. Każdego roku otrzymuje 14 mld euro z Brukseli. I dokładnie policzyłem, że w przyszłym roku będzie 15-lecie polskiego członkostwa w UE, a więc w tym czasie Polska otrzymała blisko 200 mld euro wsparcia. Wkład Niemiec w tę sumę to 27 proc., czyli 53 mld euro, które niemiecki podatnik poprzez Brukselę przesłał do Polski. A więc jeśli teraz powraca dyskusja, że Niemcy mają wypłacić odszkodowania wojenne, to wiele niszczymy w naszych relacjach. U nas nikt nie ma wątpliwości, kto ponosi odpowiedzialność za wojnę, i jakich brutalnych zbrodni w Polsce dokonały ówczesne Niemcy, ilu ludzi zabili i ile rzeczy zniszczyli. Ale przez to Niemcy straciły na rzecz Polski jedną trzecią swojego terytorium, ze wszystkimi dobrami: kopalniami, fabrykami, drogami. A więc rozpoczynanie na nowo tej dyskusji jest mało inteligentne.

Chce pan powiedzieć, że na końcu tej dyskusji może być konkluzja: zapłacimy reparacje, ale chcemy znowu nasze ziemie?

Nie, ponieważ już prawie nie ma Niemców, którzy żyją na tych terenach.

Mogą jednak pojawić się nacjonalistyczni politycy, którzy wejdą w taki układ: reparacje za ziemie. Przewodniczący AfD, Aleksander Gauland powiedział, że trzeba być dumnym z osiągnięć Wehrmachtu.

Dokładnie! Nie brakuje tępaków, których można obudzić nieodpowiedzialnymi wypowiedziami. Oni mogą powiedzieć: „OK, to zapłacimy, a wy oddajcie nam nasze tereny”. Na razie nie znam żadnego niemieckiego polityka o zdrowych zmysłach, który by to postulował, ponieważ mamy europejską integrację, która gwarantuje nam dobre współżycie bez granic. Dziś już nie wiemy, kiedy przekraczamy granicę jadąc do Polski, albo do Niemiec. Dziś to już nie odgrywa żadnej roli, czy Szczecin jest polski, czy niemiecki, ponieważ jeśli chcę do niego pojechać, to wsiadam w auto czy pociąg i za godzinę jestem na miejscu. Mogę tam żyć, pracować, studiować. Podobnie Polacy w Niemczech.

Ale Jarosław Kaczyński nie rozumie takiej Europy. A czy pan rozumie politykę wobec Niemiec obecnego rządu w Warszawie?

Kompletnie nie! Ona jest jest po prostu nieinteligentna. Nie rozumiem tej polityki, szczególnie z polskiego punktu widzenia! Polska ma przecież trudną historię. Mam na myśli nie tylko zabory w XVIII i XIX wieku, ale przede wszystkim wiek XX. Do przełomu 1989/1990 Polska była kompletnie osamotniona. Sama walczyła z Rosjanami w 1919/1920, potem została sama w 1939 roku, kiedy zaatakowały ją Niemcy, wspólnie ze Związkiem Radzieckim. Nikt także nie pomógł Polakom w czasie powstań, najpierw w getcie warszawskim w 1943 roku, po czym w powstaniu warszawskim w 1944 roku. Polska była sama także w Jałcie i Poczdamie w 1945 roku, kiedy zachodni alianci zostawili ją za żelazną kurtyną. I przez dziesięciolecia, aż do przełomu, była w strefie panowania Sowietów. A więc myślę, że lekcja z tej historii może być dla Polski tylko jedna. Nigdy więcej sama! Tylko jako część silnej, gospodarczo i wojskowo, rodziny! Z jednej strony Unii Europejskiej, z drugiej strony NATO. Przecież bez UE wzrost gospodarczy w Polsce, by się nie dokonał w ostatnich 20 latach.

Jarosław Kaczyński powiedział, że jak trzeba będzie, to będziemy „samotną wyspą wolności”.

Czy więc polski rząd i Polacy wolą stać sami naprzeciwko Rosji? Sami naprzeciwko agresywnie działającego Putina?

PiS jednak mówi o agresywnej polityce Niemiec.

To absurd! Żaden zdrowy na umyśle człowiek, nie może powiedzieć, że dziś Niemcy zagrażają Polsce. Znam jednak historię, i wiem, że Warszawa była przez chwilę rosyjską prowincją, a Putin powiedział w 2014 roku, po tym jak przejął Krym, że jeśliby chciał, to może być w Warszawie w 48 godzin.

Chcę jednak wrócić do pieniędzy, bo pan wyliczył, ile Polska dostała z UE, ale premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że to „Polska jest płatnikiem netto”, a zagraniczne firmy znacznie się bogacą na dostępie do polskiego rynku.

