Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Wojciech Smarzowski”

Piotr Gliński puka spod dna bredząc o wybitnych filmowcach Agnieszce Holland i Smarzowskim

Depresja plemnika

– Potencjalny elektorat PiS to mniej więcej połowa wyborców! – podkreśla Marcin Duma, szef IBRiS, komentując najnowszy sondaż przygotowany na zlecenie „Rzeczpospolitej”. 48 procent badanych deklaruje, że jest (albo wielka, albo tylko „pewna”) szansa, by zagłosowali na obecnie rządzące ugrupowanie – czytamy w portalu dziennika. Badanie pokazuje, że głównymi priorytetami dla tej części społeczeństwa są reforma sądownictwa oraz polityka socjalna.

Owe 48 proc. wyborców rozważających głosowanie na PiS jest dość podzielone na dwie grupy, z których jedna jest absolutnie zdecydowana (27 proc.), a druga tylko to rozważa (21 proc.). Z kolei grupa, która nie bierze tego pod uwagę (50 proc.), jest złożona niemal wyłącznie ze zdecydowanych przeciwników głosowania na PiS (48 proc.). Tylko 2 proc. nie wie, kogo wybierze. Wśród nich najbardziej konsekwentni są wyborcy SLD – 100 proc. elektoratu uważa, że „zdecydowanie nie ma szans, by zagłosowali na PiS”. Wśród sympatyków PO na PiS nie zamierza głosować 97 proc…

View original post 1 117 słów więcej

 

Pisowcy politycy za SKOK-i bekną

Najczęściej powtarzanym argumentem Prawa i Sprawiedliwości przeciwko powoływaniu komisji śledczej w sprawach bulwersujących w ostatnich tygodniach opinię publiczną jest to, że państwo sprawnie działa w kierunku wyjaśniania ujawnionych afer, więc nie ma powodów, by sprawą zajmowali się posłowie. Wczorajsze ustalenia portalu Onet w sprawie tajemniczego kredytu, jaki rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego wziął w SKOK Wołomin, którego działanie jest już dziś nazywane największą aferą finansową III RP sprawiają, że obywatele mają prawo nie mieć pewności, że służba podległa Ernestowi Bejdzie oraz ministrowi koordynatorowi służb specjalnych Mariuszowi Kamińskiemu sprawę wyjaśni w sposób należyty i bezstronny.

Przypomnijmy, zespół dziennikarzy Onetu dotarł wczoraj do dokumentów, z których wynika, że Piotr Kaczorek, niegdyś pracownik Komendy Powiatowej w Wołominie oraz starostwa powiatowego w tym mieście (gdzie znalazł zatrudnienie po odejściu z CBA za ery Pawła Wojtunika), a obecnie rzecznik CBA, wziął w 2013 roku kredyt w wysokości 160 tys. złotych z feralnej kasy w Wołominie. Nie byłoby w sprawie zapewne nic bulwersującego, gdyby nie fakt, że Kaczorek praktycznie od samego początku swoich zobowiązań względem blisko 250 tys. oszukanych klientów kasy nie spłacał. Z akt sprawy upadłościowej, w której znajduje się pokaźna lista dłużników (wśród nich znajdują się przecież setki podstawionych “słupów”, dzięki którym wyłudzono ze SKOK Wołomin ponad 3 mld złotych) wynika, że w ciągu kilku lat z pożyczonej kwoty Kaczorek spłacił zaledwie 4 tys. zł. Wraz z odsetkami, także karnymi, wciąż zalegał w lipcu 2017 r. na kwotę ponad 204 tys. zł. Gdy afera wybuchła na dobre, a media trąbiły o olbrzymich wyłudzeniach, spłaty kredytu w ogóle ustały. Dlaczego Kaczorek nie wywiązywał się ze swoich zobowiązań? W rozmowie z Onetem odmówił udzielenia wyjaśnień.

W sprawie najbardziej bulwersujące jest jednak to, że to właśnie CBA bada obecnie sprawę SKOKu Wołomin, co sprawia że mamy do czynienia ze skandalicznym konfliktem interesów. Co więcej, wobec ujawnionego mechanizmu wyłudzeń oraz jego skali, służby zajmujące się tą sprawą powinny bardzo szczegółowo przesłuchać każdego dłużnika kasy, który swojego zobowiązania nie wypełniał z uwagi na narzucający się wniosek, że mógł w jakiś sposób współpracować z organizatorami procederu. Czy możemy dziś wierzyć w to, że Piotr Kaczorek zostanie rzetelnie przesłuchany w tej sprawie przez swoich kolegów z CBA? Wątpliwości narzucają się same.

W Sejmie Robert Kropiwnicki z Platformy Obywatelskiej wezwał ministra Mariusza Kamińskiego do złożenia wyjaśnień w tej sprawie.

Zażądał także, by Centralne Biuro Antykorupcyjne zostało natychmiast odsunięte od dalszego udziału w śledztwie w sprawie SKOK Wołomin, a sprawa trafiła do komisji ds. służb specjalnych. Jeszcze dalej poszedł Krzysztof Brejza, który w rozmowie z portalem Onet.pl stwierdził, że wobec ujawnienia tego skandalu powinno dojść do natychmiastowej dymisji szefa CBA oraz ministra koordynatora. 

Sprawa niewątpliwie jest rozwojowa. Jak poinformował dziś portal Onet, po wczorajszej publikacji w CBA zapadła decyzja o zawieszeniu Piotra Kaczorka oraz o wszczęciu postępowania wyjaśniającego.

– Biuro Kontroli i Spraw Wewnętrznych Centralnego Biura Antykorupcyjnego wszczęło postępowanie wyjaśniające mające na celu szczegółowe i dogłębne wyjaśnienie okoliczności sprawy związanej z kredytem. Na czas trwania postępowania wyjaśniającego pracownik został zawieszony w czynnościach służbowych – napisało biuro w oświadczeniu przekazanym redakcji.

W tym miejscu warto przypomnieć deklarację minister ds. pomocy humanitarnej Beaty Kempy sprzed ponad dwóch lat. Ważna polityk obozu władzy mówiła wówczas, że PiS jest gotowe zgodzić się na komisję śledczą ws. SKOK-ów, jeśli ta będzie dotyczyć SKOK-u Wołomin.

Ciekawe, czy dziś jest tego samego zdania.

Depresja plemnika

Metropolita poznański i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski arcybiskup Stanisław Gądecki filmu „Kler” nie widział. Nie zawahał się jednak porównać go z propagandowym filmem „Żyd Süss”, nakręconym w czasach III Rzeszy. – „Kler” wyreżyserowano według klasycznego antysemickiego filmu „Żyd Süss”. To już było grane za Goebbelsa” – powiedział abp Gądecki w Radiu Poznań.

„Żyd Süss” powstał na zlecenie i pod osobistym nadzorem ministra propagandy III Rzeszy Josepha Gobbelsa. Przedstawia losy trzech Żydów, których postawa jest synonimem stereotypów, dotyczących tego narodu, takich jak chciwość czy skąpstwo. „Żyd Süss” służył nazistowskiej propagandzie m.in. do usprawiedliwiania zbrodni, których Niemcy dopuszczali się na ludności żydowskiej, łącznie z „ostatecznym rozwiązaniem”.

„Kler” dotychczas obejrzało ponad 5 mln widzów.

To trzeci najchętniej oglądany film w polskich kinach po 1989 r. A dlaczego metropolita poznański go nie zobaczył? Jak to stwierdził w Radiu Poznań, ponieważ nie jest pozbawiony rozumu do końca”. Czyżby?

„Trzy dni przed Sylwestrem posłowie…

View original post 3 067 słów więcej

 

Rydzyk przyjął hołd PiS

27. rocznicę powstania świętowało w sobotę Radio Maryja. Rocznicę uświetnili swoją obecnością czołowi funkcjonariusze Prawa i Sprawiedliwości. Do Torunia zjechały autokary ze słuchaczami z całego kraju, a także z pielgrzymami z zagranicy.

Przy tej okazji przypuszczono frontalny atak na Polski Instytut Sztuki Filmowej. Poszło o to, że ojciec dyrektor próbuje jak dotąd bezskutecznie wyłudzić kasę od instytutu. „A na „Kler” to dali” – mówił z pretensją…

„Który tu z nas jest taki, jak na tym filmie „Kler”? – pytał z emocją toruński redemptorysta i sporą część swojego wystąpienia poświęcił tej filmowej produkcji.  Dopytywał, kto z obecnych na widowni był w kinie i „dołożył pieniądze do tamtej kasy”. Sam przyznał, że filmu nie widział, ale dużo czytał o nim w internecie.

Przywołał historię filmu „Nędzarz i madame”, który opowiada o losach św. Alberta Chmielowskiego – opiekuna ubogich.

„Zwróciliśmy się do takiej organizacji PISF – Polski Instytut Sztuki Filmowej. Oni dają pieniądze na filmy, ile nam dali? Dwa pół dnia na dzień. To mniej więcej tak, jak Gomułka. Gomułce mówili, że potrzebujemy Lwów i Kijów. Gomułka odpowiadał: lwów to macie pod dostatkiem w zoo, a kijów to dostaniecie. To mniej więcej tak samo dali nam teraz, ale na film „Kler” dali. Zobaczcie, ile jeszcze trzeba zmienić w Polsce” -podsumował.

Depresja plemnika

W ostatnich tygodniach PiS musiał się mierzyć z serią problemów: porażką wyborczą w miastach, aferą korupcyjną w Komisji Nadzoru Finansowegoczy kryzysem związanym z rosnącymi cenami energii. Dlatego partyjni piarowcy stwierdzili: „już dość, trzeba przejść do kontrofensywy”. Moment był ostatni z możliwych, bo za chwilę Polacy zajmą się przygotowaniami do Bożego Narodzenia i warto, żeby przy stole nie mówili tylko o aferach.

