Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Kornel Morawiecki”

Przekupstwo Kaczyńskiego, na które nie ma pieniędzy

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio >>>

Więcej: Kiełbasa Kaczyńskiego, prezes robi z Polaków idiotów >>>

Kmicic z chesterfieldem

Na Marszu Równości w Lublinie tydzień temu zatrzymano małżeństwo z domowej roboty ładunkiem wybuchowym. Miał zostać użyty przeciwko uczestnikom manifestacji. Czyżby głoszenie z ambon o „tęczowej zarazie” wywołało efekt „samotnych wilków” prowadzących prywatny dżihad po tym, czego nasłuchali się od radykalnych imamów w meczetach Londynu czy Paryża?

„Przyzwolenie na język pogardy stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa”

RPO Adam Bodnar czuje rosnące zagrożenie homofobicznym terroryzmem. Zaraz po zatrzymaniu małżeństwa z Lublina wydał oświadczenie „STOP homofobicznej i transfobicznej przemocy!”:

„Wzywam do zaprzestania działań, które prowadzą do realnego zagrożenia osób LGBT. (…) Nie możemy nadal tolerować wykluczania ze wspólnoty tworzonej przez wszystkich mieszkańców naszego kraju całej grupy społecznej. Pamiętajmy też, że nieprzekraczalną granicą wolności słowa jest godność drugiego człowieka. (…)

Z wielkim niepokojem obserwuję narastanie uprzedzeń, nienawiści, a także słownej i fizycznej agresji wobec osób LGBT. Moje obawy i stanowczy sprzeciw tym bardziej wzbudza fakt, że te niebezpieczne napięcia społeczne nie tylko nie są postrzegane jako wymagające reakcji i eliminacji zagrożenia…

View original post 2 674 słowa więcej

 

Proboszcz i wikary. Jeden gustuje w dzieciach, drugi w kobietach

Jakiś czas termu, w zupełnie przypadkowej rozmowie, ktoś znajomy opowiadał o swojej parafii. Historie sprzed lat. Anegdoty.

Z tych opowieści wynikało, że proboszcz, dzisiaj już emeryt, „zawsze bardzo lubił chłopców”, natomiast ówczesny wikary, wręcz przeciwnie, gustował w kobietach, a na parafię sprowadzał sobie „panienki”, tworząc w ten sposób z proboszczem gejem swoiste combo, którego fundament stanowiła szeroko pojęta „dobra zabawa”. Oczywiście parafianie doskonale o tym wszystkim wiedzieli i śmiechu było co niemiara, kiedy razu pewnego jakieś „panienki” podprowadziły księżom cały utarg z tacy.

Wprawdzie z wiekiem zrozumiałem, że śmiejąc się z innych, w gruncie rzeczy śmiejemy się z siebie, śmiejemy się w ten sposób z własnych przywar i niedoskonałości, o czym najczęściej jednak nie mamy zielonego pojęcia, dlatego tak świetnie zwykliśmy się wtedy bawić. Tak czy inaczej, w opowieści „z życia parafii”, której byłem mimowolnym świadkiem, uderzyło mnie nie tyle to, co mieli zwyczaj czynić sprawujący w niej posługę, proboszcz i wikary. Nie to, że proboszcz ponad wszystko cenił sobie towarzystwo młodych chłopców, a wikary nie wybrzydzał, jeśli chodzi o „młode damy”.

Na pęczki takich księży po parafiach. Nic nowego. Moją uwagę przykuł natomiast fakt, z jak głębokim zrozumieniem dla zagadnienia, z jak nieprzeciętną dozą tolerancji i otwartości o tym opowiadano. Jak bardzo wszystkim, którzy w tej opowieści odnajdywali radość, nie przeszkadzało, że ci sami kapłani, każdej niedzieli, przez lata głosili z ambony prawdy, które pozostawały w sposób zdecydowany w opozycji do obyczajów głoszących je księży, ich upodobań seksualnych oraz trybu życia. Przez lata, ci katoliccy kapłani odwiedzali swoich parafian w ich domach. Przez lata ich parafianie łożyli na parafię datki. Przez lata milczeli o upodobaniach księdza proboszcza, a ich synowie zasilali grono ministrantów służąc do mszy, ku uciesze nie tylko Boga Ojca, ale również, a może przede wszystkim, ku zadowoleniu księdza proboszcza. Wikarego też niespecjalnie rozliczano z celibatu, który wikaremu nie przeszkadzał w adoracji czynnika żeńskiego.

To wszystko, o czym opowiadali moi znajomi, było jedynie serią zabawnych anegdot z życia wspólnoty religijnej, której od lat byli i wciąż pozostają członkami.

Czy to, w gruncie rzeczy, nie jest przerażający obraz bezmyślności? Czy nie uderza w tej opowieści bezrefleksyjność i głęboka ironiczność tej opowiastki? Z drugiej strony, czy nie jest to pewnego rodzaju klucz do tego, czego obecnie jesteśmy świadkami? Czy nie leży w ludzkiej naturze wykorzystywanie przestrzeni, która jest nam dana? Czy jeśli puszczają mimo uszu i odwracają wzrok od naszych przewinień, świństw i łajdactw, nie będziemy z rozkoszą brnąć w nie dalej? Z pewnością większość z nas będzie.

W powyższej sytuacji problem jest gdzie indziej. Problem w tym, że opowiadający tę historię świeccy katolicy godzili się przez lata, a podobni do nich, godzą się nadal, aby wykłady na temat moralności i nauki na temat cnoty, dawało im dwóch hipokrytów, którzy swoich słabości i postaw sprzecznych z nauką kościoła nawet nie usiłowali ukrywać. Zresztą, jak się okazuje, mieli rację, skoro teraz funkcjonują jako bohaterowie anegdot opowiadanych z życzliwą pobłażliwością.

