Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Wojciech Mann”

Partia złodziei – PiS

Nagrody w rządzie Beaty Szydło wstrząsnęły wizerunkiem PiS, obnażając hipokryzję haseł o umiarze i pokorze. W panice rządzący zdecydowali się wówczas gasić pożar radykalnymi środkami. Nagrody miały zostać zwrócone, a zarobki posłów i samorządowców obcięte. Jednak kiedy szeregowi politycy musieli zadowolić się mniejszymi gażami, to wierchuszka partyjna nie ograniczyła wcale swoich apetytów. Ministrowie rządu PiS zgarnęli bowiem nie tylko nagrody. Jak donosi “Super Express”, rządzący nie oszczędzali również na odprawach. Te osiągały znaczne rozmiary.

Sama była premier Beata Szydło otrzymała 58 tysięcy złotych odprawy, a były minister obrony Antoni Macierewicz aż 72 tysiące. Ten ostatni nabył uprawnienia do trzymiesięcznego wynagrodzenia, ponieważ swoją funkcję w MON sprawował dłużej niż 12 miesięcy. Kwoty odpraw pobiły politykom PiS także ekwiwalenty za niewykorzystany urlop, które na stanowiskach ministerialnych są atrakcyjne finansowo. Rekordzistą z odchodzących ministrów okazał się były szef MSZ Witold Waszczykowski, który zgarnął prawie 91 tys. zł.

Powyższe kwoty często są wyższe niż głośne nagrody za czasów Beaty Szydło, ale w przeciwieństwie do tych pierwszych nie wywołały dużych kontrowersji.

Sam fakt odpraw i ekwiwalentów za urlop nie jest czymś karygodnym, ale liczy się uczciwość polityczna, której PiS brak. Warto przypomnieć ataki na sędziów za odbieranie ekwiwalentów urlopu, kiedy próbowano w prorządowych mediach oczerniać ich za takie praktyki. Jest to również policzek wobec elektoratu i szeregowych członków partii. Kiedy radni w samorządach muszą oddać część swojej niewielkiej diety za chciwość liderów, to politycy na szczytach hierarchii partyjnej nie muszą już zaciskać pasa. Jest to przykład elitaryzmu, z którym walkę PiS tak ochoczo deklaruje. Hipokryzja jednak nie od dziś idzie krok za działaniami partii rządzącej. Mówienie o byciu człowiekiem z ludu przychodzi lekko, ale przyjąć taką postawę w życiu codziennym pełnym pokus jest już o wiele trudniej. Z tego względu ironią losu jest rekordowy wynik Beaty Szydło w eurowyborach, gdzie zgarnęła pół miliona głosów w znacznej mierze dlatego, że uchodziła za skromnego, zwykłego człowieka, takiego jak przeciętny wyborca. Jednak odbiór społeczny a rzeczywistość w polityce to często dwie rożne rzeczy.

Kmicic

Jeśli ktoś myślał, że można nałożyć opłaty emisyjne, recyklingowe, mocowe, przejściowe, wodne, handlowe +wiele innych oraz wpuścić na rynek strumień ponad 30 mld zł niepochodzących ze wzrostu produktywności i wydajności pracy, i nie spowoduje to inflacji, to się mylił #500minus

Wzrastające ceny odbijają się na portfelach Polaków, średnio wydatki na żywność stanowią już ponad ¼ budżetu polskich rodzin. #DrożyznaPlus

Roman Giertych odniósł się do opublikowanego niedawno oświadczenia majątkowego posła PiS Jarosława Kaczyńskiego. – „Przeczytałem ze zdumieniem w tym oświadczeniu, że pełnomocnictwo zostało panu prezesowi Kaczyńskiemu wycofane i że on nie podejmował żadnych uchwał w imieniu właściciela spółki Srebrna na zgromadzeniu” – powiedział Giertych w TVN 24. W oświadczeniu Kaczyński napisał bowiem: – „Posiadałem jednorazowo pełnomocnictwo do reprezentowania Fundacji „Instytut Lecha Kaczyńskiego” oraz pozostałych wspólników na nadzwyczajnym zgromadzeniu wspólników Srebrna Sp. z o.o. oraz wykonywania prawa głosu z wszystkich przysługujących wspólnikom udziałów w kapitale zakładowym Spółki. Posiedzenie to nie odbyło się, pełnomocnictwo…