Siemens produkował wcześniej w Berlinie sprzęt AGD. Po wejściu Polski do UE, przeniósł swoje fabryki do was. Siemens produkuje dzisiaj pralki i zmywarki w Polsce i tam daje miejsca pracy, a u nas zwolnił ludzi. Firma jest zadowolona, dobrze współpracuje z fachowcami w Polsce, gdzie płaci podatki, podobnie jak jej pracownicy, których zatrudnia. I tak dzisiaj wygląda podział pracy w Europie, z którego wszyscy korzystają. Czy więc premier Morawiecki wolałby, żeby Siemens wyszedł z Polski i wrócił do Berlina, i tu stworzył nowe miejsca pracy? Jeśli chodzi o mnie, to proszę bardzo! Ale to chyba byłoby wbrew polskim interesom. Premier powinien to chyba przedyskutować z pracownikami, których zatrudnia w Polsce Siemens. I z firmami, które z nim tam współpracują. Moim zdaniem, mamy tu do czynienia z gospodarczą niekompetencją, która jest zdumiewająca.

Jak pan w takim rozumie cele polskiego rządu wobec Niemiec?

To jest całkowicie krótkowzroczna polityka, prowadzona na potrzeby wewnętrzne, żeby może przekonać do siebie pewną część wyborców. Ale ta polityka jest bardzo niebezpieczna. Powtórzę, że każdego roku niemiecki podatki poprzez Brukselę przesyła do Polski od dwóch do trzech miliardów euro. I jeśli ciągle się nas obraża, to niemieccy politycy mogą kiedyś powiedzieć: „Jeśli wam to nie pasuje, coś wam przeszkadza, że dostajecie te pieniądze, to skończmy to!”. Unia Europejska przecież nie jest przymusowym sojuszem. A jeśli ktoś chce wiedzieć, co się dzieje, kiedy się ją opuszcza, to niech spojrzy na chaos w Londynie. Jeśli ktoś chce mieć korzyści z przynależności do silnej europejskiej rodziny, to musi także coś z siebie dać. To jest jak w małżeństwie. Jeśli ciągle obraża pan swoją żonę, wszystko pan krytykuje, i mówi, że dla pana małżeństwo jest beznadziejne, to kiedyś trzeba się rozstać.

Czy pan teraz grozi Polsce?

Nie! W Unii nikt nikomu nie grozi, a już na pewno nikt nie grozi Polsce. Chociaż jesteśmy pełni obaw w sprawie niezależności sądów, czyli trzeciej władzy, ale także wolności mediów. Praworządność nie jest zewnętrznym opakowaniem czegoś, ale jest koniecznym elementem działania nowoczesnego, rozwiniętego państwa. Podobnie jak niezależne media. I jeśli zagraniczni inwestorzy nabiorą wątpliwości co do niezależności wymiaru sprawiedliwości, to pójdą gdzie indziej, bo będą się bali o swoje inwestycje. Ale to jest sprawa dla UE, my – Niemcy nie powinniśmy się w to mieszać. Chcę tylko powiedzie, że nie powinno się ciągle atakować Unii, jeśli jest się od niej zależnym. To wywołuje nastrój, który nie jest dobry, i który jest wbrew polskim interesom. Polski rząd działa wbrew interesom własnego kraju.

Czy w Niemczech politycy tracą cierpliwość do Polski? Czy ten duch przyjaznej polityki wobec Polski od czasów Helmuta Kohla wygasa?

Nie! Obserwuję raczej bezradność ze strony niemieckich polityków, którzy próbują jakoś wychodzić naprzeciw Polsce. Nasz minister spraw zagranicznych, Heiko Maas, wygłosił kilka dni temu bardzo przyjazne i pojednawcze przemówienie o Polsce. A polski ambasador zareagował na nie jak szalony, mówiąc, że „relacje polsko-niemieckie są katastrofą”. Ludzie patrzyli na siebie i się pytali, co się dzieje z tym człowiekiem, czy on się czegoś napił. Zachowanie polskiego ambasadora zostało tutaj przyjęte z kręceniem głowy. Nie mamy nic przeciwko temu, żeby zgłaszać konstruktywne propozycje. W Europie jeszcze wiele pozostaje do zrobienia. I jeśli Polska miałaby swoje propozycje, to przyjęlibyśmy je z zadowoleniem, ale takich propozycji nie ma! A iść na konferencję o relacjach polsko-niemieckich tylko po to, żeby obrażać gospodarza, bez powiedzenia, na co konkretnie się skarżymy, jest niezrozumiałe. Przed tym ambasadorem wiele się działo w polskiej ambasadzie, wiele spotkań, rozmów, wymiany zdań, informowaliśmy się o wzajemnych stanowiskach, otwarcie dyskutowaliśmy o różnicach. Dzisiaj nic takiego się nie dzieje, tak jakby obecny ambasador nie był tym zainteresowany.

