Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Wojciech Lemański”

Gdyby powiesili zdjęcie Kaczyńskiego, natychmiast byliby aresztowani

Ks. Wojciech Lemański o decyzji prokuratury w Katowicach o umorzeniu śledztwa ws. zdjęć europosłów Platformy Obywatelskiej na szubienicach.

Oświadczenie prokuratury

Krytyka wiązała się przy tym ze sposobem głosowania, a nie przynależnością polityczną europosłów. Jak ustalono, żaden z uczestników manifestacji nie kierował wobec polityków gróźb i nie nawoływał do popełnienia przestępstwa ani nie wypowiadał się personalnie na temat europosłów. (…) Miała charakter symboliczny, nawiązujący do historycznych wydarzeń z XVIII wieku, a utrwalonych na obrazie Jana Piotra Norblina. (…) W intencji organizatorów inscenizacja miała ukazać analogię między działalnością konfederacji targowickiej i głosowaniem europosłów, a jej symboliczny charakter podkreślał w przemówieniu jeden z organizatorów happeningu.

***

– Obawiam się, że jest to celowe tolerowanie tego typu zjawisk. PiS głaszcze tego szczeniaka nienawiści. Powoli wyrasta z niego wilczur – komentował w Onet Rano decyzję prokuratury senator Krzysztof Brejza.

Dariusz Rosati (poseł): To skandaliczna decyzja dająca zielone światło do eskalacji nienawiści. Ale – tak jak w stanie wojennym – te haniebne zachowania PiS-owskich prokuratorów zostaną zapamiętane”.

– Dokładnie 3 tygodnie temu dopytywałem się prokuratury o sprawę „szubienic”. Postanowienie o umorzeniu wysyła jasny sygnał – tego typu czyny nie będą w Polsce ścigane, jeśli ofiarami są przeciwnicy polityczni Prokuratora Generalnego – wypowiada się Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Kmicic z chesterfieldem

– Prezydent Andrzej Duda od początku umywa ręce od decyzji wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzi, że wykonał „decyzję polityczną”. Tyle że prezydent stoi na straży Konstytucji i miał w ręku narzędzia, które mogłyby zweryfikować legalność decyzji ws. nowych sędziów – pisze prof. Stanisław Biernat, były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego i analizuje rozmowę, w której prezydent – jak uważa autor – przyznał się do złamania Konstytucji.

Cały wywód prof. Bernata o złamasie Dudzie tutaj >>>

Lotna Brygada Opozycji pojawiła się przez Ministerstwem Sprawiedliwości z nietypowym bałwanem – nie z kul śniegowych, a z główek kapusty. Po decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie powieszenia zdjęć europosłów na szubienicach, członkowie Brygady przyszli zapytać Zbigniewa Ziobrę, jaka jest „jedynie słuszna wykładnia” happeningu.

Przynieśli rekwizyty, które okazywali ministrowi – a to zdjęcia prominentnych polityków PiS, a to taczki, a to drabinkę… – „Panie prokuratorze, panie ministrze. Nie wiem, jak się zwracać do tego…

View original post 2 239 słów więcej

 

Arcybiskupi Paetz i Gądecki. Jeden w piekle, drugi kandydat do piekła. Ruja i poróbstwo klechów

Przewodniczący Episkopatu Polski Stanisław Gądecki odniósł się do pogrzebu duchownego Juliusza Paetza oskarżanego o molestowanie nieletnich.

Paetz i Gądecki w randze feudalnych arcybiskupów.

Oświadczenie Gądeckiego

„W związku ze śmiercią ks. abp. Juliusza Paetza pragnę podkreślić kilka faktów z przeszłości i – za pośrednictwem środków społecznego przekazu – zwrócić się do wszystkich z krótkim przesłaniem:

2001 – komisja kierowana przez abp. Antoniego Stankiewicza dla zbadania wiarygodności oskarżeń przekazała swoje wnioski Stolicy Apostolskiej,

2002 – św. Jan Paweł II przyjął dymisję abp. Juliusza Paetza,

2002 – kard. Giovanni Battista Re zalecił, aby abp senior nie przewodniczył publicznym czynnościom liturgicznym,

2002 – św. Jan Paweł II potwierdził tę decyzję,

2013 – kard. Tarcisio Bertone zachęcił abp. seniora do życia w odosobnieniu, do przemyśleń i modlitwy, wezwanie to zostało powtórzone przez nuncjusza Celestino Migliore w 2016 r.

Dzisiaj rano miała miejsce Msza św. pogrzebowa w katedrze poznańskiej, miejscem pochówku abp. seniora będzie cmentarz parafialny rodziny zmarłego na poznańskiej Starołęce.

W trosce o jedność Kościoła proszę wszystkich wiernych o to, aby strzegli samych siebie i byli bez grzechu”.

– Dobrze, że Juliusza Paetza pochowano poza katedrą. Niech Pan zlituje się nad nim! Inna sprawa, że zapewnienia, iż sprawy pochówku w katedrze zgodne z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego, zostały ustalone w wyniku konsultacji ze Stolicą Apostolską i Nuncjaturą okazały się nieprawdziwe – komentuje duchowny ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Szymon Komorowski (aktywista opozycyjny): „(Paetz) był bohaterem jednej z największych afer seksualnych w Kościele Katolickim w Polsce. Na tym świecie był chroniony i nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Niech Bóg, w którego mam wątpliwości czy naprawdę wierzył, osądzi go sprawiedliwie”.

Ks. Wojciech Lemański: Odszedł człowiek. Ale wraz z wiadomością o jego śmierci, powracają okryte milczeniem zaniedbania instytucji. Biskupi pomocniczy, dziekani, osobisty sekretarz papieża, wreszcie sam papież. Czy kiedyś, ktoś opowie bez znieczulenia tamtą kompromitującą Kościół historię? Jesteśmy to winni tamtym skrzywdzonym”.

– Abp Gądecki, komentując wymuszenie pochówku abp. Paetza poza katedrą, powiedział: „Sytuacja, w której się znaleźliśmy, posłuży oczyszczeniu Kościoła poznańskiego”. Kościół z własnej inicjatywy nie radzi sobie z przestępcami w swoich szeregach i nie dokonuje samooczyszczenia, a jedynie czeka aż dokona tego natura poprzez śmierć kościelnych molestantów, pedofilów, aferzystów. Gądecki zwrócił się też z apelem do wiernych, aby „w trosce o jedność Kościoła strzegli samych siebie i byli bez grzechu”. Straszna jest ta – powodowana pychą – biskupia maniera pouczania wiernych nawet wtedy, gdy należy przyznać się do błędu i uderzyć we własne piersi – wypowiada się posłanka prof. Joanna Senyszyn.

Reakcje internautów:

Przykro mi, że Paetz umarł. Nie zdążył wylądować w więzieniu, gdzie jest jego miejsce. Jakby kopnął w kalendarz pod celą byłoby sprawiedliwiej”.

Właśnie chowają Paetza w poznańskiej katedrze. Przy obstawie ochrony. Czy ochroniarze będą teraz pilnować jego grobu dzień i noc? Zważywszy na to, jak ohydnych rzeczy dopuścił się arcybiskup kościoła katolickiego.

Latami kryli zboczeńca, nie wyjaśniając sprawy i stopniowo ją wyciszając. Do końca próbowali go honorować tylko dlatego, że to biskup. Na koniec apel Gądeckiego do wiernych, aby sami byli bez grzechu to już absolutny szczyt arogancji, hipokryzji i chamstwa”.

Kmicic z chesterfieldem

– „Po obejrzeniu „Faktów” TVN, w których zaatakowano Premier Beatę Szydło, zastanawiam się, w którą stronę idzie dziennikarstwo. Czy można w tak podły sposób zestawiać ludzi o nieposzlakowanej opinii z przestępcami? Szczyt manipulacji. Może zajmie się tym Rada Etyki Mediów” – napisał na Twitterze Mateusz Morawiecki.

W głównym programie informacyjnym TVN pokazano skrót reportażu, o którym pisaliśmy w artykule „Burza po „Superwizjerze”: Szydło witająca się z gangsterami straszy sądem. Eksperci pytają o jakość służb”. Złośliwie można by zapytać, dlaczego Morawiecki nie stanął w obronie Antoniego Macierewicza, który też pojawił się w reportażu…

– „MatołUsz przestań z PiS robić ofiarę. Zapytaj się Brudzińskiego jak pokazywał zdjęcia prezydenta Komorowskiego. Albo jak PiS grał zdjęciem Tuska” – napisał internauta Tomasz Wolff. Dołączył też zdjęcia opisywanych przez siebie sytuacji. A Paweł Wroński z „GW” dodał: – „Czy to nie wPolityce publikowało zdjęcia prezydenta B. Komorowskiego z członkami zarządu SKOK Wołomin jako jednoznaczny dowód podejrzanych…

View original post 1 449 słów więcej

 

Zaduszki

Boimy się śmierci, zapominamy o niej (bo to jest wygodne), godzimy się z nią, gdy nadchodzi (choć tylko w ostatnim momencie, bo cóż nam pozostaje?), droczymy się z nią, ryzykując bezmyślnie życie (robią to nader często himalaiści i piraci drogowi), fetujemy ją co roku, czyszcząc groby tych, których dosięgnęła, zadowoleni, że to jeszcze nie my.

A jednocześnie od wieków zadajemy sobie pytanie „jak jej uniknąć?”. Pytanie to nakręca całą naszą cywilizację. A ponieważ nasza cywilizacja jest różnorodna, więc pytanie to ma mnóstwo odpowiedzi.

Zacznijmy od Homera. Twierdził on, że trzeba być sławnym w boju. Nieśmiertelni mogą się więc stać wojownicy i to tylko tacy wielcy jak Achilles. Nieśmiertelność nie jest udziałem kobiet, bo rodzą, a nie zabijają, tymczasem w naszej kulturze zabijanie jest znacznie ważniejsze od rodzenia (można się o tym przekonać porównując, ile państwa wydają na wojsko, a ile na politykę socjalną).

