Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Jacek Kurski”

Kaczyński – specjalista od wykorzystywania śmierci. Co się stanie, jak on umrze?

– Mamy też to wydarzenie tragiczne, wyjątkowo smutne. Odszedł nasz stary kolega, wieloletni towarzysz naszej drogi. Prawie 30 lat. Odszedł przedwcześnie, nagle. Odszedł w szczególnych okolicznościach. Majestat śmierci nie pozwala mi dzisiaj o tym mówić, ale trzeba będzie o tym powiedzieć, bo to nie był przypadek, że akurat dzisiaj, że akurat teraz – mówił Jarosław Kaczyński podczas konwencji PiS w Kielcach. Jak zaznaczył lider partii rządzącej, „ponieśliśmy naprawdę ogromną stratę”.

Wczoraj wieczorem umarł Szyszko, a przedwczoraj mówił:

O śmierci polityka PiS poinformował na Twitterze prezydent Andrzej Duda:”Bardzo smutna, niespodziewana wiadomość. Dziś przed południem odszedł Pan Prof. Jan Szyszko. Naukowiec i polityk ale przede wszystkim dobry i życzliwy Człowiek, pasjonat przyrody, którego darzyłem wielką sympatią i szacunkiem. Fiat Voluntas Tua… RiP”.

– Smutny jest ten rok, odchodzą wspaniali, prawi, kochający Polskę ludzie: premier Jan Olszewski, marszałek senior Kornel Morawiecki, teraz prof Jan Szyszko. R.I.P – wypowiada się propisowska dziennikarka Dorota Kania.

Krystyna Pawłowicz (PiS): „Kochany Panie Profesorze Janie SZYSZKO, dlaczego nas teraz opuściłeś? Polska przyroda, lasy, ptaki i przyjaciele – płaczemy… TVN pewnie się cieszy, wczoraj wieczorem wściekłe szczuli na profesora Szyszkę. Profesor, jako Człowiek wrażliwy tego już nie mógł znieść. Zaszczuliście kolejnego wybitnego Patriotę. Cieszycie się TVN co?”.

– Kpiny z profesora Szyszki teraz przejdą do wstydliwej historii… Nie zasłużył na to, co Go spotkało w związku ze zwalczaniem kornika. Nie zasłużył też na taką bezwzględną szyderę z powodu swoich poglądów na rolę kobiety w rodzinie – komentuje była szefowa Wiadomości TVP Marzena Paczuska.

Beeta Szydło (europosłanka PiS): „Prof. Jan Szyszko był Ministrem Środowiska w moim rządzie. Człowiek zasad i wartości. Całym sercem ukochał Polskę. Wielki pasjonat przyrody. Cześć Jego Pamięci!”

Małgorzata Kidawa Błońska (KO): „W trasie po Polsce zaskoczyła nas smutna wiadomość o śmierci ministra Jana Szyszko. Składamy najszczersze kondolencje rodzinie i bliskim”.

Reakcje internautów:

Do ostatnich chwil walczył o to, żeby wyrżnąć jak najwięcej lasów i wystrzelać jak najwięcej zwierząt. Zasłużony dla sprawy towarzysz. Należy się patriotyczny pogrzeb, np. 13-tego, transmisja live o 6:00″.

A czy trumna będzie wystawiona w sejmie?”.

Odleciał właściciel starej stodoły wartej parę milionów, pasjonat wyżynania przyrody…pasjonatem został w przekazie dnia PiSS. Teraz temperatura w piekle podniesie się o kilkanaście stopni…pasjonat będzie palił pod kotłem tylko drewnem”.

Trzy sprawy posłanki Pawłowicz, trzy razy ten sam sędzia. „Niesamowite szczęście”

Kmicic z chesterfieldem

To jeden z wielu komentarzy po debacie wyborczej w TVN 24. Wzięli w niej udział Marcin Horała z PiS, Izabela Leszczyna z Koalicji Obywatelskiej, Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL, lider Lewicy Razem Adrian Zandberg oraz Krzysztof Bosak z Konfederacji.

Horała w ostatniej chwili zastąpił wyznaczonego przez PiS do udziału w tej debacie Jacka Sasina: „Pierdyknęło” rzekł w debacie wyborczej wicepremier J. Sasin – „Nowe elyty…”. Niewiele brakowało, a nikt z PiS nie pojawiłby się w studiu TVN, o czym przebąkiwał wicerzecznik partii Radosław Fogiel.

W trakcie wczorajszej debaty Horała skarżył się, że pozostali uczestnicy mieli… więcej czasu niż on. – „Jedno w PiS jest stałe i niezmienne: narracja oparta na kłamstwie”; – „I prawie płacze, że tak się wszyscy uwzięli na niego. No cóż, warunki cieplarniane dla PiS tylko w TVP”; – „Biedak przyszedł do niezależnej telewizji i okazało się, że musi odpowiadać na konkretne pytania, a nie bajki…

View original post 1 781 słów więcej

 

Polaku, zdychaj, proponuje PiS po antychrześcijańsku, więcej będzie dla Kaczyńskiego i klechów

Waldemar Kuczyński odniósł się do decyzji Ministerstwa Zdrowia ws. tzw. „Bilansu Seniora”.

Program badań profilaktycznych dla seniorów nie podoba się rządzącym politykom PiS.

Mogą wręcz skutkować nad wykrywalnością poszczególnych jednostek chorobowych, co może przyczyniać się do pogłębienia trudności w dostępie do świadczeń NFZ (zwiększenie kolejek do specjalistów) oraz negatywnie wpływać na pacjenta, powodując niepokój i dyskomfort związany z fałszywie pozytywnym wynikiem badań – zaopiniował dr Roman Topór-Mądry prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (podległej pod Ministerstwo Zdrowia, prezesem jest od 2017 roku).

Kmicic z chesterfieldem

Jeśli ktoś uważał wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na twarz kampanii Koalicji Obywatelskiej za kontrowersyjny, dziś musi zmienić zdanie. Kandydatka na premiera z ramienia PO i sojuszników cieszy się sporą popularnością w gronie elektoratu.

Tak przynajmniej wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego na zlecenie Super Expressu. “Wygląda na to, że wyznaczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki Koalicji Obywatelskiej na szefową rządu było strzałem w dziesiątkę – czytamy w sobotnio-niedzielnym wydaniu “Super Expressu”.

Taką premier chcemy?

Instytutu Pollster wykazał w badaniu, że na Kidawę-Błońską jako premiera chce głosować aż 20 proc. ankietowanych, zaś na Grzegorza Schetynę – 2 proc. “To prawdziwy nokaut” – twierdzą dziennikarze “SE”.

Jakby emocji było za mało, po chwili dodają: “Nie dość, że Kidawa-Błońska miażdży Schetynę, to jeszcze wytrwale goni Mateusza Morawieckiego. W naszym sondażu różnica między nią a obecnym szefem rządu wynosi 4 pkt proc”. Według Instytutu Pollster Mateusza Morawieckiego w roli szefa rządu widzi nadal 24…

View original post 1 798 słów więcej

 

Obalić dyktaturę proboszczów

Waldemar Kuczyński dołączył do osób, których zdaniem Kościół katolicki hamuje demokrację w naszym kraju. Zdaniem ministra w rządzie Tadeusza Mazowieckiego należy „obalić dyktaturę proboszczów”.

