Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “szczyt klimatyczny w Katowicach”

Pedofile w sukienkach: hulaj kutas, piekła nie ma

Poniedziałkowa publikacja w “Dużym Formacie”, magazynie reporterów Gazety Wyborczej o ciemnych stronach przeszłości legendarnego kapelana “Solidarności”, księdza prałata Henryka Jankowskiego niewątpliwie wstrząsnęła opinią publiczną. Barbara Borowiecka, po 50 latach milczenia postanowiła opowiedzieć o swojej relacji z nieżyjącym już księdzem. Twierdzi, że była przez niego molestowana. Jej koleżanka z podwórka miała popełnić przez niego samobójstwo. Jak podkreśla, dzieci o tym nie mówiły, bo “wszystkich paraliżował wstyd”.

– Dopadł mnie, gdy szarpałam się z klamką. Dotykał piersi, powiedział, że pokaże mi, co to znaczy od tyłu. Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć. Nie udało mu się. Pamiętam, że miałam spódniczkę na gumce, naciągnęłam majtki tak, że trzymałam je w zębach i odpychałam się rękoma. Byłam przerażona, nie rozumiałam, czego chce, co to znaczy “od tyłu”. A on mówił: “Ja ci pokażę, jak się spuścić”. Był obleśny. (…) Pamiętam, jak złapał mnie za buzię i próbował otworzyć usta. Pomyślałam, że jak mi wsadzi, to go ugryzę. Wtedy sąsiadka krzyknęła: “Kto tutaj tak tarabani” – opowiadała reporterce “DF” Borowiecka. W samej sprawie najbardziej kontrowersyjny wydaje się fakt, że dziś, gdy niektóre ofiary odważyły się głośno powiedzieć o tym, co je spotkało, okazuje się, że o bulwersujących i karygodnych zachowaniach prałata wiedziało bardzo wiele osób, także wśród najważniejszych hierarchów kościelnych, jednak nikt nigdy nie zareagował. Wręcz przeciwnie, podkreślano jedynie jego zasługi, z powodu których w Gdańsku został nawet postawiony jego pomnik.

Wczoraj wieczorem, w programie “Polityka na ostro” w Polsat News, gośćmi Agnieszki Gozdyry byli posłanka Joanna Scheuring-Wielgus z koła poselskiego “Teraz!” oraz poseł Jan Mosiński z Prawa i Sprawiedliwości. Ten drugi wyraził swoje olbrzymie oburzenie słowami byłej posłanki Nowoczesnej, która domaga się od władz Gdańska stanowczych działań w sprawie księdza Jankowskiego.

“Czy taka postać powinna być uhonorowana pomnikiem i placem jej imienia? Czy osoba oskarżana o pedofilię, znana z antysemickich wypowiedzi i lubująca się w przepychu nieprzystojącym duchownemu, to dobra wizytówka Gdańska?” – napisała w liście, który opublikowała w mediach społecznościowych.

– To bardzo podłe słowa pani Scheuring-Wielgus. Ja w to w ogóle nie wierzę. Księdza prałata znałem za życia. Pytanie jest proste. Dlaczego teraz i po tylu latach? Komu przeszkadza pomnik prałata Jankowskiego w Gdańsku? Temu środowisku, które szuka różnych sposobów, żeby postać prałata postawić w złym świetle – powiedział Mosiński. Dodał, że “tu idzie gra o coś więcej”. – Żeby wymazać “Solidarność” z Gdańska, generalnie wszystkie osoby, postacie, legendy. Po prostu ja w to nie wierzę. Znałem przez wiele lat księdza prałata Jankowskiego i doskonale wiem, że to był kryształowy człowiek – powiedział poseł PiS.

Co ciekawe, poseł Mosiński nie jest odosobniony w swoich twierdzeniach. Reporterzy Wirtualnej Polski wybrali się do Gdańska, by porozmawiać z parafianami kościoła pw. Świętej Brygidy. Większość rozmówców, jak to zwykle ma miejsce w kwestii ujawnienia skandalu pedofilskiego z udziałem idealizowanego przez nich księdza, nie wierzy w doniesienia o ks. Jankowskim.

– Mógł zgrzeszyć, ale był tylko człowiekiem – mówi jedna z wiernych – Dla mnie to porządny ksiądz i zdania o nim nie zmienię.

Toż to same kłamstwa i oszczerstwa! Atak na naszego księdza. Kto czyta “Wyborczą”? Może niech sami opiszą swoje kochanki i kochanków i swoim życiem erotycznym się zajmą – mówi inna, nie ukrywając złości – Dla mnie Jankowski był zawsze wspaniałym, niepowtarzalnym księdzem.

