Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Wysokie Obcasy”

Kaczyński i Pawłowicz. Kto jest kobietą, a kto mężczyzną?

Z okazji zbliżającej się setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, redakcja tygodnika „Wysokie obcasy”, ogłosiła we wrześniu plebiscyt na Polkę Stulecia.

Pojawiło się sto propozycji – od artystki Magdaleny Abakanowicz po Magdalenę Żernicką-Goetz, pierwszą Polkę, która została profesorem w Cambridge. Pod literką „G” znalazło się nawet nazwisko Anny Grodzkiej, pierwszej i jedynej jak dotąd transseksualnej posłanki w polskim Sejmie, co nawiasem mówiąc spotkało się z oburzeniem środowisk konserwatywnych. „Całkiem powariowali?!” – pytał portal wPolityce.pl.

Plebiscyt jak plebiscyt… pomysł dobry, ale sensacja żadna, chyba że swoje trzy grosze dołoży ktoś taki jak np. PiS-owska funkcjonariuszka Pawłowicz. Posłanka przedstawiła bowiem własne kandydatury na Polkę Stulecia. Wymieniła Józefa Piłsudskiego, Ignacego Paderewskiego, Witolda Pileckiego, ojca Maksymiliana Kolbe, kard. Stefana Wyszyńskiego, Jana Pawła II i oczywiście Jarosława Kaczyńskiego.

„Wysokie Obcasy” nie zlekceważyły tego pomysłu i ze śmiertelną powagą odpowiedziały Pawłowicz.

Dziękując jej „za wspaniałe propozycje uwzględniające ideologię gender”. Ani naczelnik Piłsudski, ani prezes Kaczyński nie znajdą się jednak na liście propozycji. Wszystko tylko dlatego, że „niestety zamknęliśmy już zgłoszenia do plebiscytu” – wyjaśniła całkiem poważnie redakcja.

>>>

(fragmenty recenzji)

filmie Wojciecha Smarzowskiego „Kler” arcybiskup Mordowicz, grany przez Janusza Gajosa, mówi: „Ręka podniesiona na Kościół to ręka podniesiona na Polskę”. Są to słowa Jarosława Kaczyńskiego, wypowiedziane przed trzema laty podczas urodzin Radia Maryja. Role zostały więc z góry rozdane, scenariusze napisane, pytanie tylko, o jaką Polskę tu chodzi. Jeśli o taką, w której sojusz tronu z ołtarzem konserwuje nietykalność duchowieństwa i hipokryzję, to zgoda – „Kler” jest filmem z gruntu antypolskim. Wyrasta z gniewu i do gniewu apeluje, stąd jego grubo ciosana forma, posiłkująca się ludowym poczuciem humoru. Właśnie owa plebejskość wzbudza niepokój wśród tych, którzy pod wpływem pospolitego ruszenia Polaków do kin mogliby taką „Polskę” utracić. Jakby zaaplikowana przez Smarzowskiego końska dawka satyry miała przede wszystkim zabijać, a nie uzdrawiać.

