Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Tomasz Komenda”

Lech Kaczyński był współwinnym krzywdzie wyrządzonej Tomaszowi Komendzie

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński skomentował sprawę Tomasza Komendy w kontekście powiązań z Lechem Kaczyńskim.

rp.pl

Prezes telewizji publicznej Jacek Kurski, będzie się musiał tłumaczyć  w warszawskim sądzie okręgowym, do którego wpłynął pozew przeciwko TVP. Jego autorem jest telewidz Waldemar Sadowski. Z wykształcenia jest prawnikiem, studiował też filozofię na Uniwersytecie w Heidelbergu, a z zawodu jest przedsiębiorcą. Pierwsza rozprawa ma się odbyć 7 czerwca – podaje Gazeta Wyborcza.

Sadowski pilnie obserwował „Wiadomości” TVP – poczynając od momentu przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Uznał, że rozpowszechnia ona kłamstwa, manipuluje faktami i stronniczo dobiera komentatorów. I już w sierpniu zeszłego roku w warszawskim sądzie okręgowym złożył pozew o ochronę dóbr osobistych.

Telewidz powołuje się wyprost na art. 30 Konstytucji RP i dowodzi, że TVP codziennie narusza wartości jego i innych obywateli RP, manipulując faktami w interesie obozu władzy (czyli kreując fałszywą rzeczywistość). Podkreśla, że „niezależnie od tego, w czyim interesie to czyni, narusza godność człowieka”. I że taką manipulacją „steruje zachowaniem ludzi”, co powoduje, iż „człowiek traktowany jest tu przedmiotowo, jako instrument do osiągania określonych celów politycznych”.

Dalej odwołuje się do konkretnych przykładów manipulacji pisząc o 24 skargach od widzów, które wpłynęły do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na nieobiektywne materiały „Wiadomości”. Cytuje też analizę ekspertów z Uniwersytetu SWPS zamówioną przez KRRiT, z której wynika, że programy informacyjne TVP „w żadnej istotnej kwestii politycznej nie były bezstronne”. Wreszcie przytacza opinię rzecznika praw obywatelskich i zarządu konserwatywnego Klubu Jagiellońskiego.

W tej sytuacji Waldemar Sadowski domaga się, by TVP opublikowała na swój koszt oświadczenie w prasie codziennej i tygodnikach, a także przed dziesięcioma kolejnymi wydaniami telewizyjnymi i radiowymi programów informacyjnych mediów publicznych i prywatnych między godz. 18 a 21 oraz na kilku portalach internetowych. Chce, by telewizja publiczna „przeprosiła Obywatelki i Obywateli RP za naruszenie ich godności, a tym samym wolności, poprzez manipulowanie informacjami w programach informacyjnych TVP w roku 2016 i 2017 w ten sposób, że przedstawiany obraz Polski i Świata był formą kreacji zgodnej z linią polityczną partii Prawo i Sprawiedliwość”. Ostatnie zdanie miałoby brzmieć: „Oświadczamy, że zachowanie Telewizji Polskiej S.A. było w w/w okresie naganne i naruszało ustawowe obowiązki telewizji publicznej”.

TVP domaga się oddalenia pozwu w całości. Telewizyjny radca prawny Bartłomiej Braun twierdzi, że „zapisane w konstytucji wartości nie mogą być traktowane jako dobra osobiste” i „nie ma mowy o naruszeniu dóbr osobistych samego Sadowskiego, bo żadna z informacji w TVP nie dotyczyła jego konkretnie, więc nie można mówić o naruszeniu jego godności, wolności”. Nie ma też mowy, by „zostały naruszone dobra wielu obywateli, bo do pozwu nie dołączono pełnomocnictw innych obywateli, których TVP naruszyła godność manipulując informacjami”. Braun dodaje, że telewizja publiczna korzysta tylko z „wolności wyrażania poglądów” oraz „prawa do samodzielnego kształtowania swojego programu”. Wreszcie twierdzi, że Sadowski „kreuje się na swego rodzaju trybuna ludowego”.

 „Nie pełnię i nie zamierzam oczywiście pełnić takiej roli’ – Sadowski odpowiada TVP w piśmie do sądu. Podkreśla, że „kłamstwa i manipulacje nie mogą podlegać ochronie prawnej”, a powoływanie się w przypadku TVP „na wolność słowa jest szczytem cynizmu”.

Zapowiada też, że jeśli sąd nie przyzna mu racji, to wyczerpie wszystkie możliwości prawne, włącznie ze skargą do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Lech Wałęsa w swoim oświadczeniu ‚Nie ma wolności bez praworządności’ wezwał Komisję Europejską, aby złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu na ustawę o Sądzie Najwyższym. – Lech Wałęsa ma rację, bo Europejski Trybunał Sprawiedliwości jest dziś dla Polski Trybunałem Konstytucyjnym – podkreślił Jarosław Kurski w swoim cotygodniowym komentarzu. Zastępca redaktora naczelnego ‚Gazety Wyborczej’ zwraca także uwagę na to, że w Komisji Europejskiej zapanowało zwątpienie, czy aby na pewno Polska chce być krajem demokratycznym. Dlatego Jarosław Kurski wzywa byłych prezydentów, organizacje pozarządowe, zjednoczoną opozycję do tego, by udowodnić KE, że Polacy zasłużyli na wolność.

Czy Mateusz Morawiecki zapowiedział budowę mostu, który funkcjonuje już od 5 lat? Źródło:

wyborcza

Kempa, Kuchciński, Ziobro – metry z Sevres załgania

Ksiądz Proboszcz unieważnia ważność zwolnień L4, Jeżeli ktoś nie chce sprzątać kościoła i plebanii niech wynajmie sprzątaczki. I nie wpychać się bez kolejki do sprzątania. 😀😊

„Tylko werdykt niezależnego sądu może dziś rozwiązać problem niezależności polskiego sądownictwa. Dlatego opowiadam się za tym, by oceny budzących największe wątpliwości zmian w polskim sądownictwie dokonał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej” – napisał w oświadczeniu Lech Wałęsa. Zaadresował je do Komisji Europejskiej, która zgodnie z Traktatem o UE może wnieść do unijnego Trybunału Sprawiedliwości sprawę złamania przez państwo członkowskie jednego z traktatowych zobowiązań.

Trybunał Sprawiedliwości UE mógłby zbadać zmiany, które zgotował PiS Sądowi Najwyższemu. 3 lipca ma wejść w życie ustawa, która obniża wiek przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku do 65 lat. Oznacza to, że ok. 40 proc. obecnego składu będzie musiało przejść na sędziowską emeryturę i zostanie przerwana kadencja pierwszego prezesa, zapisana w Konstytucji.