Z ogółu rozmów wynika, że większość osób stoi po stronie księdza: – Molestował? Nie sądzę. Wymysły. A jeśli nawet, to jeszcze wszystkiego nie przeważa. Miał jak wszyscy dobre i złe strony – oceniają.

Depresja plemnika

Lech Wałęsa w rozmowie z Polsat News zdradził, o czym będzie rozmawiał na pokładzie samolotu z prezydentem Dudą podczas podróży na uroczystości pogrzebowe George’a H.W. Busha. Przyznał też, że założy koszulkę z napisem „Konstytucja”, którą zamierza nosić, dopóki Polska „nie odzyska wolności„.

W poniedziałek Lech Wałęsa poprosił Kancelarię Prezydenta o pomoc w zorganizowaniu podróży do USA. Wkrótce potem prośba została zaakceptowana, a kancelaria poinformowała, że we wtorek wieczorem Lech Wałęsa poleci na uroczystości pogrzebowe George’a Busha seniora z prezydentem Andrzejem Dudą.

Wałęsa: Nie przypuszczam, byśmy znaleźli wspólne zdania

Dziennikarka Polsat News Anna Gonia zapytała Lecha Wałęsę, czy zamierza rozmawiać z prezydentem Andrzejem Dudą podczas długiego lotu.

– Dlaczego mamy nie rozmawiać? Natomiast ja nie utożsamiam się i z tym prezydentem, i z tą opcją, więc nie przypuszczam, byśmy znaleźli wspólne zdania – odparł Wałęsa.

Jak dodał, jeśli wejdzie do samolotu pierwszy, to na początku zamierza powiedzieć prezydentowi Dudzie „Dzień dobry”. –…

View original post 2 165 słów więcej

Barbara Nowacka ma klucz do zwycięstwa z PiS

Za aferę KNF odpowiada Jarosław Kaczyński, bo on posłał w bój swego najbliższego kolesia, który stworzył spółkę Srebrna – Adama Glapińskiego.

>>>

Na dorocznej liście 28 osób, które według redakcji POLITICO będą „kształtować, trząść i elektryzować” Europę w 2019 roku Polskę reprezentuje Barbara Nowacka, liderka Inicjatywy Polskiej i pełnomocniczka ruchu Ratujmy Kobiety. Człowiekiem, który ma wywrzeć największy wpływ na europejskie sprawy w przyszłym roku został uznany przewodniczący skrajnie prawicowej włoskiej Ligi, Matteo Salvini.

  • O zeszłorocznym zwycięzcy, liderze niemieckiej partii liberalnej Christianie Lindnerze, który miał namieszać w polityce, bo zerwał koalicję z CDU Angeli Merkel, Europa już nie pamięta
  • W zeszłym roku Polskę w plebiscycie reprezentował minister Zbigniew Ziobro, a przedtem Jarosław Kaczyński. Na liście dla roku 2016 znalazł się arcybiskup Stanisław Gądecki
  • Tegoroczna lista odróżnia się od poprzednich, ponieważ podzielono w niej uczestników na sprawców, marzycieli i zakłócaczy
  • Barbara Nowicka znalazła się na siódmym miejscu wśród sprawców

Jeśli w ciągu ostatnich lat czegoś nauczyliśmy się w POLITICO, to tego, że w polityce europejskiej ważny jest rok wyborów – w tym czy innym kraju. Jedni przywódcy się pojawiają. Inni upadają. Władza przechodzi w inne ręce. Lub też nie.

W tym kontekście przyszły rok zapowiada się szczególnie ekscytująco. W wyborach do Parlamentu Europejskiego wezmą udział obywatele 27 krajów członkowskich – po raz pierwszy zabraknie Brytyjczyków – a to dotychczas nudnawe wydarzenie zmieniło się w wyścig o potencjalnie poważnych konsekwencjach.

Nikt lepiej nie ilustruje stawki, o jaką toczy się ta gra niż osoba, która przewodzi naszej dorocznej liście osób, które ukształtują Europę w nadchodzącym roku: Matteo Salvini. Wyrastając na dominującą figurę we Włoszech, ten przywódca skrajnej prawicy ma zamiar przenieść swoją wizję ognistego populizmu na kontynentalne pole bitwy, z zamiarem obalenia europejskiego porządku.

Poznaj całą listę 28 osób, które wstrząsną Europą w 2019 roku – tekst oryginalny POLITICO

Nawet jeśli sondaże przewidują, że najwięcej głosów otrzymają tradycyjne europejskie partie konserwatywne i socjalistyczne, to Salvini i francuski prezydent Emmanuel Macron przekształcają te wybory w bitwę o przetrwanie Unii Europejskiej w jej obecnej formie. Mając na widoku Brukselę, Salvini dąży do zjednoczenia nacjonalistów na kontynencie w eurosceptyczny blok zdolny do zmiany kształtu Unii.

