Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Tomasz Terlikowski”

Szydło nie spotkała się z niepełnosprawnymi, za to znalazła czas dla gangsterów

Dziennikarze Bertold Kittel i Anna Sobolewska przygotowali materiał na temat grupy przestępczej w trójmieście.

Napady, wymuszenia, handel narkotykami i sutenerstwo to najbardziej dochodowe gałęzie gangsterskich interesów”.

TVN pokazuje karierę przestępcy Olgierda L.

Bertold Kittel: „Otoczył się najbardziej niebezpiecznymi i doświadczonymi kryminalistami. Bez problemu wchodzi do Sejmu, ma kontakty z biznesem i światem polityki. W Gdańsku coraz więcej ludzi uważa go za nietykalnego”.

– Sugerowanie, że przypadkowe spotkanie z ludźmi, podającymi się w Rytlu za wolontariuszy, było „kontaktami polityków PiS z gangsterami” jest szczególnie obrzydliwym kłamstwem. Wobec osób, rozpowszechniających tego typu pomówienia będą zastosowane kroki prawne – oświadczyła po materiale Beata Szydło.

Robert Maślak (Lewica Razem): Słusznie. Za każdą sugestię, że to spotkanie było przypadkowe zgłaszałbym do prokuratury. Podobnie jak za to, że przypadkowy był telefon pana z łańcuchem do Banasia”.

Jarosław Kurski (Gazeta Wyborcza): Mafijne państwo PiS. Do członków Bad Company podchodzi przywitać się ówczesna premier Beata Szydło, a także minister obrony Antoni Macierewicz oraz minister środowiska Jan Szyszko”.

Robert Biedroń (europoseł): Premier Szydło, ministrowie Macierewicz i Szyszko jowialnie witają się z neonazistami i gangsterami. W tym kontekście Banaś, wynajmując swoją kamienicę krakowskiej mafii na burdel, jest faktycznie kryształowy””.

– Służby i policja powinny jednak uchronić premier Szydło przed taką sytuacją – komentuje dziennikarka Dominika Wielowieyska.

Bartłomiej Sienkiewicz (były szef MSWiA): Jak byście się nagle znaleźli w tłumie łysych karków, na maksa przypakowanych, wytatuowanych i obwieszonych złotem – nie bójcie się! To normalni wolontariusze chcący pomagać PiS”.

Reakcje internautów:

„Mafia VAT-owska w Ministerstwie Finansów i kontakty szefa NIK Mariana Banasia z przestępczym półświatkiem, to dla rządu PiS za mało. Do kolekcji trzeba dorzucić spotkanie premier Szydło, Macierewicza i Szyszko z przywódcą trójmiejskiej grupy przestępczej. Serdecznie gratulujemy”.

„Strugam gościa, którego nic nie zaskoczy, ale przyznam się, że informacje o spotkaniach Szydło i Antka Aviatora z bandziorami to mnie zaskoczyły. Coraz bardziej widać, że Banaś to nie wyskok, tylko reguła”.

„SŁUŻBY nie wiedziały o mafii Vat w MF. SŁUŻBY nie wiedziały o sutenerach w kamienicy prezesa NIK. SŁUŻBY nie wiedziały, że pani Premier Szydło spotyka się z gangsterami. Czyli minister MSWiA i koordynator służb specjalnych jest niekompetentny…albo to jedna, wielka ściema”.

„Odpowiadam wszystkim, którzy pytają, w jakim my kraju żyjemy? Rozumiem rwanie włosów i szeroki wytrzeszcz oczu po reportażu z Szydło, Macierewiczem i gangsterami w roli głównej, ale to nie dziwota, wszak półświatek i polityczna mafia niewiele się od siebie różni! Rąsia w rąsie!”.

Kmicic z chesterfieldem

Wiele wskazuje na to, że miejscem pochówku będzie archikatedra. I trzeba powiedzieć jasno, że jeśli tak będzie to będzie to decyzja skandaliczna i haniebna. Skandaliczna, bo nie licząca się z ofiarami, a haniebna, bo dowodząca, że wina w takiej sytuacji nie ma znaczenia, i że solidarność hierarchii jest ważniejsza niż sprawiedliwość” – taki wpisem na Facebooku Tomasz Terlikowski ocenił decyzję dotyczącą miejsca pochówku abp. Paetza.

Zmarły w piątek duchowny miał zakaz głoszenia kazań ze względu na oskarżenia o seksualne molestowanie młodych księży i kleryków.

Kuria archidiecezjalna w oficjalnym komunikacie poinformowała, że pogrzeb hierarchy kościelnego będzie miał charakter prywatny, a na miejsce pochówku została wybrana poznańska katedra.

Miejsce pochówku oraz forma pogrzebu są zgodne z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego i zostały ustalone ze Stolicą Apostolską, Nuncjaturą Apostolską w Polsce oraz rodziną duchownego” – taką informację przekazała kuria.

Zdaniem Tomasza Terlikowskiego ta decyzja jest nieprzemyślana. „Trudno sobie wyobrazić, by te…

View original post 1 530 słów więcej

 

Antychrześcijańskie wartości Kaczyńskiego

Adrian Zandberg (Lewica Razem/Razem) skomentował wystąpienie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w Lublinie.

Komentarz Zandberga

Kmicic z chesterfieldem

Sprawa tajemniczej śmierci byłego boksera Dawida Kosteckiego zaczyna być coraz bardziej bulwersująca. Już chyba mało kto wierzy w oficjalną wersję, w ramach której popełnił on samobójstwo, leżąc na więziennej pryczy. Co zdecydowanie zastanawiające, prokuratura zamiast wyjaśniać wątpliwości w tej sprawie, wywołuje coraz więcej pytań, nasilając wręcz wrażenie, że coś w niej ukrywa. Sytuacja, w której jeden ważny świadek, mający olbrzymią wiedzę o kulisach afery, w którą zamieszanych może być szereg VIP-ów z Podkarpacia, w tym prominentnych polityków obozu władzy, kontrolującego przecież prace prokuratury powinna postawić na nogi nawet największych sympatyków PiS. Tak bowiem nie działa państwo normalne, uczciwe i otwarte.

Reporterzy Radia Zet dotarli do listu, jaki do prezesa partii rządzącej Jarosława Kaczyńskiego napisała żona Dawida Kosteckiego. Ujawniła ona w nim bardzo niepokojące wydarzenia z celi swojego męża.

