Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Kleofas Wieniawa”

Tusk przywraca wiarę

Znam Jarosława Kaczyńskiego od 30 lat. W sposób obsesyjny nie znosi niezależnych bytów wokół siebie: czy to wolne media, wolne sądy, nie mówiąc o opozycji. Nie może spać ze świadomością, że ktoś nie jest poddany jego kaprysom” – opowiadał Donald Tusk w rozmowie z Radiem Zet podkreślając, że o niezależne sądownictwo Polacy muszą walczyć sami.

To obowiązek każdego z nas. Przecież zależy nam na tym, żeby uchronić od dewastacji niezależne, polskie sądownictwo. To nie jest czysta polityka, to w mojej ocenie oczywisty obowiązek obywatelski” – stwierdził, odnosząc się do kontrowersyjnego projektu nowelizacji ustawy o sądach, który w Sejmie złożył PiS.

Mam nadzieję, że już nikt nie wierzy w kłamstwa, które autorzy projektów starają się rozpowszechniać, że to europejskie. Nie, to niezgodne z tradycją i traktatami.” – podkreślił Tusk.

Były premier wyznał, że podczas przyszłorocznych wyborów prezydenckich będzie wpierał kandydatkę PO Małgorzatę Kidawę Błońską. „Jest bardzo dobrym człowiekiem. Emanuje czymś, co może przekonać tych, którzy nie mają wyrobionej opinii albo nawet są sceptyczni wobec takich polityków jak ja.” – mówił w Radiu Zet o kandydatce Platformy Obywatelskiej na prezydenta RP – przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej Donald Tusk.

Jego zdaniem nie jest ona typowym polskim politykiem: zacietrzewionym i agresywnym. „Nic jej nie zaskoczy. Pracowałem z nią w dość krytycznych momentach, kiedy była rzecznikiem mojego rządu. Trzeba było mieć i stalowe nerwy, i wewnętrzny spokój. Tych cech na pewno jej nie brakuje” – chwalił kandydatkę Tusk.

Zapytany o to, czy nie żałuje, że to nie on będzie walczył z Andrzejem Dudą, odpowiedział, że nie, ponieważ podjął świadomą decyzję.  „Nikt mnie do tego nie zmuszał. Emocjonalnie jestem bardzo zaangażowany w to, co dzieje się w Polsce, ale skoro sam nie kandyduję, mogę jednak pomóc i być aktywny’ – oświadczył.

Przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej w Radiu Zet zapytany o świeżo wydaną jego książkę pt „Szczerze” powiedział: „Ktoś, kto umie czytać, pewnie znajdzie sekrety i drugie dna. I mówię to serio, nie żeby reklamować”, dodając, że książka jest „w jakiś sposób niebezpieczna dla niego”.

Kmicic z chesterfieldem

PiS ma aktualnie 35% poparcia w najnowszym sondażu Kantar. Tego spadku nie zatrzyma już nic. Przedłużająca się afera Banasia ciągnie partię Kaczyńskiego w dół.

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego Przemysław Radzik zrobił kolejną dyscyplinarkę sędziemu Krystianowi Markiewiczowi. Zarzuca mu 55 przewinień, m.in. podżeganie sędziów do odmowy współpracy z powołaną przez PiS Izbą Dyscyplinarną SN i podważanie legalności nowej KRS

O nowych zarzutach dla szefa Iustitii poinformował Główny Rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab w środę 4 grudnia 2019. Z jego komunikatu wynika, że sędzia Markiewicz dostał zarzuty popełnienia 55 przewinień dyscyplinarnych „oczywistej i rażącej obrazy przepisów prawa i uchybienia godności urzędu sędziego”.

Zastępcy głównego rzecznika Przemysławowi  Radzikowi nie spodobało się to, że w maju 2019 Markiewicz jako szef Iustitii skierował do prezesów sądów i sędziów dyscyplinarnych działających przy sądach apelacyjnych list, w którym zarząd Iustitii wzywał m.in. do powstrzymania się od orzekania w sprawach dyscyplinarnych oraz do nieprzesyłania akt z odwołaniami do Izby Dyscyplinarnej…

View original post 1 982 słowa więcej

 

Zjednoczona Prawica powołała kilka funduszy, które są pralnią pieniędzy, np. finansowanie PFN czy Fundusz Sprawiedliwości, jakby to były ich pieniądze

Na 30 postępowań przetargowych 27 było przeprowadzonych z pominięciem procedury. A kiedy pomija się procedurę przetargową? Kiedy chce się, aby wygrał konkretny człowiek czy firma, może kuzyna, może bliskiego znajomego? Jeśli w ten sposób wydano 115 mln zł, to znaczy, że mówimy o grubych pieniądzach i prawdopodobnie korupcji – mówi Izabela Leszczyna, wiceminister finansów za czasów rządów PO-PSL. – Zjednoczona Prawica powołała do życia kilka różnych funduszy, które mają dwa podstawowe cele. Jedne z nich są pralnią pieniędzy, np. finansowanie Polskiej Fundacji Narodowej czy Fundusz Sprawiedliwości, z którego panowie Ziobro, Kanthak, Woś, Warchoł i Jaki rozdawali w kampanii czeki, dotacje, dofinansowania szpitalom tak, jakby to były ich pieniądze. Drugi cel PiS-owskich funduszy celowych to obchodzenie reguły wydatkowej – dodaje

JUSTYNA KOĆ: 16 wniosków do prokuratury skierowała NIK w konsekwencji raportu. Jak to traktować? Rozpoczęła się walka na ostro?

IZABELA LESZCZYNA: Z jednej strony to wojna w rodzinie Zjednoczonej Prawicy, z drugiej raport został przygotowany na długo przed nadejściem Mariana Banasia do NIK. Wszyscy wiemy, jak pazerna jest władza PiS. Po tym, jak Krzysztof Brejza ujawnił nielegalne nagrody dla ministrów, prawdopodobnie zaczęli szukać innych sposobów na dodatkowe pensje. Nie jest możliwe, aby z zemsty politycznej wygenerować 16 zawiadomień do prokuratury. Poza tym liczby nie kłamią. Oczywiście Banaś ma ogromną władzę i może raport opublikować albo przeciągać sprawę czy nawet schować go do szuflady. Jednak ta kontrola przeprowadzana była w czasach Krzysztofa Kwiatkowskiego i nie sądzę, aby on miał jakieś specjalne powody do zemsty na ministrze sprawiedliwości, a wręcz przeciwnie,

MOŻNA BY POWIEDZIEĆ, ŻE KWIATKOWSKI, KTÓRY MIAŁ POSTAWIONE ZARZUTY, POWINIEN BYĆ BARDZIEJ ŁAGODNY DLA ZBIGNIEWA ZIOBRY – PROKURATORA GENERALNEGO – ABY ZASKARBIĆ SOBIE JEGO PRZYCHYLNOŚĆ.

Dla pani ten raport jest wiarygodny?
Mamy raport przygotowany przez niezależnych – póki co – kontrolerów, którzy podają konkretne fakty i liczby. Te liczby mówią, że na 30 postępowań przetargowych 27 było przeprowadzonych z pominięciem procedury. A kiedy pomija się procedurę przetargową? Kiedy chce się, aby wygrał konkretny człowiek czy firma, może kuzyna, może bliskiego znajomego? Jeśli w ten sposób wydano 115 mln zł, to znaczy, że mówimy o grubych pieniądzach i prawdopodobnie korupcji. Do tego, jak już wybudowano te hale, to wynajmowano je po zaniżonym czynszu, np. we Włocławku 10-krotnie, w innych miastach 2-3-krotnie. Przez cały okres trwania umów, wg NIK, to mogło być nawet 37 mln zł.

Według prawa, które wprowadził Zbigniew Ziobro do Kodeksu karnego, osoby odpowiedzialne za takie straty dla budżetu państwa powinny iść na 25 lat do więzienia. Przepis dotyczy wyłudzeń podatku VAT, ale co za różnica, w jaki sposób oszust oszuka państwo polskie? Nie wiem, czy to pan Jaki, czy inni urzędnicy, ale ktoś podpisywał dokumenty przetargowe, ktoś nadzorował ten projekt i chwalił się sukcesami w mediach.

NIE PAMIĘTAM, ŻEBY PRZEZ 12 LAT MOJEGO STAŻU POSELSKIEGO OKAZAŁO SIĘ KIEDYŚ, ŻE NIK FAŁSZUJE DANE I STAWIA NIEPRAWDZIWE ZARZUTY.

Były wiceminister Patryk Jaki twierdzi, że zarzuty są „śmieszne i polityczne”
Rozumiem, że „polityczne” znaczy „zemsta Banasia”? Poseł Jaki chętnie mówi dzisiaj, że Banaś od początku mu się „nie podobał”. A ja jestem przekonana, że gdyby nie był w PE, tylko w Sejmie, to poparłby Mariana Banasia na szefa NIK-u, tak jak zrobił to jego guru – Zbigniew Ziobro.

Łatwo teraz, z perspektywy Brukseli, być pierwszym sprawiedliwym.

Kilkanaście zarzutów to jednak ogromna skala, tym bardziej że mówimy o Ministerstwie Sprawiedliwości.
Zjednoczona Prawica powołała do życia kilka różnych funduszy, które mają dwa podstawowe cele. Jedne z nich są pralnią pieniędzy, np. finansowanie Polskiej Fundacji Narodowej czy Fundusz Sprawiedliwości, z którego panowie Ziobro, Kanthak, Woś, Warchoł i Jaki rozdawali w

NIK JUŻ W ZESZŁYM ROKU MIAŁ OGROMNE ZASTRZEŻENIA DO FS I MÓWIŁ, ŻE WYDATKI TE BYŁY NIECELOWE I NIERZETELNE.

Drugi cel PiS-owskich funduszy celowych to obchodzenie reguły wydatkowej. Standardowym przykładem jest Fundusz Solidarnościowy, dzięki któremu rząd może wydać extra 15 mld, chociaż w limicie wydatków nie ma tego prawa.

Raport był pierwszym, przed świętami mają zostać opublikowane jeszcze dwa: o GetBack i Krajowej Administracji Skarbowej. Czego się pani spodziewa?
W sprawie GetBack wszystko jest dobrze udokumentowane i w zasadzie jasne. Wspólnie z posłanką Pauliną Hennig-Kloską przedstawiałyśmy wnioski i skargi do Komitetu Stabilności Finansowej i Komisji Nadzoru Finansowego. To, że NIK był w stanie wykazać szereg zaniechań, a nawet taryfy ulgowe dla właścicieli GetBack czy prezesów banków, którzy sprzedawali długi GB, choć wiadomo było, że nie ma szans na ich odzyskanie, mnie nie dziwi. Warto podkreślić, że były to też banki, gdzie pakiet kontrolny ma Skarb Państwa. Jestem pewna, że można w ten sposób uderzyć we wszystkich, z premierem Morawieckim na czele. Przypomnę, że

PREMIER MORAWIECKI ZOSTAŁ „CZŁOWIEKIEM WOLNOŚCI” JEDNEJ Z GAZET, KTÓRĄ SPONSOROWAŁ WŁAŚNIE GETBACK. PODEJRZEWAM, ŻE WYCIĄGAJĄC WNIOSKI Z TEGO, JAK BARDZO OPŁACA SIĘ TAKA DZIAŁALNOŚĆ SKOK-OM, GB CHCIAŁ ZAPEWNIĆ SOBIE BEZPIECZEŃSTWO FINANSUJĄC PARTIĘ RZĄDZĄCĄ.

W raporcie o KAS muszą pojawić się wątki niewłaściwego zwalniania ludzi z zasługami w ściganiu oszustów, ludzi, którzy zdali państwowe egzaminy i powinni mieć ochronę prawną, którą wcześniej mieli jako kontrolerzy. PiS zniósł konkursy i powołał swoich, miernych, ale wiernych Banasiowi. To już wiemy, bo Skarb Państwa musiał wypłacić odszkodowania zwolnionym pracownikom. Banaś nie będzie jednak mówił o tym, raczej będzie chciał pokazać ogromne „zasługi” KAS i kwoty, jakie są zwracane do budżetu w związku „ze zwycięstwem nad mafiami vatowskimi”. Podejrzewam, że przypisze nowej strukturze zasługi, które są efektem pracy kontrolerów z urzędów kontroli skarbowej, zlikwidowanych przez Banasia. Tymczasem

MARIAN BANAŚ NIE PRZYCZYNIŁ SIĘ DO USZCZELNIENIA SYSTEMU PODATKOWEGO.

