Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Wacław Depo”

Kaczyńskiego interesuje tylko władza i władza. A reszta: Morawiecki i Duda to jego bubki

Wielu obserwatorów konfliktu politycznego w Polsce wciąż jest autentycznie zdziwionych, dlaczego celem uderzenia PiS-u, prawicy „kulturowej”, w tym „Kościoła Tadeusza Rydzyka” – są nie tylko Platforma, Nowoczesna czy różne partyjne niedobitki partyjnej lewicy. Od momentu przejęcia przez PiS służb, prokuratury, spółek skarbu państwa i mediów publicznych priorytetowym celem ataków propagandowych, działań kontrolnych, obcinania dotacji, a wreszcie zmian prawa utrudniających lub uniemożliwiających działanie stały się KOD, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Fundacja Stefana Batorego, inne organizacje pozarządowe, sądy, instytucje kultury, media prywatne. A więc najszerzej rozumiane instytucje świeckiego i liberalnego społeczeństwa obywatelskiego w Polsce.

Oprócz planów podporządkowania PiS-owi samorządów, oprócz próby złamania i głębokiej personalnej wymiany środowiska sędziowskiego, oprócz „reformy edukacji” będącej okazją do programowej i personalnej przebudowy polskiej szkoły, rozpoczyna się atak prawicy na środowisko akademickie (ustawa Gowina otwiera furtki do finansowego i personalnego zniszczenia autonomii polskich wyższych uczelni). Wkrótce znowu na polskich uczelniach pojawią się „marcowi docenci”, gdyż w pracach nad „reformą” wyższych uczelni pojawił się plan głębokiej zmiany systemu przyznawania docentury. Począwszy od zmiany systemu zgłaszania kandydatów (bez koniecznego dorobku) przez uczelnie i instytuty, aż po zmianę systemu centralnego zatwierdzania kandydatur i stworzenie dodatkowej instytucji odwoławczej podporządkowanej rządowi. Wystarczy zatem jedna prowincjonalna uczelnia pod kontrolą prawicy, nie mówiąc już o wyższej szkole Tadeusza Rydzyka czy każdym seminarium duchownym przyznającym naukowe tytuły, aby w parę lat wyprodukować setki nowych „marcowych docentów”. Bez naukowego dorobku, ale za to o właściwej ideowej i wyznaniowej proweniencji. Pamiętających w dodatku, komu zawdzięczają awans. Do tego dochodzą takie kurioza, jak rugowanie przez rząd świeckich instytucji adopcyjnych na rzecz katolickich czy usuwanie organizacji organizacji podejrzewanych o feminizm lub choćby nadmierną determinację w walce o równouprawnienie kobiet z list instytucji dopuszczonych do realizowania dotowanych przez państwo programów społecznych.

W Polsce nie ma się ostać nic świeckiego, nic liberalnego, nic nieprawicowego– nie tylko na poziomie państwa, ale przede wszystkim na poziomie organizacji pozarządowych, ruchów społecznych czy jakichkolwiek form obywatelskiej aktywności Polaków.

Zdobycie władzy

Kaczyński i prawica kulturowa wyciągają wnioski z przebiegu walki politycznej w ostatniej dekadzie. Prawica wygrała politycznie dopiero po tym, jak wygrała na poziomie społeczeństwa obywatelskiego – w mediach, w organizacjach społecznych, na ulicy.

Kościół Rydzyka; ruchy antyaborcyjne związane z innymi konserwatywnymi nurtami w polskim Kościele; nowe prawicowe media „tożsamościowe” dysponujące zapleczem finansowym SKOK-ów; narodowcy (silni właśnie jako ruch społeczny, zdolny do formowania i werbunku młodzieży, bo jako struktura polityczna zawsze byli kiepscy); do tego Elbanowscy i ich ruch „ratowania maluchów” przed świecką liberalną szkołą i przed świeckim państwem, kluby Gazety Polskiej, Solidarni 2010… – całe to prawicowe społeczeństwo obywatelskie najpierw zadało wiele bolesnych wizerunkowych i ciosów rządzącej Platformie Obywatelskiej, a potem pomogło zdobyć władzę Kaczyńskiemu. Polscy liberalni mieszczanie (my mieszczanie) sądzili (sądziliśmy), że wystarczy co 4 lata chodzić na wybory. Okazało się, że nie wystarczy.

Dopiero po przegranych przez liberalną Polskę wyborach narodził się KOD, czyli pierwsza tak autentyczna i żywa struktura liberalnego społeczeństwa obywatelskiego w Polsce – chyba w ogóle po roku 1989, a na pewno w ostatniej dekadzie. To trening KOD-u przygotował późniejszy sukces „czarnego protestu”. To osłabienie KOD-u podcięło skrzydła obywatelskim protestom przeciwko dalszym próbom zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, przeciwko likwidacji gimnazjów i w ogóle – przeciw zaciskaniu się partyjnej i ideologicznej kontroli nad życiem Polaków i Polek.