Żeby do tego nie doszło, Komisja Europejska musiałaby bardzo szybko złożyć taką skargę. Już raz skorzystała z takiej możliwości przy reformie sądów powszechnych autorstwa PiS. Na skutek skargi polski rząd szybko wycofał się z dyskryminacji kobiet sędziów, wysyłanych na emeryturę szybciej od mężczyzn.

– „Naruszenie niezawisłości polskich sądów grozi bardzo negatywnymi konsekwencjami dla Polski, ale też dla całej Unii Europejskiej. Unia, która jest kotwicą polskiej racji stanu, nie może funkcjonować bez wolnych sądów, w każdym z jej krajów członkowskich. (…) Tak jak w 1980 roku nie mogło być wolności bez solidarności, tak dziś nie może być wolności, bez praworządności!” – napisał Lech Wałęsa.

W internecie pojawił się też apel „Europo, broń Sądu Najwyższego!”. – „Wielu dotychczasowych sędziów SN zastąpią nominaci wyznaczeni przez Krajową Radę Sądownictwa, którą kontroluje prokurator generalny Zbigniew Ziobro. (…) Wzywamy Komisję do natychmiastowego skierowania ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wraz z wnioskiem o wstrzymanie wykonywania ustawy” – piszą autorzy petycji na stronie naszademokracja.pl.

 „Aktualnie Kancelaria Sejmu jest na etapie podsumowywania kosztów prawie półtoramiesięcznej akcji protestacyjnej. W miejscu, w którym była ona prowadzona, obecnie mają miejsce prace o charakterze porządkującym i remontowym. Decyzja, z jakich środków będą te koszty ostatecznie pokryte musi być poprzedzona dogłębną analizą finansową i prawną” – głosi komunikat opublikowany przez Centrum Informacyjne Sejmu. Zawiera on także podsumowanie trwającego przez 40 dni z punktu widzenia służb podległych Kuchcińskiemu.

Dowiadujemy się więc, że Kancelaria Sejmu proponowała protestującym noclegi w hotelu sejmowym lub w sali nr 102 w głównym gmachu, przy korytarzu wiodącym z holu głównego Sejmu do Senatu. Według CIS, „Sygnalizowanych przez protestujących niedogodności, takie jak stała obserwacja miejsca pobytu przez kamery, brak prywatności i oświetlenie korytarza również w godzinach nocnych, można było uniknąć w momencie przyjęcia propozycji Kancelarii Sejmu”. Czyli niepełnosprawni sami są sobie ”winni”…

Jak służby Kuchcińskiego oceniły wyrywanie banera i wykręcanie rąk protestującym kobietom? Nie mają sobie nic do zarzucenia – „Interwencja strażników 24 maja w ocenie Kancelarii Sejmu była zrealizowana zgodnie z prawem. W obowiązującej ustawie o Straży Marszałkowskiej znajdują się upoważnienia do używania w razie konieczności środków przymusu bezpośredniego” – czytamy w komunikacie.

CIS twierdzi, że niepełnosprawni uczestnicy protestu mieli dostęp do pomocy medycznej, fizjoterapeuty i spacerów, a kontakt strajkujących ze światem zewnętrznym „był na bieżąco relacjonowany przez akredytowanych w Sejmie dziennikarzy”. O tym, że do Sejmu nie byli wpuszczani dziennikarze bez stałych akredytacji, oczywiście, nie ma mowy. Tak jak i o zakazie spacerów dla Kuby i Adriana po ich spotkaniu przed Sejmem z Janiną Ochojską.

Na koniec pada bardzo niepokojące zdanie: – „Niewykluczone, że do rozważenia przez Kancelarię Sejmu i Straż Marszałkowską będzie także efektywność dotychczasowych zasad wstępu na teren Parlamentu”. Szef CIS Andrzej Grzegrzółka na Twitterze napisał: – „Sprawa dotyczyłaby gości polityków, nie przedstawicieli mediów”. Może to więc oznaczać jeszcze większe zamykanie przez Kuchcińskiego już i tak praktycznie niedostępnego dla obywateli budynku parlamentu.

Do takiego wniosku można dojść po odpowiedzi, której była szefowa kancelarii Szydło udzieliła na pytanie, co robiła podczas swojego wyjazdu do USA w 2016 roku. O pobyt Beaty Kempy w Stanach zapytała Joanna Schmidt, która chciała się dowiedzieć, jakie odbyła spotkania i czy nie mogła podjąć decyzji w sprawie koloru wykładzin i tapicerki, będąc w Polsce. Dostała odpowiedź, ale zastrzeżoną, czyli tylko była posłanka Nowoczesnej może zapoznać się z jej treścią.

Kempa była w Stanach od 20 do 23 listopada 2016 r. Według „Newsweeka”, wyjazd miał związek z zamówieniem przez Polskę samolotów Gulfstream, a Kempa zajmowała się głównie wybieraniem do nich koloru dywaników i tapicerki. Z danych Watchdog Polska, wynika, że pobyt byłej szefowej Kancelarii Premiera kosztował podatników 19,5 tys. zł.

Podobne pytanie zadała także posłanka PO Joanna Augustynowska. Kempa odpisała, że już udzieliła odpowiedzi posłance Schmidt. Kiedy jednak Augustynowska stwierdziła, że przecież Kempa zastrzegła tę wiadomość, była szefowa KPRM wysłała pismo, w którym użyła kuriozalnych argumentów. – „Nieuprawnione ujawnienie [informacji na temat wizyty – przyp. red.] może mieć szkodliwy wpływ na wykonywanie zadań w zakresie obrony narodowej, polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa publicznego”.

Augustynowska napisała więc do premiera Mateusza Morawieckiego. – „Zapytałam o to, czy pani Beata Kempa poleciała do Stanów Zjednoczonych, odpowiedź może brzmieć „tak” lub „nie”. Pytałam również czy wybierała tapicerkę, tu także odpowiedź „tak” lub „nie”. Jaki to ma związek z bezpieczeństwem państwa?” – stwierdziła w rozmowie z gazeta.pl. Augustynowska zaznaczyła, że Beata Kempa jako minister (w rządzie PiS jest odpowiedzialna za sprawy dotyczące pomocy humanitarnej) ma obowiązek odpowiedzi na pytania posłów. – „Rozumiem, że pani minister nie jest wygodnie, że musi się tłumaczyć młodziutkiej posłance z własnego okręgu, ale przykro mi, prawo obowiązuje wszystkich. Jeśli pani minister chce ze względów bezpieczeństwa utajnić jakiś fragment, to powinna wskazać miejsce i czas udostępnienia tych informacji” – dodała posłanka PO.

