Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Tomasz Sakiewicz”

Polexit

Kmicic z chesterfieldem

Kogo ewentualnie miałby na myśli wielki Honore de Balzac, gdy pisał o zerach poprzedzających nazwisko.

„Niektóre istoty są jak zera. Trzeba im cyfry, która by ich poprzedzała, a wówczas nicość ich nabiera dziesięciokrotnej wartości.”.

Najlepszy plan posegregowania śmieci.

Tomasz Sakiewicz i media, którymi kieruje, rozpoczęły kolejną ohydną kampanię. Tym razem jej celem ma być szkalowanie marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.

Ta obrzydliwa akcja ma polegać na wysyłaniu marszałkowi kopert. Nagonka na prof. Grodzkiego od kilku tygodni trwa też w kontrolowanych przez PiS państwowych mediach.  – „We wtorek na konferencji prasowej obnażę kłamstwa i pokażę, że to nie jest atak na doktora Grodzkiego, który przez 36 lat lekarskiej praktyki nie miał najmniejszej sprawy o naruszenie etyki czy korupcję. To atak na polski Senat i funkcję marszałka” – zapowiedział w „Gazecie Wyborczej” Tomasz Grodzki.

– „Obrzydliwe. Szczujecie na człowieka. Mało wam śmierci Adamowicza? Jak można tak kłamać, niszczyć czyjeś życie, bez grama dowodów?!”…

View original post 1 868 słów więcej

 

Wałęsa: Nie sztuka mieć rację, ale sztuką jest zwyciężać

Kmicic z chesterfieldem

W czasie wiecu w Częstochowie Jarosław Kaczyński nawiązał do wypowiedzi znanej i cenionej na całym świecie reżyserki, Agnieszki Holland.

Mamy niebezpieczeństwo, że nie będzie tak, jak mówiła pani Holland, która skądinąd po tym, jak mówiła, to później mówiła, że nie mówiła i nawet później kilkudziesięciu reżyserów napisało do mnie list, w którym napisało, że ona nie mówiła tego, co mówiła i to można było usłyszeć. Pani Holland powiedziała, żeby „było jak było”. Jeżeli oni wygrają wybory, to będzie dużo gorzej niż było. Oni nie ukrywają, że chcą zlikwidować demokrację” – w dość oryginalnym stylu wypowiedział się prezes PiS.

Agnieszka Holland poproszona o komentarz do słów Kaczyńskiego, stwierdziła, że czuje się dowartościowana tym szczególnym zainteresowaniem prezesa.

To jest w pewnym sensie zaszczyt. W końcu to szara eminencja polskiej polityki, bardzo sprawczy człowiek. Ma dużo zajęć na głowie, bo właściwie rządzi całym państwem jednoosobowo. Skoro jeszcze ma czas, żeby zajmować…

View original post 1 463 słowa więcej

 

Kler – czarna zaraza

– Czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi. Co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. (…) Nie czerwona, ale tęczowa – oświadczył w Bazylice Mariackiej arcybiskup Marek Jędraszewski.

Prof. Jan Hartman wypowiedział się na temat słów Marka Jędraszewskiego w czasie mszy z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego

Kmicic z chesterfieldem

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski „powinien stanąć przed sądem”- powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Gazety Prawnej” prawicowy dziennikarz, szef Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz – komentując zamieszki towarzyszące Marszowi Równości w Białymstoku. Dodał, że samorządowiec sam „stworzył powszechne zagrożenie” i „sprowadził agresorów do Białegostoku”.

Prezydent miasta zapowiedział, że z publicystą spotkają się w sądzie. „Generalnie same kłamstwa i pomówienia, spotkamy się z Tomaszem Sakiewiczem w sądzie”– napisał na Twitterze.

„Dowiedziałem się o tym, że jest przygotowywana jatka co najmniej za wiedzą prezydenta Białegostoku. Niestety za późno. Choć policja i tak zrobiła wszystko, aby przy tym bezrozumnym człowieku, albo niestety rozumnym, specjalnie chcącym wywołać awanturę, ochronić marsz LGBT” – mówił Sakiewicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Podkreślając, że zezwolenie na marsz kibiców wydał prezydent Truskolaski zapytał, jak można było do tego samego miejsca, w którym po dwóch godzinach ma przejść marsz LGBT, sprowadzić kilka tysięcy kibiców?

Dodał, że…

View original post 1 141 słów więcej

 

Arcybiskup szczuje. Wcześniej kler szczuł na Żydów, doszło do Jedwabnego. Dzisiaj na LGBT

Arcybiskup włączył zielone światło dla osiłków w koszulkach Armia Boga.

Zatem wiemy, dlaczego doszło podczas II wojny światowej do Jedwabnego.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS przeprowadzili w Sejmie w ostatni dzień lipca – wieczorem – zmiany w kodeksie wyborczym.

Była premier, a obecnie europosłanka PiS Beata Szydło postanowiła uczcić 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Umieściła na swoim koncie na Twitterze zdjęcie fragmentu Pomnika Bohaterów Powstania Warszawskiego. W cudzysłowie dołączyła podpis: „Wolność ja kocham i rozumiem. Wolności to ja oddać nie umiem”.

Wpis Szydło oburzył wielu internautów: – „Proszę nie zmieniać tekstu: Wolność kocham i rozumiem Wolności oddać nie umiem Wolność kocham i rozumiem Wolności oddać nie umiem!!!! autor tekstu Bogdan Łyszkiewicz”;

„Jeśli chciała Pani podać cytat, warto sprawdzić, jak on faktycznie brzmi, bo trochę wstyd. Poza tym podaje się autora. Swoją drogą, to dziwne, jak można się tak pomylić, w naszym kraju to wszystkim dokładnie w głowie gra…. Przyznam, iż ja też jej oddać nie umiem…Wam”; – „Nie ma pani wstydu, posługując się tym tekstem”.

Internauci przypominali też Szydło nieopublikowanie wyroku Trybunału…

View original post 291 słów więcej

 

PiS to podłe, obrzydliwe, prostackie wzory z Niemiec lat 30-tych

Kmicic z chesterfieldem

Skromność, pokora, praca.