Także Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy bije od 2016 roku kolejne rekordy zebranych pieniędzy, bo stała się dla wielu Polaków formą publicznej deklaracji, że nadal chcą żyć i działać w świeckim (co wcale nie znaczy – wrogim religii) społeczeństwie i państwie. Z kolei każdy nawiedzony prawicowiec czy fundamentalista nienawidzi KOD-u czy WOŚP-u tak samo jak Schetyny, Lubnauer, PO i Nowoczesnej. Prawica wie doskonale, że to zmobilizowane ruchy społeczne zapewniły PiS-owi władzę. I tylko mobilizacja liberalnego społeczeństwa obywatelskiego pozwoli odzyskać władzę liberalnej opozycji partyjnej. Dlatego Mariusz Kamiński czy Zbigniew Ziobro rozpracowanie i wizerunkowe zniszczenie KOD-u czy WOŚP-u uważają za taki sam priorytet, jak rozpracowanie i zniszczenie Platformy.

Sojusz tylko doraźny

Prawica kulturowa, skupiona na „wojnie cywilizacji” przeciwko Polsce liberalnej i świeckiej, pomogła Kaczyńskiemu zdobyć polityczną władzę. Kaczyński, swoim czysto politycznym sukcesem, utorował prawicy kulturowej drogę do dalszego przejmowania społeczeństwa, a Kościołowi Rydzyka do dalszego przejmowania całego Kościoła katolickiego w Polsce. Ten sojusz, który przyniósł korzyść obu stronom, jest jednak sojuszem doraźnym. Kaczyński nie chce mieć społeczeństwa obywatelskiego w ogóle, nawet „narodowego” czy „katolickiego”. On uderza w liberalne i świeckie społeczeństwo obywatelskie, aby zrealizować swoją obsesję koncentracji władzy politycznej w ręku własnym i swojej partii.

Kaczyński wie jednak doskonale, że PO czy Nowoczesna pozbawione zmobilizowanego społecznego zaplecza staną się bezsilną „opozycją kontrolowaną” (jak na Węgrzech czy w Rosji). Będą wygodnym alibi wobec zarzutów o brak demokracji, jednak nigdy nie wygrają wyborów, a później nawet przestaną wchodzić do parlamentu. Po zniszczeniu liberalnego społeczeństwa wyparują liberalne partie (liberalno-konserwatywne, socjalliberalne). Nawet najbardziej konserwatywni w opozycji Kazimierz Michał Ujazdowski czy Paweł Zalewski będą mogli chodzić wyłącznie do prawicowych mediów różnych odcieni (bo innych ma nie być) tłumacząc się, co ich łączy z „lewacką” Platformą.

Taki jest cel Kaczyńskiego, czysto polityczny, skoncentrowany na władzy. Tymczasem prawica obyczajowa i religijna, specjalizująca się w „wojnie kulturowej”, chce zniszczyć świeckie i liberalne społeczeństwo w Polsce, by całkowicie zastąpić własnym społeczeństwem obywatelskim. PiS wykonuje robotę z punktu widzenia „kulturowej” prawicy skrajnie pożyteczną, a mimo to wzajemne napięcia widoczne są na każdym kroku. Dla Kaczyńskiego obsadzenie partyjnymi nominatami spółek skarbu państwa, „zrepolonizowanych” banków i instytucji finansowych to kolejne narzędzie etatyzmu, koncentrowania pełni władzy w swoich rękach. Jednak dla większości samych nominatów, wywodzących się z rozmaitych instytucji prawicy narodowej czy wyznaniowej sprawa wygląda inaczej. Oni nigdy nie mieli pretensji do kapitalizmu nomenklaturowego, opartego na politycznych przywilejach, jako do zasady. Oburzało ich jedynie to, że promował „liberałów i postkomunistów”, a nie „katolików i prawicowców”, czyli właśnie ich. Etatyzm Kaczyńskiego to dla nich szansa na polityczne uwłaszczenie, w potem wyjście – z kilkuset tysiącami albo kilkoma milionami złotych,  także z cennymi kontaktami biznesowymi – już do sektora prywatnego, także poza zasięg władzy Kaczyńskiego.

Lider PiS uderza w środowisko sędziowskie i w adwokaturę, żeby je całkowicie ubezwłasnowolnić wobec władzy czysto politycznej. Tymczasem dla prawicy „kulturowej”, Ordo Iuris, wyznawców Marka Jurka, sympatyków Gowina – wojna Kaczyńskiego jest okazją, by zastąpić liberalnych i świeckich adwokatów czy sędziów przez „prawników pobożnych”, realizujących w praktyce orzekania już nawet nie naukę społeczną Kościoła, ale brutalny fundamentalizm.

