Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Zygmunt Solorz”

Anna Zalewska w spodniach, tym jest nowy minister edukacji Piontkowski, który młodzieży ma do zaoferowania Ciemnogród

Ludzie stojący na szczytach aparatu administracji państwa muszą przede wszystkim umieć pracować z ludźmi. Umiejętność doboru doradców, przejrzystego formułowania przekazu, łagodzenia konfliktów i w końcu szukania kompromisów jest podstawą sprawnego działania każdego z dużych resortów. W tym kontekście bardzo zaskakuje początek rządów nowego ministra edukacji narodowej Dariusza Piontkowskiego. Szef MEN postanowił bowiem zmarnować okazuję do resetu w edukacji i budowy na nowo relacji z nauczycielami, na co cień szansy dawało odejście znienawidzonej przez wielu Anny Zalewskiej. Ten cel miał przecież przyświecać wymianie minister, która była podobno krytykowana szeroko za nieudolność nawet wewnątrz PiS. Tymczasem, wbrew oczekiwaniom, Dariusz Piontkowski zaczął urzędowanie od obrażania nauczycieli. Będąc gościem Roberta Mazurka w RMF FM minister protest nauczycieli określił jako “cyrk, a nie strajk”,dodając następnie, że “My tego cyrku nie organizowaliśmy. Nie my byliśmy aktorami w tym cyrku”. Wypowiedź ta została okraszona żelazną obroną postawy poprzedniczki:  “Pani minister wcale nie ucieka. To jest normalna kariera polityczna w tym wypadku”.

Powyższe słowa są przykładem niesamowitej buty i arogancji, ponieważ w czasie trwania protestu nawet w obozie władzy panowała zasada, że grillowaniem nauczycieli miały zająć się głównie prorządowe media, podczas gdy ręce polityków PiS w rządzie miały pozostać “czyste”. Komentarz ministra w tej sytuacji nie tylko nie daje żadnych punktow PiS, ale gwarantuje za to, że konflikt w edukacji będzie dalej trwał .

Nie jest to jednak koniec, ponieważ  Dariusz Piontkowski pozwolił sobie na nawet dalej idącą sugestię. Polityk ocenił edukację seksualną w szkołach jako “wychowywanie przyszłych obiektów zainteresowań pedofilskich”.

“Jeśli ktoś próbuje te malutkie dzieci do tego zmuszać wprowadzając tego typu zajęcia, to może to niestety prowadzić do tego, że będzie to wychowywanie przyszłych obiektów zainteresowań pedofilskich i to wyraźnie potwierdzam”.

Powyższe słowa są szokujące, ponieważ o ile nawet głośne standardy WHO odnośnie edukacji seksualnej są kontrowersyjne, to jednak nawet w największym krytycyzmie w stosunku do nich mówienie o kształtowaniu ofiar dla pedofilów jest przekroczeniem granicy, za którą w większości krajów Zachodu znajduje się wykluczenie z  pełnienia funkcji publicznych. W istocie minister nie atakował bowiem samej edukacji seksualnej, ale ponownie nawiązał do Karty LGBT+ i prowadzonej przez PiS nagonki na mniejszości seksualne.

Jak widać, kierownictwo MEN się zmieniło, ale nie dość, że standardy nie uległy poprawie, to może się okazać, że polska szkoła trafiła przysłowiowo z deszczu pod rynnę. Anna Zalewska była skrajnie arogancką i nieudolną minister, ale jednak były granice, których nie przekraczała. Widać jednak, że w edukacji zaczyna się kolejny etap dobrej zmiany.

Depresja plemnika

Media informują o wzroście cen produktów w sklepach, które są coraz bardziej odczuwalne dla portfeli Polaków.

Wojciech Mann może mieć problemy w pracy po tym, jak subtelnie skrytykował na antenie premiera Mateusza Morawieckiego.

„Złożymy pozew o ochronę dóbr osobistych wraz z zapłatą zadośćuczynienia na rzecz organizacji dobroczynnej, np. WOŚP” – zapowiedział Jarosław Marciniak, sekretarz zarządu KOD. To reakcja na wypowiedź Marka Suskiego, szefa gabinetu politycznego Mateusza Morawieckiego.