Nam w Polsce rząd mówi, że właśnie wstajemy z kolan. Nie zauważył pan jeszcze tego?

Nic takiego nie zauważyłem. A ambasador jest mało tutaj znany. Nie ma żadnych spotkań, żadnej aktywności. Wcześniej polska dyplomacja podejmowała wiele aktywnych działań, ciągle była wymiana zdań, wiele wzajemnych wizyt, poznawania siebie. Wie pan, jak ja zostałem odpowiedzialny za relacje z Polską? Kiedyś ówczesny polski ambasador w Berlinie – Marek Prawda podszedł do mnie w Bundestagu i powiedział: „Panie Wellmann, czy wy nie macie nikogo w CDU, kto mógłby zajmować się relacjami z Polską, czy macie tylko Erikę Steinbach i innych polityków ze Związku Wypędzonych?”. No i tak zostałem odpowiedzialny w mojej frakcji za relacje z Polską.

Od trzech lat Polska jest widziana w UE jako część problemu, nie jako część rozwiązania. Czy pociąg europejskiej integracji odjechał już dla nas na dobre? Czy możemy jeszcze do niego wsiąść?

Nie, jeszcze nie odjechał. To z czym mamy teraz do czynienia, to Europa wielu prędkości. Musimy sobie zdawać sprawę z jednego, jeśli ktoś nie chce się dalej integrować, to i tak nie zatrzyma innych, którzy chcą, jednak wtedy dojdzie do podziału i członków różnych kategorii. Pytanie, czy to jest w polskim interesie. I jeszcze raz pytam, czy Polska lepiej czuje się sama na świecie z Rosją, czy lepiej będąc częścią silnej wspólnoty. Jeśli lepiej będąc częściej silnej wspólnoty, to trzeba coś dla tej wspólnoty zrobić, wziąć za nią część odpowiedzialności, by dobrze działała. Dziś najbardziej zadowolony z polityki europejskiej Polski jest Putin. Pewnie sobie myśli: „Super! Niszczą Europę! Nie może być lepiej!”. Polski rząd działa na korzyść Putina. Dlatego radziłbym przemyśleć tę politykę.

PiS działa na korzyść Putina. Przypadek?

Depresja plemnika

To „sprawdzam” dla ministra Ziobro – mówi opozycja i zapowiada złożenie  zawiadomienia do prokuratury w związku z zeznaniami Piotra P., jednego z głównych podejrzanych w tzw. aferze SKOK Wołomin, który twierdzi, że Jacek Sasin, czołowy polityk PiS-u, oraz dwóch senatorów PiS otrzymywało pieniądze ze SKOK Wołomin. – Padły oskarżenia o to, że osoby, które są oskarżone w tej aferze,  przekazywały wprost pieniądze politykom Prawa i Sprawiedliwości – tłumaczy Arkadiusz Myrcha z PO.

Oskarżenie polityka

Podczas procesów osób oskarżonych w tzw. aferze SKOK Wołomin jeden z głównych oskarżonych Piotr P., były oficer kontrwywiadu WSI, oskarżył kilku polityków PiS-u, w tym szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacka Sasina, o przyjmowanie pieniędzy od osób oskarżonych w aferze SKOK.

Jacek Sasin w sprawie oskarżeń Piotra P. wydał oświadczenie, w którym nazwał jego twierdzenia „absurdalnym pomówieniem” – Afera SKOK Wołomin jest aferą WSI. Piotr P., były oficer WSI, to „mózg” tej afery – twierdzi Jacek…

View original post 4 081 słów więcej

W TVP świętą krową jest Jarosław Kaczyński

W TVP święta krowa – Jarosław Kaczyński.

Depresja plemnika

Dwa miesiące aresztu dla Marka Chrzanowskiego, byłego szefa KNF. Zdaniem prokuratury jest obawa matactwa ze względu na zagrożenie wysoką karą. Były szef KNF nie przyznaje się do winy, zapowiedział też, że odwoła się od decyzji sądu o areszcie. Tymczasem PiS zapowiada złożenie zawiadomienia do prokuratury na byłego wicepremiera i ministra finansów Jacka Rostowskiego. Zdaniem Zbigniewa Konwińskiego z PO to kuriozalna sytuacja, iż PiS składa wniosek do prokuratury i skarży się na to, że w 2008 roku w Sejmie zostały przegłosowane rozwiązania, o które PiS sam wnioskował.