Uszczelnienie jest efektem zbiegu wielu elementów, poczynając od legislacji – JPK oraz szeregu innych podejmowanych przez PO i również przez Zjednoczoną Prawicę działań. Na to nakłada się oczywiście koniunktura gospodarcza, struktura PKB (wysoka konsumpcja) i brak inwestycji.

Jaki sens ma składanie wniosków do prokuratury na ministra sprawiedliwości, skoro prokuraturą i MS rządzi ten sam człowiek – Zbigniew Ziobro?
Niestety, cała ta sytuacja przypomina sienkiewiczowskiego Zagłobę, który mówi: „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. To przecież w rękach Ziobry jest sprawa Mariana Banasia i ten chce powiedzieć ministrowi sprawiedliwości, żeby zastanowił się, czy chce iść na wojnę z Banasiem. Kadencja szefa NIK-u trwa przecież 6 lat, a to wystarczający czas, aby wyciągnąć wszystko, co Ziobro ma za uszami. Ziobro musi jakoś odpowiedzieć, ale nie łudzę się, że odpowie przed konsultacją z prezesem. A

KACZYŃSKI WIE, ŻE OBAJ PANOWIE NIGDY NIE BYLI I NIE SĄ ŻONĄ CEZARA. MAJĄ SWOJE ZA USZAMI, BO NIE DA SIĘ W NIK SPREPAROWAĆ 16 ZARZUTÓW DO PROKURATURY, ALE TEŻ BANAŚ PRZESTAŁ BYĆ KRYSZTAŁOWY, JEST RACZEJ MOCNO UBŁOCONY I NIE MA W TYM NIC POLITYCZNEGO, RACZEJ PROKURATORSKIEGO.

Polityczne byłoby nieujawnienie tego raportu i dlatego PiS tak bardzo spieszył się z powołaniem nowego szefa NIK-u. Moim zdaniem PiS, powołując Banasia na funkcję prezesa NIK, doskonale wiedział, że Banaś nie jest czysty, ale nie wiedział, że kaliber nieprawidłowości będzie tak duży. Może myśleli, że to jakiś mały szwindel w oświadczeniu majątkowym, których u nich pełno: Dworczyk, Szyszko, Morawiecki. Tymczasem okazało się, że to oszustwa podatkowe na ogromną skalę, sutenerstwo i kontakty z półświatkiem.

Kmicic z chesterfieldem

UJAWNIAMY powiązania członków nowej KRS z ministrem sprawiedliwości Ziobrą. Na 15 członków aż 10 zgłosiły osoby powiązane z ministerstwem, 9 dostało od Ziobry funkcję wice/prezesa sądu, 9 działało w komisjach i zespołach ministerstwa, a 4 było tam zatrudnionych. To poważne zarzuty w myśl wyroku TSUE z 19 listopada. I mocne argumenty dla Sądu Najwyższego

Na czwartek 5 grudnia zaplanowano posiedzenie Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN, podczas którego zapaść ma tzw. orzeczenie wykonujące wyrok TSUE z 19 listopada 2019, który dotyczy m.in. statusu neo-KRS.

Przez ponad 18 miesięcy funkcjonowania, nowa KRS po wielokroć udowodniła, że nie jest organem niezależnym od władzy politycznej. Niejasności dotyczące wyboru jej członków, tajne listy poparcia, nieujawnione do dziś mimo wyroku NSA i żądań sądów, przesłuchania kandydatów trwające ledwie kilkanaście minut czy próba legalizacji własnego statusu przy pomocy TK Julii Przyłębskiej – to tylko kilka jaskrawych przykładów działania ramię w ramię z władzą.

Jednym z kluczowych…

View original post 7 499 słów więcej

 

Czuły narrator – wykład noblowski Olgi Tokarczuk zobacz

„Jestem” – najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata

– Zrozumiałam moim dziecięcym umysłem, że jest mnie więcej niż sobie do tej pory wyobrażałam. I nawet, jeżeli powiem: „Jestem nieobecna”, to i tak na pierwszym miejscu znajduje się: „Jestem” – najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata. W ten sposób niereligijna młoda kobieta, moja mama, dała mi coś, co kiedyś nazywano duszą, a więc wyposażyła w najlepszego na świecie czułego narratora” – mówiła Tokarczuk, wyjaśniając w tych zdaniach tytuł swojego wykładu – „Czuły narrator”.

– Lecz nade wszystko żyjemy w świecie natłoku informacji sprzecznych ze sobą, wzajemnie się wykluczających, walczących na kły i pazury – mówiła pisarka. – Nasi przodkowie wierzyli, że dostęp do wiedzy przyniesie ludziom nie tylko szczęście, dobrobyt, zdrowie i bogactwo, ale stworzy społeczeństwo równe i sprawiedliwe. (…) Okazało się, że nie jesteśmy w stanie unieść tego ogromu informacji, która zamiast jednoczyć, uogólniać i uwalniać – różnicuje, dzieli, zamyka w bańkach, tworzy wielość opowieści nieprzystających do siebie albo wręcz wrogich sobie, antagonizujących. Zamiast usłyszeć harmonię świata, usłyszeliśmy kakofonię dźwięków, szum nie do zniesienia, w którym rozpaczliwie próbujemy dosłuchać się jakiejś najcichszej melodii, najsłabszego chociaż rytmu. Parafraza szekspirowskiego cytatu jak nigdy pasuje dzisiaj do tej kakofonicznej rzeczywistości: internet to coraz częściej opowieść idioty, pełna wściekłości i wrzasku – mówiła pisarka.

Jej zdaniem kategoria fake newsów i fake upów stawia nowe pytania o to, czym jest fikcja, która traci zaufanie czytelników. Jednak, jak zauważyła pisarka, fikcja jest zawsze jakimś rodzajem prawdy.

„Literatura próbuje nas przytrzymać przy konkrecie świata”

– Literatura jest jedną z niewielu dziedzin, które próbują nas przytrzymać przy konkrecie świata, ponieważ ze swej natury jest zawsze psychologiczna. (…) Tylko literatura jest w stanie pozwolić nam wejść głęboko w życie drugiej istoty, rozumieć jej racje, dzielić jej uczucia, przeżyć jej los – mówiła pisarka.

W tym miejscu Tokarczuk powróciła do obrazu matki, którym rozpoczęła wykład. Mama czytała jej baśnie Andersena, także tę o imbryku, który trafił na śmietnik, gdy tylko urwało mu się ucho. Dla małej Olgi rozpacz imbryka była zrozumiała – jako dziecko wierzyła, że nawet przedmioty mają uczucia, podobnie jak zwierzęta i zjawiska przyrody. Jak mówiła noblistka, dorastanie oznacza utratę tego naturalnego przekonania, że świat tworzy myślącą i odczuwającą całość. Zaczynamy odbierać go jako zbiór niepowiązanych ze sobą, martwych elementów. Dlatego właśnie tracimy z oczu obraz całości i spraw najważniejszych.

Cały wykład zapisany tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

„Nie będzie miękkiej gry w walce o wolność słowa” – straszy w wywiadzie dla „Sieci” prezes TVP. Jacek Kurski chwali obiektywizm telewizji, którą rządzi i narzeka nawet, że „Wiadomości” zrobiły się zbyt nudne. OKO.press porównuje fantazje Kurskiego z rzeczywistością

„Wiele osób chciałoby być prezesem TVP, zwłaszcza teraz kiedy została ona tak odbudowana, jest silna i rozpędzona. Część krytyki mojej prezesury wynika z takich ambicji” – wyznaje w rozmowie z tygodnikiem „Sieci” prezes TVP. Na początku rozmowy Kurski chwali się epokowym sukcesem, czyli Eurowizją Junior („Mam nadzieję, że teraz nikt już nie będzie nas pouczał, jak walczyć o pozycję Polski w Europie”). Dalsza rozmowa tylko potwierdza, że to na prezesie Kurskim Telewizja Polska stoi.

TVP zawsze z partią

Kiedy prezes Kurski charakteryzuje „Wiadomości” i politykę informacyjną telewizji publicznej, na myśl przychodzi wiersz Władimira Majakowskiego:

„Mó­wi­my – Le­nin, a w do­my­śle – par­tia,
mó­wi­my – par­tia, a w do­my­śle – Le­nin”.

Tyle…

View original post 3 611 słów więcej

Olga Tokarczuk: wykład noblowski

„Marzą mi się wysokie punkty widzenia i szerokie perspektywy, w których kontekst szeroko wykracza daleko poza to, czego moglibyśmy się spodziewać. Marzy mi się język, który potrafi wyrazić najbardziej niejasną intuicję. Marzy mi się metafora, która przekracza kulturowe różnice”. Wykład noblowski Olgi Tokarczuk przepisany słowo w słowo z relacji na żywo

„Gdzieś toną jacyś ludzie, gdzieś toczy się jakaś wojna. W natłoku informacji pojedyncze przekazy tracą kontury. Zlew obrazów przemocy, mowy nienawiści rozpaczliwie równoważone są przez wszelkie dobre wiadomości. Coś jest ze światem nie tak”, mówiła Olga Tokarczuk w swoim wykładzie noblowskim „Czuły narrator”, wygłoszonym w Sali Giełdy Akademii Szwedzkiej w sobotę 7 grudnia.

„Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, który ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący i od siebie współzależny.

Literatura jest zbudowana na czułości. To jest podstawowy psychologiczny mechanizm powieści. Dzięki temu cudownemu narzędziu, najbardziej wyrafinowanemu sposobowi ludzkiej komunikacji, nasze doświadczenie podróżuje poprzez czas i trafia do tych, którzy się jeszcze nie urodzili, a którzy kiedyś sięgną po to, co napisaliśmy, co opowiedzieliśmy o nas samych i o naszym świecie.

Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądało ich życie, kim będą. Często o nich myślę z poczuciem winy i wstydu. Kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć, i któremu pragniemy się przeciwstawić ratując świat nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to jakieś fatum i zrządzenie losu, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć i decyzji, ekonomicznych, społecznych, światopoglądowych, w tym i religijnych.

Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności, sprowadziły nasz świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć.

Dlatego wierzę, że muszę opowiadać tak, jakby świat był żywą, nieustannie stawającą się na naszych oczach jednością, a my jego jednocześnie małą i potężną częścią”.

Publikujemy cały wykład, przepisywany przez maszynistkę OKO.press Wandę Ostrowską


Olga Tokarczuk, Czuły narrator, Sala Giełdy Akademii Szwedzkiej, 7 grudnia 2019 roku


Pierwsze zdjęcie, jakie świadomie przeżyłam, to zdjęcie mojej matki, zanim mnie jeszcze urodziła. Zdjęcie jest niestety czarno-białe, przez co ginie wiele szczegółów, stając się zaledwie szarymi kształtami. Światło jest miękkie i deszczowe. Chyba wiosenne. I najpewniej sączy się przez okno, utrzymując pokój w ledwie zauważalnym blasku.

Mama siedzi przy starym radiu, takim, które miało zielone oko i dwa pokrętła. Jedno do regulowania głośności, drugie do wyszukiwania stacji. To radio stało się potem towarzyszem mojego dzieciństwa i z niego dowiedziałam się o istnieniu Kosmosu. Kręcenie ebonitową gałką przesuwało delikatne czułki anten i w ich zasięg trafiały rozmaite stacje: Warszawa, Londyn, Luksemburg, albo Paryż. Czasami jednak dźwięk zamierał, jakby pomiędzy Pragą a Nowym Jorkiem, Moskwą a Madrytem, czułki anteny natrafiały na czarne dziury. Wtedy przechodził mnie dreszcz. Wierzyłam, że poprzez to radio odzywają się do mnie inne układy słoneczne i galaktyki, które wśród trzasków i szumów wysyłają mi wiadomości, a ja nie umiem ich rozszyfrować.

