Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Stanisław Gądecki”

Arcybiskupi Paetz i Gądecki. Jeden w piekle, drugi kandydat do piekła. Ruja i poróbstwo klechów

Przewodniczący Episkopatu Polski Stanisław Gądecki odniósł się do pogrzebu duchownego Juliusza Paetza oskarżanego o molestowanie nieletnich.

Paetz i Gądecki w randze feudalnych arcybiskupów.

Oświadczenie Gądeckiego

„W związku ze śmiercią ks. abp. Juliusza Paetza pragnę podkreślić kilka faktów z przeszłości i – za pośrednictwem środków społecznego przekazu – zwrócić się do wszystkich z krótkim przesłaniem:

2001 – komisja kierowana przez abp. Antoniego Stankiewicza dla zbadania wiarygodności oskarżeń przekazała swoje wnioski Stolicy Apostolskiej,

2002 – św. Jan Paweł II przyjął dymisję abp. Juliusza Paetza,

2002 – kard. Giovanni Battista Re zalecił, aby abp senior nie przewodniczył publicznym czynnościom liturgicznym,

2002 – św. Jan Paweł II potwierdził tę decyzję,

2013 – kard. Tarcisio Bertone zachęcił abp. seniora do życia w odosobnieniu, do przemyśleń i modlitwy, wezwanie to zostało powtórzone przez nuncjusza Celestino Migliore w 2016 r.

Dzisiaj rano miała miejsce Msza św. pogrzebowa w katedrze poznańskiej, miejscem pochówku abp. seniora będzie cmentarz parafialny rodziny zmarłego na poznańskiej Starołęce.

W trosce o jedność Kościoła proszę wszystkich wiernych o to, aby strzegli samych siebie i byli bez grzechu”.

– Dobrze, że Juliusza Paetza pochowano poza katedrą. Niech Pan zlituje się nad nim! Inna sprawa, że zapewnienia, iż sprawy pochówku w katedrze zgodne z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego, zostały ustalone w wyniku konsultacji ze Stolicą Apostolską i Nuncjaturą okazały się nieprawdziwe – komentuje duchowny ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Szymon Komorowski (aktywista opozycyjny): „(Paetz) był bohaterem jednej z największych afer seksualnych w Kościele Katolickim w Polsce. Na tym świecie był chroniony i nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Niech Bóg, w którego mam wątpliwości czy naprawdę wierzył, osądzi go sprawiedliwie”.

Ks. Wojciech Lemański: Odszedł człowiek. Ale wraz z wiadomością o jego śmierci, powracają okryte milczeniem zaniedbania instytucji. Biskupi pomocniczy, dziekani, osobisty sekretarz papieża, wreszcie sam papież. Czy kiedyś, ktoś opowie bez znieczulenia tamtą kompromitującą Kościół historię? Jesteśmy to winni tamtym skrzywdzonym”.

– Abp Gądecki, komentując wymuszenie pochówku abp. Paetza poza katedrą, powiedział: „Sytuacja, w której się znaleźliśmy, posłuży oczyszczeniu Kościoła poznańskiego”. Kościół z własnej inicjatywy nie radzi sobie z przestępcami w swoich szeregach i nie dokonuje samooczyszczenia, a jedynie czeka aż dokona tego natura poprzez śmierć kościelnych molestantów, pedofilów, aferzystów. Gądecki zwrócił się też z apelem do wiernych, aby „w trosce o jedność Kościoła strzegli samych siebie i byli bez grzechu”. Straszna jest ta – powodowana pychą – biskupia maniera pouczania wiernych nawet wtedy, gdy należy przyznać się do błędu i uderzyć we własne piersi – wypowiada się posłanka prof. Joanna Senyszyn.

Reakcje internautów:

Przykro mi, że Paetz umarł. Nie zdążył wylądować w więzieniu, gdzie jest jego miejsce. Jakby kopnął w kalendarz pod celą byłoby sprawiedliwiej”.

Właśnie chowają Paetza w poznańskiej katedrze. Przy obstawie ochrony. Czy ochroniarze będą teraz pilnować jego grobu dzień i noc? Zważywszy na to, jak ohydnych rzeczy dopuścił się arcybiskup kościoła katolickiego.

Latami kryli zboczeńca, nie wyjaśniając sprawy i stopniowo ją wyciszając. Do końca próbowali go honorować tylko dlatego, że to biskup. Na koniec apel Gądeckiego do wiernych, aby sami byli bez grzechu to już absolutny szczyt arogancji, hipokryzji i chamstwa”.

Kmicic z chesterfieldem

– „Po obejrzeniu „Faktów” TVN, w których zaatakowano Premier Beatę Szydło, zastanawiam się, w którą stronę idzie dziennikarstwo. Czy można w tak podły sposób zestawiać ludzi o nieposzlakowanej opinii z przestępcami? Szczyt manipulacji. Może zajmie się tym Rada Etyki Mediów” – napisał na Twitterze Mateusz Morawiecki.