Areszt dla byłego szefa KNF

Marek Chrzanowski, były szef Komisji Nadzoru Finansowego, został aresztowany na dwa miesiące. Zdecydował o tym w nocy katowicki sąd, który uzasadnia decyzję obawą matactwa i grożącą Chrzanowskiemu karą do 10 lat więzienia.

Obrońcy Chrzanowskiego zapowiedzieli zaskarżenie decyzji o areszcie.

Prokuratura postawiła mu zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści osobistej i majątkowej przez inną osobę.

Zdaniem…

View original post 1 224 słowa więcej

Dlaczego PiS osłabia Polskę? Państwo jest w ruinie

>>>

Wymuszona dymisja Marka Chrzanowskiego, nagłe poprawki PiS do ustawy o KNF oraz kryminalne okoliczności afery każą podejrzewać, że powstał patologiczny układ urzędniczo-partyjno-biznesowy na szczytach państwa. Demokracja pozbawiona kontroli mediów, sądów, opozycji wyradza się w autorytarne państwo mafijne – jak na Węgrzech Viktora Orbána.

Z ujawnionego przez „Wyborczą” nagrania wynika, że szef KNF wykorzystał swoją funkcję, by szantażować właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego. Proponował mu „ochronę” w zamian za zatrudnienie w banku swojego człowieka za grube miliony. To czysty rekiet, tyle że w białym kołnierzyku i pod krawatem, a nie w dresie i z kijem bejsbolowym. Zamiast petenta obijać, można nasłać na niego kontrolę, wpisać go na czarną listę lub tak zmienić prawo, by decyzją administracyjną KNF mniejszy bank mógł przejąć większy. Kto się nie podporządkuje, straci biznes.

 

Taki wniosek nasuwa się po lekturze odpowiedzi opublikowanej przez ministerstwo w reakcji na interpelację Tomasza Siemoniaka, byłego ministra obrony narodowej, który jako poseł i członek komisji obrony pytał resort: co z tą modernizacją? Pytał dawno – w czerwcu – i szczegółowo, bo na liście jest 15 zagadnień. Odpowiedziano tylko na niektóre. A część tych odpowiedzi jest na tyle zadziwiająca, że zasługuje na opisanie. Zwłaszcza ta o śmigłowcach.

Czy PiS kasuje śmigłowce?

Trailer ze śmigłowcami w roli głównej

Serial trwa od samego początku rządów PiS, a tak naprawdę zaczął się w końcówce poprzedniej kadencji. Sam Siemoniak ma niemały udział w tym, jak wyglądał – trzymając się filmowych metafor – trailer. W kwietniu 2015 r. – w szczycie ostatecznie przegranej kampanii – prezydent Bronisław Komorowski ogłosił w porozumieniu z rządem dwie kluczowe decyzje zbrojeniowe: że w sprawie obrony powietrznej mamy zacząć rozmowy z rządem USA w celu zakupu systemu Patriot, i że w sprawie śmigłowców budowanych na wspólnej platformie najlepsza okazała się oferta francuskiej firmy Airbus. Caracal przeszedł z powodzeniem wojskowe testy, a dostawca zaczął rozmowy finalizujące umowę główną i tzw. offset.

Po drodze były podwójne wybory, w których zarówno ówczesny kandydat na prezydenta Andrzej Duda, jak i politycy PiS ostro zwalczali wybór śmigłowców. Trzeba przypomnieć, że i na patrioty część kręciła nosem, dopóki tematu nie przejął Antoni Macierewicz i nie przekuł sprawy we własny, niepodważalny sukces. Krytyka caracali była o wiele silniejsza, na tyle silna, że w niespełna rok po przejęciu władzy rozmowy z Airbusem przerwano, formalnie z powodu nieosiągnięcia porozumienia offsetowego. Wynegocjowana wartość kontraktu – 13,4 mld zł – kłuła w oczy nowych decydentów i była prezentowana jako marnowanie publicznego grosza na „najdroższe śmigłowce świata”. Bo „za sztukę” wychodziło około 267 mln zł. Warto będzie o tym pamiętać za chwilę.

Miało być dobre, bo „polskie”

Od października 2016 r., po przerwaniu rozmów z Francuzami, posypała się pamiętna seria deklaracji, zapowiedzi, obietnic – często składanych w czasie gospodarskich wizyt ministra i szefowej rządu w zakładach śmigłowcowych i lotniczych – niegdyś polskich, ale obecnie znajdujących się w rękach bezpośrednich konkurentów Airbusa z anulowanego przetargu. Tak więc miały być dwa, osiem, 21 black hawków z „polskiej” fabryki w Mielcu. Równocześnie remonty i budowa nowego śmigłowca miały wspierać „polską” wytwórnię w Świdniku. Żeby było jasne, oba zakłady oczywiście były i są polskie bez cudzysłowu, tyle że wchodzą w skład międzynarodowych konglomeratów lotniczo-zbrojeniowych i o ich losie decydują globalni gracze. Słowo „polskie” było jednak z emfazą podkreślane przez polityków w tej kampanii – dlatego tu też musi paść. Zresztą pomysłów było co niemiara – z budową śmigłowca polsko-ukraińskiego i czysto polskiego włącznie.