Wpatrując się w to zdjęcie, jako kilkuletnia dziewczynka, byłam przekonana, że mama szukała mnie kręcąc gałką radia. Niczym czuły radar penetrowała nieskończone obrazy Kosmosu, próbując dowiedzieć się kiedy i skąd przybędę. Jej fryzura i ubiór, duży dekolt w łódkę, wskazują kiedy zrobiono to zdjęcie. To początek lat 60. ubiegłego wieku. Patrząca gdzieś poza kadr, nieco zgarbiona kobieta, widzi coś, co nie jest dostępne oglądającemu to zdjęcie. Jako dziecko rozumiałam to tak, że ona patrzy w czas. Na tym zdjęciu nic się nie dzieje. To fotografia stanu, nie procesu. Kobieta jest smutna, zamyślona, jakby nieobecna. Kiedy ją potem pytałam o ten smutek, a robiłam to wiele razy, żeby zawsze usłyszeć to samo, mama odpowiadała, że jest smutna, bo jeszcze się nie urodziłam, a ona już do mnie tęskni. Jak możesz do mnie tęsknić, skoro mnie jeszcze nie ma – pytałam. Wiedziałam już, że tęskni się za kimś, kogo się utraciło, że tęsknota jest efektem strachu. Ale może być też odwrotnie – odpowiadała – jeżeli się do kogoś tęskni, to on już jest.

Ta krótka wymiana zdań, gdzieś na zachodniej, polskiej prowincji pod koniec lat 60. XX wieku, wymiana zdań między moją mamą i mną, małym dzieckiem, utkwiła mi na zawsze w pamięci i dała zapas mocy na całe życie. Wyniosła bowiem moje istnienie poza zwyczajną, materialność świata i przypadkowość, poza przyczynę i skutek, oraz poza prawa prawdopodobieństwa. Umieściła je niejako poza czasem, w słodkim pobliżu wieczności.

Zrozumiałam moim dziecięcym umysłem, że jest mnie więcej niż sobie do tej pory wyobrażałam. I nawet, jeżeli powiem: jestem nieobecna, to i tak na pierwszym miejscu znajduje się jestem. Najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata.

W ten sposób, niereligijna, młoda kobieta – moja mama – dała mi coś, co kiedyś nazywano duszą, a więc wyposażyła w najlepszego na świecie czułego narratora.

Brakuje nam języka

Świat jest tkaniną, którą przędziemy codziennie na wielkich krosnach w informacji, w dyskusji, filmów, książek, plotek, anegdot. Dziś zasięg pracy tych krosien jest ogromny. Za sprawą internetu prawie każdy może brać udział w tym procesie odpowiedzialnie i nieodpowiedzialnie, z miłością i nienawiścią, ku dobru i ku złu, dla życia i dla śmierci. Kiedy zmienia się ta opowieść zmienia się świat. W tym sensie świat jest stworzony ze słów.

To, jak myślimy o świecie i co chyba ważniejsze, jak o nim opowiadamy ma więc olbrzymie znaczenie. Coś, co się wydarza, a nie zostaje opowiedziane przestaje istnieć i umiera. Wiedzą o tym bardzo dobrze nie tylko historycy, ale także, a może przede wszystkim, wszelkiej maści politycy i tyrani. Ten, kto ma i snuje opowieść, rządzi.

Dziś problem polega na tym, że nie mamy jeszcze gotowych narracji nie tylko na przyszłość, ale nawet na konkretne teraz, na ultra szybkie przemiany dzisiejszego świata. Brakuje nam języka, brakuje punktów widzenia, metafor, mitów i nowych baśni. Jesteśmy za to świadkami, jak te nieprzystające, zardzewiałe i anachroniczne stare narracje próbuje się wprzegnąć do wizji przyszłości. Może wychodząc z założenia, że lepsze stare coś, niż nowe nic. Albo próbując w ten sposób poradzić sobie z ograniczeniem własnych horyzontów. Jednym słowem brakuje nam nowych sposobów opowiadania o świecie.

Żyjemy w rzeczywistości narracji pierwszoosobowych i zewsząd dochodzi nas wielogłosowy szum. Mówiąc pierwszoosobowe, mam na myśli ten rodzaj opowieści, który zatacza wąskie kręgi tworzone wokół ja twórcy, piszącego mniej lub bardziej wprost tylko o sobie i poprzez siebie. Uznaliśmy, że ten rodzaj zindywidualizowanego punktu widzenia, głos z ja, jest najbardziej naturalny, ludzki, uczciwy, nawet jeżeli rezygnuje z szerszej perspektywy. Opowiadać w tak rozumianej pierwszej osobie to tkać absolutnie niepowtarzalny wzór, jedyny w swoim rodzaju, to mieć jako jednostka poczucie autonomii, być świadomym siebie i swojego losu. To jednak znaczy także budować opozycję ja i świat, a ta bywa alienująca. Myślę, że narracja prowadzona w pierwszej osobie jest bardzo charakterystyczna dla współczesnej optyki, w której jednostka pełni rolę subiektywnego centrum świata.

Cywilizacja Zachodu jest w dużej mierze zbudowana i oparta właśnie na owym odkryciu ja, które stanowi jedną z najważniejszych miar rzeczywistości. Człowiek jest tu głównym aktorem, a jego osąd, mimo że jeden z wielu, traktowany jest zawsze z uwagą i z powagą. Opowieść snuta w pierwszej osobie wydaje się być jednym z największych odkryć cywilizacji ludzkiej. Jest czytana z namaszczeniem i darzona zaufaniem. Ten rodzaj opowieści, kiedy widzimy świat oczami jakiegoś ja i słuchamy świata w jego imieniu buduje więź z narratorem, jak żaden inny i każe postawić siebie w jego niepowtarzalnej pozycji.

Nie da się przecenić tego, co pierwszoosobowa narracja zrobiła dla literatury i w ogóle dla ludzkiej cywilizacji. Przerobiła opowieść o świecie jako miejscu działań herosów, czy bóstw, na które nie mamy wpływu.

Na naszą indywidualną historię i oddała scenę ludziom takim samym, jak my, na dodatek z takimi samymi, jak my łatwo się zidentyfikować, dzięki czemu to między narratorem opowieści, a czytelnikiem, czy słuchaczem rodzi się emocjonalne porozumienie bazujące na empatii. Ta zaś, ze swej natury zbliża i niweluje granice. Bardzo łatwo jest zatrzeć w opowieści granice między ja narratora i ja, czytelnika. A powieść, która wciąga, wręcz liczy na to, że granica ta zostanie zniesiona i unieważniona i to czytelnik dzięki empatii stanie się na jakiś czas narratorem.

Literatura stała się więc polem wymiany doświadczeń, agorą, gdzie każdy może opowiedzieć swój własny los, albo dać głos swojemu alter ego. Jest to przy tym przestrzeń demokratyczna. Każdy może się wypowiedzieć, każdy może też dokonać kreacji głosu, który mówi. Chyba jeszcze nigdy w historii człowieka tak wielu ludzi nie zajmowało się pisaniem i opowiadaniem. Wystarczy spojrzeć na pierwsze z brzegu statystyki.

Kiedy odwiedzam targi książek widzę, jak wiele wydawanych książek dotyczy właśnie tego, autorskiego ja. Instynkt ekspresji może równie silny, jak inne instynkty, które projektują nasze życie najpełniej objawia się w sztuce. Chcemy być zauważeni, chcemy poczuć się wyjątkowi. Narracje typu „opowiem ci moją historię”, „opowiem ci historię mojej rodziny”, albo „opowiem ci, gdzie byłam” to dziś najpopularniejsze gatunki literackie.

Jest to fenomen na wielką skalę, także i dlatego, że dzisiaj powszechnie potrafimy posługiwać się pismem i wielu ludzi osiąga tę kiedyś zastrzeżoną dla nielicznych umiejętność wyrażania siebie samego w słowie i opowieści.

Paradoksalnie jednak wygląda to na chór złożony z samych solistów. Głosy nakładają się na siebie, rywalizują o uwagę, poruszają po podobnych traktach, ostatecznie wzajemnie się zagłuszając. Wiemy o nich wszystko. Jesteśmy w stanie utożsamić się z nimi i przeżyć ich życie, jak swoje. Mimo to jednak doświadczenie czytelnicze zaskakująco często jest niekompletne i rozczarowujące, bo okazuje się, że ekspresja autorskiego ja nie daje gwarancji uniwersalności. Czego nam brakuje, to jak się zdaje parabolicznego wymiaru opowieści. Bohater paraboli jest bowiem zarazem sobą, człowiekiem żyjącym w określonych warunkach historycznych, czy geograficznych, a jednocześnie wykracza daleko poza ten konkret, stając się każdym i wszędzie.

Kiedy czytelnik śledzi czyjąś historię opisaną w powieści może utożsamić się z losem opisywanej postaci i rozważać jej sytuację, jak swoją. W paraboli zaś musi zrezygnować zupełnie ze swojej odrębności i stać się każdym.

W tym wymagającym psychologicznie zabiegu parabola znajdując dla różnych losów wspólny mianownik uniwersalizuje nasze doświadczenie, a jej niedostateczna obecność w literaturze jest świadectwem bezradności. Być może żeby nie utonąć w wielości tytułów i nazwisk zaczęliśmy dzielić ogromne, lewiatanowe ciało literatury na gatunki, które traktujemy, jak dziedziny w sporcie, a pisarzy i pisarki, jak wyspecjalizowanych zawodników.

Ogólne skomercjalizowanie rynku literackiego doprowadziło do podziału na branże. Odtąd odbywają się targi i festiwale literatury takiej, czy siakiej, zupełnie osobno, tworząc klientelę czytelników, którzy chętnie zatrzaskują się w kryminale, fantasy, czy science-fiction. Cechą szczególną tej sytuacji jest to, co miało jedynie pomóc księgarzom i bibliotekarzom w uporządkowaniu na półkach ogromu wydawanych książek, a czytelnikom pomagało zorientować się w wielkości oferty, stało się abstrakcyjnymi kategoriami, w które już nie tylko wrzuca się zaistniałe dzieło, ale według których zaczynają pisać sami pisarze.

Coraz częściej gatunkowe dzieło przypomina foremkę do ciasta, która produkuje bardzo podobne rezultaty. Ich przewidywalność uważana jest za cnotę, ich banalność za osiągnięcie. Czytelnik wie, czego ma się spodziewać i dostaje dokładnie to, co chciał.

Zawsze intuicyjnie byłam przeciwko takim porządkom, ponieważ prowadzą one do ograniczenia wolności pisarskiej, do niechęci wobec eksperymentu i transgresji, która jest istotną cechą tworzenia w ogóle. I zupełnie wykluczając z procesu twórczego wszelką ekscentryczność, bez której nie ma sztuki.

Dobra książka nie musi opowiadać się za swoją gatunkową przynależnością. Podział na gatunki jest wynikiem skomercjalizowania całej literatury i efektem traktowania jej jako produktu do sprzedaży z całą filozofią brandu, targetu i tym podobnych wynalazków współczesnego kapitalizmu.

Czas seriali

Możemy mieć dziś wielką satysfakcję, że jesteśmy świadkami powstania nowego sposobu opowiadania świata, jaki niesie ze sobą serial filmowy, a którego ukrytym zadaniem jest wprowadzić nas w trans. Oczywiście ten sposób opowiadania istniał już w mitach i opowieściach homeryckich, a Herkules, Achilles, czy Odyseusz to bez wątpienia pierwsi serialowi bohaterowie. Jednak nigdy wcześniej nie zagarnął on dla siebie tak dużo przestrzeni i nie wpływał tak istotnie na zbiorową wyobraźnię.