>>>

Więej >>>

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński jest wewnętrznie zdruzgotany śmiercią przyjaciółki, brata, matki i myślę, że poczucie proporcji  i rzeczywistości jest u niego zachwiane. Bardzo mu współczuję, ale myślę, że wewnętrzna tragedia nie usprawiedliwia niszczenia wszystkiego wokół siebie – ocenia prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. – Moim zdaniem prawdziwa wiara to przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, a robienie z jakichś zmitologizowanych założeń czy symboli, jak tęcza, czegoś tak zasadniczego jest czymś absurdalnym i pokazuje tak naprawdę wewnętrzną pustkę pisiaków – mówi o zatrzymaniu Elżbiety Podleśnej

View original post 1 763 słowa więcej

 

Pisowcy z TVP, z gadzinówki, jaką zrobiono z naszego dobra wspólnego, dostaną takiego kopa, że im but w zadku zostanie na zawsze

Media publiczne czeka trzęsienie ziemi w sytuacji, gdy politycy Prawa i Sprawiedliwości przegrają jesienne wybory parlamentarne.

Depresja plemnika

„Jarosław Kaczyński zobowiązuje się zapłacić na rzecz Geralda Birgfellnera kwotę 50 tys. zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 21 marca 2019 r. do dnia zapłaty, w terminie 7 dni od zawarcia ugody tytułem zwrotu nienależnego świadczenia, które przyjął od Geralda Birgfellnera w gotówce w dniu 7 lutego 2018 r.” – takiej treści ugodę sądową zaproponował prezesowi PiS Gerald Birgfellner i oddał sprawę w ręce wymiaru sprawiedliwości.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza” austriacki biznesman Gerald Birgfellner złożył do sądu wniosek o wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do dobrowolnego zwrotu 50 tys. zł.

Pieniądze, które wcześniej przekazał prezesowi PiS, miały być zapłatą dla księdza z fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Po duchownym ślad wszelki zaginął, a prezes z uporem nie odbiera listów poleconych z wezwaniem do zwrotu pieniędzy.

Na wezwanie sądu prezes PiS będzie musiał się już stawić. Jeśli tego nie zrobi, sąd może zaocznie nakazać mu zwrot pieniędzy.

W piśmie, które…

View original post 1 008 słów więcej

 

Od Jacka Kurskiego staliniści mogliby pobierać nauki

Krzysztof Leski przez ponad rok codziennie oglądał główne wydanie najważniejszego programu informacyjnego w TVP. Oceniał „Wiadomości” po przejęciu mediów publicznych przez PiS, a swoje recenzje zamieszczał na Twitterze – wielokrotnie też się na nie powoływaliśmy. Leski bowiem to doświadczony dziennikarz i działacz opozycji w PRL.

Przez prawie 15 miesięcy oglądał „Wiadomości”, bo jak stwierdził w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, „poczułem, że to coś tak niebywałego, że trzeba to zacząć dokumentować”. – „Wiadomości” przestały być programem informacyjnym czy nawet propagandowo-informacyjnym. Najgorsza jest ta nienawiść. I język, w którym jest rozsiewana. Bo sama propaganda sukcesu to nic nowego, znamy dość dobrze te mechanizmy z czasów komunistycznych. Natomiast nowością w całej 29-letniej historii programu jest nienawistny język epitetów. Wymierzony głównie w „totalną opozycję” i „brukselskie elity” – stwierdził Leski.

Zdaniem Leskiego, TVP pod kierownictwem Jacka Kurskiego, cofnęła się do głębokich czasów PRL. – „Liczba epitetów w „Wiadomościach” jest niebywała, ale kluczowy jest ton, w jakim są podawane – pełen profesjonalnej werwy, jak gdyby to były fakty czy gorące newsy. Najwyraźniej istnieje bardzo precyzyjna instrukcja, jak mówić o sprawach gospodarczych, wewnętrznych, politycznych, zagranicznych, o wszystkim. Jacek Kurski wrócił do zjadliwego języka propagandy Urbana w stu procentach, choć czerpie także z Macieja Szczepańskiego, słynnego prezesa telewizji z lat 70., który ją unowocześnił i uprawiał propagandę sukcesu w światowej oprawie”.

Recenzując poszczególne wydania „Wiadomości”, Leski zaczął przyznawać „Tubę dnia” dla reportera, który podpisuje swoim nazwiskiem najgorszy propagandowo materiał. Zapytany przez Agnieszkę Kublik, komu przyznałby „Tubę Roku”, Leski odpowiedział: – „Nie jestem w stanie wybrać jednego reportera, bo takich, którzy nie cofną się przed żadnym zleceniem, naliczyłem 17. Cierpiał, Diaz, Graczak, Korab, Marciniak, Maszenda, Pawelec, Sawicki, Stankiewicz, Szewczak, Szypszak, Smagliński, Tulicki, Wąs, Wierzchowska, Wojtanowicz, Wolski. Czasem mam wrażenie, że szefostwo próbuje każdego z reporterów umazać w g… Bo każdy z nich ma na koncie wiele wyjątkowo perfidnych materiałów”.

Podobny kłopot z wyborem Leski ma przy przyznaniu tej „Tuby” prowadzącym „Wiadomości”. – „Nie potrafię wybrać. Jeszcze rok temu wydania prowadzone przez Ziemca były łagodniejsze niż Holeckiej i Adamczyka. Np. Ziemiec, prowadząc wywiad z gościem „Wiadomości”, był łagodniejszy, próbował udawać w miarę bezstronnego. Ale już gdzieś od wiosny nie widzę żadnej różnicy” – powiedział Leski.

Depresja plemnika

 „To się nie dzieje naprawdę. Marek Suski jako jeden z argumentów za reformą sądownictwa, powiedział, że „niektórzy sędziowie mają w ogródkach zakopane sztabki złota, nie wiadomo skąd” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM. Reporter powołuje się na oficjalne sprawozdanie Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i  Spraw Wewnętrznych (LIBE) Parlamentu Europejskiego.

Jej przedstawiciele byli w Polsce we wrześniu ubiegłego roku w sprawie pisowskiej „reformy” wymiaru sprawiedliwości. Spotkali się z przedstawicielami rządu, opozycji, sędziami i organizacjami pozarządowymi.

Marek Suski, który – przypomnijmy jest szefem gabinetu politycznego premiera Morawieckiego – podczas spotkania z komisją z PE twierdził, że dlatego PiS reformuje sądownictwo, bo niektórzy sędziowie poprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa są bardzo bogaci, nie wiadomo skąd mają te pieniądze oraz, że… zakopywali złoto w ich ogrodach.

Na jednak nie poprzestał. Jak wynika ze sprawozdania, Suski porównywał  reakcję instytucji unijnych na pisowską reformę do historycznych działań Moskwy. Te „rewelacje” padły na spotkaniu, w którym uczestniczyli także…

View original post 2 366 słów więcej

 

Jacek Kurski won! – zwolennicy „dobrej zmiany” chcą zmiany w TVP

Przyszła pora na szukanie kozła ofiarnego. Trzeba przecież wyjaśnić, dlaczego zwycięstwo PiS w wyborach samorządowych nie było tak miażdżące, jak śnił o tym prezes partii. Padło na prezesa TVP Jacka Kurskiego. W szeregach PiS telewizja publiczna jest obwiniana o … rozgrzanie atmosfery do tego stopnia w trakcie relacjonowania kampanii wyborczej, że zmobilizowała letni elektorat. A ten zaś poszedł głosować na opozycję (!). „Jeśli TVP się nie zmieni, to zapłacimy za to przy okazji kolejnych wyborów” – usłyszeli dziennikarze portalu „Wyborczej” od jednego z polityków obozu rządzącego.