“(…) Od miesiąca robię wszystko co możliwe, by wyjaśnić sprawę śmierci mojego męża. (…) Nigdy nie uwierzę, że Dawid mógł się…

View original post 1 433 słowa więcej

 

Kaczyński straszy…

Depresja plemnika

„Ładnie się musi palić, żeby iść już w takie bzdury totalne… To już jest walenie na oślep. Raz weszło straszenie uchodźcami, to pójdziemy jeszcze raz. Mam złą wiadomość: ten temat już wygasł” – skomentował jeden z internatów powrót prezesa PiS do retoryki sprzed prawie czterech lat. Na konwencji w Łodzi Kaczyński znowu wywołał temat zagrożeń, które stanowią uchodźcy.

„Co się dzieje na zachód od naszych granic, to państwo wiecie. Nie chcę tego opowiadać, bo znów będą mówili, że mam jakieś uprzedzenia. A ja mówię po prostu o faktach. Faktach, którym się nie da zaprzeczyć” – twierdził Kaczyński. Jak zwykle – nie przytoczył ani jednego rzekomego faktu. Zapytał działaczy PiS zebranych w sali 4-gwiazdkowego hotelu w Łodzi: – „Czy chcecie państwo, żeby w Polsce były strefy, gdzie rządzi szariat?”. Oczywiście, usłyszał chóralnie „Nie”.

Przypomnijmy – w 2015 r. Kaczyński w Sejmie podczas debaty na temat uchodźców stwierdził, że „W Szwecji są…

View original post 1 199 słów więcej

 

„Kler” przeorze świadomość Polaków. Duda normalnieje?

Warszawski ksiądz Jacek Dunin-Borkowski w swoim wpisie na Twitterze ocenił, że „plaga pedalstwa w kościele nie jest związana a celibatem”.

Ksiądz w ten sposób, odniósł się do wpisu dziennikarza TVP Cezarego Gmyza, który na swoim Twitterze polecił tekst Tomasza Terlikowskiego o homoseksualizmie w kościele. W artykule postawiono tezę, że na obecny kryzys w kościele związany z nadużyciami seksualnymi duży wpływ ma homoseksualizm wśród księży. Gmyz dodał od siebie, że wpływ na problem ma również celibat.

Ksiądz Dunin-Borkowski skomentował słowa Gmyza. „Plaga pedalstwa w Kościele nie jest związana z celibatem. Tylko pedał jest trochę mniej widoczny, szczególnie jak się księża pieprzą ze sobą. No i nie mają dzieci”.

Wpis księdza wywołał dyskusję. Włączył się do niej Kazimierz Bem, zadeklarowany gej oraz pastor ewangelicko-reformowany, mieszkający w USA.

Komentarz diecezji warszawsko-praską. – W związku z głęboko niestosownymi publikacjami ksiądz Jacek Dunin-Borkowski zostanie wezwany na rozmowę do Kurii Warszawsko-Praskiej – mówi Jakub Troszyński, rzecznik diecezji.

Jak dodaje, w przeszłości ksiądz Jacek Dunin-Borkowski dwukrotnie otrzymał upomnienia kanoniczne za niestosowne wpisy na portalach społecznościowych.

Z księdzem Duninem-Borkowski nie udało nam się skontaktować. Jak ustaliliśmy, aktualnie nie pracuje w żadnej parafii i ze względu na osobistą sytuację, przebywa w domu rodzinnym.

Pedofilia w Kościele: liczne przypadki

W ostatnich miesiącach było głośno nie tylko o przypadkach pedofilii w USA, Irlandii czy Niemczech, ale także w Polsce, jak chociażby o sprawie księdza Romana B., który więził i przez kilkanaście miesięcy gwałcił 13-letnią uczennicę, którą poznał na lekcjach religii czy o księdzu Pawle K., który odsiaduje wyrok 7 lat więzienia za wykorzystanie trzech chłopców.

Więcej o przypadkach pedofilii w Kościele przeczytasz tutaj:

Ministerstwo sprawiedliwości opublikowało listę 28 organizacji, którym przyznano dotacje z Funduszu Sprawiedliwości. Jedną z nich jest fundacja Lux Veritatis Tadeusza Rydzyka.  Na razie nie wiadomo, ile pieniędzy trafi do redemptorysty; wiadomo natomiast, że Fundusz Sprawiedliwości dysponuje ponad 200 milionami złotych. – „Na korytarzach mówi się, że tym razem dotacje sięgały nawet kilkudziesięciu milionów” – powiedział TVN 24 jeden z urzędników resortu, prosząc o zachowanie anonimowości.

Oprócz fundacji Rydzyka, dotacje dostaną przede wszystkim organizacje związane z Kościołem. Na liście jest np. fundacja „Action Life”, która specjalizuje się w niesieniu pomocy parom z problemem niepłodności (oczywiście bez metody in vitro). Z kolei Fundacja Podlaskie Centrum Radiowe, która chce rozwijać „media na poziomie lokalnym i regionalnym w oparciu o zasady nauki społecznej Kościoła Katolickiego”, dostała aż dwie dotacje.

Pieniądze zgromadzone w Funduszu Sprawiedliwości, który wcześniej nazywał się Funduszem Pomocy Poszkodowanym i Pomocy Postpenitencjarnej, pochodzą z kar, które nakładają sądy na sprawców przestępstw. Przed dojściem PiS do władzy środki z Funduszu trafiały do organizacji pozarządowych, które prowadziły linie telefoniczne dla ofiar przemocy domowej, zajmowały się pomocą dla nich czy prowadziły domy dziennej opieki dla zagrożonej młodzieży.