W głównym programie informacyjnym TVN pokazano skrót reportażu, o którym pisaliśmy w artykule „Burza po „Superwizjerze”: Szydło witająca się z gangsterami straszy sądem. Eksperci pytają o jakość służb”. Złośliwie można by zapytać, dlaczego Morawiecki nie stanął w obronie Antoniego Macierewicza, który też pojawił się w reportażu…

– „MatołUsz przestań z PiS robić ofiarę. Zapytaj się Brudzińskiego jak pokazywał zdjęcia prezydenta Komorowskiego. Albo jak PiS grał zdjęciem Tuska” – napisał internauta Tomasz Wolff. Dołączył też zdjęcia opisywanych przez siebie sytuacji. A Paweł Wroński z „GW” dodał: – „Czy to nie wPolityce publikowało zdjęcia prezydenta B. Komorowskiego z członkami zarządu SKOK Wołomin jako jednoznaczny dowód podejrzanych…

View original post 1 449 słów więcej

 

Wszyscy biskupi, którzy ukrywali i wspierali pedofilów, do więzienia

Pisarz i poeta Jaś Kapela w swoim najnowszym artykule dla Krytyki Politycznej wypowiedział się na temat pedofilii w Kościele katolickim.

>>Cały artykuł Kapeli<<

“Polski los” staje się w Europie synonimem upadku standardów państwa, które popada w rosnący populizm i finansową nieodpowiedzialność. Nasz kraj jako przestroga stał się bohaterem numeru niemieckiego dziennika “Die Welt”, który, powołując się na ekspertyzy ekonomistów ostrzega rządy krajów Europy przed podzieleniem losu Warszawy. Dziennikarze przytoczyli tutaj raport “European Progress Monitor” autorstwa Holgera Schmieding i Floriana Hense z hamburskiego banku prywatnego Berenberg.

Wnioski ekspertów są dla naszego kraju niepomyślne. Kontynent jest lepiej przygotowany do poradzenia sobie z kolejnym kryzysem finansowym niż w 2007 roku czy 2013, ale kolejne rządy przysłowiowo “spoczywają na laurach”. Dziennik przytacza gotowość poszczególnych krajów do reform, w czego kontekście synonimem nieodpowiedzialności staje się tzw. “polski los”. To ostatnie pojęcie jest rozumiane jako sytuacje, kiedy: Rozsądny rząd nie wydaje nadwyżek, ale zostaje zastąpiony przez rząd populistyczny, który roztrwania pieniądze.

“Die Welt” nie zostawia na Polsce suchej nitki: “Tak było w Polsce, gdzie w latach 2007 – 2014 rząd Donalda Tuska, obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej, nie pozwalał sobie na trwonienie pieniędzy. Jego następcy z populistycznej partii PiS, która od 2015 roku ma większość parlamentarną, poluzowały cugle, przede wszystkim poprzez kosztowne nowe projekty emerytur”. Autorzy wyjaśniają także czytelnikom, że mimo obecnie wydawałoby się dobrej sytuacji finansowej Warszawa jeszcze poniesie konsekwencje nieodpowiedzialnych praw ustanowionych w ostatnich latach, szczególnie obniżki wieku emerytalnego: “Rachunek jeszcze nadejdzie, gdyż obietnice emerytalne mają długofalowe skutki”.

W tym kontekście niemiecki dziennik ostrzega, że podobna sytuacja jak w Polsce grozi Irlandii, Holandii, w pewnym stopniu Danii i także Niemcom. Naszym, zachodnim sąsiadom zarzuca się zbyt duży nacisk na rozbudowę systemu świadczeń socjalnych.  Zdaniem autorów państwo niemieckie już teraz wydaje w porównaniu z innymi krajami zbyt dużo na ten cel. Tutaj warto przywołać efekty 500+ i innych programów rządowych w Polsce, w wyniku których wydatki państwa na wsparcie rodzin skoczyły do 55 mld zł, czyli 2,8% PKB Polski, w tym wręczanie pieniędzy “do ręki” pochłania już ponad 1,8% PKB, ustępując w tym zakresie tylko 6 krajom wspólnoty.

Widać zatem wyraźnie, że z prymusa europejskiej transformacji gospodarczej Polska zaczyna zmieniać swój wizerunek na kraj nieodpowiedzialnych populistów. W świetle latami rosnącej pozycji i reputacji naszego kraju w Europie taki obrót spraw w ostatnich latach jest szczególnie smutny. Biorąc to pod uwagę, wybory europejskie są jednym z ostatnich momentów, aby wizerunkowe pogrążanie naszej ojczyzny w Europie  można jeszcze powstrzymać.

Brudasy moralne rządzą Polakami.

Depresja plemnika

Proboszcz z Tylawy – skazany przez sąd za molestowanie 6 dziewczynek – wciąż codziennie odprawia msze – tak wynika z ustaleń reportera TVN 24 Leszka Dawidowicza. Ks. Michał M. w każdy piątek dzwoni też do Radia Maryja, by przeprowadzić poranny różaniec ze słuchaczami rozgłośni Tadeusza Rydzyka.

To ten sam ksiądz, którego sprawę umorzyła prokuratura w Krośnie. Jej ówczesny szef prokurator Stanisław Piotrowicz tak w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” tłumaczył księdza pedofila– „Dla dzieci nocowanie w obcym domu jest atrakcją. Kąpiel wynikała zaś z tego, że dzieci były brudne. Całowanie w usta według niego było na zasadzie „daj ciumka” czy „gilgotanie brodą”.