Setki osób – mimo padającego deszczu – pojawiło się we wtorkowy wieczór na Długim Targu w Gdańsku, aby zaprotestować przeciw temu, co wydarzyło się podczas Marszu Równości w Białymstoku. Kibole i chuligani zaatakowali tam uczestników tego przemarszu. – „Ci ludzie, którzy bili, którzy nienawidzili też są ważni. Dlaczego? Bo oni bardzo się boją, bo nienawiść i agresja bierze się ze strachu” – mówił do zgromadzonych w Gdański Paweł Lęcki, nauczyciel z Sopotu, który wymyślił hasło „Strefa wolna od stref” w odpowiedzi na naklejki prawicowego tygodnika „Strefa wolna od LGBT”.

Demonstracja w Gdańsku odbywała się pod hasłem „Strefa wolna od stref – pokażmy, że miłość wygrywa”. – „Solidarność z osobami dyskryminowanymi to nasz obowiązek. Bierność prowadzi do strasznych rzeczy” – mówili organizatorzy protestu z Młodej Zarazy, która powstała z połączenia grup: Młodzi ponad Podziałami, Strajk Uczniowski oraz Trójmiejski Strajk Klimatyczny.

„Nas, młodych ludzi, oburza, że w kraju, gdzie…

View original post 532 słowa więcej

 

TV Republika upada. Tak kończą gadzinówki

Pracownikom Republiki wciąż nie przelano pensji za listopad. Jeszcze kilka dni temu niektórzy nie dostali wynagrodzenia za październik. Miesięczne opóźnienia z wypłatą to norma – twierdzą dwie pracownice telewizji Republika, z którymi rozmawiali dziennikarze „Gazety Wyborczej”. Aż 30 pracowników wysłało list w sprawie sytuacji w stacji. – „W Republice panuje stan oblężenia. Kierownictwo poszukuje w szeregach niemieckich i rosyjskich szpiegów oraz zakamuflowanych działaczy Platformy Obywatelskiej. Oglądalność nieustannie spada. W listopadzie wyniosła 0,03 proc. Jest o 40 proc. mniej niż przed rokiem. To wina kierownictwa stacji. Produkujemy długie i nudne audycje, których nikt nie chce oglądać” – piszą w nim.

„Dzień pracy zwykle zaczynam od pytania koleżanek i kolegów, czy już coś im przelali. Bo jak dostali to może i ja dostanę zaraz po nich” – mówi „Gazecie Wyborczej” jedna z dziennikarek telewizji Republika, zastrzegając anonimowość. Gdy pod koniec listopada GW po raz pierwszy rozmawiała z dwiema pracownicami Republiki, nie dostawały pensji od kilku miesięcy. Jak twierdzą, załoga stacji dzieli się na „rodzinę”, czyli grupę prawicowych celebrytów, m.in. Tomasza Sakiewicza, Tomasza Terlikowskiego (naczelny stacji), Dorotę Kanię (zastępczyni naczelnego), dziennikarkę Katarzynę Gójską-Hejke, i na „wyrobników”. – „Wyrobnicy pracują na kredyt. Rodzina pieniądze dostaje na czas. Najgorzej mają techniczni, którzy w hierarchii ważności są ostatni” – opowiada sfrustrowana pracowniczka. Przypomnijmy: telewizja zaczęła nadawać w 2013 r., jako wspólna inicjatywa grupy dziennikarzy ze środowisk konserwatywnych i wspierających PiS. Puszczana w telewizjach kablowych rozwijała się nieźle do wyborów 2015 r., lecz po wygranej PiS paradoksalnie jej najzdolniejsi dziennikarze i pracownicy techniczni przeszli do telewizji publicznej. Dziś jest opanowana przez środowisko „Polskiej” oraz jej klubów. Stałe programy mają w niej Antoni Macierewicz, Jerzy Targalski, Ewa Stankiewicz, czyli prawicowy beton – wyznawcy teorii spisku smoleńskiego i tropiciele agentów – czytamy w portalu.

Pod koniec listopada 30 szeregowych pracowników zdecydowało się napisać list do zarządu telewizji. „W ten wyjątkowy czas, gdy zasiadają państwo przy wigilijnym stole, prosimy na chwilę wspomnieć o nas, pracownikach telewizji Republika, którzy od kilku miesięcy nie dostali wynagrodzenia za swoją pracę. Dla nas to nie będzie wesoły czas. Z podobnymi sytuacjami mamy do czynienia co miesiąc, ale w okresie świątecznym są one szczególnie przykre” – przytacza treść pisma ”Wyborcza”. „Z szacunku dla naszych widzów nie chcielibyśmy blokować procesu produkcji i nadawania programu, więc prosimy o niezmuszanie nas do drastycznej formy protestu. Ufamy, że dyrekcja telewizji Republika zaprzestanie zastraszania i szykanowania pracowników” – apelują jego twórcy. Kopia listu trafiła do premiera, prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu.

Tymczasem  Tomasz Sakiewicz zaprzecza informacjom, podawanym przez jego pracowników. Poproszony przez „GW” o komentarz, wysyła smsa. „Ktoś was wprowadza w błąd. Obecnie nasza sytuacja jest dobra. To [że nie płacę] to jakaś bzdura. W tej chwili regulujemy swoje płatności wobec pracowników” – przytacza jego treść dziennik. Listu pracowników Sakiewicz komentować nie chce, bo „pierwszy raz o nim słyszy”. Zapewnia też, że w Republice nie ma zastraszania. Na koniec przysyła kolejnego SMS-a: „Proszę wskazać, komu pana zdaniem nie zapłaciliśmy” – czytamy w portalu GW.

Depresja plemnika

Dziennikarz Tomasz Sekielski od kilku miesięcy pracuje nad filmem dokumentalnym poruszającym tematykę pedofilii w Kościele. Choć wsparcia finansowego odmówiły mu największe polskie stacje telewizyjne, udało mu się zebrać potrzebną sumę dzięki zbiórce na platformie Patronite. Praca nad filmem nie jest jednak łatwa – bohaterowie filmu są zastraszani, nagrania utrudnia także policja.

– Kolejny dowód na to, że Kościół wiele mówi o sprawie pedofilii, a niewiele w tej sprawie robi. Wyobraźcie sobie księdza, który został prawomocnie skazany, który dostał zakaz zbliżania się do dzieci, któremu sąd zakazał nauczania religii. I ten oto ksiądz odprawia rekolekcje z naukami dla dzieci. Mamy to nagrane i zobaczycie to w naszym filmie – opowiadał Sekielski w dopiero co opublikowanym na Facebooku klipie.