Suski w TVP Info komentował przemówienie Donalda Tuska w Gdańsku podczas obchodów 30 rocznicy wyborów 4 czerwca. – Mówił do ludzi pod sztandarami KOD-u, że to wy jesteście ci dobrzy, uwierzcie w to. A tam wielu ludzi w KOD-zie to są osoby, które służyły obcemu mocarstwu i jeszcze mają przeszłość różnych służb PRL-owskich. Do takich ludzi, którzy tworzyli ścieżki zdrowia, bili robotników i byli po tamtej stronie okrągłego stołu, mówi, że to wy jesteście ci dobrzy i obalcie władzę, sugerując, że jest…

View original post 894 słowa więcej

 

Kuchciński to symbol dna intelektualnego, muł, upadek Polski

„Zaczęło się od przejęcia Trybunału Konstytucyjnego, potem mieliśmy niszczenie niezależnych sądów, niekonstytucyjne ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym. Tę wyliczankę można by ciągnąć bez końca. W podręcznikach do historii ustroju Polski studenci będą uczyć się niebawem o tej kadencji jako kadencji demontażu państwa prawa” – tak poseł PO Krzysztof Brejza skomentował w rozmowie z „Rzeczpospolita” najnowszy pomysł marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Kuchciński chce, by na koniec kadencji posłowie, obok tabliczki ze swoimi nazwiskami zabranej z sali obrad, otrzymali pamiątkowe odznaki z napisem „prawo” – podaje „Rzeczpospolita”. Zdaniem opozycji „to obelga”, a poseł Brejza uważa, że słowo „prawo” w tym przypadku jest szyderstwem, wyrazem skrajnej bezczelności i cynizmu marszałka.

Inicjatywę marszałka krytykują też głośno ludowcy. „Przy tylu przypadkach łamania konstytucji, przy tak skandalicznym zachowaniu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i przy skandalicznym prowadzeniu obrad przez marszałka Kuchcińskiego odwoływanie się do Sejmu Ustawodawczego i próba zrównania tej kadencji z tamtym parlamentem jest naprawdę dużym nadużyciem – powiedział poseł PSL Marek Sawicki.

Kontrowersje wzbudziła również grafika odznaki. Przedstawia orła w koronie, siedzącego na księdze z datami 2015–2019 oraz napisem „lex”, czyli „prawo”. Orzeł ma być otoczony obwódką ze słowami „Sejm VIII kadencji Rzeczypospolitej Polskiej”.

Nawiązuje ona do analogicznej odznaki, jaką otrzymywali posłowie na Sejm Ustawodawczy w latach 1919-1922. Różni się tylko napisami. Na odznace z II RP są słowa „Sejm Ustawodawczy” oraz daty „1919-1922″ obok słowa „lex”.

Depresja plemnika

Do fundacji „Nie lękajcie się” zgłosiły się trzy kolejne ofiary księdza Henryka Jankowskiego. – Opisują, jak ksiądz Jankowski się przy nich masturbował czy dotykał ich w miejscach intymnych – mówi prezes fundacji w rozmowie z „Super Expresem”.

Jak informuje „Super Express”, do fundacji „Nie lękajcie się” od momentu nagłośnienia sprawy prałata Jankowskiego zgłaszają się kolejne ofiary, które opisują, że w przeszłości były przez niego molestowane.

Henryk Jankowski. Kolejne zarzuty o pedofilię

Zgłoszenia od kolejnych ofiar księdza Jankowskiego przychodzą do fundacji „Nie lękajcie się” między innymi w formie listów. Nie wszystkie z ofiar chcą ujawniać swoje dane osobowe. W ostatnich dniach do „Nie lękajcie się” zgłosiło się trzech mężczyzn z Gdańska, Anglii i Niemiec, którzy opisują, że byli przez niego molestowani.

– To trzech dorosłych mężczyzn, którzy na przełomie lat 80. i 90. mieli po kilkanaście lat – mówi prezes fundacji „Nie lękajcie się” Marek Lisiński w rozmowie z „Super Expressem”.

Jak dodaje…

View original post 1 251 słów więcej

Policja i cenzura. PiS blokuje wolne media – oko.press

Po tym jak portal OKO.press. opisał protest aktywistów podczas koncertu rosyjskiego Chóru Aleksandrowa w Bydgoszczy, gdzie wznoszono okrzyki „Łapy precz od Ukrainy”, policja wkroczyła do mieszkań dwójki dziennikarzy tej redakcji.

Funkcjonariuszom, udało się zastać w domu jedynie operatorkę filmową współpracującą z portalem. Mieli ze sobą nakaz przeszukania mieszkania, którego nie okazali, a jedynie odczytali go, grożąc zabraniem wszystkich komputerów, kart pamięci i dysków.

Ostatecznie, skonfiskowali pendrive’a z interesującym ich materiałem.

Jak dowiadujemy się z portalu, podczas sobotniego koncertu Chóru Aleksandrowa w Bydgoszczy, na estradę weszło dwóch aktywistów – Rafał R. Suszek i Michał Wojcieszczuk – z transparentem „Kremlowski raszyzm won za Don” i „Chwała Ukraińcom walczącym za wolność waszą i naszą”.