– Chciałbym być obecny we wszystkich krajach. Będziemy jedną z najsilniejszych grup – zapowiedział w rozmowie z POLITICO.

W tej czwartej odsłonie projektu POLITICO 28 ułożyliśmy listę nieco inaczej niż dotychczas. Podstawowa idea pozostaje niezmieniona: 28 osób z 28 krajów, które warto obserwować w nadchodzącym roku – politycy, liderzy biznesu, działacze i artyści wybrani nie z powodu zasięgu władzy, ale sposobu, w jaki kształtują swoje kraje lub Unię. Jednak tym razem, poza człowiekiem, która znalazł się samodzielnie na szczycie listy, podzieliliśmy pozostałych na trzy kategorie: sprawców, marzycieli i zakłócaczy.

Na szczycie listy sprawców jest Ine Marie Eriksen Søreide, norweska minister spraw zagranicznych, która stoi na pierwszej linii frontu „nie-całkiem-konfliktu” Zachodu z Rosją. Naszym marzycielem nr 1 jest Garance Pineau – jako szefowa ds. spraw europejskich w partii Macrona La République En Marche, będzie mobilizować liberałów na kontynencie przeciwko ofensywie Salviniego. Natomiast nasza największa zakłócaczka (z angielska „disruptor”), liderka Sinn Féin, Mary Lou McDonald, będzie działać, by zamieszanie związane z brexitem pomogło zrealizować marzenie jej partii o zjednoczonej Irlandii.

Zbigniew Ziobro na liście 28 osób, które według POLITICO wstrząsną Europą w 2018

„Zrobiła coś niezwykłego”

Polskę na liście reprezentuje Barbara Nowacka. Jest siódma na liście sprawców i nazwaną ją „budowniczą mostów”.

Weszła na listę, bo zrobiła w tym roku coś niezwykłego jak na polskiego lewicowego polityka: przedłożyła mianowicie praktyczną politykę ponad ideologiczną czystość.

Przed październikowymi wyborami samorządowymi połączyła swoje małe lewicowe ugrupowanie z dwiema partiami z przeciwnej strony tradycyjnego spektrum politycznego: ekonomicznie liberalnej partii Nowoczesnej i znacznie większej, centroprawicowej Platformy Obywatelskiej.

Rozmowy nie były łatwe dla żadnej ze stron. Partia Nowackiej jest może mała, ale ona sama jest jedną z bardziej znanych osobistości w polskiej polityce.

Jej matka Izabela Jaruga-Nowacka była działaczką feministyczną, która pełniła funkcję wicepremiera w latach 2004-2005 w rządzie koalicyjnym kierowanym przez post-komunistyczny Sojusz Lewicy Demokratycznej. Była jedną z grupy polityków opozycyjnych zaproszonych na tragiczny lot, który zakończył się katastrofą, podczas próby lądowania w Smoleńsku w Rosji w 2010 roku, zabijając wszystkie 96 osób na pokładzie, w tym prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego.

43-letnia Nowacka była również jedną z czołowych organizatorek masowych protestów przeciwko planom prawicowego rządu Prawa i Sprawiedliwości, zaostrzenia ustawy aborcyjnej – stanowisko, z którym jej nie po drodze z jej bardziej konserwatywnymi koalicjantami. Rzeczywiście, lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna szybko zdystansował się w tej sprawie od Nowackiej.

Ostatecznie jednak partyjni przywódcy zdecydowali, że ich różnice bledną w obliczu wspólnego zadania: przeciwstawienia się PiS-owi i temu, co określają jako jego coraz bardziej autorytarnym stanowisku.

– Oczywiście są między nami wielkie spory, ale o wolności osobiste będziemy się spierać, kiedy Polska z powrotem znajdzie się w rękach demokratycznych rządów, z wolnymi i niezależnymi sądami, z wolnymi wyborami i swobodnym dostępem do mediów – mówi Nowacka.

Jak na razie strategia zadziałała. Koalicja Obywatelska, jak nazywa się ten niezwykły sojusz, zbliżyła się bardzo mocno do PiS w wyborach samorządowych 21 października – zwiększając nadzieje opozycji przed przyszłorocznymi europejskimi i krajowymi wyborami parlamentarnymi oraz głosowaniem prezydenckim w 2020 roku.

– Dziś stoimy przed wyborem: czy będziemy krajem demokratycznym, czy pół-autorytarnym? – mówi Nowacka. – Aby wygrać z PiS w systemie wyborczym, jaki mamy w Polsce, startować muszą większe ugrupowania – zaznacza.

Pełna lista POLITICO 28

Depresja plemnika

16-letni Paweł Wenderlich w sierpniu tego roku wziął udział w akcji „Baby Shoes Remember”.