Proboszcz z Tylawy ostatecznie został skazany w 2004 roku na 2 lata więzienia. Ksiądz w rozmowie z reporterem TVN stwierdził, że Piotrowicz miał mu powiedzieć już po wyroku, że uważa, iż jest niewinny. – „Do dziś jest…

View original post 849 słów więcej

 

Hierarchowie katoliccy jako obłudnicy

Stanisław Tym skomentował w najnowszym wydaniu tygodnika „Polityka” reakcję Kościoła i obozu władzy na sprawę pedofilii w Kościele Katolicki po filmie „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich.

Więcej Cezarego Michalskiego >>>

Depresja plemnika

Jeszcze nie tak dawno Mateusz Morawiecki mówił, że „Wielu ludziom, w tym i mnie, oczy otwierały się coraz szerzej, kiedy patrzyliśmy, jak pod płaszczykiem haseł wolnego rynku następuje uwłaszczenie postkomunistów i osób dokooptowanych do systemu III RP”, piętnował uprzywilejowaną pozycję elit z epoki PRL i wspaniale wpisywał się w retorykę PiS, który na każdym kroku podkreśla nową „dobrą zmianę”, która walczy z reliktami złej przeszłości.

Zdecydowanie bardziej woli pokazywać twarz premiera, zatroskanego o losy zwykłego obywatela, więc bardzo niechętnie mówi o własnym majątku.

Na krótko przed wejściem do polityki dokonał podziału majątku i to jego żona jest współwłaścicielem kilku mieszkań we Wrocławiu oraz willi w Warszawie, której zakup sfinansowano częściowo z kredytu z BZ WBK, gdy to właśnie on był jego prezesem.

Teraz „Gazeta Wyborcza” wpadła na trop kolejnej inwestycji premiera. To działki, w sumie 15 ha gruntu, które Morawiecki kupił w 2002 roku od Sławomira Żarskiego, proboszcza…

View original post 1 445 słów więcej

 

PiS-ie, społeczeństwa już nie zatrzymacie

O godz. 11 przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej rozpoczęła się manifestacja wspierająca ogólnopolski strajk nauczycieli.

Depresja plemnika

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów…

View original post 13 słów więcej

 

Czas na manipulacje przy ordynacji wyborczej

Za kilka dni wkroczymy w rok wyborczy, więc PiS nie zasypia gruszek popiele i przymierza się do niebezpiecznego mieszania w ordynacji wyborczej… Pretekst jest, bo jak informuje PKW w pięciu okręgach wyborczych liczbę wybieranych posłów należy zmniejszyć o jeden. W pięciu innych okręgach należy dodać po jednym mandacie. Zmiany wynikają z ruchów demograficznych, więc PKW już precyzuje, w których okręgach i o ile liczbę wybieranych posłów należy skorygować. Mało tego :

„PKW jednocześnie przypomina, że stosownie do art. 203 ust. 3 kodeksu wyborczego Sejm dokonuje zmian w podziale na okręgi wyborcze /…/termin dokonania zmian w podziale na okręgi wyborcze upływa 14 maja 2019 roku” – informuje PKW w piśmie do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Zdaniem ekspertów realizacja podobnych pomysłów może mieć wpływ na polityczne szanse poszczególnych ugrupowań. Socjolog polityki Jarosław Flis –ocenia, że podobne korekty w przypadku Sejmu są rutyną, choć tej zasady nie dochowano w poprzednich wyborach. „W efekcie PO straciła, trochę przypadkowo, trzy mandaty” – przypomina. I zwraca uwagę, że PKW mówi tym razem o korektach po jednym mandacie w jedną lub w drugą stronę, więc trudno przewidzieć, kto na tym zyska, a kto nie. „Jest pewnym kuriozum, że Sejm może zastosować reguły kodeksu wyborczego i zatwierdzić wyliczenia PKW lub nie, tzn. nie dokonać korekty” – dodaje ekspert.

Inna jest sprawa z okręgami wyborczymi do Senatu. „Tam za każdym razem trzeba rysować granice okręgów. Do tej pory największa partia w Sejmie zwyciężała w Senacie, ale to się może kiedyś skończyć. Dziś też nie jest to oczywiste. Dlatego podział na okręgi senackie jest delikatniejszą materią” – zwraca uwagę Flis.

„Sytuacja ta nie narusza wprawdzie art. 261 ust. 2 kodeksu wyborczego, lecz budzi wątpliwości” – zauważa z kolei PKW, a na poparcie takiego stanowiska przykłady daje Jarosław Flis i wymienia „dziwactwa” jakie towarzyszyły w minionych wyborach w niektórych okręgach na  Śląsku.

Pismo z PKW w tej sprawie trafiło już nie tylko do prezydium Sejmu, a także do sejmowej komisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw z zakresu prawa wyborczego.

Prezydium komisji wciąż zastanawia się, czy zmiany będą proponowane Sejmowi, a wiceszef tej komisji Marcin Horała (PiS)  obawia się zarzutu iż partia rządząca miesza przed wyborami i nie bez przyczyny …

Już teraz w opinii wiceszefa komisji z PO Mariusza Witczaka: „PiS nie pracuje nad ordynacją wyborczą, tylko się do niej włamuje. Istnieje ryzyko, że zmiany będą służyły PiS, a nie obywatelom.” – ocenia parlamentarzysta.