View original post 1 375 słów więcej

 

Anna Zalewska w spodniach, tym jest nowy minister edukacji Piontkowski, który młodzieży ma do zaoferowania Ciemnogród

Ludzie stojący na szczytach aparatu administracji państwa muszą przede wszystkim umieć pracować z ludźmi. Umiejętność doboru doradców, przejrzystego formułowania przekazu, łagodzenia konfliktów i w końcu szukania kompromisów jest podstawą sprawnego działania każdego z dużych resortów. W tym kontekście bardzo zaskakuje początek rządów nowego ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego. Szef MEN postanowił bowiem zmarnować okazuję do resetu w edukacji i budowy na nowo relacji z nauczycielami, na co cień szansy dawało odejście znienawidzonej przez wielu Anny Zalewskiej. Ten cel miał przecież przyświecać wymianie minister, która była podobno krytykowana szeroko za nieudolność nawet wewnątrz PiS. Tymczasem, wbrew oczekiwaniom, Dariusz Piontkowski zaczął urzędowanie od obrażania nauczycieli. Będąc gościem Roberta Mazurka w RMF FM minister protest nauczycieli określił jako “cyrk, a nie strajk”,dodając następnie, że “My tego cyrku nie organizowaliśmy. Nie my byliśmy aktorami w tym cyrku”. Wypowiedź ta została okraszona żelazną obroną postawy poprzedniczki:  “Pani minister wcale nie ucieka. To jest normalna kariera polityczna w tym wypadku”.

Powyższe słowa są przykładem niesamowitej buty i arogancji, ponieważ w czasie trwania protestu nawet w obozie władzy panowała zasada, że grillowaniem nauczycieli miały zająć się głównie prorządowe media, podczas gdy ręce polityków PiS w rządzie miały pozostać “czyste”. Komentarz ministra w tej sytuacji nie tylko nie daje żadnych punktow PiS, ale gwarantuje za to, że konflikt w edukacji będzie dalej trwał .

Nie jest to jednak koniec, ponieważ  Dariusz Piontkowski pozwolił sobie na nawet dalej idącą sugestię. Polityk ocenił edukację seksualną w szkołach jako “wychowywanie przyszłych obiektów zainteresowań pedofilskich”.

“Jeśli ktoś próbuje te malutkie dzieci do tego zmuszać wprowadzając tego typu zajęcia, to może to niestety prowadzić do tego, że będzie to wychowywanie przyszłych obiektów zainteresowań pedofilskich i to wyraźnie potwierdzam”.

Powyższe słowa są szokujące, ponieważ o ile nawet głośne standardy WHO odnośnie edukacji seksualnej są kontrowersyjne, to jednak nawet w największym krytycyzmie w stosunku do nich mówienie o kształtowaniu ofiar dla pedofilów jest przekroczeniem granicy, za którą w większości krajów Zachodu znajduje się wykluczenie z  pełnienia funkcji publicznych. W istocie minister nie atakował bowiem samej edukacji seksualnej, ale ponownie nawiązał do Karty LGBT+ i prowadzonej przez PiS nagonki na mniejszości seksualne.

Jak widać, kierownictwo MEN się zmieniło, ale nie dość, że standardy nie uległy poprawie, to może się okazać, że polska szkoła trafiła przysłowiowo z deszczu pod rynnę. Anna Zalewska była skrajnie arogancką i nieudolną minister, ale jednak były granice, których nie przekraczała. Widać jednak, że w edukacji zaczyna się kolejny etap dobrej zmiany.

Depresja plemnika

Media informują o wzroście cen produktów w sklepach, które są coraz bardziej odczuwalne dla portfeli Polaków.

Wojciech Mann może mieć problemy w pracy po tym, jak subtelnie skrytykował na antenie premiera Mateusza Morawieckiego.

„Złożymy pozew o ochronę dóbr osobistych wraz z zapłatą zadośćuczynienia na rzecz organizacji dobroczynnej, np. WOŚP” – zapowiedział Jarosław Marciniak, sekretarz zarządu KOD. To reakcja na wypowiedź Marka Suskiego, szefa gabinetu politycznego Mateusza Morawieckiego.