Wyznam Państwu, że moje „zdziwienie” ma charakter figury retorycznej. Mam ponad czterdzieści lat i większość życia przeżyłem w otoczeniu katolików. Sam zostałem ochrzczony, odebrałem serię sakramentów i sporą część życia, o czym wielokrotnie pisałem, przeżyłem „na łonie Kościoła”. Jakiż to rodzaj łona wiedzą najlepiej ci, którzy znaleźli w sobie siłę, żeby się z owym łonem rozstać. Dlatego żadnej z tej opowiastki nauki i żadnego morału. Ot, kolejna parafia, w której niepodzielnie władzę sprawuje dwóch mężczyzn, którym fakt noszenia sutanny daje rozgrzeszenie i otacza mgiełką pobłażliwości piętrowe kłamstwo, w którym żyją, nauczając o prawdzie.

I proszę w komentarzach nie pisać o moim braku szacunku do „wiary”, ponieważ nie o wiarę tu chodzi, tylko o wygodną bezpieczną bezczynność.

Jeśli bowiem, to nikomu nie przeszkadza, przestańmy się w takim razie dziwić, że łapy proboszcza lądują na kolanach nieletnich chłopców, a wikary sprowadza na plebanię prostytutki.

Życie, Bracia i Siostry, po prostu, życie. Pozwólmy się zatem życiu „ubogacać” i z pokorą przyjmijmy tę naukę.

PiS uśmierca Polaków, płacąc publicznymi pieniędzmi szemranemu Rydzykowi, a nie dofinansując służbę zdrowia

Redaktor naczelny Newsweeka Tomasz Lis na temat aktualnych tematów politycznych.

O TVP: Nadawanie przez TVPiS, to niekończący się akt chamskiej kradzieży pieniędzy Polaków przez ekipę Kaczyńskiego i Kurskiego. Okradani są zmuszani do sponsorowania kampanii najgorszej, najbardziej podłej i ciemnej władzy od momentu upadku PRL.

Spot wyborczy opozycji: Pan Morawiecki zaprasza rodzinę ze spotu. Może najpierw niech skorzysta z zaproszenia pana Budki na debatę albo raz zgodzi się na półtoragodzinną na przykład konferencję prasową. Pasuje? To nie PiS prezentował ostatnio na konwencji rodzinę prezesa banku jako „zwykłą” i tej samej rodzinie wcześniej Morawicki wręczał klucze do mieszkania z balkonem bez barierek? Mistrzowie autentyzmu. W PiS zdziwieni, że w spotach, jak w reklamach, grają aktorzy. Tym, że w kamienicy wybranego przez nich szefa NIK jest burdel, zdziwieni już nie są.

Służba zdrowia: Na telefon zaufania dla dzieci i młodzieży ekipa PIS nie ma pieniędzy. Za to ma na Pegasusa. Każda władza ma priorytety. Jedna lubi słuchać, inna podsłuchiwać. Zwykli ludzie muszą robić zbiórkę na telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, bo państwo PiS potrzeby jego istnienia nie widzi. A idzie o polskie dzieci. I to samo w sobie jest świadectwem druzgocącej moralnej klęski tego państwa i skrajnego nihilizmu jego funkcjonariuszy. Plan PIS dla służby zdrowia : dla Kaczyńskiego kule przynoszone do domu przez dyrektora szpitala, dla Polaków godziny w kolejkach na SOR– ach i niemal wyrok, gdy zachorują na raka.

Wybory i prezes NIK-u: Z rządami PIS jest dokładnie jak z interesem Banasia. Jak za pieniądze z Unii robi się dom pielgrzyma, to wiadomo, że na końcu jest burdel. Banasiak jak na PiS- owca i tak wykazał się powściągliwością. Zostały dokładnie dwa tygodnie. Jeśli ktoś chce BIS, Banaś i Spółka, głosuje na PiS. Jak ktoś nie chce zamiany Polski w burdel, głosuje na opozycję. A na pewno nie siedzi w domu.Mógł przecież twierdzić, że w jego kamienicy była delegatura Najwyższej Izby Kontroli.

***

Prof. Wojciech Sadurski (prawnik): Jeśli PiS przegra wybory parlamentarne, Kaczyński może pójść siedzieć. Dlatego w kampanii nie zawaha się przed niczym.

– Czekają nas wybory, które zadecydują, czy Polska będzie demokratycznym państwem prawa, czy też będzie nadal staczała się w kierunku autorytarnej dyktatury – napisali w liście otwartym do opozycji trzej byli prezydenci; Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski. Byłe głowy państwa apelują o porozumienie polityków opozycji kandydujących do Senatu.

Kmicic z chesterfieldem

Zaskakujące, że najmniej zdeterminowani są wyborcy PiS. Trzy tygodnie przed wyborami „Rzeczpospolita” postanowiła zbadać, na ile wyborcy poszczególnych komitetów wyborczych czują się zdeterminowani, aby 13 października oddać głos. Sondaż został wykonany przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS, w dniach 6-7 września 2019 r. na grupie 1100 osób.

Okazuje się, że najbardziej zdeterminowani czują się wyborcy Lewicy, na którą głos chce oddać 13,1 proc. badanych. W 94 proc. deklarują, że są bardzo, w 6 proc. – raczej zdeterminowani.

Podobnie ma się sytuacja w Koalicji Obywatelskiej. Jej elektorat aż 89 proc. jest bardzo lub raczej zdeterminowanych, 10 proc. – średnio, a tylko 1 proc. czuje się mało zmobilizowany do głosowania. Na KO głos chce oddać 22,7 proc. respondentów.

Dość wysoki poziom determinacji jest wśród wyborców Konfederacji – to aż 84 proc. W 12 proc. określony został on jako średni. Jednak poparcie dla Konfederacji to tylko 3,4 proc.

W sondażu dotyczącym determinacji elektoratu słabo wypada…

View original post 2 556 słów więcej

Mateusz Morawiecki, wyjątkowo perfidny zaprzaniec

Gdy okazało się, że straszenie inwazją uchodźców już nie działa, a ofensywa europejskiego lewactwa, genderystów i środowisk LGBT+ wcale Polakom nie tak straszna, jak przewidywali stratedzy Prawa i Sprawiedliwości, na Nowogrodzkiej urodził się plan postraszenia Polaków wprowadzeniem wspólnej waluty europejskiej, która miałaby doprowadzić do wzrostu cen produktów (tak jakby fatalna polityka gospodarcza “dobrej zmiany” nie wywoływała takich samych efektów). Partia rządząca opublikowała nowy spot wyborczy, a prezes Kaczyński do spółki z premierem Mateuszem Morawieckim rozpoczęli wykłady, jak to Polacy zasługują na europejski poziom życia i europejskie wynagrodzenia, a nie wyższe ceny w euro. 