Wspólnych interesów jest tyle, że na razie sojusz ciągle się trzyma. Kaczyński uważa, że jego „wyznaniowi” sojusznicy pomogą mu zniszczyć liberalne społeczeństwo obywatelskie, ale on nie pozwoli im zastąpić go własnym, które też stałoby się niezależne od jego osobistej politycznej kontroli. Z kolei dla Jurka, dla ludzi z Opus Dei, dla Gowina, Rydzyka… Kaczyński to skuteczny taran, ale także trochę „pożyteczny idiota”, który w imię osobistych ambicji i anachronicznej wizji wszechobecnego państwa z połowy ubiegłego wieku, pomoże nowoczesnej kulturowej prawicy zniszczyć w Polsce liberalne i świeckie społeczeństwo obywatelskie, które oni zastąpią. A wówczas użyteczność Kaczyńskiego się skończy, a jemu samemu pozwoli się spokojnie odejść. Jak jakiemuś dziewięćdziesięcioletniemu Piłsudskiemu dożywającym swoich lat w domu spokojnej starości w Sulejówku. Kiedy krajem już będzie rządził Rydzyk i ONR.

Pierwsza dama, towarzysząca prezydentowi Andrzejowi Dudzie w podróży zagranicznej do Australii, wykazała się nie lada arogancją. Do sieci trafił film z żenującym zachowaniem Agaty Kornhauser-Dudy podczas niespodziewanego spotkania z Polonią, która wyrażała swój sprzeciw wobec pisowskiej polityki.

Kiedy grupa kobiet krzyczała do przechodzącej w obstawie Agaty Dudy „wolność, równość, demokracja, żona prezydenta zaczęła im… przyklaskiwać. Ale nie wyglądało to jak dowód poparcia, tylko dezaprobaty.”

https://twitter.com/polish_in/status/1032233989229015041

Dlaczego Agata Duda nie zabiera głosu w ważnych kwestiach, wykazuje się małą aktywnością przez co jest chyba najmniej lubianą pierwszą damą? Postawę Agaty Dudy trafnie oceniła w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk.

W kampanii wyborczej widzieliśmy inteligentną, zdecydowaną, aktywną, wypowiadającą się kobietę, po czym skończyła się kampania i nagle – jak z prezesem Kaczyńskim – mamy zupełnie inną postać.”  Według żony Władysława Frasyniuka, obecna pierwsza dama zwyczajnie oszukała Polaków.

Jak poinformowała Prokuratura Krajowa, Prokurator generalny Zbigniew Ziobro skierował wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów, na podstawie których Sąd Najwyższy zawiesił niektóre zapisy nowej ustawy o Sądzie Najwyższym.

Ziobro uznał, że skierowanie przez Sąd Najwyższy do Trybunału Sprawiedliwości UE pytań prejudycjalnych i zawieszenie stosowania niektórych przepisów obowiązującej ustawy o SN, stanowi rażące przekroczenie kompetencji SN.

Każdy polski sąd jest związany zasadą nadrzędności konstytucji w polskim porządku prawnym. Oznacza to, że nawet Sąd Najwyższy nie może przypisywać sobie kompetencji, które nie wynikają z obowiązującego prawa. A polskiemu porządkowi prawnemu w ogóle nie jest znana instytucja zawieszenia stosowania przepisów obowiązujących ustaw” – czytamy na stronie Prokuratury Krajowej.

>>>

U W A G A ! „Ziobro kieruje wniosek do TK w sprawie przepisów z których skorzystał SN zawieszając stosowanie ustawy i już wiadomo dlaczego Muszyński wycofał swoją kandydaturę i zapewne będzie sędzią sprawozdawcą.”

Earl drzewołaz

Tak jak w Australii, także w Nowej Zelandii w związku z wizytą prezydenta Andrzeja Dudy, protestuje część polskiej społeczności, niezadowolona z reformy sądownictwa – informuje Onet, powołując się na Radio New Zealand.

To pierwsza wizyta Prezydenta Polski w Australii. Andrzej Duda złożył wczoraj wizytę przy pomniku upamiętniających 800 polskich uchodźców, którzy w czasie II wojny światowej znaleźli wspomnienie w Nowej Zelandii. Wśród członków Polonii pojawili się ludzie, którzy sprzeciwiają się polityce prowadzonej przez PiS.

Protestujący ubrani byli w koszulki z napisem „Konstytucja”. Część z nich dzierżyła w dłoni białe róże, jeden z symboli pokojowego protestu przeciwko rządom skrajnie prawicowej partii. Polski rząd oddala się od zachodnich standardów demokratycznych, zmuszając 73 sędziów do wcześniejszego przejścia na emeryturę. W polityce zagranicznej sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców z regionów świata ogarniętych wojną – czytamy na stronie radia.