Suski w TVP Info komentował przemówienie Donalda Tuska w Gdańsku podczas obchodów 30 rocznicy wyborów 4 czerwca. – Mówił do ludzi pod sztandarami KOD-u, że to wy jesteście ci dobrzy, uwierzcie w to. A tam wielu ludzi w KOD-zie to są osoby, które służyły obcemu mocarstwu i jeszcze mają przeszłość różnych służb PRL-owskich. Do takich ludzi, którzy tworzyli ścieżki zdrowia, bili robotników i byli po tamtej stronie okrągłego stołu, mówi, że to wy jesteście ci dobrzy i obalcie władzę, sugerując, że jest…

View original post 894 słowa więcej

 

Dyktaturka Kaczyńskiego szykuje się na defiladę

15 sierpnia w Święto Wojska Polskiego odbędzie się największa w historii III RP defilada na warszawskiej Wisłostradzie. Jacy rządzący najbardziej kochają defilady i co one symbolizują? Poczytaliśmy historyków, antropologów i filozofów. I zrobiło nam się niedobrze

Plany wielkiej defilady wojskowej, która odbędzie się 15 sierpnia na warszawskiej Wisłostradzie 8 sierpnia, opisała “Wyborcza” . Przemaszeruje:

  • 16 pododdziałów reprezentacyjnych sił zbrojnych, a także
  • przedstawiciele stacjonujących w Polsce wojsk sojuszniczych: amerykańskich, brytyjskich, rumuńskich i chorwackich,
  • przejadą amerykańskie czołgi Abrams,
  • polskie (produkcji niemieckiej) Leopardy II
  • polski czołg Twardy,
  • transportery amerykańskie Stryker
  • polskie transportery Rosomaki,
  • moździerze Rak i armatohaubice Krab.

Nad Wisłostrada przelecą także myśliwce F-16 i samoloty pasażerskie do przewozu VIP-ów. Na Wiśle mogłaby prężyć muskuły polska marynarka wojenna, ale zdaję się, że chwilowo jej nie mamy.

OKO.press nie analizuje przy tej okazji jak udała się modernizacja polskich sił zbrojnych przez trzy lata rządów PiS i czy rzeczywiście wojsko ma się czym pochwalić, by odstraszyć potencjalnego agresora. Można o tym poczytać w lipcowych raportach „Rzeczpospolitej” albo w wywiadzie b. szefa Sztabu generalnego gen. Mieczysława Gocuła dla „Polityki” z 10 lipca pod tytułem „Polskie siły rozbrojone”.

Nie piszemy także o kosztach tej operacji. W końcu bogaty kraj stać na takie gesty. Zajmiemy się aspektem politycznym i propagandowym takich manifestacji na przestrzeni dziejów.

Defilada  ma sens po zwycięstwie

Urządzenie defilady nie jest wcale politycznie neutralne. Kiedy wielką defiladę w Waszyngtonie zarządził w 2018 roku prezydent Donald Trump, został natychmiast skrytykowany za pokaz autorytarnych skłonności. Defilada miała kosztować prawie tyle, co odwołane przez Trumpa ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową. 

Defilada – mówili analitycy – może być uzasadniona po wojskowym zwycięstwie, inaczej pozostaje tylko prężeniem muskułów w stylu dyktatorów.

OKO.press poczytało, co mają o defiladach do powiedzenia naukowcy – historycy, filozofowie, antropolodzy kultury.

Morał: skłonność do pokazywania militarnej siły dużo mówi o rządzących – i nie mówi nic dobrego.

Car Paweł uwielbiał

Autorytarne władze uwielbiają defilady: stanowią pokaz jedności, siły, porządku, organizacji. Obsesyjnym wielbicielem defilad był car Rosji Paweł (1796-1801).Codziennie spędzał dwie-trzy godziny na polu ćwiczebnym, nadzorując przygotowania żołnierzy. Dryl defiladowy miał oryginalnie pewne znaczenie praktyczne: wojsko miało nauczyć się w ten sposób poruszać w regularnych formacjach na polu bitwy i odpowiadać natychmiast na proste komendy.

W praktyce jednak “defiladomania” – jak pisze historyczka Janet M. Hartley – stała się bardziej rytuałem niż praktycznym ćwiczeniem. Pole defiladowe pozwalało ustanowić porządek i kontrolę pod patronatem oświeconego władcy.

Największe parady armii rosyjskiej odbyły się w zdobytym Paryżu w 1814 i 1815 roku. Brało w nich udział odpowiednio 80 tys. i 150 tys. żołnierzy. 