Dwie odpowiedzi dał Platon. Wspomniał, że trzeba rodzić dzieci, bo one zapewniają nam jakąś formę nieśmiertelności, ale ponieważ (za Homerem) robią to wyłącznie kobiety, a kobietami Platon gardził, więc opiewał inną formę płodzenia, a mianowicie „w pięknie”. Chodziło mu nie tylko o sztukę, ale przede wszystkim o filozofię, która pozwala nam wznosić się ku temu, co wieczne i niezmienne. Uważał też, że filozofia przygotowuje do śmierci. Wierzyłam mu, ale ostatnio towarzyszyłam w umieraniu pewnemu wielkiemu filozofowi. Nie był na nią przygotowany mimo sześćdziesięcioletniej praktyki filozofowania. Pragnął żyć. Do samego końca.

Wielką odpowiedź na pytanie, jak uniknąć ostatecznej śmierci dało chrześcijaństwo: wierzyć w Boga i w zbawienie, które nam obiecuje. Wszelako pod pewnymi warunkami. Główny przekaz chrześcijaństwa polega na bagatelizowaniu życia (jest przygodne, kruche, naznaczone grzechem pierworodnym) i uświęcaniu nicości, czyli tego, co będzie po śmierci.

Niektórzy nazywają to rajem, miejscem ostatecznego spełnienia, gdzie człowiek będzie wolny od trosk, starzenia się, cierpienia i śmierci, a ponadto będzie radował się towarzystwem aniołów oraz samego pana Boga, co dla wierzących powinno być wyjątkowym bonusem. Nie znam jednak chyba żadnego człowieka, który gdyby miał do wyboru boski raj i ziemską marną nieśmiertelność, wybrałby to pierwsze. W średniowieczu może tak, ale nie w epoce używania i postępu. Postępu, zwłaszcza medycyny, farmakologii i dietetyki.

Te trzy dziedziny dają nam nadzieję nie tylko na duchowe pokonanie śmierci, ale rzeczywiste. Bo któż z nas nie żywi przekonania, że jeśli umrze z powodu jakiejś choroby czy starości, to tylko dlatego, że (A) nie miał pieniędzy, by się należycie leczyć, (B) nie miał dostępu do dobrych lekarzy i klinik (bo żyje w Polsce), (C) medycyna jeszcze nie dokonała odkrycia przyczyn jego choroby, co wkrótce nastąpi, (D) nie miał dostępu do skutecznych lekarstw, (E) stosował niewłaściwą dietę.

To nie żart. Na świecie jest ponad 3 tysiące diet, które mają nie tylko odchudzać, ale przyprawić nas o nieśmiertelność. Na przykład w małym amerykańskim miasteczku Shelby w stanie North Caroline istnieje centrum zdrowotne, które prowadzi baptystyczna organizacja Hallelujah Acres. Jej celem jest: „Powrót do Ogrodu!”, czyli do raju nieśmiertelności. Wszelako nie o modlitwy tu chodzi czy o zachętę do finansowania Kościoła, lecz o dietę. „Dlaczego chrześcijanie chorują?” – pytają baptyści. „Bo źle się odżywiają” – twierdzi lekarz Dr Malkmus szefujący ośrodkowi. By „ciało, czyli pojazd, którym dusza zmierza do zbawienia był sprawny”, należy wrócić do naturalnego sposobu życia i odżywiania. Jeść tylko to, co surowe, nieprzetworzone, ekologiczne, lokalne. Szczegóły? Polecam stronę Hallelujah Acres, a najlepiej skorzystanie z usług ośrodka lub założenie własnego. Śmierć jest przygodna; ludzka inwencja wieczna.

Kmicic z chesterfieldem

Taki dzień.

Apel do pazernych klechów

„Brak wpadek odróżnia prezydenta Dudę od Bronisława Komorowskiego – ogłosił w „Kropce nad i” Kamil Bortniczuk z Porozumienia Jarosława Gowina. To ciekawa opinia. Z tym, że nie ma oparcia w faktach

Goszcząc w programie Moniki Olejnik, poseł Porozumienia Jarosława Gowina wygłosił laurkę dla prezydenta Andrzeja Dudy – jego zdaniem to najlepszy prezydent, jaki mógł się Polsce przytrafić.

Rzeczywiście, im bliżej było końca kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego, tym bardziej kojarzył się on wyborcom jako chodząca gafa. Po części była to etykieta zasłużona, po części – krzywdząca.

Natomiast jeśli uznamy, że Komorowskiemu często przydarzały się wpadki, Duda z całą pewnością mu nie ustępuje.

1. Wpadki zagraniczne

Bronisławowi Komorowskiemu pamięta się niefortunną wypowiedź podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w grudniu 2010 r. Podczas spotkania z Barackiem Obamą Komorowski stwierdził:

„Fundamentem naszych relacji jest umiłowanie – amerykańskie i polskie – wolności. Jeśli mamy razem iść na wielkie polowanie…

View original post 2 468 słów więcej

 

Miernota Rydzyk

Kmicic z chesterfieldem

16 księży archidiecezji gdańskiej w oświadczeniu wysłanym do nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio potwierdziło prawdziwość informacji zawartych w reportażu TVN24 „Czarno na białym” na temat metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia. „Ksiądz o abp Głódziu: „Publiczne poniżanie – on jest w tym naprawdę niezły”.

W swoim oświadczeniu duchowni wyrażają gotowość powtórzenia zarzutów wobec abpa Głódzia nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce. Mówią o publicznym poniżaniu przez metropolitę gdańskiego, wymuszaniu pieniędzy i ubliżaniu im za zbyt niskie datki.

Nazwiska 16 księży zostały podane do wiadomości nuncjusza. Treść oświadczenia przekazano też do wiadomości Sekretariatu Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

Z reportażu TVN24 wynikało, że składane wcześniej przez księży skargi na postępowanie Głódzia pozostały bez echa. Nie zareagował na nie ani poprzedni, ani obecny nuncjusz  apostolski w Polsce.

– „W tym wypadku tylko systematyczna akcja typu: nie idziemy do kościoła (i nie dajemy na tace i inne) wywoła jakiś efekt, na reakcję z…

View original post 489 słów więcej

 

PiS-ie, społeczeństwa już nie zatrzymacie

O godz. 11 przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej rozpoczęła się manifestacja wspierająca ogólnopolski strajk nauczycieli.

Depresja plemnika

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów…

View original post 13 słów więcej

 

Katastrofa w Wojsku Polskim. Duda, Błaszczak, Macierewicz osłabiają obronność Polski

„Kler” Wojciecha Smarzowskiego rozpalił emocje zanim wszedł na ekrany polskich kin. O tym, że nie zobaczą go mieszkańcy Ostrołęki i jak reżysera potraktowała telewizja kierowana przez Jacka Kurskiego w artykule „Cenzura w TVP zaszalała. Smarzowskiego wycięto z gali Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych”.

Na temat filmu postanowił wypowiedzieć się na Facebooku jezuita Dariusza Kowalczyk. – „Mamy nowy etap. Do niedawna rodzime lewactwo ubolewało, że KK ma twarz Rydzyka, a powinien mieć twarz JPII. Ale teraz wraz z wejściem „Kleru” do kin lewactwo ogłosiło, że winnym pedofilii w KK jest JPII. Czyją w tej sytuacji twarz powinien mieć KK? Pieronka? Lemańskiego? Wiem! Michnika!”.

Kowalczykowi odpowiedział wymieniony przez niego ksiądz Wojciech Lemański. – „Ulało się jezuicie, co to się uważa za bardziej katolickiego od papieża Franciszka, co ślepy jest na bezduszność Polaków wobec uchodźców, co głuchy jest na bluzgi prezesa, kłamstwa premiera i nocne tweety prezydenta. Mam nadzieje, że twarz tego przedstawiciela polskiego kleru nikomu się dobrze nie kojarzy. Szukam jego zdrowej chrześcijańskiej reakcji po Tylawie, po Tarchominie, po Dominikanie, po Poznaniu, po Bochni, po Gdańsku… nie znajduję. On broni KK przed lewactwem. Dla niego duchowni z „Kleru” to koledzy po fachu, takich się nie rusza. A od bp. Pieronka i red. Michnika odwal się klecho, bo im do pięt nie dorastasz” – napisał ks. Lemański na Facebooku.

Internauci też komentowali wpis Kowalczyka. – „Chyba zapomniał, że Kościół przede wszystkim powinien mieć twarz Chrystusa. Przez takich jak on Chrystusa już dawno tam nie ma”;

„Coś się księdzu popiórkowało. To nie z nadejściem filmu. To księżowska pedofilia, zbrodnie przeciwko małym dzieciom otworzyły temat. Nie trzeba się chować za okrzykami: lewactwo. Trzeba umieć pokornie przyjąć na klatę fakt upadku moralnego wielu polskich duchownych. Doradzam brać miotłę i robić porządki u siebie. A imienia JPII nie tykać”.

Były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych gen. broni Mirosław Różański dosadnie podsumował na Twitterze informacje podane przez Tomasza Dmitruka. Dziennikarz pracuje dla portalu DziennikZbrojny.pl i „Nowej Techniki Wojskowej”. – „Do tej pory o tym nie pisałem, ale również w 2017 roku z budżetu MON na zadania MSWiA wydano 300 mln PLN. Łącznie w latach 2017-2019 na program modernizacji służb MSWiA i LPR z budżetu na obronność zostanie wydana kwota niemal 1,23 mld PLN. Tak patrząc można z budżetu na obronność budować np. autostrady. Zapewniają szybkie wsparcie NATO. Też w interesie obronności. Chodzi o nierobienie fikcji. To takie oszukiwanie samego siebie, aby tylko politycznie pokazać, że wydajemy na obronność 2% PKB….” – napisał Dmitruk na Twitterze.

Wpis dziennikarza tak skomentował gen. Różański: – „To jest systematyczne rozbrajanie polskiej armii, wiele jest takich informacji, których nie możemy publikować”.

„Dziwne pomysły. Pieniądze z MON do MSWiA, a potem otwieramy Fundusz Obrony Narodowej i zbieramy na MON. To jakieś rosyjskie podejście” – napisał gen. Jarosław Stróżyk, gen. bryg. w stanie spoczynku. O tym Funduszu w artykule „Coraz bardziej groteskowe pomysły PiS”.

Na miejsce słabego i zmęczonego resortem Mariusza Błaszczaka ostrzy sobie zęby ambitny Michał Dworczyk. Przygotowanie gruntu do zmiany na szycie w MON już się zaczęło. Dlaczego? Błaszczak coraz gorzej radzi sobie w resorcie, co potwierdzają źródła zbliżone do ministerstwa obrony.