Pomysł musiał się narodzić w ostatniej chwili. Telefony do telewizji poszły dopiero w piątek po południu, ale informacje były bardzo lakoniczne. Wiadomo było tylko, że na niespodziewanie zwołanej imprezie przemówi premier i odpowie na pytania publiczności, ale program i lista mówców były trzymane w tajemnicy do samego końca.

Rekonstrukcja rządu? Przyspieszone wybory? Skutki afery

Dwie godziny propagandy

W końcu okazało się, że na konferencji z okazji trzylecia rządów PiS pod pretensjonalną nazwą „Praca dla Polski” przemówił premier, a po nim trzej wicepremierzy. Na sali siedziała dobrana publiczność i cały rząd. Morawiecki chwalił się osiągnięciami i obiecywał życie na europejskim poziomie, Beata Szydło…

View original post 3 479 słów więcej

A jak Ziemkiewicz dostanie celę bez telewizora, to co?

„Ja bym określił postawę Donalda Tuska „nie chciałbym, ale trochę mnie kusi”. Obawia się, że przegra wybory. On powinien iść do pudła i mam nadzieję, że w więzieniu go zobaczę” – powiedział w prawicowej Telewizji Republika Rafał Ziemkiewicz,  publicysta „Do Rzeczy”.

Roman Giertych pospieszył więc ze swoją dobrą radą dla prawicowego dziennikarza. – „Ziemkiewicz: „chcę zobaczyć Donalda Tuska w więzieniu”. Mam radę praktyczną – jak Pan tam trafi, to proszę włączyć telewizor” – napisał na Twitterze Giertych.

Komentując wypowiedź Ziemkiewicza, jeden z internautów cytuje Stefana Kisielewskiego: – „Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami”. Inni internauci pisali do Ziemkiewicza:  – „Zobaczy Pan Tuska w więzieniu…. Jak przyjdzie do Pana na widzenie!”; – „Ja też mam radę praktyczną. Jak Pan już tam trafi, to proszę nie zapomnieć „Misia”, ze szczególnym uwzględnieniem „jestem wesoły Romek…”.

>>>

>>>

>>>

Funkcje jak w książce Mario Puzo

Depresja plemnika

Jest już po pierwszej rozprawie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE dotyczącej skargi Komisji Europejskiej przeciwko Polsce. Chodzi o zgodność z unijną zasadą niezależności sądownictwa posłania sędziów Sądu Najwyższego i NSA na wcześniejszą emeryturę i uzależnienie możliwości dalszego ich orzekania od arbitralnej decyzji władzy politycznej, czyli prezydenta. Rozprawa nie przyniosła nic nowego. A cała dyskusja, która się na niej odbyła, powtórzy się za kilka dni.

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo?

Rozprawa w sprawie Polski

Rozprawa odbyła się przed Wielka Izbą i dotyczyła zabezpieczenia tymczasowego, jakie wiceprezes Trybunału Rosario Silva de Lapuerta nałożyła na Polskę w tej sprawie. Do czasu rozpatrzenia skargi KE zawiesiła zaskarżone przepisy, przywracając do orzekania sędziów SN i NSA przymusowo odesłanych na emeryturę, i to na ich dawne stanowiska – np. prezesów izb w Sądzie Najwyższym czy Małgorzaty Gersdorf na urząd pierwszego prezesa. Prezes TSUE uznała, że niezawieszenie tych przepisów spowoduje „nieodwracalne szkody” ze względu na „przymiot sądu ostatniej instancji przynależny Sądowi Najwyższemu oraz powagę rzeczy…

View original post 3 739 słów więcej

Morawiecki Ziobrę, czy Ziobro Morawieckiego? Kto zawiśnie za żebro?

Co naprawdę myśli Mateusz Morawiecki o Polakach? Pokazały to . Teraz pokaże to całej Polsce kolejny ! Podajcie dalej!

Ruszył

Największa grupa respondentów (49 proc.) uważa, że premier Mateusz Morawiecki powinien podać się do dymisji po opublikowaniu nagrań z afery podsłuchowej. Przeciwnego zdania jest co czwarty ankietowany, a zdania w tej sprawie nie ma 27 proc. badanych.

>>>

Według politologa prof. Antoniego Dudka wynik tego sondażu to fatalna wiadomość nie tylko dla premiera, ale i prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który przeforsował go na to stanowisko. – Odsetek przeciwników dymisji Mateusza Morawieckiego jest znacznie mniejszy od odsetka zwolenników PiS oscylującego wedle innych badań w przedziale 35-45 proc. Jeśli premierowi nie uda się przekonać do swoich racji większości z 27 proc. nie mających zdania w tej sprawie, a podobne wyniki potwierdzą kolejne badania, to premier Morawiecki z wyborczej lokomotywy PiS, może się zamienić w najcięższy wagon do niej przyczepiony – komentuje.

Jeszcze przed wypłynięciem nagrań, dymisji premiera domagał się Grzegorz Schetyna w związku z tym, że Morawiecki musiał prostować swoją wypowiedź na temat inwestycji realizowanych przez rząd PO-PSL.

Od wybuchu afery podsłuchowej prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki dzwonią do siebie po kilka razy dziennie. Spotykają się co kilka dni. Wszystko ze sobą konsultują – co Morawiecki ma powiedzieć na wiecu, ile pieniędzy może obiecać na inwestycje w regionach podczas podróży po kraju. Kaczyński odetchnął z ulgą, bo według badań zamówionych przez PiS afera podsłuchowa na razie nie załamała poparcia dla partii. Bliski doradca prezesa mówi mi, że zmiany w poparciu dla PiS i premiera są w granicach błędu statystycznego. Zaufanie do Morawieckiego spadło o 1 punkt procentowy, a notowania PiS wzrosły o jeden punkt. Dlatego w PiS uważają, że ujawnienie nagrań raczej nie wpłynie na wynik wyborów samorządowych.

Według mojego rozmówcy Kaczyński początkowo obawiał się, że ujawnione nagrania negatywnie odbiją się na poparciu dla PiS i premiera w twardym elektoracie, bo wyborcy PiS uznają, że Morawiecki jednak nie jest swój i pozostał „banksterem”. Dlatego w PiS zapadła decyzja, że na finiszu kampanii samorządowej trzeba się zająć przede wszystkim utwardzaniem własnego elektoratu. Bo mógł zwątpić w Morawieckiego, który jest twarzą kampanii. Na ujawnionych nagraniach premier chwali kanclerz Niemiec Angelę Merkel, sam siebie nazywa liberałem i mówi, że ludzie powinni obniżyć oczekiwania, bo gdy „po wojnie i w jej trakcie zap… za miskę ryżu, to gospodarka się rozwijała”. Dla wyborców PiS, którzy od trzech lat słyszą szefa rządu popierającego rozdawanie pieniędzy i jego zapewniania, że Polacy powinni zarabiać tyle, co ludzie na Zachodzie, to mógł być szok. W innym fragmencie nagrania Morawiecki, wówczas prezes BZ WBK, komentując reklamę banku z Chuckiem Norrisem, mówi, że „ludzie są tacy głupi, że to działa. Niesamowite”.

Kłopotliwa taśma Morawieckiego

Ziobro stoi za ujawnieniem nagrań premiera?

Według moich rozmówców Morawiecki jest przekonany, że za ujawnieniem nagrań stoi minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Jako prokurator generalny dokładnie wiedział, co jest w materiałach śledztwa w sprawie afery podsłuchowej i co jest w nagraniach. Mógł zainspirować dziennikarzy, żeby je ujawnili. Ziobro od trzech lat wojuje z Morawieckim o wpływy w spółkach skarbu państwa. Zaufany współpracownik szefa rządu zwraca uwagę, że minister sprawiedliwości milczał przez tydzień po ujawnieniu nagrań. Dopiero w poniedziałek tydzień temu wystąpił na konferencji prasowej i mówił, że należy zadać pytanie o apolityczność sędziów Sądu Najwyższego, którzy udostępnili dziennikarzom akta sprawy. Podczas rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim Morawiecki przyznał, że podejrzewa Ziobrę o zainspirowanie dziennikarzy. Przekonywał prezesa, że konflikt trzeba wreszcie przeciąć.

Kilku rozmówców w PiS uważa, że jeśli wynik wyborów samorządowych będzie zły albo średni, to zacznie się szukanie winnych. A skoro Morawiecki jest nie do ruszenia, bo ma być twarzą partii nie tylko w kampanii samorządowej, ale także w kampanii do Parlamentu Europejskiego i parlamentarnej w 2019 roku, to może paść na Ziobrę.

– Morawiecki będzie mógł powiedzieć, poprowadzę was do wyborów, ale nie w tych warunkach, kiedy co chwilę ktoś podstawia mi nogę – mówi ważny polityk PiS. Dodaje, że Kaczyński pewnie zgodzi się na wszystkie propozycje Morawieckiego. To może oznaczać, że po wyborach samorządowych wróci pomysł wysłania Ziobry do Parlamentu Europejskiego. Jest pytanie, czy minister sprawiedliwości da się wypchnąć. Gdy powstawała koalicja Zjednoczonej Prawicy, mówił, że chce kandydować do PE. Ale później jego chęć startu osłabła. W umowie koalicyjnej, którą Zjednoczona Prawica odnowiła w grudniu, zapisano jedynkę na Mazowszu do europarlamentu dla wicemarszałka Senatu Adama Bielana z partii Jarosława Gowina, dwójkę na Dolnym Śląsku dla Beaty Kempy z Solidarnej Polski Ziobry i trzecie miejsce w Małopolsce także dla SP. Współpracownicy prezesa pytali wtedy Ziobrę, czy będzie startował. Odpowiedział, że jeszcze nie zdecydował, ale raczej nie.

– Jeśli Zbyszek będzie w stanie się obronić, to zostanie w Polsce. A jeśli uzna, że Morawiecki jest zbyt silny, to ucieknie na pięć lat do Brukseli – mówi doradca Kaczyńskiego.