Przed katedrą w Toruniu – wspólnie z wieloma innymi osobami – zawieszał na ogrodzeniu kościoła maleńkie buciki, żeby upamiętnić ofiary księży pedofilów. Wisiały tam także kartki z napisem „Stop pedofilii w Kościele”.

Nastolatek za ten akt solidarności z dziećmi-ofiarami księży pedofilów odpowie przed sądem. Wniosek w sprawie Pawła Wenderlicha i trzech innych osób skierowała toruńska policja.

„Funkcjonariusze, którzy byli na miejscu zgromadzenia przed katedrą, sporządzili notatkę służbową, z której wynikało, że kilka osób zawiesiło na ogrodzeniu buciki dziecięce i kartki” – potwierdziła w wp.pl podinsp.

Wioletta Dąbrowska z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. Funkcjonariuszka powołuje się na art. 63a Kodeksu wykroczeń: „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo…

View original post 3 134 słowa więcej

Prokurator Ziobry karze innego prokuratora za obronę niezależności sądów. Upadek Polski, bolszewicy u władzy

Dzisiaj sąd dyscyplinarny przy prokuratorze generalnym zajmie się sprawą przeciwko prokuratorowi Piotrowi Wójtowiczowi. Przed „dobrą zmianą” pełnił on funkcję szefa Prokuratury Okręgowej w Legnicy, a po wejściu nowej ekipy, przesunięto Wójtowicza do pracy w Prokuraturze Rejonowej.

W lipcu 2017 roku prokurator Wójtowicz brał udział w, zorganizowanej przez KOD, manifestacji w obronie niezależności sądownictwa. Postawiono mu więc zarzut naruszenie zasady apolityczności. We wrześniu rzecznik dyscyplinarny umorzył postępowanie w tej sprawie, uznając jego czyn za „znikomo szkodliwy”. Zdaniem rzecznika „Prokurator nie może demonstracyjnie ujawniać swoich poglądów politycznych, ale może być uczestnikiem pokojowych zgromadzeń, co nie oznacza działalności politycznej”. Zwrócił jednak uwagę na słowa, które wypowiedział na manifestacji Wójtowicz – „nie mam nic do stracenia. A co mi zrobią? Przeniosą do Ełku?”, uznając je za sarkastyczne, lecz pozbawione zaplanowanej motywacji.

Z rzecznikiem nie zgodził się Bogdan Święczkowski, prokurator krajowy i bliski współpracownik ministra Ziobry. Według niego rzecznik błędnie ocenił charakter ubiegłorocznej manifestacji, a Wójtowicz ujawnił swoje poglądy polityczne, wypowiadając się w taki, a nie inny sposób.

Takie stanowisko Święczkowskiego to „szczyt hipokryzji”, bo o „apolityczności prokuratury śmie wypowiadać się człowiek, który w 2010 r. został z list PiS radnym woj. śląskiego. A w 2011 r. wszedł z list PiS do Sejmu” – powiedział Wyborczej jeden ze śledczych. Wtedy Święczkowski nie miał problemu z prowadzeniem agitacji politycznej i złamaniem zakazu pełnienia funkcji posła przez prokuratora, nawet gdy jest on już na emeryturze. Kiedy Grzegorz Schetyna, właśnie z tego powodu, odebrał mu mandat poselski, Święczkowski oddał sprawę do Sądu Najwyższego, a po przegraniu jej, do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, gdzie jego skargę uznano za niedopuszczalną.

Prokurator Krzysztof Parchimowicz, prezes stowarzyszenia Lex Super Omnia uważa, że „udział w wiecu w obronie wolnych sądów, czyli w obronie ładu konstytucyjnego, winien być udziałem każdego, kto ślubował przestrzeganie i stanie na straży prawa. Nie da się wykazać, że KOD lub uczestnicy manifestacji dążyli do przejęcia władzy, co jest istotą działalności partii politycznych”.

Mam nadzieje, że członkowie sądu dyscyplinarnego będą podobnego zdania, oprą się naciskom polityków, nie podzielą opinii Święczkowskiego i wydadzą słuszny wyrok w sprawie Wójtowicza. Trzymam kciuki.

To rzeczywisty problem, koszty energii elektrycznej wzrastają o 70-80%, jednocześnie rosną ceny węgla i gazu. Budżety  tego nie wytrzymają. Rosną koszty spółek kolejowych, tramwajowych i autobusowych.Morawiecki, jak żyć?

Gwałtownmie podrożeje wszystko – żywność, życie!

Depresja plemnika

Wierchuszka PiS, jak co roku, nie tylko przemawiała, ale też śpiewała na urodzinach Radia Maryja. Moment uchwyciła kamera „Super Expressu” – widać, kto najlepiej bawił się podczas wspólnego wykonywania „Abba Ojcze”. 