O projekcie Sekielskiego głośno jest niemal od roku, kiedy dziennikarz poinformował, również na swoim Facebooku, że planuje nagranie filmu dokumentalnego o pedofilii w polskim Kościele. – To nie będzie film antykościelny ani…

View original post 5 567 słów więcej

 

Sakiewicz, tylko świnie bronią pedofilów!

Monika Olejnik odpowiada Sakiewiczowi na temat: kto siedzi w kinie.

Najnowszy felieton Moniki Olejnik na ten właśnie temat – świń.

PiS przez 3 lata zrobił tyle, co kot napłakał. Taka ich kuweta

Na sobotnim spotkaniu środowisk Radia Maryja i Telewizji Trwam ojciec dyrektor poskarżył się na złe traktowanie jego uczelni przez rząd.

Oczywiście owo złe traktowanie odnosi się do kwestii finansowych. W opinii ojca Rydzyka, założona przez niego Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, jest traktowana jak uczelnia „trzeciej kategorii”, a ministerialne pieniądze trafiają do „przesiąkniętych lewactwem i genderem” placówek.

W swoim wystąpieniu Rydzyk zaapelował do ministra Gowina o zwiększenie dotacji. „My w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej pracujemy dla ojczyzny. Studiujący u nas muszą zapłacić. Czy to jest sprawiedliwe? Czesne nie jest duże, ale jest. Dlaczego na jakiś uniwersytet pieniądze daje rząd – miliard czy dwa miliardy, a tutaj nic?” – argumentował duchowny.

Wydawać by się mogło, że kto jak kto, ale ojciec Rydzyk nie ma powodu do narzekań na brak hojności ze strony rządu PiS, który przekazał mu już ponad 160 milionów złotych.

Okazuje się jednak, że dla redemptorysty z Torunia, to wciąż za mało. Żądania ojca dyrektora trafnie skomentował na Twitterze Sławomir Neumann, nazywając je „szczytem bezczelności i chciwości.”

Trwa konwencja PiS. Rozpoczęła się z pewnym opóźnieniem, bo czekano na zakończenie uroczystości dożynkowych na Jasnej Górze, w których udział brali Andrzej Duda minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Przed pojawieniem się najważniejszych gości, uczestnicy pilnie ćwiczyli okrzyki „Jarosław”, „Mateusz”, „zwyciężymy”.

Dziennikarzy zamknięto na niewielkiej przestrzeni, by nie zakłócali konwencji, nie przeszkadzali jej uczestnikom.

Najważniejszym punktem programu było wystąpienie prezesa partii, Jarosława Kaczyńskiego.  Były gromkie oklaski odśpiewane „Sto lat”, skandowanie jego imienia.

Prezes zaczął od przypomnienia swojego brata, bo nie byłby tej konwencji i jej uczestników, gdyby nie on i przeszedł do tego, co czeka Polskę w najbliższych, 21 miesiącach (wybory samorządowe, parlamentarne, prezydenckie i do Europarlamentu). Według niego szczególnie trudne będą wybory samorządowe, bo dzisiaj samorządy są głównie w rękach opozycji, która tworzy alternatywną rzeczywistość, „Coś co nie liczy się z faktami, coś, co ma zdyfamować nie tylko dobrą zmianę, ale też Polskę”.  PiS ma obecnie dziewięciu prezydentów w miastach liczących ponad 100 tys. mieszkańców, 80 burmistrzów i 120 wójtów, natomiast rządzi tylko w jednym województwie, na Podkarpaciu. Kaczyński jest przekonany, że zjednoczona prawica poradzi sobie w tych wyborach, że uda się odbić miasta wojewódzkie i po wyborach będzie świętować wielkie zwycięstwo.

PiS da sobie radę, bo prowadzi przecież dobrą politykę i dlatego jest tak atakowane. Da radę, bo atutem partii rządzącej jest to, że dotrzymuje słowa oraz prowadzi ku lepszej Polsce, a Polaków ku lepszemu losowi. Lepszemu „to znaczy bardziej dostatniemu, godniejszemu, równiejszemu, z większym wpływem na rzeczywistość. Takiemu, który tworzy piękną perspektywę nie tylko dla dorosłego pokolenia, ale też dla dzieci i wnuków. I dlatego nie powinniśmy się przejmować. Musimy dalej ostro iść do góry. Musimy wierzyć, że Polacy znają fakty i wiedzą jak jest”.

Ponieważ w ostatnim czasie, wiele mówi się o ewentualnym wyjściu z UE, to prezes uspokoił, że tego nie bierze pod uwagę, bo „Polacy chcą być w Europie i Unii Europejskiej. Bo dziś Europa to Unia Europejska. Dla Polaków ta obecność to najkrótsza droga do tego, by uzyskać równość zarobków i komfort życia”. Tak, Polska chce być w UE, ale to nie oznacza, że ma przejmować z Zachodu jego błędy i „społeczne choroby, które tam panują”.

Kaczyński zapewnił też, że jego partia nie będzie wojowała i ścigała za nie wiadomo co, ale rozliczy konsekwentnie tych, którzy dokonali straszliwych „zbrodni i przestępstw”, podając przykład Warszawy.

Czy próba ocieplenia wizerunku, argumenty rodem z PRL pomogą PiS-owi w wyborach? Mówienie o umiejętności przepraszania za błędy i naprawianie ich, choć każdy widzi, że to bajka, przyniesie dobre dla prawicy, rezultaty? Zakamuflowane straszenie, że tylko pisowskie samorządy będą mogły liczyć na pieniądze rządowe, da oczekiwane efekty?  Zobaczymy.

Jeżeli ktoś miał nadzieję, że sprawa katastrofy smoleńskiej wreszcie po ośmiu latach trafiła na margines zainteresowania rządzących, może się mocno rozczarować, zaglądając do najbliższego wydania „Gazety Polskiej”.

Już w środę polskie społeczeństwo po raz kolejny znajdzie się „bliżej prawdy”, według której czarne skrzynki z Tupolewa zostały podmienione przez Rosjan na rozkaz Putina.