W ubiegłym miesiącu tysiące ludzi protestowało w centrum Warszawy przeciwko ustawie, która przyznawała rządowi większą kontrolę nad…

View original post 2 008 słów więcej

Błaszczak, wracaj do kuwety

Szef resortu obrony Mariusz Błaszczak napytał sobie biedy skandaliczną wypowiedzią na temat niedawnego marszu równości w Poznaniu. W programie „Rozmowy niedokończone” w Telewizji Trwam ocenił, że „W Poznaniu mieliśmy teraz do czynienia z takim zdarzeniem, że (odbyła się – red.) kolejna parada sodomitów, którzy próbują narzucić swoją interpretację praw i obowiązków obywatelskich na innych”. Chwalił też motorniczych poznańskich tramwajów, za to że nie chcieli, aby ich pojazdy jeździły z „flagami homoseksualistów”.

Bulwersująca wypowiedź, odbiła się szerokim echem w całej Polsce i minister może słono za nią zapłacić. Jak wynika z sondażu SW Research dla serwisu rp.pl. ponad połowa Polaków uważa, że w związku z tym Błaszczak powinien odejść ze stanowiska.

Głos w sprawie zabrał również Rzecznik Praw Obywatelskich:

„Brak stanowczej reakcji ze strony aktorów życia publicznego na wypowiedzi podobne do słów ministra Błaszczaka może być odbierany jako milcząca akceptacja dla przejawów dyskryminacji i legitymizacja mowy nienawiści przeciwko przedstawicielom różnych grup mniejszościowych” – napisał w oświadczeniu opublikowanym na stronie RPO Adam Bodnar.

Podkreślił, że obowiązkiem władzy publicznej jest „włączanie, a nie wykluczanie”. Dodał, że „z tego powodu wszelkie przypadki ataków słownych na takie zgromadzenia, jak Marsz Równości, powinny zostać jednoznacznie potępione. Ma to również na celu budowanie w ofiarach mowy nienawiści motywowanej uprzedzeniami przekonania o tym, że przypadki naruszeń ich praw podstawowych nie są władzy publicznej obojętne – uznał Bodnar.

Zwrócił też uwagę, że „dbanie o odpowiedni poziom debaty publicznej, w której priorytetem będzie poszanowanie godności każdego człowieka, stanowi naszą wspólną odpowiedzialność. Szacunek dla każdej osoby, okazywany w przestrzeni publicznej, jest bezwzględnym wymogiem zachowania standardów w ramach zróżnicowanego, demokratycznego społeczeństwa” – podsumował Rzecznik Praw Obywatelskich.

Pogląd RPO podziela znaczna część Polaków zniesmaczonych stanowiskiem Błaszczaka.

W sondażu dla rp.pl 53,3 proc. badanych jest zdania, że Mariusz Błaszczak powinien zostać usunięty z rządu. Odmiennego zdania jest tylko 25,9 proc. respondentów. I tylko 20,7 proc. ankietowanych nie ma zdania na ten temat.

W podziale na płeć, za usunięciem z rządu ministra Błaszczaka jest 52 proc. mężczyzn i 54 proc. kobiet. Odpowiadają tak również częściej osoby mające 50 i więcej lat (59 proc.), badani z miast liczących powyżej 200 tysięcy mieszkańców (66 proc.) i ankietowani o wykształceniu wyższym (60 proc.).

Sprawą konstytucji i sądów nowych zwolenników się już nie pozyska, socjałem PIS – u się nie przebije, patriotyczną retoryką też nie. Więc co robić? Już dziś najnowszy wstępniak Tomasza Lisa w „Newsweeku”, a w nim propozycja.

Od XVIII wieku w głębokiej, a więc najważniejszej warstwie zachodnio-europejskiej mentalności politycznej jest przekonanie, że Polska i wschód Europy powinien być oddany w gestię Rosji. Ono trwa, choć stłumione. Groźne dla nas. PiS robi wszystko by je wyciągnąć na wierzch.

Earl drzewołaz

Chyba pierwszy raz się zdarza, że „ekspertka” od wiedzy wszelakiej, posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz znalazła poparcie mediów społecznościowych. Tym razem dodała swoje trzy grosze do dyskusji o osiągnięciach polskich drużyn piłkarskich oraz klęsce na Mundialu. Na celownik wzięła Zbigniewa Bońka, po tym jak teraz w europejskich rozgrywkach pucharowych kompletną klapę poniosły Legia Warszawa, Lech Poznań i Jagiellonia Białystok.

Na Twitterze kompromitację polskich drużyn Pawłowicz skomentowała jednoznacznie zaczepiając szefa PZPN:

„Panie Bońku
Po wynikach polskich piłkarzy we wszelkich ligach, od gminnych po światowe, jako kierownik PZPN „jawi się Pan dla mnie kierownikiem fascynującym”
 – napisała.

Tak z kpiną nawiązała do dyskusji, która zrodziła się przy okazji mistrzostw świata 2018. Posłanka zapytała wówczas, czy jest…

View original post 2 788 słów więcej

PiS unieważnił komunizm, bo sami stali się jego spadkobiercami

Sylwetka Alicji Cichoń dziś w Gazecie Wyborczej.

.: Nie wiem nawet jak to wszystko skomentować. Nie da się. Nie ma takich słów.