Pierwsze dwie dekady XXI wieku z pewnością należą do seriali. Ich wpływ na sposoby opowiadania i przez to też rozumienia świata jest rewolucyjny. Serial w dzisiejszej postaci nie tylko rozciągnął uczestniczenie narracji w czasie, ale wniósł także swoje nowe porządki. Ponieważ w wielu przypadkach jego zadaniem jest utrzymanie uwagi widza, jak najdłużej, narracja serialowa mnoży wątki splatając je ze sobą w najbardziej nieprawdopodobny sposób, tak bardzo, iż w obliczu bezradności sięga się nawet po stary zabieg narracyjny, skompromitowany kiedyś przez klasyczną operę – deus ex machina. Wymyślając kolejne odcinki często zmienia się całą psychologię postaci ad hoc, żeby lepiej pasowała do pojawiających się wydarzeń. Postać łagodna i pełna rezerwy na początku zmienia się pod koniec w mściwą i gwałtowną. Postać drugoplanowa staje się pierwszoplanową, zaś główny bohater, do którego zdążyliśmy się już przywiązać traci znaczenie lub wręcz znika ku naszej największej konsternacji. Potencjalne zaistnienie kolejnego sezonu stwarza konieczność otwartych zakończeń, w których nie ma szans pojawić się i wybrzmieć do końca owo tajemnicze katharsis, które było przeżyciem wewnętrznej przemiany, spełnienia się, było satysfakcją z uczestniczenia w akcie opowieści.

Taki rodzaj komplikowania i nie kończenia, ciągłego odraczania nagrody, jaką jest katharsis, uzależnia i hipnotyzuje. Fabula interrupta wymyślona dawno temu i znana z opowieści Szeherezady powróciła w serialach w wielkim stylu, zmieniając naszą wrażliwość i niosąc przedziwne skutki psychologiczne, odrywając nas od własnego życia i hipnotyzując niczym używka. Jednocześnie serial wpisuje się w nowy, rozwlekły i nieuporządkowany rytm świata, w jego chaotyczną komunikację, jego niestałość i płynność.

Ta forma opowieści chyba najbardziej twórczo szuka dziś nowej formy. W tym sensie odbywa się w serialu poważna praca nad narracjami jej przyszłości, nad dopasowaniem opowieści do nowej rzeczywistości. Lecz nade wszystko żyjemy w świecie natłoku informacji sprzecznych ze sobą, wzajemnie się wykluczających, walczących na kły i pazury.

Spełnione marzenia rozczarowują

Nasi przodkowie wierzyli, że dostęp do wiedzy przyniesie ludziom nie tylko szczęście, dobrobyt, zdrowie i bogactwo, ale stworzy społeczeństwo równe i sprawiedliwe. To czego według nich brakowało światu, to była powszechna mądrość płynąca z wiedzy. Jan Amos Komeński, wielki pedagog XVII w. ukuł termin „pansofia”, w którym zawarł ideę możliwej omniscencji, wiedzy uniwersalnej, która pomieści w sobie wszelkie, możliwe poznanie. Było to także i przede wszystkim marzenie o wiedzy dostępnej każdemu.

Czyż dostęp do informacji o świecie nie zmieni niepiśmiennego chłopa w refleksyjną jednostkę świadomą siebie i świata? Czy wiedza na wyciągnięcie ręki nie sprawi, że ludzie staną się rozważni i mądrze pokierują swoim życiem?

Kiedy powstał internet wydawało się, że idee te będą mogły wreszcie zrealizować się w sposób totalny. Wikipedia, którą podziwiam i wspieram mogłaby się wydać Komeńskiemu podobnie, jak wielu myślicielom tego nurtu, spełnieniem marzeń ludzkości. Oto tworzymy i otrzymujemy ogromny zasób wiedzy nieustannie uzupełnianej, odświeżanej i demokratycznie dostępnej, praktycznie z każdego miejsca na ziemi.

Spełnione marzenia często nas rozczarowują. Okazało się, że nie jesteśmy w stanie unieść tego ogromu informacji, która zamiast jednoczyć, uogólniać i uwalniać różnicuje, dzieli, zamyka w bańkach, tworzy wielość opowieści nieprzystających do siebie, albo wręcz wrogich sobie, antagonizujących. Na dodatek internet poddany zupełnie bez refleksji procesom rynkowym i oddany graczom, monopolistom steruje gigantycznymi ilościami danych, które wykorzystywane są całkiem nie pansoficznie, ku szerokiemu dostępowi do wiedzy, ale przeciwnie, służąc przede wszystkim programowaniu zachowań użytkowników, czego dowiedzieliśmy się po aferze Cambridge Analitica, zamiast więc usłyszeć harmonię świata, usłyszeliśmy kakofonię dźwięków, szum nie do zniesienia, w którym rozpaczliwie próbujemy dosłuchać się jakiejś najcichszej melodii, najsłabszego chociaż rytmu. Parafraza szekspirowskiego cytatu, jak nigdy pasuje dzisiaj do tej kakofonicznej rzeczywistości, internet to coraz częściej opowieść idioty, pełna wściekłości i wrzasku.

Także badania politologów przeczą niestety intuicjom Jana Amosa Komeńskiego opartych na przekonaniu, że im więcej powszechnie dostępnej wiedzy o świecie, tym politycy bardziej posługują się rozsądkiem i podejmują rozważne decyzje. Wygląda na to, że wcale nie jest to taka prosta sprawa.

Wiedza może przytłaczać, a jej skomplikowanie i niejednoznaczność powoduje powstawanie różnego rodzaju mechanizmów obronnych – od zaprzeczenia i wyparcia, aż po ucieczkę w proste zasady myślenia upraszczającego, ideologicznego, partyjnego.

Mit dzieje się zawsze

Kategoria fejk newsów i fejk upów stawia nowe pytania o to czym jest fikcja. Czytelnicy, którzy wiele razy dali się oszukać, dezinformować, czy wyprowadzić w pole nabierają powoli specyficznej, nerwicowej idiosynkrazji. Reakcją na takie zmęczenie fikcją może być ogromny sukcesu literatury non fiction, która w tym wielkim chaosie informacyjnym krzyczy do nas ponad naszymi głowami: opowiadam wam prawdę, moja opowieść oparta jest na faktach. Fikcja straciła zaufanie czytelników odkąd kłamstwo stało się niebezpieczną bronią masowego rażenia, nawet jeśli wciąż pozostaje prymitywnym narzędziem. Nader często spotykam się z tym pełnym niedowierzania pytaniem: czy to prawda, co pani napisała? Za każdym razem mam wtedy wrażenie, że wieszczy ono koniec literatury. To niewinne z punktu widzenia pytanie czytelnika dla pisarskich uszu brzmi naprawdę apokaliptycznie. Cóż mam mu odpowiedzieć, jak wytłumaczyć ontologiczny status Hansa Castorpa, Anny Kareniny czy Misia Puchatka?

Uważam tego typu czytelniczą ciekawość za cywilizacyjny regres. To upośledzenie umiejętności wielowymiarowego, konkretnego, historycznego, ale też symbolicznego i symbolicznego i mitycznego uczestnictwa w łańcuchu wydarzeń zwanych naszym życiem.

Życie tworzą wydarzenia, lecz dopiero wtedy, gdy potrafimy je zinterpretować, próbować zrozumieć, nadać im sens zamieniają się one w doświadczenie.

Wydarzenia są faktami, ale doświadczenie jest czymś niewyrażalnie innym. To ono, nie zaś wydarzenie jest materią naszego życia. Doświadczenie jest faktem poddanym interpretacji i umieszczonym w pamięci. Odwołuje się także do pewnej podstawy, jaką mamy w umyśle, do głębokiej struktury znaczeń, na której potrafimy rozpiąć nasze własne życie i przyjrzeć mu się dokładnie.

Wierzę, że rolę takiej kultury pełni mit. Mit, jak wiadomo nigdy się nie wydarzył, ale dzieje się zawsze. Dziś działa już nie tylko poprzez przygody antycznych herosów, ale przenika do wszechobecnych i jak najbardziej popularnych opowieści współczesnego kina, gier, literatury. Życie mieszkańców Olimpu przeniosło się do „Dynastii”, a heroiczne czyny bohaterów obsługuje Lara Croft.

W tym gorącym podziale na prawdę i fałsz opowieść o naszym doświadczeniu, jaką tworzy literatura, ma swój własny wymiar.

Nigdy specjalnie nie entuzjazmowałam się prostym rozgraniczeniem na fiction i non fiction. W morzu wielu definicji fikcji najbardziej podoba mi się ta, która jest jednocześnie najstarsza i pochodzi od Arystotelesa. Fikcja jest zawsze jakimś rodzajem prawdy. Do przekonania trafia mi też rozróżnienie relacji wobec fabuły, której dokonał pisarz i eseista Edward Morgan Foster. Pisał on, że kiedy mówimy umarł mąż, a potem umarła żona, to jest to relacja, kiedy zaś mówimy umarł mąż, a potem ze smutku umarła żona, to mamy fikcję. Każde fabularyzowanie jest przejściem od pytania co było potem, do próby jego zrozumienia opartym na naszym, ludzkim doświadczeniu dlaczego tak się stało? Literatura zaczyna się od owego dlaczego, nawet jeśli mielibyśmy na to pytanie odpowiadać bez przerwy, zwyczajnym nie wiem.

Literatura stawia więc pytania, na które nie da się odpowiedzieć przy pomocy Wikipedii. Wykracza bowiem za same fakty i wydarzenia, odwołując się bezpośrednio do naszego ich doświadczania.

Możliwe jest jednak, że powieść i literatura w ogóle stają się naszych oczach czymś zgoła marginalnym wobec innych sposobów narracji. Że waga obrazu i nowych form bezpośredniego przekazywania doświadczenia kina, fotografii, virtual reality, augmented reality stanie się poważną alternatywą dla tradycyjnego czytania. Czytanie jest dość skomplikowanym psychologicznym procesem percepcji. Upraszczając, najpierw najbardziej nieuchwytna treść jest konceptualizowana i werbalizowana, zamieniana w znaki i symbole, a potem następuje jej odkodowanie na powrót z języka na doświadczenie. Wymaga to pewnej kompetencji intelektualnej, a przede wszystkim wymaga uwagi i skupienia, umiejętności coraz rzadszych w dzisiejszym skrajnie rozpraszającym świecie.

Ludzkość przeszła długą drogę w sposobach przekazywania i współdzielenia własnego doświadczenia. Od oralności zdanej na żywe słowo i ludzką pamięć, po rewolucję Gutenberga, kiedy opowieść została powszechnie zapośredniczona przez pismo i w ten sposób utrwalona i skodyfikowana oraz możliwa do powielania bez zmian.

Największym osiągnięciem tej przemiany był moment, w którym myślenie jako takie utożsamiliśmy z pismem, czyli konkretnym sposobem używania idei, kategorii, czy symboli. Dziś, to jasne, stoimy w obliczu podobnie znamiennej rewolucji, kiedy doświadczenie może być przekazywane bezpośrednio, bez pomocy słowa drukowanego. Nie ma już potrzeby prowadzenia dziennika podróży, kiedy można fotografować i wysyłać te fotografie za pomocą portali społecznościowych w świat, zaraz i każdemu. Nie ma potrzeby pisać listu, skoro łatwiej jest zadzwonić. Po co czytać grube powieści, skoro można zanurzyć się w serialu zamiast wyjść na miasto, żeby rozerwać się z przyjaciółmi, lepiej zagrać w grę, sięgnąć po autobiografię, nie ma sensu, skoro śledzi się życie celebrytów na instagramie i wie się o nich wszystko. Na wykładach nagrywa się zamiast robić notatki.

To już nawet nie obraz jest dzisiaj największym przeciwnikiem tekstu, jak myśleliśmy jeszcze w XX w., martwiąc się wpływem kina i telewizji. Dziś to zupełnie inny wymiar doświadczania świata, oddziaływujący bezpośrednio na nasze zmysły.

Co jest nie tak ze światem

Nie chcę szkicować tu całościowej wizji kryzysu opowieści o świecie. Często jednak doskwiera mi poczucie, że światu czegoś brakuje, że doświadczając go poprzez szybę ekranu, poprzez aplikacje, staje się jakiś nierealny, daleki, dwuwymiarowy, dziwnie nieokreślony, mimo że dotarcie do każdej konkretnej informacji jest zdumiewająco łatwe. Męczące ktoś, coś, gdzieś, kiedyś może być dziś bardziej niebezpieczne niż wygłaszanie z absolutną pewnością bardzo konkretnych i określanych idei, ziemia jest płaska, szczepionki zabijają, ocieplenie klimatyczne jest bzdurą, a demokracja w wielu krajach nie jest zagrożona. Gdzieś toną jacyś ludzie próbujący przeprawić się przez morze, gdzieś od jakiegoś czasu trwa jakaś wojna. W natłoku informacji pojedyncze przekazy tracą kontury, rozwiewają się w naszej pamięci i stają się nierealne, znikają.