Wydawać by się mogło, że na temat sobotnich urodzin Radia Maryja napisaliśmy już wszystko, a jednak docierają do nas kolejne informacje. „Super Express” opublikował na swojej stronie nagranie z tradycyjnego elementu święta rozgłośni – śpiewania „Abba Ojcze”.

Kamera uchwyciła sektor, w którym gościli politycy PiS. W pierwszym rzędzie podrygiwali Mateusz Morawiecki, Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński, Zbigniew Ziobro, Beata Kempa, Adam Kwiatkowski, Antoni Macierewicz i Jan Szyszko.

W drugim rzędzie widać Stanisława Piotrowicza, Józefinę Hrynkiewicz, Annę Sobecką, Zbigniewa Kuźmiuka i Krzysztofa Jurgiela. Na dalszych miejscach znaleźli się też m.in. Łukasz Zbonikowski (oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej żony, sąd umorzył postępowanie ze względu na „znikomą szkodliwość społeczną czynu”) i Waldemar Bonkowski (również oskarżany przez żonę o stosowanie przemocy, z PiS…

View original post 4 448 słów więcej

PiS przyjazny dla Putina

Od roku Karl-Georg Wellmann nie jest już członkiem Bundestagu (2005-2017), wrócił do gospodarki, jest partnerem w dużej kancelarii prawnej w Berlinie, dlatego może pozwolić sobie na szczerość i otwartą krytykę władz w Warszawie. Poglądy Wellmanna, choć są powszechne w politycznym Berlinie, to ze względu na historyczną odpowiedzialność wobec Polski, nie wyrażają ich publicznie niemieccy politycy, unikając w oficjalnych wypowiedziach ostrej krytyki pod adresem polskiego rządu.

Marcin Antosiewicz: Niemieccy politycy zazwyczaj są bardzo zachowawczy, ale pan może mówić bardziej otwarcie, bo od roku już nie jest w aktywnej polityce. Jak pan ocenia dzisiejszy stan relacji polsko-niemieckich?

Karl-Georg Wellmann: Chciałbym krótko zacząć od naszej przeszłości. Kiedy upadł Związek Sowiecki w 1991 roku zastanawialiśmy się, co się stanie z tymi wszystkimi krajami, które leżą między nami a Rosją; czy powinny dołączyć do UE, czy nie. I było bardzo wiele głosów mówiących, że jest nam bardzo wygodnie między sobą, w takiej starej Unii, z krajami Beneluxu, Włochami, Hiszpanią i całą resztą na zachodzie. A Helmut Kohl powiedział: „Nie! Ja chcę pomóc tym krajom dołączyć do UE, ponieważ chcę, żeby te kraje się rozwinęły tak jak my, na Zachodzie. W innym wypadku dojdzie do konfliktów, biedne kraje staną się zależne od Rosji albo dojdzie do niepokojów lub nawet wojen domowych, a potem do fali uchodźców”. I od tego czasu Niemcy pomagały jak mogły, by te kraje przystąpiły do UE.

To wsparcie dla krajów na wschodzie odbywało się w konsensusie w niemieckiej polityce, do Kohla dołączyła SPD.

Tak, to był konsensus, ale w naszym przypadku, Kohl musiał ten konsensus przeforsować w CDU/CSU, ponieważ niektórzy politycy z zachodu kraju, zorientowani na Francję, mówili: „Zostaw ich. Oni mają inną mentalność. Nie wiadomo, jak to się wszystko rozwinie”. A Kohl twardo stał na swoim stanowisku mówiąc, że także kraje na wschód od nas są częścią Europy. Poza tym mówił, że jak te kraje się rozwiną gospodarczo, to przecież wszyscy na tym skorzystamy, będziemy sprzedawać im maszyny, rozwiniemy handel z korzyścią dla obu stron, a najważniejsze – unikniemy destabilizacji. Na marginesie, dziś te same argumenty dotyczą Ukrainy, jej stabilizacja leży w naszym interesie.

To rozumiem, że ci sceptycy z Pańskiej partii dziś tryumfują, jak patrzą na Polskę Kaczyńskiego?

Nie! Bo rozszerzenie UE okazało się sukcesem, a w międzyczasie dla wszystkich stało się oczywistym, że Polska i inne kraje należą do Europy.

Jednak dla wielu polityków PiS wciąż nie jest oczywiste, że rachunki za wojnę są wyrównane.