Zgodnie z najnowszą teorią dziennikarzy „Gazety Polskiej” Polacy dowiedzą się „jak to Rosjanie znaleźli czarne skrzynki z prezydenckiego Tupolewa na miejscu katastrofy, zapakowali je do worków i wywieźli. Po kilku godzinach na miejscu katastrofy pojawiły się identycznie wyglądające rejestratory – tyle że z poważnymi uszkodzeniami. I Rosjanie „znaleźli je” jeszcze raz.”

Niezależni eksperci od katastrof lotniczych są zgodni, że prezydencki samolot rozbił się, bo zszedł zbyt nisko w czasie próby lądowania w bardzo gęstej mgle. Prawica za wszelką cenę od lat stara się znaleźć dowody na spisek i zamach.

Jednak fakty i odczyty z czarnych skrzynek trudno było racjonalnie podważyć. Czy dziennikarzom „Gazety Polskiej” uda się udowodnić teorię spiskową? Trudno w to uwierzyć, tym bardziej, że przedstawiane tzw. „niezbite” dowody coraz bardziej pasują do filmu sensacyjnego klasy Z.

>>>

Nobel dla Kaczyński, Morawiecki dobił do biliona zadłużenia, pisowskie śmierdzące kozy. Polska absurdów

Dziennikarz Jacek Liberski o kwocie długu publicznego Polski.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu i prezes PiS Jarosław Kaczyński powinni otrzymać pokojowego Nobla – uważa redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz. Jego zdaniem Nobel ma być przyznany „za wspólną deklarację walki z antysemityzmem i antypolonizmem”.

A przekroczył ją tym razem Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”. – „Nataniachu i Kaczyński powinni dostać za wspólną deklarację walki z antysemityzmem i antypolonizmem pokojowego Nobla. Nikt nie zrobił tyle dla przełamywania stereotypów i wzajemnych uprzedzeń oraz budowania pomostów pomiędzy narodami” – ogłosił na Twitterze.

Pomijamy fakt, że nazwisko izraelskiego premiera napisał niepoprawnie, bo w obliczu absurdalności tego pomysłu ma to jednak mniejsze znaczenie. Nobel dla Kaczyńskiego za naprawienie ustawy o IPN, z powodu której wizerunek Polski został na lata nadszarpnięty, nazwać można li tylko kuriozum.

Podobnego zdania byli internauci. – „Pan się dobrze czuje?” – zapytała jedna z nich. Inna napisała: –„Kaczyński za tą hucpę z tą ustawą? Myślałam że są granice idiotyzmu, ale tłiter codziennie i drastycznie obdziera mnie z tego przeświadczenia”; – „Co za brednie. Nobel za zniszczenie przez Kaczyńskiego stosunków dyplomatycznych z USA i z Izraelem i wywołanie fali prawicowego antysemityzmu pisowską nowelizacją ustawy o IPN”; – „A ja bym dał Kaczyńskiemu Nobla z fizyki. Za utworzenie równoległej rzeczywistości, w której na kartach historii nie ma Wałęsy, Kwaśniewskiego, Millera, Geremka i innych Polaków budujących wolną Polskę” – proponował kolejny internauta.

Internauci pisali także: – „Ciekawe, czy jest ustanowiona jakaś nagroda za wazeliniarstwo?”; – 
„Ilość wazeliny wylewa się już waszymi uszami. Już nie wiecie, co pisać”; – „Nawilżamy, nawilżamy, żeby Spółki Skarbu Państwa nie przestały zamawiać reklam”

– Pierwszy etap rozmów był trudny – mówił Kaczyński. Później przeniesiono rozmowy na neutralny teren*, korzystając z udziału „sprawnych i doświadczonych negocjatorów”. Prezes PiS zaznaczył, że od tego drugiego etapu do podpisania deklaracji minęła „długa droga”

* „neutralny teren” – siedziba Mossadu w Wiedniu.

„To jest dowód na skandaliczne upolitycznienie tej formacji. Takie działanie jest wyrazem nielojalności wobec ministra oraz upadku honoru i godności żołnierskiej. Wstyd” – skomentował w onet.pl gen. Waldemar Skrzypczak, były wiceminister obrony i były dowódca Wojsk Lądowych, zachowanie dowódcy 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej. Na przysięgę tej brygady w maju zaprosił szefa MON Antoniego Macierewicza, a pominął obecnego ministra Mariusza Błaszczaka. – „Dla nich Macierewicz jest twórcą formacji i bożyszczem, a aktualny szef MON się nie liczy. Za tę atmosferę odpowiada dowódca WOT. Nie wyobrażam sobie, by któryś z moich żołnierzy poważył się na takie działania” – dodał Skrzypczak.

Wojska Obrony Terytorialnej to „dziecko” Antoniego Macierewicza. Prawie natychmiast po przejęciu przez PiS władzy, pod koniec 2015 r. powołał pełnomocnika ds. utworzenia WOT, a kilka miesięcy później podpisał koncepcję utworzenia wojsk. Formalnie Wojska Obrony Terytorialnej zostały utworzone w styczniu 2017 r.

Macierewicz nie szczędził sił i środków dla WOT; mówiło się wręcz o tworzeniu przez niego „prywatnego wojska”. Na przysięgę 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej w Mielcu płk Arkadiusz Mikołajczyk zaprosił więc Macierewicza, a nie Błaszczaka. Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości na uroczystości przyjechał samochodem Żandarmerii Wojskowej i był witany z honorami przynależnymi ministrowi.

„Wygląda tak, jakby ten oficer podpisał lojalkę wobec byłego ministra, a nie składał przysięgę wojskową. To są pierwsze żniwa działalności kadrowej Macierewicza. WOT zassał oficerów z wojsk operacyjnych, oferując im wyższe stanowiska z pominięciem normalnej ścieżki awansów. Teraz ich wdzięczność i lojalność wobec byłego szefa MON nie zna granic. Pytanie, jak daleko gotowi są posunąć się w tej lojalności” – powiedział w rozmowie z onet.pl inny generał, proszący o zachowanie anonimowości.

Zdaniem generałów, w WOT powinien nastąpić duży wstrząs, by formacja wróciła na tory normalnego wojskowego funkcjonowania. – „To pierwsze spektakularne potwierdzenie tezy, że wojska obrony terytorialnej są zakochane w Macierewiczu, ignorując przy tym oficjalnie kierującego resortem Mariusza Błaszczaka. To też przejaw choroby kadrowej tej formacji na najwyższych jej szczeblach” – uważa gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Dowódca płk Arkadiusz Mikołajczyk został zdymisjonowany przez ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka.