– Jego i jego ekipę traktuje się jako „coś przejściowego”. Widać, że Błaszczak nie polubił wojska. Nie ma w nim żadnego zapału – twierdzą informatorzy.

Urzędnik w Pałacu Prezydenckim: – , ale prezydent i BBN namawiali go, by się nie śpieszył. Dla nas to dobry, niekonfliktowy minister.

Polityk PiS: – Michał Dworczyk jest niezwykle ambitny. Mierzy wyżej niż stanowisko szefa Kancelarii Premiera, które dziś zajmuje. Na pewno nie odmówiłby fotela szefa MON.

Mariusz Błaszczak, na początku tego roku, poszedł do MON i to bardzo niechętnie. Nie mógł jednak odmówić nominacji. Na „obronę” rzucił go sam prezes PiS.

Spokój w MON

To była potrzeba chwili – przejąć po resort, uspokoić sytuację, załagodzić konflikt z prezydentem i zapewnić sojuszników z NATO, że wszystko jest pod kontrolą.

Tomasz Siemoniak (PO, były szef MON): – To tak jakby po epoce szalonego Chruszczowa, który wszystkim groził wojną i walił butem w pulpit mównicy w ONZ, nastała epoka Breżniewa. Spokój i stagnacja.

Błaszczak z prezydentem dogadał się bardzo szybko. Urzędnik w Pałacu Prezydenckim: – Prezydent i minister mają chemię. Są z tego samego pokolenia, dogadują się.

„Swoi” dowódcy

Nie chciał poprzestać na obsadzeniu stanowisk cywilnymi urzędnikami. . Gdy zmieniano szefa Sztabu Generalnego Błaszczak opowiadał, że kandydat powinien mieć dwie cechy: oficerem został po 89 roku i nigdy nie powie ‘nie’ ministrowi.

To przekreślało ówczesnego szefa generała Leszka Surawskiego.

Źródło zbliżone do MON: – Dziwne, bo generał Surawski „mentalnie” pasował do PiS.

Surawski – oficer z długoletnim doświadczeniem liniowym – ostro ścinał się z urzędnikami od Błaszczaka, wytkał im brak znajomości wojska, nie chciał godzić się na kompromisy. Minister postanowił się go pozbyć.

Z ręki Błaszczaka „padł” też pułkownik Arkadiusz Mikołajczyk. Stracił stanowisko dowódcy 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej, po tym jak na przysięgę żołnierzy zaprosił Antoniego Macierewicza, którego traktował jak ministra. Dla Błaszczaka było to zbyt wiele. Zareagował błyskawicznie.

Wojsko się sypie

Tuż przed świętem marynarki wojennej minister w trybie natychmiastowym odwołał Kontradmirała Mirosława Mordela, który publicznie wyraził żal, że „oddala się perspektywa pozyskania okrętu podwodnego nowego typu”.

Zresztą święto marynarki było dość smutne. Jedna z naszych jednostek pływających zepsuła się w trakcie parady, tak samo jak śmigłowiec, jeden z trzech radzieckich Mi 14, które uświetniały uroczystości.

Źródło w MON: – Pięknie było widać, że Marynarka Wojenna jest trupem.

Oko premiera

Wyjściem z impasu miał być zakup przechodzonych (niektóre mają ponad 30 lat) fregat Adelaide w Australii. Błaszczak zapalił się do idei. Jego zapał zgasił skutecznie premier.

Akcja była brutalna – minister chwalił się porozumieniem w TV Trwam. W przerwie programu dostał telefon od premiera, że nie będzie żadnych zakupów.

Polityk PiS: – Po akcji Adelaida oko Morawieckiego spoczęło na MON. Uznał, że Błaszczak chyba sobie nie radzi. Zaczął rozważać dymisję. Do fotela w MON przebiera nogami Michał Dworczyk.

Dla Dworczyka to byłby awans i to w idealnym momencie. Bo PiS planuje w przyszłym roku dać żołnierzom spore podwyżki. A to znaczy, że już na starcie będzie miał armię za sobą.

Pozostaje pytanie o lojalność.

Dworczyk był przecież wiceministrem u Macierewicza. Uchodził za jego człowieka. Czyim jest „człowiekiem”? Premiera? Macierewicza?

Polityk PiS: – Macierewicza opuścił. Relacje między nimi są chłodne. Otoczeni byłego ministra uważa Dworczyka za zdrajcę.

Morawiecki na razie ma na głowie wybory samorządowe w które zaangażował się osobiście. Ich wynik determinuje kolejne wydarzenie. Jeśli wyjdzie z nich zwycięski i wzmocniony będzie miał czas i moc na rządowe rekonstrukcje. A wiadomo, że ma ochotę na jakieś zmiany jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o cudzie, które zbliża się wraz z PiS.

W państwie PiS władza musi mieć nadzór nad każdym i każdemu powiedzieć może: – Dzięki nam masz teraz trochę lepiej niż miałeś, ale spróbuj fiknąć, to dopadniemy cię bez żadnego trybu!

W alternatywnej Polsce, którą szczegółowo opisują partyjno-rządowe media, każda inicjatywa PiS jest genialna, wszystkie działania władzy kończą się sukcesem, a Jarosław Kaczyński coraz bardziej przypomina króla Midasa – wszystko czego dotknie, obraca się w szczere złoto. O magicznych umiejętnościach partii obecnej władzy głośno było już podczas ostatnich wyborów. Uwierzył w nie jedynie co piąty wyborca, ale to wystarczyło. A potem rozwiązał się worek z sukcesami.

Sromotna porażka 27: 1 okazała się wielkim zwycięstwem, a przylot z Brukseli skompromitowanej Beaty Szydło fetowany był jak powrót Sobieskiego spod Wiednia. Sukces gonił sukces.  Słupki poparcia poszły w górę i Dobra Zmiana runęła na nas z pełnym impetem. Okrzyki „my damy radę!” skutecznie zagłuszyły trzeźwe głosy opisujące skutki polityki wrzącej wody i wskazujące na koszty obietnic – straty w poparzonych ludziach i w utopionym majątku. Kolejni Polacy uwierzyli w geniusz wodza, którego świetlane wizje przesłoniły, jak mgłą smoleńską, skomplikowane relacje między obietnicą a możliwością jej realizacji. Wizja Wielkiej Polski z wielką kasą zatarła różnice między sukcesem, klęską i zdrowym rozsądkiem. Ruszyła masowa produkcja zwycięstw, osiągnięć i wyczynów.

Gdy premier ogłosił, że jego poprzednicy nie zbudowali ani jednej drogi, ani nawet połowy mostu, obecne żałosne wyniki budownictwa drogowego stały się fantastycznym dokonaniem. Reforma oświatowa, która bez najmniejszego powodu wywróciła do góry nogami system organizacyjny szkół, programy nauczania i stabilny porządek życia milionów małych Polaków, okazała się wielkim sukcesem minister Zalewskiej. Minister Macierewicz odszedł w chwale po zakończeniu reformy armii, która była tak znakomita, że uzbrojenie okazało się już niepotrzebne, a nowy minister do dzisiaj reformuje tę reformę. Dzięki wycince zbędnych drzew ministrowi Szyszce, według premiera „jednemu z najlepszych w tym rządzie”, udało się pozyskać tysiące hektarów na budownictwo mieszkaniowe oraz mnóstwo drewna przydatnego do budowy domów.

Każdy z ministrów obecnego rządu pochwalić się może jakimś niebywałym sukcesem. Owszem, niektórzy przestali być ministrami, ale wymieniano ich tylko dlatego, ze znaleziono jeszcze świetniejszych. To element polityki kadrowej PiS, objawiającej się również średnio trzykrotną w ciągu roku wymianą prezesów największych spółek skarbu państwa. Nowi prezesi są tak fantastyczni, że konkursy stają się niepotrzebne. Ale i ustępujący muszą być znakomitymi fachowcami, bo nawet gdy przepracowali ledwie 2-3 miesiące, to zasługują na sowite premie i na odprawy, zapewniające im łagodny transfer na nowe stanowiska państwowe, gdzie osiągać będą kolejne wspaniałe sukcesy.

„Sukcesów” PiS nie weryfikują zagorzali wyborcy tej partii. Przyjmują je na wiarę, bo tak jest łatwiej, a i w konfrontacji z odmienną wersją prawdy wygodniej jest trzymać się swojej opinii niż testować nową. Kłamstwo, szczególnie w postaci ekscytującej sensacji, samo wkrada się do umysłów, natomiast prawdę wbija się do głów długo i z trudem. Zresztą w świecie fałszywek, podrabianych dokumentów, fake newsów i fotoszopu dowody niczego nie dowodzą. Chyba, żeby takie fałszywe sukcesy wrzucić na billboardy, zapakować na lawety i ruszyć w lud, głosząc niesławę polityków, których legalnie nazwać można oszustami. Chyba że opozycja znajdzie skuteczniejsze sposoby demaskowania fałszywych piewców wiekopomnych dokonań w niszczeniu demokracji. Chyba że dotrze do nich, że kłamstwo i oszustwo nie są bezimienne. Jeśli to się nie uda, to przygniecie nas fala sukcesów PiS.

Żadna zmiana nie okazała się tak dobra jak przebudowa sądownictwa, która budzi nieustające zachwyty rządzących i ich funkcjonariuszy. Prawniczy świat obserwuje ich zabiegi z osłupieniem, a pozostali mieszkańcy cywilizowanego świata zachodzą w głowę, w jaki sposób jednemu niezrównoważonemu człowiekowi, otoczonemu grupą słabo rozgarniętych kombinatorów, udało się wmówić Polakom, że oczywista demolka państwa prawa jest naturalną metodą budowy systemu bardziej demokratycznego niż dotąd. Jak przekonano Polaków, że praworządność wymaga kontroli partyjno-rządowych nadzorców? Cywilizowane społeczeństwa Europy pytają jak to możliwe, że naród, który dawał sobie radę z kłamliwą propagandą bardziej jeszcze opresyjnego reżimu, okazał się tak bezwolny wobec oczywistej grabieży wolności i demokratycznych praw. Trudno zrozumieć, dlaczego tylko nieliczni wychodzą na ulicę gdy tsunami Kaczyńskiego i Ziobry zatopiło już demokratyczny systemem stanowienia i egzekwowania prawa i właśnie przechodzi w fazę niszczenia wybranych prawników, ośmielających się podważać sukces reformy sądownictwa. Wyjaśnienie tego fenomenu jest dla Polaków albo kompromitujące (kupili ich za 5 stów), albo dramatycznie przygnębiające (w Grecji wysokie notowania rządu socjalistów, który zdobywał poparcie rozdając pieniądze i powiększając deficyt budżetu, utrzymywały się do chwili, gdy runęła gospodarka).  Z punktu widzenia interesów PiS można więc mówić o niedocenianym sukcesie grupy trzymającej władzę.