Depresja plemnika

Zjednoczona Prawica nie przeczuwała, że przejęcie sądów będzie tak trudne. Myślała, że jeśli obrzydzi sędziów społeczeństwu, jeśli pokaże jako „nadzwyczajną kastę”, zepsutą elitę, która wykorzystuje immunitet, by bezkarnie kraść w sklepach kiełbasę, to wówczas nikt nie stanie ani w ich obronie, ani w obronie sądów. A jeśli jeszcze przy tym spowoduje się zamęt w sądownictwie, postrąca prezesów, zrobi przeciąg w KRS i czystkę w SN, a więc puści się w ruch karuzelę atrakcyjnych stanowisk, to i sami sędziowie zaczną podstawiać sobie nogi, żeby tylko zająć miejsce na karuzeli. Plan wydawał się dobrze ułożony, tyle że się posypał. Ani ludzie nie dali się nakarmić propagandową papą i nie poparli tak zwanej reformy wymiaru sprawiedliwości. Ani sędziowie nie okazali się tak pazerni…

View original post 1 689 słów więcej

 

Tadeusz Cymański, Cymbalski

Tadeusz Cymański był gościem programu „Rzecz o polityce”. Reakcje na jego słowa.

Cymański o Kaczyńskim od 8 min

Depresja plemnika

Dwie sceny mogą być symbolem trzeciego roku rządów „zjednoczonej prawicy”. Konkretne do bólu. Policzek wymierzony przez funkcjonariuszkę obecnej władzy kobiecie domagającej się od prezydenta Dudy respektowania naszej konstytucji. I wyprowadzenie przez policję Władysława Frasyniuka w kajdankach z jego własnego domu.

View original post 4 890 słów więcej

 

IV RP – katastrofa Greka Zorby

PiS zaczął realizować swój kolejny wyniosły polityczny cel. Uczynić LOT “znowu wielkim” oraz poczynić działania w kierunku realizacji wybujałej wizji Centralnego Portu Komunikacyjnego. W tym celu obóz władzy postanowił pozbyć się konkurencji narodowego przewoźnika z Warszawy.

Państwowe Porty Lotnicze (PPL) realizują bowiem za publiczne pieniądze przebudowę lotniska w Radomiu, które celowo na złość dla władz województwa mazowieckiego ma stać się konkurencją, która wykończy zbudowany przez konkurentów politycznych Modlin. W tym celu sterowane przez PiS PPL zaczęło sabotować od środka, jako udziałowiec lotniska, jakiekolwiek plany rozwoju Modlina, co ma dodatkowo uderzać w rozwój bazującego tam Ryanaira. Jednak kluczowe dla zrobienia miejsca dla LOT jest usunięcie jego konkurentów z samego Okęcia. Tylko tak bowiem narodowy przewoźnik rozbuduje swoją bazę wystarczająco, aby stać się rdzeniem budowanego z pompą Centralnego Portu Komunikacyjnego. Tani przewoźnicy, tacy jak Wizzair czy Enter Air nie widzę jednak sensu przeprowadzki do Radomia, co owocuje bardziej radykalnymi środkami ze strony dobrej zmiany. Rząd chce bowiem przymusowo przenieść przewoźników na nowe lotnisko!

To ostatnie ma umożliwić unijne rozporządzenie o administracyjnym podziale ruchu lotniczego. Taki krok można podjąć w wyjątkowych sytuacjach i trzeba uzyskać każdorazowo zgodę Brukseli. Tu jednak trzeba udowodnić, że takie przesunięcia nie dyskryminują żadnego z przewoźników, co będzie niemal niewykonalne, ponieważ głównym celem operacji jest stworzenie parasola nad LOT. Jednak jakby tego było mało, na drodze PiS stoi zasada, że administracyjny podział ruchu lotniczego można wprowadzić w obrębie jednej konurbacji, a odległy o 100 km od stolicy Radom nie potrafi tego spełnić. W Polsce PiS, przy odpowiednim wsparciu władzy formalnie oczywiście spełni, co najwyżej zmieni się w nocy jakąś ustawę, ale takiej polityki nikt w Brukseli nie musi brać już pod uwagę.

Może się nawet okazać, że w wyniku brudnej gry władzy stolica straci dostęp do części tanich przewoźników. Szef linii WizzAir, czyli największych tanich linii na Okęciu, stwierdził, że w przypadku rzucania kłód przez PPL wolałby rozwijać się na innych polskich lotniskach, np. w Katowicach.

Szef PPL Mariusz Szpikowski i wiceminister infrastruktury Mikołaj Wild zdają się jednak nie liczyć z przeszkodami. Utrudnienia dojazdowe dla mieszkańców i koszty są tutaj jak widać traktowane drugoplanowo. Centralne planowanie wyznaczone na Nowogrodzkiej musi zostać bowiem zrealizowane.

Ostatnie słowo będzie jednak zależało tutaj od Brukseli, stąd może się łatwo okazać, że władza wcale nie może jeszcze dowolnie naginać rzeczywistości do swojej woli.

Depresja plemnika

Najważniejsze zadanie polityczne demokratycznej opozycji w nadchodzącym roku to jej wygrana w wyborach.