Czy Kurski poleci? Dorzucanie Telewizji Polskiej do listy winnych wszelkich niepowodzeń PiS to nowość. Zazwyczaj bowiem to media prywatne są przez polityków obozu rządzącego powszechnie wytykane jako winne kolportowania fake newsów (np. o ryzyku polexitu) i nakręcanie antyprawicowych emocji – pisze cytowany portal. Z drugiej strony Kurskiego nie można jednak skreślać, bo jest zręcznym i inteligentnym politykiem, cenionym przez Jarosława Kaczyńskiego rozmówcą, a do tego (prywatnie) gawędziarzem i duszą towarzystwa – wylicza „Wyborcza”.

W Radiu Wnet prof. Waldemar Paruch mówił, że chociaż realne wyniki wyborów są dla Prawa i Sprawiedliwości bardzo korzystne, to jednak TVP ma znaczny udział w zaprzepaszczeniu szansy PiS na II turę w Warszawie i na większość w sejmiku Mazowsza.

Przypomnijmy: politolog Paruch jest głównym specem PiS od analiz socjologicznych i kampanii wyborczych, pełnomocnikiem premiera ds. utworzenia i funkcjonowania Centrum Analiz Strategicznych. Co zdaniem tego specjalisty sprawiło, że PiS nie ma 36 proc. w skali Polski w wyborach do sejmików? Dyskusja o polexicie i właśnie „rozhuśtane emocje”. Teraz wśród polityków PiS krążą plotki, że Kurskiego zastąpić go może prezes PKN Orlen Daniel Obajtek. Wynikają stąd, że był on na spotkaniu ścisłego kierownictwa PiS tuż po wyborach samorządowych.

Tymczasem – jak za dotknięciem magicznej różdżki – „Wiadomości” TVP1 tuż po wyborach samorządowych złagodniały. „Dla Rafała Trzaskowskiego to niewątpliwie słodki poranek. Zwyciężył w I turze” – padło na antenie. Hannie Zdanowskiej oddano, że zdobyła 70 proc. głosów w Łodzi. A do tego głos w materiałach i kandydaci opozycji, i PiS (!). Generalnie temat wyborów samorządowych nie zajmował zbyt wiele czasu w programie.

– W zmienionej rzeczywistości PiS liczył, że da łupnia w tych wyborach Koalicji Obywatelskiej, a okazało się, że sam dostał łupnia. To, co się wszyscy kiedyś spodziewali, że następne wybory będą zwycięskie dla PiS-u, skończyło się w sumie wygraną Koalicji Obywatelskiej wspólnie z PSL-em – stwierdziła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Pawłem Lisickim w „Salonie politycznym Trójki”.

Holtei

Krzysztof Daukszewicz

Podczas wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Niemczech gospodarze byli uprzejmi. Gospodarz, prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, zaznaczył, że „więcej nas łączy, niż dzieli”, ale trudne tematy we wzajemnych relacjach nie zostały przemilczane w rozmowach. Te trudne tematy to spór o sądownictwo, stosunek pisowskiej Warszawy do Unii Europejskiej, odbierany w Berlinie jako chłodny, oraz reparacje za zniszczenia wojenne.

Słabnie polsko-niemieckie zaufanie

Żaden z nich nie psuł stosunków polsko-niemieckich przed dojściem do władzy pisowskiej prawicy. Teraz psują, co berlińska gazeta „Tagesspiegel” podsumowała tak: „Duża część Niemców i Polaków stała się sobie w minionych latach obca. Nie rozumieją sposobu myślenia panującego w sąsiednim kraju i mają mu to za złe”. Innymi słowy, stosunki psują się nie tylko na górze, ale i na dole. A to już prawdziwy problem dla obu naszych krajów, bo oznacza, że słabnie po obu stronach wzajemne zaufanie.

Niektóre wypowiedzi i „bon moty” prezydenta Dudy na towarzyszącym jego wizycie Forum Polsko-Niemieckim potwierdzają to wrażenie. Prezydent nie zdobył się na…

View original post 3 299 słów więcej

Morawiecki kłamstwo podnosi do rangi chamstwa

„Dowiedziałam się ze sprostowania przeczytanego przez sympatyczną panią przed „Faktami”, że mamy premiera kobietę. Czy Mateusz Morawiecki zmienił płeć, czy ktoś znowu próbuje nas zrobić w konia?” – zapytała na Twitterze Renata Grochal z Newsweeka. To jedna z wielu opinii o formie, w której ukazały się przeprosiny premiera za jego kłamstwa na wiecu wyborczym w Świebodzinie. Odczytała je bardzo szybko sepleniąca kobieta.

Polityków PO takie sprostowanie nie satysfakcjonuje. – „Powiem wprost, to urągało powadze urzędu Premiera RP, jaki Mateusz Morawiecki sprawuje.  Ktoś, kto pełni taką funkcję powinien mieć szacunek tak dla urzędu, jak dla samego siebie. I z tego szacunku dla siebie powinien zadbać o właściwą formę tego sprostowania, przecież on się pod tym podpisał” – stwierdził w onet.pl rzecznik PO Jan Grabiec. Zapytany, czy w związku z tym PO rozważa kolejny pozew, odpowiedział: – „Poddamy analizie prawnej możliwość żądania powtórzenia tego sprostowania. Zbadamy też kwestie finansowania, czyli, kto za przygotowanie tej planszy i damskiego lektora zapłacił”.

„Mam wątpliwość prawną, jeżeli chodzi o interpretację tego, co zrobił pan premier” – ocenił w TVN 24 Roman Giertych. Adwokat uważa, że Morawiecki powinien osobiście odczytać sprostowanie. – „Mamy właściwie do czynienia z obligiem odczytania osobistego. Wydaje mi się, że pan premier będzie musiał składać ponowne oświadczenie już po decyzji sądu, o ile – oczywiście – Platforma zdecyduje się na grillowanie pana premiera. Może miłosiernie mu odpuści” – powiedział Giertych.

Rzecznik PSL i kandydat ludowców na prezydenta Warszawy Jakub Stefaniak też krytykuje formę sprostowania. – „Zamiast szefa rządu mieliśmy syntezator mowy „Beata”. Powiem wprost, w życiu trzeba mieć klasę. Jeśli zamiast stanąć z odkrytym czołem i samemu przeprosić, wysyła się syntezator mowy, to coś jest nie tak z tą właśnie klasą. Być może panu Mateuszowi odwagi zabrakło? Być może prawdziwe jest przezwisko, jakie nadali mu młodzi ludowcy, czyli „Mateuszek-kłamczuszek”?” – powiedział Stefaniak w onet.pl

No i co teraz zrobi Jacek Kurski? Podczas rozgrywanych właśnie, a transmitowanych w TVP mistrzostwach świata w siatkówce, na trybunach zobaczyć można było kibiców w koszulkach z napisem „Konstytucja”.

Polscy siatkarze grają świetnie, więc byłby to doskonały pretekst dla Jacka Kurskiego, żeby po raz kolejny pochwalić się oglądalnością imprez sportowych transmitowanych w TVP. Tym razem próżno szukać entuzjastycznych tweetów prezesa TVP.

Kibiców w koszulkach z napisem „Konstytucja” oczywiście zauważyli internauci. – „Brawo Wy”; – „No i Kurski wylatuje… ;)))”; – „Chyba będzie zmuszony sam siebie wylać…!”; – „Dobrze, że Kurski nie ma czerwonego przycisku jak Putin czy Trump, bo na pewno przerwałby transmisję bez mrugnięcia okiem” – pisali na Twitterze. Jeden z internautów napisał scenkę rodzajową. – „Ach, gdyby to był kamerzysta ode mnie… – powiedział sam do siebie prezes Jacek. – Na zbity pysk, dyscyplinarkę. Bez odprawy. Zgasił papierosa i zasłonił na noc ołtarzyk ze zdjęciem Naczelnika. Czas spać”.