– Mówimy “nie” euro, mówimy “nie” europejskim cenom; przyjmiemy euro, gdy osiągniemy poziom Niemiec – mówił podczas konwencji w Lublinie prezes PiS. Z kolei premier  ocenił, że Polsce nie opłaca się dziś przyjąć euro i rząd chce opierać gospodarkę o polską walutę. Zdaniem polityków partii rządzącej tylko PiS jest gwarantem tego, że Polska z rodzimym złotym nie pożegna się zbyt szybko.

“Czy polska gospodarka na tym zyska? Bardzo wątpliwe”– mówił Kaczyński. “Czy zyskają na tym kieszenie Polaków, czy po raz kolejny zostaną zmniejszone, zredukowane, mówię tu o ich zawartości, o domowych budżetach?” – dodał. Argumentem mającym służyć straszeniu Polaków, że głos na Koalicję Europejską to głos za szybkim przyjęciem europejskiej waluty posłużyły w spocie wypowiedzi polityków KE. Problem jednak w tym, że wystarczyła chwila, by w sieci pojawiły się wypowiedzi Mateusza Morawieckiego z czasów, zanim jeszcze został politycznym “Robin Hoodem” i zwolennikiem interwencji państwa w gospodarkę. Bo bankster Morawiecki, jeden z doradców gospodarczych premiera Donalda Tuska był wprowadzenia euro zdecydowanym orędownikiem.

Jego wypowiedź z debaty w Ministerstwie Finansów z 2013 roku przytoczył inny z jej uczestników, założyciel Nowoczesnej, a obecnie szef partii Teraz! Ryszard Petru. Jak stwierdził, wówczas myślał jeszcze samodzielnie i na temat wprowadzenia w Polsce euro wypowiadał się racjonalnie, w pozbawiony polityki sposób. Zresztą zobaczcie sami.

O tym, że przyjęta przez ekipę rządową narracja o gwarancji wprowadzenia w Polsce europejskiego standardu życia może być bardzo ryzykowna, pisał też na Twitterze reporter RMF FM Patryk Michalski, zauważając, że trwa właśnie największy od 1993 roku strajk nauczycieli, którym wynagrodzenia na poziomie choćby częściowo zbliżonym do tych zachodnich właśnie się odmawia.

Zauważył także, że dopiero co także inna grupa społeczna – opiekunowie osób niepełnosprawnych – próbowali wywalczyć od rządu Prawa i Sprawiedliwości dodatki pozwalające na życie choćby na minimum egzystencji. Z jaką butą i arogancją zostali finalnie potraktowani, wszyscy przecież pamiętamy.

Depresja plemnika

15-lecie wstąpienia Polski do Unii Europejskiej Donald Tusk postanowił zaznaczyć odegraniem hymnu Wspólnoty na pozytywce. Otrzymał ją od polskich studentów. – „To chyba najlepsza chwila, żeby na niej zagrać – 15 lat Polski w Unii Europejskiej” – stwierdził w opublikowanym na Instagramie filmiku były polski premier.

„Obyśmy byli w niej nadal!”; – „Pozytywnie z pozytywką”; – „Bądźmy dumni z tego. Mimo że czasem wiatr w oczy. Bądźmy dumni, że mamy możliwość być częścią Europy”; – „Piękna rocznica, życzmy sobie jeszcze wiele takich rocznic”; – „Brawo studenci! W młodych i nowoczesnych nadzieja, że Polska nie wróci do Średniowiecza” – pisali w komentarzach internauci.

View original post 945 słów więcej

 

Morawieccy: niedaleko pada jabłko od jabłoni

Ciąg dalszy kłopotliwej sprawy remontu siedziby partii Wolni i Solidarni, którą w zeszłym tygodniu ujawnił portal Onet.pl. Jak dowiadujemy się dzisiaj, do prokuratury trafiło właśnie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa oszustwa przez posła Kornela Morawieckiego, który miał celowo doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez przedsiębiorcę budowlanego, który za wykonane prace budowlane w biurze przy ul. Wiejskiej 2 w Warszawie nie otrzymał od partii zapłaty. Zawiadomienie dotyczy też próby rozliczenia długów partii z prywatnych pieniędzy jednego z dyrektorów PKO BP, które miałyby się dokonać z pominięciem faktur VAT.

Przypomnijmy, że w relacji Janusza Kuleszy, właściciela firmy budowlanej w Łomiankach pod Warszawą i jednocześnie wiceprezesa zarządu Polskiej Izby Gospodarczej „EKOROZWÓJ”, Kornel Morawiecki, reprezentując swoje ugrupowanie, wielokrotnie obiecywał Januszowi Kuleszę spłatę należności. Był mu winien 146 tys. zł. Zwlekał z oddaniem długu, aż sprawa trafiła do sądu. Gdy partyjne konto zajął komornik, okazało się, że jest na nim niewiele ponad 50 zł. Pieniędzy przedsiębiorca nie otrzymał do dziś. Gdy sprawa stanęła na ostrzu noża, w negocjacje spłaty długu zaangażować miał się dyrektor Pionu Sieci i Operacji PKO BP Maciej Wyszoczarski, niegdyś współpracownik Mateusza Morawieckiego w banku BZ WBK. Zdaniem przedsiębiorcy Wyszoczarski zaproponował mu spłatę należności w ratach 18-20 tys. zł, sugerując, że transakcja odbędzie się z pominięciem faktur, bez opłacania VAT-u. Miał także w taki sposób – w imieniu partii – rozliczać się z inną firmą budowlaną biorącą udział w remoncie warszawskiej siedziby Wolnych i Solidarnych.

awiadomienie o możliwości popełnienia opisuje przebieg całego zlecenia, przeciąganie terminu spłaty i deklaracje uznania długu przez Morawieckiego, a także wszystkie okoliczności towarzyszące temu remontowi.