View original post 6 187 słów więcej

 

Pisowcy politycy za SKOK-i bekną

Najczęściej powtarzanym argumentem Prawa i Sprawiedliwości przeciwko powoływaniu komisji śledczej w sprawach bulwersujących w ostatnich tygodniach opinię publiczną jest to, że państwo sprawnie działa w kierunku wyjaśniania ujawnionych afer, więc nie ma powodów, by sprawą zajmowali się posłowie. Wczorajsze ustalenia portalu Onet w sprawie tajemniczego kredytu, jaki rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego wziął w SKOK Wołomin, którego działanie jest już dziś nazywane największą aferą finansową III RP sprawiają, że obywatele mają prawo nie mieć pewności, że służba podległa Ernestowi Bejdzie oraz ministrowi koordynatorowi służb specjalnych Mariuszowi Kamińskiemu sprawę wyjaśni w sposób należyty i bezstronny.

Przypomnijmy, zespół dziennikarzy Onetu dotarł wczoraj do dokumentów, z których wynika, że Piotr Kaczorek, niegdyś pracownik Komendy Powiatowej w Wołominie oraz starostwa powiatowego w tym mieście (gdzie znalazł zatrudnienie po odejściu z CBA za ery Pawła Wojtunika), a obecnie rzecznik CBA, wziął w 2013 roku kredyt w wysokości 160 tys. złotych z feralnej kasy w Wołominie. Nie byłoby w sprawie zapewne nic bulwersującego, gdyby nie fakt, że Kaczorek praktycznie od samego początku swoich zobowiązań względem blisko 250 tys. oszukanych klientów kasy nie spłacał. Z akt sprawy upadłościowej, w której znajduje się pokaźna lista dłużników (wśród nich znajdują się przecież setki podstawionych “słupów”, dzięki którym wyłudzono ze SKOK Wołomin ponad 3 mld złotych) wynika, że w ciągu kilku lat z pożyczonej kwoty Kaczorek spłacił zaledwie 4 tys. zł. Wraz z odsetkami, także karnymi, wciąż zalegał w lipcu 2017 r. na kwotę ponad 204 tys. zł. Gdy afera wybuchła na dobre, a media trąbiły o olbrzymich wyłudzeniach, spłaty kredytu w ogóle ustały. Dlaczego Kaczorek nie wywiązywał się ze swoich zobowiązań? W rozmowie z Onetem odmówił udzielenia wyjaśnień.

W sprawie najbardziej bulwersujące jest jednak to, że to właśnie CBA bada obecnie sprawę SKOKu Wołomin, co sprawia że mamy do czynienia ze skandalicznym konfliktem interesów. Co więcej, wobec ujawnionego mechanizmu wyłudzeń oraz jego skali, służby zajmujące się tą sprawą powinny bardzo szczegółowo przesłuchać każdego dłużnika kasy, który swojego zobowiązania nie wypełniał z uwagi na narzucający się wniosek, że mógł w jakiś sposób współpracować z organizatorami procederu. Czy możemy dziś wierzyć w to, że Piotr Kaczorek zostanie rzetelnie przesłuchany w tej sprawie przez swoich kolegów z CBA? Wątpliwości narzucają się same.

W Sejmie Robert Kropiwnicki z Platformy Obywatelskiej wezwał ministra Mariusza Kamińskiego do złożenia wyjaśnień w tej sprawie.

Zażądał także, by Centralne Biuro Antykorupcyjne zostało natychmiast odsunięte od dalszego udziału w śledztwie w sprawie SKOK Wołomin, a sprawa trafiła do komisji ds. służb specjalnych. Jeszcze dalej poszedł Krzysztof Brejza, który w rozmowie z portalem Onet.pl stwierdził, że wobec ujawnienia tego skandalu powinno dojść do natychmiastowej dymisji szefa CBA oraz ministra koordynatora. 

Sprawa niewątpliwie jest rozwojowa. Jak poinformował dziś portal Onet, po wczorajszej publikacji w CBA zapadła decyzja o zawieszeniu Piotra Kaczorka oraz o wszczęciu postępowania wyjaśniającego.

– Biuro Kontroli i Spraw Wewnętrznych Centralnego Biura Antykorupcyjnego wszczęło postępowanie wyjaśniające mające na celu szczegółowe i dogłębne wyjaśnienie okoliczności sprawy związanej z kredytem. Na czas trwania postępowania wyjaśniającego pracownik został zawieszony w czynnościach służbowych – napisało biuro w oświadczeniu przekazanym redakcji.

W tym miejscu warto przypomnieć deklarację minister ds. pomocy humanitarnej Beaty Kempy sprzed ponad dwóch lat. Ważna polityk obozu władzy mówiła wówczas, że PiS jest gotowe zgodzić się na komisję śledczą ws. SKOK-ów, jeśli ta będzie dotyczyć SKOK-u Wołomin.

Ciekawe, czy dziś jest tego samego zdania.

Depresja plemnika

Metropolita poznański i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Stanisław Gądecki filmu „Kler” nie widział. Nie zawahał się jednak porównać go z propagandowym filmem „Żyd Süss”, nakręconym w czasach III Rzeszy. – „Kler” wyreżyserowano według klasycznego antysemickiego filmu „Żyd Süss”. To już było grane za Goebbelsa” – powiedział abp Gądecki w Radiu Poznań.