Komenda i Pięta

Naród antyplatformerski cieszy się od dwóch dni, że PiSowi “poszło w Pięty”. Serial o romansie pana posła budzi we mnie zainteresowanie równe temu, z jakim śledzę operę mydlaną Meghan&Harry. Zerowe. Co najwyżej zauważam, że w podejściu do romansu tradycyjnie jaskrawo uwidoczniła się hipokryzja “prawych”, którzy wszak chętnie używają tajemnic alkowy, by dołożyć PO.

Nieco inaczej z Tomaszem Komendą. Ten spór tylko częściowo jest tematem zastępczym. Każda sądowa pomyłka powinna być zapalnikiem dyskusji, jak systemowo ograniczyć groźbę takich błędów. Wygląda na to, że policja marnie zabezpieczyła ślady, biegli kiepsko wykonali swoją robotę, prokuratura nie wykazała dość krytycyzmu wobec ich opinii, a sąd zbyt łatwo uznał przyznanie się do winy za powód, by nie wnikać w szczegóły.

Kłopot jednak w tym, że — jak zawsze przecież, bo najważniejsza jest mojszość — nie ma nawet śladu dyskusji systemowej. Jest tylko zwalanie winy. I nie sposób zaprzeczyć, że prym wiodą “minister sprawiedliwości” Zbigniew Ziobro do spółki z wiceszeryfem Patrykiem Jakim. Od połowy marca nie ustają w podkreślaniu, że to za minstrowania złej Hanny Suchockiej powstał akt oskarżenia, za rządów PO zlekceważono sygnały o możliwej pomyłce itp. itd.

Dlatego nie oburzyłem się, gdy “Wyborcza” bodaj trzy dni temu wyciągnęła jasny dowód zaangażowania Lecha Kaczyńskiego w jak najszybszy i możliwie surowy wyrok. Dlatego wkurza mnie teraz, gdy Ziobro i Jaki usiłują zaprzeczyć temu, co stoi czarno na białym w słowach ówczesnego ministra. Dlatego też wkurzył mnie Andrzej Stankiewicz z Onetu próbą “analizy” dowodzącej, że “Wyborcza” błądzi i oczernia.

Stankiewicz zastanawia mnie od dłuższego czasu. Jedyny dziennikarz “Onetu” zapraszany dość regularnie do “Wiadomości” TVPiS lubi lawirować tak, by nie zaprzeczyć swoim poglądom, ale oszczędzić obrażeń PiSowi. Nigdy nie prostuje najbardziej jaskrawych absurdów padających z ust prowadzącego czy współgościa. W sprawie Komendy ani razu nie zająknął się publicznie o oskarżeniach Ziobry wobec Suchockiej czy okresu 2011-2015. I nagle uznał za konieczną kontrę na tezy “Wyborczej”:

Szkopuł w tym, że to nie jest dowód na to, że Kaczyński parł do skazania konkretnie Komendy. Z wypowiedzi dla “Wyborczej” wynika, że chciał ukarania dewianta, którego winę potwierdziły badania biegłych (“ślady zębów tego zbira, ślady DNA”). Nie ma dowodów na to, że jako prokurator generalny Kaczyński wskazywał palcem swym podwładnym konkretnego człowieka. Wywiad pokazuje raczej, że chodziło mu o zakończenie bulwersującej sprawy poprzez ukaranie podejrzanego, którego obciążały dowody.

Oto zaś fragment wywiadu, którego Kaczyński udzielił “Wyborczej” latem 2001:

Przykład z Wrocławia. Brutalnie zgwałcono, a później zamordowano piętnastoletnią dziewczynkę, właściwie jeszcze dziecko. Znaleziono jej ciało z rozerwanymi narządami rodnymi. I prokurator powiada pełnomocnikowi rodziny, że co najwyżej może jednemu ze sprawców postawić zarzut gwałtu. Są ślady zębów tego zbira, ślady DNA, wszelkie możliwe znaki – i nie można postawić zarzutu.

Sorry, panie Stankiewicz, sprawa jest ewidentna. Minister piekli się, że postawiono “tylko” zarzut gwałtu. Ewidentnie do owego jednego z zatrzymanych, czyli Komendy, odnosi słowa o śladach i gorycz, że “nie można postawić zarzutu” (morderstwa – bo o to przecież w całym akapicie chodzi).

To minister Kaczyński publicznie krytykował też prokuraturę za opieszałość w tej sprawie i zmienił szefa całej prokuratury wrocławskiej, a także wymusił zmianę prokuratora prowadzącego. Nowy zaostrzył zarzut dodając “szczególne okrucieństwo”. To w tej atmosferze sąd uznał, że doszło do morderstwa.

Powtórzę: sprawę uważam za pomyłkę, a nie zbrodnię sądową. Nic raczej nie wskazuje, by którykolwiek z czynników w sprawę zaangażowanych miał świadomość, że na ławie oskarżonych siedzi niewłaściwy człowiek. Zupełnie wykluczyć pomyłek sądowych po prostu się nie da. Czasem winni sa konkretni ludzie, częściej system premiujący “wyniki”, a nie maksynalną rzetelność.

Gdy ktoś koniecznie chce szukać winnych, to są nimi wszyscy zajmujący się sprawą w policji, prokuraturze i sądzie, a także wszyscy nadzorujący policję i wymiar sprawiedliwości od 1996 po 2017. Z zastrzeżeniem, iż od 2011 do 2015 prokuratura była od rządu niezależna. Wśród wszakże osób publicznych, publicznie naciskających na jak najszybsze skazanie i chwalących się “ręcznym sterowaniem” — na czele niestety jest Lech Kaczyński. Którego za skazanie Komendy nie winię, ale za psucie prokuratury i sądownictwa — owszem.

b.leski.pl

Kaczyński i jego PiS wyprowadzają nas z Zachodu

Dokonania polityków PiS ośmieszają Polskę.

Najgorsze, że jesteśmy wypychani z Zachodu i wędrujemy w objęcia rosyjskich satrapów.

Wszczepienie protezy kolana, któremu poddał się Jarosław Kaczyński to jedna z najczęściej przeprowadzanych operacji ortopedycznych w Polsce. Kolejki do takiego zabiegu należą do najdłuższych. Jak podaje „Rzeczpospolita”, z danych ministerstwa zdrowia wynika, że w kwietniu tego roku osoby zakwalifikowane jako przypadki pilne czekały średnio 334 dni, czyli ponad 11 miesięcy.