Widać już spadek poparcia dla Unii w ciągu ostatniego roku. Oznacza to, że PiS-owska propaganda działa. W końcu może dojść do tego, że z 80 proc. poparcia dla członkostwa Polski w UE spadniemy do 50 proc. W telewizji publicznej przekonuje się ludzi, że mamy do czynienia z dyktatem Brukseli, że Unia chce nam narzucić swoje prawa, że lewacka Europa dybie na nasze wartości… Prezydent opowiada brednie o „wyimaginowanej wspólnocie” i przyrównuje Unię do zaborów, a premier kłamie od świtu do nocy – mówi w rozmowie z nami prof. Dariusz Rosati, europoseł, członek zespołu doradców ekonomicznych PO i były minister spraw zagranicznych. – Proces krytykowania i zohydzania Unii w oczach obywateli trwa. Decyzja Komisji Europejskiej zostanie zresztą również do tego wykorzystana. Antyunijna propaganda będzie trwała, a jak rząd się zorientuje, że naród został „urobiony”, to wtedy ten temat pojawi się oficjalnie. Powtarzam, wszystko zmierza do tego, żebyśmy z Unii wyszli

KAMILA TERPIAŁ: Komisja Europejska zdecydowała o przekazaniu skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE „z uwagi na pogwałcenie przez Polskę zasady niezawisłości sędziów”. Chce również, aby Trybunał przywrócił stan prawny sprzed wprowadzenia ustawy o Sądzie Najwyższym. Czekał pan na taki ruch?

DARIUSZ ROSATI: To było jasne od ubiegłej środy. Decyzję podjęto w trybie obiegowym, czyli nawet nie czekając na kolejne posiedzenie Komisji. Wcześniejsze wstrzymanie się z decyzją było interpretowane jako czekanie na wyniki rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego z I Prezes Sądu Najwyższego prof. Gersdorf. Nie liczyłem na to, że PiS będzie w stanie wycofać się z decyzji, bo musiałby przyznać się do porażki.

Decyzja KE jest uzasadniona ze względu na kilka zapisów w ustawie o Sądzie Najwyższym, które naruszają niezawisłość sędziowską i niezależność SN.

Po pierwsze, chodzi o skrócenie kadencji sędziów zapisem o zmianie wieku emerytalnego – tak nie można postępować, bo na mocy konstytucji sędziowie są nieusuwalni. Nie można przy pomocy ustawy zmieniać zapisu konstytucji.

Po drugie, chodzi o upoważnienie prezydenta do arbitralnego decydowania, który sędzia może jeszcze orzekać, a który już nie. To jest ewidentne poddanie sędziów presji politycznej i szantażowi, aby orzekali zgodnie z oczekiwaniami PiS-u.

Po trzecie, chodzi o skrócenie kadencji I Prezes SN, która określona jest w konstytucji. Te zmiany powodują, że polski wymiar sprawiedliwości traci zdolność do sprawiedliwego osądu, co narusza artykuł 19. Traktatu o Unii Europejskiej.

Komisja nie dała się nabrać na „uniki” premiera Morawieckiego i rządu?
Nie wiem, skąd biorą się takie naiwne wyobrażenia, że Komisja nie wie, co się u nas dzieje, co robi PiS, i że można wysłać „Białą księgę”, czyli 80 stron propagandowego bełkotu, a Bruksela to w dobrej wierze kupi. Tam przecież pracują poważni fachowcy, prawnicy, ludzie kompetentni i oni widzą te wszystkie sztuczki.

Mamy do czynienia z próbami robienia idiotów z przedstawicieli KE i innych państw. To typowa pisowska kombinacja bezczelności i ignorancji, która świadczy o tym, że władza nie ma pojęcia o tym, jak funkcjonuje świat.

Sprawa ma być rozpatrzona w trybie pilnym. Jest szansa na zawieszenie ustawy zanim PiS przejmie SN? Czy jest już za późno?
Kluczowy jest w tym momencie tzw. tymczasowy środek zapobiegawczy, czyli zawieszenie działania zaskarżonych zapisów ustawy po to, aby nie powodować nieodwracalnych szkód. Rozstrzygnięcie w trybie pilnym może zająć nawet kilka miesięcy, ale do orzeczenia środka zapobiegawczego może dojść bardzo szybko, nawet w ciągu jednego tygodnia.

Czyli Komisji też zależy na czasie?
Oczywiście. Komisja przecież zdaje sobie sprawę, że PiS chce dokonać pełnej wymiany składu sędziowskiego, a potem dopiero ewentualnie iść na jakąś ugodę. Tyle że wtedy będzie już „pozamiatane”. I Komisja, i Trybunał Sprawiedliwości UE zdają sobie z tego sprawę, dlatego liczę się z tym, że decyzja o zastosowaniu środka zapobiegawczego zostanie podjęta bardzo szybko.

To będzie taka sama procedura jak w przypadku Puszczy Białowieskiej. Wtedy rząd się do wyroku nie zastosował, więc Trybunał nałożył karę finansową.

Co się stanie, jak nie zastosuje się w tej sprawie? Członkowie rządu i PiS-u przekonują, że Trybunał nie ma prawa wydawać takich orzeczeń.
Bzdura. Polska ma obowiązek respektować orzeczenia TSUE. Podstawą prawną do ich wydania są zapisy traktatów, a w tej konkretnej sprawie art. 19 Traktatu o UE w połączeniu z Kartą Praw Podstawowych. Koniec, kropka. Jeżeli rząd polski znowu się nie zastosuje, czyli nie wstrzyma działania zapisów po wydaniu przez Trybunał decyzji o podjęciu środka zapobiegawczego, procedura będzie taka jak poprzednio. Kary nakładane będą za każdy dzień do momentu podjęcia ostatecznej decyzji.

Jak zachowa się rząd?
Wydaje mi się, że będą szli w zaparte, tak jak do tej pory. Dla PiS-u to jest znacznie ważniejsza sprawa niż Puszcza Białowieska. To jest bój o niezależność sądownictwa, który toczy się od półtora roku.

Gdyby rząd się cofnął, to straciłby twarz w obliczu swoich zwolenników, których do tej pory karmił propagandą, że ma prawo do dokonywania takich zmian, a Unia nie może dyktować, co mamy robić. Dlatego nie mogą się cofnąć.

Taki brak reakcji może oznaczać chęć wyprowadzenia Polski z UE?
Wszystko do tego zmierza, tylko Jarosław Kaczyński wie, że to musi zostać poprzedzone przygotowaniem opinii publicznej. W tej chwili nie może ogłosić, że Polska powinna wystąpić z UE, dlatego że poparcie dla członkostwa jest nadal duże. Dlatego proces krytykowania i zohydzania Unii w oczach obywateli trwa. Decyzja Komisji Europejskiej zostanie zresztą również do tego wykorzystana. Antyunijna propaganda będzie trwała, a jak rząd się zorientuje, że naród został „urobiony”, to wtedy ten temat pojawi się oficjalnie. Powtarzam, wszystko zmierza do tego, żebyśmy z Unii wyszli. Niektóre niecenzurowane wypowiedzi polityków obozu władzy jednoznacznie na to wskazują. To jest realne niebezpieczeństwo i oczywiście nie muszę mówić, że to byłaby dla naszego kraju katastrofa o historycznym znaczeniu.

