Hairwald

W ciętej ranie obecności

Archive for the tag “Jarosław Gowin”

Szydło nie spotkała się z niepełnosprawnymi, za to znalazła czas dla gangsterów

Dziennikarze Bertold Kittel i Anna Sobolewska przygotowali materiał na temat grupy przestępczej w trójmieście.

Napady, wymuszenia, handel narkotykami i sutenerstwo to najbardziej dochodowe gałęzie gangsterskich interesów”.

TVN pokazuje karierę przestępcy Olgierda L.

Bertold Kittel: „Otoczył się najbardziej niebezpiecznymi i doświadczonymi kryminalistami. Bez problemu wchodzi do Sejmu, ma kontakty z biznesem i światem polityki. W Gdańsku coraz więcej ludzi uważa go za nietykalnego”.

– Sugerowanie, że przypadkowe spotkanie z ludźmi, podającymi się w Rytlu za wolontariuszy, było „kontaktami polityków PiS z gangsterami” jest szczególnie obrzydliwym kłamstwem. Wobec osób, rozpowszechniających tego typu pomówienia będą zastosowane kroki prawne – oświadczyła po materiale Beata Szydło.

Robert Maślak (Lewica Razem): Słusznie. Za każdą sugestię, że to spotkanie było przypadkowe zgłaszałbym do prokuratury. Podobnie jak za to, że przypadkowy był telefon pana z łańcuchem do Banasia”.

Jarosław Kurski (Gazeta Wyborcza): Mafijne państwo PiS. Do członków Bad Company podchodzi przywitać się ówczesna premier Beata Szydło, a także minister obrony Antoni Macierewicz oraz minister środowiska Jan Szyszko”.

Robert Biedroń (europoseł): Premier Szydło, ministrowie Macierewicz i Szyszko jowialnie witają się z neonazistami i gangsterami. W tym kontekście Banaś, wynajmując swoją kamienicę krakowskiej mafii na burdel, jest faktycznie kryształowy””.

– Służby i policja powinny jednak uchronić premier Szydło przed taką sytuacją – komentuje dziennikarka Dominika Wielowieyska.

Bartłomiej Sienkiewicz (były szef MSWiA): Jak byście się nagle znaleźli w tłumie łysych karków, na maksa przypakowanych, wytatuowanych i obwieszonych złotem – nie bójcie się! To normalni wolontariusze chcący pomagać PiS”.

Reakcje internautów:

„Mafia VAT-owska w Ministerstwie Finansów i kontakty szefa NIK Mariana Banasia z przestępczym półświatkiem, to dla rządu PiS za mało. Do kolekcji trzeba dorzucić spotkanie premier Szydło, Macierewicza i Szyszko z przywódcą trójmiejskiej grupy przestępczej. Serdecznie gratulujemy”.

„Strugam gościa, którego nic nie zaskoczy, ale przyznam się, że informacje o spotkaniach Szydło i Antka Aviatora z bandziorami to mnie zaskoczyły. Coraz bardziej widać, że Banaś to nie wyskok, tylko reguła”.

„SŁUŻBY nie wiedziały o mafii Vat w MF. SŁUŻBY nie wiedziały o sutenerach w kamienicy prezesa NIK. SŁUŻBY nie wiedziały, że pani Premier Szydło spotyka się z gangsterami. Czyli minister MSWiA i koordynator służb specjalnych jest niekompetentny…albo to jedna, wielka ściema”.

„Odpowiadam wszystkim, którzy pytają, w jakim my kraju żyjemy? Rozumiem rwanie włosów i szeroki wytrzeszcz oczu po reportażu z Szydło, Macierewiczem i gangsterami w roli głównej, ale to nie dziwota, wszak półświatek i polityczna mafia niewiele się od siebie różni! Rąsia w rąsie!”.

Kmicic z chesterfieldem

Wiele wskazuje na to, że miejscem pochówku będzie archikatedra. I trzeba powiedzieć jasno, że jeśli tak będzie to będzie to decyzja skandaliczna i haniebna. Skandaliczna, bo nie licząca się z ofiarami, a haniebna, bo dowodząca, że wina w takiej sytuacji nie ma znaczenia, i że solidarność hierarchii jest ważniejsza niż sprawiedliwość” – taki wpisem na Facebooku Tomasz Terlikowski ocenił decyzję dotyczącą miejsca pochówku abp. Paetza.