Filmujący zdarzenie dziennikarze OKO.press. opowiadają, że „organizatorzy koncertu i ochroniarze zachowywali się agresywnie”. „Wynajęliśmy cały obiekt, my tu rządzimy” – krzyczeli i do aktywistów, i do dziennikarzy. Podczas próby przerwania filmowania doszło do przepychanek i szarpania. Padały również groźby rękoczynów.

Dziennikarze i aktywiści zostali spisani i usunięci z budynku.

„Materiały, które powstają w wyniku pracy dziennikarskiej, a mogą ujawnić źródła informacji dziennikarskiej, objęte są ścisłą ochroną i nie powinny być zabezpieczane, odczytywane i wykorzystane przez Policję” – powiedział adwokat Mikołaj Pietrzak – komentując zajście. Podkreślił, że policjanci powinni pokazać dziennikarce nakaz przeszukania, aby „osoba zainteresowana mogła w spokojny i rzetelny zapoznać się z jego treścią”.

>>>

Depresja plemnika

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła zarzuty Markowi P., byłemu współpracownikowi Kornela Morawieckiego. Chodzi o defraudację 96 tys. zł, które szef fundacji „SOS dla życia” ks. Tomasz Jegierski pożyczył „Solidarności Walczącej”, której liderem jest ojciec premiera – informuje onet.pl. Pieniądze nigdy nie wróciły do fundacji.

O sprawie zrobiło się głośno w marcu tego roku, o czym w artykule „Panie premierze Morawiecki, stawiam publiczne pytania, czy pan jest skorumpowany?”.

„Tak, poinformowano mnie, że Marek P. ma status podejrzanego. Wybieram się do Wrocławia na konfrontację” – powiedział w rozmowie z onet.pl ksiądz Jegierski. W oświadczeniu, które na Twitterze udostępnił reporter Radia Zet Mariusz Gierszewski, szef fundacji „SOS dla życia” napisał: – „Od agenta CBA wiem, że zabezpieczono już majątek Marka P. (…) Z CBA była zrobiona wizja lokalna i ustalono, gdzie Marek P. z Kornelem Morawieckim rozwieźli tę gotówkę, którą otrzymali ode mnie w mojej obecności. Wierzę, że wkrótce premier Morawiecki…

View original post 2 584 słowa więcej

Pedofilia w Kościele, Ziobro broniący szubrawców. Oto Polska dzisiaj

– Nie tylko dostojnicy kościelni nie reagowali, ale także organy ścigania i media nie były zainteresowane tym, co robił ten znany w Polsce i na świecie duchowny – twierdzi Krzysztof M. Kaźmierczak, dziennikarz śledczy i wspomina swoje spotkanie z Piotrem J., który twierdził, że jako nastolatek został przez księdza zgwałcony i chciałby o tym opowiedzieć prokuraturze, ale ta nie chce go wysłuchać.

Był wrzesień 2004 roku. – Pracowałem wtedy w „Gazecie Poznańskiej”, przyszedł do redakcji zdruzgotany, wystraszony. Powiedział, że wyjechał z Gdańska, boi się o swoje życie. Po tym, jak zdecydował się złożyć w prokuraturze zawiadomienie, ktoś mu groził śmiercią – wspomina dziennikarz. – Napisałem tekst, ale dość ogólny, ponieważ w gazecie nikt za bardzo nie był zainteresowany tematem. Ksiądz Jankowski, legenda „Solidarności”, miałby kogoś zgwałcić? To wydawało się niepojęte. Wszyscy woleli być ostrożni, bo może ten młody chłopak konfabuluje? Nie tylko w tej redakcji, ale wówczas też w wielu innych, podejście do Kościoła było czołobitne, a w każdym razie nie dopuszczano do siebie tego, że ksiądz, w dodatku z takimi zasługami, tak znany, mógłby się dopuszczać takich rzeczy. Nie było jakiejś wielkiej chęci, by to zgłębiać, badać, szeroko opisywać – mówi Krzysztof M. Kaźmierczak.

 Piotr J., który się do niego zgłosił, miał wówczas 21 lat, twierdził, że księdza Jankowskiego poznał, gdy mając 14 lat uciekł z domu i błąkał się po jednym z gdańskich parków, stamtąd ksiądz zabrał go na plebanię św. Brygidy. Piotr J. mówił o prałacie „Henryk”, bo – jak twierdził – ksiądz szybko przeszedł z nim na „ty”. Opowiadał, że tamtej nocy Henryk go nakarmił, później głaskał po głowie, całował po szyi, policzkach i w usta, dotykał piersi, genitaliów… Chłopak czuł obrzydzenie i lęk. Zanim doszło do stosunku, dostał drinka. Później, razem z Henrykiem, oglądali filmy – najpierw pornograficzny, o treści – jak mówił Piotr – pedofilskiej. Później Henryk włączył film, na którym było widać wcześniejsze sceny z jadalni – gdy namiętnie całował Piotra. Widząc te sceny chłopak zerwał się, ubrał, zanim opuścił plebanię, ksiądz dał mu tysiąc złotych mówiąc, że mu się należy, bo był dobry.