„Podczas licznych spotkań i rozmów prowadzonych w mojej obecności zacząłem się orientować, że partia jako taka może nie mieć w ogóle pieniędzy na koncie bankowym lub nie zamierza ich wydać na finansowanie prac remontowych biura, a finansowanie zleconych prac zamierza realizować wpłatami osób prywatnych lub firm, które posiadają jakieś zobowiązania w stosunku do partii. Nigdy nie zgodziłem się na żadne propozycje pozaprawnego rozliczania należności i trwałem na stanowisku, że oczekuję zapłaty za wystawione faktury na swoje konto bankowe i będę dochodził swoich należności na drodze sądowej” – pisze w zawiadomieniu Kulesza.

Ciekawe czy w tej sprawie, podobnie jak w przypadku zawiadomienia złożonego przez Geralda Birgfellnera, prokuratura zajmie się teraz przede wszystkim atakowaniem składającego zawiadomienie przedsiębiorcy, unikając wszczęcia w tej sprawie śledztwa przeciwko partii ojca premiera. W państwie PiS ostatnie bowiem czego można być pewnym, to że zatriumfuje prawo i sprawiedliwość.

Więcej w Onecie

Dzięki takim typom, jak Jędraszewski kościół skończy w katakumbach. Czyli w piekle.

Depresja plemnika

Arcybiskup Marek Jędraszewski wystąpił na Europejskim Kongresie Samorządów. W panelu „Czy religia jest jeszcze człowiekowi potrzebna?” potępił Europę Zachodnią, w której według niego dominują „atomizacja, relatywizm, wychwalenie indywidualizmu”.

Poruszył też palący według niego problem współczesnych prześladowań, jakich doznaje Kościół. Tyle, że swój wywód podparł bardzo szokującym argumentem.

„Spójrzmy dzisiaj na Australię, gdzie kardynał Pell został skazany. Tam są łamane prawa człowieka. Chrześcijaństwo zawsze było prześladowane” – stwierdził metropolita. Zapomniał tylko dodać, że kard. George’a Pella skazano na 6 lat więzienia za … pedofilię. Dodajmy: Pell nie przyznaje się do winy. Apelacja ma być rozpatrzona w czerwcu.

Kiedy w mediach pojawiły się informacje, że opozycja, jak wygra, zastąpi telewizję publiczną nową instytucją, odezwał się szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański. Odezwał się w stylu bajkopisarskim, oświadczając na antenie radiowej Jedynki: „My się kierujemy dobrem całego społeczeństwa w tym sensie, że społeczeństwo musi mieć media, które nie są zależne od jednej grupy…

View original post 732 słowa więcej

Owsiak: Robimy piękne rzeczy, bo nie jesteśmy z plasteliny

„Kto by pomyślał, że zrobimy coś tak pięknego? Wiecie dlaczego, my Polacy, robimy tak piękne rzeczy? Bo nie jesteśmy z plasteliny. Jesteśmy żywymi ludźmi, jesteśmy wspaniałymi, fantastycznymi, cudownymi, kolesiami, kobietami, mężczyznami, dzieciakami, którzy tworzą wspaniały, polski naród”- powiedział Jerzy Owsiak, inaugurując 27. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy . Było to z pewnością nawiązanie do haniebnego przytyku z niedawnej „dobranocki” w TVPInfo.

Po niewybrednym ataku PiS-owskiej telewizji w programie „Minęła 20”,szef WOŚP napisał na Facebooku: „Nie jestem Czapajewem, politykiem, ani Supermanem, żeby po tak ohydnym filmie, który tak nieprawdopodobnie próbował dyskredytować mnie i całą akcję, ot tak po prostu zagwizdać wesoło i robić swoje…”

>>>

Owsiak zapowiadał, że w tym roku WOŚP gra dla „50 dużych szpitali pediatrycznych” oraz że „chodzi o gruby sprzęt”. Jeszcze przed godz. 10 na koncie WOŚP znalazło się ponad 13 milionów złotych.

Po skandalicznej produkcji TVPInfo, zatytułowanej „ Metoda na siema”, Telewizyjna Agencja Informacyjna podjęła decyzję o zawieszeniu w obowiązkach służbowych wydawcy programu „Minęła 20”.

W najnowszym „Newsweeku” polecam tekst Renaty Grochal o tandemie, który trzęsie polskim Sejmem.

Depresja plemnika

I znów trwa rytualne symboliczne zabijanie Jurka Owsiaka. Tym razem przy pomocy pisowskiej TVP, która nadała filmik z kukiełkami mający zdyskredytować i byłą prezydent Warszawy, i Owsiaka jako złodziei grosza publicznego.

View original post 2 240 słów więcej

 

Krzyż jako pisowska maczuga

W poniedziałek na sali obrad Sejmiku Województwa Lubelskiego, tuż nad polskim godłem i tuż przed drugą sesją pojawił się krzyż. O powodach jego umieszczenia tak mówił radnym przewodniczący sejmiku Michał Mulawa z PiS:

„Chciałbym państwa poinformować, że na sali obrad sejmiku województwa lubelskiego został zawieszony krzyż. Krzyż, który jest symbolem chrześcijaństwa, krzyż, który ściśle wiąże się z funkcjonowaniem i powstaniem państwa polskiego, jak również powstaniem samej Unii Europejskiej, dzięki której, czy też przy pomocy której, samorząd województwa lubelskiego może realizować mnóstwo prorozwojowych dla naszego województwa projektów” – stwierdził Mulawa, zgrabnie splatając wątki katolickie z proeuropejskimi (najnowszy trend w partii Jarosława Kaczyńskiego). Światopoglądowa neutralność państwa już mu się w wypowiedź nie wplotła.