Najbardziej frustrujące jest to, że sami sobie strzelilibyśmy w stopę, bez zewnętrznego nacisku, choć wiele wskazuje, że mamy do czynienia z aktywnym wsparciem Moskwy dla tego scenariusza.

Co w tej sprawie może zrobić opozycja, zarówno w kraju, jak i za granicą?
Opozycja musi głośno mówić, do czego zmierza ta władza. Nie tylko zabiera nam wolność i łamie zasady demokracji, ale na końcu tej drogi jest wyjście Polski z UE i izolacja na arenie międzynarodowej, czyli zastąpienie naszych sojuszy i współpracy z zachodem Europy, jakimiś zastępczymi i tymczasowymi układami, na przykład z Węgrami. Oznaczałoby to wepchnięcie nas ponownie w orbitę wpływów rosyjskich, a to byłoby dla Polski śmiertelnie niebezpieczne. Wszyscy politolodzy wiedzą i ostrzegają: albo Polska jest częścią Zachodu, albo jest wasalem Rosji, innej możliwości nie ma. O tym trzeba głośno mówić, a w trakcie kampanii samorządowej tłumaczyć, że to wiąże się z utratą pieniędzy europejskich.

Ale gra idzie o większą stawkę niż pieniądze – wyprowadzenie naszego kraju z UE jest instrumentem do zdobycia całości władzy w Polsce, zniewolenia instytucji demokratycznych, podporządkowania sobie sądów, mediów, policji, prokuratury i przywrócenia mniej lub bardziej ostrego autorytaryzmu. Celem Jarosława Kaczyńskiego jest zbudowanie totalitarnego państwa, podporządkowanego jednej osobie.

Ciężar rozmów z szefami państw UE musi wziąć na siebie opozycja? Po to Grzegorz Schetyna spotkał się w poniedziałek z Angelą Merkel?
Trzeba mówić naszym partnerom, że polityka PiS-u nie ma poparcia większości społeczeństwa i jest uzurpacją. Trzeba tłumaczyć, że to jest świadoma polityka polegająca na oddalaniu nas od Unii poprzez dezinformację i propagandę antyeuropejską. To nie wszystko, trzeba też przekonywać partnerów, żeby nie byli bierni, a to nie jest łatwe. Wielu polityków w krajach zachodnich daje do zrozumienia, że wyjście Polski i Węgier z Unii przyjęliby z ulgą, bo polityka prowadzona przez rządy obu państw osłabia Unię Europejską.

Coraz częściej słychać też opinie, że nie dojrzeliśmy do demokracji. Nasi partnerzy nie potrafią zrozumieć, że wybory wygrywa partia populistyczna, która łamie konstytucję, dokonuje zamachu na trójpodział władzy, i nadal cieszy się wysokim poparciem; że Polacy godzą się na ten pełzający zamach stanu.

Cały czas jednak chcą być w Unii. Jak to pogodzić?
Dlatego najpierw PiS musi to zmienić. Muszę pani powiedzieć, że widać już spadek poparcia dla Unii w ciągu ostatniego roku. Oznacza to, że PiS-owska propaganda działa. W końcu może dojść do tego, że z 80 proc. poparcia dla członkostwa Polski w UE spadniemy do 50 proc. W telewizji publicznej przekonuje się ludzi, że mamy do czynienia z dyktatem Brukseli, że Unia chce nam narzucić swoje prawa, że lewacka Europa dybie na nasze wartości… Prezydent opowiada brednie o „wyimaginowanej wspólnocie” i przyrównuje Unię do zaborów, a premier kłamie od świtu do nocy.

Ale udowodnić mu kłamstwo nie jest tak łatwo. Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił oddalić wniosek, który w zeszły wtorek politycy PO złożyli przeciwko premierowi za tzw. kłamstwo drogowe. To może być działanie na zasadzie „lepiej nie narażać się władzy”?
To może być skutek „efektu mrożącego”. Niektórzy sędziowie mogą się bać. Przejęcie sądów powszechnych i ustanowienie nowej Izby Dyscyplinarnej dało PiS-owi narzędzia do karania nieposłusznych sędziów i nagradzania posłusznych.

W Polsce nie możemy już liczyć na sprawiedliwy proces i sprawiedliwe wyroki sądowe. Przecież w tym wypadku premier Mateusz Morawiecki, nawet jeżeli nie jest kandydatem w tych wyborach, to jest członkiem partii, która bierze w nich udział, jest twarzą kampanii PiS, a wszystkie jego wypowiedzi są osadzone w kontekście wyborczym. W tym kontekście nie rozumiem stanowiska sądu.

Sąd stwierdził, że słowa premiera wypowiedziane na spotkaniu wyborczym nie były agitacją polityczną. A czym mogły być?
Niczym innym.

Do ludzi naprawdę trafiają takie słowa jak te o „wyimaginowanej wspólnocie, z której niewiele wynika”? Przecież wystarczy się rozejrzeć…
To jest właśnie element propagandy antyunijnej.

Parę lat temu prezydent Andrzej Duda jeszcze takich głupot nie opowiadał. Teraz mówi o „wyimaginowanej wspólnocie” jeżdżąc po drogach, odwiedzając szpitale, uczelnie, szkoły wybudowane lub odnowione za pieniądze unijne. Ta propaganda ma zmienić naturalne nastawienie proeuropejskie na antyunijne i ułatwić decyzję o wyprowadzeniu Polski z UE. Jak szybko PiS-owi uda się zmienić to nastawienie? Zdąży przed wyborami parlamentarnymi? Mam nadzieję, że nie zdąży.

Ta propaganda wpływa na mniej zorientowanych. Dla większości chyba argumenty za członkostwem są tak oczywiste, że nie można im zaprzeczyć. Chodzi przede wszystkim o unijne pieniądze, ale także swobodę podróżowania czy dostęp naszych firm do jednolitego rynku. Mam nadzieję, że większość Polaków nie da się otumanić prymitywną PiS-owską propagandą, w której na wyścigi uczestniczą szef rządu i głowa państwa. Wstyd, że mamy prezydenta i premiera, którzy łamią konstytucję i angażują się w działania sprzeczne z polską racją stanu.