Nie wiadomo, ile na wszczepienie protezy kolana czekał Jarosław Kaczyński. Można jednak domniemywać, że najprawdopodobniej przeszedł zabieg – cytując jego samego – „bez żadnego trybu”.

„Rzeczpospolita” ustaliła, że kolejki mogą być jednak o wiele dłuższe niż rok. Niektórzy pacjenci czekają nawet 10 lat, bo chcą być operowani przez cieszącego się autorytetem lekarza. Ale to też pewnie prezesa PiS nie dotyczy, skoro jemu kule do domu woził osobiście szef Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów, w którym teraz przebywa Kaczyński.

Zostaje jeszcze jedna możliwość, żeby nie czekać w kolejce. Operacja w prywatnym szpitalu kosztuje ok. 18 tys. zł.

Karolina Hamer, wielokrotna medalistka Igrzysk Paraolimpijskich, która wspierała protestujących w Sejmie jest oburzona, że rząd PiS zamiast spełnić postulat o przyznaniu 500 zł w gotówce osobom niepełnosprawnym, wymyślił dodatek w formie rzeczowej.

Paraolimpijka mówi w rozmowie z „GW”, że to oznacza odebranie podmiotowości i decyzyjności osobom z niepełnosprawnościami. – „To ja mam świadomość swojego schorzenia. To ja wiem, czego potrzebuję i nie godzę się na coś takiego, dlatego proponuję Jarosławowi Kaczyńskiemu wynagrodzenie w formie karmy dla kota, a Elżbiecie Rafalskiej w formie okularów” – powiedziała Hamer.

Dla paraolimpijki protestujące w Sejmie przez 40 dni osoby są bohaterami. – „Myślę, że jesteśmy w historycznym momencie i to nie jest finał, to dopiero się zaczyna. Przede wszystkim uświadomiliśmy sobie, że solidarność społeczna jest wielką siłą, a jednocześnie wszyscy jesteśmy częścią społeczeństwa obywatelskiego. Teraz jest ten moment, by to cały czas udowadniać” – stwierdziła w rozmowie z „GW”.

Ostro skrytykowała rządy PiS. – „Ten protest pokazał prawdziwą twarz rządu. Kurtyna opadła. Nie akceptuję pogardy, awanturnictwa i manipulacji. Kwestie kobiet i wolność wyborów są dla mnie również bardzo istotne. Tak samo, jak podmiotowość i samostanowienie osób z niepełnosprawnościami”. Zakończyła jednak optymistycznie: – „Wierzę głęboko, że Polacy powiedzą: dosyć tego, my chcemy otwartej, nowoczesnej i tolerancyjnej Polski!”

Waldemar Mystkowski pisze o „zasługach” Ziobry.

Inteligentniejszym Polakom nie radzę znaleźć się w roli jego interlokutora

Wydawałoby się, że upupienie Zbigniewa Ziobry to żaden problem. Wszak widzimy, jaki on jest. Osoba bez specjalnych walorów intelektualnych i profesjonalnych. Do Ziobry ma zastosowanie jedno z najstarszych polskich powiedzeń, ujęte w pierwszej narodowej encyklopedii „Nowe Ateny” Benedykta Chmielowskiego: – „Koń jaki jest, każdy widzi”.

A w tym przysłowiu chodzi m.in. o osobowość. Jaki jest Ziobro? Na każde oko widać – chabeta. Ale nie śmiejmy się z tego Łyska z pokładu Idy albo z innej polskiej metafory – naszej szkapy. Twórczo Ziobro nic nie może, jego umysł nie może niczego wykreować, lecz z tego kompleksu ten „Nikt” (świetnie wyłuszczony przez pierwszego epika, Homera), może się odwinąć, że go długo popamiętamy.

Na pewno pamięta Ziobrę rodzina Barbary Blidy. Niektórzy zamiast samobójstwa (a może zabójstwa), jak posłanka z Siemianowic Blida, wybierają gehennę. Tak wybrał w 2000 roku młody człowiek Tomasz Komenda. Nie popełnił samobójstwa, został skazany i przez 18 lat za kratami doznał piekła – dosłownie, a nie w żadnej przenośni.

Dlaczego tak się dzieje? Czy ktoś słyszał jak mówi Ziobro, jak debatuje, jakich używa argumentów w debacie? Inteligentniejszym Polakom nie radzę znaleźć się w roli jego interlokutora. Ale to wina wszystkich Polaków, iż komuś tak marnemu pozwalamy być obecnym we wspólnej przestrzeni.

Ziobro z wypuszczenia na wolność niewinnego Tomasza Komendy po 18 latach chce podmalować swój wizerunek, walczącego z III RP. Można to nazwać ohydną manipulacją, lecz czy takie szemrane postaci jeszcze czymś nas zdziwią?

Komenda, który ma za sobą 18 lat piekła, człowieka „Nikt” Ziobrę tak podsumował: – „Nie rozumiem, jak Zbigniew Ziobro może pokazywać jako bohatera człowieka, który od 2010 roku miał wiedzieć, że siedzę niewinnie, ale nic nie zrobił. Jeśli był przekonany o mojej niewinności, to dlaczego musiałem spędzić w więzieniu kolejne 8 lat”.

Ziobrze dużo wcześniej należał się Trybunał Stanu – co zostało zaniedbane przez poprzednich rządzących. Sprawiedliwym byłoby, gdyby ten „koń jaki jest, każdy widzi” za zasługi pochodził w kieracie na spacerniaku przez 18 lat, jak niewinny Komenda – i oby ten spacerniak był mniejszy niż wielkość jego gabinetu w ministerstwie, do którego w ogóle się nie nadaje. I takie jest upupienie tej śliskiej postaci. Piszę „upupienie”, aby nie używać ostrzejszej formy rzeczownika od czteroliterowej części ciała.

Generał Mirosław Różański zareagował na słowa ministra Mariusza Błaszczaka.

Mimo ostatniek deklaracji o nadwyżce budżetowej, jesteśmy świadkami rekordowego w historii wzrostu zadłużenia Polski. W ciągu dwóch lat Prawo i Sprawiedliwość zwiększyło zadłużenie skarbu państwa o setki miliardów złotych, a nie jak deklarował rząd “zaledwie” 71,6 mld zł.Zadaje to kłam całej politycznej narracji o dyscyplinie finansowej i słynnej “nadwyżce”. Jak to zatem możliwe, że nie byliśmy świadomi procederu zadłużania nas na tak wielką skalę?