– Zadzwoniłem do prokuratury, zapytałem, dlaczego nie chcą go przesłuchać? Miałem wrażenie, że nie są jakoś specjalnie zainteresowani tym, co chłopak ma do powiedzenia – wspomina Krzysztof M. Kaźmierczak. Dopiero po tym, jak ukazał się jego tekst, Piotr J. został przesłuchany. Mówił, że to, co stało się na plebanii św. Brygidy, gdy miał 14 lat wpłynęło na dalsze jego życie – były kolejne ucieczki z domu, zaczął się prostytuować. Miał żal, że nikt, komu opowiadał o tym, co zrobił ksiądz, nie chciał mu wierzyć. – Po tym, jak się zgłosił do prokuratury, czuł się zagrożony. Próbował odebrać sobie życie, trafił do szpitala psychiatrycznego. Tragiczna historia – mówi Krzysztof M. Kaźmierczak.

Prokuratura umorzyła sprawę „wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego”.

Nie sposób zacytować komentarze pod adresem Ziobry, wywołanych wypowiedzią na jaką się zdobył w TVP, na temat byłego szefa KNF Wojciecha Kwaśniaka. Oburzenie, wielka niechęć i potępienie spotkały ministra za stwierdzenie, iż do zamachu na niego doszło, bo KNF „rozzuchwalała przestępców”.

„…Nieprawdopodobne. Prokurator Generalny szuka usprawiedliwienia dla bandytów” – napisał na Twitterze Patryk Michalski.

Minister goszcząc w wieczornych „Wiadomościach ” na pytanie Krzysztofa Ziemca o to, czy trzeba było zatrzymywać urzędników KNF, w tym Kwaśniaka, ofiarę zamachu, udzielił skandalicznej odpowiedzi: – „Być może Wojciech Kwaśniak został zaatakowany, bo Komisja Nadzoru Finansowego przez lata rozzuchwalała przestępców – stwierdził i nawet uzasadnił to: „KNF przez długi czas rozzuchwalała przestępców, pozwalając im w sposób bezkarny wyprowadzać miliardy złotych kosztem 85 tys. ludzi, którzy złożyli tam swoje oszczędności życia. W tej sytuacji rozzuchwalenie przestępców narastało. My mamy za zadanie zbadać, dlaczego tak się działo” – powiedział Ziobro.

Wielu odbiorcom zaparło dech: „Nie wiem, co powiedzieć. Konstytucyjny minister wypowiada słowa, w których bliżej mu do bandytów niż do państwowego urzędnika. Co za ściek – napisał na Twitterze Patryk Słowik

O straty SKOK-u Wołomin (1,5 mld zł) Ziobro oskarżył KNF i to w sytuacji, gdy nadzór nad SKOK-ami komisja przejęła dopiero w 2013 r. Wcześniej, właśnie w czasie, gdy dokonywano tam największych nadużyć, SKOK Wołomin nadzorowany był przez Kasę Krajową SKOK, która teraz odcina się od wszelkiej odpowiedzialności. Przestępczy proceder przerwało właśnie przejęcie kontroli przez KNF.

Czwartkowa akcja CBA i zatrzymanie sześciu osób, a wśród nich Wojciecha Kwaśniaka nie wytrzymały krytyki nawet w sferach rządowych. Nie zapomniano jeszcze zdarzenia z czerwca 2014 r., gdy padł on ofiarą napadu i dlatego zarzut opieszałego działania w sprawie afery wołomińskiej SKOK wstrząsnął opinią publiczną.

W piątek w nocy prokuratura w Szczecinie wypuściła wszystkich siedmioro urzędników za 200 – tysięcznym poręczeniem majątkowym. Wojciech Kwaśniak wyszedł jako ostatni. Ze Szczecina do Warszawy panowie – spektakularnie dowiezieni na przesłuchanie samochodami CBA – musieli wrócić na własną rękę.

Depresja plemnika

Jak Ziobro pomaga przestępcom – więcej >>>

Ktoś w PiS wymyślił, że trzeba czymś „przykryć” aferę KNF. I przykrył ją tak, że PiS będzie mieć teraz same kłopoty. Ciekawe, czy Kaczyński zaaprobował plan tej prowokacji, czy była to samodzielna inicjatywa Ziobry.