Zalew obrazów przemocy, głupoty, okrucieństwa, mowy nienawiści, rozpaczliwie równoważone są przez wszelkie dobre wiadomości, ale nie są one w stanie ujarzmić dojmującego wrażenia, które trudno jest nawet zwerbalizować, coś jest ze światem nie tak. To poczucie zarezerwowane kiedyś tylko dla neurotycznych poetów, dziś staje się epidemią nieokreśloności, sączącym się zewsząd niepokojem.

Literatura jest jedną z niewielu dziedzin, które próbują nas przytrzymać przy konkrecie świata, ponieważ ze swej natury jest zawsze psychologiczna, skupia się bowiem na wewnętrznych relacjach i motywach postaci, ujawnia ich doświadczenie w żaden inny sposób niedostępny dla drugiego człowieka, lub też zwyczajnie prowokuje czytelnika do psychologicznej interpretacji ich zachowań.

Tylko literatura jest w stanie pozwolić nam wejść głęboko w życie drugiej istoty, zrozumieć jej racje, dzielić jej uczucia, przeżyć jej los. Opowieść zawsze zatacza kręgi wokół sensu, nawet jeżeli nie wyraża tego wprost.

Nawet, kiedy programowo odżegnuje się od poszukiwania znaczenia, skupiając się na formie, na eksperymencie, kiedy dokonuje formalnej rebelii poszukując nowych środków wyrazu.

Czytając najbardziej behawiorystycznie i oszczędnie napisaną opowieść nie potrafimy powstrzymać się od pytań dlaczego tak się dzieje, co to znaczy, jaki jest tego sens, do czego to prowadzi? Możliwe jest nawet, że nasz umysł wyewoluował ku opowieści, jako procesowi nadawania sensu milionom bodźców, które nas otaczają i nawet podczas snu wciąż niezmordowanie snuje swoje narracje.

Opowieść jest więc porządkowaniem w czasie nieskończonej ilości informacji, ustalając ich związki z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, odkrywaniem ich powtarzalności i układaniem ich w kategoriach przyczyny i skutku. Biorą w tej pracy udział i rozum i emocje. Nic dziwnego, że jednym z najwcześniejszych odkryć dokonanych przez opowieści było fatum, które oprócz tego, że zawsze jawiło się ludziom jako przerażające i nieludzkie, wprowadzało jednak w rzeczywistość porządek i niezmienność.

Świat umiera, a my nawet tego nie zauważamy

Szanowni państwo, kobieta ze zdjęcia, moja mama, która tęskniła do mnie, choć mnie jeszcze nie było, kilka lat później czytała mi baśnie. W jednej z nich, autorstwa Hansa Christiana Andersena, wyrzucony na śmietnik imbryk skarżył się, że okrutnie został potraktowany przez ludzi. Pozbyli się go, gdy tylko oberwało mu się ucho, a przecież mógłby jeszcze im służyć, gdyby ludzie nie byli tacy perfekcyjni i wymagający. Wtórowały mu inne popsute przedmioty, snując prawdziwie epickie opowieści ze swojego małego, przedmiotowego życia.

Będąc dzieckiem słuchałam tej bajki z wypiekami na twarzy i ze łzami w oczach, bo wierzyłam głęboko, że  przedmioty mają swoje problemy, uczucia i nawet jakieś życie społeczne, całkiem porównywalne do naszego, ludzkiego. Talerze w kredensie mogły ze sobą rozmawiać, sztućce w szufladzie stanowiły coś w rodzaju rodziny. Podobnie zwierzęta, były tajemniczymi, mądrymi i samoświadomymi istotami, z którymi łączyła nas od zawsze duchowa więź i głębokie podobieństwo. Ale i rzeki, lasy, drogi także miały swój byt. Były żywymi istotami, które mapują naszą przestrzeń i budują poczucie przynależności. Żywy był też krajobraz, który nas otaczał i słońce, i księżyc, i wszystkie ciała niebieskie, cały widzialny i niewidzialny świat.

Kiedy zaczęłam w to wątpić? Poszukując w swoim życiu jakiegoś momentu, w którym, jak za sprawą jednego kliknięcia wszystko stało się inne, mniej zniuansowane, prostsze.

Szept świata umilkł, zastąpiły go hałasy miasta, szmer komputerów, grzmot przelatujących nad głową samolotów, męczący, biały szum oceanów informacji.

Od jakiegoś momentu w swoim życiu zaczynamy widzieć świat we fragmentach, wszystko osobno, w kawałkach odległych od siebie niczym galaktyki, a rzeczywistość w jakiej żyjemy w tym nas upewnia. Lekarze leczą nas według specjalności, podatki nie mają związku z odśnieżaniem drogi, którą jeździmy do pracy, nasz obiad nijak się ma do wielki ferm hodowlanych, a nowa bluzka do obskurnych fabryk gdzieś w Azji. Wszystko jest od siebie oddzielone, żyje osobno, bez związku. Żeby łatwiej nam to było znieść, dostajemy numery, identyfikatory, karty, toporne plastikowe tożsamości, które próbują nas zredukować do użytkowania, jakiejś jednej, jedynej cząstki tej całości, którą już przestaliśmy już dostrzegać.

Świat umiera, a my nawet tego nie zauważamy. Nie zauważamy, że staje się zbiorem rzeczy i wydarzeń, martwą przestrzenią, w której poruszamy się samotni i zagubieni, miotani cudzymi decyzjami, zniewoleni niezrozumiałym fatum, poczuciem bycia igraszką wielkich sił, historii, czy przypadku. Nasza duchowość zanika, albo staje się powierzchowna i rytualna, albo wręcz stajemy się wyznawcami prostych sił fizycznych, społecznych, ekonomicznych, które poruszają nami, jak byśmy byli zombie. I w takim świecie rzeczywiście jesteśmy zombie. Dlatego tęsknię do tamtego świata od imbryka.

Całe życie fascynują mnie wzajemne sieci powiązań i wpływów, których najczęściej nie jesteśmy świadomi, lecz odkrywamy je przypadkiem, jako zadziwiające zbiegi okoliczności, zbieżności losu. Te wszystkie mosty, śruby, stawy i łączniki, które śledziłam w „Biegunach”. Fascynuje mnie kojarzenie faktów, szukanie porządków. W gruncie rzeczy, jestem o tym przekonana, pisarski umysł jest umysłem syntetycznym, który z uporem zbiera wszystkie okruchy, próbując z nich na nowo skleić uniwersum całości. Jak pisać, jak konstruować swoją opowieść żeby mogła unieść tę wielką, konstelacyjną formę świata?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie jest możliwy powrót do takiej opowieści o świecie, jaką znamy z mitów, baśni i legend, kiedy przekazywana sobie z ust do ust, utrzymywała świat w istnieniu. Dziś ta opowieść musiałaby być dużo bardziej wielowymiarowa i skomplikowana. Wiemy przecież rzeczywiście o wiele więcej. Znamy niesamowite powiązania rzeczy pozornie odległych.

Przyjrzyjmy się pewnemu momentowi w historii świata. Jest to dzień, kiedy od nabrzeża portu Palos w Hiszpanii, 3 sierpnia 1492 r., odbija nieduża karawela o nazwie „Santa Maria”. Dowodzi nią Krzysztof Kolumb. Świeci słońce, po nabrzeżu kręcą się jeszcze marynarze, a robotnicy portowi ładują na statek ostatnie skrzynie z prowiantem. Jest gorąco, ale wiejący z zachodu lekki wietrzyk ratuje żegnające rodziny przed zasłabnięciem. Mewy przechadzają się uroczyście po rampie, uważnie śledząc poczynania człowieka. Ten moment, który teraz widzimy poprzez czas, doprowadził do śmierci 56 mln z blisko 60 mln. rdzennych Amerykanów. Ich populacja stanowiła wtedy około 10 proc. całej ludności ziemi. Europejczycy nieświadomie przywieźli ze sobą śmiertelne prezenty – choroby i bakterie, na które rodowici mieszkańcy Ameryki nie byli odporni. Do tego doszło bezpardonowe niewolenie i zabijanie. Zagłada trwała latami i zmieniła kraj. Tam, gdzie kiedyś rosła fasola i kukurydza, ziemniaki i pomidory, na nawadniane w wyrafinowany sposób pola uprawne wróciła dzika roślinność. Prawie 60 mln hektarów uprawnej ziemi z biegiem lat zamieniło się w dżunglę. Roślinność regenerując się pochłonęła ogromne ilości dwutlenku węgla przez co osłabł efekt cieplarniany, to zaś obniżyło globalną temperaturę ziemi.

Jest to jedna z wielu naukowych hipotez wyjaśniających nastanie małej epoki lodowej w Europie, która pod koniec XVI w. przyniosła długotrwałe ochłodzenie klimatu. Mała epoka lodowa odmieniła gospodarkę Europy. W ciągu następnych dekad mroźne i długie zimy, chłodne lata i intensywne opady zmniejszyły wydajność tradycyjnych form rolnictwa. W Europie Zachodniej małe rodzinne gospodarstwa, produkujące żywność na własne potrzeby, okazały się niewydajne. Nastąpiły fale głodu i konieczność specjalizacji produkcji. Anglia czy Holandia, najbardziej dotknięte ochłodzeniem, nie mogąc związać swojej gospodarki z rolnictwem, zaczęły rozwijać handel i przemysł. Zagrożenie sztormami skłoniło Holendrów do osuszania polderów i przekształcania stref podmokłych i płytkich stref morskich w ląd.  Przesunięcie na południe zasięgu występowania dorszy, katastrofalne dla Skandynawii, okazało się korzystne dla Anglii i Holandii. Dzięki temu państwa te zaczęły wyrastać na potęgi morskie i handlowe.

Znaczące ochłodzenie, szczególnie dotkliwie było odczuwane tutaj, w krajach skandynawskich. Urwała się łączność z zieloną Grenlandią i Islandią, surowe zimy zmniejszyły zbiory i zapanowały lata głodu i niedostatki. Szwecja zwróciła więc łakomy wzrost na południe, wdając się w wojny z Polską, zwłaszcza, że zamarzł Bałtyk przez co łatwo było się przezeń przeprawić armii i angażując się w wojnę 30-letnią w Europie.

Wysiłki naukowców próbujących lepiej zrozumieć naszą rzeczywistość, ukazują ją jako wzajemnie spójną i gęstą powiązaną sieć wpływów. To już nie tylko słynny efekt motyla, który, jak wiemy, polega na tym, że minimalne zmiany w warunkach początkowych jakiegoś procesu mogą dać w przyszłości kolosalne i nieobliczalne rezultaty, ale nieskończona ilość motyli i ich skrzydeł ciągle w ruchu, potężna fala życia, która wędruje poprzez czas. Odkrycia efektu motyla kończy, według mnie, epokę niezachwianej ludzkiej wiary we własną sprawczość, zdolność kontroli, a tym samym poczucie supremacji w świecie. Nie odbiera to człowiekowi jego mocy, jako budowniczego, zdobywcy i wynalazcy, uzmysławia jednak, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana niż mogło się człowiekowi zdawać i, że on jest małą cząstką tych procesów.

Mamy coraz więcej dowodów na istnienie spektakularnych i czasami bardzo zaskakujących zależności w skali całego globu. Jesteśmy wszyscy my, rośliny, zwierzęta, przedmioty zanurzeni w jednej przestrzeni, którą rządzą prawa fizyczne. Ta wspólna przestrzeń ma swój kształt, a prawa fizyczne rzeźbią w niej niepoliczalną ilość form nieustannie do siebie nawiązujących. Nasz układ krwionośny przypomina systemy dorzeczy rzek, budowa liścia jest podobna do systemów ludzkiej komunikacji, ruch galaktyk, to wir spływającej wody w naszych umywalkach. Rozwój społeczeństw – kolonie bakterii. Mikro i makro skala ukazuje nieskończony system podobieństw. Nasza mowa, myślenie, twórczość nie są czymś abstrakcyjnym i oderwanym od świata, ale kontynuacją, na innym poziomie, jego nieustannych procesów przemiany.