„Mistrzostwa świata w siatkówce. W Turynie. Kibice polscy w koszulkach Konstytucja. Realizuje włoska tv. Retransmisja w tvp sport. Da się jakoś cofnąć obraz i wykasować?” – napisał poseł PO Bartosz Arłukowicz. Odpowiedział mu jeden z internautów: – „W ’82 puszczali mecze z opóźnieniem czasowym, żeby nie było widać napisów „S” na trybunach… Tylko kwestia czasu, aż do tego wrócą :)”.

Kandydaci PiS w kampanii samorządowej nie przebierają w środkach, byle tylko dotrzeć do jak największej liczby wyborców. To zupełnie normalne i nikogo nie dziwi. Gorzej jednak, gdy bezmyślnie promują się w miejscach, gdzie wręcz nie godzi się prowadzić agitacji wyborczej. Wówczas może spotkać ich niezła niespodzianka.

Taka sytuacja miała miejsce w Będzinie, gdzie Arkadiusz Grabowski, kandydat PiS na prezydenta Będzina, i Jarosław Burzawa, kandydat PiS na radnego ze śródmieścia, zawiesili swoje banery wyborcze przed Teatrem Dzieci Zagłębia. Paweł Klica, dyrektor teatru, prosił kandydatów, by usunęli banery, tłumacząc, że to niewłaściwe miejsce do prowadzenia agitacji wyborczej, ale obaj panowie odmówili.

W tej sytuacji zareagowały postaci z bajek, które na banerach polityków zawiesiły swoje własne. Kot w Butach obiecuje mieszkańcom miasta tanie buty, Czerwony Kapturek zapowiada remont dróg, Mała Syrenka chce zbudować port morski na Przemszy a Wilk ogłasza, że zje wszystkie babcie.

Dyrektor teatru odcina się od tej akcji, choć nie ukrywa, że reakcja bajkowych bohaterów wcale go nie dziwi. Natomiast sam Wilk, poproszony o komentarz, tylko kłapnął paszczą, a Czerwony Kapturek uśmiechnął się znacząco.

Trzeba przyznać, że akcja z humorem i budząca uśmiech, a gdyby to ode mnie zależało, to wiedziałabym kogo wybrać do samorządu Będzina. Kot w Butach na prezydenta!

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk we wpisie na Twitterze nawiązał do przemówienia wygłoszonego podczas 73. sesji Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Wspomniał m.in. o Lechu Wałęsie i Nelsonie Mandeli.

W Nowym Jorku trwa 73. sesja Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych. Podczas czwartkowej debaty jednym z prelegentów był przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Podczas przemówienia odniósł się m.in. do trudności, z jakimi obecnie zmagać się Unia Europejska, w kwestiach takich jak handel, bezpieczeństwo, zmiany klimatyczne i prawa człowieka. Wezwał do jedności i wspólnego działania na rzecz nie tylko pokoju, ale również walki z głodem i terroryzmem na świecie.

Nawiązał również do 100. rocznicy urodzin byłego prezydenta RPA Nelsona Mandeli i przypadających w tym roku 75. urodzin Lecha Wałęsy.

Po wygłoszonym przemówieniu na oficjalnym koncie Donalda Tuska na Twitterze pojawił się symboliczny wpis.

„Dzisiaj, kiedy tak wielu ludzi, nawet najpotężniejsi światowi przywódcy, zaczyna wątpić w wolność, solidarność i demokrację, pamiętajmy o przesłaniu Mandeli i Wałęsy, by zło dobrem zwyciężać. I że – bez względu na to, w jak trudnej sytuacji byli – nigdy nie skapitulowali” – napisał Tusk.

Tusk nie wskazał konkretnego przywódcy, którego mógł mieć na myśli. Wszystko wskazuje na to, że jednym z nich jest prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Szef Rady Europejskiej już we wcześniejszych wypowiedziach krytykował politykę Trumpa.

Waldemar Mystkowski pisze o kłamczuszku Morawieckim.

Premier pokazał właśnie swoją piętę Achillesa – piętę kłamcy.

Dla wszystkich zrozumiałe jest, że nikt nie chce zaliczać się do grupy, w której samcem alfa jest kłamca. Bo taki alfa nie jest liderem, tylko udaje go, jest więc co najwyżej beta. Co w takim razie robić?

Czy liderem jest alfa, bardzo łatwo sprawdzić. Za samca Alfa w polskiej piłce nożnej uchodzi Robert Lewandowski, który na mundialu w Rosji wydawałoby się zawiódł, gdyż polska reprezentacja szybko odpadła. Ale Lewandowski potem sprawdził się w innej grupie, mistrzu Niemiec Bayernie Monachium. Udowodnił, że jest takim alfa, który strzela trzy gole w jednym spotkaniu – hat tricka. Lewandowski jest więc nawet super alfa. Wartość Lewandowskiego w reprezentacji Polski była przekłamana, niedowartościowana. Potrzebuje zatem zespołu, który zasługuje, aby nim dowodzić, jest z wyższej półki.

Przenieśmy te porównania do polityki. Mateusz Morawiecki – z powodu chorego kolana prezesa – chce być samcem alfa PiS i tak się biedak stara, że kłamie na potęgę. Chce być lepszy od innych. Ale jak to z biedakami bywa, Morawiecki może być lepszy od gorszych. I tak postąpił Morawiecki. Ogłosił, że Platforma Obywatelska jest gorsza od niego, mianowicie nie budowała dróg i mostów. I Morawiecki zaczął przecinać wstęgi na drogach i mostach, które… zbudowane zostały za rządów PO. Partia Grzegorza Schetyny, wcześniej Donalda Tuska, podała Morawieckiego do sądu i ten w nim przegrał.

Sąd powiedział zatem, że Morawiecki nie jest samcem alfa. Co zatem robi stado PiS, któremu nie przewodzi samiec alfa? Powinno zmienić samca albo po prostu politycy winni pojedynczo opuścić stado, w którym lideruje samiec beta, teta czy inny zeta. Tak się nie dzieje, bo członkowie stada samca Morawieckiego twierdzą, że pisowski samiec alfa „nie musi przepraszać opozycji, bo główne zarzuty PO zostały odrzucone” w sądzie. Co jest guzik prawdą.

Zespół Morawieckiego jest więc jego wart, jak nie przymierzając reprezentacja Polski na mundialu, która zasłużenie odpadła. Lewandowskiemu nie dorastali do pięt. W wypadku PiS Morawiecki pokazał swoją piętę Achillesa – piętę kłamcy.

Sąd nakazał Morawieckiemu opublikować w TVN i TVP następującą treść, świadczącą o jego kłamstwie: „Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 roku podczas wiecu wyborczego komitetu wyborczego Prawo i Sprawiedliwość w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat. Mateusz Morawiecki, premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej„.

Pisowskie gadzinówki. Kiedyś to były media publiczne

Rośnie temperatura wokół filmu „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. W piątek prezes Radia Gdańsk Dariusz Wasilewski wydał oświadczenie, w którym poinformował o nieprzyznaniu filmowi Smarzowskiego nagrody Złotego Klakiera, na 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Zdaniem dziennikarzy, jego podwładnych sprawa miała podtekst polityczny, dlatego postanowili zareagować. 52 pracowników i współpracowników radia Gdańsk wyraziło swoje niezadowolenie z decyzji prezesa, pisząc list otwarty – informuje portal Fakt24.