Media sympatyzujące z opozycją obiegła hiobowa wieść, że „Biedroń idzie!” – będzie tworzył jakąś partię/formację. Komentarze jednoznaczne – rozbije nam jedność opozycji, będzie działał na korzyść PiS, olaboga, olaboga!

Ten falstart – bo wygląda to na falstart z racji braku udziału czy nawet komentarza głównego bohatera w tych doniesieniach – kończy długi miesiąc miodowy prezydenta Słupska w mediach krajowych. Był fajny, dokąd nie zaburzał ulubionego krajobrazu.

Zjawiska tego doświadczył już wcześniej kandydat na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski. Dopóki nie był oficjalnie w grze wyborczej, media opisywały go jako nadzieję PO i Warszawy – młody, sympatyczny, wykształcony. Jak tylko został kandydatem, okazuje się w tych samych, teoretycznie przychylnych mu mediach leniwy, zarozumiały i arogancki.

Biedroń będzie miał jeszcze gorzej – bo zamiast grzecznie zaproponować PO, że do niej dołączy, to przebąkuje o własnym pomyśle i lubi zdystansować się od parlamentarnej opozycji.

Tak jak nie bardzo rozumiem, dlaczego Trzaskowski z nadziei stał się z dnia na dzień beznadzieją, tak nie wiem, dlaczego Biedroń z dobrego gospodarza Słupska stał się nagle fatalnym. Wydaje się, że w obu przypadkach mamy do czynienia ze zbiorowym tworzeniem publicystycznych mitów, różnych na różnych etapach, słabo korespondujących z rzeczywistością.

Mitem jest także mantra zjednoczonej opozycji, którą Biedroń ma rozbijać. Ten mit jest obalany każdym sondażem i każdą demonstracją spod znaku „no logo”, z zasady liczniejszą od tych partyjnych – ludzie nie chcą słuchać (z małymi wyjątkami) polityków parlamentarnych. Opozycja nie jest zjednoczona – zjednoczone jest jej konserwatywno-liberalne skrzydło, nawet jeśli na jej listach pojawi się kilku–kilkunastu kandydatów kojarzonych z lewicą czy liberałami, oblicza tej koalicji i jej nieatrakcyjności dla dużej części aktywnych wyborców to nie zmieni. Twór nazywany Koalicją Obywatelską idzie twardo po ok. 150 mandatów w przyszłym Sejmie – to stanowczo za mało, by przestać być opozycją.

Jeśli chcemy myśleć realnie o rządzie innym niż PiS w przyszłej kadencji, to trzeba znaleźć dodatkowe 100 mandatów – nie da ich z całym szacunkiem dla Barbary Nowackiej jej start z list PO. Potrzebny jest pomysł taki jak Biedronia – zagospodarowania wyborców (co nie oznacza partii i partyjek) o prowieniencji liberalnej i lewicowej, „czarnych parasolek”, zwolenników modernizacji i europeizacji Polski. Czy odbierze to głosy PO – w jakimś niewielkim stopniu pewnie tak, ale przede wszystkim zmobilizuje tych, którzy na PO nie zagłosują, a tych głosów właśnie brakuje do pokonania PiS.

Nie znam planów Roberta Biedronia, ale niewątpliwie poznamy je lada chwila – nie sądzę, by kandydował na prezydenta Słupska, jeśli miałby ten mandat zwolnić w trakcie kadencji i pozwolić np. na pisowskiego komisarza w tym mieście. Jeśli zdecyduje się na krok w stronę polityki krajowej – będzie to dużo gorsza wiadomość dla PiS niż dla PO. Wyborcy, którzy są poza zasięgiem partii opozycji parlamentarnej, czekają na propozycję – prędzej czy później taka powstanie, zaklinanie rzeczywistości „że tylko Platforma”, skończy się „tylko PiS-em”.

Warto więc zdobyć się na szerszą refleksję, poza interesem PO i tworzonego przez tę partię bloku politycznego jest jeszcze interes Polski, któremu druga kadencja rządów PiS nie służy. Nie bójcie się Biedronia, on może opozycji dodać, a nie ująć.

PiS chce zmienić reguły wyborów do Sejmu. Prezydent zapowiada sprzeciw.

W wyborach parlamentarnych w roku 2019 posłów możemy wybierać w większej niż dotychczas liczbie okręgów. PiS planuje bowiem zmianę ich granic. Mają być mniejsze, a wybrany w nich poseł ma mieć lepszy kontakt z wyborcami – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

Ale to nie wszystko. Jak tłumaczy jeden z polityków partii rządzącej, projektowane zmiany będą bardzo niekorzystne dla mniejszych ugrupowań. – Nowe projekty, głównie na prawicy, będą miały bardzo ciężko – twierdzi nasz rozmówca i przypomina, że już w roku 2017 pojawiły się pomysły zmiany ordynacji wyborczej. Zakładano wtedy, że Polska zostanie podzielona na 100 sejmowych okręgów.