W drugiej połowie XVIII w. – pisał historyk i filozof Michel Foucault – defilada stała się symbolem dyscypliny narzucanej poddanym przez nowoczesne państwo.

Każdy żołnierz jest częścią wielkiej formacji, która poddawana jest szkoleniu według ściśle określonych reguł. Pewien ówczesny monarcha – pisał Foucault – oglądając defiladę zauważył z irytacją: “Przecież oni oddychają!” (a mieli zachowywać idealny bezruch w oczekiwaniu na rozkazy).

Pojedynczy żołnierz był tylko małym trybikiem w wielkiej machinie zbiurokratyzowanego organizmu państwowego. Jego miejsce w nim określała władza.  

Korea Północna defiluje gdy ma kłopoty

Wojskowe defilady zawsze pokazywały porządek, dyscyplinę i moc państwa – zwłaszcza państwa autorytarnego. Sławny amerykański antropolog James C. Scott pisał, że są “podstawą autorytarnego teatru”. Kiedy dyktator Korei Północnej Kim Jong Il chciał pokazać swoją siłę w czasie wielkiego głodu – który zmusił setki tysięcy jego poddanych do ucieczki w stronę chińskiej granicy – organizował w stolicy ogromne defilady wojskowe i pochody, w których brały udział dziesiątki tysięcy Koreańczyków.

Kiedy dyktatura w Wenezueli chciała pokazać swoją siłę w rocznicę śmierci przywódcy rewolucji – Hugo Chaveza – zorganizowała w Caracas ogromną defiladę wojskową.

Defilada na 1000-lecie

Także w PRL największą w historii naszego kraju defiladę zorganizowano w 1966 roku w czasie oficjalnych obchodów 1000-lecia państwa polskiego (które naprawdę było tysiącleciem chrztu Polski, ale władze komunistyczne robiły wszystko, żeby to zamaskować). Tysiące żołnierzy maszerujące ulicami Warszawy miały pokazać, że to PRL jest szczytowym momentem historycznym potęgi państwa polskiego, a władze komunistyczne wpisują się w dziesięć wieków polskiej tradycji państwowej.

James C. Scott pisze: “Ta forma teatralnego samochwalstwa ma długą tradycję. Można ją wyśledzić na początku XX w. w »masowych ćwiczeniach« organizowanych przez zarówno socjalistyczne, jak i prawicowe partie na wielkich stadionach jako pokazy siły i dyscypliny (…)

Ogromna ilość symbolicznej pracy oficjalnej władzy służy wyłącznie zamaskowaniu nieporządku, konfuzji, spontaniczności, błędu i improwizacji politycznej władzy takiej, jaka jest ona naprawdę, pod wypolerowaną jak powierzchnia kuli bilardowej wizją porządku, namysłu, racjonalności i kontroli”.

Wyobrażenie wojskowego porządku – pisze Scott – służy przede wszystkim zamaskowaniu tej sfery życia, która pozostaje spontaniczna, niezorganizowana, a przede wszystkim – poza kontrolą rządzących.

“Im większe rozpowszechnienie tych małych »wysp porządku« [takich jak defilada – AL] tym bardziej można podejrzewać, że zostały one ustanowione po to, aby usunąć z pola widzenia istnienie nieoficjalnego społecznego porządku, który jest poza kontrolą elit”.

Defilady Stalina

Być może intuicyjnie wyczuwał to Stalin, który zdecydował się zorganizować wielką defiladę wojskową w rocznicę rewolucji październikowej 1917 roku w Moskwie w momencie, w którym wojska Hitlera stały kilkadziesiąt kilometrów od granic miasta.

Stalin nakazał, że w razie bombardowania pochodu ranni i zabici mają być usunięci szybko z jego trasy, a marsz ma trwać.

Stalin przemawiał przez pół godziny, mówiąc z kamiennym spokojem o Niemcach: “Jeśli chcą wojny na wyniszczenie, będą ją mieli”. Dyktator nakazał pokazywać nagranie z parady w kinach w całym ZSRR, wierząc, że będzie miało ono ogromny efekt polityczny.

Po II wojnie, defilada wojskowa z okazji dnia zwycięstwa (obchodzonego w ZSRR 9 maja) była okazją do postraszenia świata nowymi rodzajami broni wynalezionych przez przemysł sowiecki.