Andrzej Duda przybył w niedzielę do USA, by wziąć udział debacie generalnej 73. sesji Zgromadzenia ONZ oraz w posiedzeniu RB ONZ.

Duda spotkał się również z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenko oraz prezydentem USA Donaldem Trumpem, który wspominał niedawne spotkanie w Białym Domu, a podczas swojego przemówienia przed Radą Bezpieczeństwa wymienił Polskę jako jeden z czterech państw, które osiągają sukces i radykalnie zmieniają się, odrzucając globalizację. Prezydent USA nie zapomniał wspomnieć o grubych milionach, jakie Polska będzie płaciła za stałe bazy amerykańskie.

W swoim przemówieniu na forum Zgromadzenia ONZ Duda przedstawił „wizję pozytywnego multilateralizmu związanego z budowaniem realnej wspólnoty międzynarodowej opartej na suwerennej równości państw”. Zapowiedział też powrót Polski do udziału w misjach pokojowych oraz poparł deklarację o wzmocnieniu oddziałów pokojowych, zwiększeniu bezpieczeństwa żołnierzy i lepszego ich wyposażenia.

W panelu poświęconym misjom pokojowym, Donald Tusk przysiadł się do prezydenta, co zostało szybko wychwycone przez kamery i fotoreporterów.  Na nagraniu widać, że panowie dobrze się czuli w swoim towarzystwie. Rozmawiali, śmiali się, żartowali. Patrząc na nich, nikt by nie uwierzył, że na co dzień reprezentują oni zupełnie inne poglądy, inne wizje polityczne i do tej pory stosunki między nimi były mocno napięte.

Oczywiście, wszyscy są ciekawi, o czym rozmawiali, co ich tak rozbawiło. Tego się jednak nie dowiemy, bo jak zdradził PAP Krzysztof Szczerski, była to „rozmowa prywatna. Gdybym powiedział o czym była, stałaby się publiczną. Gdyby była to rozmowa publiczna jej przebieg i charakter byłby inny. Dopóki nikt nie upoważni nas do tego, żeby tę treść przekazywać, to utrzymamy nieformalny i prywatny charakter tej rozmowy”.

Jedno jest pewne. Obu panom było miło i przyjemnie. Nagranie z ich spotkania obiegło już internet wywołując spore zaskoczenie, bo chyba nikt nie mógł spodziewać się, że potrafią oni rozmawiać ze sobą na luzie, uśmiechać się i żartować. Ech, jakże byłoby dobrze, gdyby tego typu zachowania stały się polską normalnością, ale „jedna jaskółka wiosny nie czyni”, więc raczej nie możemy liczyć na powtórkę.

Waldemar Mystkowski pisze o Morawieckim.

Ten pewien stopień dla Wielkiej Brytanii skończył się Brexitem, dla Polski może skończyć się odpowiednio – Polexitem.

Ryszard Czarnecki swego czasu umówił się z dziennikarzem na „w pół do pierwszą”, a Mateuszowi Morawieckiemu do „półtorej roku” rządzenia brakuje jeszcze rok. Obydwaj są z podobnego rozdania, samoocenę mają zawyżoną, co w psychologii jest jednoznaczne, są to faceci z kompleksami. Tacy ludzie nie rozmawiają, nie dyskutują, bo swoje wiedzą. To przypomina mi dawną ustawę z Pensylwanii, która zabraniała plucia pod wiatr. Pół biedy, gdy ślina wracała na twarz plującego, ale kłopot brał się, gdy ślina lądowała na twarzy tego, z kim plujący dyskutował.

Morawiecki na dyskusję musi mieć pozwolenie prezesa. A Kaczyński mu nie pozwala, bo realizuje swój plan zaprowadzenia zamordyzmu. Premier Morawiecki jest tylko narzędziem w jego rękach, który mówi w wyznaczonych ramach.

Komisja Europejska pozwała władzę pisowską do Trybunału Sprawiedliwości UE. Morawiecki to nazywa „krokiem, który dialog do pewnego stopnia urywa”. Komisja Europejska – namiastka rządu unijnego – zaskarża prowincję o sprzeniewierzenie się wartościom, które obowiązują na całym terytorium, a Morawiecki twierdzi, że to urywa więzi – acz „do pewnego stopnia”.

Jeżeli więc prowincja nie podejmie dialogu, to znaczy nie wróci do stosowania norm, które wspólnotę spajają, to albo zostaje wykluczona ze wspólnoty wartości, albo dotyka ją „karna ekspedycja”, przymus. To ostanie nie jest możliwe, więc Morawiecki opowiedział się za wykluczeniem Polski z Unii Europejskiej – „do pewnego stopnia”.

Ten pewien stopień dla Wielkiej Brytanii skończył się Brexitem, dla Polski może skończyć się odpowiednio – Polexitem.

Mateusz Morawiecki, jak jego tatuś Kornel, wyznaje szemrane wartości – opisane w „Boboku” przez Fiodora Dostojewskiego, którego bohater na cmentarzu słyszał głosy zmarłych. Ojciec premiera nawet od tych zmarłych dostał dla swojej partii podpisy poparcia.

I takie wartości rodzinne wyznaje Mateusz Morawiecki. Pluje w imieniu prezesa, poniekąd też swoim, ale ta plwocina leci na wszystkich nas, Polaków, którzy nie podzielamy tych wartości pod wiatr demokracji. Z „półtorej roku” Morawieckiego zostało mu jeszcze rok – do wyborów parlamentarnych i niech on wówczas skończy na politycznym śmietniku jako Bobok.

>>>

Abp Gądecki, facecik od kłamstw i wartości antyludzkich

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Episkopatu, postanowił włączyć się w prace legislacyjne nad projektem „Zatrzymaj aborcję” Kai Godek. Prawniczkom Biura Analiz Sejmowych wytknął błędy w opinii i stwierdził, że stosują „retorykę nazistowską”. A to wszystko w Boże Ciało, jedno z najważniejszych katolickich świąt.