Zmarły w piątek duchowny miał zakaz głoszenia kazań ze względu na oskarżenia o seksualne molestowanie młodych księży i kleryków.

Kuria archidiecezjalna w oficjalnym komunikacie poinformowała, że pogrzeb hierarchy kościelnego będzie miał charakter prywatny, a na miejsce pochówku została wybrana poznańska katedra.

Miejsce pochówku oraz forma pogrzebu są zgodne z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego i zostały ustalone ze Stolicą Apostolską, Nuncjaturą Apostolską w Polsce oraz rodziną duchownego” – taką informację przekazała kuria.

Zdaniem Tomasza Terlikowskiego ta decyzja jest nieprzemyślana. „Trudno sobie wyobrazić, by te…

View original post 1 530 słów więcej

 

Z PSL do PiS ścieżka przetarta

PiS notorycznego kłamczucha chce zrobić sędzią TK – mówił w Sejmie poseł PO Zbigniew Konwiński i wyliczał te najważniejsze kłamstwa. Zeznania Chojny-Duch posłużyły do złożenia pierwszego zawiadomienia do prokuratury przez komisję śledczą ds. VAT-u. W poniedziałek PiS poinformował, że Chojna-Duch, obok Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz, będzie rekomendowana na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Kandydatka do TK to “notoryczny kłamczuch”

Elżbieta Chojna-Duch jest prawniczką i byłym wiceministrem finansów w rządzie PO-PSL. Była też głównym świadkiem komisji śledczej w sprawie luki VAT-owskiej. To jej zeznania posłużyły PiS-owskiej większości w komisji do złożenia pierwszego zamówienia do prokuratury.

W poniedziałek PiS poinformował, że jest ona jedną trzech kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego – obok posłów partii rządzącej, Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza.

Po uzyskaniu poparcia większości sejmowej mieliby zastąpić trzech obecnych sędziów TK – Marka Zubika, Piotra Tuleję i Stanisława Rymara, którym kadencja kończy się 3 grudnia 2019 roku.

Zeznań byłej wiceminister finansów nie potwierdzili ani następni świadkowie, ani dokumenty, które są w dyspozycji komisji śledczej.

– Zastanawialiśmy się wtedy, co pani Chojna-Duch otrzyma od PiS-owskiej większości. Chodziły różne plotki, np. że dostanie funkcję w NBP, w Radzie Polityki Pieniężnej. Dziś dowiadujemy się, że ma to być członkostwo w atrapowym TK – mówił w Sejmie na konferencji Zbigniew Konwiński.

“Kłamać trzeba umieć”

Zeznania Elżbiety Chojny-Duch zostały szybko ujawnione. Nie tylko pozostali świadkowie nie potwierdzili jej słów, ale także ministerialne dokumenty przeczą jej zeznaniom.

Po pierwsze, zarzuciła rządowi PO-PSL, że rozszczelnił system podatkowy, znosząc sankcję 30 proc. Sama miała być przeciwna takim rozwiązaniom. – To nieprawda, na kilkunastu dokumentach, które są w posiadaniu komisji, istnieje odręczne jej słowo “akceptuję”. Na dokumentach, gdzie jest mowa o zniesieniu sankcji – mówił Zbigniew Konwiński.

Mijała się z prawdą, gdy mówiła o tym, że nigdy nie spotykała się w MF z doradczą podatkowym. – Znaleźliśmy notatkę z 19 maja mówiącą o takim spotkaniu – wyliczał Konwiński.

Kłamała też w innych kwestiach, jak w sprawie roli doradcy społecznego ministra Rostowskiego, której także nie potwierdzili inni świadkowie.

– Mamy do czynienia z korupcją polityczną – mówił Zbigniew Konwiński – w zamian za kłamstwa przed komisją śledczą postanowiono ją wynagrodzić stanowiskiem w atrapowym TK. Można by powiedzieć: jaki TK, tacy kandydaci do niego.

Kmicic z chesterfieldem

Tym razem list Romana Giertycha nie jest prześmiewczy. Adwokat na Facebooku zamieścił ułożone przez siebie przemówienie, które powinien wygłosić były szef MON po tym, jak „Duda wyznaczył Macierewicza na marszałka seniora Sejmu – „Po prostu zrobił to, co mu prezes kazał”.