Marzy mi się metafora

Zastanawiam się tutaj cały czas, czy możliwe jest znalezienie dzisiaj podwalin pod nową opowieść uniwersalną, całościową, niewykluczającą, zakorzenioną w naturze, pełną kontekstów i jednocześnie zrozumiałą. Czy możliwa jest taka opowieść, która wyszłaby poza niekomunikatywne więzienie własnego ja, odsłoniła większy obszar rzeczywistości i ukazała wzajemne związki? Która umiałaby się zdystansować od udeptanego, oczywistego i banalnego centrum powszechnie podzielanych opinii i potrafiła spojrzeć na sprawy ekscentrycznie, spoza centrum?

Cieszę się, że literatura cudownie zachowała sobie prawo do wszelkich dziwactw, do fantasmagorii, do prowokacji, do groteski i wariactwa. Marzą mi się wysokie punkty widzenia i szerokie perspektywy, w których kontekst szeroko wykracza daleko poza to, czego moglibyśmy się spodziewać. Marzy mi się język, który potrafi wyrazić najbardziej niejasną intuicję. Marzy mi się metafora, która przekracza kulturowe różnice i w końcu marzy mi się gatunek, który stanie się pojemny i transgresyjny, a jednocześnie pokochają czytelnicy.

Marzy mi się także nowy rodzaj narratora, czwartoosobowego, który oczywiście nie sprowadza się tylko do jakiegoś konstruktu dramatycznego, ale potrafił zawrzeć w sobie zarówno perspektywę zarówno każdej postaci, jak i umiejętność wykraczania poza horyzont każdej z nich, który widzi więcej i szerzej, który jest w stanie zignorować czas. O tak, jego istnienie jest możliwe.

Czy zastanawialiście się kiedyś, kim jest ten cudowny opowiadacz, który w Biblii woła wielkim głosem „na początku było słowo”, który opisuje stworzenie świata, jego pierwszy dzień, kiedy chaos został oddzielony od porządku, który śledzi serial powstawania Kosmosu, który zna myśli Boga, zna jego wątpliwości i bez drżenia ręki stawia na papierze to niebywałe zdanie: „i uznał Bóg, że to było dobre”.

Kim jest to, które wie, co sądził Bóg? Wyjąwszy wszelkie wątpliwości teologiczne możemy uznać tę figurę tajemniczego i czułego narratora za cudowną i znamienną. To punkt, perspektywa, z której widzi się wszystko. Widzieć wszystko, to uznać ostateczny fakt wzajemnego powiązania rzeczy istniejących w całość, nawet jeżeli te związki nie są jeszcze przez nas rozpoznane. Widzieć wszystko oznacza też zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności za świat, ponieważ staje się oczywiste, że każdy gest tu jest powiązany z gestem tam. Że decyzja podjęta w jednej części świata poskutkuje efektem w innej jego części. Że rozróżnienie na moje i twoje, zaczyna być dyskusyjne.

Zaufać fragmentowi

Należałoby więc uczciwie opowiadać tak żeby uruchomić w umyśle czytelnika zmysł całości, zdolność scalania fragmentów w jeden wzór. Odkrywania w drobnicy zdarzeń całych konstelacji. Opowiadać ignorując przerażenie upływem czasu i innością dalekich przestrzeni, snuć historie żeby było jasne, iż wszyscy i wszystko zanurzone jest w jednym, wspólnym wyobrażeniu, które za każdym obrotem planety pieczołowicie produkujemy w naszych umysłach.

Literatura ma taką moc. Musielibyśmy porzucić te nieskomplikowane kategorie wysokiej i niskiej literatury, popularnej i niszowej. Z przymrużeniem oka potraktować podział na gatunki, zrezygnować z określenia literatury narodowe wiedząc dobrze, że Kosmos literatury jest jeden, niczym idea unus mundus, wspólnej rzeczywistości psychicznej, w której jednoczy się nasze ludzkie doświadczenie, zaś autor i czytelnik pełnią równoważną rolę, pierwszy przez to, że tworzy, drugi zaś dzięki temu, że dokonuje nieustannej interpretacji. Może powinniśmy zaufać fragmentowi, jako że fragmenty tworzą konstelacje zdolne opisać więcej w bardziej złożony sposób, wielowymiarowo. Nasze opowieści mogłyby się w nieskończony sposób odnosić do siebie, a ich bohaterowie wchodzić ze sobą w relacje.

Myślę, że czeka nas przedefiniowanie pojęcia realizmu i poszukiwanie takiej jego odmiany, która pozwoliłaby nam przekroczyć granice naszego ego i przeniknąć przez ten szybo-ekran, przez który widzimy dziś świat. Potrzeba rzeczywistości jest dziś przecież obsługiwana przez media, portale społecznościowe, bezpośrednie relacje w internecie, jak ta tutaj. Może to, co nieuchronnie nas czeka to jakiś neo-surrealizm, na nowo rozłożone punkty widzenia, które nie będą się bały zmierzyć z paradoksem i pójdą pod prąd wobec prostego porządku przyczynowo-skutkowego.

O tak, nasza rzeczywistość już dziś stała się surrealna. Jestem też pewna, że wiele opowieści domaga się przepisania w nowych, intelektualnych kontekstach, inspirując się nowymi teoriami naukowymi. Ale równie ważne wydaje mi się ciągłe nawiązywanie do mitu i całego ludzkiego imaginarium. Taki powrót do zwartych struktur mitologii mógłby przynieść jakieś poczucie stałości w tym niedookreśleniu, w którym dziś żyjemy. Wierzę, że mity stanowią budulec naszej psyche i nie da się ich zignorować. Co najwyżej można być nieświadomym ich wpływu.

Zapewne wkrótce pojawi się jakiś geniusz, który będzie mógł skonstruować zupełnie inną, niewyobrażalną dziś jeszcze narrację, w której zmieści się wszystko, co istotne. Taki sposób opowiadania z pewnością nas zmieni. Porzucimy stare, krępujące perspektywy i otworzymy się na nowe, które przecież istniały gdzieś tu zawsze, ale byliśmy na nie ślepi.

W „Doktorze Faustusie” Tomasz Mann pisał o kompozytorze, który wymyślił nowy rodzaj totalnej muzyki, będącej w stanie zmienić ludzkie myślenie. Ale Mann nie opisał tego na czym miałaby polegać ta muzyka. Stworzył tylko wyobrażenie, jak mogłaby ona brzmieć. Może właśnie na tym polega rola artystów – dać przedsmak tego, co mogłoby istnieć, stworzyć wyobrażenie. A to, co wyobrażone jest pierwszym stadium istnienia.

Czułość

Piszę fikcję, ale nigdy nie jest to coś wyssane z palca. Kiedy piszę muszę wszystko czuć wewnątrz siebie samej. Muszę przepuścić przez siebie wszystkie istoty i przedmioty obecne w książce, wszystko, co ludzkie i poza ludzkie, żyjące i nie obdarzone życiem. Każdej rzeczy i osobie muszę przyjrzeć się z bliska z największą powagą i uosobić je we mnie, spersonalizować. Do tego właśnie służy czułość. Czułość jest bowiem sztuką uosabiania, współodczuwania, a więc nieustannego odnajdywania podobieństw.

Tworzenie opowieści jest niekończącym się ożywianiem, nadawanie istnienia tym wszystkim okruchom świata, jakimi są ludzkie doświadczenia, przeżyte sytuacje, wspomnienia. Czułość personalizuje to wszystko do czego się odnosi, pozwala dać temu głos, dać przestrzeń i czas do zaistnienia i ekspresji. To czułość sprawia, że imbryk zaczyna mówić. Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach, ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów, ani symboli, nie prowadzi do zbrodni, ani zazdrości. Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest ja. Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna. Wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie. Jest świadomym, choć może trochę melancholijnym współdzieleniem losu. Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu.

Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, który ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący i od siebie współzależny.

Literatura jest zbudowana właśnie na czułości. To jest podstawowy psychologiczny mechanizm powieści. Dzięki temu cudownemu narzędziu, najbardziej wyrafinowanemu sposobowi ludzkiej komunikacji, nasze doświadczenie podróżuje poprzez czas i trafia do tych, którzy się jeszcze nie urodzili, a którzy kiedyś sięgną po to, co napisaliśmy, co opowiedzieliśmy o nas samych i o naszym świecie.

Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądało ich życie, kim będą. Często o nich myślę z poczuciem winy i wstydu. Kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć, i któremu pragniemy się przeciwstawić ratując świat nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to jakieś fatum i zrządzenie losu, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć i decyzji, ekonomicznych, społecznych, światopoglądowych, w tym i religijnych. Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności, sprowadziły nasz świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć.

Dlatego wierzę, że muszę opowiadać tak, jakby świat był żywą, nieustannie stawającą się na naszych oczach jednością, a my jego jednocześnie małą i potężną częścią.

Dziękuję.

Protesty w obronie sądów

W obronie wolnych sądów (1) >>>

„Nazywam się Paweł Juszczyszyn, jestem sędzią Sądu Rejonowego w Olsztynie. Chcę przypomnieć: nam sędziom nie wolno się bać. Prawda i uczciwość ostatecznie zwyciężą. Apeluję do sędziów: bądźcie niezawiśli, odważni. Jesteśmy silni, nawet nie wiecie jak bardzo” – te słowa porwały tłum w Warszawie. W obronie sądów demonstrowała setka miast.

W obronie sądów (2) >>>

Olsztyński sędzia Paweł Juszczyszyn, który orzekał zgodnie wyrokiem TSUE, został bezpardonowo zaatakowany przez władzę: dostał zarzuty dyscyplinarne i został zawieszony. To jawne bezprawie sprowokowało ludzi do protestu.

W niedzielę 1 grudnia w obronie sędziów i sądów demonstrowało w Polsce tysiące obywateli w ponad setce miast. OKO.press było na demonstracji w Warszawie.

Białystok, Bydgoszcz, Drawsko Pomorskie, Gdańsk, Lębork, Łódź, Poznań, Rybnik, Szczecin, Warszawa i kilkadziesiąt innych większych i mniejszych miast – wszędzie tam protestowano w solidarności z sędziami i w imię niezależności polskiego sądownictwa. W manifestacjach wzięło udział tysiące obywateli, największe, kilkutysięczne demonstracje odbyły się w Warszawie i Poznaniu. Stolica dawno nie widziała tak dużej demonstracji prodemokratycznej.

Na miejscu byli Anna Wójcik i Maciej Piasecki z OKO.press.

„Frekwencja była dużo lepsza niż się wszyscy spodziewali, pod Ministerstwo Sprawiedliwości przyszło kilka tysięcy ludzi. Świetna atmosfera solidarności i jedności wśród ludzi zdeterminowanych, którzy doskonale wiedzą, dlaczego i po co tam są. Główny postulat to dymisja ministra Zbigniewa Ziobry, to wybrzmiewało najwyraźniej”

relacjonuje Anna Wójcik, w OKO.press specjalistka od prawa i Konstytucji, prowadząca też nasze Archiwum Osiatyńskiego.

„Ogromne wrażenie zrobiła krótka mowa sędziego Juszczyszyna, do boju skutecznie zagrzewał prof. Marcin Matczak. To była demonstracja mobilizacji i solidarności środowiska prawniczego. Jakie to ważne, było widać po przemówieniu studentki prawa, która mówiła, że protestujący są dla niej wzorem, ale zastanawia się, czy warto być sędzią w obecnej rzeczywistości”.

Protest był świetnie przygotowany. Przemówienia krótkie i treściwe, między nimi skandowaliśmy „Solidarność naszą bronią”, „Wolne sądy”, „Konstytucja” i szczególnie głośno „Zbigniew Ziobro musi odejść”.