Ale nawet jeśli Ziobro zostanie w rządzie, to jest praktycznie przesądzone, że za aferę podsłuchową zapłaci osłabieniem wpływów w spółkach skarbu państwa. W otoczeniu Kaczyńskiego coraz bardziej umacnia się przekonanie, że cała kampania przeciwko Morawieckiemu jest zasilana pieniędzmi ze spółek kontrolowanych przez ludzi Ziobry. I nieważne, czy to jest prawda, czy nie. Ważne, że Kaczyński coraz bardziej zaczyna w to wierzyć.

Nie boicie się jeszcze? To już czas zacząć. Kaczyński chce, żeby było gorzej. O jak on chce, to dostaje. „Zależy nam na tym, aby poziom życia zmniejszał się”…

Co naprawdę myśli Mateusz Morawiecki o Polakach?

Pokazały to #TaśmyMorawieckiego. Teraz pokaże to całej Polsce kolejny #KonwójWstydu!

Holtei

Niedziela 7 października. Morawiecki: środki z Unii pomagają naprawiać chodniki

Premier Mateusz Morawiecki stwierdził podczas spotkania wyborczego z mieszkańcami Dębicy, że rząd PiS odzyskał z podatku VAT więcej pieniędzy niż Polska otrzymuje z dotacji Unii Europejskiej. „Pozyskaliśmy więcej środków od bandytów, mafii VAT-owskich, przestępców podatkowych. To jest w budżecie […], więcej środków od tych bandytów, którzy swobodnie sobie hulali po państwie polskim za czasów PO i PSL, więcej środków odzyskaliśmy niż środki unijne. Środki unijne są ważne, cieszymy się z nich. One nam pomagają odnawiać chodniki. Ale dużo więcej dobra przynosi rząd Prawa i Sprawiedliwości”.

Poniedziałek 8 października. III RP według Gadowskiego

Witold Gadowski napisał w „Sieciach”: „III RP nie istnieje – w zamian zaserwowali nam zuchwałą i prostacką podróbkę – coś, co z natury budzi niesmak i zwątpienie. »Spawacza« Jaruzela zrobili prezydentem, Kiszczaka ministrem, Siwickiego ministrem, a na premiera obrali dygota i zaprzańca, który chciał kary dla biskupa Kaczmarka. …

View original post 6 083 słowa więcej

Rydzyk powinien się smażyć w swoich wodach geotermalnych

Autor książki „Macierewicz i jego tajemnice” Tomasz Piątek odebrał w Lipsku Nagrodę Wolności i Przyszłości Mediów. – „To wyraz solidarności z dziennikarzami w Polsce, którzy domagają się prawa dla nieograniczonego dostępu do informacji oraz wolności i niezależności mediów. Tomasz Piątek wyrobił sobie reputację krytycznego obserwatora zmian. Mimo coraz cięższych warunków pracy dla dziennikarzy nie dał się zastraszyć” – powiedział Harald Langenfeld, przewodniczący Fundacji Mediów Sparkasse Leipzig, która nagrodziła polskiego dziennikarza.

Piątek zapowiedział też wydanie kolejnej swojej książki o byłym szefie MON. Tym razem będzie ona traktować o losach Antoniego Macierewicza w PRL. Została ona oparta na archiwaliach zgromadzonych w IPN. Z ustaleń Piątka wynika, że Antoni Macierewicz miał być objęty ochroną specjalnej grupy SB, zajmującej się tworzeniem fikcyjnej opozycji.

Nagrodę w wysokości 30 tys. euro Piątek zamierza przeznaczyć na wsparcie niezależnego dziennikarstwa. Rozmowa Magdy Jethon z autorem książki „Macierewicz i jego tajemnice”: „Tomasz Piątek: Rosja wykorzystuje PiS”.

Polska spada w rankingu demokracji. Wśród 41 krajów OECD i UE zajmujemy 37. miejsce.

Międzynarodowe badanie na temat jakości rządów zostało opracowane po raz trzeci przez ekspertów niemieckiej Fundacji Bertelsmanna. Edycja 2018 (wcześniejsze były w 2011 i 2014 r.) będzie opublikowana we wtorek, ale „Rzeczpospolita” poznała ją wcześniej. Wyniki są bardzo niekorzystne dla naszego kraju. W grupie 41 państw OECD i UE Polska spadła aż o 29 miejsc i zajmuje teraz 37. lokatę.

– Główną przyczyną jest znaczące pogorszenie praworządności, w tym ograniczenie niezależności sądownictwa – mówi nam Daniel Schraad-Tischler, kierownik projektu badawczego. Ale raport zauważa także upartyjnienie mediów publicznych, ograniczanie prawa do zgromadzeń, rosnącą brutalność policji, próby kontroli organizacji pozarządowych, zmiany w prawie wyborczym.

Polska jest przykładem skrajnym, ale niepokojące tendencje zaobserwowano aż w 26 z 41 analizowanych państw – w tym m.in. na Węgrzech, w Rumunii, Meksyku, Turcji, ale też w USA. Największa gospodarka świata przesunęła się o dziewięć miejsc w dół pod względem demokracji i jakości rządów.

– Model liberalnej demokracji jest coraz bardziej pod presją także w OECD i UE, w niektórych krajach centralne standardy demokratyczne i konstytucyjne, takie jak wolność mediów, są już poważnie naruszone – wyjaśnia Schraad-Tischler.

Zdaniem autorów raportu niepokojące jest, że pomimo spadającej jakości demokracji w krajach takich jak Polska, Węgry i Turcja zaufanie obywateli do rządu w ciągu ostatnich kilku lat wzrosło.

– To jasno pokazuje, że w krajach tych fundamentalne wartości demokratyczne nie są zakorzenione w świadomości politycznej znacznej części społeczeństwa – mówi Schraad-Tischler.

Eksperci Bertelsmanna przekonują, że jakość demokracji ma wpływ na całość rządzenia oraz politykę, gospodarkę i społeczeństwa. Dlatego oprócz zestawienia oceniającego demokrację sporządzają dwa inne: o jakości rządzenia i o jego rezultatach. Polska pod względem jakości rządów spadła o 20 miejsc i zajmuje teraz 34. lokatę.

W niedzielę „Wiadomości” TVP posunęły się do niezwykle nieetycznego – nawet jak na standardy obecnej telewizji publicznej – ataku na kandydata opozycji na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Oskarżyły go o romans, branie narkotyków i wyborczą korupcję. I nawet nie zapytały go o zdanie.

W pięciominutowym materiale pod tytułem „Kompromitacja prezydenta Legionowa” o seksistowskim wystąpieniu prezydenta tego miasta Romana Smogorzewskiego „Wiadomości” zmieściły także informację o innych „problemach obyczajowych PO”: o rzekomej „sekstaśmie” z ośrodka Western City ze Schetyną oraz o kochance, łapówce i narkotykach Rafała Trzaskowskiego.

Katastrofalny spadek – Polska 29 pozycji w dół i 37 miejsce (na 41) w rankingu demokracji wsród państw OECD i UE. „Wyspa wolności”?

Holtei

Biskup Tadeusz Pieronek w rozmowie z Moniką Olejnik mówił m.in. o problemie pedofilii w polskim Kościele, Radiu Maryja i filmie „Kler”. Choć ma do obrazu Smarzowskiego zastrzeżenia, przyznał, że jest nim wstrząśnięty.

Bp Tadeusz Pieronek był gościem programu „Kropka nad i”. Na początku Monika Olejnik pytała biskupa o stosunek do odszkodowań wypłacanych przed duchowieństwo ofiarom księży pedofilów. Prowadząca pytała o to w kontekście głośnej sprawy odszkodowania dla ofiary ks. Romana B. Zgodnie z wyrokiem sądu Towarzystwo Chrystusowe, do którego należał B., ma wypłacić kobiecie milion zł. – Uważam, że w Polsce z punktu widzenia prawnego Kościół, jako wspólnota nie ma obowiązku płacić za cudze grzechy – powiedział bp. Pieronek.

Olejnik jednak oponowała, twierdząc, że wspólnota ponosi za to odpowiedzialność, bo „zatrudnia takiego człowieka”, a zdarza się też, że ukrywa pedofila. Ostatecznie biskup zaproponował, by problem odszkodowań zostawić prawnikom. Zgodził się jednak z publicystką, że przypadki ukrywania księży pedofilów są „wstrząsające”.

Bp. Pieronek…

View original post 495 słów więcej

Sakiewicz, tylko świnie bronią pedofilów!

Monika Olejnik odpowiada Sakiewiczowi na temat: kto siedzi w kinie.

Najnowszy felieton Moniki Olejnik na ten właśnie temat – świń.

Cejrowski wyznaje miłość do swojej kiszki stolcowej na wieść o „Klerze”

„Nie muszę oglądać filmu, żeby zawierzyć opinii innych osób” – oświadczył – Wojciech Cejrowski i w Radiowym Przeglądzie Prasy i w dość plugawych słowa zrecenzował film Smarzowskiego „Kler”: „Tak jak nie muszę oglądać własnej kiszki stolcowej, ale mogę zaufać lekarzowi, który wprowadził tam sondę (…) od tyłu mi wprowadził wziernik. Ja ufam lekarzowi, który widział ten film. Nie muszę sam oglądać filmu z własnego tyłka. I w odniesieniu do filmu „Kler” mam dokładnie tak samo” – stwierdził. Dziennikarz bowiem przyznał, otwarcie, że filmu nie oglądał i nie ma takiego zamiaru. I to głównie dlatego, że „nie chcę oglądać jak się ludzie łajdaczą. (…) Moja siostra jest zakonnicą, po ślubach wieczystych, mój brat jest zakonnikiem, mój wujek był księdzem biskupem, już nie żyje i bujał mnie na nodze.”

Następnie Cejrowski przyznał, że zna inny kler i przyjaźni się z księżmi. „Najwięksi moi przyjaciele to są księża po doktoratach, z którymi se piję wino, ale ani się nie upijają, ani nie mają dziwki zamiast gosposi” – przekonywał.