Radni również jakby zapomnieli o tej zasadzie, gdyż żaden z nich nie zaprotestował. Przynajmniej oficjalnie. Bo jak napisała na Twitterze dziennikarka TOK FM, radni okazali się być zaskoczeni decyzją przewodniczącego. Dzielnie więc dali temu wyraz w mediach społecznościowych. „Może by kogoś o zdanie zapytał?” – brzmiał jeden z komentarzy na Twitterze. „Nikt z radnych nie ma jaj, by to zdjąć?” – napisał ktoś inny.

Co ciekawe, właśnie na ostatni z komentarzy  zareagował … sam przewodniczący sejmiku Michał Mulawa. Odparował hardo: „To może Pan osobiście się pofatyguje? Proponuję wcześniej spotkać się przed urzędem, żebyśmy załatwili sprawę zgodnie z kodeksem Boziewicza”.  To już przynajmniej na pewno wiemy, że radnemu PiS bliższy jest polski kodeks honorowy, niż konstytucja. Trudno mówić zresztą o zaskoczeniu – PiS lubi sięgać po tradycję. A że wychodzi to karykaturalnie.. .

Depresja plemnika

„Podpisał nowelizację do nowelizacji o nowelizacji w sprawie nowelizacji w odniesieniu do nowelizacji, która była nowelizacją nowelizacji ustawy o SN. Podpisywał klęcząc!!!” – skomentował internauta podpisanie przez Andrzeja Dudę ustawy o Sądzie Najwyższym. To rzeczywiście siódma wersja ustawy.

A tak w TVN24 o podpisie prezydenta pod tą ustawą mówił Adam Bielan: – „My nie uważamy, że to było złamanie Konstytucji. Dalej uważamy, że mieliśmy w tym sporze rację, natomiast respektujemy wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Skoro takie orzeczenie zabezpieczające zapadło, dzisiaj zostało podtrzymane, potwierdzone, to musimy się do tego dostosować”.  22 sędziów SN, w tym troje prezesów, przeniesionych pół roku temu poprzednią pisowską ustawą w stan spoczynku, wróciło do orzekania.

Nawet prawicowy dziennikarz Łukasz Warzecha ironizował na Twitterze: – „Towarzysze, nasza bohaterska armia, zadawszy ciężkie straty wrogowi, wycofała się na z góry zaplanowane pozycje”. Janusz Piechociński z PSL pospieszył z radą: – „Politykom PiS do nucenia piosenka Joanna Rawik…

View original post 2 328 słów więcej

 

PiS rozliczyć z każdej złotówki, z każdego przestępstwa i niegodziwości

W Sejmie późnym wieczorem toczyła się debata nad konstruktywnym wotum nieufności dla rządu Mateusza Morawieckiego. – „Wiecie, kto się boi prawdy? Kłamcy. Przez lata wmawialiście Polakom, że walczycie z układami. Dziś nie ma wątpliwości, że ten układ istnieje, ale to wy go stworzyliście. Próbowaliście wmówić Polakom, że wszyscy oprócz was są złodziejami. A to wy jesteście patronami afer. (…) Rozliczymy was. Rozliczymy z każdej złotówki, z każdego przestępstwa, z każdej niegodziwości. Nie upiecze się żadnemu z was” – mówił uzasadniając wniosek w tej sprawie przewodniczący PO Grzegorz Schetyna.

Zarzucił Morawieckiemu kłamstwa i przypomniał, że po wyrokach sądu premier musiał dwukrotnie publicznie przyznać się do nich. – „Kłamał pan na temat podatków – według szacunków sporządzanych przez pana własnych urzędników z podwyżek podatków i nowych podatków, które wprowadziliście, wydrenujecie z kieszeni Polaków o ponad 20 mld zł więcej, niż oddacie im w obniżkach, którymi tak się chwalicie” – powiedział Schetyna do Morawieckiego.

„Oszukujecie nas, że chcecie Polski w Unii Europejskiej, ale tak naprawdę systematycznie realizujecie pełzający Polexit. Polska jako pierwszy kraj w historii Unii Europejskiej objęta została procedurą z art. 7. Europejski Trybunał Sprawiedliwości musi dziś zajmować się naruszaniem przez was unijnym traktatów i to w sprawach o fundamentalnym znaczeniu. Najlepszym dowodem waszych prawdziwych intencji w tej kwestii jest zaskarżenie przez Zbigniewa Ziobro unijnych traktów do Trybunału Konstytucyjnego. Oficjalne kwestionowanie traktatów unijnych jest kwestionowaniem naszego członkostwa w Unii Europejskiej” – podkreślił Schetyna.

Lider PO stwierdził, że rząd w sposób cyniczny i błyskawiczny zniszczył szacunek i respekt, jakim Polacy cieszyli się w świecie. – „Trudno nawet powiedzieć, że wasza polityka zagraniczna jest nieudolna, chaotyczna czy szkodliwa, czy pozbawiona wizji, ponieważ trudno ocenić coś, czego po prostu nie ma. Politykę zagraniczną zastąpiliście knuciem, a MSZ sprowadziliście do roli partyjnej przybudówki” – mówił.

Zarzucił rządowi, że nie potrafi realizować nawet własnych projektów. Wymienił m.in. Mieszkanie Plus czy modernizację armii. – „Zanim zaczniemy słuchać nowych fantazji, to chcielibyśmy przy okazji posłuchać, co ma pan do powiedzenia w sprawie polskich samochodów elektrycznych. Jak wygląda ten pański program? Udział inwestycji w PKB spadł za waszych rządów do najniższego poziomu od 20 lat. Tak, panie Suski, tak jest. Boli bardzo, boli” – stwierdził Schetyna. – Korupcyjna afera KNF to przykład, jak zamieniliście państwo w partyjny folwark. Ta afera to nie jest plan Zdzisława ani Morawieckiego. Za pana działania w tej sprawie, za spotkania w Świątyni Opatrzności, za manipulacje przy ustawie, za zatrzymanie o 6 rano Wojciecha Kwaśniaka, powinien pan – wraz z całym rządem – podać się do dymisji” – podkreślił szef PO.

Schetyna zapowiedział przygotowanie przez PO pakietu ustaw – „aktu odnowy Rzeczpospolitej, który uchyli wszystkie antydemokratyczne, kompromitujące zapisy, które wasza władza przeforsowała”.  