Oto represje władzy

Olimpia Barańska-MałuszekKrystian MarkiewiczMonika FrąckowiakAlina CzubieniakWaldemar Żurek oraz inne osoby, ich bliscy i współpracownicy odczuwają codziennie skutki represji wobec sędziów. Ale bezpośrednia przyczyna demonstracji to represje wobec sędziego Pawła Juszczyszyna.

Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych sędzia Michał Lasota wszczął 28 listopada 2019 postępowanie dyscyplinarne przeciwko Juszczyszynowi. Powód? Sędzia z Sądu Rejonowego w Olsztynie jako pierwszy zastosował się do wyroku TSUE i 20 listopada wydał postanowienie, w którym nakazał Kancelarii Sejmu ujawnienie list poparcia dla sędziów-kandydatów do KRS.

W związku z tym działaniem Rzecznik Dyscyplinarny zarzuca Juszczyszynowi przekroczenie uprawnień. Zaś nominat Zbigniewa Ziobry na stanowisku prezesa olsztyńskiego sądu – Maciej Nawacki – zwiesił Juszczyszyna w prawie do orzekania.

Nie damy się zastraszyć, panie Ziobro!

„Nazywam się Paweł Juszczyszyn, jestem sędzią Sądu Rejonowego w Olsztynie. Chcę wszystkim przypomnieć: nam sędziom nie wolno się bać, nie możemy ulegać, bez wolnych sądów, nie ma wolnych obywateli” – mówił na demonstracji w Warszawie Juszczyszyn.

I dodawał: „Prawda i uczciwość ostatecznie zwyciężą. Apeluję do sędziów: nie dajcie się zastraszyć, bądźcie niezawiśli, odważni. Jesteśmy silni, nawet nie wiecie jak bardzo. Róbmy swoje, trzymajmy się razem”.

Prof. Marcin Matczak: – Przyszliśmy tutaj, bo jesteśmy zatroskani, że żyjemy w kraju na opak. Sędzia jest ścigany, bo wydał zgodny z prawem wyrok, a premier, który nie wykonuje wyroku – jest hołubiony. Ci, którzy organizują kampanię nienawiści przeciwko uczciwym ludziom są nagradzani, a ich ofiary są ścigane. Nie chcemy żyć w kraju na opak!

Przemawiał również Wojciech Hermeliński, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku: „Pod adresem sędziów kierowane są haniebne słowa ze strony polityków. Nie jest winą tych sędziów, że rozpoczynali karierę w PRL-u. Proponuję tym politykom sprawdzić, czy na swoich dyplomach mają orła w koronie czy bez”.

Krystian Markiewicz ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia: „Sędzia Juszczyszyn stwierdził, że jego odpowiedzialnością jest wykonać wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Układ zamknięty stworzony przez tę władzę zadziałał.

Wszczęto wobec niego postępowanie, zarzuca mu się przestępstwo. Zabrano mu możliwość wydawania orzeczeń w imieniu RP. Zaczęto straszyć jego i wszystkich innych sędziów, którzy są gotowi wykonywać wyrok TSUE. Nie damy się zastraszyć, panie ministrze Ziobro”.

I dalej:  „Żądamy przywrócenia Pawła Juszczyszyna, powołania niepolitycznej KRS, likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, priorytetowego rozpoznawania spraw sędziów oraz żeby władza szanowała orzeczenia polskich i europejskich sadów, zwłaszcza TSUE”.

„Musimy to przejść, musimy nadejść, zostawić po sobie poświatę” – zaśpiewał Krzysztof Zalewski.

Jasny wyrok TSUE

OKO.press jako pierwsze medium poinformowało, że Sąd Okręgowy w Olsztynie nakazał Kancelarii Sejmu udostępnienie list poparcia sędziów-kandydatów na stanowiska w nowej Krajowej Radzie Sądownictwa.

Bezpośrednią przyczyną zarządzenia był wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który 19 listopada 2019 orzekł, że Sąd Najwyższy musi ocenić m.in. czy Izba Dyscyplinarna SN jest sądem niezawisłym i niezależnym w rozumieniu prawa europejskiego.

Kluczową kwestią przy badaniu tej sprawy jest także status KRS. TSUE wymienił, że Sąd Najwyższy będzie musiał ocenić m.in. takie czynniki, jak skrócenie kadencji poprzedniego składu Rady, wybór większości obecnego składu przez władzę ustawodawczą oraz utajnienie list poparcia dla kandydatów do KRS.

Ale sprawdzenie niezawisłości i niezależności wymaganej prawem europejskim leży także w gestii sądów powszechnych i administracyjnych. Co więcej, Trybunał wskazał, że:

„(…) sąd krajowy powinien, w ramach swoich kompetencji, zapewnić ochronę prawną przysługującą jednostkom na podstawie art. 47 karty praw podstawowych i art. 9 ust. 1 dyrektywy 2000/78 oraz zagwarantować pełną skuteczność tych artykułów, w razie konieczności poprzez odstąpienie od stosowania wszelkich przepisów prawa krajowego, które stoją z nimi w sprzeczności”.

W skrócie, jak ujęła to Ewa Siedlecka w „Polityce”, w razie niemożności pogodzenia prawa unijnego z krajowym, sędziowie powinni pomijać prawo krajowe i orzekać zgodnie z unijnym.

Aż 13 organizacji prawniczych (m.in. Archiwum Osiatyńskiego, Helsińska Fundacja Praw Człowieka) wystosowało apel do sądów o odmowę stosowania przepisów polskiego prawa, których skutkiem byłaby możliwość rozpoznania spraw sądowych przez sędziów nominowanych przez neo-KRS.

Władza idzie w zaparte

To co jest jasne dla TSUE, wiekszości prawników i organizacji broniących praw człowieka, nie jest jasne dla władzy PiS. Premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z PAP 30 listopada przedstawił zdumiewającą interpretację wyroku Trybunału Sprawiedliwości. Oczerniał też sędziów, którym zarzucał politykierstwo i bronienie swoich przywilejów.

Morawiecki to kolejny obok prezydenta Andrzeja Dudy, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety polityk najwyższego szczebla, który nastawia opinię publiczną przeciwko sędziom stosującym się do wyroku luksemburskiego Trybunału.

Premier Premier Morawiecki stwierdził, że „Trybunał powiedział wyraźnie, że z prawa europejskiego nie wynika jeden konkretny model ustroju sądownictwa, a tym bardziej taki model, z którym polska KRS byłaby niezgodna”.

Pierwsza część tej wypowiedzi jest prawdziwa: nie ma jednego modelu ustroju sądownictwa, który musi obowiązywać w całej UE. Natomiast każdy kraj musi zapewnić, aby wypracowany w nim model zapewniał prawne i rzeczywiste przestrzeganie niezależności i niezawisłości sądownictwa.

Druga część jest fałszywa. TSUE w wyroku wymieniał, jakie kryteria trzeba wziąć pod uwagę do oceny nowej KRS. Wymienił okoliczności związane z jej powołaniem i udziałem w nim polityków, a także kwestie dotyczące funkcjonowania tego organu.

Rozmowa sędziów z obrazem

Morawiecki ujawnił, że rząd nie przygotuje żadnych propozycji zmian legislacyjnych w związku z wyrokiem. O nową ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa apelowała m.in. I Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf, a także byli sędziowie TK i SN, m.in. Andrzej Rzepliński, Stanisław Biernat, Wojciech Hermeliński, Ewa Łętowska, Jerzy Stępień, Andrzej Zoll i Adam Strzembosz.

Premier stwierdził za to, że wątpliwości co do konstytucyjnego umocowania organów państwa – takich jak KRS – powinien rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny, a nie sądy powszechne czy nawet Sąd Najwyższy.

To zapowiedź, że po wydaniu orzeczeń przez Izbę Pracy SN – co ma się stać przed świętami Bożego Narodzenia – do Trybunału Konstytucyjnego zostanie skierowany wniosek w sprawie KRS. Nie można wykluczyć, że kwestię nowej KRS rozstrzygnie skład TK z nowym sędziami, Stanisławem Piotrowiczem lub prof. Krystyną Pawłowicz.

Kmicic z chesterfieldem

Mówiąc cynicznie, opozycja dziś powinna po cichu wspierać Banasia i trzymać za niego kciuki i mówić „Marian, nie poddawaj się”, bo to jest sytuacja niszcząca dla PiS-u – mówi prof. Marek Migalski. – Jesteśmy państwem rozchwianym, rozmontowywanym, wewnętrznie niespójnym. Nie mam poczucia powagi polskiego państwa w tej sytuacji, bo jeżeli to państwo dopuściło kogoś takiego jak pan Banaś na jeden z najwyższych urzędów państwowych, a teraz nie potrafi sobie z nim poradzić, to to nie buduje powagi Rzeczpospolitej – dodaje

JUSTYNA KOĆ: O co chodzi w tej grze Mariana Banasia z PiS-em? Dwa dni temu wyglądało na to, że mamy układ – Banaś oddaje NIK pod kontrolę PiS-u mianując polityków tej partii na wiceprezesów NIK-u, a PiS zostawia Banasia w spokoju.

MAREK MIGALSKI: Też miałem wrażenie, że został zawarty jakiś pakt między Banasiem a PiS-em, dlatego że nominacje na wiceprezesów musiały być konsultowane z Nowogrodzką, a po drugie politycy tej partii robili wszystko na komisji pod przewodnictwem posła Szaramy, żeby to zostało szybko i sprawnie przeprowadzone. Wyglądało, że został zawarty jakiś układ, który ma pozwolić obu…

View original post 3 724 słowa więcej

 

Kidawa-Błońska, Trzaskowski i Jachira

Kmicic z chesterfieldem

Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla PAP udowadnia, że albo nie rozumie, czym są pytania prejudycjalne, albo udaje, że nie rozumie. Przedstawia triumfalną narrację o rzekomo korzystnym dla PiS wyroku TSUE z 19 listopada. Zaciekle broni nowej KRS i znów atakuje sędziów

Premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z PAP przedstawił zdumiewającą interpretację wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada. Oczerniał też sędziów, którym zarzucał politykierstwo i bronienie swoich przywilejów.

Morawiecki to kolejny obok prezydenta Andrzeja Dudy, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz wiceministra sprawiedliwości Sebastiana Kalety polityk najwyższego szczebla, który nastawia opinię publiczną przeciwko sędziom stosującym się do wyroku luksemburskiego Trybunału.


Politycy i media wspierające „reformę” sądownictwa nasiliły ataki na sedziów po wyroku TSUE. W takiej sytuacji obywatelskim obowiązkiem jest okazanie solidarności z sędziami, którzy są dziś w Polsce poddawani naciskom i represjonowani za orzekanie zgodnie z literą prawa oraz stosowanie się do orzeczeń najważniejszego sądu UE.

W niedzielę 1 grudnia…

View original post 2 475 słów więcej

 

Obronimy niezależne sądy

Kmicic z chesterfieldem

„Jego działanie stanowi niedopuszczalną ingerencję w działania konstytucyjnych organów oraz prowadzić może do chaosu i anarchii” – tak resort Ziobry tłumaczy odwołanie z delegacji sędziego Juszczyszyna, który zastosował się do wyroku TSUE. „To propaganda. Sędzia musi sprawdzać, czy sąd niższej instancji był właściwie obsadzony” – mówi prof. Marcin Matczak

„Minister Sprawiedliwości, korzystając z przysługujących mu uprawnień, odwołał z delegacji do Sądu Okręgowego w Olsztynie sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie Pana Pawła Juszczyszyna” – czytamy w komunikacie na stronie resortu we wtorek 26 listopada 2019.

Jako pierwsi napisaliśmy, że odważny sędzia, który zastosował się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada, będzie musiał wrócić na niższe stanowisko w Sądzie Rejonowym. Ministerstwo sprawiedliwości poinformowało o tym w poniedziałek 25 listopada, faksem. Nie podało powodu, a jedynie podstawę prawną.

W środę 27 listopada w Olsztynie odbyła się pierwsza demonstracja w obronie sędziego. Kolejne, w całej Polsce, zaplanowane są na niedzielę, 1…

View original post 2 237 słów więcej

 

Gdyby powiesili zdjęcie Kaczyńskiego, natychmiast byliby aresztowani

Ks. Wojciech Lemański o decyzji prokuratury w Katowicach o umorzeniu śledztwa ws. zdjęć europosłów Platformy Obywatelskiej na szubienicach.