Sukces rodzi sukces. Bezkonkurencyjnym akuszerem jest premier Morawiecki objeżdżający Polskę z dobrą nowiną. Snuje wizję Polski do niedawna drewnianej, którą Jarosław Wielki pozostawi zamurowaną na amen, a także głosi chwałę swojego dziecka – Konstytucji Biznesu. – To najważniejsza reforma polskiego prawa gospodarczego od 30 lat! – zachwyca się pan premier, przekonany, że zanęci tysiące nowych inwestorów. Ale póki co nie zanęca.  Forum Obywatelskiego Rozwoju uważnie przeanalizowało ów dokument i nie dostrzegło w nim nic oprócz propagandy sukcesu. Konstytucja dla Biznesu zdaje się konkurować z Konstytucją prawdziwą, przeciwstawiając jej charakterystyczną dla PiS metodę stanowienia prawa. Charakterystycznym przykładem jest tu realizacja sztandarowego przepisu ograniczającego liczbę i czas kontroli w firmach. Owszem, uciążliwych kontroli jest mniej, ale tak naprawdę urzędnik może powołać się na przepisy szczególne lub uznać daną sytuacje za wyjątek i zrobić z niepokornym przedsiębiorcą niemal co zechce. Bo w państwie PiS władza musi mieć nadzór nad każdym i każdemu powiedzieć może: – Dzięki nam masz teraz trochę lepiej niż miałeś, ale spróbuj fiknąć, to dopadniemy cię bez żadnego trybu!

Waldemar Mystkowski pisze o kłamstwach delfina prezesa PiS.

W PiS role są podzielone. Jarosław Kaczyński szczuje, Mateusz Morawiecki kłamie z namiętnością. Prezes poszczuł patriotów na sędziów, zarzucając tym ostatnim brak patriotyzmu i niechęć do własnego narodu, nazywając nawet to zjawisko ojkofobią. Obawiam się, że określenie prezes nie wziął z greki – ojkos i fobos (strach przed domem) – lecz od zachowania Tadeusza Rydzyka, który widząc nadmiar prezentów od wiernych zwykł machać rękami i mówić: oj tam, oj tam.

W ten sposób podzielone zostały role na dobrego i złego policjanta, jeden szczuje, drugi dobrodusznie kłamie. I za to ciepłe podejście do narodu Morawiecki został nagrodzony licznikiem, który tyka tylko dla niego, nosi miano Mateuszek Kłamczuszek.

Wyliczono mu już 87 kłamstw w kampanii samorządowej, licznik został zainstalowany w Kielcach. Szkoda, że nie w Warszawie naprzeciw Kancelarii Premiera, ale to nic straconego.

Nieformalny koalicjant PiS Kościół katolicki został trafiony w splot słoneczny przez Wojciecha Smarzowskiego filmem „Kler”, do tego stopnia cios był celny, że TVP zarządzane przez Jacka Kurskiego ocenzurowała wypowiedź reżysera z gali nagród na Festiwalu Polskich filmów Fabularnych w Gdyni.

Morawiecki za to włazi klerowi w łaski bez mydła, ogłosił w Wąwolnicy, iż „dzięki wstawiennictwu Matki Boskiej Kąbelskiej, Matki Boskiej Wąwolnickiej i oczywiście dzięki walce naszego narodu z najeźdźcą odparte zostały najazdy tatarskie, hordy mongolskie”. Do tego cudu wg Morawieckiego doszło przed 740 laty.

W kler i jego moralność jednak nie wierzy naród tak, jak premier. W sondażu na temat pedofilii w tej instytucji 73 proc. badanych nie wierzy, aby hierarchowie Kościoła katolickiego radzili sobie z problemem pedofilii wśród duchownych. Wiarę daje tylko 11 proc.

Gdyby nasz naród składał się z jednej płci – tej piękniejszej – PiS nie rządziłby. W sondażu dla „Wysokich Obcasów” PiS może pochwalić się poparciem 28 proc. kobiet, a Koalicja Obywatelska 27, lecz uwzględniając poparcie dla innych partii, znaczyłoby to utratę władzy przez ugrupowanie Kaczyńskiego. Mężczyźni zawodzą, bo odpowiedni stosunek wygląda jak 40 do 17.

Grzegorz Schetyna, jak kobiety, ma złe wieści dla PiS, o czym powiedział w Gorzowie Wielkopolskim: „Ich koniec jest bliski, bo za rok są wybory parlamentarne i zrobimy wszystko, żeby ich odsunąć od władzy”.

>>>

Duda wszedł w dudę Trumpowi

>>>

Po Kaczyńskim wszyscy odetchniemy z ulgą

Ks. Wojciech Lemański odniósł się do postu internautki na Facebooku.

Nowy biskup Kuchciński. Po PiS trzeba zdjąć krzyże z miejsc publicznych, szpecą wolność

Proboszcz niewielkiej wsi Tuligłowy na Podkarpaciu jest pomysłodawcą pomnika dla uczczenia 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Pomnik, którego budowa została zrealizowana dzięki hojności liczącej 800 mieszkańców parafii i wsparciu finansowemu Fundacji PGE, został w sobotę uroczyście odsłonięty przez Marszałka Sejmu, Marka Kuchcińskiego i oczywiście poświęcony przez metropolitę przemyskiego abp Adama Szala.

Oświetlony pomnik został usytuowany na najwyższym wzniesieniu w okolicy. Na postumencie w kształcie kielicha i chrzcielnicy stoi 25 metrowy krzyż z 32 metrowym masztem flagowym, na którym powiewa polska flaga. Wdzięczność mieszkańcom Tuligłów, za taką formę uczczenia rocznicy niepodległości kraju, wyraził Kuchciński, a także sam prezes Jarosław Kaczyński, który napisał w liście: „Jestem bardzo wzruszony, że Tuligłowy pamiętają, że w tak szczególny chwytający za serce sposób upamiętniają to niezwykłe wydarzenie sprzed wieku, jakim było odrodzenie się niezależnego państwa polskiego. […] Wielkość tego górującego nad okolicą pomnika symbolizuje moc wiary naszych przodków. Niezłomną ufność, że Ten, co Polskę przez tak liczne wieki otaczał blaskiem potęgi i chwały raczy przywrócić nam wolną Ojczyznę.”

Nie wszyscy jak się jednak okazuje podzielają zachwyt prezesa PiS. Część mieszkańców, a także internauci nie kryją swego oburzenia. „Lepiej niech wymieniają słupy energetyczne”, „Ile ludzi to nakarmi?” – można przeczytać w licznych komentarzach.

Przewyższający swymi rozmiarami krzyż na Giewoncie, monument w Tuligłowach stał się kolejnym dowodem, że Polska pod dyktatem partii PiS, pomnikami stoi.

Analitycy z portalu politykawsieci.pl poinformowali, że po raz pierwszy od 2014 r. Prawo i Sprawiedliwość odnotowuje poważne straty w social mediach.

To ważna informacja, bo kampania przed wyborami samorządowymi nabiera tempa i jak się okazuje opozycja chyba odrobiła lekcje z poprzednich wyborów. Kilka lat temu PiS przejęło rząd dusz na portalach społecznościowych. Było to możliwe dzięki całej rzeszy ludzi zatrudnionych wówczas do obsługi social mediów.

Po wygranych wyborach „trutni, których wielką pracą wystukano, wyklikano i wylajkowano dominację PiS w sieci wynagrodzono posadami w administracji rządowej czy propagandowych mediach, a ich nieoficjalnego szefa Pawła Szefernakera zrobiono nawet wiceministrem, co miało dać gwarancję, że kontrola nad prawicowymi trollami internetowymi, wspierana pieniędzmi z KPRM pozwoli trwale wygrywać potyczki w sieci z pozostającą w tej materii w lesie opozycją.”

Ale jak pokazują wspomniane wyżej analizy ciepłe posadki rozleniwiły pisowców, a opozycja zrozumiała znaczenie mediów społecznościowych. Po ubiegłotygodniowej konwencji partii rządzącej, pomimo „świetlanych” haseł wyborczych, to nie one królowały w sieci, a billboardowe hasło opozycji #PiSWziąłMiliony.

Bitwa hasztagowa #PiSwziąlmiliony zasięg w sieci 9,1mln / 6,4K wzmianek #KonwencjaPiS zasięg w sieci 8,5mln / 9,7 wzmianek #DotrzymujemySłowa zasięg w sieci 5,5mln / 3,9 wzmiankę” – czytamy wpis politykawsieci.pl. Różnica ta jeszcze się powiększyła po sobotnim konwencie wyborczym Koalicji Obywatelskiej w Warszawie i zorganizowanym równolegle evencie PiS we Wrocławiu.

Wychwalana „dobra zmiana” ponownie przegrała bitwę w mediach społecznościowych. „Zasięg 19 mln haseł Koalicji Obywatelskiej w porównaniu do ok. 6 mln partii Kaczyńskiego to prawdziwy łomot.” Pocieszający jest również fakt, że kierujących pisowską kampanią cechuje brak mobilizacji i brak pomysłów.

– Te wybory musimy wygrać, żeby w Polsce nie rozlała się krew. Mówię to z perspektywy mojego pokolenia, które widziało krew na polskich ulicach – podkreśla Bogusław Stanisławski, współzałożyciel Amnesty International. To jeden z uczestników Kongresu Obywatelskich Ruchów Demokratycznych, na który przyjechała „opozycja uliczna” z całej Polski.

„Moja ulica murem podzielona” – śpiewał Kazik w utworze „Arahja”. Odegrany po raz pierwszy ponad 30 lat temu protest song dotyczył muru berlińskiego. Dzisiaj można byłoby napisać go ponownie. Takiego rozłamu w Polsce nie było od dawna.