“Defilady wojskowe są sercem rytuałów państwowych w reżimach komunistycznych: władza manifestuje się w pokazie wojskowej potęgi, z przywódcami zebranymi na trybunach, żeby powitać tysiące maszerujących żołnierzy i modelowych robotników” 

– pisał Frank Dikotter, historyk, specjalista od dziejów komunistycznych Chin. Zarówno Stalin, jak Mao burzyli historyczne budynki w centrach stolic, żeby zrobić miejsce dla czołgów i tysięcy żołnierzy maszerujących w defiladach.

Mao specjalnie w tym celu zburzył dziesiątki zabytkowych budowli, aby powiększyć Plac Tiananmen do odpowiednich jego zdaniem rozmiarów – odpowiadających 60 boiskom piłkarskim. Miał pomieścić 400 tys. ludzi, Chiny bowiem – jak przypomniał Mao wydając ten rozkaz – są najludniejszym narodem na Ziemi i to musi być widoczne. Powiększenie placu miało być gotowe na 10. rocznicę przejęcia władzy w Chinach przez komunistów – w 1959 roku. Był to więc symboliczny moment.

Wielka defilada wojskowa mówi nie tyle o sprawności armii, co o aspiracjach i marzeniach rządzących. Obsesja na punkcie kontroli, dyscypliny i wojskowego porządku mało ma zaś wspólnego z demokracją.

Defilada szyta pod dyktatora Kaczyńskiego.

Raskolnikow

2 felietony Waldemara Mystkowskiego.

„Kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy”

Obcy martwią się o Polskę. W jednym z najważniejszych dzienników globu „New York Times” piszą: – „W tym krytycznym momencie człowiek, który popchnął Polskę na obecny kurs, (…) jest w dużej mierze nieobecny”. Polska nie tylko z amerykańskiej perspektywy wygląda na chorego człowieka Europy. Przywódcę, który doprowadził do tego stanu zapaści, ma też chorego i prawdopodobnie „kondycja Kaczyńskiego jest znacznie gorsza niż mówią urzędnicy” – kontynuuje NYT.

Stan zdrowia prezesa PiS jest tajemnicą równą co najmniej tajemnicy zdrowia sowieckich genseków w ZSRR: – „Jest bardziej ukryte niż zdrowie pierwszych sekretarzy za czasów Związku Radzieckiego”. W reżimach przywódcy są pod ochroną sacrum, a takie świętości nie mają prawa chorować, bo są nieśmiertelni, a gdy uda się im zejść z tego świata, dotyczy to tylko ciała, bo ich idea została – zamordyzm. I o ten zamordyzm toczy się „walka buldogów pod…

View original post 729 słów więcej

PiS odtwarza PRL, taka ich bolszewia. Odsunąć toto od władzy

„Czy pracownik MS, udający w Sejmie dziennikarza, na pełny etat na kilkunastu kontach prowadzi kampanię samorządową wiceministra MS, a na kilkunastu innych bawi się w hejtera PO?” – pytają internauci. Nic dziwnego. Dariusz Matecki oficjalnie jest tylko społecznym asystentem Patryka Jakiego, ale sprawa ma drugie dno – czytamy w portalu NaTemat. Administruje kilkudziesięcioma stronami, na których wychwala kandydata PiS na prezydenta Warszawy, Partyka Jakiego. Jednocześnie trolluje Rafała Trzaskowskiego. Choć nie brakuje dowodów na jego związki z Ministerstwem Sprawiedliwości, nie wiadomo, czy pobiera z resortu pieniądze. Na pewno za to wiadomo, że kandydatowi PiS towarzyszy w trakcie spotkań z wyborcami.

Kilka dni temu Matecki zamieścił w sieci filmik uderzający w innego kandydata na prezydenta Warszawy Jana Śpiewaka, aktywisty znanego z nagłaśniania afery reprywatyzacyjnej. Zarzucił mu, że działał w sztabie Hanny-Gronkiewicz Waltz. Ale to nie wszystko. Matecki nie stroni od typowych antysemickich zagrań: „ujawnił”, że Śpiewak jest współzałożycielem Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej i synem prof. Pawła Śpiewaka, czyli dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz byłego posła PO, oraz wnukiem redaktora miesięcznika literackiego z czasów stalinizmu.