W swej bełkotliwej tyradzie dziennikarz nie oszczędził samego reżysera mówiąc: „Wysmażył taką kaszanę, proszę pana, ja tego nie chcę oglądać” ./…/ „ Wyobraźmy sobie, że identyczny film, z identycznym scenariuszem, ten pan wypuszcza pod tytułem „Lekarze”. Byłaby masa protestów, że nie wszyscy lekarze są pijakami, nie wszyscy gwałcą na dyżurze pielęgniarki, nie wszyscy lecą wyłącznie na kasę, nie wszyscy biorą łapówki. Podpisywanie tej historii jednym tytułem byłoby nieuczciwe dla całej grupy zawodowej. To jest moja najkrótsza recenzja” – powiedział.

Jak wiemy dzieło Wojciecha Smarzowskiego pt. „Kler” pojawiło się na ekranach polskich kin 28 września. Do dziś w pełnych po brzegi salach obejrzało go grubo ponad milion widzów. To najlepszy rezultat wśród kinowych premier w Polsce od prawie trzydziestu lat.

Produkcja w wersji brytyjskiej jest równie chętnie oglądana w europejskich kinach, m.in. w Holandii.

– Biskupi powinni współpracować z prokuraturą – powiedziała posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. W niedzielę podczas manifestacji „Ręce precz od dzieci” zaprezentuje mapę przestępczości seksualnej księży.

Z Joanną Scheuring-Wielgus, członkinią koła poselskiego Liberalno-Społeczni, rozmawiał Jacek Żakowski. Dziennikarz zapytał o mapę przestępczości seksualnej księży, którą przygotowuje posłanka. Po raz pierwszy mapa będzie zaprezentowana podczas niedzielnej (7 października) manifestacji w Warszawie, która odbędzie się na placu Trzech Krzyży pod hasłem „Ręce precz od dzieci”.

– Mapa pedofilii ma być punktem zero. Udostępnimy ją w internecie. Będzie podzielona na cztery punkty. Pierwszy to ci, którzy zostali prawomocnie skazani. Drugi punkt to dobrze udokumentowane doniesienia medialne. Trzeci – świadectwa ofiar, które boją się mówić o swoim doświadczeniu publicznie. Czwarty punkt, to udokumentowane już ofiary – powiedziała gościni Radia TOK FM.

Jak tłumaczyła posłanka, należy oddać głos przede wszystkim ofiarom przemocy seksualnej w kościele. Mapa pedofilii ma im pomóc odważyć się i opowiedzieć o swojej tragedii.

– Ofiary pedofila, gdy są krzywdzone myślą, że są same na świecie. Trudno przyznać przed samym sobą, co się stało. A co dopiero przed kimś – powiedziała Joanna Scheuring-Wielgus.

Dodała, że „w całej dyskusji o pedofilii za mało mówimy o ofiarach”

– I one rzadko chcą się wypowiadać. Kogo zapraszamy do mediów? Głównie księży. To przede wszystkim oni mają szansę na komentarz – stwierdziła posłanka.

„Nigdy nie poznamy skali problemu”

Jak powiedziała gościni Jacka Żakowskiego, nigdy nie poznamy skali przestępstw seksualnych, bo „panuje zmowa milczenia w polskim kościele”.

– Trzeba pamiętać, że jeden ksiądz to nie jest jedna ofiara. Jeden ksiądz to często wiele ofiar. Nigdy nie poznamy prawdziwej skali tego procederu, bo wiele ofiar nigdy nie przyznaje się do tej traumy. W polskim kościele panuje zmowa milczenia. Polska niczym się nie różni od Irlandii! – oceniła posłanka Joanna Scheuring-Wielgus.

– Rozmawiałam z biskupami. Wiem, że dostali ankietę o skazanych duchownych. Na tej podstawie pokażą nam statystyki. Ale co z tego? To nie jest oczyszczenie. Episkopat powinien współpracować z prokuraturą. A ofiary przede wszystkim muszą odzyskać godność, jaką im zabrano, gdy były dziećmi. Ofiary przestępczości seksualnej księży nigdy nie usłyszały „przepraszam” – powiedziała Joanna Scheuring-Wielgus.

W niedzielę demonstracja, w poniedziałek spotkanie w Sejmie

Już 7 października o godzinie 13:00 w Warszawie odbędzie się demonstracja „Ręce precz od dzieci”. A dzień później – spotkanie w murach sejmowych.

– Na 8 października zaprosiłam do Sejmu reprezentantów wszystkich partii i urzędów, prawników, ofiary pedofilii, episkopat. Chciałabym zainicjować debatę na temat tego, co należałoby zrobić: czy stworzyć okrągły stół do rozmów, czy od razu komisję? Nie unikniemy tej debaty – stwierdziła posłanka Scheuring-Wielgus.

Kler ponadto zagląda do małzeńskich łóżek, w których kobieta ma być służącą dla mężczyzny.

 

Kościół katolicki pod ciężarem oskarżeń może upaść i się nie podnieść

Biskupi mają osądzać sprawę, tymczasem oni są winni. I nie mogą być sędziami we własnej sprawie. Wina biskupów: przenoszenie i ukrywanie pedofilów. Tego na jaw wyciągać komisje kościelne nie będą – mówi w rozmowie z nami prof. Tadeusz Bartoś z Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, filozof, teolog, publicysta, były dominikanin. – „Kler” to pierwszy film, który pokazuje rzeczy opisywane już w prasie, książkach o pedofili duchownych. Kto śledził te publikacje, miał jakąś orientację w tym, co się dzieje. To, co wiedzieliśmy, teraz zobaczyliśmy na własne oczy. Kościół przede wszystkim powinien być opodatkowany za dochody, które realnie osiąga i wykazuje. W kwestii pedofilii wszystkie przypadki powinny być natychmiast zgłaszane policji, a księża, którzy się przestępstw dopuszczają, po wyrokach sądów powinni być wydalani ze stanu duchownego – dodaje.

JUSTYNA KOĆ: Ile prawdy o Kościele jest w filmie „Kler” Wojciecha Smarzowskiego?

TADEUSZ BARTOŚ: W tym filmie jest kilka kwestii. Po pierwsze, finanse, które w Kościele są prowadzone na zasadzie „z ręki do reki”. Ofiary na Kościół nie są rozliczane. Z tego, co dostaje ksiądz, nie musi się rozliczać. Jak dostanie 20 zł, to jego, tak samo jak dostanie 100 tys. czy pół miliona. W filmie biskup Mordowicz, którego gra Janusz Gajos, wyciąga gotówkę w torebkach i przekazuje dalej. To jest zgodne z prawdą o polskim Kościele, bo ten obrót gotówką z ręki do ręki tak właśnie wygląda. Być może nawet w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Jest to możliwe, ponieważ finanse Kościoła nie są w żaden sposób uregulowane, nie ma skutecznych wymagań co do księgowości, wewnętrznych i zewnętrznych. To jest bardzo istotny czynnik demoralizujący, czyniący ze świata duchownych taki świat, którym rządzi niekoniecznie motyw religijny, tylko grupa ludzi bardziej lub mniej wpływowych w zależności od tego, jak dobrze potrafią zdobywać pieniądze. System nominacji i awansów też jest z tym związany.

Jak jakiś duchowny nie zachowuje się tak jak należy, czyli nie zgadza się z główną linią Kościoła, nie należy do towarzystwa, nie śmieje się razem z innymi na zebraniu księży, czyli nie jest swój, to ryzykuje osadzeniem na biednej parafii, gdzie ciężko wyżyć. W filmie mamy przedstawionych 4 księży, w Polsce jest ich ponad 30 tys., film podejmuje więc tylko pewne wątki z życia kleru, ale dobrze udokumentowane.

W filmie jest również poruszony problem celibatu, pedofilii, domów dziecka prowadzonych przez osoby duchowne. O podobnych przypadkach pisały media w ostatnich latach.
Smarzowski mówił, że napisał scenariusz do filmu właśnie zbierając różne materiały, m.in. o patologicznym domu dziecka prowadzonym przez siostrę zakonną, która zresztą dostała wyrok. Konsultował się też z księżmi ze świata diecezjalnego, którzy dość szczegółowo opisywali, jak to funkcjonuje. Jeśli chodzi o związki księży i konkubinaty, to jest to zjawisko znane. Ludzie mieszkający w małych miejscowościach wiedzą, do której pani ksiądz przychodzi, a która gospodyni na plebanii jest niczym żona. To nie jest nowość, a wręcz utrwalone zjawisko. Jeżeli chodzi o pedofilię, konsultantem był założyciel stowarzyszenia „Nie lękajcie się” i historie opowiedziane w filmie są historiami, które on zebrał. Skala problemu pedofilii w Polsce wśród duchownych jest ukrywana. Nie mamy tu nawet żadnych informacji, oprócz tego, że

proces ukrywania, przenoszenia, utajniania jest związany z taktyką Kościoła,

która została zakwestionowana dopiero na początku lat 2000, kiedy zmieniono dokument Crimen sollicitationis. Jego głównym celem było chronić dobre imię Kościoła. Tajność, obowiązek milczenia nakładany nawet na ofiarę.

Dlaczego ludzie bądź co bądź w tak katolickim kraju masowo ruszyli do kin? W pierwszy weekend film rozbił Box Office. Ponad 935 tys. widzów to nowy rekord. Do tej pory na 1. miejscu był film „50 twarzy Greya” z 834 tys. Znakomity film „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego jest daleko w tyle.
„Zimnej wojnie” wróżono, że ludzie nie pójdą do kin, ale się nie sprawdziło. Kiedy mieliśmy ostatni film o życiu kleru, taki niesłodzony, prawdziwy?