W 2007 roku, podczas kampanii wyborczej do parlamentu, wystąpił na konferencji prasowej ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński, przedstawiając informacje o zatrzymaniu posłanki PO Beaty Sawickiej. „Polacy powinni wiedzieć, na kogo głosować” – mówił. I Polacy zagłosowali przeciwko PiS. Prowokacja przeciwko Sawickiej była widoczna gołym okiem. To, że posłanka uległa pokusie i wpadła w sidła zastawione przez CBA, nie świadczył o niej dobrze, ale bardziej szokujące było angażowanie tajnych służb do kampanii wyborczej, a słowa Kamińskiego to potwierdzały. Okazało się, że wyborcy są inteligentniejsi, niż sądzili działacze PiS.

Błąd Kamińskiego powtórzyli w ostatnich dniach prokuratorzy kierowani przez Ziobrę. Tyle że zrobili to jeszcze prymitywniej, sięgając po podlejsze chwyty.

Pomysł był…

View original post 2 354 słowa więcej

Marek Ch., dawniej Marek Chrzanowski padł ofiarą partii zorganizowanej na wzór mafii

Nie milkną echa afery, związanej z rzekomą propozycją korupcyjną ze strony byłego już szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Ch., który miał domagać się od biznesmena Leszka Czarneckiego łapówki w wysokości 40 milionów złotych w zamian za przychylność państwa wobec prowadzonych przez niego biznesów. Zamiast jednak wręczyć łapówkę okazało się, że Czarnecki całą rozmowę nagrał, a następnie ujawnił jej przebieg opinii publicznej. Powiedzieć, że wywiązał się niezły skandal, to nic nie powiedzieć.

Chrzanowski został co prawda zdymisjonowany, ale CBA nie specjalnie spieszyło się z przeszukaniem jego gabinetu. Taki samym brakiem pośpiechu wykazała się również prokuratura, która byłego już szefa KNF zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego postawiła dopiero wczoraj, po tym jak został on zatrzymany przez CBA.

Obóz władzy dwoi się obecnie i troi, by ukręcić sprawie łeb. Wszystko po to, by tylko nie wyszło na jaw, że Marek Ch. nie działał sam. Gdyby okazało się, że cała sprawa to działanie jednego wielkiego zepsutego do cna aparatu władzy, to straty wizerunkowe, sondażowe i polityczne na mniej niż rok przed wyborami parlamentarnymi mogły by okazać się nie do odrobienia.

Bez względu jednak na finał sprawy trudno nie odnieść wrażenia, że bliskie związki z drużyną dojnej zmiany mogą skończyć się dla byłego już przewodniczącego KNF tragicznie. Taki właśnie obrót sprawy idealnie podsumował na Twitterze jeden z komentujących:

Wygląda zatem na to, że były szef KNF, obecnie już Marek Ch., stanie się kozłem ofiarnym całej afery. Czyżby bliska współpraca z PiS miała mu wyjść bokiem?

* * *

Chciał robić karierę w bankowości, zamiast tego pójdzie siedzieć. Marek Chrzanowski został Markiem Ch.

Depresja plemnika

„Zmienił on formację na Koalicję Obywatelską wrogą Bogu, Krzyżowi, Ewangelii i Kościołowi i pokazał to na bilbordach, gdzie kandydował w wyborach. Radny już nie jest katolikiem i nie może być radnym, bo będzie nam mieszał w naszej wierze. Przez to sam się wyłączył z Boga” – mówił w kościele podczas mszy ksiądz Józef Wędzikowski, proboszcz parafii w Stróżewie koło Poznania. Chodzi o Adriana Urbańskiego, który był kandydatem Koalicji Obywatelskiej na radnego powiatu chodzieskiego.

Ks. Wędzikowski na tym nie poprzestał. Stwierdził, że ci, którzy głosowali na Koalicję Obywatelską też mogą być „wyłączeni z wiary”. Dla wielu słowa proboszcza były nie do zaakceptowania – część wiernych opuściła kościół.

„Skandalem jest dzielić mieszkańców względem opcji politycznych. Jest mi ogromnie przykro, że mieszkańcy naszej parafii, którzy poparli mnie w wyborach samorządowych, tak jak i ja, zostali uznani przez naszego proboszcza za ludzi, którzy wyparli się swej religii” – napisał na Facebooku Adrian Urbański. Do…

View original post 2 778 słów więcej

Kaczyński zarządza strachliwymi i niedomytymi Piszczykami, prowadzi do Polexitu, wojny domowej i dyktatury

Schetyna o obchodach setnej rocznicy odzyskania niepodległości: Dwa lata przygotowań i jest wielkie zero

Nie będziemy robić nic nowego, własnego, bo uważamy, że tutaj trzeba z godnością uczcić tę rocznicę, natomiast jest wielkim rozczarowaniem to, czego nie zrobił PiS i prezydent. Blisko dwa lata przygotowań, my też uczestniczyliśmy w pracach tego komitetu. Jest wielkie zero” – mówił w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna.