Odpowiedz na to pytanie leży w kreatywnej księgowości polskiego rządu, która jednak musiała zostać rozłożona na czynniki pierwsze przez GUS, z powodu nacisków Unii Europejskiej. Analitycy musieli bowiem przyjrzeć się rozmiarowi długu publicznego, jednak nie tylko oficjalnym statystykom, ale także ukrywanym zobowiązaniom skarbu państwa, co ostatecznie doprowadziło do odkrycia dość szokujących rezultatów. Okazuje się bowiem, że o ile oficjalny dług publiczny wynosi już blisko 1 bln zł (co odpowiada 52% PKB), to dług ukryty wynosi aż 4,96 biliona złotych, czyli 276 proc. polskiego PKB. Oznacza to, że oficjalne dane pokazują tylko 20% realnego zadłużenia kraju, które już dziś ma wartość dla długoterminowej wypłacalności krytyczną. Co jest strategiczne, dane GUS dotyczą 2015 roku, czyli okresu sprzed wprowadzenia reformy emerytalnej PiS. Ta natomiast oznacza dla zadłużenia państwa prawdziwą katastrofę. Rząd tymczasem manipuluje opinią publiczną bagatelizując sprawę poprzez dane, że w 2018 roku koszt zmian to tylko 10 mld zł. Jednak wzrost zobowiązań na kontach ZUS jest wyliczony na lata do przodu i tutaj statystyka jest ponura. Już w 2015 roku dług emerytalny ZUS wynosił aż 4057 mld zł, czyli 225,5% PKB. Tymczasem koszt reformy Prawa i Sprawiedliwości zwiększył omawiane zobowiązania o kwotę większą niż wynosi cały oficjalny dług publiczny Polski, czyli o aż gigantyczne 1,4 bln zł. Biuro Analiz Sejmowych wyliczyło, że o tyle właśnie więcej z kont ZUS zostanie wypłacone emerytom do roku 2060 tylko w wyniku zmian w jednej ustawie.

Obniżka wieku emerytalnego jest aktem prawnym, który momentalnie doprowadził zatem do rekordowego w historii wzrostu długu publicznego. Polskie władze zawsze miały problem z dyscypliną finansów publicznych, jednak jeśli uzmysłowiłem sobie, że już w 2015 roku mówiliśmy o 325% PKB całkowitego długu publicznego, to w tym przypadku mówimy o decyzji, która doprowadzi nieuchronnie do niewypłacalności państwa polskiego.

forsal.pl

Lech Kaczyński twierdził, że Komenda to zbir

JUSTYNA KOĆ: Czy wierzy pan jeszcze w polską praworządność?

PROF. MIROSŁAW WYRZYKOWSKI: To w żadnym wypadku nie jest kwestia wiary, tylko kwestia faktów i reguł. Jeśli chodzi o reguły, czyli zasady związane z kwestią rządów prawa, to one są wystarczająco znane, abym musiał je przywoływać. Paradoksalnie to, co się dzieje w Polsce od ponad dwóch lat, skutkuje ożywieniem świadomości konstytucyjnej, prawnej, ale tylko u części społeczeństwa. Problem rządów prawa, czyli zasad, które mają rządzić Polską, jest udziałem tylko pewnej niedużej części społeczeństwa. Dla większości, mam wrażenie, jest to bez znaczenia.

Chodzi tu o zasady – demokratyczne państwo prawne jako pewną koncepcję ustrojową, która zakłada, że państwo jest demokratyczne, czyli należy do narodu, i że władza jest zawsze w państwie konstytucyjnym ograniczona. To jest istotą demokratycznego państwa prawnego.

Ograniczona i rozliczana?

Ograniczona w ten sposób, że konstytucja i akty prawne z nią zgodne tworzą nieprzekraczalne ramy zachowania podmiotów, które pełnią funkcje publiczne i realizują zadania. Innymi słowy, czyjekolwiek rządy w państwie prawnym są ograniczone. Po drugie, muszą to być rządy miarkowane, innymi słowy – wszelkie działania muszą zawierać dwa elementy: dobro państwa jako dobro wspólne oraz prawa i wolności jednostki.

Rzeczpospolita jest państwem opartym na wolnościach i prawach jednostki. To jest źródło wszelkiej, jakiejkolwiek legitymacji działania władzy publicznej. Wynika to z samej koncepcji ustrojowej i bezpośrednio z preambuły konstytucji. Demokratyczne państwo prawne jest państwem, gdzie prawo jest prawe. Oznacza to, że charakteryzuje się pewnymi cechami, które powodują, że możemy regulacje przyjęte przez Sejm uznać za prawne. Tu chodzi o zgodność z konstytucją w sensie formalnym i materialnym.

Prawo musi być stanowione w odpowiedni sposób. Obecnie mamy do czynienia z dramatycznym upadkiem polskiego parlamentaryzmu.

Wracając do pani pytania, wiara w istnienie w dalszym ciągu takiego modelu państwa prawnego rządów prawa, jakie są określone w konstytucji, jest coraz słabsza.

Słabsza, czy raczej możemy mówić, że nie istnieje? Konstytucja jest łamana wprost przez rządzących, np. przez prezydenta, który odebrał przysięgę od tzw. sędziów dublerów Trybunału Konstytucyjnego, prawo jest tworzone niezgodne z konstytucją. Zatem tej praworządności już nie ma względem tego, co pan powiedział.

Popatrzmy na poszczególne elementy, aby te kategorie skonfrontować ze zdarzeniami. Jeżeli chodzi o prawo i jego stanowienie, to w ostatnim czasie charakterystyczne jest to, że jest zaprzeczenie zasady przyzwoitej legislacji. Można wręcz powiedzieć, że jest to antyzasada legislacji przyzwoitej. Przykładem jest np. wyręczanie się w procesie legislacyjnym przez rząd Sejmem w zakresie inicjatyw ustawodawczych. Mieliśmy z tym do czynienia np. w przypadku ustawy o Sądzie Najwyższym. SN jest organem konstytucyjnym, co oznacza, że jakiekolwiek działania legislacyjne muszą być podejmowane z nadzwyczajną starannością. Tu okazało się, że inicjatorem nie jest rząd czy – tak jak poprzednio – prezydent, ale grupa posłów.

Jestem pełen najwyższego uznania dla kompetencji posłów, ponieważ na ponad 40 posłów, którzy się podpisali pod ustawą, było 4 prawników, reszta to inżynierowie, politolodzy, pielęgniarki, historycy sztuki itd. To jest niezwykła odwaga merytoryczna posłów, którzy wnieśli inicjatywę ustawodawczą.

Nigdy jako prawnik nie odważyłbym się napisać ustawy dla inżynierów z zakresu bezpieczeństwa technicznego, nie odważyłbym się firmować ustawy bez jej napisania, która dotyczy ochrony środowiska w części np. czystego powietrza, bo to wiedza specjalistyczna. Taką samą wiedzą specjalistyczną jest ta związana z wymiarem sprawiedliwości.