„Żyd Süss” powstał na zlecenie i pod osobistym nadzorem ministra propagandy III Rzeszy Josepha Gobbelsa. Przedstawia losy trzech Żydów, których postawa jest synonimem stereotypów, dotyczących tego narodu, takich jak chciwość czy skąpstwo. „Żyd Süss” służył nazistowskiej propagandzie m.in. do usprawiedliwiania zbrodni, których Niemcy dopuszczali się na ludności żydowskiej, łącznie z „ostatecznym rozwiązaniem”.

„Kler” dotychczas obejrzało ponad 5 mln widzów.

To trzeci najchętniej oglądany film w polskich kinach po 1989 r. A dlaczego metropolita poznański go nie zobaczył? Jak to stwierdził w Radiu Poznań, ponieważ nie jest pozbawiony rozumu do końca”. Czyżby?

„Trzy dni przed Sylwestrem posłowie…

View original post 3 067 słów więcej

 

Kościół wspiera nacjonalizm narodowy, z tego może powstać dyktatura

– Brak słów. Łzy rozpaczy cisną się do oczu – w ten sposób ks. Stanisław Walczak wyraził sprzeciw wobec słów arcybiskupa Stanisława Gądeckiego. Arcybiskup stwierdził bowiem, że chrześcijanie są „najlepszymi obywatelami”.

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną  zastanawiał się co to znaczy być wolnym. W krótkiej wypowiedzi padło zaskakujące stwierdzenie:

Nie ma żadnej wolności wewnętrznej innej, która by była prawdziwie sprzeczna z chrześcijańską wolnością. Kto jest wolny jako chrześcijanin i nie poddaje się tym dążeniom przyziemnym tego świata, ten jest automatycznie najlepszym obywatelem Rzeczpospolitej.

Co ciekawe, chwilę wcześniej Gądecki mówił wcześniej, że należy wychowywać krytyczny rozum, czyli taki, który potrafi oceniać rzeczywistość i odpowiednio reagować na zewnętrzne sytuacje.

Wspomniana wypowiedź zaczyna się w 3:33 minucie:

Słowa Gądeckiego skomentował m.in. ksiądz Stanisław Walczak, emerytowany duszpasterz, który przez kilkanaście lat przebywał na misji w Zambii, a później w Niemczech. „Brak słów. Łzy rozpaczy cisną się do oczu. Gniew wzbiera, hierarcha tego formatu opowiada takie rzeczy” – napisał z żalem ksiądz. l

Ksiądz Walczak nie pierwszy raz komentuje bieżącą sytuację w kraju. W ubiegłym roku napisał list otwarty do prezydenta Dudy, po tym, jak ten powiedział o „dzieciach i wnukach zdrajców Rzeczypospolitej”. Gdy zaś Jarosław Kaczyński zarzucił Donaldowi Tuskowi „łamanie elementarnych zasad UE”, duchowny oznajmił, że prezes PiS „łże w żywe oczy”.

Czy kler z automatu jest pedofilski?

Podczas konwencji wojewódzkiej prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił m.in. o sędziach, którzy jego zdaniem nie stanęli na wysokości zadania, wydając wyroki dotyczące zwrotu ziemi osobom pochodzenia niemieckiego wyjeżdżającym z Polski w czasach PRL-u.

Konwencja PiS w Olsztynie została zorganizowana w Parku Naukowo-Technologicznym, który miasto wybudowało kilka lat temu dzięki wsparciu Unii Europejskiej. W sobotę przyjechali tu m.in. Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki.

Prezes PiS odniósł się m.in. do przeszłości regionu po 1945 roku, zaznaczając, że 73 lata temu zaczęły się „nowe dzieje tej ziemi” – Te dzieje powinny być przez nas opisane – mówił Kaczyński i podkreślał konieczność budowy „wspólnoty opartej na historii i przeszłości”.

Kaczyński mówi o „ojkofobii”

Trudne losy rdzennej ludności, w tym Warmiaków i Mazurów, którzy niemal całkowicie wyemigrowali po wojnie do Niemiec, mają swój ciąg dalszy dzisiaj. Chodzi o „późnych przesiedleńców”, którzy w latach 70. oraz 80. wyjeżdżali i byli zmuszeni przez władze PRL-u do pozostawieni tutaj swojej własności. Części z nich lub ich spadkobiercom udało się w ostatnich latach odzyskać utracone gospodarstwa i grunty.

„Brak słów. Łzy rozpaczy cisną się do oczu. Gniew wzbiera, hierarcha tego formatu opowiada takie rzeczy” – napisał z żalem ks. Stanisław Walczak, komentując wypowiedź arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, który stwierdził, że chrześcijanie są „najlepszymi obywatelami”.

Hierarcha zastanawiając się nad tym co to znaczy być wolnym oznajmił: „Nie ma żadnej wolności wewnętrznej innej, która by była prawdziwie sprzeczna z chrześcijańską wolnością. Kto jest wolny jako chrześcijanin i nie poddaje się tym dążeniom przyziemnym tego świata, ten jest automatycznie najlepszym obywatelem Rzeczpospolitej.”