Chyba nie było takiego filmu.
Mieliśmy do tej pory filmy o życiu kleru, ale bardzo sympatyczne. One mogą się nawet podobać z powodu jakości scenariusza, aktorstwa, np. serial „Ranczo”. Tam mamy proboszcza Kozioła, toż to prawdziwy anioł. To film bajka, który spełnia marzenia ludzi; fajnie byłoby mieć takiego proboszcza. W podobny sposób oddziałują komedie romantyczne. Ludzie je oglądają, bo chcą się lepiej poczuć.

Smarzowski nie jest z tej bajki, nie robi filmów, żebyśmy się lepiej poczuli.

„Kler” to pierwszy film, który pokazuje rzeczy opisywane już w prasie, książkach o pedofili duchownych. Kto śledził te publikacje, miał jakąś orientację w tym, co się dzieje. To, co wiedzieliśmy, teraz zobaczyliśmy na własne oczy.

Czy ten film może być początkiem oczyszczenia się polskiego Kościoła, czy chociażby poważnej, głębokiej debaty na ten temat?
Myślę, że nie, bo nie ma chętnych rozmówców. Aby uległo zmianie funkcjonowanie kleru, musieliby tego chcieć biskupi, a oni raczej są zainteresowani działaniami pozornymi. Uspokojeniem nastrojów, stwarzaniem wrażenia, że działamy, reagujemy itp.

Biskupi zapowiedzieli, zresztą kilka dni przed premierą, że opracują raport na temat pedofilii w Kościele. Padło nawet słowo przepraszam.
Biskupi mają doradców zarządzania sytuacjami kryzysowymi. Wiadomo, że trzeba zapobiegać kryzysom według zasady advantage on the first step, czyli zanim wybuchnie bomba lepiej ją rozbroić, mówiąc o problemie publicznie.

Tak zostało to zarządzone przez biskupów, którzy zauważyli, że sytuacja się zagęszcza i zdecydowali się coś zrobić. To, co robią, to markowanie działań. Nie słyszałem, aby powstała jakaś komisja niezależna od duchownych.

Biskupi mają osądzać sprawę, tymczasem oni są winni. I nie mogą być sędziami we własnej sprawie. Wina biskupów: przenoszenie i ukrywanie pedofilów. Tego na jaw wyciągać komisje kościelne nie będą. Jest oczywiste, że dokument biskupi nie wskaże winnych biskupów, którzy ukrywali przestępców pozwalając im dalej działać. Będzie się wskazywać na pojedynczych pedofilów w sutannach, odcinać od nich, przepraszać, tak by odsunąć pytanie o odpowiedzialność przełożonych. Aby naprawdę rozwiązać ten problem, potrzebna jest komisja zewnętrzna, niezależna od biskupów i przez to wiarygodna, z pełnym dostępem do archiwów. W jednym z wywiadów Smarzowski mówi, że ma pomysł na „Kler 2”, zaczynałby się od jakiegoś wydarzenia-skandalu, po którym sprawnie dokonano by oczyszczenia archiwów kościelnych z dokumentów wskazujących na ukrywanie pedofilów.

Samoświadomość biskupów w tej materii jest ograniczona. Biskup Kamiński, który przepraszał na konferencji prasowej, mówił jedynie o tym, żeby stworzyć warunki powrotu ofiar do Kościoła. To jest trochę mało.

Pragnę w tym miejscu powiedzieć przepraszam i uczynić wszystko, aby ci, którzy poczuli się skrzywdzeni, mieli możliwość bezpiecznego powrotu do wspólnoty Kościoła i odzyskali zaufanie – mówił biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński. To dość przewrotne przeprosiny?
Sama pani widzi, że biskup nie powiedział, że pragnie, aby krzywda ofiar została wynagrodzona. W instytucji kościelnej są dwie najważniejsze rzeczy: obrona dobrego imienia instytucji i uniknięcie kar finansowych. Strategia episkopatu, jego doradców marketingowych i prawniczych jest właśnie taka, aby ograniczyć szkodliwe skutki i ochronić dobre imię. To nie Kościół, ale pojedynczy zwyrodnialcy, których ukarzemy. Po drugie, skoro to zwyrodnialcy, to odszkodowanie spada na nich, a nie za cały Kościół.

Ochrona majątku kościelnego jest tu kluczowa, bo w innych krajach jak Stany Zjednoczone czy Irlandia kary bardzo uszczupliły budżety kościelne, czasem dochodziło nawet do bankructw diecezji. Krótko mówiąc, mamy tu potężną instytucję, która jest w tarapatach i wynajduje sposoby, aby się obronić.

Czy właśnie przykład irlandzki nie powinien dać polskim hierarchom do myślenia? Tam na skutek zamiatania sprawy pod dywan kościoły opustoszały, seminaria są zamykane, bo nie ma chętnych.
Nauka z tego dla Kościoła taka, że musi to zrobić lepiej, czyli przedstawić jakieś statystyki, jednak sam je przygotuje, choć nie jest w tym wiarygodny. Idzie o ukierunkowanie uwagi mediów i społeczeństwa na przestępców, odcięcie się od nich, przeproszenie. Ale wszystko po to, żeby zatrzymać ewentualne dalsze drążenie tematu (np. wcześniejsze ofiary tego samego księdza). Jeżeli skalę problemu podadzą biskupi, to wiarygodność tych danych będzie niska, co nie oznacza, że media tego nie „kupią”.

Kościołowi zależy dalej na tuszowaniu sprawy, czyli ujawnianiu jej tak, żeby całość procesu ujawniania była pod kontrolą hierarchów. To może pozwolić na uniknięcie albo przesunięcie w czasie eksplozji, jaka się dokonała w Irlandii.

Zresztą sytuacja w Irlandii była trochę inna. Tam był bardzo tradycyjny katolicyzm, niezmieniony instytucjonalne od pokoleń, ze wszechobecnymi szkołami katolickimi, szpitalami, domami dziecka itp. Polski katolicyzm od strony instytucjonalnej jest nieco inny, bo przeszedł przez okres komunizmu. Sprawność zarządzania i zmagania się z trudnościami jest o wiele większa pośród elit polskiego kleru. Pomysł jest prosty: pokażemy własne statystyki, wskażemy winnych, wprowadzimy przepisy dotyczące zajęć duchownych z dziećmi. Pokażemy, że działamy. Zresztą te zasady, które zaproponowano teraz, co do zasad pracy duchownych z dziećmi przypominają mi historie ze Stanów Zjednoczonych, kiedy tam wybuchały pierwsze skandale. Wtedy to firmy ubezpieczeniowe domagały się takich procedur, by ubezpieczyć diecezje w kwestii odszkodowań za przestępstwa pedofilskie.

Aby móc się ubezpieczyć, trzeba było wprowadzić procedury m.in. opisujące wycieczki księży z dziećmi, zasady wspólnego przebywania w pomieszczeniach, zasady nocowania itp. To samo zaproponowano na konferencji episkopatu w zeszłym tygodniu.

Czyli to wszystko jest sprawna manipulacja dla społeczeństwa?
Manipulacja to brzydkie słowo. Idzie o skuteczną ochronę przed negatywnymi skutkami skandali. Robią to wszystkie duże instytucje, są w tej materii szkolone, nazywa się to crisis management. Kościół w Polsce – domyślam się – ma w tej materii sprawnych doradców. A poza tym Smarzowski pokazuje także w filmie, jak świetnymi manipulatorami są niektórzy duchowni, jak sprawni są w załatwianiu swoich spraw, przez szantaż, przekupstwo. Niektórzy są wręcz wybitnie w tym kierunku uzdolnieni. Pamiętajmy, że nie od dziś kler ma potężnych sojuszników. Instytucje państwa, prokuratura, władze wszystkich szczebli, które najchętniej żyją z klerem w dobrych układach.

Partia rządząca, która kontroluje prokuraturę, może starać się zadbać o to, aby straty były jak najmniejsze, zarówno finansowe, jak i wizerunkowe.

Na czym polega ten mezalians między władzą a Kościołem? Chodzą plotki, że być może Kościół jest tak bardzo uległy wobec partii władzy, bo prokuratura ma dostęp do danych na temat pedofilii w Kościele, które ukrywa. W oficjalnym spisie pedofilów nie ma żadnego z księży, o którym mówi np. stowarzyszenie „Nie lękajcie się”.
To jest bardzo dobry przykład.  To wierzchołek góry lodowej, symptom wskazujący na naturę tej symbiozy. Zawsze gdy potrzeba, władza samorządowa czy wyższego szczebla będzie starać się, aby ograniczyć te szkodliwe skutki. Dlatego prokuratura akurat nie publikuje listy pedofilów duchownych. W poniedziałek okazało się, że w Krakowie będzie zabudowana działka, bo zażyczyli sobie tak duchowni jednego z zakonów, chociaż miał tam być korytarz napowietrzający dla miasta, które wiadomo, że zmaga się z ogromnym smogiem. Rada miasta prawie jednogłośnie to przegłosowała.

Pani prof. Płatek cytuje artykuł o losie policjanta, który rutynowo zatrzymał do kontroli bpa Michalika i jego kierowcę, dał mandat za przekroczenie prędkości itp. Bp Michalik zadzwonił do przełożonego tego policjanta i od tego czasu jest on w piekle: wynajduje się na niego haki, a on w chwili obecnej siedzi w areszcie. Ta ostatnia historia doskonale pokazuje, jaki to jest układ zależności; telefon biskupa załatwia sprawę i to w sposób okrutny.

Czyli prawdziwa symbioza sacrum z profanum?
Tak, to są układy towarzyskie. W mieście to symbioza biskupa i prezydenta, w mniejszej miejscowości to proboszcz z burmistrzem. Na pewno film Smarzowskiego nie opowiedział wszystkich historii, bo już widzimy, że jest ich więcej.

Skąd to się wzięło?
Na skutek błędnego prawodawstwa z lat 90., konkordatu, komisji majątkowej, komisji wspólnej episkopatu i rządu. To wszystko wytworzyło taką zależność; niezależnie od tego, jaka była władza, czy postkomuniści, czy AWS, czy PiS, czy PO, to te relację z Kościołem były na zasadzie czołobitności, na kolanach przed duchownymi.