Na szybko trzeba było to ubrać w jakąś procedurę. Wymyślono pilną potrzebę operacyjną, ścieżkę tylko trochę na skróty wobec normalnej procedury. By stało się zadość słowom ministra Macierewicza, priorytetowe stały się śmigłowce bojowego poszukiwania i ratownictwa dla wojsk specjalnych (CSAR/SOF). W domyśle takie, które byłby w stanie dostarczyć Mielec – fabryka lotnicza Lockheed Martin, amerykańskiego potentata zbrojeniowego, który nie tak dawno przejął wyspecjalizowaną firmę śmigłowcową Sikorsky. W drugiej kolejności, też uzasadnianej pilną potrzebą, zamierzano kupić śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych z funkcją morskiego poszukiwania i ratownictwa (CSAR/ZOP). Każdego typu miało być po osiem sztuk, choć w przypadku z założenia droższych maszyn morskich myślano o opcji cztery plus cztery.

Fiasko zbrojeniowych obietnic MON

Śmigłowce spadły z listy

Rozwiązanie to od początku wywoływało krytykę. Głównie dlatego, że wbrew narracji rządu zakup małych partii wysoko wyspecjalizowanego sprzętu zawsze okazuje się droższy niż partii dużych – a rozbicie zamówień przy utrzymaniu dużych wymagań offsetowych dodatkowo zwiększa koszty. Jednak minister Macierewicz parł ku swemu, po drodze strącając m.in. szefa Inspektoratu Uzbrojenia gen. bryg. Adama Dudę. Procedury udało się uruchomić po jego odejściu, w lutym. Wbrew formalnej pilności przygotowywanie dokumentów trwało cały 2017 r. Potem nastąpiło tąpnięcie polityczne – odejście z rządu Antoniego Macierewicza i kolejna rewizja planów. Minister Błaszczak co prawda powtarzał, że z niczego nie rezygnuje, ale w maju jego zastępca z sejmowej mównicy przyznał, że śmigłowce dla wojsk specjalnych nie tylko utraciły priorytet, ale spadły z listy zamówień. Za to nowym pilnym zakupem stały się śmigłowce ZOP – choć tylko cztery. Planowano je kupić do 2022 r., i to miał być jedyny zakup nowych wiropłatów dla wojska w perspektywie pięciu lat.

W postępowaniu bierze udział tylko dwóch dostawców – Sikorsky z Mielca nie zgłosił zainteresowania, więc o cztery maszyny biją się Airbus z Caracalem i PZL-Świdnik z AW101. Na ostateczne oferty MON wciąż czeka. Pierwotny termin pod koniec października został przesunięty na wniosek – to wiadomo nieoficjalnie – zakładu Leonardo spod Lublina. Oferta ma zawierać i cenę, i propozycje offsetowe dostawcy, czyli podstawę do zawarcia kontraktu. Dzisiaj okazuje się, że chodzi nie o zakup i dostarczenie maszyn, czego wszyscy oczekiwali, a jedynie o podpisanie umowy.

„Na chwilę obecną Inspektorat Uzbrojenia prowadzi postępowanie dotyczące pozyskania nowych śmigłowców, w ramach którego przewiduje się podpisanie umowy do 2022 r. Jest to postępowanie dotyczące śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) wyposażonych dodatkowo w sprzęt medyczny pozwalający na prowadzenie akcji poszukiwawczo-ratowniczych CSAR – bojowego poszukiwania i ratownictwa” – odpisał posłowi Siemoniakowi wiceminister obrony Wojciech Skurkiewicz, ten sam, który w maju mówił tak: „Obecnie najpilniejszym zadaniem jest pozyskanie nowych śmigłowców ZOP w wersji podkładowej celem zastąpienia nimi planowanych do wycofania już w najbliższych latach śmigłowców SH-2G”.