Ale podziały nie przebiegają jedynie na linii PiS – opozycja. Podzieleni są także ci, którzy od dawna protestują przeciw obecnemu rządowi właśnie na ulicach. Choć każdy robi to na swój sposób, cel mają jednak wspólny: walka o przywrócenie demokracji i praworządności. Jak wspólnie osiągnąć ten cel, zachowując jednocześnie swoją autonomię? I jakiej Polski chcemy, gdy rządy PiS dobiegną końca? Właśnie nad tym debatować będzie „opozycja uliczna” z całego kraju, która przyjechała w niedzielę do Łodzi na Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych.

Zjednoczeni w celu, nie pod szyldem

– Ten Kongres jest od nas, przez nas i dla nas. Gdyby nie działalność opozycjonistów na ulicy, gdyby nie troska i miłość do naszej ukochanej, domowej, ciepłej i demokratycznej ojczyzny, tobyśmy tutaj nie byli. Korzystajmy więc z tego, że jesteśmy tutaj razem. Myślę, że większość z nas bardzo martwi, kiedy widzi, jak często i z jaką łatwością potrafimy się ranić i dotykać. Ale my idziemy w tym kierunku, żeby w naszej kochanej ojczyźnie panował pokój, żebyśmy z dumą patrzyli w oczy światu i mówili: „tak, jesteśmy z Polski”. Zróbmy, co w naszej mocy, żebyśmy wyjechali z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku – rozpoczął kongres Robert Hojda, pomysłodawca KORD i uczestnik wielu akcji protestacyjnych.

>>>

PiS odtwarza PRL, taka ich bolszewia. Odsunąć toto od władzy

„Czy pracownik MS, udający w Sejmie dziennikarza, na pełny etat na kilkunastu kontach prowadzi kampanię samorządową wiceministra MS, a na kilkunastu innych bawi się w hejtera PO?” – pytają internauci. Nic dziwnego. Dariusz Matecki oficjalnie jest tylko społecznym asystentem Patryka Jakiego, ale sprawa ma drugie dno – czytamy w portalu NaTemat. Administruje kilkudziesięcioma stronami, na których wychwala kandydata PiS na prezydenta Warszawy, Partyka Jakiego. Jednocześnie trolluje Rafała Trzaskowskiego. Choć nie brakuje dowodów na jego związki z Ministerstwem Sprawiedliwości, nie wiadomo, czy pobiera z resortu pieniądze. Na pewno za to wiadomo, że kandydatowi PiS towarzyszy w trakcie spotkań z wyborcami.

Kilka dni temu Matecki zamieścił w sieci filmik uderzający w innego kandydata na prezydenta Warszawy Jana Śpiewaka, aktywisty znanego z nagłaśniania afery reprywatyzacyjnej. Zarzucił mu, że działał w sztabie Hanny-Gronkiewicz Waltz. Ale to nie wszystko. Matecki nie stroni od typowych antysemickich zagrań: „ujawnił”, że Śpiewak jest współzałożycielem Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej i synem prof. Pawła Śpiewaka, czyli dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz byłego posła PO, oraz wnukiem redaktora miesięcznika literackiego z czasów stalinizmu.

Śpiewak nie pozostał mu dłużny i zlustrował przeszłość Mateckiego. Otóż – jak udowodnił w sieci –  poza skrajnymi, nacjonalistycznymi poglądami ciągną się za Mateckim podejrzenia o znęcanie się w szkole nad znaną blogerką, Tamarą Gonzalez-Pereą, znaną jako Macadamian Girl. Blogerka sama ujawniła wcześniej, że była prześladowana z pobudek rasistowskich przez rówieśników i że „jeden z prowodyrów jest dziś działaczem skrajnie prawicowej partii”. Sam Matecki zaprzecza, choć przyznaje, że faktycznie chodził z nią do jednej klasy – czytamy w portalu.

Współpracownik Jakiego pisze o sobie, że jest „vlogerem, katolikiem i prawnikiem„, a kandydatowi PiS pomaga społecznie. Co nie oznacza oczywiście, że nie otrzymuje za to wynagrodzenia. Z wykształcenia jest prawnikiem po Uniwersytecie Szczecińskim. Przyznał, że należał do Ruchu Młodych PiS i Solidarnej Polski (partii Ziobry i Jakiego, która wchodzi w skład Zjednoczonej Prawicy), a obecnie jest członkiem konserwatywno-liberalnego Stowarzyszenia KoLiber. Sympatyzuje też m.in. z Ruchem Narodowym.

„Kilka lat temu rozpocząłem prowadzenie bloga i vloga o nazwie: Prawicowy Internet. Mój główny FanPage obserwuje prawie 135 tysięcy osób, zaś konto na YouTube subskrybuje prawie 80 tys. osób. Występowałem gościnnie w programie Wrealu24 (program Marcina Roli znanego z szowinistycznych poglądów – przyp.red) oraz pisałem do czasopisma Magna Polonia” – pisze o sobie się w mediach społecznościowych. Jak sam przyznaje, za swoich idoli oprócz Jakiego uważa m.in. Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobro, Rafała Ziemkiewicza, „całą Gazetę Polskę”, Żołnierzy Wyklętych, środowisko Radia Maryja i „generalnie zależy mu na łączeniu prawicy”.

W galerii na najwyższej kondygnacji Filharmonii w Szczecinie planował pokazać 35 plakatów, ale na siedem z nich nie zgodziła się dyrektor placówki. – Pierwszy raz spotkałem się z ocenzurowaniem mi wystawy – mówi plastyk Andrzej Błażejczyk. – Myślę, że to wynikło z lęku dyrektorki o posadę. Link w bio.

Wernisaż wystawy Andrzeja Bałżejczyka. Fot. Krzysztof Hadrian. #wyborcza#agencjagazeta #wystawa #plakaty #sztuka#cenzura #polityka #Szczecin #Polska

W galerii Poziom 4. na najwyższej kondygnacji Filharmonii w Szczecinie Andrzej Błażejczyk na indywidualnej wystawie „Plakaty – nieoczywiste – nieobojętne” chciał pokazać prace, które zrobił w ostatnich sześciu latach. To jego graficzne reakcje na wydarzenia i zjawiska polityczne i społeczne, pisze „Gazeta Wyborcza”. Ale dyrektorce Filharmonii Dorocie Serwie nie spodobał się m.in. plakat, na którym są dwa paragrafy spięte kajdankami – komentarz artysty do batalii o niezawisłość sądów. Odpadł też plakat z polską flagą, na której na białym i czerwonym tle są lustrzane napisy „Teraz… kurwa MY” oraz ten, ze znakiem drogowym „obszar zabudowany” na którym wszystkie budynki mają na dachach krzyże, a pod spodem jest podpis „Welcome to Poland” (ten plakat Błażejczyk zaprojektował dla dziewczyn z czarnego protestu).

Podobny los spotkał cykl trzech plakatów, na których niebiesko-biały krzyż skandynawski na norweskiej fladze zmienia się w swastykę (to była reakcja artysty na terrorystyczne zamachy Andersa Breivika z 2011 r., w których zginęło 77 osób). – „Dyrektor Serwa tłumaczyła, że nie chce obrazić nimi dyrektora artystycznego filharmonii, dyrygenta orkiestry, który jest Norwegiem. Chociaż jestem przekonany, że gdyby je zobaczył, te plakaty, uznałby je za dobre” – uważa Błażejczyk. W odpowiedzi na cenzurę artysta, aranżując wystawową przestrzeń, pozostawił symbolicznie jedną pustą ścianę. Kolaż z odrzuconymi plakatami wydrukował na kartkach, pisze portal „Wyborczej”.

W centralnym miejscu wystawy Błażejczyk powiesił plakat z gwiazdkami unijnymi układającymi się w serce w grafice „I love.eu”. – „Jestem euroentuzjastą i cieszę się, że dożyłem takiego momentu, że przez granicę polsko-niemiecką mogę jechać z prędkością 120 km na godz. Dobrze pamiętam czasy komuny, kiedy nie mogłem swobodnie wyjeżdżać za granicę. Dziś mam dowód czy paszport i lecę, gdzie chcę i gdzie mnie stać” – opowiada w kontekście swojego plakatu. Na kolejnym – złote gwiazdy Unii Europejskiej obejmuje złoty półksiężyc. – „To wyraz lęku przed rzeczywistym, a może irracjonalnym zagrożeniem dla naszej kultury ze strony cywilizacji islamskiej” – tłumaczy. Na kolejnym plakacie charakterystyczna literka „F” staje się pistoletem, który wystrzeliwuje czerwoną kulę. – „Kula jest czerwona ze złości, rozgrzania. Bo słowem można zranić. Warto pamiętać, że Facebook może być formą broni” – wyjaśnia artysta. Te plakaty zostały dopuszczone na wystawę.

Dorota Serwa, w oświadczeniu przekazanym „Wyborczej” podkreśla, że jej galeria kieruje się podstawowymi zasadami, które zgodne są z wizją Filharmonii. A zatem promocją wolnej twórczości, po drugie – wolnością naszych odbiorców, tolerancją, co przejawia się w szacunku do nich, do ich światopoglądu, wolności wyznań czy postaw życiowych. Dysosnansu założeń i poczynać chyba nie dostrzega. Dla odmiany swoje cenzorskie decyzje tłumaczy koniecznością podejmowania „trudnych decyzji ze względu na ograniczoną przestrzeń” oraz tym, że wystawy stanowią atrakcyjne uzupełnienie oferty koncertowej, i są odwiedzane przez grupy zorganizowane, wśród których znaczny odsetek stanowią dzieci i młodzież. Zatem dokonana przez nią selekcja prac to „niezbędny kompromis, aby wypowiedź artystyczna nie była naruszona, ale przede wszystkim, aby wpisywało się to w szerszą działalność Filharmonii”. A zwłaszcza, aby prace „stanowiły pozytywny przekaz, czytelny i akceptowalny przez wszystkie grupy odbiorców”.

Andrzej Błażejczyk kończył szczecińskie Liceum Plastyczne, a w 1988 r. obronił dyplom w ówczesnej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Swoje prace wystawiał m.in. w: Brukseli, Kilonii, Strasburgu, Stuttgarcie, Pradze, Kopenhadze, Mons, Oświęcimiu, Krakowie, Katowicach, Poznaniu, Wałbrzychu, Szczecinie. 

>>>

Czyli PRL ale w wersji stalinowskiej, bo za Jaruzelskiego to już by takich jaj nie było.