Różowa świnka skarbonka z otworem w kształcie krzyża, oczywiście na czarnym tle – plakat Andrzeja Pągowskiego symbolicznym skrótem podsumowuje, o czym będzie i jak będzie. Bo do pewnego momentu jest dokładnie jak w zwiastunie filmu: twórca znany z przerysowań tym samym grubym konturem kreśli obyczajowe obrazki, odhaczając kolejne grzechy, nadużycia i przekręty kleru. Od pazerności po pedofilię, od zblatowania z szemranym biznesem, polityką i policją po intronizację Chrystusa na króla Polski – przypomina to chmurę tagów odsyłających do głośnych skandali czy antyklerykalnych dowcipów. W jednej ze scen filmu Lisowski, ksiądz karierowicz marzący o posadzie w Watykanie, instaluje w kurii ukrytą kamerę, by znaleźć haki na swojego arcybiskupa. Coś na kształt takiej kamerki Smarzowski zakłada w wielu innych miejscach: na wiejskiej plebanii, gdzie proboszcz Trybus (Robert Więckiewicz) romansuje z gosposią (Joanna Kulig), w zakrystii, gdzie wybucha afera pedofilska z udziałem księdza Kukuły (Arkadiusz Jakubik), w ośrodku dla emerytowanych księży, ukrywającym najbardziej kompromitujące przypadki oraz w luksusowym apartamencie Lisowskiego. Ale nie o zaspokojenie naszego podglądactwa tu chodzi. Pokazawszy patologie na różnych szczeblach hierarchii, naśmiawszy się z jakże ludzkich przywar i systemowych anomalii, Smarzowski zaczyna drążyć głębiej. Kiedy pojawia się wątek zgwałconego ministranta, śmiech nagle więźnie w gardle, a kamera zagląda w otchłań.

(…)

Myliłby się jednak ten, kto zobaczyłby w „Klerze” jakąś wyjątkową pod tym względem zjadliwość. 20 lat temu na łamach „Tygodnika” Janusz Tazbir w eseju „Antyklerykalizm po sarmacku” opisywał staropolską satyrę. „Ośmielasz się ograbiać świątynie możnego Boga, ważysz się ozdabiać złotem kochanki (…) polujesz, upijasz się, oddajesz miłostkom, troszczysz się o stajnię, a opłaty kościelne, dochód z mszy i skarbony trwonisz na ladacznice” – cytował adresowane do biskupów słowa XVI-wiecznego poety Sebastiana Klonowica. Lecz co ciekawe, krytyka kościelnych i zakonnych przewin rodziła się nie tylko w duchu reformacji czy oświecenia, ale także w łonie samego Kościoła – „na blisko czterysta lat przed ks. Józefem Tischnerem Piotr Skarga pisał, iż »zły żywot księży« mnoży więcej heretyków aniżeli wszystkie ich kazania”. Już w 1505 r. na sejmie w Radomiu szlachta domagała się, by osoby duchowne, które dopuściły się przestępstwa, były sądzone przez trybunał świecki. Tazbir wspomina też o szkodliwości triumfalizmu. „Prześladowania wychodziły w ostatecznym rachunku Kościołowi na dobre” – przekonuje na przykładzie kontrreformacji i komunizmu, co powinno choć trochę pokrzepić wietrzących w „Klerze” wyłącznie antyreligijno-antypolski spisek.

Jednak – zwraca uwagę Tazbir – piętnując ongiś nieobyczajność kleru, jego polscy krytycy nader niechętnie i jeśli już, to bardzo zdawkowo, dotykali kwestii pokus cielesnych. U Smarzowskiego tematem wiodącym, choć zupełnie inaczej niż w dochodzeniowym „Spotlight” Toma McCarthy’ego, jest pedofilia, która prócz tego, że uchodzi za czyn moralnie odstręczający i ciężkie przestępstwo, jest też kulturowym tabu. W pewnym momencie reżyser włącza do filmu montaż autentycznych świadectw złożonych przez ofiary księży-pedofilów. Jakby chciał w ten sposób powiedzieć, że dopiero rozwiązanie języków, po jednej i po drugiej stronie, rozpocznie proces oczyszczenia. Dlatego wybaczam Smarzowskiemu tendencyjny dobór wątków, przejaskrawione portrety, przyczynkarskie dialogi i deklaratywne wyznania. Ten film drażni i musi drażnić, boli i musi boleć. Śpiewa o tym Kazik Staszewski w piosence „Maria ma syna”, przy której ostro imprezuje trzech kumpli po zdjęciu koloratek. I choć brzmi ona buńczucznie i punkowo, nie jest to bynajmniej piosenka antyklerykalna. Trzeba tylko dobrze się wsłuchać.

Post Navigation