To był akt prawny przygotowany poza Sejmem, można wnosić, że w rządzie, ponieważ w pracach legislacyjnych nie występował żaden poseł sprawozdawca, spośród tych, którzy projekt podpisali. Posłem sprawozdawcą był wiceminister sprawiedliwości. Po drugie, tempo przyjęcia ustaw było tempem ekspresowym, a przecież trudno sobie wyobrazić porządnego legislatora, który obraduje nad projektem ustawy w ciągu kilkunastu godzin.

Dalej mamy sytuację, kiedy

w procesie legislacyjnym zostały złamane wszelkie reguły dyskursu parlamentarnego. Jeżeli poseł Rzeczpospolitej w dyskusji – czy to o ustawie o Trybunale Konstytucyjnym, czy Sądzie Najwyższym, czy Krajowej Radzie Sądownictwa – ma minutę na wypowiedź, po 60 sekundach jest mu wyłączany mikrofon; jeżeli poseł, który o 40 sekund przedłużył swoje wystąpienie, został ukarany grzywną przez marszałka Sejmu kwotą 3 tys. zł – to oznacza, że nie mamy w Rzeczpospolitej Polskiej już mechanizmu właściwego parlamentaryzmowi.

Później mamy skutki takiego pośpiechu legislacyjnego w postaci nadzwyczajnej niestaranności w tworzeniu prawa.

Czy przykładem na tę niedokładność może być ustawa o nowej KRS, gdzie posłowie rządzącej większości tak bardzo skupili się na zmianie sposobu wyboru 15 członków, że zostawili zapis, że to Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego zwołuje pierwsze posiedzenie, gdy nie ma przewodniczącego?

Myślę, że to nie jest przykład na pośpiech. Przecież w poprzedniej regulacji zawetowanej przez prezydenta były dwie izby w ramach KRS i było wiele elementów, które zostały zmienione. Struktura KRS w ustawie przyjętej z inicjatywy ustawodawczej prezydenta jest inna niż uchwalona z inicjatywy poselskiej. Jeżeli chodzi o KRS i o ustawę o SN, to mamy do czynienia z jeszcze jednym ważnym elementem, a mianowicie wykładnią konstytucji, czyli sposobem jej interpretowania.

Zawsze stałem na stanowisku, że każdy obywatel może być interpretatorem konstytucji, ale żeby poprawnie to robić, trzeba przestrzegać przesłanek i reguł wykładni.

Po pierwsze, trzeba konstytucję znać. Rozumiem, że to warunek trudny i dla wielu niemożliwy, ale jeżeli ktoś pretenduje do wykonywania tego zadania, to niech ze zrozumieniem konstytucję przeczyta. Po drugie, niech przyjmie do wiadomości, że konstytucja jest zbiorem norm o charakterze systemowym. Innymi słowy, mamy do czynienia z całością norm konstytucyjnych, a nie z jednym przepisem czy fragmentem przepisu. Dalej, trzeba znać reguły wykładni konstytucji i trzeba chcieć i umieć je stosować. Ci, którzy uzasadniali wybór sędziów przez Sejm, argumentowali, że z konstytucji nie wynika bezpośrednio i jednoznacznie, że sędziowie-członkowie KRS mają być wybrani przez sędziów.

Jeżeli jednak przeczyta się ze zrozumieniem stosowny artykuł konstytucji, to jest jasne dla studenta seminarium prawa konstytucyjnego, że Sejm ma kompetencje wyłącznie do wyboru czterech posłów-członków KRS. I żadnej innej kompetencji. Kompetencji się nie domniemywa, kompetencja wynika z treści obowiązujących przepisów.

W tej samej ustawie złamano też konstytucję w oczywisty sposób, który chyba rozumieją wszyscy – skrócono kadencję sędziów członków KRS.

I co więcej, w ustawie o SN mamy do czynienia z sytuacją faktycznego, naruszającego Konstytucję RP skrócenia kadencji Pierwszego Prezesa SN, wyłącznie pod pretekstem, że mamy do czynienia z taką reorganizacją SN oraz zmianą regulacji w postaci zmiany wielu przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku, która rzekomo ma pozwalać na wspomniane działania. Uczciwy legislator nigdy nie pozwoliłby sobie na taką regulację, stworzyłby przepisy przejściowe, które pozwoliłyby na kontynuację i zgodne z Konstytucją RP zakończenie mandatu prof. Małgorzaty Gersdorf.

Zatem czy możemy mówić jeszcze o demokratycznym państwie prawa?

Co to znaczy demokracja? W najprostszym rozumieniu są to rządy ludu.

Tak też często mówi rządząca większość: vox populi, vox Dei.

Głos ludu nie jest głosem Boga.

Jeżeli ktoś powołuje się na głos Boga, to oznacza, że potwierdza, jak dramatycznie słabym argumentem jest powoływanie się na wolę ludu. To, co się dzieje obecnie, to nie jest powoływanie się na wolę większości obywateli, lecz na „wolę suwerena”. Tyle że ten sam „suweren” w demokratycznych wyborach wybrał posłów tak większości, jak i mniejszości parlamentarnej, posłów rządzących i posłów opozycji.

Wszyscy posłowie i senatorowie mają jednakowy mandat do realizowania władzy ustawodawczej w Sejmie i Senacie. Żaden poseł nie otrzymał większego mandatu aniżeli jego koleżanki i koledzy. To, co jest nadużyciem, to powoływanie się na to, że suweren zdecydował, a tym samym usprawiedliwianie wszystkiego, co się dzieje. Przecież „suweren” decydując o rezultatach wyborów nie mógł mieć wyobrażenia na przykład o wyłączaniu z mechanizmu ustrojowego Trybunału Konstytucyjnego jako strażnika konstytucji czy wyłączaniu parlamentu i przyzwoitej legislacji jako elementu składowego dobra wspólnego, czyli Rzeczpospolitej. Co więcej,

żaden suweren w żadnym kraju nie daje mandatu do naruszania konstytucji.

Po drugie, demokracja oznacza mechanizm, który realizuje wolę większości, ale z respektowaniem praw mniejszości. W tym praw mniejszości politycznej, czyli parlamentarnej opozycji. Sytuacja, w której opozycja parlamentarna nie ma żadnej możliwości realizowania swojego, tak samo ważnego mandatu politycznego, oznacza, że to zupełnie inne rozumienie demokracji niż mieliśmy do czynienia wcześniej, do jesieni 2015 roku. Zatem zmienia się rozumienie demokracji.