Głównym tematem homilii abp Stanisława Gądeckiego w Boże Ciało była – i to nie jest zaskoczenie, a raczej już tradycja – aborcja. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski najpierw skomentował jedną z opinii BAS o „Zatrzymaj aborcję” Kai Godek, potem omówił pomysł prezydenta Poznania na wprowadzenie 24 godzinnych dyżurów ginekologicznych, na koniec skrytykował odbywające się w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu „Warsztaty z rewolucji”.

Podczas akcji T4, jak zaznaczył Gądecki, „przeliczano koszty utrzymania jednego niepełnosprawnego i w ten sposób udowadniano konieczność fizycznej eliminacji osób ułomnych”. (Kryptonimem Akcja T4 hitlerowskie Niemcy oznaczały akcję wymordowania łącznie ok. 200 tys. osób chorych i niepełnosprawnych).

Mowa o opinii o projekcie „Zatrzymaj aborcję” Kai Godek, którą dla Biura Analiz Sejmowych napisały dr Izabela Bień i Justyna Osiecka – Chojnacka (pojawiła się na stronie sejmowej 18 kwietnia 2018 r.) W pierwszej kolejności zapraszamy arcybiskupa, by dokładnie przeczytał opinię BAS, skoro koniecznie chce ją komentować. Także jej tytuł.

Jest to bowiem „Ocena skutków regulacji zawartych w projekcie”, a nie „Ocena wartości moralnych zawartych w projekcie”. Zgodnie z nazwą dokumentu prawniczki opisują skutki finansowe, społeczne, prawne i polityczne projektu „Zatrzymaj aborcję”, których autorzy projektu nie opisali, choć powinni.

Zapewniamy arcybiskupa, że w procesie stanowienia prawa, choćby dane prawo było nie wiadomo jak moralnie pożądane, niezbędny jest element oceny skutków jego wprowadzenia. Choćby po to, by odpowiednie instytucje, a także budżet państwa, przygotować na zmiany.

Po drugie, w żadnym fragmencie swojego dokumentu prawniczki nie mówią, że „państwu nie opłaca się leczyć chorych dzieci”. Stwierdzają jedynie oczywisty skądinąd fakt, że po wprowadzeniu ustawy dzieci do leczenia będzie więcej.

W przeciwieństwie do Kai Godek i hierarchów Kościoła katolickiego, który mają potrzebę wydania moralnej oceny każdemu zachowaniu i każdej wypowiedzi, prawniczki przewidują, jakie konsekwencje przyniosą nowe regulację. I nie wydają ocen moralnych. A są to konsekwencje poważne, nie tylko finansowe, ale także społeczne, polityczne.

Prawniczki zwracają m.in. uwagę, że:

„Ustawa wpłynie na funkcjonowanie instytucji ochrony zdrowia, w tym zajmujących się opieką paliatywną i hospicyjną (włączonych do systemu ochrony zdrowia mocą rządowego programu „Za życiem”).
Obecnie funkcjonuje 14 hospicjów perinatalnych, z których tylko 4 ma podpisane umowy z NFZ. Można zakładać, że projektowane zmiany spowodują znaczny wzrost liczby pacjentów w tego typu placówkach. Jednak zapewne nie uda się im objąć opieką wszystkich potrzebujących”.

I przytomnie zauważają: „Powinno się zatem położyć nacisk na usprawnienie istniejącego systemu opieki zdrowotnej, w tym paliatywnej, a także dołożyć wszelkich starań, aby wsparcie dla rodzin dzieci niepełnosprawnych, zgodnie z obowiązującymi przepisami (w tym w ramach programu „Za życiem”), było należycie realizowane.

Jak rozumiemy, kwestia braku miejsc w hospicjach dla osób ciężko chorych i brak odpowiedniej opieki dla nich nie jest już dla arcybiskupa istotna. Jak słusznie zauważają autorki opinii: „Zagadnienie to pozostaje jednak poza obszarem zainteresowania projektodawców, którzy np. nie przewidują finansowanych skutków wdrożenia regulacji”.

Powiedzmy to jeszcze raz: każda ustawa wymaga oceny skutków regulacji, także a może przede wszystkim finansowych. Wyzywanie z tego powodu prawników i prawniczek od nazistów wydaje się więc raczej nietrafione.

Art. 38 Konstytucji

Abp Gądecki skarży się dalej: „W analizie pominięto istotny artykuł 38 konstytucji Rzeczpospolitej który brzmi: Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia oraz art. 2 z ustawy o rzeczniku praw dziecka który stanowi, że dzieckiem jest każda istota od poczęcia do pełnoletniości”.

Po pierwsze, ocena skutków regulacji nie wymaga moralnego uzasadnienia wprowadzenia lub nie proponowanej ustawy. Lub jej zgodności z Konstytucją. Od tego były inne opinie BAS, które nazywały się właśnie „Opinia na temat zgodności z Konstytucją projektu”. Tam arcybiskup znajdzie dużo o art. 38.

Po drugie, zdaniem wielu prawników art. 38 nie odnosi się do okresu przed urodzeniem. Podczas dyskusji nad kształtem tego artykułu, przed przyjęciem Konstytucji 1997 r., był pomysł, by wprowadzić określenie „od poczęcia”. Zgromadzenie Narodowe nie zgodziło się na to. Analizowała to w OKO.press. Irmina Kotiuk. Pisaliśmy też o tym w tekście o prof. Zollu.

Tajne zabiegi w Poznaniu

„Zabijanie dzieci poczętych poza trzema wyjątkami jest w Polsce zakazane. Tymczasem w Poznaniu słyszymy dziwne zapowiedzi – ginekolog 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu bez klauzuli sumienia. Projektodawca oświadcza, że w tym przypadku kwestie światopoglądowe powinny zejść na drugi plan. Problem w tym, że zabijanie dzieci w łonie matki nie jest kwestią światopoglądową” – powiedział na koniec abp Gądecki. I to jest dopiero dziwne.

Chodzi o pomysł prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka by Poznaniankom zapewnić 24- godzinne dyżury ginekologiczne: „Gdy potrzebna jest fachowa porada i pomoc, kwestie światopoglądowe powinny zejść na drugi plan. Przygotowujemy projekt 24-godzinnego dyżuru ginekologicznego. Poznaniankom, które z niego skorzystają, nikt nie będzie prawił kazań, tylko udzieli koniecznej pomocy”.