Co musi się stać, aby to się zmieniło i czy to w ogóle jest możliwe?
Na razie nie jest to możliwe.

Nie można nie doceniać siły politycznej i wpływów politycznych, finansowych kleru. I tej gigantycznej symbiozy wyższego kleru z aparatem państwa, który jest aparatem przemocy, służb. Mnóstwo rzeczy można starać się tak przedstawić, żeby to nie ciążyło. Przy obecnym układzie politycznym zmiany są niemożliwe.

Jeśli chodzi o sam Kościół katolicki w Polsce, to rozwiązanie, które musiałoby powstać, jest obecnie również mało realne. Należałoby wtłoczyć Kościół w ramy państwa, bo na razie to państwo w państwie. To dotyczy finansów, o czym już mówiliśmy. Tak jak pani prowadząca kiosk musi wbijać wszystko na kasę, tak samo Kościół powinien się rozliczać. Gdy biskup posyła księdza na parafię, to powinno być to w ramach stosunku zatrudnienia, z pensją o określonych dochodach. Kościół przede wszystkim powinien być opodatkowany za dochody, które realnie osiąga i wykazuje.

Taki gorset biurokratyczno-skarbowy może spowoduje, że ograniczy się tę mafię finansową. Nie można liczyć, że biskupi w stylu Mordowicza z filmu Smarzowskiego sami nagle zaczną się ograniczać.

W kwestii pedofilii wszystkie przypadki powinny być natychmiast zgłaszane policji, a księża, którzy się przestępstw dopuszczają, po wyrokach sądów powinni być wydalani ze stanu duchownego.

Czy ci, którzy byli na filmie, inaczej spojrzą na Kościół?
To zależy, którzy, z jakiej grupy społecznej. Jest taka grupa, która na pewno nie pójdzie. Są tacy, którzy wiedzą i słyszą, co się dzieje, więc dla nich to nie będzie nowością; wiedzą, że ich proboszcz ma dziecko, wiedzą, jak wygląda zamawianie mszy, załatwianie pogrzebu, widzą, czym jeździ proboszcz. Oni zobaczą – ano rzeczywiście tak to wygląda. Też się z tym zetknąłem. Pogłębi się w nich świadomość, uświadomią sobie to, co niby już wiedzieli. Na innych film zrobi wrażenie, bo z takimi rzeczami się nie stykali. Ten film będzie też mieć wpływ na, powiedzmy, inteligencję katolicką. Ja od kilkunastu lat piszę krytycznie o Kościele katolickim językiem raczej ułożonym, teoretycznym, gromadzę argumenty teologiczne, filozoficzne, psychologiczne, socjologiczne. Taki abstrakt nie dociera do wyobraźni.

Obraz jest silniejszym bodźcem, moje konstatacje, które łatwo było odrzucać, zwłaszcza w środowisku katolickiej inteligencji, teraz zyskały potężnego sojusznika. Być może pojawi się refleksja w tym środowisku, że jest problem, a to, o czym pisałem, to nie są wymysły frustrata.

Nie każdy dozna tu iluminacji. „Pytają mnie, czy pójdę na film »Kler«? Było takie dobre powiedzenie w czasie okupacji: »tylko świnie siedzą w kinie«. Nasi ojcowie wiedzieli, że nie trzeba się przekonywać, co Niemcy pokazują, żeby nie oglądać hitlerowskiej propagandy” – napisał Tomasz Sakiewicz.
Pan Tomasz Sakiewicz mówiąc to, chce się komuś przypodobać.

Władzy, Kościołowi?
Jego słodka tajemnica, ale nie tak trudno się domyślić, kto finansuje jego aktywność dziennikarsko-propagandową. On się pozycjonuje jako niezłomny obrońca. Choć filmu nie widział, więc nie wie, o czym on jest. Tymczasem są tam postacie kilku księży przedstawione realistycznie, nie groteskowo, nie jest to Monty Python. Każda pokazana jest od strony ich osobistego doświadczenia – to żywili ludzie wewnątrz nieludzkiego systemu, który tworzą i którego są ofiarami. Nie jest to propagandówka antyklerykalna z materiałów stalinowskich z lat 50.

Rewolucyjny wyrok! Kobieta gwałcona w dzieciństwie przez księdza pedofila dostanie milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty! Sąd apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji! Płacić będzie Towarzystwo Chrystusowe!

Tadeusz Kotarbiński: W obliczu ogromu zła na świecie, byłoby bluźnierstwem posądzać Boga o istnienie.

Utrzymany przez sąd apelacyjny wyrok – milion zadośćuczynienia dla ofiary księdza do zapłaty przez zakon – narusza niepisaną zasadę abp Michalika: „odsyłamy do winowajcy”. Wyrok może popchnąć do przodu rozliczanie kleru. Na razie Kościół deklaruje, że poradzi sobie sam, a nawet, że będzie ratował dzieci molestowane poza Kościołem. Sprawca chce być zbawcą

We wtorek 2 października 2018 sąd apelacyjny podtrzymał jeden z najbardziej znaczących wyroków w historii polskiego sądownictwa. W styczniu 2018 sędzia Anna Łosik z Sądu Okręgowego w Poznaniu przyznała 24-letniej Katarzynie, gwałconej w dzieciństwie przez księdza Romana, milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł comiesięcznej dożywotniej renty. Wyrok był trzymany w tajemnicy ze względu na dobro ofiary, dopiero we wrześniu ujawniła go „Gazeta Wyborcza”.

Wywrotowość wyroku polega na tym, że płacić ma nie ksiądz, ale zgromadzenie, do którego należał. Sąd uznał odpowiedzialność cywilną Kościoła. A to otwiera drogę do odszkodowań dla kolejnych ofiar.

Sędzia Jan Futro uprawomocnił teraz styczniowy wyrok sądu okręgowego. Stronom przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego.

Sąd złamał zasadę Michalika

Do tej pory w polskich sądach obowiązywała nieformalna zasada, którą sformułował w marcu 2012 roku abp Józef Michalik, wtedy przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski: „Do zobowiązań finansowych Kościół nie może się poczuwać, odsyłamy do winowajcy”.

Wcześniej Michalik z wielką determinacją bronił sprawców, m.in. proboszcza z podkarpackiej Tylawy, który – jak ujawniliśmy w „Wyborczej” w 2001 roku (autor tego tekstu kierował dziennikarskim śledztwem) – molestował dwa pokolenia parafianek. Michalika wspierał prokurator okręgowy w Krośnie Stanisław Piotrowicz, jego prokuratura umorzyła sprawę, ale w 2004 roku ks. M. został jednak skazany na dwa lata w zawieszeniu.

Odpowiedzialność za podwładnego

Linia obrony adwokata Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, do którego należał ksiądz Roman, była zgodna z zasadą Michalika: zgromadzenie nie wiedziało o działaniach księdza, nie mogło więc reagować i nie może za nie odpowiadać. Podobnie nie mogłoby odpowiadać np. za skutki wypadku drogowego spowodowanego przez księdza.

W pierwszej instancji sędzia Anna Łosik powołała się jednak na art. 430 Kodeksu cywilnego, który określa odpowiedzialność zwierzchnika za podwładnego:

„Kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności”.

Jak tłumaczy Artur Nowak, adwokat, autor książki „Ofiary mają głos”, „duchowni budują swoją relację z dziećmi i uwodzą je właśnie z tego powodu, że są duchownymi. Oni znają te dzieci ze spowiedzi, znają ich najbardziej skryte tajemnice. A poza tym zakonnicy nie mają żadnego majątku, więc musi płacić za nich Kościół”.

„To pierwszy wyrok w historii Polski, który uznaje winę Kościoła. Wcześniej zdarzyło się, że została wypłacona ugoda, ale w ramach ‚dobroci chrześcijańskiej’, a nie za krzywdy wyrządzone przez funkcjonariusza Kościoła – mówi Marek Lisiński, prezes fundacji „Nie lękajcie się”.

Autorka reportażu, Justyna Kopińska, napisała w komentarzu dla „Gazety Wyborczej”:

„Pytają Państwo czy przypuszczałam, że kwota będzie tak duża? Odpowiem: nie brałam innej możliwości pod uwagę. Sprawiedliwość zwyciężyła!”.

Gwałt, aborcja, spowiedź święta – dramat ofiary ks. Romana

„Pedofilia w Kościele. Ksiądz gwałcił 13-latkę. Nadal odprawia msze” – zatytułowany był reportaż Justyny Kopińskiej w „Dużym Formacie”, magazynie „Gazety Wyborczej” (powyżej ilustracja do tekstu Anny Reinert/Jacka Faleńczyka).

Roman B. uczył Katarzynę religii w szóstej klasie podstawówki. Zauważył i wykorzystał jej sytuację rodzinną. Przekonał rodziców, żeby przenieśli ją do szkoły z internatem. Po raz pierwszy zgwałcił Kasię, gdy miała 12 lat.

Kilka fragmentów reportażu Justyny Kopińskiej:

Rodzina

„Tata bił mamę tak, że krew tryskała po ścianach. Mama często leżała na podłodze, zakrwawiona, w podartych ubraniach. Starałam się ich pilnować. Gdy mama chciała się powiesić, śledziłam każdy jej ruch. Czasem rodzice tak się upijali, że zapominali otworzyć mi drzwi. Musiałam spać na zewnątrz.

Pierwszy gwałt

Któregoś dnia powiedział: „Nawet nie wiesz, jak o tym marzyłem”. „O czym, proszę księdza?” – zapytałam. „Zaraz zobaczysz, moje słoneczko”. Zasunął zasłony, mocno chwycił mnie za ręce. „Nie krzycz, bo wtedy będzie bolało bardziej” – powtarzał. Zaczął zdzierać ze mnie ubranie. To był taki strach, że nie możesz oddychać. Był silny, ważył sto kilogramów.