Owe SH-2G to maszyny Kaman bazujące na fregatach Kościuszko i Pułaski. Skurkiewicz zapewniał, że w trwającym od zeszłego roku postępowaniu chodzi właśnie o śmigłowce pokładowe, podczas gdy uczestnicy mieli wrażenie – znając dokumenty – że MON chce kupić maszyny lądowego bazowania. Wiceminister mówił jednak: „Jeżeli chodzi o śmigłowce pokładowe SH-2G w wersji ZOP, w związku z zakończeniem wsparcia technicznego przez producenta planowane jest zastąpienie tych śmigłowców przez cztery nowe, pozyskane w ramach obecnie trwającej procedury mającej na celu pozyskanie właśnie tych śmigłowców z funkcją SAR”. Kwestia tego, czy wszyscy wiedzą, o co chodzi, staje się kluczowa.

Zakup nie taki pilny?

Bo jeśli minister Skurkiewicz tym razem się nie pomylił i rzeczywiście „przewiduje się podpisanie umowy do 2022 r.”, to trzeba zapytać, co się stało z pilnością zakupu nowych śmigłowców CSAR/ZOP – niezależnie od tego, gdzie mają bazować. Czy właśnie nie mamy do czynienia z kolejną rewolucją w zakupowych planach, a ściślej – z kompletnym fiaskiem programu śmigłowcowego PiS? Taka ocena nasuwa się nie po raz pierwszy, bo już przy okrojeniu programu do czterech maszyn trudno było o inną. Teraz, gdy rząd najwyraźniej nie pali się do zakupu nawet czterech śmigłowców, można mówić o katastrofie. I to gdy cały czas brzmią w uszach słowa minister finansów Teresy Czerwińskiej: „Jeśli chodzi o plan modernizacji technicznej w latach 2018–22, to mamy zabezpieczone łącznie 7,2 mld zł na program śmigłowcowy” (Sejm, styczeń 2018 r.). Jeśli wtedy jeszcze tliła się nadzieja, w maju bardzo przygasła, teraz został po niej tylko dym.

Nadal czekamy na pełne wyjaśnienie, jak to się stało i dlaczego do tego doszło. Cofnijmy się o kilka akapitów: cena i offset mogły odegrać kluczową rolę w decyzji o odłożeniu zamówienia, które z miesiąca na miesiąc stawało się coraz bardziej niewygodne. Dlaczego? Przy 50 śmigłowcach różnych typów, w tym tych najbardziej wyspecjalizowanych ZOP i CSAR, udało się średnią cenę za sztukę zbić do „zaledwie” 267 mln zł. Więc ile musi kosztować śmigłowiec wysoce wyspecjalizowany, z dwiema funkcjami zapakowanymi na jednym pokładzie, dostarczany w liczbie czterech sztuk? Przy zachowaniu bardzo wysokich, praktycznie niezmienionych w porównaniu z poprzednim przetargiem wymagań offsetowych? Ano nie wiadomo ile, ale wiadomo, że wielokrotnie więcej – gdy chodzi o niby tego samego caracala. To samo musi się odnosić do śmigłowca opartego na większej i droższej, choćby dlatego, że trzysilnikowej, platformie AW101.

Gdy zostaną złożone oferty z ceną, okazać się może, że „najdroższy śmigłowiec świata” – jakim w narracji PiS był caracal z przetargu na 50 sztuk – to okazja i taniocha w porównaniu do nowych ofert. Czy rząd potrzebuje kolejnej historii, w której „nie dał rady”? Absolutnie nie, dlatego lepiej sprawę odłożyć na później, na kolejną kadencję.

Śmigłowiec dla policji wyszukany w internecie

Afera KNF to nie najprawdopodobniej, ale na pewno największy przekręt po 1989 roku. Sięga samych szczytów.

Depresja plemnika

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiegokonieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de factozaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek…

View original post 2 640 słów więcej

Jacek Kurski won! – zwolennicy „dobrej zmiany” chcą zmiany w TVP

Przyszła pora na szukanie kozła ofiarnego. Trzeba przecież wyjaśnić, dlaczego zwycięstwo PiS w wyborach samorządowych nie było tak miażdżące, jak śnił o tym prezes partii. Padło na prezesa TVP Jacka Kurskiego. W szeregach PiS telewizja publiczna jest obwiniana o … rozgrzanie atmosfery do tego stopnia w trakcie relacjonowania kampanii wyborczej, że zmobilizowała letni elektorat. A ten zaś poszedł głosować na opozycję (!). „Jeśli TVP się nie zmieni, to zapłacimy za to przy okazji kolejnych wyborów” – usłyszeli dziennikarze portalu „Wyborczej” od jednego z polityków obozu rządzącego.

Czy Kurski poleci? Dorzucanie Telewizji Polskiej do listy winnych wszelkich niepowodzeń PiS to nowość. Zazwyczaj bowiem to media prywatne są przez polityków obozu rządzącego powszechnie wytykane jako winne kolportowania fake newsów (np. o ryzyku polexitu) i nakręcanie antyprawicowych emocji – pisze cytowany portal. Z drugiej strony Kurskiego nie można jednak skreślać, bo jest zręcznym i inteligentnym politykiem, cenionym przez Jarosława Kaczyńskiego rozmówcą, a do tego (prywatnie) gawędziarzem i duszą towarzystwa – wylicza „Wyborcza”.