Śpiewak nie pozostał mu dłużny i zlustrował przeszłość Mateckiego. Otóż – jak udowodnił w sieci –  poza skrajnymi, nacjonalistycznymi poglądami ciągną się za Mateckim podejrzenia o znęcanie się w szkole nad znaną blogerką, Tamarą Gonzalez-Pereą, znaną jako Macadamian Girl. Blogerka sama ujawniła wcześniej, że była prześladowana z pobudek rasistowskich przez rówieśników i że „jeden z prowodyrów jest dziś działaczem skrajnie prawicowej partii”. Sam Matecki zaprzecza, choć przyznaje, że faktycznie chodził z nią do jednej klasy – czytamy w portalu.

Współpracownik Jakiego pisze o sobie, że jest „vlogerem, katolikiem i prawnikiem„, a kandydatowi PiS pomaga społecznie. Co nie oznacza oczywiście, że nie otrzymuje za to wynagrodzenia. Z wykształcenia jest prawnikiem po Uniwersytecie Szczecińskim. Przyznał, że należał do Ruchu Młodych PiS i Solidarnej Polski (partii Ziobry i Jakiego, która wchodzi w skład Zjednoczonej Prawicy), a obecnie jest członkiem konserwatywno-liberalnego Stowarzyszenia KoLiber. Sympatyzuje też m.in. z Ruchem Narodowym.

„Kilka lat temu rozpocząłem prowadzenie bloga i vloga o nazwie: Prawicowy Internet. Mój główny FanPage obserwuje prawie 135 tysięcy osób, zaś konto na YouTube subskrybuje prawie 80 tys. osób. Występowałem gościnnie w programie Wrealu24 (program Marcina Roli znanego z szowinistycznych poglądów – przyp.red) oraz pisałem do czasopisma Magna Polonia” – pisze o sobie się w mediach społecznościowych. Jak sam przyznaje, za swoich idoli oprócz Jakiego uważa m.in. Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobro, Rafała Ziemkiewicza, „całą Gazetę Polskę”, Żołnierzy Wyklętych, środowisko Radia Maryja i „generalnie zależy mu na łączeniu prawicy”.

W galerii na najwyższej kondygnacji Filharmonii w Szczecinie planował pokazać 35 plakatów, ale na siedem z nich nie zgodziła się dyrektor placówki. – Pierwszy raz spotkałem się z ocenzurowaniem mi wystawy – mówi plastyk Andrzej Błażejczyk. – Myślę, że to wynikło z lęku dyrektorki o posadę. Link w bio.

Wernisaż wystawy Andrzeja Bałżejczyka. Fot. Krzysztof Hadrian. #wyborcza#agencjagazeta #wystawa #plakaty #sztuka#cenzura #polityka #Szczecin #Polska

W galerii Poziom 4. na najwyższej kondygnacji Filharmonii w Szczecinie Andrzej Błażejczyk na indywidualnej wystawie „Plakaty – nieoczywiste – nieobojętne” chciał pokazać prace, które zrobił w ostatnich sześciu latach. To jego graficzne reakcje na wydarzenia i zjawiska polityczne i społeczne, pisze „Gazeta Wyborcza”. Ale dyrektorce Filharmonii Dorocie Serwie nie spodobał się m.in. plakat, na którym są dwa paragrafy spięte kajdankami – komentarz artysty do batalii o niezawisłość sądów. Odpadł też plakat z polską flagą, na której na białym i czerwonym tle są lustrzane napisy „Teraz… kurwa MY” oraz ten, ze znakiem drogowym „obszar zabudowany” na którym wszystkie budynki mają na dachach krzyże, a pod spodem jest podpis „Welcome to Poland” (ten plakat Błażejczyk zaprojektował dla dziewczyn z czarnego protestu).

Podobny los spotkał cykl trzech plakatów, na których niebiesko-biały krzyż skandynawski na norweskiej fladze zmienia się w swastykę (to była reakcja artysty na terrorystyczne zamachy Andersa Breivika z 2011 r., w których zginęło 77 osób). – „Dyrektor Serwa tłumaczyła, że nie chce obrazić nimi dyrektora artystycznego filharmonii, dyrygenta orkiestry, który jest Norwegiem. Chociaż jestem przekonany, że gdyby je zobaczył, te plakaty, uznałby je za dobre” – uważa Błażejczyk. W odpowiedzi na cenzurę artysta, aranżując wystawową przestrzeń, pozostawił symbolicznie jedną pustą ścianę. Kolaż z odrzuconymi plakatami wydrukował na kartkach, pisze portal „Wyborczej”.