Schetyna: Wierzę, że prezydent miał na początku dobrą wolę, mówiąc o intencji wspólnego świętowania. Fatalnie się stało, że jeszcze się nie zaczęły obchody tego święta, a już się kończą

Wierzę, że prezydent miał na początku dobrą wolę, mówiąc o intencji wspólnego świętowania. Mówiliśmy, że muszą być rozliczone ekscesy z ostatniego 11 listopada i wtedy jest możliwość rozmowy. Ta możliwość się zakończyła. Jeszcze dochodzi do takiej sytuacji, że prezydent zaprasza na udział w marszu, z którego ucieka” – mówił w RMF FM szef PO, Grzegorz Schetyna.

Smutna historia. Fatalnie się stało, że jeszcze się nie zaczęły obchody tego święta, a już się kończą” – dodawał.

To wystarczyło, by zaniepokoić oportunistów, którzy uwierzyli już w wieczność rządów PiS-u nad Polską. Nawet Kazimierz Kik, ulubiony ekspert TVP Info (który nie może się nachwalić Andrzeja Dudy, że „odblokował jego profesurę”), czy Jarosław Gowin (który otrzymał od Kaczyńskiego o wiele więcej władzy, niż by to wynikało z jego faktycznej politycznej siły) przez chwilę się zawahali. Kik skrytykował „nachalną propagandę państwowych mediów”, a Gowin stwierdził, że „wstydzi się za spot o uchodźcach”. To wszystko trwało tylko przez moment, dopóki Kaczyński nie narzucił narracji o „totalnym tryumfie w sejmikach”. Jednak prawicowe media zdążyły wyczuć u Gowina i Kika „mdły zapaszek zdrady”.

Władzę w Polsce daje obywatel Piszczyk

Szczególnie komentarz Kazimierza Kika wzbudził rozgoryczenie prawicy. W końcu od trzech lat jest on ulubionym komentatorem TVP Info. Kik zresztą z każdą władzą ma dobre stosunki, a każdą opozycję chętnie i gromko potępia. W czasach rządów PO był nie tylko członkiem honorowego komitetu wyborczego Platformy, ale mówił w mediach, że „Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz powinni siedzieć za antypaństwową działalność”. Dopiero po zwycięstwie PiS-u uznał rządy PO za „antynarodowe”. Złożył też samokrytykę mówiąc: „przez wiele lat wspierałem siły, które niszczyły kraj”. To wystarczyło, aby stał się gwiazdą TVP Info dostarczając cytatów, które trafiają nawet na „paski grozy”.

Ziobro powodem porażki w wyborach samorządowych?

Jeszcze wcześniej Kik był członkiem PZPR, podobnie jak Stanisław Piotrowicz „do wyprowadzenia sztandaru”. Zapisał się do partii między Marcem ’68 i Grudniem ’70, w jednym z najobrzydliwszych okresów PRL, kiedy władza najbardziej potrzebowała oportunistów. Po roku 1989 Kik PZPR gromko potępił. Jednak do SLD znów się zapisał – w 2001 roku, kiedy Leszek Miller został premierem. W ostatni wieczór wyborczy, gdy Warszawiacy ogromną większością wygłosowali kandydata PiS-u w pierwszej turze, Kazimierz Kik też próbował się przyłączyć do trendu. Wypowiedział słowa, które musiały PiS-owców obrazić: „Warszawa to przekorne miasto, specyficzne, z natury zbuntowane. Można je wziąć na rozum, a nie siłą. Tak zrobił Trzaskowski”.

Podobną wpadkę zaliczył Jarosław Gowin mówiąc pod wpływem chwili, że „jest mu wstyd za antyuchodźczy spot PiS”. Przez trzy lata rządów PiS nie Gowin nie wstydził się absolutnie niczego. Chwalił język Kaczyńskiego, Dudy i Szydło w sprawie uchodźców, kupował sobie sympatię Tadeusza Rydzyka za pieniądze z budżetu ministerstwa szkolnictwa wyższego, wreszcie przygotował dla Kaczyńskiego ustawę, która pomoże PiS-owi przejąć kontrolę nad polskimi uniwersytetami. Od kilku lat każda najskrajniejsza wypowiedź fundamentalisty czy narodowca nie tylko była przez Gowina broniona, ale przejmował ją i powtarzał jako swoją własną. Jego słynne słowa, że w polityce zobowiązuje go „krzyk rozpaczy dziesiątków tysięcy zamrożonych embrionów” były pasożytowaniem na języku Marka Jurka. Jurek jest fanatykiem, ale nie jest oportunistą, nie potrafi skorzystać nawet na zwycięstwie sprawy, której zawsze służył. Dlatego Kaczyński woli Gowina od Jurka.