W sprawie reparacji wojennych, chciałbym przypomnieć, że Polska jest największym beneficjentem unijnego budżetu. Każdego roku otrzymuje 14 mld euro z Brukseli. I dokładnie policzyłem, że w przyszłym roku będzie 15-lecie polskiego członkostwa w UE, a więc w tym czasie Polska otrzymała blisko 200 mld euro wsparcia. Wkład Niemiec w tę sumę to 27 proc., czyli 53 mld euro, które niemiecki podatnik poprzez Brukselę przesłał do Polski. A więc jeśli teraz powraca dyskusja, że Niemcy mają wypłacić odszkodowania wojenne, to wiele niszczymy w naszych relacjach. U nas nikt nie ma wątpliwości, kto ponosi odpowiedzialność za wojnę, i jakich brutalnych zbrodni w Polsce dokonały ówczesne Niemcy, ilu ludzi zabili i ile rzeczy zniszczyli. Ale przez to Niemcy straciły na rzecz Polski jedną trzecią swojego terytorium, ze wszystkimi dobrami: kopalniami, fabrykami, drogami. A więc rozpoczynanie na nowo tej dyskusji jest mało inteligentne.

Chce pan powiedzieć, że na końcu tej dyskusji może być konkluzja: zapłacimy reparacje, ale chcemy znowu nasze ziemie?

Nie, ponieważ już prawie nie ma Niemców, którzy żyją na tych terenach.

Mogą jednak pojawić się nacjonalistyczni politycy, którzy wejdą w taki układ: reparacje za ziemie. Przewodniczący AfD, Aleksander Gauland powiedział, że trzeba być dumnym z osiągnięć Wehrmachtu.

Dokładnie! Nie brakuje tępaków, których można obudzić nieodpowiedzialnymi wypowiedziami. Oni mogą powiedzieć: „OK, to zapłacimy, a wy oddajcie nam nasze tereny”. Na razie nie znam żadnego niemieckiego polityka o zdrowych zmysłach, który by to postulował, ponieważ mamy europejską integrację, która gwarantuje nam dobre współżycie bez granic. Dziś już nie wiemy, kiedy przekraczamy granicę jadąc do Polski, albo do Niemiec. Dziś to już nie odgrywa żadnej roli, czy Szczecin jest polski, czy niemiecki, ponieważ jeśli chcę do niego pojechać, to wsiadam w auto czy pociąg i za godzinę jestem na miejscu. Mogę tam żyć, pracować, studiować. Podobnie Polacy w Niemczech.

Ale Jarosław Kaczyński nie rozumie takiej Europy. A czy pan rozumie politykę wobec Niemiec obecnego rządu w Warszawie?

Kompletnie nie! Ona jest jest po prostu nieinteligentna. Nie rozumiem tej polityki, szczególnie z polskiego punktu widzenia! Polska ma przecież trudną historię. Mam na myśli nie tylko zabory w XVIII i XIX wieku, ale przede wszystkim wiek XX. Do przełomu 1989/1990 Polska była kompletnie osamotniona. Sama walczyła z Rosjanami w 1919/1920, potem została sama w 1939 roku, kiedy zaatakowały ją Niemcy, wspólnie ze Związkiem Radzieckim. Nikt także nie pomógł Polakom w czasie powstań, najpierw w getcie warszawskim w 1943 roku, po czym w powstaniu warszawskim w 1944 roku. Polska była sama także w Jałcie i Poczdamie w 1945 roku, kiedy zachodni alianci zostawili ją za żelazną kurtyną. I przez dziesięciolecia, aż do przełomu, była w strefie panowania Sowietów. A więc myślę, że lekcja z tej historii może być dla Polski tylko jedna. Nigdy więcej sama! Tylko jako część silnej, gospodarczo i wojskowo, rodziny! Z jednej strony Unii Europejskiej, z drugiej strony NATO. Przecież bez UE wzrost gospodarczy w Polsce, by się nie dokonał w ostatnich 20 latach.

Jarosław Kaczyński powiedział, że jak trzeba będzie, to będziemy „samotną wyspą wolności”.

Czy więc polski rząd i Polacy wolą stać sami naprzeciwko Rosji? Sami naprzeciwko agresywnie działającego Putina?

PiS jednak mówi o agresywnej polityce Niemiec.

To absurd! Żaden zdrowy na umyśle człowiek, nie może powiedzieć, że dziś Niemcy zagrażają Polsce. Znam jednak historię, i wiem, że Warszawa była przez chwilę rosyjską prowincją, a Putin powiedział w 2014 roku, po tym jak przejął Krym, że jeśliby chciał, to może być w Warszawie w 48 godzin.

Chcę jednak wrócić do pieniędzy, bo pan wyliczył, ile Polska dostała z UE, ale premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że to „Polska jest płatnikiem netto”, a zagraniczne firmy znacznie się bogacą na dostępie do polskiego rynku.