„Zatrzymamy ten pełzający Polexit. Ale to za mało. Wprowadzimy Polskę znowu do twardego jądra Europy, tam, gdzie jest nasze miejsce. Odzyskamy utracone pieniądze z Unii i uzyskamy dodatkowe fundusze. Nie będziemy robić rewolucji w szkole, ale posprzątamy ten pisowski bałagan. Wróci prawdziwa historia i normalny kanon lektur” – powiedział lider PO.

Przedstawił też pomysły dotyczące przebudowy systemu podatkowego. – „Podatki i składki, czyli PIT, ZUS i składka na NFZ nie przekroczą łącznie 35% zarobków Polaków. Każdy, kto pracuje i zarabia mniej niż dwukrotność płacy minimalnej otrzyma dodatkowe wsparcie. W przypadku osób zarabiających minimalne wynagrodzenie, ta pomoc wyniesie 500 zł miesięcznie” – stwierdził Schetyna. Zapowiedział też utrzymanie 500 plus, ale zostanie ono poszerzone o matki samotnie wychowujące dziecko.

Depresja plemnika

W piątek wieczorem Sejm zajął się wnioskiem PO o konstruktywne wotum nieufności dla Rady Ministrów. Kandydatem na nowego premiera był lider Platformy Grzegorz Schetyna, który jako pierwszy zabrał głos. – Kłamcy boją się prawdy. Zmarnowaliście to, co wam zostawialiśmy, a efekt jest taki, że poziom inwestycji w stosunku do PKB spadł do najniższego poziomu od 20 lat – mówił. Przedstawił też plan, jaki PO ma po wygraniu wyborów. – Przygotujemy Akt Odnowy Rzeczypospolitej, który wycofa antydemokratyczne przepisy, które wprowadziliście – mówił. Zapowiedział też m.in. zatrzymanie pełzającego Polexitu, powrót do Europy, większe środki z funduszy unijnych, naprawę szkolnictwa, armii i polityki zagranicznej, podwyżki, nowy system podatkowy, a także rozszerzenie programu 500 Plus.

Kłamcy boją się prawdy

Mimo późnej pory w Sejmie nie brakowało emocji. – Kłamcy boją się prawdy – rozpoczął Grzegorz Schetyna, informując, że składa konstruktywne wotum nieufności.

Lider PO zaczął od wytknięcia błędów i kłamstw. – Kłamał pan na…

View original post 4 461 słów więcej

 

Policja i cenzura. PiS blokuje wolne media – oko.press

Po tym jak portal OKO.press. opisał protest aktywistów podczas koncertu rosyjskiego Chóru Aleksandrowa w Bydgoszczy, gdzie wznoszono okrzyki „Łapy precz od Ukrainy”, policja wkroczyła do mieszkań dwójki dziennikarzy tej redakcji.

Funkcjonariuszom, udało się zastać w domu jedynie operatorkę filmową współpracującą z portalem. Mieli ze sobą nakaz przeszukania mieszkania, którego nie okazali, a jedynie odczytali go, grożąc zabraniem wszystkich komputerów, kart pamięci i dysków.

Ostatecznie, skonfiskowali pendrive’a z interesującym ich materiałem.

Jak dowiadujemy się z portalu, podczas sobotniego koncertu Chóru Aleksandrowa w Bydgoszczy, na estradę weszło dwóch aktywistów – Rafał R. Suszek i Michał Wojcieszczuk – z transparentem „Kremlowski raszyzm won za Don” i „Chwała Ukraińcom walczącym za wolność waszą i naszą”.

Filmujący zdarzenie dziennikarze OKO.press. opowiadają, że „organizatorzy koncertu i ochroniarze zachowywali się agresywnie”. „Wynajęliśmy cały obiekt, my tu rządzimy” – krzyczeli i do aktywistów, i do dziennikarzy. Podczas próby przerwania filmowania doszło do przepychanek i szarpania. Padały również groźby rękoczynów.

Dziennikarze i aktywiści zostali spisani i usunięci z budynku.

„Materiały, które powstają w wyniku pracy dziennikarskiej, a mogą ujawnić źródła informacji dziennikarskiej, objęte są ścisłą ochroną i nie powinny być zabezpieczane, odczytywane i wykorzystane przez Policję” – powiedział adwokat Mikołaj Pietrzak – komentując zajście. Podkreślił, że policjanci powinni pokazać dziennikarce nakaz przeszukania, aby „osoba zainteresowana mogła w spokojny i rzetelny zapoznać się z jego treścią”.

>>>

Depresja plemnika

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła zarzuty Markowi P., byłemu współpracownikowi Kornela Morawieckiego. Chodzi o defraudację 96 tys. zł, które szef fundacji „SOS dla życia” ks. Tomasz Jegierski pożyczył „Solidarności Walczącej”, której liderem jest ojciec premiera – informuje onet.pl. Pieniądze nigdy nie wróciły do fundacji.

O sprawie zrobiło się głośno w marcu tego roku, o czym w artykule „Panie premierze Morawiecki, stawiam publiczne pytania, czy pan jest skorumpowany?”.

„Tak, poinformowano mnie, że Marek P. ma status podejrzanego. Wybieram się do Wrocławia na konfrontację” – powiedział w rozmowie z onet.pl ksiądz Jegierski. W oświadczeniu, które na Twitterze udostępnił reporter Radia Zet Mariusz Gierszewski, szef fundacji „SOS dla życia” napisał: – „Od agenta CBA wiem, że zabezpieczono już majątek Marka P. (…) Z CBA była zrobiona wizja lokalna i ustalono, gdzie Marek P. z Kornelem Morawieckim rozwieźli tę gotówkę, którą otrzymali ode mnie w mojej obecności. Wierzę, że wkrótce premier Morawiecki…

View original post 2 584 słowa więcej

Dlaczego PiS osłabia Polskę? Państwo jest w ruinie

>>>

Wymuszona dymisja Marka Chrzanowskiego, nagłe poprawki PiS do ustawy o KNF oraz kryminalne okoliczności afery każą podejrzewać, że powstał patologiczny układ urzędniczo-partyjno-biznesowy na szczytach państwa. Demokracja pozbawiona kontroli mediów, sądów, opozycji wyradza się w autorytarne państwo mafijne – jak na Węgrzech Viktora Orbána.