Nawiasem mówiąc nieco wcześniej ten sam Gądecki mówił, że należy wychowywać krytyczny rozum, czyli taki, który potrafi oceniać rzeczywistość i odpowiednio reagować na zewnętrzne sytuacje.

Ksiądz Stanisław Walczak, który skomentował Słowa Gądeckiego to emerytowany duszpasterz, który przez kilkanaście lat przebywał na misji w Zambii, a później w Niemczech.

Duchowny, nie pierwszy raz odniósł się do bieżącej sytuacji w kraju. W ubiegłym roku napisał list otwarty do prezydenta Dudy, po tym, jak ten powiedział o „dzieciach i wnukach zdrajców Rzeczypospolitej”. Gdy zaś Jarosław Kaczyński zarzucił Donaldowi Tuskowi „łamanie elementarnych zasad UE”, duchowny oznajmił, że prezes PiS „łże w żywe oczy”.

Większość ofiar, które były dziećmi, wszystko wypierają. Wstyd, poczucie winy. Potrzebują impulsu, żeby obudzić pamięć. Moją uruchomiła samobójcza śmierć. Ksiądz się utopił, był pedofilem, dużo ofiar. Przeczytałem o tym w prasie i wspomnienia wróciły: przecież on mnie molestował. Z prof. Stanisławem Obirkiem rozmawia Artur Nowak

ARTUR NOWAK: „Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie”. Skąd się wzięło to porzekadło?

STANISŁAW OBIREK: Wystarczy poczytać pamiętniki Wincentego Witosa, w których opisywał rzeczywistość końca XIX wieku i międzywojnia. Ten ludowy polityk pochodził z Tarnowa – z miejsca, które do dzisiaj jest uważane za zagłębie kapłaństwa. Mówi się, że Tarnów eksportuje księży nawet za granicę. Ubogi region, rolniczy, ale zagłębie powołań.

Witos zauważył, że chłopi, którzy zostali księżmi, bardzo szybko odcinali się od swojej grupy. Byli świadomi awansu, skoku ekonomicznego i chcieli zaczerpnąć jak najwięcej dla siebie i całej rodziny.

To samo mówi się o księżach w Afryce. Dla nich wejście w kapłaństwo to awans społeczny. No a u nas większość księży wciąż pochodzi ze wsi.

Ksiądz ciągle na coś zbiera, ma swój cennik, po kolędzie trzeba go godnie przyjąć i dać dużo w kopertę. Prawda czy gęba?

– Żądza pieniądza, władzy i seksu – te żywioły napędzają bohaterów „Kleru”. Może w sposób przerysowany, ale Smarzowski uchwycił ten aspekt, który jest społecznie – również wśród wierzących praktykujących – najbardziej dostrzegalny. Przy czym wcale nie chodzi o to, że księża pobierają opłaty za usługi, ale o to, że te opłaty są niewspółmierne do włożonej przez nich pracy.

I że nie mają wrażliwości wobec ubogich. Często konflikty między wspólnotą parafialną a klerem dotyczą spraw materialnych. Na przykład ksiądz bezlitośnie wymaga haraczu na budowę dużego kościoła, zupełnie niepotrzebnego dla małej wsi, albo opłaty za pogrzeby bierze z sufitu, nie biorąc pod uwagę, że parafianin musi się zadłużyć, żeby pochować bliską osobę.

A skąd się biorą ten narcyzm, buta? Księdza nie można skrytykować. Też z korzeni?

– Jak już mówiliśmy, księża to często osoby, które w pierwszym pokoleniu osiągnęły awans społeczny w rodzinie, ukończyły studia. Jednocześnie to wykształcenie jest dość ograniczone, zawężone do teologii, i to pojmowanej po katolicku. Taki człowiek nie ma szerszych horyzontów, ogłady inteligenckiej, nie jest oczytany i pyszałkowatością, pewnością siebie przykrywa kompleksy.

– Prawie nikt jeszcze tego filmu nie widział, a wyrok już zapadł. To bardzo symptomatyczne dla Polski. Film Smarzowskiego nie jest wyłącznie opowieścią o stanie duchownym, ale w ogóle filmem o Polsce. O tym, że ten kler jest taki, jak nasze społeczeństwo – tłumaczy Janusz Gajos.

Kiedy na festiwalu w Gdyni pokazywane są „Kler” Wojciecha Smarzowskiego i „Kamerdyner” Filipa Bajona, dwa filmy z Januszem Gajosem w roli głównej, aktor – zamiast udzielać w Polsce wywiadów – spaceruje po Manhattanie. W dzień fotografuje, wieczorami gra „Garderobianego” dla nowojorskiej Polonii. Stara się nie zaglądać do polskiego internetu.

– Jak „Kler”, bo całości jeszcze nie widziałem? – pyta.

Przez telefon czytam mu, co się o nim pisze w Polsce: „Wstydź się panie Gajos!”; „to jest ścierwo nie film”; „Gajos się zeszmacił”.

– Prawie nikt jeszcze tego filmu nie widział, a wyrok już zapadł. To bardzo symptomatyczne dla Polski – mówi. – Film Smarzowskiego nie jest wyłącznie opowieścią o stanie duchownym, ale w ogóle filmem o Polsce. O tym, że ten kler jest taki, jak nasze społeczeństwo.