Giertych chce, żeby Macierewicz przeprosił na pierwszym posiedzeniu Sejmu nowej kadencji za oszukiwanie Polaków w sprawie katastrofy smoleńskiej. Były szef MON powinien powiedzieć: – „Poruszony wyrzutami sumienia chciałbym przeprosić wszystkich za to, że w pełni świadomy, że straszna smoleńska katastrofa nie była spowodowana żadnym zamachem, łgałem bezczelnie przez wiele lat wskazując, że istnieją dowody na sprawstwo katastrofy, a ich od początku nie było”.

Adwokat przypomina, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej musiały „przechodzić koszmar niechcianych ekshumacji”. Podsuwa Macierewiczowi tekst przeprosin: – „W pierwszej kolejności chciałbym przeprosić Rodziny Ofiar Katastrofy za to, że swoją podłością zatruwałem im dzień po dniu i nie pozwalałem odbyć żałoby. Ze łzami w oczach…

View original post 977 słów więcej

 

Duda i kobiety. Żałosny don Juan

Adrian kocha wszystkie kobiety… Widząc tę reklamę pomyślałam, że chodzi o nowy sezon Ucha Prezesa. Występujący w nim prezydent Adrian kocha wszystkie kobiety i swoją żonę, wbrew opinii, że jest gejem. Potem, zobaczyłam kawałek spodni, owłosioną pięść. Adrianem jest męski bokser? Reklama sado-maso, bo pobita kobieta ma ponętne czarne pończoszki i maksymalnie zadartą spódnicę. Obok napis: „Walcz o siebie. Ja to zrobiłam!!” – Karolina Piasecka.

Zrozumiałam, reklama walki z przemocą. Mąż Piaseckiej za dekadę znęcania się nad nią dostał 2-letni wyrok. Radny PiS-u tłukł żonę w imię Boga jedynego, patriarchalnego. Bardzo się cieszę, że Karolina Piasecka wygrała, jest bezpieczna i zarobiła na reklamie. Innego odszkodowania nie dostanie ani jej dziecko. Kat w więzieniu, ofiara nagrodzona, ale problemem jest Adrian.

Aktorkom za otwarte mówienie prawdy, np. Maji Ostaszewskiej oskarżającej PiS o łamanie prawa, „zabiera się reklamy”. Piosenkarkom anuluje koncerty – jak Przybysz, po przyznaniu się do zakazanej aborcji. W tym biznesowym konformizmie, Adrian idzie pod prąd promując kobiecą odwagę, inność. Jego reklama z Grodzką – „Każdy ma prawo być sobą”, super. Reklamowanie rajtuz przez Kuszyńską na wózku, świetne. Ale upozowanie pani Karoliny Piaseckiej i podpisanie tego „Adrian kocha wszystkie kobiety” wygląda rzeczywiście na kabaret, nie z ucha, ale z dupy.

Oczywiście ofiary domowej przemocy mogą nosić bluzkę od stylistki, seksowne pończoszki.

Bite są kobiety biedne i bogate. Gwałcone na randce, przez męża w domu, albo obcego w parku. Adrian ubierając panią Karolinę na plakat reklamowy wiedział, że „nie wolno czepiać się stroju kobiet”. To jest jedno z osiągnięć feminizmu. Jasne, jak czarne pończochy i siostry mogą zarządzać swoim ciałem dowolnie, nie krytykuj ich wyborów.

Nie czepiam się Karoliny Piaseckiej, szacun.

Zastanawiam się nad strategią Adriana. Co reklamuje? Towar? Odwagę? Wspieranie odważnych kobiet? Ty dasz twarz i nogi, my sfotografujemy nasze rajtuzy i twoją historię.

Wbrew pozorom nie jest to reklama społeczna: „Bo zupa była za słona”. Pokazana na niej twarz pobitej kobiety nie reklamowała zupki podliszki czy gorącego kubka. Chociaż sprytny handlowiec, mógłby dodać „Gorąco kochamy kobiety”. I dorzucić kto wyprodukował te świetne cienie pod oczy.

Skatowane niemowlę opatrzone na bilbordach hasłem „Wszystkie dzieci są nasze” i ubrane w pieluszkę z wywalonym logo? Nikt nie ogłasza „Prawdziwe piękno nie tonie”, gdy przy szczątkach samolotu rozbitego nad oceanem pływają drogie kosmetyki. To jednak nie powód, żeby pisać „Nawet śmierć może być piękna”.