Jak słusznie zauważył Gądecki, aborcja jest w Polsce zakazana poza trzeba wyjątkami. Dlatego też propozycja prezydenta Jaśkowiaka dotycząca lekarzy „bez klauzuli sumienia” nie została przyjęta jako zapowiedź tajnych gabinetów aborcyjnych.

Trudno przypuścić, by prezydent miasta zapowiadał finansowanie z pieniędzy publicznych nielegalnych zabiegów. Chodzi zapewne o łatwy dostęp do antykoncepcji, w tym antykoncepcji awaryjnej, której niektórzy lekarze odmawiają powołując się na klauzulę sumienia.

Nieustannie dziwi nas, że na tego rodzaju insynuacje i nieprawdziwe informacje przewodniczący Episkopatu poświęcił homilię podczas jednego z najważniejszych katolickich świąt.

Czołowy prawicowy publicysta Tomasz Terlikowski, członek zarządu Telewizji Republika ds. programowych, ubolewa nad tym, że nie jest zapraszany do TVP. „Właśnie od „dziennikarza” TVP Info dowiedziałem się, że nie jestem zapraszany do TVP bom oszołom” – tłumaczy Wirtualnym Mediom. Komentarzy na ten temat nie brak:

„TVP Info realizuje strategię partyjną PiS. Na tym etapie PiS nie planuje – jak widać – realizacji swoich obietnic zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej i nie chce, aby ktoś mu to wypominał. W TVP nie ma miejsca na odstępstwa od linii partii – tak wpis Tomasza Terlikowskiego skomentowała Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej”. „Jeszcze by ci się wymsknęło w twoim oszołomstwie, że taki poseł Pięta to nie jest publiczny wzór cnót wszelakich” – dodał Mikołaj Wójcik z „Faktu”, nawiązując do publikacji dziennika w ostatnich dniach na temat romansu posła PiS Stanisława Pięty.

Wielu pamięta, jak pod koniec kwietnia Terlikowski mocno skrytykował na Facebooku Joannę Lichocką, posłankę PiS i członkinię Rady Mediów Narodowych, za słowa, że projekt zaostrzenia ustawy aborcyjnej jest „firmowany przez Kaję Godek i środowiska, które z PiS mają niewiele wspólnego”. Uznał oficjalnie, że wypowiedź posłanki „jest tak żenująca, że trudno z nią polemizować, bo nie wiadomo, od czego zacząć”. Na to Lichocka kilka dni później na antenie Polskiego Radia 24 stwierdziła, że Terlikowski to „pajac zupełny” i że „zachował się, jak zawsze zresztą, jak hałaśliwy pajac w tej sprawie”.

Nieco wcześniej, bo w styczniu tego roku publicysta informował, że władze Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego odwołały jego wykłady z bioetyki. Wszystko dlatego, że w dniu protestów Czarnego Protestu Kobiet Terlikowski na swoim profilu facebookowym porównał kobiety przeciwne ograniczeniu prawa do aborcji do żołnierzy hitlerowskich. Po fali krytyki usunął ten wpis. Kilka dni później wziął jednak urlop w Telewizji Republika, tłumacząc, że nie chce obciążać jej wizerunku swoimi poglądami w sprawie aborcji. Dodał jednak: „Mojej walki o obronę życia nie kończę. Będę ją nadal prowadził. Poza Telewizją Republika” – zapowiedział wtedy.

Podobne żale wylewają na Twitterze inni dziennikarze „dobrej zmiany”, m.in. Piotr Nisztor i Witold Gadowski i komentują na Twitterze:

 „Ooo widzę że zacny redaktor dołączył do skromnego grona wyklętych przez TVP. Naprawdę da się z tym żyć. Prawda, Witold Gadowski? 😉– skomentował nie bez satysfakcji wpis Terlikowskiego Piotr Nisztor z „Gazety Polskiej”. Kiedy zakończono z nim współpracę, dziennikarz stwierdził, że powodem było to, iż na Twitterze żartował z Jacka Kurskiego. Potem wielokrotnie krytykował działania kierownictwa Telewizji Polskiej. W grudniu ub.r. zasugerował, że Jacek Kurski przepisał na córkę swoje warszawskie mieszkanie, żeby pobierać stosowny dodatek do pensji w TVP oraz podróżował prywatnym samolotem Zygmunta Solorza, głównego akcjonariusza Cyfrowego Polsatu. Telewizja Polska zaprzeczyła tym informacjom oraz zapowiedziała pozew wobec Nisztora.

Obecni gospodarze słynnej na cały świat stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim robią co mogą, by odciąć się od przeszłości.

„Nic dziwnego, ostatnie dwie imprezy były, mówiąc eufemistycznie, wielką katastrofą” – komentuje obecne zmiany rozmówca portalu naTemat. I faktycznie skandal z podwójną licytacją konia oraz bardzo słabe wyniki sprzedaży to znak rozpoznawczy ostatnich imprez organizowanych już za rządów PiS.

Po całej serii kompromitujących porażek podjęto więc decyzję o zmianie markowej nazwy tamtejszej aukcji „Pride of Poland” czyli Duma Polski. W związku z tym tegoroczne święto miłośników koni arabskich ma się nazywać „Janów Podlaski Auction & Summer Arabian Horse Sale”, czyli… „Letnia aukcja i sprzedaż koni arabskich z Janowa”. Zanosi się również na zmiany w organizacji aukcji – podaje radio RMF FM.

„Chyba ktoś uznał, że to już nie jest Pride of Poland, czyli duma Polski” – krytykuje w portalu Money.pl Marek Trela, były szef stadniny w Janowie, niekwestionowany autorytet wśród hodowców, przed dwoma laty odwołany ze stanowiska dyrektora przez „dobrą zmianę”.

Podtytuł „konie arabskie ze stadnin państwowych” w nazwie imprezy zdaje się sugerować, że swoich zwierząt nie będą mogli zgłaszać właściciele prywatnych stadnin. Z ustaleń dziennikarzy RMF FM wynika, że konie z prywatnych stadnin trafią tylko do tzw. Summer Sale, a nie głównej aukcji imprezy.

Innym „nowatorskim” rozwiązaniem jest to, że w dwudniowej imprezie będą mogli wziąć udział tylko goście VIP, którzy dostaną zaproszenie od organizatorów i osoby, które wpłaciły wadium. Publiczność, która do tej pory mogła obserwować sprzedaż koni i podziwiać sławnych i bogatych gości z całego świata, w Janowie pojawi się tylko 12 sierpnia, podczas dnia otwartego.