Siemens produkował wcześniej w Berlinie sprzęt AGD. Po wejściu Polski do UE, przeniósł swoje fabryki do was. Siemens produkuje dzisiaj pralki i zmywarki w Polsce i tam daje miejsca pracy, a u nas zwolnił ludzi. Firma jest zadowolona, dobrze współpracuje z fachowcami w Polsce, gdzie płaci podatki, podobnie jak jej pracownicy, których zatrudnia. I tak dzisiaj wygląda podział pracy w Europie, z którego wszyscy korzystają. Czy więc premier Morawiecki wolałby, żeby Siemens wyszedł z Polski i wrócił do Berlina, i tu stworzył nowe miejsca pracy? Jeśli chodzi o mnie, to proszę bardzo! Ale to chyba byłoby wbrew polskim interesom. Premier powinien to chyba przedyskutować z pracownikami, których zatrudnia w Polsce Siemens. I z firmami, które z nim tam współpracują. Moim zdaniem, mamy tu do czynienia z gospodarczą niekompetencją, która jest zdumiewająca.

Jak pan w takim rozumie cele polskiego rządu wobec Niemiec?

To jest całkowicie krótkowzroczna polityka, prowadzona na potrzeby wewnętrzne, żeby może przekonać do siebie pewną część wyborców. Ale ta polityka jest bardzo niebezpieczna. Powtórzę, że każdego roku niemiecki podatki poprzez Brukselę przesyła do Polski od dwóch do trzech miliardów euro. I jeśli ciągle się nas obraża, to niemieccy politycy mogą kiedyś powiedzieć: „Jeśli wam to nie pasuje, coś wam przeszkadza, że dostajecie te pieniądze, to skończmy to!”. Unia Europejska przecież nie jest przymusowym sojuszem. A jeśli ktoś chce wiedzieć, co się dzieje, kiedy się ją opuszcza, to niech spojrzy na chaos w Londynie. Jeśli ktoś chce mieć korzyści z przynależności do silnej europejskiej rodziny, to musi także coś z siebie dać. To jest jak w małżeństwie. Jeśli ciągle obraża pan swoją żonę, wszystko pan krytykuje, i mówi, że dla pana małżeństwo jest beznadziejne, to kiedyś trzeba się rozstać.

Czy pan teraz grozi Polsce?

Nie! W Unii nikt nikomu nie grozi, a już na pewno nikt nie grozi Polsce. Chociaż jesteśmy pełni obaw w sprawie niezależności sądów, czyli trzeciej władzy, ale także wolności mediów. Praworządność nie jest zewnętrznym opakowaniem czegoś, ale jest koniecznym elementem działania nowoczesnego, rozwiniętego państwa. Podobnie jak niezależne media. I jeśli zagraniczni inwestorzy nabiorą wątpliwości co do niezależności wymiaru sprawiedliwości, to pójdą gdzie indziej, bo będą się bali o swoje inwestycje. Ale to jest sprawa dla UE, my – Niemcy nie powinniśmy się w to mieszać. Chcę tylko powiedzie, że nie powinno się ciągle atakować Unii, jeśli jest się od niej zależnym. To wywołuje nastrój, który nie jest dobry, i który jest wbrew polskim interesom. Polski rząd działa wbrew interesom własnego kraju.

Czy w Niemczech politycy tracą cierpliwość do Polski? Czy ten duch przyjaznej polityki wobec Polski od czasów Helmuta Kohla wygasa?

Nie! Obserwuję raczej bezradność ze strony niemieckich polityków, którzy próbują jakoś wychodzić naprzeciw Polsce. Nasz minister spraw zagranicznych, Heiko Maas, wygłosił kilka dni temu bardzo przyjazne i pojednawcze przemówienie o Polsce. A polski ambasador zareagował na nie jak szalony, mówiąc, że „relacje polsko-niemieckie są katastrofą”. Ludzie patrzyli na siebie i się pytali, co się dzieje z tym człowiekiem, czy on się czegoś napił. Zachowanie polskiego ambasadora zostało tutaj przyjęte z kręceniem głowy. Nie mamy nic przeciwko temu, żeby zgłaszać konstruktywne propozycje. W Europie jeszcze wiele pozostaje do zrobienia. I jeśli Polska miałaby swoje propozycje, to przyjęlibyśmy je z zadowoleniem, ale takich propozycji nie ma! A iść na konferencję o relacjach polsko-niemieckich tylko po to, żeby obrażać gospodarza, bez powiedzenia, na co konkretnie się skarżymy, jest niezrozumiałe. Przed tym ambasadorem wiele się działo w polskiej ambasadzie, wiele spotkań, rozmów, wymiany zdań, informowaliśmy się o wzajemnych stanowiskach, otwarcie dyskutowaliśmy o różnicach. Dzisiaj nic takiego się nie dzieje, tak jakby obecny ambasador nie był tym zainteresowany.

Nam w Polsce rząd mówi, że właśnie wstajemy z kolan. Nie zauważył pan jeszcze tego?