Nie wiem co naprawdę kocha Adrian, kasę? Rozgłos? Fajnie, jeżeli robi to z pomysłem. Gorzej, jeżeli miesza seks, przemoc i biznes.

Chciałeś Adrianku pomóc ofiarom przemocy? – Ogłoś, za każdą parę kupionych rajtuz parę złotówek idzie na pomoc dla ofiar przemocy domowej. Do tego zdjęcie Karoliny Piaseckiej, autentyczne jeśli ma ochotę, z siniakiem. I nowe, po wygranej sprawie przeciw oprawcy. Z wyrokiem w ręku – walczcie kobiety o swoje.

Chyba że chodzi tylko o rajtuzy. Wtedy trzeba było pokazać scenę, jak duszona czarnymi pończochami kobieta walczy drąc je i…nic. Są tak wytrzymałe, nawet oczko nie poszło, nie puściło się do widzów.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy w 2015 r. Marian Banaś został wiceministrem finansów, złożył oświadczenie, że nie ma mieszkania w Warszawie. Przydzielono mu więc 35-metrowy służbowy lokal, składający się z pokoju, kuchni i łazienki. Banaś nie płacił za wynajęcie tego mieszkania, pokrył jedynie koszty takie jak czynsz czy opłaty za media.

Z lokalu służbowego Banaś korzystał do końca października tego roku, choć – jak ustalił RMF FM – w marcu 2017 roku kupił sobie mieszkanie w Warszawie. W oświadczeniu majątkowym podał, że ma 40-metrowe mieszkanie.  Jak podaje stacja, znajduje się ono „w atrakcyjnej lokalizacji na strzeżonym osiedlu na Pradze”.

Nie wiadomo dlaczego obecny szef NIK nie opuścił służbowego lokalu po zakupie własnego mieszkania. Banaś nie chciał rozmawiać na ten temat.

– „To kolejna gruba rysa na kryształowym wizerunku szefa Najwyższej Izby Kontroli” – skomentowała te doniesienia Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego w rozmowie z RMF FM. Zaznacza, że brakuje przepisów regulujących sytuację, gdy podczas…

View original post 1 372 słowa więcej

 

Kaczyński lubieżnie poniżył Gowina i Ziobrę

Kaczyński uwielbia poniżać i upodlać ludzi publicznie”; „Ziobro i Gowin wyśmiani jak szczeniaki” – oceniają internauci przecieki z tajnej narady polityków PiS, która odbyła się w czwartkowy wieczór w hotelu Mazurkas w Ożarowie Mazowieckim.

Nawiązując do nich „Gazeta Wyborcza” sugeruje, że po ostatnich sukcesach wyborczych formacje Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry stanęły w koalicji, do walki o wpływy. Politycy biją się o stołki nie tylko w rządzie, ale również w spółkach skarbu państwa, i w innych instytucjach państwowych. Rozdziałowi powyborczych łupów towarzyszy niemałe napięcie.

Rozmówca GW – poseł PiS, opowiedział jedną ze scen, która rozegrała się, gdy Jarosław Kaczyński zapowiedział, że kandydatem PiS w wyborach prezydenckich będzie Andrzej Duda. Zamilkł i odwrócił się w stronę Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina:„Chyba że panowie macie inne zdanie, innych kandydatów, może któryś z was wystartuje?” – zapytał, co sala skwitowała głośnym rechotem.

Ponoć Gowin tylko uśmiechnął się pod nosem, a Ziobro pokazał twarz-maskę. Podobnie było w momencie przydzielania miejsc… Dla Ziobry nie znalazło się krzesło u boku prezesa, a między Morawieckim i Gowinem.

Prawdziwą próbę nerwów przyszło mu też przeżyć podczas gdy Kaczyński prezentował kandydatów na najważniejsze stanowiska w państwie.

Wymienił dotychczasowych marszałków Senatu i Sejmu, którzy ponownie mają być kandydatami PiS na te stanowiska. Ogłosił, że premierem pozostanie Morawiecki. O Ziobrze zaś… ani słowa.