Krzyczałam, błagałam, by przestał. Gdy skończył, owinęłam się w koc, położyłam przy ścianie i płakałam. „Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie” – rzucił.

Kazał mi wziąć jakieś dziwne tabletki. Otworzył usta i sprawdził, czy na pewno je połknęłam. Krew spływała mi po nogach. Weszłam do wanny. Zaczęłam ją spłukiwać, ale było jej więcej i więcej. Miałam rozciętą wargę, na udach siniaki. Zaczęłam powtarzać: „Mamusiu, gdzie jesteś? Pomóż mi”. W tej chwili oddałabym wszystko, aby była przy mnie. Kilka godzin siedziałam w wodzie.

Leki

Przychodził, kiedy chciał. Zaczął zmuszać mnie do brania leków. Nie mówił ich nazwy. Ale działały jak psychotropy. Byłam otępiała, senna. Miałam zaburzenia równowagi. Pamiętam, że zaczął powtarzać: „Mama i tata już cię nie chcą. Oni cię nienawidzą. Nie masz w życiu nikogo oprócz mnie”.

Sylwester

W Sylwestra przyjechał z wódką. Pozasłaniał okna. Pił i powtarzał, że to będzie mój najlepszy sylwester w życiu. Gwałcił mnie przez całą noc. Wtedy zaczęłam się ciąć.

Inni księża się nie dziwili

Często zabierał mnie na plebanię w Stargardzie. Jedliśmy obiad ze wszystkimi księżmi, a potem brał mnie do swojego pokoju.

Nie rozumiem, dlaczego nikt nie reagował.

Ja byłam bardzo drobną dziewczynką, wszyscy widzieli, jaka jest między nami różnica wieku, a księża się nie dziwili, że śpię u niego. Jak chciałam skoczyć z okna z ósmego piętra, to powiedział, że opętał mnie szatan. Zabrał mnie do znajomego egzorcysty w Szczecinie i nawet tam poprosił o wspólny pokój na noc.

Aborcja 

Któregoś dnia rzucił: „Mała, przytyłaś ostatnio i wymiotujesz”. Zrobił mi test ciążowy. Krzyczał: „Nie chcę mieć bachora”.

Potem zabrał mnie do znajomej ginekolog. Zabili moje dziecko.

Długo później krwawiłam, bardzo mnie bolało. Po kilku miesiącach przestałam chodzić do szkoły, miałam lęki, myśli samobójcze.

Spowiedź  

Kazał mi jechać ze sobą do Częstochowy. On często tam bywał, bo prowadził grupy pielgrzymkowe. Tam, w kościele, kazał mi iść do konfesjonału. „Chodź, powiesz całą prawdę i zobaczymy, jak Bóg zareaguje” – krzyknął. Opowiedziałam księdzu w konfesjonale wszystko.

A ten ksiądz zwyzwał mnie od kurew.

Powiedział, że nigdy nie dostanę rozgrzeszenia i mam się wynosić z kościoła. Pamiętam, że był taki zbulwersowany, czerwony. Wybiegłam z płaczem. Ksiądz Roman za mną. Uśmiechał się przez całą drogę powrotną.

Kościół pod rosnącą presją

Do Polski dociera fala rozliczeń z Kościołem katolickim za molestowanie seksualne dzieci, młodzieży, a także osób dorosłych (np. kleryków). Postawy społeczne są zdecydowanie krytyczne. W kwietniowym sondażu OKO.press znacząca większość uważała, że Kościół lekceważy zbrodnie pedofilii:

Nawet w elektoracie PiS przewaga odpowiedzi rozgrzeszających Kościół była niewielka.

Po ujawnieniu skandali pedofilii w Kościele amerykańskim, irlandzkim i niemieckim, Papież Franciszek zaostrzył ton potępienia i wzywa kościoły do wzięcia odpowiedzialności: „Przestępstwo to wywołuje głębokie rany cierpienia i niemocy, przede wszystkim u ofiar, ale także w ich rodzinach i całej wspólnocie, niezależnie od tego, czy są to osoby wierzące, czy też niewierzące. Patrząc w przeszłość,

nigdy nie będzie dość proszenia o przebaczenie i prób naprawienia wyrządzonych szkód”.

Po triumfalnym wejściu na ekrany filmu „Kler” nastroje oburzenia wobec praktyk Kościoła w Polsce się nasiliły.

Kościół ucieczka do przodu: ile sprawców ujawni

Rozliczanie zbrodni pedofilii w kościołach narodowych odbywa się według sekwencji, którą można opisać tak:

  • ZAPRZECZANIE (1)
  • MINIMALIZOWANIE (2)
  • PIERWSZE EKSPIACJE (3)
  • WYJAŚNIANIE  WEWNĘTRZNE (4)
  • WEWNĘTRZNE PROCEDURY KONTROLNE  (5)
  • OTWARCIE NA KONTROLĘ INSTYCJI ŚWIECKICH (6)
  • BADANIE PRAWDZIWEJ SKALI ZJAWISKA (7)
  • PROCESY ODSZKODOWAWCZE INDYWIDUALNE I GRUPOWE (8)

Polska jest na początku tej sekwencji.

Jeszcze 8 września o. Adam Żak, odpowiedzialny za zapobieganie pedofilii w polskim kościele, mówił OKO.press, że Kościół jest „na początku drogi. Zupełną naiwnością byłoby oczekiwanie, że możemy być na poziomie Niemiec. Instytucjonalizacja problemu nie postępuje za szybko, dlatego że

jeszcze jesteśmy w fazie negacji problemu we własnych szeregach” (etap 1).

Zapowiadał, że badania skali przestępstw [księży] będą gotowe najwcześniej za kilka miesięcy.

Ale w przeddzień premiery „Kleru”, 26 września prymas Wojciech Polak zapowiedział raport o wykorzystywaniu małoletnich przez księży na koniec listopada (etap 4).

Płocki biskup Piotr Libera. 17 września oświadczył, że wobec „bolesnych wydarzeń związanych z pedofilią, doświadcza przygnębienia, zawstydzenia i gniewu. Przepraszam za łzy i cierpienia spowodowane przez księży” (etap 3). Poinformował, że w czasie 11 lat jego biskupstwa (od 31 maja 2007 roku) „o nadużycia seksualne wobec nieletnich oskarżonych zostało 9 księży. Żaden z nich nie pracuje z dziećmi i młodzieżą, a część została usunięta ze stanu duchownego”. Ofiar było 16.

Gdyby podobną liczbę jak biskup płocki ujawnili biskupi wszystkich 27 diecezji, sprawców uzbierałoby się ok. 250, czyli nieco ponad 1 proc. księży, a ofiar ok. 450.

To oczywiście tylko szacunki, informują jedynie o prawdopodobnym rządzie wielkości. Kilkakrotnie niższym niż skala ujawniona w kościołach, które rozliczają się w USA, Irlandii czy Niemczech.

Kościół deklaruje, że upora się sam, a nawet….

Kościołowi polskiemu daleko jeszcze do tego, by dokonać rzetelnej oceny zjawiska. Trzyma się zasady, że sam je rozpozna i sam się uzdrowi (etap 4-5).

Tymczasem kluczowe dla ujawnienia skali zbrodni i zapewnienia kontroli jest dopuszczenie instytucji i środowisk świeckich, w tym osób pokrzywdzonych (etap 6-7).

Co ciekawe, o. Żak ma tego świadomość. Stawia za wzór

Niemcy, które są „jedynym krajem, w którym ten problem został rozwiązany w sposób modelowy. Zaproszono tam do okrągłego stołu niezależnych ekspertów, przedstawicieli kościołów, związków młodzieżowych, sportowych i rządu. Ta inicjatywa była możliwa, bo uznano, że istnieje problem społeczny, który trzeba rozwiązać”.

Episkopat niemiecki zamówił też (w 2015 roku) raport, który opracowali naukowcy z czterech świeckich ośrodków badawczych, psychiatrii, kryminologii i gerontologii. Według ich ustaleń, w latach 1946-2014 co najmniej 1670 duchownych katolickich, czyli 4,4 proc. kleru, molestowało 3677 dzieci i nastolatków. Ponad połowa ofiar nie miała więcej niż 13 lat, najczęściej byli to chłopcy. W co szóstym przypadku dochodziło “do różnych form gwałtu”.

Amerykański episkopat poinformował, że w przypadku 6528 duchownych czynnych w latach 1950-2015, sformułowano “uzasadnione podejrzenie” o molestowanie nieletnich, czyli oskarżono 5,6 proc. aktywnych w tym czasie amerykańskich księży. Ich ofiarami było ponad 17 651 dzieci. Według organizacji zrzeszających ofiary księży pedofili te dane wciąż są zaniżone.

… że uratuje dzieci molestowane przez innych

„My musimy stać w awangardzie walki o bezpieczeństwo dzieci i młodzieży. Nawet jeżeli padają oskarżenia nierzadko wyolbrzymione i instrumentalizowane” – powiedział ks. Zieliński.

Kościół jest sprawcą, ale chce być uzdrowicielem. To brzmi jak pełen pychy paradoks, zwłaszcza, że Kościół instytucjonalny – jako instytucja zamknięta i skrajnie hierarchiczna – skutecznie rozwija mechanizmy ukrywania okrutnych praktyk wykorzystywania seksualnego. Pokazują to dobitnie ujawnione fakty w raportach amerykańskich, niemieckich czy irlandzkich.

Wstrząsające są tu  ustalenia z Holandii: w latach 1945-2010 spośród 39 biskupów aż 20 ukrywało przypadki molestowania dzieci przez księży, a czterech hierarchów samodzielnie dobierało się do dzieci. Przesuwali z parafii do parafii duchownych nawet po wyrokach, co skutkowało rosnącą liczbą ofiar.

Przypisanie Kościołowi polskiemu misji uzdrowieńczej stanowi mechanizm obronny polegający na odwracaniu sensu: symboliczny sprawca występuje w roli obrońcy, niemoralny przypisuje sobie rolę naprawiającego grzechy.