Płk Arkadiusz Mikołajczyk decyzją szefa MON Mariusza Błaszczaka nie jest już dowódcą 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej. Według ustaleń portalu Onet.pl, powodem mogła być majowa uroczysta przysięga, na którą został zaproszony były minister Antoni Macierewicz.

Dowódca 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej płk Arkadiusz Mikołajczyk został zdymisjonowany przez ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka.

Stało się to tuż po tym, jak na przysięgę brygady w maju zaproszono byłego ministra Antoniego Macierewicza. Na uroczystość nie otrzymali zaproszenia obecni przedstawiciele MON – podaje Onet.pl. – Minister Błaszczak postąpił słusznie dymisjonując tego dowódcę WOT -u. Nie może być tak, że wojskowi sami wybierają sobie ministra obrony i ignorują urzędującego – komentuje w rozmowie z portalem jeden z generałów.

Pułkownik Mikołajczyk został skierowany do pełnienia innych obowiązków w Wojskach Obrony Terytorialnej.

Wojska Obrony Terytorialnej w Polsce

Tworzenie WOT zainicjował poprzedni minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, który pod koniec 2015 r. powołał pełnomocnika ds. Utworzenia Obrony Terytorialnej, a kilka miesięcy później podpisał koncepcję utworzenia wojsk. Formalnie Wojska Obrony Terytorialnej zostały utworzone w styczniu 2017 r. na mocy ustawy podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę. Pierwsze przysięgi złożono w maju tego samego roku.

„Wojska Obrony Terytorialnej (WOT), czyli faktycznie piąty rodzaj sił zbrojnych obok wojsk lądowych, powietrznych, specjalnych i marynarki wojennej, stanowią uzupełnienie i jednocześnie są komplementarną częścią potencjału obronnego Polski” – czytamy na stronach MON.

Obecny szef MON Mariusz Błaszczak zapowiedział, że w przyszłym roku szkolenia ochotników do WOT będą możliwe we wszystkich województwach. Do końca tego roku mają powstać 4 brygady, dotychczas uformowano ich 13. – Do końca 2019 roku, będziemy mieli struktury wszystkich 17 brygad w całej Polsce. W 2025 roku wszystkie brygady mają osiągną pełną gotowość – zapewnił minister.

Szef służb specjalnych Mariusz Kamiński okłamał prokuraturę, aby chronić kolegów.

W 2016 roku kierownictwo CBA ogłosiło, że odniosło wielki sukces, bo ujawniło tzw. aferę Sensus Group w Polskich Kolejach Państwowych. Miała ona polegać na powierzeniu nowoutworzonej firmie zlecenia wartego prawie 2 mln złotych na pomoc przy zabezpieczeniu organizowanych wówczas Światowych Dni Młodzieży. W sprawie CBA skoncentrowało się wyłącznie na wątku Sensus Grup pomijając fakt iż PKP próbowała bez przetargu zlecać pracę innej firmie – Grom Group, której prezes i współwłaściciel Tomasz Kowalczyk jest przyjacielem i byłym podwładnym ministra koordynatora ds. służb specjalnych.

Gdy Kamiński składał zeznania w tej sprawie przed prokuratorem, kilka razy podał nieprawdziwe informacje. Można to odczytać jako próbę ochrony kolegów. Kamiński skłamał, iż PKP nie zwracało się o pomoc Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego przy organizacji Światowych Dni Młodzieży. Zataił również informacje przekazane mu przez ówczesnego szefa Biura Ochrony Rządu Andrzeja Pawlikowskiego nt. działalności wspomnianej Grom Group, oraz dezawuował jego wiarygodność. To, że Mariusz Kamiński nie mówił prawdy wynika z dokumentów śledztwa, do których dotarliśmy.

Kłamać jak minister

5 czerwca 2017 roku minister Mariusz Kamiński składał zeznania w roli świadka w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Sprawa dotyczyła afery PKP związanej z Światowymi Dniami Młodzieży.

Składając zeznania w Kamiński stwierdził, iż PKP nie zgłaszało się o pomoc do właściwych służb. To ewidentne kłamstwo, bo same akta sprawy zawierają pisma jakie PKP kierowała m.in. do ABW z prośbą o wsparcie w zabezpieczeniu dworców na ŚDM, otrzymując zwrotną odpowiedź: „uprzejmie informujemy, że w Polsce brak jest regulacji prawnych, które wskazywałyby na obowiązek dokonywanie przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego sprawdzeńzabezpieczenia antyterrorystycznego tego typu obiektów”.

O odmowie wsparcia PKP przez ABW doskonale wiedziało też CBA, ponieważ pismo w tej sprawie znajduje się w aktach sprawy.

Kamiński zeznał również, iż odbył spotkanie z gen. Andrzejem Pawlikowskim (ówczesnym szefem Biura Ochrony Rządu), który poinformował go o nieprawidłowościach mających miejsce w PKP.

Szef BOR poinformował Kamińskiego, że oddelegowany do PKP funkcjonariusz Biura, w ramach prowadzonych prac, zidentyfikował nieprawidłowości. Polegały one na tym, iż firma założona przez kolegów Kamińskiego – byłych funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego – Grom Group (znana przede wszystkim z ochrony prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego) próbowała w niejasny sposób pozyskać kontrakty w PKP.

Co więcej – szef BOR przekazał Kamińskiemu notatkę sporządzoną przez funkcjonariusza Biura, która szczegółowo opisywała działania firmy kolegów Kamińskiego oraz przychylnych im ludzi w PKP. Załącznikiem do notatki funkcjonariusza BOR była notatka przekazana ówczesnemu Prezesowi PKP przez Biuro Bezpieczeństwa. W notatce tej pracownicy Biura Bezpieczeństwa PKP szczegółowo opisali jak pracownicy PKP zostali przymuszeni do dania zlecenia kolegom Kamińskiego. Opisano m.in. fakt, iż koledzy ministra rozpoczęli realizacje prac bez podpisania umowy czy nawet dania jakiegokolwiek zlecenia.