– Ten pomysł wciąż jest rozważany, ale to niejedyny wariant, nad którym toczą się prace – podkreśla polityk.

Jednak los przygotowywanych zmian stanął pod bardzo dużym znakiem zapytania. Jak twierdzą uczestnicy poniedziałkowego spotkania z Andrzejem Dudą dotyczącego nowej ordynacji do Parlamentu Europejskiego, prezydent zapowiedział sprzeciw wobec zmian w ordynacji do Sejmu, które będą prowadzić do powstania systemu dwupartyjnego. – W rozmowie prezydent sam podniósł tę kwestię – mówi „Rzeczpospolitej” lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, jeden z uczestników spotkania.

– Jeśli kierunek zmian będzie taki sam, to prezydent będzie konsekwentny – mówi nam jeden z jego doradców.

Nowa ordynacja wyborcza do Sejmu, dzieląc Polskę na 100 okręgów, premiowałaby duże partie. W wyborach do Sejmu w 2015 r. PiS zdobyło 235 mandatów. Z analizy, którą w 2017 r. dla Instytutu Wolności zrobił prof. Jarosław Flis (politolog z UJ), wynika, że gdyby przeprowadzono je w 100 okręgach, partia rządząca zdobyłaby ich o 34 więcej (w sumie miałaby 269 posłów).

– Dziś nieznane są skutki uboczne takiej zmiany. Inaczej będą wyglądać napięcia wewnątrz partii, inaczej może wyglądać motywacja polityków. W grę wchodzi też spory czynnik losowy. Zyski nie są wcale pewne. Pytanie też, czy przeciwnicy PiS się zintegrują – tłumaczy prof. Flis.

W czwartek spodziewane jest weto prezydenta do ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Jednym z argumentów Andrzeja Dudy jest właśnie fakt, że przyjęte w lipcu przez PiS zmiany będą prowadzić do sztucznego powstania systemu dwupartyjnego.

W 2005 roku wydawało się, że podział postkomunistyczny, definiujący krajowy system partyjny od 1989 roku ostatecznie się wyczerpał. Dominujące z krótkimi przerwami w polskiej polityce od 1993 roku SLD poniosło w wyborach 2005 roku druzgocącą klęskę, scenę polityczną zorganizował spór dwóch partii post-solidarnościowych – PiS i PO. Na „wyborczy rynek” weszło także pokolenie wyżu demograficznego początku lat 80, które „komunę” pamiętać mogło wyłącznie z jakiejś akademii w przedszkolu, lub we wczesnych klasach szkoły podstawowej. Dziś pokolenie to zbliża się do czterdziestki, a głosują ludzie, którzy nie mogą pamiętać afery Rywina.

Jednak dziesięć lat później język antykomunizmu wraca do polskiej polityki, po drugim zwycięstwie PiS w 2015 roku. Partia nie tylko usiłuje dokończyć „dekomunizację przestrzeni publicznej”, oraz uchwala zawetowaną ostatecznie przez prezydenta ustawę pozwalającą na degradację wojskowej elity PRL, ale także swój spór z przeciwnikami przedstawia jako ostatni bój z „komuną”, który Polska musi wygrać, by naprawdę wyzwolić się z narzuconego jej po wojnie systemu.

To, jak PiS posługuje się antykomunizmem może mieć jeden, niepożądany przez partię efekt – ostatecznie zrobi z antykomunizmu martwy język. Wśród wszystkich manipulacji nowomowy „dobrej zmiany”, nie ma bowiem pojęć bardziej zakłamanych i przeinaczonych niż „komuna”, „antykomunizm” i wszystkie ich pochodne. PiS i bliskie mu media, używa ich w taki sposób, że tracą jakikolwiek związek z rzeczywistością.

Wśród wszystkich manipulacji nowomowy „dobrej zmiany”, nie ma bowiem pojęć bardziej zakłamanych i przeinaczonych niż „komuna”, „antykomunizm” i wszystkie ich pochodne

Kto jest żołnierzem wyklętym

To zakłamanie antykomunistycznego dyskursu PiS przebiega na kilku poziomach. Pierwszym są personalia. Nowogrodzka i jej media malują manichejski obraz sporu politycznego we współczesnej Polsce. Z jednej strony mamy „obóz patriotyczny”, „trzecie pokolenie AK” i „Żołnierzy Wyklętych” XXI wieku, reprezentujący to wszystko, co w tradycji polskiej od zawsze najlepsze, najbardziej szlachetne i wzniosłe. Z drugiej strony obóz „totalnej opozycji”, broniący „postkomunistycznego układu”, „trzecie pokolenie UB”, reprezentujące tradycje narodowego zaprzaństwa i zdrady.