Aukcje koni arabskich z Janowa Podlaskiego i z Michałowa poczynając od 2001 roku przyciągały gości z całego świata, a także ich pieniądze. Oferty na setki tysięcy euro uchodziły za normę, a prestiżowe imprezy były stałym punktem w kalendarzu.

„To smutne. To pokazuje, że PiS potrafi tylko niszczyć. Była fantastyczna impreza, byli klienci, były najlepsze konie, ale urzędnikom z mianowania partyjnego dwa lata wystarczyły, żeby pogrzebać całą polską hodowlę arabów” – powiedział w rozmowie z naTemat jeden z hodowców koni.

„Pride Of Poland” z roku na w przyciągała coraz więcej miłośników koni i hodowców z całego świata. Niemal normą było, że najlepsze konie zmieniały właścicieli za kilkaset tysięcy euro, jak na przykład w 2008 roku, gdy Shirley Watts, żona perkusisty Rolling Stones Charliego Wattsa, kupiła klacz Pietę za 300 tysięcy euro. To wszystko się zmieniło i jest systematycznie zaprzepaszczane od kiedy do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość.

Poseł PiS, Stanisław Pięta, może czuć się niczym celebryta, bo jego nazwisko co rusz pojawia się w mediach i to bynajmniej nie w związku z jakimiś spektakularnymi osiągnięciami. Ostatnio poseł tłumaczy się ze swojej bliskiej znajomości z pewną, poznaną na obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej, młodą kobietą, której podobno w dowód owej bliskości obiecał nawet posadkę w spółkach skarbu państwa.

Historią znajomości zajmuje się „Fakt”, ale, że z gruntu banalna sprawa romansu, obnaża po raz kolejny zakłamanie polityków PiS-u, to stała się również tematem rozmowy podczas programu „Kawa na ławę” w TVN24.

Do doniesień opublikowanych przez „Fakt” odniósł się w programie poseł PO Bartosz Arłukowicz: Nie będę się wypowiadał na temat jego życia prywatnego. Z tej sprawy wyciągam jeden wniosek: wszyscy ci, którzy dają sobie uprawnienia do takiego nadawania sobie moralnej wyższości, takiego moralnego nabzdyczenia, które wy codziennie prezentujecie, te rączki złożone do modlitwy, rozmodlenie każdego dnia, chowanie się za sutannami biskupa, a z drugiej strony macie czelność mówić Polakom, jak mają żyć, kto jest dobrym patriotą, kto jest złym patriotą, co mają robić w niedzielę, z kim mogą spać, jak mają rodzić dzieci, nie macie prawa mówienia ludziom, jak mają żyć.”

Oczywiście w obronie „niesłusznie” atakowanego posła Pięty, zabrał głos jego partyjny kolega, Michał Wójcik twierdząc, że romans posła opiera się tylko na medialnych doniesieniach i sprawa wymaga sprawdzenia.

Na zakończenie swego wystąpienia w roli obrońcy Wójcik zarzucił Arłukowiczowi bezpodstawne mieszanie Kościoła do sprawy: Gdyby pan też religię moją znał, to by pan wiedział, że w tej religii pan Jezus w określony sposób podchodził do tego typu rzeczy. Trzeba mieć miłosierdzie, pan nie ma nawet miłosierdzia.”

Gdyby nie fakt, że sprawa Pięty to kolejny przykład hipokryzji i podwójnej moralności członków PiS, to argumentację sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, Michała Wójcika można by uznać za dowcip dnia.

Terlikowski symbolicznie zabija: fanatyk niebytu

terlikowskiTalib

Tomasz Terlikowski opowiedział się wreszcie po której stronie karabinu stoi. W „Rzeczpospolitej” opublikowa artykuł po zamordowaniu w Paryżu 12 pracowników satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo” przez islamskich fanatyków.

Wybitny konstytucjonalista prof. Wojciech Sadurski nastepująco to ujmuje:

Sadurski3

Terlikowski w artykule wyraża podziw dla zabójców, a pogardę dla naszej cywilizacji. Fanatyk Terlikowski opowiada się za fanatykami islamskimi.

sadurski4

Terlikowski stoi po stronie zabójców. Trzyma im kolbę karabinu. Mentalnie naciska spust. W imię religii symbolicznie zabija, bo inaczej nie może.

Ale kto wie, gdyby nadarzyła się rzeczywista okazja, czy w imię niebytu (bo Bóg nie jest fizycznością), nie wahałby się, aby mnie i ciebie zabić?

Terlikowski dostał od sądu zakaz katolickiego bajdurzenia o seksualności Grodzkiej

Anna-Grodzka-wygrala-w-sadzie-z-Tomaszem-Terlikows Tomasz Terlikowski przegrał proces z Anną Grodzką, który mu wytoczyła o ciągłe przyczepianie sie do jej seksualności. Zaraz po procesie ta katolicka oferma orzekła, iż

to powrót lewackiej cenzury.

Wykładnię tego, co podjął sąd dała sama Grodzka:

Sąd zakazuje jedynie obrażania mnie i innych osób transpłciowych poprzez zwracanie się do nich w innej formie płciowej – w moim przypadku w rodzaju męskim lub nijakim. Tego czynić nie wolno. Sąd postąpił w jedyny słuszny sposób i orzekł, że pan Terlikowski przekroczył przyjęte normy współżycia.

Ale Terlikowskiemu nie o to chodzi by debatować, lecz dla zdobycia poklasku opinii publicznej za pomocą bogobojnego katolicyzmu. M.Środa Magdalena Środa ocenia:

To jest oczywiście ogromnie ważny wyrok. Jeżeli ludzie nie mają wystarczającego poziomu kultury osobistej i wystarczającej wrażliwości moralnej, by nie kaleczyć innych przez języki nienawiści, to trzeba użyć narzędzia silniejszego, jakim jest sąd i wyroki.

feb3c300a56337c3f65db8bc55bd75f9,641,0,0,0 W obronie Terlikowskiego stanęła podobna jemu, Krystyna Pawłowicz, dla której przyzwoitość, tolerancja  i wolność osobista drugiego to „polityczny terror”. Taka to ich katolicka mać! Więcej >>>

Post Navigation