Mariusz Kamiński mając taki materiał i wyjaśnienia składane w tej kwestii przez szefa BOR stwierdził w zeznaniach w Prokuraturze: „w mojej ocenie merytorycznie nic nie wnosiła nic do sprawy”. Składając zeznania Kamiński ani razu nie wymienił nazwy firmy jego kolegów z CBA.

Dlaczego posiadając tak szczegółowe informacje Kamiński nie podjął żadnych działań wobec firmy byłych funkcjonariuszy CBA, przekazując jedynie notatkę do CBA (kierowanego przez innego jego kolegę – Ernesta Bejdę), które przez półtora roku nie zbadała tego wątku?

Kłamie minister, kłamie CBA

Ukrywanie w aferze PKP roli kolegów Kamińskiego wynika nie tylko z obawy o wizerunek firmy ochraniającej prezesa PiS. To właśnie prezes Grom Group – były wysoki funkcjonariusz CBA Tomasz Kowalczyk – miał po wyborach zostać szefem BOR.

Medialne wodowanie afery, z narracją o „aferze ludzi PiS związanych z szefem BOR” było na rękę Kamińskiemu. Co ciekawe – dziennikarze, którzy jako pierwsi opisywali aferę w PKP posiadali wiedzę o działaniach w PKP firmy byłych funkcjonariuszy CBA (wynika to z nagrań oraz materiałów ze śledztwa, które publikował magazyn „Służby Specjalne”) ale w ich publikacjach nazwa Grom Group się nie pojawiała.

Analizując akta afery PKP łatwo można dostrzec, że wątek Grom Group i kolegów Kamińskiego pojawia się w kilku miejscach. Między innymi w zeznaniach Jarosława Kołodziejczyka – ówczesnego członka zarządu PKP, jak również samego Tomasza Kowalczyka z Grom Group. Były poseł PiS Dariusz Seliga również rekomendował współpracę z kolegami Kamińskiego.

Kowalczyk w swoich zeznaniach potwierdza, że spotkał się z Kołodziejczykiem – wspólnie z Wojciechem Grabowskim (członek zarządu Grom Group – wcześniej funkcjonariusz CBA), aby przekazać mu ofertę Grom Group na zabezpieczenie kolei na ŚDM. Jak zeznał później: „my nie chcieliśmy, żeby nasza oferta gdzieś zniknęła, dlatego daliśmy ją bezpośrednio Kołodziejczykowi”.

Szef Grom Group twierdził, że „nikt z PKP S.A. się z nami nie kontaktował po złożeniu oferty”. To o tyle ciekawe, że na polecenie Kołodziejczyka PKP S.A. natychmiast rozpoczęło przygotowania dla szkoleń i niezgodnego z przepisami zlecenia prac dla firmy kolegów ministra Kamińskiego. Gdy informacje te trafiły do Biura Bezpieczeństwa, te przekazało je ówczesnemu prezesowi PKP S.A. Mirosławowi Pawłowskiemu, a ten zawiadomił o całej sytuacji Ministerstwo Infrastruktury.

CBA za wiedzą samego Mariusza Kamińskiego dokonało zwrotu w sprawie o 180 stopni rozpoczęło dziwne działania. CBA m.in. dokonało podrzucenia rosyjskiej amunicji funkcjonariuszowi BOR, który o całej sytuacji poinformował ówczesnego szefa Biura – gen. Andrzeja Pawlikowskiego.

Szybkie awanse

W aferze PKP trudno też nie dostrzec dziwnych działań Prokuratury. Sprawą PKP trafiła do Marii Tomczak – asesor Prokuratury Rejonowej, oddelegowanej do Prokuratury Okręgowej.

Jako asesor samodzielnie prowadziła przesłuchania świadków (co już jest niezgodne z przepisami, bo jako asesor powinna robić to pod okiem prowadzącego ją prokuratora), podpisywała dokumenty i wykonywała polecenia CBA, a konkretnie Joanny Łuszczuk, która w całej sprawie tworzyła notatki, będące jedynie jej opiniami, uderzającymi w ówczesne kierownictwo PKP, które zaalarmowało ws. działań firmy kolegów ministra Kamińskiego.

Wkrótce też Maria Tomczak awansowała na stanowisko prokuratora.

Andrzej Karmiński pisze na koduj24.pl.

Mam niejasne wrażenie, że historia Polski zatoczyła koło

Według narracji rządowych mediów sterowanych przez PiS-owskich inżynierów dusz – Polska kwitnie. Sukces goni sukces, chociaż są to co najwyżej osiągnięcia na miarę zwycięstwa nad Japonią w przegranym mundialu. Obecna władza nawet z totalnej klęski potrafi odtrąbić wielką wygraną wierząc, że Polacy są tak patologicznymi optymistami, jak ten chłopczyk z wierszyka Brzechwy, który ucieszył się bardzo, gdy dostał „choć miał zalet szereg, g... końskie zawinięte w różowy papierek”.

Konfrontując błędy, afery i wpadki rządzących ze słupkami ich poparcia, można dojść do wniosku, że propagandę partyjno-rządową kreują wybitni fachowcy. Nic bardziej mylnego. To tylko prymitywni naśladowcy, którzy nieudolnie odgapiają gotowe, sprawdzone i wielokrotnie wypróbowane wzorce. Głośne wydarzenia, które nigdy się nie zdarzyły, prawdziwe fakty, które nie ujrzały światła dziennego, zmyślone wypowiedzi i cytaty, nieistniejące listy poparcia, zakłamane życiorysy – to wszystko już było. I nie tylko to. Było już podłe opluskwianie przyzwoitych ludzi. Były nagonki na inteligencję przeciwstawiającą się dobrym zmianom i na „kułaków”, którzy obłowili się za poprzedniej władzy i teraz nie pozwalają oderwać się od koryta. Były kampanie przeciw zgniłemu Zachodowi, który śmie zarzucać Polsce niedostatki demokracji. Było ciche wsparcie dla narodowców i głośne dla antysemitów zarzucających Żydom reprezentowanie obcych interesów. Było napuszczanie na poprzedników, którzy „rozkradali państwo”. A kiedy komuna zaczęła się sypać, rozpoczęły się nagonki na spekulantów, którzy taniej kupują, a drożej sprzedają. Ścigano ludzi, którzy robili coś z chęci zysku, a nie z chęci straty. Brakom w zaopatrzeniu winni byli rodacy, umęczeni w kilometrowych kolejkach, którzy „wykupywali” żywność. Ale do tego etapu jeszcze nie doszliśmy…