Earl drzewołaz

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll wyraził nadzieję, że „polska władza uszanuje stanowisko” unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który będzie zajmował się postanowieniem Sądu Najwyższego o zawieszeniu niektórych przepisów pisowskiej ustawy o przeniesieniu sędziów SN w stan spoczynku. – „Jeżeli polski rząd nie zaakceptuje postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to wkroczy na bardzo niebezpieczną dla Polski drogę. Konsekwencją tego będzie w najbliższym czasie wykluczenie Polski z Unii Europejskiej. A myślę, że to jest klęska” – stwierdził prof. Zoll w TVN 24.

Zdaniem prof. Zolla, nie ma najmniejszych wątpliwości, że prof. Małgorzata Gersdorf jest I Prezes Sądu Najwyższego do końca kadencji, czyli do 2020 r. Były prezes TK bardzo krytycznie podsumował trzy lata prezydentury Andrzeja Dudy. – „Ani razu nie stanął w obronie Konstytucji, a wręcz odwrotnie – wielokrotnie ją naruszał. A ślubował być jej strażnikiem. Jego ubiegłoroczne weta były fikcją” – powiedział prof. Zoll.

„W Polsce działa V kolumna Putina. A…

View original post 1 642 słowa więcej

Kaczyński jest ruiną człowieka, prędzej czy później pociągnie to towarzystwo w przepaść

Ks. Wojciech Lemański odniósł się do słów Tadeusza Rydzyka.

Michał Wójcik (sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości) informuje o nagrodach za rządu PO-PSL.

Prof. Marcin Matczak odniósł się do słów marszałka seniora Kornela Morawieckiego na temat ustawy degradacyjnej.

Pisarka Maria Nurowska o swoim stosunku do polityków PiS.

Jarosław Kaczyński zdecydował, że ministrowie konstytucyjni, sekretarze stanu, którzy są politykami, muszą oddać nagrody na Caritas. Ale to zapowiedź obniżenia pensji parlamentarzystom o 20 proc. miała wywołać prawdziwą burzę w szeregach PiS – przebija z komentarzy.

Czwartkowa konferencja Jarosława Kaczyńskiego miała zamknąć usta opozycji i ostatecznie zakończyć publiczną debatę nad nagrodami dla ministrów i sekretarzy stanu, które otrzymali w latach 2016-2017.

–  Ministrowie konstytucyjni, sekretarze stanu, którzy są politykami, zdecydowali się oddać nagrody do połowy maja na cele społeczne, do Caritasu – oznajmił prezes PiS. Jak zapewnił Kaczyński na konferencji w siedzibie partii, „ministrowie podjęli te decyzje sami, dzisiaj było takie spotkanie, nikt nie protestował”.

Kaczyński żąda od posłów „skromności”. Sam oprócz uposażenia pobiera emeryturę

Tymczasem, jak napisał dziennikarz Michał Wróblewski, jeden z ministrów miał stwierdzić, że nie stać go na oddanie nagrody, którą wydał w całości. A żeby to zrobić, „musiałby zaciągnąć kredyt”.

Jednak to nie zwrot ministerialnych nagród, a zapowiedź obniżenia pensji parlamentarzystom o 20 proc. miała wywołać burzę wśród szeregowych posłów PiS.

Bardzo zdenerwował JK swoich posłów. Pierwszy raz słyszę aż tak mocne słowa: człowiek, który korzysta z partyjnych pieniędzy, jest wożony, karmiony i nie ma pojęcia o codziennym życiu decyduje o obniżce zarobków tych, którzy nie przyznawali sobie samym żadnych nagród

Wśród komentarzy pojawił się i ten głos wicemarszałka Sejmu, Stanisława Tyszki. Poseł Kukiz’15 napisał, że trochę rozumie zdenerwowanie posłów PiS.

„Niewielu udało się załapać do rządu, oni sobie nagród nie przyznawali, głosują jak trzeba, zawsze karnie, czy się zgadzają, czy nie, a tu w „nagrodę” szef im tnie wynagrodzenia” – skomentował Tyszka.

Wydaje się jednak, że mimo tych głosów oburzenia, oczywiście anonimowych, nikt w PiS nie ośmieli się publicznie skrytykować decyzji kierownictwa PiS i samego prezesa Kaczyńskiego.

„Rozmawiałem właśnie z czołowym politykiem rządu. W PiS jest przekonanie, że sprawa nagród jest zamknięta i opozycja nic już w tym temacie nie ugra. A nt. buntu w PiS po obniżkach pensji: buntu nie będzie, bo nikt nie zaryzykuje przed ułożeniem list. Wywiad w Rzepie już wkrótce.” – napisał na Twitterze z kolej Jacek Nizinkiewicz.

Nikt też zapewne nie zaryzykuje otwartej krytyki na zbliżającej się konwencji Prawa i Sprawiedliwości i partii wchodzących w skład koalicji Zjednoczonej Prawicy. A ta już 14 kwietnia w Warszawie.

Jak zapowiadał w publicznym radiu wiceminister kultury Jarosław Sellin, konwencja ma być nowym otwarciem politycznym przed nadchodzącymi wyborami samorządowymi.

Sam pomnik jest imponujący, choć rozmachem daleko mu do pomnika mającego przypominać replikę samolotu TU-134M z Kałkowa. Budapesztański projekt zawiera w sobie mały kopczyk ze stojącym na nim krzyżem, pokrytą biało-czerwonymi płytkami ścieżkę oraz coś, co w najlepszym wypadku można nazwać „bramą z kulą”.

Autor rzeźby Sandor Gyula Makoldi chciał w projekcie nawiązać zarówno do tragedii smoleńskiej, jak i zbrodni katyńskiej, o pomoście łączącym oba wydarzenia miały przypominać ukośne kolumny podtrzymujące kulę, przypominającą… symbol egipskiej bogini Hathor. To nie żart. Wielbiciele filmów z serii „Mumia” nie powinni mieć wątpliwości, jakie były inspiracje autora pomnika. Hathor była boginią nieba i opiekunką nekropolii tebańskiej. Jej związek z katastrofą smoleńską na razie stanowi zagadkę.

Trudno powiedzieć, czy stojąca na obrzeżach miasta eklektyczna konstrukcja przypadła do gustu Jarosławowi Kaczyńskiemu. W przemówieniu wspomniał o niej wyłącznie w kontekście wdzięczności, którą żywi do przedstawicieli Fideszu, stojącymi za budową monumentu. Znacznie więcej czasu prezes PiS poświęcił Viktorowi Orbánowi, którego porównywał do Lecha Kaczyńskiego, przyjaźni polsko-węgierskiej oraz niedzielnym wyborom.

Kolejne rządy Fideszu

10 kwietnia minie osiem lat od katastrofy smoleńskiej, dwa dni wcześniej odbędą się wybory do węgierskiego parlamentu. Biorąc pod uwagę serdeczne relacje między liderami obu państw, byłoby dziwne, gdyby Viktor Orbán nie próbował tej korelacji wykorzystać. – Termin jest oczywiście nieprzypadkowy. Jest to rządowi na rękę, pokazuje, że największe państwo w regionie utrzymuje z nim bardzo dobre relacje – mówi Veronika Józwiak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Wsparcie Jarosława Kaczyńskiego jest tym istotniejsze, że Fidesz osnuł kampanię wyborczą wokół tematu migracji z Bliskiego Wschodu i rzekomo wspierającego ją George′a Sorosa. Całą stolicę pokryły plakaty węgierskiego milionera, który w pojedynkę lub z liderami partii opozycyjnych przecina drut kolczasty, oddzielający Węgry od fantomowych hord uchodźców wdzierających się w głąb Kotliny Panońskiej. Do tej sprawy rządy w Budapeszcie i Warszawie mają identyczne podejście. W zeszłym roku Węgry przyjęły 1300 uchodźców, choć nie na podstawie unijnych kwot, a zapisów konwencji genewskiej.

Według sondaży antyimigrancka taktyka przynosi skutki. Fidesz może liczyć na pierwsze miejsce na podium z blisko 50-proc. poparciem. – Wygrana Fideszu wydaje się pewna. Pytanie, czy zdobędzie on większość konstytucyjną lub zdolność do samodzielnych rządów. Na tym polu może się wiele wydarzyć – dodaje Veronika Józwiak.

Ewentualne osłabienie rządu Orbána byłoby ważną informacją dla pozostałych państw regionu. Wiadomością mówiącą, że pójście pod prąd i na przekór panującym w Europie regułom w końcu znudzi się wyborcom. Czy tak się stanie, dowiemy się w niedzielę.

W Budapeszcie spotkali się dzisiaj dwaj bohaterowi z okładki najnowszego magazynu „Politico Europe” Viktor Orban i Jarosław Kaczyński. Ten ostatni przywiózł ze sobą Mateusza Morawieckiego, premiera polskiego rządu. W narracji jednego z najważniejszych magazynów politycznych dwaj bohaterowie nazywani są nowymi komunistami. Brakowało trzeciego podobnego do nich – Władimira Putina, ale to Orban do niego jeździ, jak Kaczyński do Budapesztu. Jeszcze prezes PiS nie jeździ na Kreml, ale gdyby historia miała się toczyć, jak się toczy, to i tego dostąpimy.

Kaczyński pojechał do Budapesztu w celach hołdowniczych, jakbyśmy mieli do czynienia z dawno minionymi Austro-Węgrami. Do takiego dochodzi anachronizmu. Na przedmieściach Budapesztu (8 km od centrum) odsłonięto pomnik smoleński z płaskorzeźbą Lecha Kaczyńskiego. Zacytuję dramatyczne głosy trzech uczestników uroczystości (dramatis personae), które brzmią jak farsa (do tego sprowadza się katastrofa smoleńska).

Nowy komunista I (Jarosław Kaczyński): – „To, co dzieje się na Węgrzech i w Polsce nie jest wymierzone przeciwko Europie, ale wskazuje jej inną drogę. Choć ta droga jest trudna, to idziemy nią i umacniając naszą przyjaźń, choćby przez budowę tego pomnika, idziemy tą drogą”.

Didaskalia: Ależ zaleciało Krakowskim Przedmieściem.

Nowy komunista I (dalej): – „Za dwa dni to wy będziecie decydować o drodze wolności, nie tylko w skali Węgier, ale i Europy, i świata”.

Nowy komunista II (Viktor Orban): – „Kiedy Polska jest atakowana, to atakowana jest Europa Środkowa, atakowane są też wtedy Węgry”.