Kościołowi trudno przyjąć inną perspektywę. Nawet skłonny do krytycyzmu o. Żak mówił OKO.press, że „bliska jest mi teologiczna lektura tego, co dzieje się obecnie.

Kościół jest postawiony pod pręgierzem przez Opatrzność, która upomina się o krzywdę dzieci, aby oczyszczając się w swoim wnętrzu, był w stanie przyczynić się do ich ochrony wszędzie”.

Wyrok sądu może przyspieszyć rozliczenia, ale co zrobi PiS

Wyrok sądu apelacyjnego w  sprawie gwałciciela z Towarzystwa Chrystusowego stanowi skok do ostatniego etapu rozliczeń. Może torować drogę następnym sprawom i przyspieszyć cały proces.

Co będzie kłopotliwe dla obecnych władz, które działają w bliskiej relacji z Kościołem katolickim. Program PiS deklaruje wprost, że „Kościół jest dzierżycielem i głosicielem powszechnie znanej w Polsce nauki moralnej. Nie ma ona w szerszym społecznym zakresie żadnej konkurencji, dlatego też

w pełni jest uprawnione twierdzenie, że w Polsce nauce moralnej Kościoła można przeciwstawić tylko nihilizm”.

Jarosław Kaczyński powtarzał tę opinię: albo nauczanie Kościoła albo nihilizm.

Katastrofa moralna Kościoła podważa jedną z form legitymizację władzy PiS. PiS nie zabrał jeszcze głosu, unika deklaracji, ale można się spodziewać, że partia wystąpi w obronie Kościoła.

W tym kontekście widać, jak istotne jest zachowanie niezależności Sądu Najwyższego, który będzie rozpatrywał kasację od wyroku sądu apelacyjnego w sprawie.

Kaczyński zatruwa opinię publiczną, pogłębia izolację Polski

W niedzielę Mateusz Morawiecki gościł w Toruniu. Swoje spotkanie z mieszkańcami zakończył słowami –  „Tu z tego miasta pochodzi jeden z moich ulubionych zespołów rockowych, bo ja pamiętam bardzo dobrze zespół Republika. Pamiętacie ten refren – „republika marzeń”. To my PiS, Zjednoczona Prawica walczymy o rzeczpospolitą naszych marzeń, o to, żeby była to rzeczpospolita dumna jak polska husaria, szczęśliwa jak uśmiech dziecka i zwyciężymy”.

Na odwołanie się do zespołu i jego utworu błyskawicznie zareagował gitarzysta Republiki, Zbigniew Krzywański.  Na Facebooku zamieścił wpis, w którym napisał – „Panie Morawiecki, ciekawa interpretacja twórczości zespołu Republika. I tak cieszę się, że nie oświadczył Pan, że był założycielem naszego zespołu i pisał Pan teksty. Cała twórczość Republiki nie ma nic wspólnego z tym co Pan mówi i robi”.

Jeden z internautów nie przebiera w słowach i pisze, że „Powoływanie się tego oszusta na „Republikę” to już naprawdę wielki nietakt. Ja bym panu Morawieckiemu zadedykował ten fragment z twórczości Grzegorza Ciechowskiego::”Schowali się po różnych mrocznych instytucjach, pożarła ich galopująca prostytucja”.  Inny uważa, że premier „tak zrozumiał twórczość Republiki, jak Duda twórczość Maanamu”a według kolejnego, lista tematów „które może poruszać premier się kurczy. bo odwołania wywołują tylko wściekłość i protest. problem polega na tym, że to nie jest kwestia wymiany premiera i to nic nie załatwi. w perspektywie zwiastuje to srogie cięgi. nie warto było dzielić ludzi na lepszy i gorszy sort”.

Konferencja Ambasadorów jednoznacznie potępiła sławetne słowa prezesa PiS dotyczące sędziów. Jarosław Kaczyński na konwencji partii w Olsztynie oświadczył, że część sędziów cechuje nienawiść do własnej ojczyzny, czyli właśnie ojkofobia. Mówił zwłaszcza o tych, którzy spory o ziemię na Warmii i Mazurach rozstrzygali na korzyść dawnych właścicieli, czyli Polaków, którzy – bardziej lub mniej dobrowolnie, co było częstsze – wyemigrowali do Niemiec i zrzekli się polskiego obywatelstwa.

  • Konferencja Ambasadorów to zgromadzenie byłych przedstawicieli RP, którego celem jest analiza polityki zagranicznej i wskazywanie pojawiających się zagrożeń dla Polski
  • Wśród członków Konferencji są m.in: Piotr Nowina-Konopka – były ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, Jan Barcz – który reprezentował Polskę w Austrii, Marek Grela – były ambasador RP przy Unii Europejskiej czy Jerzy Maria Nowak, który reprezentował Polskę w Hiszpanii, Andorze i NATO
  • Zdaniem tychże ekspertów, słowa prezesa PiS to „zatruwanie opinii publicznej”

„O tym, kto jest Polakiem decydować ma partia obecnie rządząca”

Wskazują, że najwyraźniej, zdaniem prezesa PiS, o tym, kto jest, a kto nie jest Polakiem, decydować ma partia obecnie rządząca. I także prawo ma zyskać nowy wymiar – wymiar narodowy.

„W państwie praworządnym, jakim do niedawna była Polska, nikt nie wpadłyby na pomysł, aby Polaków – którzy wyemigrowali do Zjednoczonego Królestwa – nazywać Anglikami, Szkotami czy Irlandczykami oraz konfiskować ich pozostawione w Polsce mieszkania, domy i gospodarstwa” – przekonują byli ambasadorzy.

Zaznaczają też, że w państwach demokratycznych systemy prawne opierają się na zasadzie niezależności sądów i niezawisłości sędziowskiej oraz równości wobec prawa wszystkich bez wyjątku: bez względu na narodowość, obywatelstwo, rasę, płeć, przekonania polityczne, wyznawaną religię, wykonywany zawód i stan majątkowy.

Tymczasem – wnioskując ze słów prezesa PiS – ten chciałby, zdaniem byłych ambasadorów, w każdym z toczących się w Polsce procesów preferować tych, którzy są Polakami.

„Prezes Kaczyński, wprowadzając kategorię narodowości, jako kryterium, którym przede wszystkim mają się kierować polscy sędziowie, powinien przy tym zakładać, że proponowany przez niego model może zostać doceniony i upowszechniony na zasadzie wzajemności wobec Polaków przebywających zagranicą” – ostrzegają byli ambasadorzy. „Sędziowie obcych państw będą wydawać wyroki na korzyść swoich rodaków” – zaznaczają.

„Pogłębia izolację Polski”

Jak dodają, dla milionów Polaków mieszkających za granicą, setek tysięcy polskich turystów odwiedzających corocznie atrakcyjne miejsca na całym świecie, ale także polskich biznesmenów prowadzących działalność poza Polską ta „instrukcja” Jarosława Kaczyńskiego byłaby wówczas fatalną wiadomością.

„Pomysł zastąpienia zasady równości wobec prawa kategorią obrony interesów członków własnego narodu mógłby ich w przyszłości – jeśli staną przed zagranicznym sądem – pozbawić prawa do uczciwego procesu i sprawiedliwego wyroku” – zaznaczają.

W ich ocenie wypowiedź prezesa PiS dla Polski w UE może mieć dalekosiężne konsekwencje.

„Pogłębia izolację Polski w społeczności demokratycznych państw, szkodzi pozycji i wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej” – kwitują byli przedstawiciele RP.

Słowa o ojkofobii sędziów poruszyły tak środowisko sędziowskie, jak byłych przedstawicieli Polski za granicą. Byli ambasadorzy w przyjętym wczoraj stanowisku podkreślają, że podejście, jakie zaprezentował Jarosław Kaczyński „nie ma nic wspólnego z praworządnością i jest obraźliwe dla sędziów”. Do tego, jak podkreślili ambasadorzy, słowa prezesa PiS są obraźliwe także dla polskiej, rodzimej ludności rodzimej Ziem Zachodnich i Północnych. To oni w okresie PRL poddani byli presji migracyjnej, bezprawnie pozbawiani obywatelstwa polskiego i pozostawianych w kraju nieruchomości.

„Jarosław Kaczyński zatruwa polską opinię publiczną ojkofobią oraz pogłębia izolację Polski w społeczności państw demokratycznych” – podkreślają byli przedstawiciele RP. Jak dodają, Jarosław Kaczyński „proponuje nowy, nieznany w państwach demokratycznych model wymiaru sprawiedliwości: polscy sędziowie, bez względu na obowiązujące prawo powinni zawsze orzekać na korzyść Polaków” – piszą.

Holtei

Prof. Wojciech Sadurski opowiada się za delegalizacją PiS po przegranych wyborach przez obecnie rządzących.

Platforma Obywatelska złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z agitacją wyborczą Mariusza Błaszczaka podczas koncertu w Legionowie. – „Podczas imprezy finansowanej ze środków unijnych z programu operacyjnego dotyczącego rybołówstwa, podczas imprezy firmowanej przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Wojsko Polskie, imprezy, która była również współorganizowana przez Żandarmerię Wojskową, doszło do ewidentnej manipulacji, doszło do prowadzenia kampanii wyborczej przez ministra Mariusza Błaszczaka. Mamy do czynienia ze zwykłem wiecem wyborczym partii PiS i prezentacją kandydata PiS-u na prezydenta miasta. To jest niebywały skandal” – powiedział rzecznik PO Jan Grabiec.

Jako dowód zaprezentowano fragment wypowiedzi Błaszczaka z koncertu. – „Chciałbym podkreślić, że już niedługo, bo już za niecały miesiąc będą wybory samorządowe, więc zapraszam państwa do tego, żeby wziąć udział w wyborach, żeby głosować. Chciałem też zarekomendować państwu świetnego kandydata na urząd prezydenta miasta Legionowa…

View original post 1 456 słów więcej

Post Navigation