„Bardzo nam zależy na dobrym imieniu Radia Gdańsk. Mamy nadzieję, że uda nam się odbudować zaufanie Słuchaczy, bo jest ono dla nas najważniejsze” – czytamy w liście, który opublikowała „Gazeta Wyborcza”. Piszą w nim, że odcinają się odcinają się od sposobu i momentu, w którym została podjęta wspomniana decyzja Prezesa Radia Gdańsk.

Uważają, że wytworzona wokół filmu atmosfera jest szkodliwa zarówno dla reputacji radia i jego partnerów instytucjonalnych – także dla jego słuchaczy. „Formuła prezentacji filmów została zmieniona na tyle, że spowodowało to zamieszanie podczas pomiarów oklasków dla konkretnego filmu, co już w trakcie trwania festiwalu zgłaszano organizatorom”. Dla autorow listu pozostaje oczywistym, że „zwlekanie z rzetelnym wyjaśnieniem oraz publikacja oświadczenia w momencie, w którym faworytem konkursu był film „Kler” Wojciecha Smarzowskiego, […] miało podtekst polityczny”.

Postawa pracowników radia bardzo spodobała się internautom. „Brawo dziennikarze i współpracownicy @RadioGdansk!!! Dziennikarz to osoba, która nie zgadza się na cenzurę, kłamstwa i odwracanie rzeczywistości. Charakteryzuje go prawda i obiektywizm. Dziękuję za odwagę, honor i przestrzeganie etosu pracy dziennikarskiej” – napisał jeden z nich. „Brawa dla pracowników i współpracowników #RadioGdańsk za wyrażoną dezaprobatę wobec decyzji prezesa, „kasującego” nagrodę Złotego Klakiera. To szacunek do słuchaczy, widzów, publiczności. Brawo #Gdansk!” – podkreślił europoseł PO i były prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski.

Ocenzurowanie wypowiedzi Wojtka Smarzowskiego na gali rozdania nagród festiwalu filmowego w Gdyni odbiło się bardzo szerokim echem i wywołało kolejny społeczno-polityczny skandal – czytamy w portalu naTemat. Chodzi o … wycięcie żartu reżysera „Kleru” o Jacku Kurskim, opowiedzianego przez niego na gali festiwalu filmowego w Gdyni.

Głos w tej sprawie zabrał również Maciej Stuhr, znany powszechnie z ostrego recenzowania poczynań obecnej władzy. Prawie każdy jego wpis wywołuje poruszenie, choćby ten o premierze przestrzegającym Polaków przed rzekomo „nieżyczliwymi mediami” – przypomina portal. W ostrym wpisie na Facebooku aktor nie zostawia suchej nitki na poczynaniach gorliwców z Telewizji Polskiej.

„Prezes Kurski tłumaczy wycięcie Wojtka Smarzowskiego z relacji gdyńskiej nie cenzurą, a głupotą. Myślę, że to akurat może być prawda” – pisze Stuhr. „I myślę, że z taką głupotą będziemy się coraz częściej spotykać. Głupotą dziennikarzy państwowych mediów, dyrektorów Radia Gdańsk, wszelakich działaczy różnego szczebla, urzędników, biznesmenów, prezesów, a także sędziów, adwokatów, prokuratorów, itd. Głupotą podszytą strachem przed władzą” – podkreśla z goryczą. Powód? Strach „nadgorliwców” przed tym, aby „przypadkiem nie podpaść wszechmocnej władzy, i nie musieć potem odpowiadać za jeden niesłuszny żart za daleko… W takim państwie dziś żyjemy” – puentuje wnikliwie aktor.

Trzaskowski: PiS może wyprowadzić Polskę poza Unię Europejską

– Dzisiaj chcemy uzmysłowić warszawiakom, co się w ostatnich dniach wydarzyło i jakie to może mieć konsekwencje dla Polski i dla Warszawy. Wczoraj Komisja Europejska, skierowała skargę do europejskiego trybunału sprawiedliwości na rząd polski, związaną z ustawą o Sądzie Najwyższym – mówił Rafał Trzaskowski na konferencji prasowej.

– My dzisiaj chcemy rozmawiać z warszawiakami i warszawiankami o decyzjach, jakie tego typu decyzja i orzeczenie europejskiego trybunału sprawiedliwości może mieć dla inwestycji. Dla inwestycji w całej Polsce, ale przede wszystkim, ponieważ jesteśmy w Warszawie, dla inwestycji w Warszawie. Ponad 40 proc. Wszystkich inwestycji w Warszawie było czynionych dzięki pieniądzom z Unii Europejskiej – mówił dalej kandydat na prezydenta stolicy.

– Jeżeli PiS będzie dalej w ten sposób prowadził politykę, to z marginesu, na którym w tej chwili jest w Unii Europejskiej, może wyprowadzić Polskę poza Unię Europejską i oczywiście, wtedy jest pytanie, skąd wezmą się pieniądze na inwestycje – dodał Trzaskowski.

Schetyna: Żarty się skończyły, trzeba ratować Warszawę przed kandydatem PiS-u na prezydenta

– Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć, że Warszawa dzisiaj, tak jak cała Polska, jest zagrożona taką polityką. My dzisiaj musimy walczyć o pozycję Polski w Unii Europejskiej, o to, żebyśmy mogli w dalszym ciągu, tak jak przez ostatnie lata, modernizować nasz kraj. Warszawa jest najlepszym tego symbolem. Wiele milionów euro, które tutaj zainwestowano, otwierają i budują metropolię europejską. Dzisiaj ten proces jest zagrożony. Dzisiaj obietnice i próba oszustwa wyborczego jest zagrożeniem dla przyszłości miasta. Dlatego jesteśmy tutaj z Rafałem Trzaskowskim, będziemy każdego dnia warszawiaków przekonywać, że żarty się skończyły, że trzeba ratować Warszawę przed kandydatem PiS-u na prezydenta – mówił Grzegorz Schetyna na konferencji prasowej.

ALARM! PiS dąży do wyprowadzenia nas z Unii – wszyscy możemy stracić unijne pieniądze i wiele korzyści. Najbliższe wybory będą właśnie o tym. Zagłosuj mądrze.

„Kler” wścieka Kościół katolicki, PiS i gadzinówkę TVP

„Nie mogłem wręczyć reżyserowi żadnej nagrody, bo telewizja nie dała mu żadnej nagrody. Telewizja nagrodziła „Wołyń” Smarzowskiego, bo to jest świetny film pokazujący wreszcie prawdę o ludobójstwie popełnianym na Polakach przez banderowców. Natomiast nigdy telewizja nie nagrodzi tandetnej prowokacji, swoistej „Drogówki II”, w której pan Smarzowski poprzebierał policjantów w sutanny, a patologie marginesu rozciągnął i przypisał całej wspólnocie Kościoła” – oświadczył Jacek, Kurski reagując na żart reżysera, który „ubolewał” nad tym, że festiwalowej nagrody nie wręczał mu prezes TVP.

Kurski zaprzeczył też jakoby telewizyjna cenzura „wycięła” w „Wiadomościach” ów żart z wypowiedzi Smarzowskiego. „To nie cenzura, a nadgorliwość i głupota. Osoba odpowiedzialna za samowolne wycięcie zdania poniesie surowe konsekwencje” – oświadczył.