Demokracja jako rządy większościowe to niezwykle uproszczone rozumienie porządku demokratycznego na użytek uzasadnienia nadużyć mechanizmu ustrojowego w państwie konstytucyjnym.

Trójpodział władzy?

Władza bez kontroli jest władzą autorytarną, która sprzeniewierzy się istocie swojego mandatu. To jest elementarz. Mówienie o tym jest żenujące dla każdego świadomego obywatela. Jak się  jednak okazuje, powinniśmy o tym mówić cały czas.

Wróćmy do konstytucji. Dlaczego jest tak ważna dla istnienia państwa prawa?

Konstytucja to system, pewna całość. Prawna regulacja mechanizmów funkcjonowania całego państwa. Konstytucja to mechanizm wzajemnie powiązanych trybów, których funkcjonowanie jak dobrze naoliwionej maszyny powoduje, że realizowane są cele, funkcje i zadania państwa. Konstytucja jak dobrze naoliwiony mechanizm powoduje, że państwo spełnia swoje funkcje, działa bezszmerowo, realizuje stopniowo swoje zadania, uwzględnia potrzeby ludzi itd. Jest to państwo niewidoczne i niesłyszalne. Warunkiem prawidłowego funkcjonowania państwa prawnego jest to, że te wszystkie tryby są sprawne.

Wiemy, że jeżeli w maszynie jeden tryb zostanie wyjęty, zepsuty, to cały mechanizm już nie jest tym mechanizmem. To już jest inny porządek konstytucyjny.

Dlatego jest tak ważne, żeby uświadomić sobie, jak niszczące jest, dla dobra wspólnego, jakim jest Rzeczpospolita Polska, wyłamywanie ząbków w poszczególnych trybach i wyjmowanie małego czy większego trybiku z całego mechanizmu.

Panie profesorze, czy uda się ten mechanizm naprawić po zmianie rządów? Co nas czeka po rządach PiS?

Zanim na to odpowiem, chciałbym zachęcić czytelników do przeczytania wstępu do książki wybitnego amerykańskiego filozofa prawa Lona Luvoisa Fullera „Moralność prawa”. Ten dodatek jest zatytułowany „Problem donosicieli”.

Rzecz dotyczy sytuacji, kiedy dzień po zakończeniu funkcjonowania reżimu Purpurowych Koszul minister sprawiedliwości zaprosił swoich zastępców do odpowiedzi na pytanie: co należy zrobić z donosicielami w sytuacji, kiedy donosicielstwo było zalegalizowane?

Zachęcam do lektury, bo to jest dobra lekcja, co można zrobić ze zjawiskami, które są niezwykle trudne do rozwiązania. W zależności od punktu wyjścia, od aksjologii, jaką się przyjmuje, jakie wartości chce się zrealizować, a jakich szkód chce się uniknąć – będą proponowane różne scenariusze.

Na tę chwilę to jest moja odpowiedź, ponieważ nie umiem w maju 2018 roku inaczej odpowiedzieć. My nie wiemy, jaki będzie bilans działań władzy publicznej, jaki będzie stan prawa, stan świadomości prawnej oraz kultury prawnej i konstytucyjnej.

Po pierwsze, trzeba będzie dokonać diagnozy stanu rzeczy i zastanowić się, jak w oparciu o prawidłową diagnozę można zaproponować adekwatne do sytuacji środki naprawcze, czyli odpowiednie lekarstwo i długotrwałą terapię.

Dziś obowiązkiem każdego powinna być refleksja nad tym, jakie i w jakim stopniu wartości konstytucyjne jeszcze pozostały. Jedno jest pewne, że nie wrócimy do stanu z roku 2005, 2010 czy 2015. Będziemy w innym państwie opartym na innym porządku prawnym.

Smutna refleksja.

To zależy od perspektywy. Natomiast nie pokusiłbym się dziś o nazywanie, czy to będzie V republika, czy VI. Ważne, że najbardziej naturalny, bo związany z istotą człowieka będzie powrót do rudymentów organizacji państwa, demokracji, rządów prawa i praw człowieka. To nastąpi, natomiast jakimi metodami – czy rewolucyjnymi, czy ewolucyjnymi, czy będą zastosowane dla przywrócenia zasad, o których mówimy, reguły, które były stosowane przy niszczeniu tych zasad, czy też mozolnie z trudem będziemy powracali, krok po kroku, z pewną świadomością, że nie będzie zrealizowane w pełni to, co chcemy, że będziemy musieli pogodzić się z nieodwracalnymi szkodami w zakresie kultury prawnej – to jest kwestia do rozmowy.

Ta dyskusja już się zaczyna. Myślę, że będzie narastała,

będzie coraz poważniejsza refleksja nad ceną zastosowanych metod przywracania wartości, które zostały zniszczone. Myślę, że może dojść na nowo do tworzenia „okrągłego stołu”. Trzeba będzie zaprosić do rozmowy prawników, głównie filozofów prawa, ludzi, którzy patrzą na problemy nie z perspektywy jednej gałęzi prawa, ale całego systemu, porządku prawnego i jego wartości.

Po drugie, zaprosić do stołu trzeba będzie historyków, bo potrzebna będzie ich wiedza. My nie będziemy pierwsi, którzy będą przez to przechodzić. Trzeba zaprosić będzie psychologów społecznych, ponieważ to będzie też kwestia identyfikacji emocjonalnej, psychologicznej, różnych grup ludzi z różnymi porządkami wartości w państwie. Tak jak dzisiaj mamy do czynienia z wykluczaniem, to rzecz jest w tym, żeby w nowej sytuacji w maksymalnym stopniu włączać, a nie wykluczać.

Czyli także PiS?

Oczywiście, bo muszą tam być wszyscy, którzy tworzą wspólnotę, nawet jeśli dziś jest ona tak bardzo dzielona na zasadzie wykluczeń, gorszego sortu itd. Powinni też usiąść przy stole socjologowie.

To będzie najważniejsze zadanie i myślę, że z tej perspektywy jest tak ważne, aby ludzie zajmujący się badaniami i refleksją teoretyczną byli przygotowani na podjęcie tego najtrudniejszego zadania na początku.

Potem będzie etap budowania, który wcale nie będzie łatwiejszy, bo najtrudniejsze będzie budowanie świadomości społecznej tych, dla których dzisiaj łamanie konstytucji jest tyleż ważne co strój Meghan Markle na królewskim ślubie.

Czy to będzie większe wyzwanie niż przy tym Okrągłym Stole w 1989 roku?