W Radiu Wnet prof. Waldemar Paruch mówił, że chociaż realne wyniki wyborów są dla Prawa i Sprawiedliwości bardzo korzystne, to jednak TVP ma znaczny udział w zaprzepaszczeniu szansy PiS na II turę w Warszawie i na większość w sejmiku Mazowsza.

Przypomnijmy: politolog Paruch jest głównym specem PiS od analiz socjologicznych i kampanii wyborczych, pełnomocnikiem premiera ds. utworzenia i funkcjonowania Centrum Analiz Strategicznych. Co zdaniem tego specjalisty sprawiło, że PiS nie ma 36 proc. w skali Polski w wyborach do sejmików? Dyskusja o polexicie i właśnie „rozhuśtane emocje”. Teraz wśród polityków PiS krążą plotki, że Kurskiego zastąpić go może prezes PKN Orlen Daniel Obajtek. Wynikają stąd, że był on na spotkaniu ścisłego kierownictwa PiS tuż po wyborach samorządowych.

Tymczasem – jak za dotknięciem magicznej różdżki – „Wiadomości” TVP1 tuż po wyborach samorządowych złagodniały. „Dla Rafała Trzaskowskiego to niewątpliwie słodki poranek. Zwyciężył w I turze” – padło na antenie. Hannie Zdanowskiej oddano, że zdobyła 70 proc. głosów w Łodzi. A do tego głos w materiałach i kandydaci opozycji, i PiS (!). Generalnie temat wyborów samorządowych nie zajmował zbyt wiele czasu w programie.

– W zmienionej rzeczywistości PiS liczył, że da łupnia w tych wyborach Koalicji Obywatelskiej, a okazało się, że sam dostał łupnia. To, co się wszyscy kiedyś spodziewali, że następne wybory będą zwycięskie dla PiS-u, skończyło się w sumie wygraną Koalicji Obywatelskiej wspólnie z PSL-em – stwierdziła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Pawłem Lisickim w „Salonie politycznym Trójki”.

Holtei

Krzysztof Daukszewicz

Podczas wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Niemczech gospodarze byli uprzejmi. Gospodarz, prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, zaznaczył, że „więcej nas łączy, niż dzieli”, ale trudne tematy we wzajemnych relacjach nie zostały przemilczane w rozmowach. Te trudne tematy to spór o sądownictwo, stosunek pisowskiej Warszawy do Unii Europejskiej, odbierany w Berlinie jako chłodny, oraz reparacje za zniszczenia wojenne.

Słabnie polsko-niemieckie zaufanie

Żaden z nich nie psuł stosunków polsko-niemieckich przed dojściem do władzy pisowskiej prawicy. Teraz psują, co berlińska gazeta „Tagesspiegel” podsumowała tak: „Duża część Niemców i Polaków stała się sobie w minionych latach obca. Nie rozumieją sposobu myślenia panującego w sąsiednim kraju i mają mu to za złe”. Innymi słowy, stosunki psują się nie tylko na górze, ale i na dole. A to już prawdziwy problem dla obu naszych krajów, bo oznacza, że słabnie po obu stronach wzajemne zaufanie.

Niektóre wypowiedzi i „bon moty” prezydenta Dudy na towarzyszącym jego wizycie Forum Polsko-Niemieckim potwierdzają to wrażenie. Prezydent nie zdobył się na…

View original post 3 299 słów więcej

Korupcja Kornela Morawieckiego. A co z synalkiem? Cenzura PiS

Lobbysta aresztowany w aferze GetBacku ma dwa nagrania z udziałem Kornela Morawieckiego. Mają one dowodzić, że ojciec premiera obiecywał państwową pożyczkę dla pogrążonej w kryzysie spółki – czytamy w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”.

Piotr B. 15 kwietnia miał zadzwonić do prezesa GetBacku Konrada Kąkolewskiego i poinformować, że właśnie załatwił u Morawieckiego seniora pożyczkę w wysokości 200 mln zł. Kąkolewski, który spotkał się z politykiem w hotelu Marriott, puszcza rozmowę na głośnik i ją nagrywa – czytamy. Według relacji informatorów Wojciecha Czuchnowskiego i Małgorzaty Kolińskiej-Dąbrowskiej ojciec premiera potwierdza telefonicznie załatwienie pożyczki.