Jarosław Kaczyński zawsze uważał, że Polską będzie trwale rządził tylko ten, kto przekona do siebie obywatela Piszczyka, wzorcowego oportunistę, bohatera genialnego filmu Andrzeja Munka „Zezowate szczęście”. Prawicowi czy lewicowi radykałowie, nawet poczciwi liberalni inteligenci – wszyscy oni nadają się do ulicznych zadym, do „kampanii oburzenia”, do budowania „twardego elektoratu”. Ale rządzić się nimi nie da. Zbyt chimeryczni, zbyt patrzą na ręce, jest ich za mało i za bardzo denerwują masy zwykłych oportunistów.

Władza uśmiecha się do chłopa, czyli jak żyje polska wieś po wyborach

Dlatego Kaczyńskiemu tak bardzo zależało na tym, żeby mieć po swojej stronie Piotrowicza, Kika, Kryżego, Gowina. Problem w tym, że Piszczyki są płochliwe jak łanie. Wciąż niepewni, kto będzie rządził jutro, gdzie rodzi się najbardziej aktualny trend, na co się orientować. Czy być jeszcze zwolennikiem Sanacji, czy już endekiem? Czy już można zapisać się do „Solidarności”, czy lepiej potrzymać jeszcze w kieszeni legitymację PZPR. Czy PiS rzeczywiście będzie rządziło na wieki, czy także mieć parę furtek uchylonych w stronę na PO.

Piszczyk w polityce, biznesie i mediach

Chwilowe załamania Gowina czy Kika nie były żadnym wyjątkiem. Podobne sygnały pojawiły się pierwszego dnia po wyborach w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w policji i wojsku, w wielu państwowych urzędach. Właśnie dlatego Kaczyński nie może rozliczyć sprawców słabego wyniku PiS w wyborach samorządowych (Morawieckiego i Ziobrę). Musiał ogłosić totalne zwycięstwo, bo sama substancja jego partii zaczęłaby się rozłazić. W sukurs przyszła mu rzeź PSL-u w sejmikach.

Ale wielu ludzi w MSZ czy w urzędach miast zapamięta te pierwsze kilka godzin, kiedy rozdzwoniły się telefony od „starych przyjaciół”. Obiecujących bardziej cywilizowane traktowanie ostatnich zawodowych dyplomatów w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Czy lepszą współpracę lokalnej policji z samorządowcami Koalicji Obywatelskiej.

Piszczyka znajdziemy nie tylko w polityce, ale także w biznesie i mediach. Wiemy już, że w wyborach samorządowych przytłaczająca większość polskich przedsiębiorców zagłosowała przeciwko PiS-owi. Oni wiedzą najlepiej, że pieniądze na polityczną korupcję i do własnych kieszenie władza wzięła nie z „mafii watowskich”, ale dociskając podatkowo zwykłe polskie firmy. Stąd zapaść i stagnacja w polskich inwestycjach prywatnych. Ale ten opór wobec PiS-u dotyczy tylko drobnego i średniego biznesu. Wielki biznes jest zawsze i wszędzie zależny od władzy – od zamówień publicznych, od decyzji i regulacji państwa.