Etap bankructwa gospodarki i rozkładu państwa nierealnego socjalizmu poprzedzał okres wielkich sukcesów, wykreowanych przez ówczesnych mistrzów propagandy. Polska zerwała z błędami i wypaczeniami. Pod nowym kierownictwem kraj z dnia na dzień wstał z kolan, rozkwitł i znalazł się znienacka w pierwszej dziesiątce najpotężniejszych państw świata. Zaplanowano i rozpoczęto realizację kolosalnych, kosztownych i mało sensownych inwestycji. Ogłoszono wielki projekt budowy tanich mieszkań dla każdej rodziny (każdej, którą wytypuje władza) i w tym celu zakupiono wielkopłytową technologię, z której właśnie wycofywały się kraje rozwinięte. Również bez przetargu przepłacono za licencję na włoskie autko – rekordzistę świata pod względem średniej liczby napraw gwarancyjnych. W tysiącach państwowych firm, kierowanych przez ówczesnych misiewiczów – niedouczonych, ale lojalnych wobec kierowniczej partii, na wyścigi kupowano nowoczesne maszyny i urządzenia, które szybko trafiały do magazynów, bo niewykwalifikowana obsługa zepsuła urządzenie, albo zabrakło części. Mało komu to przeszkadzało, a już najmniej tym, którzy po cichu wzięli prowizję za nietrafione zakupy.

Mam niejasne wrażenie, że historia Polski zatoczyła koło i wróciliśmy do etapu propagandy sukcesu. Nie pamiętam czasów gorszych dla wizerunku wolnej Polski niż obecne. Stoimy pod pręgierzem światowej opinii obwiniani o naruszanie podstawowych reguł demokracji. Lada chwila znajdziemy się na ławie oskarżonych w unijnym Trybunale Sprawiedliwości.  Już dziś rzecznik TSUE oświadczył, że Polska naraziła na erozję system unijnych deportacji. Bardzo możliwe, że przejdą nam koło nosa grube miliardy z dotacji UE. Na własne życzenie odchodzimy od stołu, gdzie zapadają decyzje o losach Europy. A w kraju wzbiera fala protestów. Przybywa miast, gdzie ludzie demonstrują w obronie Sądu Najwyższego. Do kolejnego wielkiego marszu szykują się zdesperowane kobiety. W gotowości strajkowej pozostają studenci i pracownicy nauki. Odbył się i odbędzie po raz kolejny czarny protest zawodów medycznych. Ogólnopolski strajk szykują policjanci. Mimo wakacji nie gaśnie oburzenie nauczycieli dotkniętych odłamkami reformy oświaty.  Protest zapowiedziała nawet oświatowa „Solidarność” …

Ale poza tym jest świetnie. Nic nie zakłóci dobrego samopoczucia niemiłościwie nam panującego i jego poddanych. Europa trochę pomarudzi, ale w końcu jej przejdzie, bo przecież ma problemy z uchodźcami, bezpieczeństwem, Brexitem i z Trumpem.  Poza tym na pewno uda się przekonać niektórych rządzących, że karanie Polski za dążenie do silnej władzy, szkodzi im samym, bo chyba chcieliby mieć taka opozycję jak polska, która władzy może jedynie nadmuchać. A co do tych wszystkich protestów, to przecież ludzie wyjadą na urlopy i przejdzie im…

W głoszeniu dobrej nowiny wyspecjalizował się ostatnio premier Morawiecki, dotychczas znany z objazdowych pogadanek historycznych. Właściciel czarnego pasa w odwracaniu kota ogonem zdobył właśnie mistrzostwo świata demagogów, wychwalając radykalną zmianę ustawy, która w poprzedniej wersji była równie świetna i przyniosła wiele dobrego.  Bajarz Morawiecki wymyślony został przez oboźnego z warownego obozu politycznego, jako ich człowiek wysłany do nawiązania kontaktu z obcą cywilizacją. Niestety nie dogadał się, bo nie znał wrogiego języka prawdy, rozsądku i przyzwoitości.  Okazało się jednak, że ma spory talent w posługiwaniu się językiem lokalnym, a właściwie narzeczem, którym przemawia do nas partia rządząca. To język pompujący narodową godność – tę samą godność, którą władza uprzednio nadszarpnęła. To język zmyślonych faktów i nieziszczalnych obietnic. Język propagandy sukcesu żywcem przeniesiony z ustroju, który zawalił się pod ciężarem kłamstwa i fałszywej dumy.

Rozpacz ogarnia patrząc jak premier polskiego państwa czyni żałosne próby brylowania w ekipie intelektualnych kloszardów, którzy z lubością babrają się w słownych fekaliach, fakeprawdach i fakeargumentach.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o metodzie PiS.

PiS do perfekcji opanował polityczną zasadę nieoznaczoności (w fizyce kwantowej Heisenberga). W publicystyce przyjęło to nazwę niewysublimowanego przykładu alegorii: wyprowadzenia kozy. Wprowadzasz kozę – śmierdzi, wyprowadzasz – wszyscy z ulgą przyjmują, że można oddychać. A guzik, koza zrobiła swoje, jej nie ma, ale smród pozostał na zawsze – smród zniewolenia.

Tak rozegrano w ubiegłym roku trzy ustawy sądownicze, gdy Andrzej Duda po wielkich protestach i łańcuchach światła dwie z nich zawetował, wyprowadził kozę, aby następnie wprowadzić kozę jeszcze bardziej waniającą, ale wszyscy byli już zmęczeni pisowskim smrodem.

PiS nawet we wprowadzniu kozy wyrobił się jeszcze bardziej jak babcine reformy. Sejm w wakacje miał nie pracować, obserwatorzy polityczni utyskiwali, że posłowie to lenie, a tu proszę parlamentarzyści pracują w pocie czoła, jak nie przymierzając w czasie żniw. Może za bardzo się nie napracują, ale jakie efekty, godne stachanowców.