Nic takiego nie zauważyłem. A ambasador jest mało tutaj znany. Nie ma żadnych spotkań, żadnej aktywności. Wcześniej polska dyplomacja podejmowała wiele aktywnych działań, ciągle była wymiana zdań, wiele wzajemnych wizyt, poznawania siebie. Wie pan, jak ja zostałem odpowiedzialny za relacje z Polską? Kiedyś ówczesny polski ambasador w Berlinie – Marek Prawda podszedł do mnie w Bundestagu i powiedział: „Panie Wellmann, czy wy nie macie nikogo w CDU, kto mógłby zajmować się relacjami z Polską, czy macie tylko Erikę Steinbach i innych polityków ze Związku Wypędzonych?”. No i tak zostałem odpowiedzialny w mojej frakcji za relacje z Polską.

Od trzech lat Polska jest widziana w UE jako część problemu, nie jako część rozwiązania. Czy pociąg europejskiej integracji odjechał już dla nas na dobre? Czy możemy jeszcze do niego wsiąść?

Nie, jeszcze nie odjechał. To z czym mamy teraz do czynienia, to Europa wielu prędkości. Musimy sobie zdawać sprawę z jednego, jeśli ktoś nie chce się dalej integrować, to i tak nie zatrzyma innych, którzy chcą, jednak wtedy dojdzie do podziału i członków różnych kategorii. Pytanie, czy to jest w polskim interesie. I jeszcze raz pytam, czy Polska lepiej czuje się sama na świecie z Rosją, czy lepiej będąc częścią silnej wspólnoty. Jeśli lepiej będąc częściej silnej wspólnoty, to trzeba coś dla tej wspólnoty zrobić, wziąć za nią część odpowiedzialności, by dobrze działała. Dziś najbardziej zadowolony z polityki europejskiej Polski jest Putin. Pewnie sobie myśli: „Super! Niszczą Europę! Nie może być lepiej!”. Polski rząd działa na korzyść Putina. Dlatego radziłbym przemyśleć tę politykę.

PiS działa na korzyść Putina. Przypadek?

Depresja plemnika

To „sprawdzam” dla ministra Ziobro – mówi opozycja i zapowiada złożenie  zawiadomienia do prokuratury w związku z zeznaniami Piotra P., jednego z głównych podejrzanych w tzw. aferze SKOK Wołomin, który twierdzi, że Jacek Sasin, czołowy polityk PiS-u, oraz dwóch senatorów PiS otrzymywało pieniądze ze SKOK Wołomin. – Padły oskarżenia o to, że osoby, które są oskarżone w tej aferze,  przekazywały wprost pieniądze politykom Prawa i Sprawiedliwości – tłumaczy Arkadiusz Myrcha z PO.

Oskarżenie polityka

Podczas procesów osób oskarżonych w tzw. aferze SKOK Wołomin jeden z głównych oskarżonych Piotr P., były oficer kontrwywiadu WSI, oskarżył kilku polityków PiS-u, w tym szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacka Sasina, o przyjmowanie pieniędzy od osób oskarżonych w aferze SKOK.

Jacek Sasin w sprawie oskarżeń Piotra P. wydał oświadczenie, w którym nazwał jego twierdzenia „absurdalnym pomówieniem” – Afera SKOK Wołomin jest aferą WSI. Piotr P., były oficer WSI, to „mózg” tej afery – twierdzi Jacek…

View original post 4 081 słów więcej

Afera KNF jest zamiatana pod dywan

. – marszałek województwa zachodniopomorskiego w u

Depresja plemnika

Nie wyklucza tego nowy wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej. – „Wiem, że wielu radnych jest wzburzonych sposobem, w jaki ten pomnik i pomnik Lecha Kaczyńskiego na placu Piłsudskiego powstał. Prawo do takiego referendum ma Rada Miasta Warszawy – nie należy wykluczać, że znajdą się radni, którzy z taką inicjatywą wyjdą. Mogą wyjść także mieszkańcy. Będziemy przyglądali się emocjom ludzi wokół tego tematu” – powiedział Rabiej w RMF FM.

Odsłonięcie pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej 10 kwietnia 2018 r. na pl. Piłsudskiego budziło i budzi kontrowersje. Z sondażu zleconego przez warszawski ratusz, zanim oba pomniki (pytano też o monument upamiętniający Lecha Kaczyńskiego) stanęły, wynikało, że 71 proc. warszawiaków było temu przeciwnych.

Władze miasta zarzucały też pisowskiemu wojewodzie, że z naruszeniem prawa przejął tereny wokół Grobu Nieznanego Żołnierza, gdzie stanął pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej.

Rabiej odniósł się także do zapowiedzianej przez Andrzeja Dudę odbudowy Pałacu Saskiego. – „Na razie mamy do czynienia z pomysłem odbudowy…

View original post 1 461 słów więcej

Post Navigation