Z ujawnionego przez „Wyborczą” nagrania wynika, że szef KNF wykorzystał swoją funkcję, by szantażować właściciela Getin Noble Banku Leszka Czarneckiego. Proponował mu „ochronę” w zamian za zatrudnienie w banku swojego człowieka za grube miliony. To czysty rekiet, tyle że w białym kołnierzyku i pod krawatem, a nie w dresie i z kijem bejsbolowym. Zamiast petenta obijać, można nasłać na niego kontrolę, wpisać go na czarną listę lub tak zmienić prawo, by decyzją administracyjną KNF mniejszy bank mógł przejąć większy. Kto się nie podporządkuje, straci biznes.

 

Taki wniosek nasuwa się po lekturze odpowiedzi opublikowanej przez ministerstwo w reakcji na interpelację Tomasza Siemoniaka, byłego ministra obrony narodowej, który jako poseł i członek komisji obrony pytał resort: co z tą modernizacją? Pytał dawno – w czerwcu – i szczegółowo, bo na liście jest 15 zagadnień. Odpowiedziano tylko na niektóre. A część tych odpowiedzi jest na tyle zadziwiająca, że zasługuje na opisanie. Zwłaszcza ta o śmigłowcach.

Czy PiS kasuje śmigłowce?

Trailer ze śmigłowcami w roli głównej

Serial trwa od samego początku rządów PiS, a tak naprawdę zaczął się w końcówce poprzedniej kadencji. Sam Siemoniak ma niemały udział w tym, jak wyglądał – trzymając się filmowych metafor – trailer. W kwietniu 2015 r. – w szczycie ostatecznie przegranej kampanii – prezydent Bronisław Komorowski ogłosił w porozumieniu z rządem dwie kluczowe decyzje zbrojeniowe: że w sprawie obrony powietrznej mamy zacząć rozmowy z rządem USA w celu zakupu systemu Patriot, i że w sprawie śmigłowców budowanych na wspólnej platformie najlepsza okazała się oferta francuskiej firmy Airbus. Caracal przeszedł z powodzeniem wojskowe testy, a dostawca zaczął rozmowy finalizujące umowę główną i tzw. offset.

Po drodze były podwójne wybory, w których zarówno ówczesny kandydat na prezydenta Andrzej Duda, jak i politycy PiS ostro zwalczali wybór śmigłowców. Trzeba przypomnieć, że i na patrioty część kręciła nosem, dopóki tematu nie przejął Antoni Macierewicz i nie przekuł sprawy we własny, niepodważalny sukces. Krytyka caracali była o wiele silniejsza, na tyle silna, że w niespełna rok po przejęciu władzy rozmowy z Airbusem przerwano, formalnie z powodu nieosiągnięcia porozumienia offsetowego. Wynegocjowana wartość kontraktu – 13,4 mld zł – kłuła w oczy nowych decydentów i była prezentowana jako marnowanie publicznego grosza na „najdroższe śmigłowce świata”. Bo „za sztukę” wychodziło około 267 mln zł. Warto będzie o tym pamiętać za chwilę.

Miało być dobre, bo „polskie”

Od października 2016 r., po przerwaniu rozmów z Francuzami, posypała się pamiętna seria deklaracji, zapowiedzi, obietnic – często składanych w czasie gospodarskich wizyt ministra i szefowej rządu w zakładach śmigłowcowych i lotniczych – niegdyś polskich, ale obecnie znajdujących się w rękach bezpośrednich konkurentów Airbusa z anulowanego przetargu. Tak więc miały być dwa, osiem, 21 black hawków z „polskiej” fabryki w Mielcu. Równocześnie remonty i budowa nowego śmigłowca miały wspierać „polską” wytwórnię w Świdniku. Żeby było jasne, oba zakłady oczywiście były i są polskie bez cudzysłowu, tyle że wchodzą w skład międzynarodowych konglomeratów lotniczo-zbrojeniowych i o ich losie decydują globalni gracze. Słowo „polskie” było jednak z emfazą podkreślane przez polityków w tej kampanii – dlatego tu też musi paść. Zresztą pomysłów było co niemiara – z budową śmigłowca polsko-ukraińskiego i czysto polskiego włącznie.

Na szybko trzeba było to ubrać w jakąś procedurę. Wymyślono pilną potrzebę operacyjną, ścieżkę tylko trochę na skróty wobec normalnej procedury. By stało się zadość słowom ministra Macierewicza, priorytetowe stały się śmigłowce bojowego poszukiwania i ratownictwa dla wojsk specjalnych (CSAR/SOF). W domyśle takie, które byłby w stanie dostarczyć Mielec – fabryka lotnicza Lockheed Martin, amerykańskiego potentata zbrojeniowego, który nie tak dawno przejął wyspecjalizowaną firmę śmigłowcową Sikorsky. W drugiej kolejności, też uzasadnianej pilną potrzebą, zamierzano kupić śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych z funkcją morskiego poszukiwania i ratownictwa (CSAR/ZOP). Każdego typu miało być po osiem sztuk, choć w przypadku z założenia droższych maszyn morskich myślano o opcji cztery plus cztery.