Największy polski biznesmen, Zygmunt Solorz, wybrał ostrożny kurs wobec władzy, której nie kocha, ale potrzebuje jej przychylności do prowadzenia własnych interesów. Po zdobyciu władzy przez PiS zaczęło się od konfliktu. Kaczyński zablokował budowę nowej kopalni węgla brunatnego, od której zależy produkcja energii w jednym z największych polskich zespołów elektrowni (Pątnów-Adamów-Konin), którego właścicielem jest Solorz. Zygmunt Solorz chciał się wówczas nawet wycofać z produkcji energii, jego pośrednicy w kontaktach z PiS-em zaoferowali sprzedaż elektrowni państwu przypominając jednocześnie, że PAK produkuje 8,5 procent całej energii elektrycznej w Polsce. Władza się przestraszyła, bo z inwestycjami PiS-owi raczej nie idzie. A czym innym jest niezdolność przekopania Mierzei Wiślanej (czego naprawdę nikt nie zauważy), a czym innym doprowadzenie do „zaciemnienia” w jednej trzeciej Polski. Solorzowi pozostawiono zatem elektrownie i pozwolono budować kopalnię. Niestety, jako twardą walutę w tym dealu została wykorzystana dziennikarska niezależność Polsatu. W największej polskiej telewizji prywatnej, która jest dziełem i własnością Zygmunta Solorza, nastał czas Doroty Gawryluk. Została nową szefową informacji i publicystyki. Ta dziennikarka nigdy nie ukrywała swojej prawicowości, ale dopóki rządziło PO, była to prawicowość „cywilizowana”, „konserwatywna”, którą zawsze można wykorzystać w kontaktach z prawym skrzydłem Platformy. Dziś Gawryluk przestawiła Polsat na język całkowicie spolegliwy wobec PiS-u i agresywny wobec opozycji. Miało to szczególne znaczenie w wyborach samorządowych, Nie zrobiło krzywdy Koalicji Obywatelskiej, ale prawie zabiło PSL. Jednak na wsi i w małych miasteczkach Polsat jest jedynym medium prywatnym poza telewizją Kurskiego i mediami Rydzyka. Zmiana politycznej linii Polsatu domknęła tam szczelny system PiS-owskiej propagandy. Sam Zygmunt Solorz traktuje Gawryluk instrumentalnie, jako „pisowskiego zająca”. Trzyma wiele podobnych stworzeń w swoich szafach. Poprzedni szef publicystyki i informacji Polsatu, Henryk Sobierajski, człowiek o poglądach lewicowo-liberalnych, nie został wyrzucony z pracy, ale na bardzo komfortowych warunkach został szefem agencji produkcyjnej, też należącej do Zygmunta Solorza, która zatrudni także innych bardziej liberalnych dziennikarzy Polsatu wycofanych z anteny. Solorz zastąpi nimi Dorotę Gawryluk i jej dziennikarzy, kiedy PiS straci władzę.

Klasycznym obywatelem Piszczykiem w polskich mediach jest Krzysztof Ziemiec. Do 2015 roku ulubieniec ludzi Bronisława Komorowskiego, którego był fanem. Katolicki i konserwatywny, ale do 2015 roku absolutnie na sposób „konserwatywnego skrzydła PO”. Od kiedy PiS przejęło telewizję publiczną Ziemiec czyta komunikaty rządu podpisane „paskami grozy”. W wywiadach i odpowiedziach na trudne przedstawia, podobnie jak profesor Kik, prezentuje najbardziej cyniczną apoteozę oportunizmu.

Męczeństwo Piszczyków

Obywatel Piszczyk w zakończeniu „Zezowatego szczęścia” prosi naczelnika więzienia, aby ten nie kazał mu wychodzić na wolność. Ma dosyć ciągłych zmian okupantów, rządzących, koloru sztandarów. Polityczna skuteczność Jarosława Kaczyńskiego polegała na tym, że wszystkim polskim Piszczykom obiecał powrót do wygodnego więzienia. Koniec męczenia się z obstawianiem wciąż nowych numerów i barw na politycznej czy ideologicznej ruletce. Ale do tego Kaczyński musiał polskiego Piszczyka przekonać, że PiS będzie w Polsce rządziło tak stabilnie i długo, jak kiedyś car i cesarze, a później liderzy sanacji czy sekretarze PZPR. Przez trzy lata mu się to udawało. Dopiero pierwsze potknięcie się PiS w dużych miastach wprowadziło całą formację polskich Piszczyków w zauważalną panikę.

Kaczyński zawsze uważał, że Polską będzie trwale rządził tylko ten, kto przekona do siebie obywatela Piszczyka, wzorcowego oportunistę, bohatera genialnego filmu Andrzeja Munka „Zezowate szczęście”.

Holtei

„Wierzę, że dzisiejsza Polska – kraj wolny i demokratyczny – to także Pana zasługa. Dlatego też byłoby wielkim zaszczytem dla mieszkańców i władz stolicy Wielkopolski, gdyby zechciał Pan przyjąć zaproszenie do Poznania – miejsca, gdzie 11 listopada stanowi fenomen radosnego, wspólnego świętowania” – napisał w zaproszeniach do byłych prezydentów Jacek Jaśkowiak. Prezydent Poznania na Facebooku umieścił zdjęcia oficjalnych pism wystosowanych do Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego.

Jacek Jaśkowiak przypomniał, że w Poznaniu 11 listopada to także imieniny ulicy Święty Marcin. – „To kulturalny festyn, którego centralnym punktem jest barwny korowód z udziałem tysięcy poznaniaków. Świętujemy tu radośnie, chętnie dzieląc się z gośćmi naszą świętomarcińską tradycją”– napisał prezydent Poznania. Tego dnia mieszkańcy Poznania i turyści m.in. zajadają się słynnymi rogalami świętomarcińskimi.

W tym roku festyn organizowany jest w ramach programu „Pochwała Wolności”. – „Jego istotą jest refleksja nad ideą wolności oraz budowanie świadomej, aktywnej i odpowiedzialnej wspólnoty. Społeczności…

View original post 3 081 słów więcej

Post Navigation