W ślad za „usprawiedliwieniem” prezesa posypały się w „Wiadomościach” słowa krytyki pod adresem filmu, firmowane przez recenzentów PiS–owskiego Polskiego Radia i „Gazety Polskiej”, oraz publicystów z portalu wPolityce, a także anonimowych duchownych, którzy okazali się jednomyślni co do tego, że to kolejny atak na Kościół katolicki. „Brutalny, ale nieprawdziwy” –  tak autor materiału Dominik Cierpioł ocenił najnowsze dzieło Wojciecha Smarzowskiego.

Z materiału Cierpioła dowiadujemy się, że „Kler” opowiada o „przypadkach nadużyć dokonywanych przez księży”, chociaż właściwie nie wiadomo jakich. „To, co w Kościele jest marginesem, zostało pokazane przez reżysera jako norma w dodatku akceptowana prze hierarchów” – ocenił reporter TVP.

„Oczywiście rzeczy niedobre się dzieją, ale one są gdzieś na marginesie. Kościół to przede wszystkim tysiące ludzi służących swoim bliźnim, pomagających charytatywnie” – mówił w szef „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz.

„Czy Smarzowski nie widzi tej drugiej twarzy? Twarzy zakonnic i zakonników pomagających trędowatym w Afryce? Twarzy męczenników za wiarę w Chinach i w krajach agresywnego dżihadu? A może nie potrafi jej dostrzec. Nie chce? – pytał cytowany w „Wiadomościach” krytyk filmowy wPolityce i „Sieci” Łukasz Adamski.

Z kolei zdaniem księdza Henryka Zielińskiego, redaktora naczelnego pisma „Idziemy”, złe rzeczy w Kościele to wina Szatana. „Również w Kościele istnieje tzw. piąta kolumna Szatana, która grzesząc albo jawnie współpracując z wrogimi nam siłami, robi nam bardzo złą robotę” – przekonywał duchowny.

A w ocenie byłej prezes Polskiej Radia Barbary Stanisławczyk wkraczamy w apogeum wojny cywilizacyjnej. Jej zdaniem „Kościół jest frontalnie atakowany, bo jest ostoją tego, co cywilizacja chrześcijańska ze sobą niesie” – stwierdziła.

A kto atakuje? Z materiału można wnioskować, że środowiska reprezentowane przez takich ludzi jak np. posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, która nazwała film „wybitnym”. Albo „polska edycja tygodnika wydawana przez niemiecki koncern”. „Newsweek” pojawia się w materiale, bo na okładce umieścił aktora „Kleru” Janusza Gajosa.

Następnie reporter dowodzi, że „Film promowany jest przez artystów, dziennikarzy i polityków, którzy znani są z zniechęci do Kościoła i tradycyjnych polskich wartości”. Uważa, iż „symboliczny jest fakt, że film Smarzowskiego promuje to samo środowisko, które kilka lat temu twardo broniło Romana Polańskiego przed ekstradycją do USA, gdzie został skazany za seks z niepełnoletnią dziewczynką. „Ci, którzy tak ochoczo piętnują grzechy Kościoła, nie potrafią rozliczyć własnych idoli” – podsumował autor materiału.

Katastrofa w Wojsku Polskim. Duda, Błaszczak, Macierewicz osłabiają obronność Polski

„Kler” Wojciecha Smarzowskiego rozpalił emocje zanim wszedł na ekrany polskich kin. O tym, że nie zobaczą go mieszkańcy Ostrołęki i jak reżysera potraktowała telewizja kierowana przez Jacka Kurskiego w artykule „Cenzura w TVP zaszalała. Smarzowskiego wycięto z gali Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych”.

Na temat filmu postanowił wypowiedzieć się na Facebooku jezuita Dariusza Kowalczyk. – „Mamy nowy etap. Do niedawna rodzime lewactwo ubolewało, że KK ma twarz Rydzyka, a powinien mieć twarz JPII. Ale teraz wraz z wejściem „Kleru” do kin lewactwo ogłosiło, że winnym pedofilii w KK jest JPII. Czyją w tej sytuacji twarz powinien mieć KK? Pieronka? Lemańskiego? Wiem! Michnika!”.

Kowalczykowi odpowiedział wymieniony przez niego ksiądz Wojciech Lemański. – „Ulało się jezuicie, co to się uważa za bardziej katolickiego od papieża Franciszka, co ślepy jest na bezduszność Polaków wobec uchodźców, co głuchy jest na bluzgi prezesa, kłamstwa premiera i nocne tweety prezydenta. Mam nadzieje, że twarz tego przedstawiciela polskiego kleru nikomu się dobrze nie kojarzy. Szukam jego zdrowej chrześcijańskiej reakcji po Tylawie, po Tarchominie, po Dominikanie, po Poznaniu, po Bochni, po Gdańsku… nie znajduję. On broni KK przed lewactwem. Dla niego duchowni z „Kleru” to koledzy po fachu, takich się nie rusza. A od bp. Pieronka i red. Michnika odwal się klecho, bo im do pięt nie dorastasz” – napisał ks. Lemański na Facebooku.

Internauci też komentowali wpis Kowalczyka. – „Chyba zapomniał, że Kościół przede wszystkim powinien mieć twarz Chrystusa. Przez takich jak on Chrystusa już dawno tam nie ma”;

„Coś się księdzu popiórkowało. To nie z nadejściem filmu. To księżowska pedofilia, zbrodnie przeciwko małym dzieciom otworzyły temat. Nie trzeba się chować za okrzykami: lewactwo. Trzeba umieć pokornie przyjąć na klatę fakt upadku moralnego wielu polskich duchownych. Doradzam brać miotłę i robić porządki u siebie. A imienia JPII nie tykać”.

Były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych gen. broni Mirosław Różański dosadnie podsumował na Twitterze informacje podane przez Tomasza Dmitruka. Dziennikarz pracuje dla portalu DziennikZbrojny.pl i „Nowej Techniki Wojskowej”. – „Do tej pory o tym nie pisałem, ale również w 2017 roku z budżetu MON na zadania MSWiA wydano 300 mln PLN. Łącznie w latach 2017-2019 na program modernizacji służb MSWiA i LPR z budżetu na obronność zostanie wydana kwota niemal 1,23 mld PLN. Tak patrząc można z budżetu na obronność budować np. autostrady. Zapewniają szybkie wsparcie NATO. Też w interesie obronności. Chodzi o nierobienie fikcji. To takie oszukiwanie samego siebie, aby tylko politycznie pokazać, że wydajemy na obronność 2% PKB….” – napisał Dmitruk na Twitterze.

Wpis dziennikarza tak skomentował gen. Różański: – „To jest systematyczne rozbrajanie polskiej armii, wiele jest takich informacji, których nie możemy publikować”.

„Dziwne pomysły. Pieniądze z MON do MSWiA, a potem otwieramy Fundusz Obrony Narodowej i zbieramy na MON. To jakieś rosyjskie podejście” – napisał gen. Jarosław Stróżyk, gen. bryg. w stanie spoczynku. O tym Funduszu w artykule „Coraz bardziej groteskowe pomysły PiS”.

Na miejsce słabego i zmęczonego resortem Mariusza Błaszczaka ostrzy sobie zęby ambitny Michał Dworczyk. Przygotowanie gruntu do zmiany na szycie w MON już się zaczęło. Dlaczego? Błaszczak coraz gorzej radzi sobie w resorcie, co potwierdzają źródła zbliżone do ministerstwa obrony.

– Jego i jego ekipę traktuje się jako „coś przejściowego”. Widać, że Błaszczak nie polubił wojska. Nie ma w nim żadnego zapału – twierdzą informatorzy.

Urzędnik w Pałacu Prezydenckim: – , ale prezydent i BBN namawiali go, by się nie śpieszył. Dla nas to dobry, niekonfliktowy minister.