Trudno powiedzieć. Nigdy nie wchodzimy do tej samej rzeki, a to będzie nowa sytuacja. Nie próbowałbym tego klasyfikować w sposób: łatwiejsze, trudniejsze. Również dlatego, że w 89 roku poparcie dla władzy politycznej było faktycznie niewielkie. Dziś mamy sytuację, kiedy władza ma względnie duże poparcie i to oznacza, że więcej ludzi identyfikuje się z tą władzą niż z władzą w 1989 roku. Z władzą, czyli jej wartościami, programem politycznym, beneficjami, które otrzymuje itd.

Ważne jest jeszcze jedno, wtedy odchodziliśmy od autorytaryzmu do demokracji. Dziś odchodzimy od demokracji i rządów prawa.

A powinniśmy tych, którzy łamią konstytucję, postawić przed Trybunałem Stanu?

To jest pytanie o odpowiedzialność funkcjonariuszy władzy publicznej. Trybunał Stanu to jest organ konstytucyjny, którego podstawową funkcją jest prewencja. Doświadczenie pokazuje, że jest to upolityczniony organ, który faktycznie nie funkcjonuje. W związku z tym jest pytanie, czy powinien dalej działać, czy może warto się zastanowić nad innym modelem pociągania do odpowiedzialności tych, którzy konstytucję naruszają.

Czy jako osoba, która cale życie była związana z konstytucją, prawem, nie jest panu przykro, gdy pan widzi to wszystko, co się dzieje?

Na to odpowiem bardzo osobiście. Od prawników oczekujemy, że będą prowadzili sprawy sine ira et studio, czyli w najwyższym spokoju i bez emocji, w zamknięciu, aby stworzyć sobie warunki do spokojnej analizy problemów. Ja mam do spraw, które się dzieją w Polsce, stosunek bardzo osobisty, dlatego że 27 grudnia 1989 roku, będąc osobą zaproszoną przez komisję prac ustawodawczych, pracowaliśmy nad zmianą konstytucji. Zaproponowałem wówczas brzmienie artykułu 1 (dzisiaj artykuł 2) konstytucji: Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym. Czuję się, z zachowaniem wszelkiej miary, ojcem tej propozycji. Propozycji wówczas dla nas nowej, ale przecież znanej w porządkach demokratycznych, będącej wyrazem dramatycznych doświadczeń wielu pokoleń, które walczyły o porządne państwo oparte na rządach prawa.

Koncepcja demokratycznego państwa prawnego była istotnym elementem tworzenia nowego ustroju w latach 1990-97. Ogromna większość orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego odnosiła się do klauzuli demokratycznego państwa prawnego.

Dziś widzę, jak mojemu dziecku powoli odcinany jest tlen i jak bardzo różna jest koncepcja państwa opartego na zasadach rządów prawa od tego, co obserwujemy w rzeczywistości.

Waldemar Mystkowski pisze o zawieszonym proteście niepełnosprawnych.

40 dni trwał protest niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. 40 to liczba symboliczna w kulturze chrześcijańskiej, tyle dni na pustyni przebywał Joszua z Nazaretu i był oblegany przez złe duchy. Tymi diabełkami okazali się u nas marszałek Sejmu Marek Kuchciński, Mateusz Morawiecki i tudzież takie strzygi i rokity jak Krystyna Pawłowicz, jej koleżanki i koledzy strzykający brudnymi słowami.

Gdyby poruszyć jeszcze jedną symbolikę, wręcz mistykę narodową, to należy mówić o mrokach romantycznych Mickiewicza – „40 i 4” z III części „Dziadów”. Jak mało chrześcijańska okazała się władza PiS i mało polska, mało empatyczna, nieromantyczna, nieoświecona.

W proteście niepełnosprawnych nie chodziło o kompleksy polskie, ani chrześcijańskie, ale o jeden postulat – godnego życia, który nie został spełniony (dodatek na życie w kwocie 500 zł).

Więc co przyniósł ten protest? Każdy z osobna powinien odpowiedzieć na to pytanie. Przede wszystkim większość Polaków dowiedziała się o problemach niepełnosprawności. Niepełnosprawny stał się bliższy rodakom, patrzą na niego dużo bardziej przychylnym spojrzeniem i z empatią. Byłem świadkiem kilku zdarzeń, gdy ludzi na wózkach traktowano z większą atencją, uprzejmością i uśmiechem bliskości, niż to miało miejsce przed protestem.

Niepełnosprawni przegrali jednak z zimnym głazem władzy, która nie jest w stanie podjąć dialogu, a tylko monologować, jaki to sobie sama stawia plus, a jak się z tym nie zgadzasz, to nie pozwolą ci wyjść na spacer, utrudnią dostęp do prysznica, zamkną okna i wyślą strażników, aby wykręcali ręce.

Utrudniano życie protestującym i ich szykanowano. Nie zmieni się ich sytuacja tym bardziej po proteście, kłopot został zażegnany, ta władza ma gdzieś słabszych, są dla niej problemem nie do rozwiązania, bo są grupą społeczną nieznaczącą pod względem wyborczym.

Władza PiS zastosowała swoją strategię. Niepełnosprawni są jeszcze jednym segmentem gorszego sortu Polaków. Czy była szansa na zwycięstwo niepełnosprawnych? Na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć. W jakich warunkach zewnętrznych protestu była szansa, aby ta władza pochyliła się nad postulatem niepełnosprawnych?

Gdyby przez 40 dni spadło znacząco poparcie dla PiS, gdyby przed Sejmem i w całej Polsce dochodziło do masowych protestów, to nie mielibyśmy tej sytuacji, iż po 40 dniach zawieszono protest?

PiS się nie zmienia i nie zmieni. Nie miejmy w stosunku do nich żadnych oczekiwań. PiS wygrał z protestującymi. Czy w związku z tym wkrótce wygra wybory?

I jeszcze jedno – PiS nie wygrywa dzięki sobie. Wszystko niszczy, demoluje – Konstytucję, praworządność, niepełnosprawnych. Nie możemy na to pozwolić i dać się zepchnąć na kolejne lata do gorszego sortu.

Zadna wladza nie pokona takich ludzi jak ten ojciec. Wywiad ktory mna wstrzasnal –>

Mało kto o nim wie. Protestuje w Sejmie od początku, ale w drugim szeregu. W milczeniu. Ojciec dwóch niepełnosprawnych dziewczynek oddał pole matkom. Wspiera je bezustannie. Wraz z żoną wychowuje osiemnastoletnią Wiktorię i siedemnastoletnią Magdę. Razem walczą o przyszłość dla swoich i innych chorych dzieci. – Czasami popłaczemy razem, czasami osobno – opowiada Justynie Dobrosz-Oracz. Niektórzy politycy PiS powinni obejrzeć tę przejmująca rozmowę.

Post Navigation