Kmicic z chesterfieldem

Ta afera świadczy źle nie tylko o Marianie Banasiu i obozie politycznym, który jak ściana stał za jego kandydaturą na szefa NIK. Afera rujnuje reputację konstytucyjnej instytucji, która jest jednym z filarów działań antykorupcyjnych. Pokazuje, że wybór osób na najwyższe stanowiska państwowe jest pozbawiony jakichkolwiek standardów – pisze Grzegorz Makowski

Sprawa Mariana Banasia, prezesa Najwyższej Izby Kontroli wybranego z rekomendacji Prawa i Sprawiedliwości, mimo zaklęć prawicowych polityków i zapewnień o krystaliczności jego osoby nie chce zejść z publicznej agendy. Wręcz przeciwnie, zaczyna się rozgałęziać.

Okazuje się, że bliscy, wieloletni współpracownicy prezesa NIK, Arkadiusz B. i Krzysztof B. wiedli podwójne życie. Niby poprawiali wraz z Banasiem system kontroli skarbowej, ale wiele wskazuje na to, że równolegle korzystali z jego luk i wyłudzali miliony z podatku VAT. Obaj panowie już wiele miesięcy temu byli zatrzymani, aresztowani i mają postawione zarzuty.

Nic więc dziwnego, że nawet politycy PiS i jego satelitów zaczynają tracić…

View original post 6 344 słowa więcej

 

Pisowskie nieuki wiedzą, że zniszczyli fundament rozwoju gospodarczego

Teraz tylko od partii Jarosława Gowina zależy, kto i jak będzie w Polsce rządził.

Wszystko, co stało się w poprzedniej kadencji, szło na rachunek prezesa Kaczyńskiego. Wszystko, co stanie się w tej kadencji, pójdzie na rachunek prezesa Gowina. Bo teraz tylko od Porozumienia zależy, kto i jak będzie w Polsce rządził.

18 szabel Porozumienia w koalicji z PiS i Solidarną Polską pozwoli utrzymać Polskę na populistycznym, antydemokratycznym, antyzachodnim, prorosyjskim, wyniszczającym kursie. Ich przejście na stronę KO, Lewicy i PSL pozwoliłoby wrócić na kurs demokracji, praworządności i wzmacniania Zachodu coraz skuteczniej atakowanego ze Wschodu.

Potrafiłem zrozumieć Jarosława Gowina, gdy w sprawie niszczenia polskiego sądownictwa głosował, ale się nie cieszył. Bo jego głosowanie „przeciw” nie mogło uratować sądów, a mogło odebrać mu wpływ na inne sprawy. Zachował się niehonorowo, kunktatorsko i bardzo cynicznie, ale miało to sens w ówczesnych okolicznościach. Dokonał wyboru, jakiego w PRL dokonywali „uczciwi partyjni” i w tej tradycji dało się go zrozumieć, a nawet usprawiedliwiać.

Teraz sytuacja jest inna. Bez szabel Gowina PiS musiałby oddać władzę. W nowej konfiguracji można sobie wyobrazić wstępnie poparty przez lewicę centrowy rząd przejściowy np. z premierem Kosiniakiem-Kamyszem, wicepremierem Gowinem i wicepremier Kidawą-Błońską. To by oczywiście nie była łatwa ani trwała konstrukcja, ale miałaby jednak dość siły, żeby przynajmniej zatrzymać dalszy dewastujący Polskę i Europę pochód autorytarnych populistów.

Dla formacji Gowina taki manewr byłby przepustką do demokratycznej przyszłości. Może w połączeniu ze sporą częścią PO, której formuła się kończy i zmierza do dezintegracji. W ten sposób mogłoby powstać przypominające niemieckie CSU trwałe, w miarę rozsądne, pragmatyczne republikańskie centrum, konkurujące z populistyczno-autorytarną prawicą Ziobry, Macierewicza, Rydzyka i Konfederatów, oraz z demokratyczną lewicą od Razem po lewe skrzydło dzisiejszej PO.

Czyli Gowin rządzi. Podobnie jak w innych trudnych sytuacjach jako języczek u wagi rządziło nieznacznie silniejsze, obrotowe i sprytne PSL Waldemara Pawlaka.

A jeśli nie rządzi, to na własne życzenie.