Polityk PiS: – Michał Dworczyk jest niezwykle ambitny. Mierzy wyżej niż stanowisko szefa Kancelarii Premiera, które dziś zajmuje. Na pewno nie odmówiłby fotela szefa MON.

Mariusz Błaszczak, na początku tego roku, poszedł do MON i to bardzo niechętnie. Nie mógł jednak odmówić nominacji. Na „obronę” rzucił go sam prezes PiS.

Spokój w MON

To była potrzeba chwili – przejąć po resort, uspokoić sytuację, załagodzić konflikt z prezydentem i zapewnić sojuszników z NATO, że wszystko jest pod kontrolą.

Tomasz Siemoniak (PO, były szef MON): – To tak jakby po epoce szalonego Chruszczowa, który wszystkim groził wojną i walił butem w pulpit mównicy w ONZ, nastała epoka Breżniewa. Spokój i stagnacja.

Błaszczak z prezydentem dogadał się bardzo szybko. Urzędnik w Pałacu Prezydenckim: – Prezydent i minister mają chemię. Są z tego samego pokolenia, dogadują się.

„Swoi” dowódcy

Nie chciał poprzestać na obsadzeniu stanowisk cywilnymi urzędnikami. . Gdy zmieniano szefa Sztabu Generalnego Błaszczak opowiadał, że kandydat powinien mieć dwie cechy: oficerem został po 89 roku i nigdy nie powie ‘nie’ ministrowi.

To przekreślało ówczesnego szefa generała Leszka Surawskiego.

Źródło zbliżone do MON: – Dziwne, bo generał Surawski „mentalnie” pasował do PiS.

Surawski – oficer z długoletnim doświadczeniem liniowym – ostro ścinał się z urzędnikami od Błaszczaka, wytkał im brak znajomości wojska, nie chciał godzić się na kompromisy. Minister postanowił się go pozbyć.

Z ręki Błaszczaka „padł” też pułkownik Arkadiusz Mikołajczyk. Stracił stanowisko dowódcy 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej, po tym jak na przysięgę żołnierzy zaprosił Antoniego Macierewicza, którego traktował jak ministra. Dla Błaszczaka było to zbyt wiele. Zareagował błyskawicznie.

Wojsko się sypie

Tuż przed świętem marynarki wojennej minister w trybie natychmiastowym odwołał Kontradmirała Mirosława Mordela, który publicznie wyraził żal, że „oddala się perspektywa pozyskania okrętu podwodnego nowego typu”.

Zresztą święto marynarki było dość smutne. Jedna z naszych jednostek pływających zepsuła się w trakcie parady, tak samo jak śmigłowiec, jeden z trzech radzieckich Mi 14, które uświetniały uroczystości.

Źródło w MON: – Pięknie było widać, że Marynarka Wojenna jest trupem.

Oko premiera

Wyjściem z impasu miał być zakup przechodzonych (niektóre mają ponad 30 lat) fregat Adelaide w Australii. Błaszczak zapalił się do idei. Jego zapał zgasił skutecznie premier.

Akcja była brutalna – minister chwalił się porozumieniem w TV Trwam. W przerwie programu dostał telefon od premiera, że nie będzie żadnych zakupów.

Polityk PiS: – Po akcji Adelaida oko Morawieckiego spoczęło na MON. Uznał, że Błaszczak chyba sobie nie radzi. Zaczął rozważać dymisję. Do fotela w MON przebiera nogami Michał Dworczyk.

Dla Dworczyka to byłby awans i to w idealnym momencie. Bo PiS planuje w przyszłym roku dać żołnierzom spore podwyżki. A to znaczy, że już na starcie będzie miał armię za sobą.

Pozostaje pytanie o lojalność.

Dworczyk był przecież wiceministrem u Macierewicza. Uchodził za jego człowieka. Czyim jest „człowiekiem”? Premiera? Macierewicza?

Polityk PiS: – Macierewicza opuścił. Relacje między nimi są chłodne. Otoczeni byłego ministra uważa Dworczyka za zdrajcę.

Morawiecki na razie ma na głowie wybory samorządowe w które zaangażował się osobiście. Ich wynik determinuje kolejne wydarzenie. Jeśli wyjdzie z nich zwycięski i wzmocniony będzie miał czas i moc na rządowe rekonstrukcje. A wiadomo, że ma ochotę na jakieś zmiany jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Andrzej Karmiński na koduj24.pl pisze o cudzie, które zbliża się wraz z PiS.

W państwie PiS władza musi mieć nadzór nad każdym i każdemu powiedzieć może: – Dzięki nam masz teraz trochę lepiej niż miałeś, ale spróbuj fiknąć, to dopadniemy cię bez żadnego trybu!

W alternatywnej Polsce, którą szczegółowo opisują partyjno-rządowe media, każda inicjatywa PiS jest genialna, wszystkie działania władzy kończą się sukcesem, a Jarosław Kaczyński coraz bardziej przypomina króla Midasa – wszystko czego dotknie, obraca się w szczere złoto. O magicznych umiejętnościach partii obecnej władzy głośno było już podczas ostatnich wyborów. Uwierzył w nie jedynie co piąty wyborca, ale to wystarczyło. A potem rozwiązał się worek z sukcesami.

Sromotna porażka 27: 1 okazała się wielkim zwycięstwem, a przylot z Brukseli skompromitowanej Beaty Szydło fetowany był jak powrót Sobieskiego spod Wiednia. Sukces gonił sukces.  Słupki poparcia poszły w górę i Dobra Zmiana runęła na nas z pełnym impetem. Okrzyki „my damy radę!” skutecznie zagłuszyły trzeźwe głosy opisujące skutki polityki wrzącej wody i wskazujące na koszty obietnic – straty w poparzonych ludziach i w utopionym majątku. Kolejni Polacy uwierzyli w geniusz wodza, którego świetlane wizje przesłoniły, jak mgłą smoleńską, skomplikowane relacje między obietnicą a możliwością jej realizacji. Wizja Wielkiej Polski z wielką kasą zatarła różnice między sukcesem, klęską i zdrowym rozsądkiem. Ruszyła masowa produkcja zwycięstw, osiągnięć i wyczynów.

Gdy premier ogłosił, że jego poprzednicy nie zbudowali ani jednej drogi, ani nawet połowy mostu, obecne żałosne wyniki budownictwa drogowego stały się fantastycznym dokonaniem. Reforma oświatowa, która bez najmniejszego powodu wywróciła do góry nogami system organizacyjny szkół, programy nauczania i stabilny porządek życia milionów małych Polaków, okazała się wielkim sukcesem minister Zalewskiej. Minister Macierewicz odszedł w chwale po zakończeniu reformy armii, która była tak znakomita, że uzbrojenie okazało się już niepotrzebne, a nowy minister do dzisiaj reformuje tę reformę. Dzięki wycince zbędnych drzew ministrowi Szyszce, według premiera „jednemu z najlepszych w tym rządzie”, udało się pozyskać tysiące hektarów na budownictwo mieszkaniowe oraz mnóstwo drewna przydatnego do budowy domów.

Każdy z ministrów obecnego rządu pochwalić się może jakimś niebywałym sukcesem. Owszem, niektórzy przestali być ministrami, ale wymieniano ich tylko dlatego, ze znaleziono jeszcze świetniejszych. To element polityki kadrowej PiS, objawiającej się również średnio trzykrotną w ciągu roku wymianą prezesów największych spółek skarbu państwa. Nowi prezesi są tak fantastyczni, że konkursy stają się niepotrzebne. Ale i ustępujący muszą być znakomitymi fachowcami, bo nawet gdy przepracowali ledwie 2-3 miesiące, to zasługują na sowite premie i na odprawy, zapewniające im łagodny transfer na nowe stanowiska państwowe, gdzie osiągać będą kolejne wspaniałe sukcesy.