Fiasko zbrojeniowych obietnic MON

Śmigłowce spadły z listy

Rozwiązanie to od początku wywoływało krytykę. Głównie dlatego, że wbrew narracji rządu zakup małych partii wysoko wyspecjalizowanego sprzętu zawsze okazuje się droższy niż partii dużych – a rozbicie zamówień przy utrzymaniu dużych wymagań offsetowych dodatkowo zwiększa koszty. Jednak minister Macierewicz parł ku swemu, po drodze strącając m.in. szefa Inspektoratu Uzbrojenia gen. bryg. Adama Dudę. Procedury udało się uruchomić po jego odejściu, w lutym. Wbrew formalnej pilności przygotowywanie dokumentów trwało cały 2017 r. Potem nastąpiło tąpnięcie polityczne – odejście z rządu Antoniego Macierewicza i kolejna rewizja planów. Minister Błaszczak co prawda powtarzał, że z niczego nie rezygnuje, ale w maju jego zastępca z sejmowej mównicy przyznał, że śmigłowce dla wojsk specjalnych nie tylko utraciły priorytet, ale spadły z listy zamówień. Za to nowym pilnym zakupem stały się śmigłowce ZOP – choć tylko cztery. Planowano je kupić do 2022 r., i to miał być jedyny zakup nowych wiropłatów dla wojska w perspektywie pięciu lat.

W postępowaniu bierze udział tylko dwóch dostawców – Sikorsky z Mielca nie zgłosił zainteresowania, więc o cztery maszyny biją się Airbus z Caracalem i PZL-Świdnik z AW101. Na ostateczne oferty MON wciąż czeka. Pierwotny termin pod koniec października został przesunięty na wniosek – to wiadomo nieoficjalnie – zakładu Leonardo spod Lublina. Oferta ma zawierać i cenę, i propozycje offsetowe dostawcy, czyli podstawę do zawarcia kontraktu. Dzisiaj okazuje się, że chodzi nie o zakup i dostarczenie maszyn, czego wszyscy oczekiwali, a jedynie o podpisanie umowy.

„Na chwilę obecną Inspektorat Uzbrojenia prowadzi postępowanie dotyczące pozyskania nowych śmigłowców, w ramach którego przewiduje się podpisanie umowy do 2022 r. Jest to postępowanie dotyczące śmigłowców zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) wyposażonych dodatkowo w sprzęt medyczny pozwalający na prowadzenie akcji poszukiwawczo-ratowniczych CSAR – bojowego poszukiwania i ratownictwa” – odpisał posłowi Siemoniakowi wiceminister obrony Wojciech Skurkiewicz, ten sam, który w maju mówił tak: „Obecnie najpilniejszym zadaniem jest pozyskanie nowych śmigłowców ZOP w wersji podkładowej celem zastąpienia nimi planowanych do wycofania już w najbliższych latach śmigłowców SH-2G”.

Owe SH-2G to maszyny Kaman bazujące na fregatach Kościuszko i Pułaski. Skurkiewicz zapewniał, że w trwającym od zeszłego roku postępowaniu chodzi właśnie o śmigłowce pokładowe, podczas gdy uczestnicy mieli wrażenie – znając dokumenty – że MON chce kupić maszyny lądowego bazowania. Wiceminister mówił jednak: „Jeżeli chodzi o śmigłowce pokładowe SH-2G w wersji ZOP, w związku z zakończeniem wsparcia technicznego przez producenta planowane jest zastąpienie tych śmigłowców przez cztery nowe, pozyskane w ramach obecnie trwającej procedury mającej na celu pozyskanie właśnie tych śmigłowców z funkcją SAR”. Kwestia tego, czy wszyscy wiedzą, o co chodzi, staje się kluczowa.

Zakup nie taki pilny?

Bo jeśli minister Skurkiewicz tym razem się nie pomylił i rzeczywiście „przewiduje się podpisanie umowy do 2022 r.”, to trzeba zapytać, co się stało z pilnością zakupu nowych śmigłowców CSAR/ZOP – niezależnie od tego, gdzie mają bazować. Czy właśnie nie mamy do czynienia z kolejną rewolucją w zakupowych planach, a ściślej – z kompletnym fiaskiem programu śmigłowcowego PiS? Taka ocena nasuwa się nie po raz pierwszy, bo już przy okrojeniu programu do czterech maszyn trudno było o inną. Teraz, gdy rząd najwyraźniej nie pali się do zakupu nawet czterech śmigłowców, można mówić o katastrofie. I to gdy cały czas brzmią w uszach słowa minister finansów Teresy Czerwińskiej: „Jeśli chodzi o plan modernizacji technicznej w latach 2018–22, to mamy zabezpieczone łącznie 7,2 mld zł na program śmigłowcowy” (Sejm, styczeń 2018 r.). Jeśli wtedy jeszcze tliła się nadzieja, w maju bardzo przygasła, teraz został po niej tylko dym.

Nadal czekamy na pełne wyjaśnienie, jak to się stało i dlaczego do tego doszło. Cofnijmy się o kilka akapitów: cena i offset mogły odegrać kluczową rolę w decyzji o odłożeniu zamówienia, które z miesiąca na miesiąc stawało się coraz bardziej niewygodne. Dlaczego? Przy 50 śmigłowcach różnych typów, w tym tych najbardziej wyspecjalizowanych ZOP i CSAR, udało się średnią cenę za sztukę zbić do „zaledwie” 267 mln zł. Więc ile musi kosztować śmigłowiec wysoce wyspecjalizowany, z dwiema funkcjami zapakowanymi na jednym pokładzie, dostarczany w liczbie czterech sztuk? Przy zachowaniu bardzo wysokich, praktycznie niezmienionych w porównaniu z poprzednim przetargiem wymagań offsetowych? Ano nie wiadomo ile, ale wiadomo, że wielokrotnie więcej – gdy chodzi o niby tego samego caracala. To samo musi się odnosić do śmigłowca opartego na większej i droższej, choćby dlatego, że trzysilnikowej, platformie AW101.

Gdy zostaną złożone oferty z ceną, okazać się może, że „najdroższy śmigłowiec świata” – jakim w narracji PiS był caracal z przetargu na 50 sztuk – to okazja i taniocha w porównaniu do nowych ofert. Czy rząd potrzebuje kolejnej historii, w której „nie dał rady”? Absolutnie nie, dlatego lepiej sprawę odłożyć na później, na kolejną kadencję.

Śmigłowiec dla policji wyszukany w internecie

Afera KNF to nie najprawdopodobniej, ale na pewno największy przekręt po 1989 roku. Sięga samych szczytów.

Depresja plemnika

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiegokonieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de factozaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek…

View original post 2 640 słów więcej

Post Navigation