Wiadomo, że Gowin ma większe ambicje i chce być premierem, a nie wicepremierem. To zrozumiałe u polityka tak bardzo ambitnego. I nie jest wykluczone, że przed 12 listopada taka szansa się zmaterializuje. Ale na miejscu Gowina bym jej teraz nie brał, by nie skończyć jak Beata Szydło i Mateusz Morawiecki – czyli na bocznym torze, mijanym przez pociąg prezesa Kaczyńskiego. Bo PiS go jako premiera użyje i porzuci trwale oklejonego mazią produkowaną przez Ziobrę i Kamińskiego. Lepper i Giertych dobrze się przekonali, jak PiS działa wobec nazbyt ambitnych partnerów.

Może to nie brzmi efektownie, ale lepiej i zdecydowanie bezpieczniej być realnym wicepremierem Kosiniaka-Kamysza niż malowanym premierem Kaczyńskiego. Zwłaszcza że na następnym zakręcie można Kosiniaka-Kamysza zastąpić (jak Pawlak zastąpił Suchocką, która go wcześniej zastąpiła), a Kaczyńskiego zastąpić się nie da. Można z nim tylko przegrać lub wcześniej się rozstać.

Kmicic z chesterfieldem

Państwowa Komisja Wyborcza przeanalizowała jeden z sześciu – bliźniaczo do siebie podobnych – protestów wyborczych PiS i uznała, że nie zasługuje na uwzględnienie. – Wnosimy o pozostawienie go bez dalszego biegu – wystąpiła do Sądu Najwyższego.

Protesty wyborcze komitetu PiS ujawniło Oko.press. Serwis wydobył skargi z Sądu Najwyższego. W sześciu podobnych pismach komitet PiS kwestionuje wyniki wyborów do Senatu w sześciu okręgach wyborczych. We wszystkich wygrali kandydaci opozycji lub niezależni. Przewaga nad kandydatami PiS wyniosła od 320 głosów do 3 tys.

Rządząca partia liczy, że uwzględnienie protestów pozwoli jej na odbicie izby wyższej, w której większość będzie mieć opozycja i senatorowie niezależni.

„Wyniki wyborów niemal po połowie dzielą Senat pomiędzy partię sprawującą władzę a opozycję. W tym stanie rzeczy w interesie społecznym jest podjęcie dodatkowych działań weryfikujących” – napisał w uzasadnieniu protestów pełnomocnik komitetu PiS Krzysztof Sobolewski.

PiS myli artykuł kodeksu

„Zgłaszam protest wyborczy przeciwko ważności wyborów do Senatu RP”…

View original post 3 471 słów więcej

 

Klaudia Jachira, bicz na PiS

– Ale jeśli mam wybór: zająć się w Sejmie poprawą bezpieczeństwa pieszych albo domaganiem się usunięcia pomnika Lecha Kaczyńskiego, zdecydowanie wybieram żywych pieszych – mówi posłanka elekt Klaudia Jachira, która dostała się do Sejmu z warszawskiej listy Koalicji Obywatelskiej.

Jachira dała się poznać jako performerka i satyryczka, która kpiła z Jarosława Kaczyńskiego, a także z mitu smoleńskiego. Na jednym ze spotkań wyborczych, wyśmiewając ofertę Telewizji Polskiej, mówiła o „telenoweli smoleńskiej”, „bloku ekshumacyjnym” czy quizie pt. „Czyja to kończyna?”. Za te słowa Jan Pietrzak nazwał Jachirę „wynajętą zdzirą”.

Przyszła posłanka podczas Młodzieżowego Strajku Klimatycznego zamieściła też w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym stoi pod pomnikiem Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego z transparentem „Bób, hummus, włoszczyzna, vege”. Skrytykowali ją za to kombatanci. Nieżyjącego Lecha Kaczyńskiego nazwała „przeciętnym prezydentem”, a Janusza Palikota – „ciekawą osobą”.

Arkadiusz Gruszczyński: Zdobyła pani w wyborach do Sejmu 6,3 tys. głosów. To satysfakcjonujący wynik?

Klaudia Jachira, posłanka elekt Koalicji Obywatelskiej: Jak na miejsce, z którego startowałam – 13., to tak. Udało mi się zrobić ósmy wynik na liście, a nie miałam dużych środków finansowych na kampanię.

Nie jest pani z Warszawy. Co panią łączy z wyborcami ze stolicy?

– Mam tu najwięcej sympatyków.

Skąd to wiadomo?

– Widzę to po statystykach moich filmów w sieci. Oglądają mnie też Polacy mieszkający za granicą, interesujący się sprawami naszego kraju. W trakcie kampanii poleciałam do Londynu i walczyłam o ich głosy.