Gdy jednak przyjrzymy się polityce PiS, widzimy, że o tym, kto jest współczesnym „wyklętym” decyduje wyłącznie bieżący polityczny konflikt. To, czy popiera się obecną władzę i atakuje jej przeciwników, czy nie. Twarzą rzekomo kończącej z „postkomunistycznym układem” w sądach reformy trzeciej władzy może być członek PZPR i prokurator z lat 80., Stanisław Piotrowicz.

Od „trzeciego pokolenia UB” przeciwników władzy wyzywa na łamach bliskiego jej tygodnika Wojciech Reszczyński – w latach 80. prowadzący „Teleexpress” i ocieplający tam wizerunek generała Jaruzelskiego. Na czele powołanej przez PiS Rady Mediów Narodowych stoi były członek PZPR, Krzysztof Czabański. Swój staż w partii ma też mianowany przez Nowogrodzką szef TVP2, Marcin Wolski – choć podobnie jak Czabański związał się w latach 80. z demokratyczną opozycją. W KC PZPR do końca zasiadał za to Marek Król, bliski PiS publicysta, przekonujący niedawno na antenie radia PR24, że „dla zdrowia przyszłych pokoleń, trzeba przeprowadzić redukcję osób, profitujących w PRL”.

Od „trzeciego pokolenia UB” przeciwników władzy wyzywa na łamach bliskiego jej tygodnika Wojciech Reszczyński – w latach 80. prowadzący „Teleexpress” i ocieplający tam wizerunek generała Jaruzelskiego.

Od „komunistów i złodziei”, czy „ubeckich wdów” politycy rządzącej partii wyzywają obywateli walczących o niezależność Trybunału Konstytucyjnego i innych sądów. Albo siedzącego w czasach PRL w więzieniu za opozycyjną działalność Piotra Ikonowicza – brutalnie atakowanego niedawno w TVP przez jak posła Tarczyńskiego. Także postrzegany na świecie jako ikona pokojowego oporu przeciw komunistycznej dyktaturze Lech Wałęsa nie jest przedstawiany przez PiS-owskie media inaczej niż, jako TW Bolek.

Komuną w III RP

Zakłamaniu w języku PiS ulegają nie tylko pojedyncze biografie, ale także cała polska historia po roku 1989. Antykomunistyczny język używany jest jako uzasadnienie do niszczenia instytucji i rozwiązań konstytucyjnych III RP.

Nagle okazuje się, że reliktami komuny są polska forma autonomii sądownictwa, Sąd Najwyższy i jego skład, czy konstytucja z 1997 roku.

Nagle okazuje się, że reliktami komuny są polska forma autonomii sądownictwa, Sąd Najwyższy i jego skład, czy konstytucja z 1997 roku. Tymczasem żądania autonomii korporacyjnej sędziów były częścią postulatów solidarnościowej strony przy okrągłym stole. Elity opozycji widziały w nich gwarancję ochrony praw obywateli, przed władzą, która mogłaby mieć pokusę ręcznego sterowania wyrokami. Z Sądu Najwyższego na początku lat 90. usunięto najbardziej skompromitowanych w poprzednim ustroju sędziów. Konstytucję przyjął w pełni demokratycznie wybrany Sejm II kadencji, a naród zaakceptował w referendum.

Atakując III RP za rzekomy „postkomunizm” rządzący obóz prowadzi przy tym politykę, która przypomina raczej standardy bloku wschodniego przed ’89 roku (czy innych autorytarnych państw), nie liberalnych demokracji. Sejm został zredukowany do zupełnie fasadowej funkcji, a rząd podporządkowany kierownictwu partyjnemu. Partia dąży do tego, by obsadzić sądy posłusznymi sobie ludźmi – co już udało się w Trybunale Konstytucyjnym.

Tarcza i pałka skrajnej prawicy

Zarzut „komunizmu” staje się też wygodną pałką, którą związani z PiS liderzy opinii, atakują wszystko to, co drażni panujący w Polsce prawicowy światopogląd. „Komunistyczne” stają się więc nagle wielkokulturowe społeczeństwa zachodu, „ideologia gender”, prawa kobiet, czy wszelka lewica. Łącznie z socjaldemokratyczną i w swoim stosunku do PRL wręcz antykomunistyczną Partią Razem, której delegalizacji domagała się młodzieżówka Gowina, co za absurd uznała nawet podporządkowana Ziobrze prokuratura.

„Komunistyczne” stają się więc nagle wielkokulturowe społeczeństwa zachodu, „ideologia gender”, prawa kobiet, czy wszelka lewica

Ostatnio antykomunistyczną krucjatę bliskie PiS ośrodki rozpętały przeciw Ewie Gawor ze stołecznego ratusza, która w PRL była w szkole milicyjnej. Media i prawicowy Twitter cisnęły sensacyjną narrację: „SB zatrzymało marsz powstania warszawskiego”. Ratusz podpadł bowiem prawicy tym, że rozwiązał marsz ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. Skrajnie zinstrumentalizowany antykomunizm staje się tarczą chroniącą skrajną, faszyzującą prawicę.