Didaskalia: Na Węgrzech w niedzielę odbędą się wybory. Wg komunisty Kaczyńskiego będzie się decydować podczas nich historia Europy i świata. Zaś ataki na Polskę i Węgry idą ze strony… Brukseli. Taka retoryka jest godna jakiejś remizy spod Rzeszowa, a nie polityka, który się mieni nieformalnym naczelnikiem dużego i dumnego narodu europejskiego.

Odezwał się też pomagier nowego komunisty I Mateusz Morawiecki, ten odleciał, jak mówi się kolokwialnie „od czapy”: – „Nie można zrozumieć współczesnej historii Polski bez zrozumienia tej straszliwej katastrofy, jaką była katastrofa smoleńska”. Lech Kaczyński został wyżyłowany politycznie przez brata na wszelkie możliwe sposoby i kiedyś w politologii ten niechlubny epizod z naszej historii będzie analizowany pod kątem, jak uprawia się politykę funeralną.

Spointuję powyższe satyryczne wypowiedzi innym politykiem tego samego obozu, szefem Gabinetu Prezydenta Krzysztofem Szczerskim. Zapytano go w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, dlaczego Donald Trump nie chce spotkać się z Dudą, Szczerski odpowiedział: – „Trump chce się spotkać z Dudą, ale panowie mają zbyt zajęte kalendarze”. I to jest… zupełnie od czapy.

Jest wyjście – oficjalny spis zajęć Trumpa jest powszechnie znany, codziennie od godziny 8 do 11 tweetuje albo ogląda telewizję. Gdyby Duda się postarał (przesunięcie czasowo na Wschodnim Wybrzeżu USA wynosi – 6-7 godzin – w stosunku do czasu środkowoeuropejskiego), to od godziny 1 do 3 w nocy zamiast tweetować z jakimś Ruchadełkiem leśnym, mógłby poćwierkać z Trumpem.

Tak wygląda polska polityka… od czapy.

Waldemar Mystkowski

„Celem sprawy nie jestem ja, tylko Donald Tusk. Ja jestem środkiem do osiągnięcia celu, a cel uświęca środki” – komentował w TVN 24 swoje zatrzymanie przez CBA Jacek Kapica. Były wiceminister finansów w rządzie PO-PSL powiedział, że jest niewinny i zamierza to udowodnić przed prokuratorem albo przed sądem.

Przed tygodniem Prokuratura Okręgowa w Białymstoku postawiła Kapicy zarzuty „niedopełnienia obowiązków służbowych w latach 2008-2015 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej dla innych osób, w łącznej kwocie ponad 21 mld zł”. – „Moja sprawa nie jest rozwojowa. Może być rozwojowa tylko z punktu widzenia politycznego. Bo ktoś kreuje scenariusz na tę okoliczność bez względu na środki, których używa” – stwierdził.

Opowiedział, jak wyglądało wejście funkcjonariuszy CBA do jego domu o 7.00 rano. – „W momencie, kiedy u mnie byli agenci, pół godziny później „Wiadomości” podały tę informację z całą historią. Jak jechałem do Białegostoku, to minister i wiceminister już wystąpili na konferencji, mówiąc, jaki to jest sukces, ile to jest tomów akt, i najważniejsze jest, co Jacek wie na temat Donalda Tuska. Wszystkie czynności miały charakter fasadowy. Nie zatrzymano mojego prywatnego laptopa, tylko zatrzymano mój telefon i laptop służbowy, moje dzieci mają komputery i nikt tam nie zajrzał. Mój syn nawet się nie obudził w tym czasie, bo agent wszedł, zobaczył, że jest dziecko i wyszedł. Nikt nie zajrzał do garderoby i pudełek po butach mojej żony. Co to było za przeszukanie?” – opisywał Kapica.

Odniósł się także do postawionego mu przez prokuraturę zarzutu. – „Nikt nigdy nie dostał takiego wyssanego z palca zarzutu na taką sumę. Równie dobrze można by powiedzieć, że to są 22 biliardy zł. Bo to jest tak naprawdę wyssana z palca suma po to, żeby uzasadnić zarzut” – ocenił w TVN24.

Jacek Kapica w rządzie Donalda Tuska odpowiadał za wdrażanie ustawy hazardowej, która miała wyczyścić Polskę z tzw. jednorękich bandytów. – „Razem ze swoimi współpracownikami w 2008 r. zaczęliśmy rozmontowywać eldorado gier hazardowych, które funkcjonowało w Polsce od 2002 do 2007 r. Trzeba mieć na uwadze, że efekt każdych działań jest odłożony w czasie. Za rządów PO-PSL zapoczątkowano wiele działań, które tak naprawdę przyniosły efekt w roku 2015 – 2016 czy 2017” – tłumaczył Kapica. – „Bez względu na to, jakie intencje ma prokurator, panowie z branży hazardowej zacierają ręce. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że tak jest. Bo byłem ich wrogiem i jestem ich wrogiem – podsumował.

JUSTYNA KOĆ: Jak ocenia pani ruch Jarosława Kaczyńskiego, który nakazał zwrócić nagrody i zapowiedział obniżki zarobków dla polityków?

JADWIGA STANISZKIS: To na pewno reakcja na sondaż, bo polskie społeczeństwo jest w większości ubogie i jest wrażliwe na wynagrodzenia, które ich zdaniem są zbyt wysokie. Jednak ja bym zaczęła od oceny kompetencji tych ludzi, którzy obecnie włączyli się do polityki. Myślę, że najbardziej porażający jest z jednej strony ten ich oportunizm, kiedy przyczyniają się do niszczenia demokracji, a z drugiej strony fatalny sposób wyrażania się czy uzasadniania, beznadziejny styl. No i najważniejsze, to ich niskie kompetencje. Myślę, że w kraju, który jest w tak złożonej i trudnej sytuacji międzynarodowej, która wymaga długofalowej strategii rozwoju, tego typu ludzie nie powinni iść do polityki.

Mój dziadek był przed wojną politykiem, endeckim zresztą, był posłem w Sejmie i jednocześnie pracował. Był profesorem Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, zginął w Oświęcimiu. Pamiętam, jak byłam małą dziewczynką, to babcia często się skarżyła, że dopłacali z pensji do polityki.

Myślę, że gdyby ci ludzie pracowali, a nie całe życie byli w polityce, to lepiej by się orientowali, jakie są wyzwania, co się dzieje w społeczeństwie i przede wszystkim, jak wygląda normalne życie. Niestety, większość z nich nie ma kompetencji czy zawodów, aby mieć szanse na dobre zarobki. Ja zaczęłabym w ogóle od oceny tych posłów, ministrów, czy w ogóle powinni być w polityce.

Rozumiem decyzję Kaczyńskiego i on wie, że ten poziom, ten typ ludzi nie zasługuje na większe pieniądze. Ja pracowałam 50 lat i mam emeryturę większą niż niejeden emeryt, ale jest mniejszą niż te nagrody. Nie skarżę się, ale nie dziwie się też, że nawet twardy elektorat PiS-u już tego nie wytrzymał.

A czy ten ruch Kaczyńskiego spowoduje, że słupki poparcia wzrosną?

Być może trochę tak. W biednym społeczeństwie takie populistyczne działania, jak oddawanie tych nagród na Caritas, plus zapowiedź obniżenia pensji posłom o 20 procent, mogą się spodobać. Niestety, ludzie są bardziej wrażliwi na punkcie dochodów niż demokracji.

A obniżanie pensji samorządowcom?

Dla mnie

obniżanie dochodów samorządowców to błąd, bo praca w samorządach jest konkretna, wymierna. Samorządowcy są dokładnie oceniani, bo widać efekty ich pracy. Tutaj ludzie kompetentni są na wagę złota, dlatego nie powinno się obniżać zarobków.

Czy obniżenie pensji posłom nie jest jednocześnie sprytnym uderzeniem w opozycję? Poseł zarabia 2 średnie krajowe.

Ludzie o wysokich kompetencjach zawodowych i z doświadczeniem politycznym, także międzynarodowym, którzy się wykazują, powinni zarabiać dobrze. Dwie średnie krajowe to nie są ogromne zarobki. Jednak według mnie lepszym sposobem byłoby zachęcenie ich do równoległej pracy i dopełnianie swojego budżetu normalną płacą. Wtedy byliby też lepiej poinformowani o tym, jakie są dziś wyzwania społeczne. W tej chwili zachowują się często poniżej poziomu, a nawet absurdalnie.

Zapomnieli, jak wygląda normalne życie?

Tak, bo praca posła nie jest zbyt wymagająca.

Większość z nich naciska tylko guziczek do głosowania i podnosi rękę, i to nawet nie codziennie. Dlatego mogliby spokojnie pracować. Praca poselska jest zaszczytem, wiąże się z prestiżem i można by ją traktować bardziej jak pracę społeczną.

Czy pani wicepremier Szydło powinna podać się do dymisji, albo należałoby ją zdymisjonować? Jeszcze niedawno krzyczała z mównicy, że nagrody były za ciężką pracę, że się należały, za co zresztą dostała owację na stojąco od polityków PiS.

Ona broniła tych nagród, mówiła, że ministrowie pracowali po 20 godzin na dobę, ale dla mnie ważniejsze są efekty tej pracy. Tymczasem Polska jest w fatalnej sytuacji międzynarodowej, nie reagowali, a wręcz przeciwnie, podnosili rękę i przyciskali guziczek, gdy niszczono demokrację, łącznie z prezydentem Dudą, który wszystko podpisywał, a więc myślę, że nie są na poziomie, który jest na miarę wyzwań, przed którymi stoi Polska, nie są też na miarę tak wysokich nagród.

A pieniądze z nagród powinny wrócić do budżetu, czy pójść na Caritasu?

Myślę, że

ruch z Caritasem jest sposobem na polepszenie relacji z Kościołem, o co zabiega Kaczyński.

On jest człowiekiem zdolnym, kompetentnym, choć przez tragedię smoleńską całkowicie „odjazdowym”, niemniej ja na jego miejscu zaczęłabym od sprawdzenia kompetencji tych ludzi przed najbliższymi wyborami.

Tylko że Kaczyński nie ma za bardzo na kogo ich wymienić. Wszyscy, którzy mieli własne zdanie, odeszli, zostali wyrzuceni lub zginęli w Smoleńsku.