Kiedy dzwoni się do niego, to telefon odbiera żona. Każdy wielki aktor ma swój wewnętrzny świat i takie różne „płoty”, za którymi się chroni.

– Podziwiam go, ma prawie 80 lat, a nadal nie wybiera się na aktorską emeryturę. W takim wieku podjął się jednej ze swoich najtrudniejszych ról – mówi reżyser Janusz Zaorski, z którym tego samego dnia rozmawiam.

Do bp. Pieronka nie dzwonił

– Zostałem wychowany w wierze katolickiej. Mama była osobą głęboko wierzącą. Ojciec często miał odmienne zdanie na temat Kościoła, nie zawsze pochlebne. Wyrosłem w takich kleszczach i to mi pewnie zostało do tej pory – Janusz Gajos wspomina swoje związki z Kościołem.

Deklaruje się jednak jako osoba wierząca, uczestniczył w Watykanie w spotkaniu z Janem Pawłem II. Czy dzwonił po radę do swego przyjaciela, biskupa Tadeusza Pieronka?

Były ksiądz, konsultant filmu „Kler”: Polski Kościół to niereformowalna korporacja

– To poszłoby za daleko, gdybym pytał go, czy mogę zagrać w filmie – śmieje się Gajos. – Po prostu wykonuję swój zawód. Przeczytałem scenariusz, uznałem, że jest ważny i trzeba w nim wziąć udział. Nie podważałem wizji Kościoła, jaką przedstawił Smarzowski – sam ją podzielam.

Janusz Zaorski: – Nie podoba mu się to, co dzieje się w Polsce. Ale aktor jest od grania i jeżeli chciał zająć jakieś stanowisko, to zdecydował się przyjąć tę rolę. Zresztą zagrać purpurata to dla aktora świetne wyzwanie. Jasne, że to rola bardzo ryzykowna w dzisiejszych czasach.

Janusz Gajos bardzo uważnie dobiera słowa: – To, że Polak został papieżem, dało Kościołowi w Polsce olbrzymi wiatr w żagle, który sprawił, że w najgorszych latach PRL był oazą wolności. Ale po 1989 r. apetyt na panowanie nad polskimi duszami jeszcze wzrósł, Kościół na pełnych żaglach dalej pędził z przekonaniem, że wszyscy muszą zejść mu z kursu. A jeśli się ma za dobry wiatr w żagle, to człowiek zaczyna się upajać tym i wymagać od innych, żeby schodzili z kursu.

„Zmarnowana szansa”. Znany ksiądz – miłośnik kina obejrzał „Kler”

Egzamin w mundurze

Do szkoły teatralnej zdał za czwartym razem, na egzamin przyjechał w mundurze, bo już od roku służył w wojsku. Potem pierwsza duża rola też w mundurze. Okazała się jego wielkim sukcesem i jeszcze większym przekleństwem. Historia załogi czołgu Rudy i psa Szarika biła rekordy popularności, na niemal każdym podwórku dzieci bawiły się w pancernych. Marian Opania, serialowy kapral Zadra, wspomina, że kręcenie serialu to była przygoda: – Zebrało się doborowe towarzystwo: Pyrkosz, Turek, Michnikowski, Czechowicz… Czasami trudno było utrzymać powagę. Kiedyś kręciliśmy scenę pogrzebu Staszka, czyli Romana Kłosowskiego. Stoimy nad solidnym grobem, a Gołas rzuca: nie za długa ta mogiłka? Gajos i my wszyscy nie mogliśmy się uspokoić, bo Kłosowski nie grzeszył wzrostem. Reżyser nie mógł nas uciszyć, scena poszła do kosza.

Serialowi aktorzy przez lata jeździli z występami po Polsce.

– Szczęściarz. Zdobył sławę, rozpoznawalność i jako młody chłopak z tego korzystał. Kochały go miliony. Proszę tylko nie pisać, że był wtedy nieszczęśliwy, bo ktoś widział w nim Janka Kosa – mówi aktor Olgierd Łukaszewicz. – Aktorzy mu zazdrościli. A potem zawziętością i pracą zbudował swoją pozycję w środowisku.

– Byłem traktowany przez ludzi jako sympatyczny i miły blondyn. Nic więcej. Musiałem sam kombinować, żeby z roku na rok, z roli na rolę udowadniać, że jestem coś wart – opowiada Gajos.

– Publiczność go kochała, ale reżyserzy omijali – wspomina lata 70. reżyserka Olga Lipińska. – Był aktorem z łatką, zaszufladkowany jako Janek Kos.

JACEK BRACIAK

Małomówny, zwykle osobny. W ten sposób kumuluje siłę, żeby na scenie lub na planie móc być kulą energii, skupić na sobie uwagę.

Janusz Zaorski poznał Gajosa w 1973 r. w Moskwie, na festiwalu filmowym. – Był wtedy bogiem, kobiety na ulicach rzucały się na niego, żeby zedrzeć choć kawałek garderoby. Ale w otoczeniu aktorów był milczący i zamknięty. Na jakimś bankiecie koledzy się puszyli, błyszczeli, a on siedział cichutko. Jak oni już się wyprztykali, to Janusz opowiedział jeden dowcip, który zrobił z niego króla wieczoru. Po prostu świetnie siebie wyreżyserował.

Post Navigation