Sama skrajna prawica chętnie wszędzie tam, gdzie dochodziła do władzy sięgała po antykomunistyczną pałkę, okładając nią każdego, kto stał na drodze jej władzy: działaczy chłopskich, demokratycznych socjalistów, liberałów, feministki. Do tej pory w Polsce antykomunizm nie kojarzył się z podobnymi praktykami reżimów Pinocheta, czy Videli, ale z wolnościową, demokratyczną i anty-autorytarną tradycją.

Skrajnie zinstrumentalizowany antykomunizm staje się tarczą chroniącą skrajną, faszyzującą prawicę.

Choć PiS za mniej, lub bardziej urojony „komunizm” na razie nikogo do więzienia nie wsadza, ani nie torturuje, jest na najlepszej drodze do tego, by także w Polsce antykomunizm zaczął kojarzyć się głównie z paranoiczny polowaniem na czarownice.

Tworzenie wspólnego frontu przeciwko łamaniu praworządności i zabieraniu wolności obywatelskich jest ogromnie istotne nie tylko dla nas, ale i dla następnych pokoleń. PiS realizuję swój plan – to czarny scenariusz dla Polski. Nie czas na spory – czas na współpracę ✌️

Earl drzewołaz

Według I Prezes SN, Komisja Europejska sprawia wrażenie, jakby wierzyła w otwartość polskiego rządu. – „KE uwierzyła, że są prowadzone realne, prawdziwe negocjacje i jakieś ustępstwa naszego rządu, a to było tylko przeciąganie na czas. Aktualna władza nauczyła nas nierespektowania wykładni i reguł, do których byliśmy przyzwyczajeni. Stało się to normalne i dopuszczalne” – powiedziała prof. Małgorzata Gersdorf w wywiadzie dla agencji Reuters.

Wezwała Unię Europejską do szybszego podjęcia działań w sprawie pisowskich zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości. W przeciwnym razie nastąpią nieodwracalne zmiany. – „UE podjęła działania zbyt późno. Sędziowie zostaną zwolnieni i wtedy rząd się cofnie, ale nie będzie już jak się cofać, bo sędziów nie będzie” – powiedziała prof. Gersdorf.

W Sądzie Najwyższym pojawią się nowi sędziowie i zdaniem I Prezes przez lata będą tam występować istotne trudności w rozstrzyganiu spraw, ze względu na ich brak doświadczenia i brak ciągłości postępowania sądowego. – „Upolitycznienie polskich sądów, przed…

View original post 1 190 słów więcej

Kler nie sieje, nie orze, a żniwa ma przez okrągły rok

Nie sieją, nie orzą, a najlepsze żniwa zawsze mają. Kto? Wiadomo – kler.  Mają nawet Święta Matki Bożej Siewnej. Kościół ma święto na każdą okazję, dlatego ma się tak dobrze, mimo, że nie sieje, nie orze, nie brudzi sobie rąk, tylko je składa w piramidkę.

Abp-Waclaw-Depo

Na Jasnej Górze abp Wacław Depo przy okazji tego święta też postanowił zasiać. W wypadku hierarchy jest to sianie niezgody i zajmowania się tymi, którzy do Kościoła nie należą:

Dziś w imię wolności od Chrystusa przechodzimy przyspieszony kurs pełzającej apostazji, czyli wystąpień z Kościoła i przeciwko Kościołowi, nawet w jego wnętrzu

– mówił Depo.

Wykonał Depo ciężką pracę, mianowicie pobłogosławił ziarno, które ma służyć jesiennym zasiewom. Przy okazji pogroził palcem:

Mówi się i pisze wciąż o wierze Polaków. Niekiedy z sarkazmem, niekiedy z podziwem, ale najczęściej jako o czymś, co należy już do przeszłości. Nie dziwimy się temu, bo przecież przez kilka pokoleń zostaliśmy poddawani propagandzie ateistycznej i budowaniu szklanych domów bez Boga

– kaznodzieja przestrzegał też przed „brutalnymi seksinstruktażami w programach edukacyjnych”.

Kler na wszystkim się zna, hierarcha zdefiniował ponadto tożsamość narodową, która nie jest faszyzmem:

Człowiek wykorzeniony z tożsamości religijnej i narodowej nie będzie umiał odczytać swojego miejsca w Europie i świecie, a tym samym nie potrafi odnaleźć sensu i motywów życia na tej ziemi. Dlatego też zrównanie wołania o prawdę i tożsamość narodową, która jest zbudowana na wiarygodnej tożsamości historycznej z nacjonalizmem, szowinizmem czy faszyzmem, jest zagrożeniem dla bycia i jedności narodu.

Aż tyle można powiedzieć przy okazji dożynek (bo tym jest to święto): o apostazji, seksie w szkole, nacjonalizmie. A przy tym nie ubrudzić rąk. Jedyny stan duchowieństwo ma żniwa przez okrągły rok, a przy tym rąk nie ubrudzi.

Post Navigation