Nowela ustawy o IPN to znamienity przykład śmierdzącej kozy pisowskiej. Ustawa o IPN rozeszła się na cały świat, PiS osiągnął zatem efekt globalny, świat potraktował jako chlew. Ale nie zgodziły się z takim traktowaniem dwa potężne państwa Izrael i USA. Chlewu w związku z pisaniem o Holocauście nie będzie! Premier Izraela dopilnował, aby Mateusz Morawiecki wyprowadził tę globalną kozę, upokorzenie polskiego premiera widziała publika całego świata. Morawiecki jednak uznał to za sukces, bo tym razem to na niego – w teorii nieoznaczoności Heisenberga – przeniosła się koza, którą w tym wypadku można byłoby nazwać: kozą upokorzenia.

Zauważmy, iż w przypadku PiS działa fizyka kwantowa – smród po ustawie o IPN pozostaje na zawsze, a za kozę tymczasem robi sam Morawiecki.

Tę zasadę – moje odkrycie: kozy kwantowej – wykorzystuje się przy upartyjnieniu Sądu Najwyższego. Od razu wyczułem kozę, gdy na agendę wrzucono sprawę całkowitej aborcji, która miała być odesłana ad Kalendas Graecas, czyli nigdy niezałatwiona, ale służąca do postrachu.

I oto wraca aborcja, bo trzeba na siłę rozpirzyć Sąd Najwyższy, który sam o sobie zadecydował – takie uprawnienie daje Konstytucja – iż nie da się rozpędzić, a Komisja Europejska rozważa skierowanie tej sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Frans Timmermans nie do końca ma świadomość, ilu kóz i jakie z nich wprowadzi PiS, aby którąś wyprowadzić i by poczuto ulgę.

Bardziej jednak niż o Timmermansa właściciele kóz martwią się o polską publikę. Wszak do wyroków Trybunału w Luksemburgu mogą się nie odnieść, ale do Polaków niekoniecznie, gdyż to zależy, ilu z nas będzie protestować. O tym subtelniej niż ja pisze Wojciech Maziarski w materiale „O co chodzi w „operacji aborcja”.

Szefowa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Marta Lempart twierdzi, że kobiety będą protestować przeciw zakazowi aborcji, a wieczorem przyjdą pod Sąd Najwyższy. Ale w tym wypadku nie chodzi o zwartość protestujących, lecz o manipulowanie kozami i do tego PiS niewątpliwie się ucieknie.

PiS w dawkowaniu smrodów i mieszaniu nimi jak w alchemicznej retorcie jest mistrzem. Sam Goebbels mógłby się od nich uczyć, a w szczególności od Morawieckiego.

Takich kóz pisowskich jest bez liku. Jak wyprowadzono kozę: „nagrody nam się należą” (wprowadziła ją do obory B. Szydło)? Prezes powiedział, że mają je zwrócić na Caritas. Czy ktoś sprawdził, ile nagród odesłano do Caritasu, który wszak ich nie wypłacał? Ale to betka z nagrodami, które doją pisowscy działacze w spółkach skarbu państwa. Największy dystrybutor energii w Polsce, Energa ma już szóstego prezesa za czasów rządów PiS. Nie dość, że na tym stanowisku zarabia się krocie, to odprawy są wielokrotnie większe. Tak jest na stanowisku prezesa, lecz są pośledniejsze stanowiska w tej spółce i w innych spółkach skarbu państwa. Doją Energę i spółki państwowe rotacyjnie, bo „im się należy”. To nawet nie są dziesiątki milionów, ani setki, to więcej. Zresztą wystarczy porównać schemat i metody działania mafii, aby przekonać się, skąd PiS bierze wzorce dojenia, pobierania haraczów.

Tak do tej pory nikt nie postępował, bo poprzednie ekipy rządzące nie umywają się do PiS. Chrzanieniem w bambus jest używanie zwrotów, że poprzednie rządy, że PO-PSL, itd.

Spointuję nieco innym akcentem, mniej smrodliwym niż koza, lecz wielce nadającym się do „Ucha prezesa”, które nawet nie wiem, czy jest jeszcze realizowane, bo za kozami pisowskimi nie można nadążyć. Tomasz Siemoniak na swoim blogu pyta Morawieckiego i Joachima Brudzińskiego o słynną stępkę pod prom: „Dlaczego PiS nie poleruje stępki papierem ściernym?”

Niedługi tekst Siemoniaka jest przezabawny i uświadamia, że PiS nie tylko wprowadza i wyprowadza kozy, ale też ośmiesza na świecie imię Polski. Te dwie postaci pisowskie Morawiecki i Brudziński są jak Friko i Koko z cyrkowych skeczów, gdy jedna postać krzyczy do drugiej: „Wiesz Friko, że jesteś większym krętaczem ode mnie” i słyszy odpowiedź: „Ale ty Koko jesteś większym kłamcą”.

Pisowskie kozy pozostawią na zawsze smród na naszym wizerunku, ale moglibyśmy zadbać o to, aby już żadnych kóz nie wprowadzali. Jest na to jeden sposób, ich wyprowadzić.

NAKŁO. KSIĄDZ ŚWIĘCIŁ BURGERY. OTWORZONO MCDONALDA

Redakcja Kuriera Nakielskiego umieściła fotografie z otwarcia miejscowej restauracji fast food.

Pisowska wojna medialna. Walka o martwe dusze

jacekKurskiNieJest

Jacek Kurski został odwołany z powodu wojny dwóch medialnych frakcji pisowskich – „Gazety Polskiej” Sakiewicza i „wSieci” braci Karnowskich.

Artykułuje to Paweł Wroński.

łzy

Bracia Karnowscy atakują decyzję Rady Mediów Narodowych.

karnowski

„Rada Mediów Narodowych w mojej ocenie zgrzeszyła tu pochopnością osądu i decyzji. To nie jest poważny i racjonalny sposób działania, a metoda, która powoduje tylko rozchybotanie struktury. Inaczej mówiąc: dzięki Radzie Mediów Narodowych miał być powszechny abonament, a będzie kolejne zamieszanie”.

Kto zostanie szefem TVP, w gruncie rzeczy wsio rawno, bo dla mediów do niedawna publicznych i tak to jest grób.

Jak kpi Dominika Wielowiejska: jest jeszcze Rydzyk, też zna się na mediach.

04fb0ab490e141c9a52dd4c962c60b5a

Mamy jaja, jak berety. Nastąpiła sekwencja zdarzeń. Czabański z Lichocką pojechali do prezesa, który puknął ich w czoło.

poOdwołaniu

I Kurski zostaje.

odwołany

Pisowszczyzna, amatorszyzna.

Więcej >>>

Post Navigation