Dzień później GetBack wydaje komunikat o dofinansowanu, co spotyka się z dementi PKO BP i PFR, które miały udzielić pożyczki. Kąkolewski traci stanowisko prezesa a giełda zawiesza notowania spółki. Dwa miesiące później były prezes i Piotr B. zostają aresztowani.

Jak twierdzi informator „Wyborczej”, Kąkolewski zdeponował pliki z nagraniami rozmowy z Morawieckim w Izraelu.

Przed rozmową z hotelu Marriott miało dojść do spotkania między Kąkolewskim, Piotrem B. i Kornelem Morawieckim. Tam prezes GetBacku poprosił o interwencję u premiera, prezesa PFR i szefa PKO BP. Morawiecki senior miał obiecać pomoc.

Jak pisze gazeta, CBA bezskutecznie próbuje przejąć pliki z nagraniami.

Radnym PiS z Olsztyna oraz posłowi Jerzemu Małeckiemu nie spodobały się dwa obrazy na wystawie w Miejskim Ośrodku Kultury. Zawiadomili więc prokuraturę o możliwości przestępstwa polegającego na publicznym znieważeniu godła oraz obrazie uczuć religijnych. Ich zdaniem. ekspozycja jest „obsceniczno-pornograficzną prowokacją”.

Wcześniej politycy PiS domagali się od prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza, aby natychmiast usunąć obrazy z miejskiej galerii. Żądali też, żeby prezydent wyciągnął konsekwencje służbowe wobec dyrektora MOK Mariusza Sieniewicza. Grzymowicz poinformował polityków PiS, że Sieniewicz został wyłoniony na stanowisko szefa MOK w ogólnopolskim konkursie, a jego wizję rozwoju placówek kulturalnych w mieście poparli także zasiadający w komisji konkursowej przedstawiciele ministra kultury. Nie zamierza więc ingerować w wolność artystyczną.

Z kolei sam Sieniewicz powiedział, że oburzającej polityków wystawy „Polacy Europy”, na której eksponowane są oba obrazy nie zdejmie. Zapewnił, że byłby pierwszą osobą, która kategorycznie by zaprotestowała, gdyby ktoś profanował godło państwowe. Jego zdaniem, nie taki był cel wystawy, a ptak namalowany na jednej z prac nie odwołuje się wprost do symboliki narodowej, a jest co najwyżej jej dalekim echem.

>>>

Zaznaczył, że prezentowane dzieła zawierają wiele obrazów i motywów, a „motyw z genitaliami” nie jest wiodący. Podkreślił, że ta wystawa nie zwraca się przeciwko nikomu, a jest „rozpaczliwym wołaniem młodych ludzi o sens i świat czystych i jasnych wartości”. – „Nie wyobrażam sobie sytuacji, że pokazuję, zwłaszcza młodym artystom co i jak mają tworzyć, i że jeśli coś mnie się nie podoba, to wkraczam, ingeruję czy zrywam prace” – podkreślił Sieniewicz.

Aresztowany lobbysta ma dwa nagrania z udziałem K. Morawieckiego. Mają one dowodzić, że ojciec premiera obiecywał państwową pożyczkę dla #GetBack. Dlaczego lobbysta siedzi a Morawiecki-Tatuś-Zalatwiacz nawet nie jest przesłuchiwany?🤔

Holtei

Politycy PiS o zdradę i zaprzaństwo zwykle oskarżają swoich przeciwników. Opozycja to targowica, a sędziowie cierpią na ojkofobię. Nie zdarzyło się jednak, by zarzut takiego kalibru polityk PiS postawił ministrowi pisowskiego rządu.

Antoni Macierewicz, były minister obrony i ciągle wiceprzewodniczący partii, powiedział, że szef MSZ prof. Jacek Czaputowicz, „zamiast wspierać interes narodowy i bezpieczeństwo Polski, wspiera bezpieczeństwo Niemiec i sojuszu niemiecko-rosyjskiego”.

Poszło o słowa Czaputowicza wypowiedziane tydzień temu podczas dyskusji w Fundacji Batorego. Szef polskiej dyplomacji podkreślał, że Niemcy mimo coraz ostrzejszego sporu z UE o praworządność „widzą potrzebę i chęć rozwijania stosunków z Polską”. – Będziemy bronić Niemiec, jeśli będą one niesprawiedliwie traktowane np. przez USA. Musimy bronić zasad i obowiązuje nas solidarność – powiedział.

Niemcy a polska racja stanu

Trzy lata temu podobne słowa uznane by zostały za truizm. Utrzymywanie dobrosąsiedzkich relacji z Niemcami dla wszystkich rządów było racją stanu. Tak jak konieczność udzielenia partnerom w UE solidarnej…

View original post 3 245 słów więcej

Post Navigation