W centralnym miejscu wystawy Błażejczyk powiesił plakat z gwiazdkami unijnymi układającymi się w serce w grafice „I love.eu”. – „Jestem euroentuzjastą i cieszę się, że dożyłem takiego momentu, że przez granicę polsko-niemiecką mogę jechać z prędkością 120 km na godz. Dobrze pamiętam czasy komuny, kiedy nie mogłem swobodnie wyjeżdżać za granicę. Dziś mam dowód czy paszport i lecę, gdzie chcę i gdzie mnie stać” – opowiada w kontekście swojego plakatu. Na kolejnym – złote gwiazdy Unii Europejskiej obejmuje złoty półksiężyc. – „To wyraz lęku przed rzeczywistym, a może irracjonalnym zagrożeniem dla naszej kultury ze strony cywilizacji islamskiej” – tłumaczy. Na kolejnym plakacie charakterystyczna literka „F” staje się pistoletem, który wystrzeliwuje czerwoną kulę. – „Kula jest czerwona ze złości, rozgrzania. Bo słowem można zranić. Warto pamiętać, że Facebook może być formą broni” – wyjaśnia artysta. Te plakaty zostały dopuszczone na wystawę.

Dorota Serwa, w oświadczeniu przekazanym „Wyborczej” podkreśla, że jej galeria kieruje się podstawowymi zasadami, które zgodne są z wizją Filharmonii. A zatem promocją wolnej twórczości, po drugie – wolnością naszych odbiorców, tolerancją, co przejawia się w szacunku do nich, do ich światopoglądu, wolności wyznań czy postaw życiowych. Dysosnansu założeń i poczynać chyba nie dostrzega. Dla odmiany swoje cenzorskie decyzje tłumaczy koniecznością podejmowania „trudnych decyzji ze względu na ograniczoną przestrzeń” oraz tym, że wystawy stanowią atrakcyjne uzupełnienie oferty koncertowej, i są odwiedzane przez grupy zorganizowane, wśród których znaczny odsetek stanowią dzieci i młodzież. Zatem dokonana przez nią selekcja prac to „niezbędny kompromis, aby wypowiedź artystyczna nie była naruszona, ale przede wszystkim, aby wpisywało się to w szerszą działalność Filharmonii”. A zwłaszcza, aby prace „stanowiły pozytywny przekaz, czytelny i akceptowalny przez wszystkie grupy odbiorców”.

Andrzej Błażejczyk kończył szczecińskie Liceum Plastyczne, a w 1988 r. obronił dyplom w ówczesnej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Swoje prace wystawiał m.in. w: Brukseli, Kilonii, Strasburgu, Stuttgarcie, Pradze, Kopenhadze, Mons, Oświęcimiu, Krakowie, Katowicach, Poznaniu, Wałbrzychu, Szczecinie. 

>>>

Czyli PRL ale w wersji stalinowskiej, bo za Jaruzelskiego to już by takich jaj nie było.

Earl drzewołaz

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Zoll wyraził nadzieję, że „polska władza uszanuje stanowisko” unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który będzie zajmował się postanowieniem Sądu Najwyższego o zawieszeniu niektórych przepisów pisowskiej ustawy o przeniesieniu sędziów SN w stan spoczynku. – „Jeżeli polski rząd nie zaakceptuje postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to wkroczy na bardzo niebezpieczną dla Polski drogę. Konsekwencją tego będzie w najbliższym czasie wykluczenie Polski z Unii Europejskiej. A myślę, że to jest klęska” – stwierdził prof. Zoll w TVN 24.

Zdaniem prof. Zolla, nie ma najmniejszych wątpliwości, że prof. Małgorzata Gersdorf jest I Prezes Sądu Najwyższego do końca kadencji, czyli do 2020 r. Były prezes TK bardzo krytycznie podsumował trzy lata prezydentury Andrzeja Dudy. – „Ani razu nie stanął w obronie Konstytucji, a wręcz odwrotnie – wielokrotnie ją naruszał. A ślubował być jej strażnikiem. Jego ubiegłoroczne weta były fikcją” – powiedział prof. Zoll.

„W Polsce działa V kolumna Putina. A…

View original post 1 642 słowa więcej

Post Navigation