Nie wiem, jak wygląda drugi szereg w PiS-ie, być może tak, natomiast znając wyzwania, jakie stoją przed Polską, powinno się szukać takich osób, które będą miały kompetencje, aby skutecznie działać i popchnąć politykę do przodu. Niestety,

niekompetentni dobierają sobie niekompetentnych.

Kazimierz Michał Ujazdowski, kiedyś w PiS, teraz kandydat na prezydenta Wrocławia PO. To dobry ruch Grzegorza Schetyny?

Z przykrością patrzę na te ataki na Ujazdowskiego, który studiował we Wrocławiu, zna wyzwania, jest przywiązany emocjonalnie do tego miasta. Myślę, że on jest świetnym kandydatem. Tak przyzwoity i świetny prawnik, jak Ujazdowski, znakomicie się do tej roli nadaje.

W sondażu IBRiS przeprowadzonym 4 kwietnia dla „Rzeczpospolitej” przewaga Prawa i Sprawiedliwości nad pozostałymi ugrupowaniami zmalała o 7,6 punktów procentowych w porównaniu z miesiącem poprzednim. Poparcie dla PiS jest obecnie niższe niż w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Pozostałe partie zanotowały niewielkie wzrosty, z czego najwięcej zyskało SLD.

Podział mandatów w Sejmie

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się dziś, PiS mógłby liczyć na 194 mandatów w Sejmie, Platforma – 135, SLD – 58, Kukiz’15 – 42, PSL – 20, a Nowoczesna – 10. By rządzić, PiS musiałby więc szukać koalicjantów. Jeśli zaś opozycja chciałaby sprawować władzę, musiałaby dążyć do stworzenia szerokiej koalicji.

Marcin Horała, poseł PiS z Gdyni, będzie ścigał Platformę Obywatelską. Zostanie przewodniczącym komisji śledczej ds. podatku VAT

„Projekt uchwały o powołaniu komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT został złożony w Sejmie” – poinformował Horała w piątek na Twitterze. Komisja ma liczyć dziewięciu członków i zająć się tylko okresem od grudnia 2007 r. do listopada 2015 r., kiedy rządziła koalicja PO-PSL. To ma być polityczny lejtmotyw PiS na najbliższe miesiące.

Marcin Horała zaczynał od UPR

Horała ma 36 lat, jest politologiem z Gdyni. Wcześniej zdobył pewne doświadczenie w dziedzinie finansów. Karierę zawodową zaczynał w Eurobanku jako sprzedawca, opiekun klienta. Przeniósł się do Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego w Gdyni, gdzie przeszedł drogę od ekspedytora do specjalisty zajmującego się projektami unijnymi i kierownika administracji.

Od kilku miesięcy regularnie pojawia się w mediach narodowych, gdzie prezentuje stanowisko swojej partii. Dostrzegł go prezes Kaczyński, dlatego został na Pomorzu pełnomocnikiem ds. wyborów samorządowych. Sam Horała ma kandydować na prezydenta Gdyni.

Wychowała go matka, radca prawny. Żyli skromnie, z ojcem kontaktów nie utrzymują. – Pasjami oglądałem bloki spotów wyborczych z lat 90. z jasnowidzami i bioenergoterapeutami. Gdy rozpoczynałem liceum w 1995 r., miałem już zdecydowane poglądy polityczne. Analizowałem programy partii i wyszło mi, że rację ma Korwin. Jego ogólna prawicowość, rozważania gospodarcze i zbiór poglądów były kuszące dla młodego człowieka. Z czasem się okazało, że to nie jest takie proste. W dniu moich 18. urodzin zapisałem się do Unii Polityki Realnej, tam szybko zrobiłem karierę. W wieku 21 lat byłem członkiem rady głównej partii, choć nie byłem osobistym zwolennikiem Korwina – mówił „Wyborczej”.

Z UPR odszedł w 2004 r. do PiS. Miejskim liderem partii w Gdyni był wtedy Zbigniew Kozak. Gdy wszedł do Sejmu, Horała został jednym z jego asystentów, a rok później radnym.

Poseł Horała dba o swoich ludzi

Był wiceprezesem założonego przez Dorotę Arciszewską-Mielewczyk (PiS) stowarzyszenia Powiernictwo Polskie. O Powiernictwie było głośno za sprawą spalenia kukły Eriki Steinbach przed gdańskim sądem i plakatu, w którym zestawiono ją z żołnierzem SS. Niemiecki sąd przyznał Steinbach 50 tys. euro za zniesławienie. Powiernictwo nie miało pieniędzy, by zapłacić karę, i zaprzestało działalności w 2013 r.

Horała posłem jest od 2015 r. i pokazał, że dba o politycznych podopiecznych. Jego asystenci Patryk Felmet i Michał Bełbot dostali posady w Enerdze i spółce zależnej od Zarządu Morskiego Portu Gdańsk. Ujawniliśmy, że działacze PiS z Gdyni opanowali rady nadzorcze spółek portowych. Szybko zostali jednak odwołani, gdy okazało się, że nie mają uprawnień do zasiadania w nich.

Wtedy Horała zaczął zabiegać o usunięcie zapisów, które od członków rad spółek portowych wymagały m.in. zdania egzaminu na członków rad nadzorczych. Wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO) nazwał to „lex Horała”. Poseł PiS zarzekał się, że nie chodziło mu o przywileje dla znajomych, lecz o uporządkowanie przepisów i złagodzenie wymogów dla członków rad małych spółek.

Co to jest luka w VAT?

To różnica pomiędzy realnymi wpływami z podatku VAT a wpływami możliwymi do osiągnięcia. Wbrew narracji PiS luka to nie tylko oszustwa podatkowe, ale przede wszystkim szara strefa: remonty mieszkań na lewo czy zakupy bez paragonu. A także upadłości podatników czy ich błędy oraz niewydajność aparatu skarbowego.

Wszelkie szacunki luki w VAT są więc obarczone gigantycznym błędem. Według ekspertów firmy doradczej PwC w Polsce w 2016 r. wyniosła ona 2,9 proc. PKB, czyli ok. 52 mld zł. W ubiegłym roku było ponoć dużo lepiej – tylko 2 proc. PKB, czyli ok. 39 mld zł.

I tu pojawia się koronny argument PiS. Kiedy koalicja PO-PSL przejmowała władzę w 2007 r., luka wynosiła tylko 0,6 proc., a potem rosła, przebijając w 2012 r. 2 proc. PKB i osiągając 2,3 proc. Czy PO faktycznie zaniedbało sprawę VAT? I tak, i nie.

Rząd PO-PSL dostrzegł problem tak naprawdę dopiero po rezygnacji ministra finansów Jacka Rostowskiego (PO). Za jego czasów w resorcie niewiele w tym temacie się działo. Po części dlatego, że rząd zmagał się ze światowym kryzysem gospodarczym i walką z deficytem budżetowym.

Bo jeśli gospodarka jest w dobrej kondycji, szara strefa się kurczy, gdy w złej – rośnie. Naszej gospodarce sprzyja teraz koniunktura na świecie, ale kilka lat temu tak nie było. Na dodatek PiS sam za rządów PO-PSL nawoływał do poluzowania działalności skarbówki względem przedsiębiorców.

Luka ma również silny związek z dochodami na głowę – im wyższe, tym luka jest mniejsza. W kryzysie nasze dochody nie rosły, raczej pełzały.

PiS chwała za to, że rzeczywiście przeprowadził jedną z największych operacji uszczelniania systemu podatkowego po 1989 r. Zaczął ją jednak rząd PO-PSL, walcząc z przestępcami z branży stalowej czy elektronicznej, oraz firmując Jednolity Plik Kontrolny, który później uchwalił PiS. Minister finansów Mateusz Szczurek zostawił następcy z PiS Pawłowi Szałamasze pakiet ośmiu metod eliminowania wyłudzeń VAT. Opracowała je Rada Konsultacyjna Prawa Podatkowego złożona z 23 profesorów i doktorów prawa. Wśród pomysłów było składanie deklaracji VAT co miesiąc (zamiast kwartalnie) i walka z mafią paliwową – oba PiS wprowadził. A także centralny rejestr faktur i split payment (VAT przelewa się na rachunek pod kontrolą skarbówki, wejdzie w życie od lipca br.).

Obniżanie wynagrodzeń parlamentarzystom i samorządowcom jest według prezesa PiS wsłuchaniem się w głos ludu. „Vox populi, vox Dei” – powiedział, ogłaszając urbi et orbi swoją decyzję. Można by pomyśleć, że jak obniżać to wszystkim i wszystko. „Czy w imię „skromności” prezes PiS skoryguje swoje apanaże?”.

W związku z tym pojawił się temat wydatków na ochronę prezesa PiS. Pieniądze na ten cel pochodzą z subwencji z budżetu państwa, czyli od podatników, którzy się na ten budżet składają. Wieloosobowa ochrona Jarosława Kaczyńskiego kosztuje ponad 1,6 mln zł rocznie, czyli 135 tys. zł miesięcznie.

Jeśli komuś przez głowę przeszła myśl, że może prezes zrezygnuje z prywatnej ochrony, musi ją porzucić. Wszelkie wątpliwości rozwiała na Twitterze Beata Mazurek. – „Chronimy i będziemy chronić PJK.Potencjalny zamachowiec nie wybiera dni tygodnia.Tak jak nie wybierał Cyba, b. członek sojuszniczej dla .nowoczesnej PO, który „w zastępstwie” J. Kaczyńskiego zabił działacza PiS. Ile trzeba nikczemności żeby tego nie rozumieć?” [pisownia oryg.] – napisała rzeczniczka PiS. Mazurek chodziło o sytuację z października 2010 roku.

Pod wpisem rzeczniczki pojawiły się kąśliwe i ironiczne komentarze: – „Szkoda, że nie chronicie obywateli i doprowadzacie ich do aktów samospalenia. A JK możecie sobie chronić, ale fair byłoby ze składek członków PiS, a nie z subwencji z budżetu”; – „Chcecie prezesa bronić przed suwerenem? Why? Lud kocha swojego Naczelnika!”.

Wcześniej dziennikarz Tomasz Sekielski proponował: –„Jeśli Prezes czuje się zagrożony, niech skorzysta z ochrony rządowej SOP, a nie będzie wywalał nie swoich pieniędzy na prywatną ochronę. Skoro ma być skromniej, to niech będzie”. Owszem, będzie, ale nie dotyczy to – jak sam siebie ostatnio określił Kaczyński – „skromnego posła”.

Post Navigation