„Sukcesów” PiS nie weryfikują zagorzali wyborcy tej partii. Przyjmują je na wiarę, bo tak jest łatwiej, a i w konfrontacji z odmienną wersją prawdy wygodniej jest trzymać się swojej opinii niż testować nową. Kłamstwo, szczególnie w postaci ekscytującej sensacji, samo wkrada się do umysłów, natomiast prawdę wbija się do głów długo i z trudem. Zresztą w świecie fałszywek, podrabianych dokumentów, fake newsów i fotoszopu dowody niczego nie dowodzą. Chyba, żeby takie fałszywe sukcesy wrzucić na billboardy, zapakować na lawety i ruszyć w lud, głosząc niesławę polityków, których legalnie nazwać można oszustami. Chyba że opozycja znajdzie skuteczniejsze sposoby demaskowania fałszywych piewców wiekopomnych dokonań w niszczeniu demokracji. Chyba że dotrze do nich, że kłamstwo i oszustwo nie są bezimienne. Jeśli to się nie uda, to przygniecie nas fala sukcesów PiS.

Żadna zmiana nie okazała się tak dobra jak przebudowa sądownictwa, która budzi nieustające zachwyty rządzących i ich funkcjonariuszy. Prawniczy świat obserwuje ich zabiegi z osłupieniem, a pozostali mieszkańcy cywilizowanego świata zachodzą w głowę, w jaki sposób jednemu niezrównoważonemu człowiekowi, otoczonemu grupą słabo rozgarniętych kombinatorów, udało się wmówić Polakom, że oczywista demolka państwa prawa jest naturalną metodą budowy systemu bardziej demokratycznego niż dotąd. Jak przekonano Polaków, że praworządność wymaga kontroli partyjno-rządowych nadzorców? Cywilizowane społeczeństwa Europy pytają jak to możliwe, że naród, który dawał sobie radę z kłamliwą propagandą bardziej jeszcze opresyjnego reżimu, okazał się tak bezwolny wobec oczywistej grabieży wolności i demokratycznych praw. Trudno zrozumieć, dlaczego tylko nieliczni wychodzą na ulicę gdy tsunami Kaczyńskiego i Ziobry zatopiło już demokratyczny systemem stanowienia i egzekwowania prawa i właśnie przechodzi w fazę niszczenia wybranych prawników, ośmielających się podważać sukces reformy sądownictwa. Wyjaśnienie tego fenomenu jest dla Polaków albo kompromitujące (kupili ich za 5 stów), albo dramatycznie przygnębiające (w Grecji wysokie notowania rządu socjalistów, który zdobywał poparcie rozdając pieniądze i powiększając deficyt budżetu, utrzymywały się do chwili, gdy runęła gospodarka).  Z punktu widzenia interesów PiS można więc mówić o niedocenianym sukcesie grupy trzymającej władzę.

Sukces rodzi sukces. Bezkonkurencyjnym akuszerem jest premier Morawiecki objeżdżający Polskę z dobrą nowiną. Snuje wizję Polski do niedawna drewnianej, którą Jarosław Wielki pozostawi zamurowaną na amen, a także głosi chwałę swojego dziecka – Konstytucji Biznesu. – To najważniejsza reforma polskiego prawa gospodarczego od 30 lat! – zachwyca się pan premier, przekonany, że zanęci tysiące nowych inwestorów. Ale póki co nie zanęca.  Forum Obywatelskiego Rozwoju uważnie przeanalizowało ów dokument i nie dostrzegło w nim nic oprócz propagandy sukcesu. Konstytucja dla Biznesu zdaje się konkurować z Konstytucją prawdziwą, przeciwstawiając jej charakterystyczną dla PiS metodę stanowienia prawa. Charakterystycznym przykładem jest tu realizacja sztandarowego przepisu ograniczającego liczbę i czas kontroli w firmach. Owszem, uciążliwych kontroli jest mniej, ale tak naprawdę urzędnik może powołać się na przepisy szczególne lub uznać daną sytuacje za wyjątek i zrobić z niepokornym przedsiębiorcą niemal co zechce. Bo w państwie PiS władza musi mieć nadzór nad każdym i każdemu powiedzieć może: – Dzięki nam masz teraz trochę lepiej niż miałeś, ale spróbuj fiknąć, to dopadniemy cię bez żadnego trybu!

Waldemar Mystkowski pisze o kłamstwach delfina prezesa PiS.

W PiS role są podzielone. Jarosław Kaczyński szczuje, Mateusz Morawiecki kłamie z namiętnością. Prezes poszczuł patriotów na sędziów, zarzucając tym ostatnim brak patriotyzmu i niechęć do własnego narodu, nazywając nawet to zjawisko ojkofobią. Obawiam się, że określenie prezes nie wziął z greki – ojkos i fobos (strach przed domem) – lecz od zachowania Tadeusza Rydzyka, który widząc nadmiar prezentów od wiernych zwykł machać rękami i mówić: oj tam, oj tam.

W ten sposób podzielone zostały role na dobrego i złego policjanta, jeden szczuje, drugi dobrodusznie kłamie. I za to ciepłe podejście do narodu Morawiecki został nagrodzony licznikiem, który tyka tylko dla niego, nosi miano Mateuszek Kłamczuszek.

Wyliczono mu już 87 kłamstw w kampanii samorządowej, licznik został zainstalowany w Kielcach. Szkoda, że nie w Warszawie naprzeciw Kancelarii Premiera, ale to nic straconego.

Nieformalny koalicjant PiS Kościół katolicki został trafiony w splot słoneczny przez Wojciecha Smarzowskiego filmem „Kler”, do tego stopnia cios był celny, że TVP zarządzane przez Jacka Kurskiego ocenzurowała wypowiedź reżysera z gali nagród na Festiwalu Polskich filmów Fabularnych w Gdyni.

Morawiecki za to włazi klerowi w łaski bez mydła, ogłosił w Wąwolnicy, iż „dzięki wstawiennictwu Matki Boskiej Kąbelskiej, Matki Boskiej Wąwolnickiej i oczywiście dzięki walce naszego narodu z najeźdźcą odparte zostały najazdy tatarskie, hordy mongolskie”. Do tego cudu wg Morawieckiego doszło przed 740 laty.

W kler i jego moralność jednak nie wierzy naród tak, jak premier. W sondażu na temat pedofilii w tej instytucji 73 proc. badanych nie wierzy, aby hierarchowie Kościoła katolickiego radzili sobie z problemem pedofilii wśród duchownych. Wiarę daje tylko 11 proc.

Gdyby nasz naród składał się z jednej płci – tej piękniejszej – PiS nie rządziłby. W sondażu dla „Wysokich Obcasów” PiS może pochwalić się poparciem 28 proc. kobiet, a Koalicja Obywatelska 27, lecz uwzględniając poparcie dla innych partii, znaczyłoby to utratę władzy przez ugrupowanie Kaczyńskiego. Mężczyźni zawodzą, bo odpowiedni stosunek wygląda jak 40 do 17.

Grzegorz Schetyna, jak kobiety, ma złe wieści dla PiS, o czym powiedział w Gorzowie Wielkopolskim: „Ich koniec jest bliski, bo za rok są wybory parlamentarne i zrobimy wszystko, żeby ich odsunąć od władzy”.

>>>

Post Navigation