Oświadczenie prokuratury

Krytyka wiązała się przy tym ze sposobem głosowania, a nie przynależnością polityczną europosłów. Jak ustalono, żaden z uczestników manifestacji nie kierował wobec polityków gróźb i nie nawoływał do popełnienia przestępstwa ani nie wypowiadał się personalnie na temat europosłów. (…) Miała charakter symboliczny, nawiązujący do historycznych wydarzeń z XVIII wieku, a utrwalonych na obrazie Jana Piotra Norblina. (…) W intencji organizatorów inscenizacja miała ukazać analogię między działalnością konfederacji targowickiej i głosowaniem europosłów, a jej symboliczny charakter podkreślał w przemówieniu jeden z organizatorów happeningu.

***

– Obawiam się, że jest to celowe tolerowanie tego typu zjawisk. PiS głaszcze tego szczeniaka nienawiści. Powoli wyrasta z niego wilczur – komentował w Onet Rano decyzję prokuratury senator Krzysztof Brejza.

Dariusz Rosati (poseł): To skandaliczna decyzja dająca zielone światło do eskalacji nienawiści. Ale – tak jak w stanie wojennym – te haniebne zachowania PiS-owskich prokuratorów zostaną zapamiętane”.

– Dokładnie 3 tygodnie temu dopytywałem się prokuratury o sprawę „szubienic”. Postanowienie o umorzeniu wysyła jasny sygnał – tego typu czyny nie będą w Polsce ścigane, jeśli ofiarami są przeciwnicy polityczni Prokuratora Generalnego – wypowiada się Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Kmicic z chesterfieldem

– Prezydent Andrzej Duda od początku umywa ręce od decyzji wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzi, że wykonał „decyzję polityczną”. Tyle że prezydent stoi na straży Konstytucji i miał w ręku narzędzia, które mogłyby zweryfikować legalność decyzji ws. nowych sędziów – pisze prof. Stanisław Biernat, były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego i analizuje rozmowę, w której prezydent – jak uważa autor – przyznał się do złamania Konstytucji.

Cały wywód prof. Bernata o złamasie Dudzie tutaj >>>

Lotna Brygada Opozycji pojawiła się przez Ministerstwem Sprawiedliwości z nietypowym bałwanem – nie z kul śniegowych, a z główek kapusty. Po decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie powieszenia zdjęć europosłów na szubienicach, członkowie Brygady przyszli zapytać Zbigniewa Ziobrę, jaka jest „jedynie słuszna wykładnia” happeningu.

Przynieśli rekwizyty, które okazywali ministrowi – a to zdjęcia prominentnych polityków PiS, a to taczki, a to drabinkę… – „Panie prokuratorze, panie ministrze. Nie wiem, jak się zwracać do tego…

View original post 2 239 słów więcej

 

W obronie sędzi Olimpii Barańskiej-Małuszek

„Komitet Obrony Sprawiedliwości protestuje przeciwko praktykom, które pod pozorem legalizmu zmierzają do wyeliminowania z wymiaru sprawiedliwości niezawisłych i niezależnych sędziów.” „Zawieszenie Sędziego w czynnościach jest szykaną wymierzoną w tego sędziego ale i w obywateli i ich prawo do sądu. Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek ma w referacie sprawy, na których rozstrzygnięcie czekają obywatele. Ewentualne zawieszenie w czynnościach […]


„Komitet Obrony Sprawiedliwości protestuje przeciwko praktykom, które pod pozorem legalizmu zmierzają do wyeliminowania z wymiaru sprawiedliwości niezawisłych i niezależnych sędziów.”

„Zawieszenie Sędziego w czynnościach jest szykaną wymierzoną w tego sędziego ale i w obywateli i ich prawo do sądu. Sędzia Olimpia Barańska-Małuszek ma w referacie sprawy, na których rozstrzygnięcie czekają obywatele. Ewentualne zawieszenie w czynnościach spowodowałoby znaczące opóźnienie w ich rozpatrywaniu.”

Zarzuty Rzecznika Dyscyplinarnego dotyczą nadużycia prawa do wyrażania opinii przy ocenie Ministra Sprawiedliwości i jego roli w tzw. aferze hejterskiej oraz ocenie prokuratora kandydującego do Sądu Najwyższego.”

Pełna treść opinii Komitetu Obrony Sprawiedliwości KOS 23(10)/2019 

PiS nie ogląda się na instytucje unijne, które wymagają trzymania się standardów demokratycznych. PiS się spieszy z zamordyzmem, aby twierdzić, że Polacy tak chcą. A co nam zrobicie? Oczywiście, zrobią Polexit.

„Prawo stron do rzetelnego procesu jest dla mnie ważniejsze od mojej sytuacji zawodowej” – ogłosił Paweł Juszczyszyn, sędzia z Olsztyna, który został w trybie natychmiastowym odwołany z delegacji po tym, jak wezwał Kancelarię Sejmu do ujawnienia list poparcia KRS. Jako pierwszy zastosował się do wyroku TSUE. Łętowska: władze próbują efektu mrożącego

(komentarz wpisu na kmicic z chesterfieldem >>>)

Małgorzata Kidawa-Błońska jest w stanie pokonać Andrzeja Dudę

Mamy historyczną okazję pokazania, że przyzwoitość oraz uczciwość w polityce i życiu publicznym to nie słabość, a wielka siła. Zostańcie moimi ambasadorami – Kidawa-Błońska w liście do członków Platformy

„Chcę stanąć w tych wyborach  i zawalczyć o wygraną dla całej Polski. Wiem, jak to zrobić” – pisze Małgorzata Kidawa-Błońska w liście rozesłanym do wszystkich członków Platformy Obywatelskiej.

„Wszyscy mamy świadomość, że dziś Polska jest państwem podzielonym populistyczną kreską. Podsycanie atmosfery sztucznego zagrożenia głęboko dotyka nasz kraj. PiS wraz z koalicjantami jawnie obchodzi reguły życia społecznego i politycznego, niszczy najlepszy dorobek młodej polskiej demokracji. Ogranicza wybór i narzuca swój sposób życia pod groźbą napiętnowania. A jednocześnie sami łamią prawo i zasady uczciwości. Taka manifestacja barbarzyńskiej siły to jednak dowód bezradności, bo większość Polek i Polaków odrzuca ich mroczną wizję Polski. Nas jest więcej!” – pisze wicemarszałkini Sejmu ubiegająca się o nominację prezydencką PO i KO.

„Bądźmy gotowi stoczyć zdecydowaną i mądrą batalię o prezydenturę. Ja jestem gotowa. Zwycięstwo leży w naszym zasięgu. W Warszawie z ogromną przewagą pokonałam Jarosława Kaczyńskiego – głównego architekta fatalnej dla Polski doktryny, 
w wyniku której od pięciu lat urząd Prezydenta RP sprawowany jest przez polityka reprezentującego interes wyłącznie własnego obozu politycznego” – pisze MMKB.

Kidawa apeluje do działaczek i działaczy PO: „Chcę Was poprosić, byście stali się moimi ambasadorami w lokalnych społecznościach, w kontaktach z bliskimi, z sąsiadami i znajomymi. Byśmy z nową energią wspólnie zbudowali szeroką wspólnotę, której spoiwem będą przyzwoitość, uczciwość, wzajemny szacunek. I miłość do Polski!”.

Kidawa-Błońska o prawyborach prezydenckich: 7 grudnia debata, a 14 konwencja wyborcza, gdzie nasi delegaci wybiorę tę osobę, która ich najbardziej przekona do tego, że ma szanse na wygranie tych wyborów

– Platforma wierzy, że kandydat koalicji wygra. Mamy prawybory. Właściwie rozpoczęliśmy to wyłanianie kandydatów. Jeździmy po Polsce. 7 grudnia debata, a 14 konwencja wyborcza, gdzie nasi delegaci wybiorę tę osobę, która ich najbardziej przekona do tego, że ma szanse na wygranie tych wyborów – stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska w rozmowie z Dorotą Gawryluk w programie „Wydarzenia i opinie” Polsat News.

Kidawa-Błońska: Naprawdę jestem rozgniewana i oburzona tym, co dzieje się w naszym kraju. Polska to wspaniały kraj i chciałabym, żeby prezydent Polski był prezydentem wszystkich Polaków

– Ja się nie boję i naprawdę jestem rozgniewana i oburzona tym, co dzieje się w naszym kraju. Polska to wspaniały kraj i chciałabym, żeby prezydent Polski był prezydentem wszystkich Polaków i żeby Polacy wiedzieli, że żaden z nich nie zostanie osamotniony, a jest tyle obszarów, gdzie potrzebujemy tej wspólnoty, tego wsparcia, a prezydent powinien być tą osobą, która stoi i gwarantuje to, że nikt nie zostanie osamotniony – stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska w Polsat News.

Tak sensacyjnego sondażu jeszcze nie było! Polacy jasno wskazali, którą z kandydujących osób wybraliby na prezydenta kraju, gdyby w II turze znaleźli się Andrzej Duda i Małgorzata Kidawa-Błońska. Wyniki najnowszego sondażu prezydenckiego przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster na zlecenie Super Expressu wskazują jasno, będzie się toczyć zażarta walka o prezydenturę! Prezydent Duda nie może być spokojny o swoją przyszłość w Pałacu Prezydenckim.

Zaskakujące wyniki najnowszego sondażu prezydenckiego! Chociaż wybory na prezydenta Polski odbędą się dopiero w maju przyszłego roku, to już warto sprawdzać nastroje głosujących. Kogo poparłaby większa liczba Polaków, gdyby w II turze wyborów znaleźli się obecny prezydent Andrzej Duda i kandydatka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Kidawa-Błońska? Okazuje się, że takie osoby w drugiej turze gwarantowałyby ostrą walkę o fotel prezydencki do końca. Dlaczego? Bo ich szanse są bardzo wyrównane. Jak odpowiedzieli badani przez Instytut Badań Pollster w sondażu prezydenckim? Na Andrzeja Dudę postawiło w sondażu 53 proc. pytanych, a na Małgorzatę Kidawę-Błońską niewiele mniej, bo aż 47 proc. osób. Warto zwrócić uwagę na to, że sondaż został przeprowadzony na osobach, które są zdecydowane, by wziąć udział w wyborach prezydenckich.

Jak wyniki sondażu komentuje ekspert? Zdaniem prof. Kazimierza Kika wyniki te są bardzo możliwe: –  To jest prawdopodobny wynik w drugiej turze wyborów prezydenckich. Wynik Małgorzaty Kidawy–Błońskiej jest naprawdę dobry i jest on poważnym zagrożeniem dla prezydenta Andrzeja Dudy. Choć do wyborów jeszcze pół roku, to obóz rządzący ma się czego obawiać i takie wyniki powinny zmobilizować Pałac Prezydencki i PiS do wzmożonej pracy. Mimo, że w badaniu prowadzi Andrzej Duda to jego notowania są dość umiarkowane. Wyniki sondażu powinny być sygnałem ostrzegawczym i budzić niepokój wśród obecnego obozu władzy – komentuje politolog.

Kmicic z chesterfieldem

„Dlaczego akurat ta władza i teraz ściąga do Polski nasze rezerwy złota bezpiecznie przechowywane w Londynie? To mi pachnie jakimś przekrętem” – zastanawiał się na Twitterze przedsiębiorca Ryszard Wojtkowski.

Sprowadzeniem do Polski 100 ton złota chwalił się prezes NBP Adam Glapiński. Wartość kruszcu to 18,3 mld zł.

Na zdjęciach, które umieszczono w sieci w związku ze sprowadzeniem złota, widać Glapińskiego z dumą prezentującego sztabki na tle skarbca. Obok prezesa stoją dawni ministrowie rządu PiS, których partia przeniosła do NBP – Teresa Czerwińska i Paweł Szałamacha.

Równie podejrzliwi jak Wojtkowski byli inni internauci: – „PiS dobrał się do rezerw złota. Roztrwonią cały majątek, który należy do wszystkich…

View original post 823 słowa więcej

 

Post Navigation