A jak pani walczyła o głosy warszawiaków?

– Przez ostatnie 11 lat byłam w tym mieście dwa razy w miesiącu, a przez ostatnie cztery uczestniczyłam w większości demonstracji w obronie praworządności czy na kontrmiesięcznicach smoleńskich.

Jakimi problemami warszawiaków chce się pani zajmować w Sejmie?

– Mieszkańcy stolicy najwięcej narzekają na korki, ale to sprawa samorządu. Oczywiście pewne ustawy mogłyby pomóc w upłynnieniu ruchu samochodowego, ale transport publiczny jest problemem urzędu miasta, a nie parlamentu.

A co z pieszymi? Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze apeluje o zmianę przepisów, które miałyby poprawić ich bezpieczeństwo. Zna pani ten projekt?

– Tak, jeden z wyborców mi o nim opowiedział. Trzeba usunąć z kodeksu wykroczenie „wtargnięcia na jezdnię”, a prawo ma chronić pieszego, ponieważ jest najsłabszym ogniwem w ruchu drogowym. To kierowcy mają być uważni, a nie piesi.

Myślę, że powinniśmy rozpocząć ogólnopolską dyskusję o stylu jazdy kierowców, o przyzwoleniu na szybką jazdę. Już jakiś czasu temu postawiłam sobie za punkt honoru jeździć zgodnie z przepisami. Inni kierowcy nie potrafią tego zaakceptować. Wyprzedzali mnie wszyscy, nawet z prawej strony. Będę na pewno rozmawiała z kolegami i koleżankami z klubu parlamentarnego, co można zrobić z tym problemem.

Czym jeszcze chce się pani zajmować?

– Idę do Sejmu, bo chcę patrzeć władzy na ręce. A oprócz tego bardzo ważne są dla mnie ochrona środowiska i walka ze smogiem. Warszawiacy wielokrotnie mówili mi, że chcą oddychać czystym powietrzem. Na pewno zajmę się przedsiębiorcami, ponieważ uważam, że państwo w ostatnim czasie utrudnia życie małym i średnim firmom. Korporacje dobrze sobie radzą, a drobni przedsiębiorcy przelewają duże daniny do kasy państwa. Kiedy z nimi rozmawiałam, widziałam przerażenie kolejnymi pomysłami rządu Mateusza Morawieckiego. Przecież wprowadzenie pensji minimalnej na poziomie 4 tys. zł brutto doprowadzi do bankructwa wielu firm. A w najgorszym wypadku do sytuacji, w której pracownik będzie zarabiał minimalną, a właściciel o wiele mniej.

Niektórzy uważają, że większym problemem są obecnie prawa pracownicze i niedoinwestowana Państwowa Inspekcja Pracy. Będzie pani też dbała o interesy pracowników?

– Nie namawiam pracodawców do łamania prawa pracy. Co miesiąc płacą potężne podatki. Moja mama – jako drobny przedsiębiorca – zarabia 2,5 tys. zł, a 1,5 tys. zł przelewa na konto ZUS-u. A jeszcze na koniec słyszy od partii rządzącej, że jak się jej nie podoba, to może wyjechać i założyć firmę w innym kraju.

Czyli co powinno się zrobić z ubezpieczeniem społecznym dla przedsiębiorców?

– Nie powinni być zmuszani do płacenia go za siebie. Za swoich pracowników muszą go odprowadzać, ale składka za właściciela firmy powinna być dobrowolna. Przedsiębiorcy są na tyle mądrzy, że wiedzą, jak odłożyć na emeryturę.

Przedstawia się pani jako performerka i artystka. Czy problemami tej grupy będzie się pani zajmowała?

– Tak, ponieważ mówimy o biednych ludziach, którzy nie mogą zorganizować ogromnego protestu pod Sejmem i domagać się respektowania swoich praw. Nie wysypią jak rolnicy ton jabłek. Jestem za włączeniem artystów do powszechnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych. 90 proc. moich znajomych nie ma możliwości bezpłatnej opieki medycznej.

Czy Koalicja Obywatelska pomagała pani w kampanii wyborczej?

– Przede wszystkim umożliwia mi start, mimo że nie jestem członkiem żadnej partii.

A konkretne wsparcie?

– Dostałam 20 banerów.

W trakcie kampanii pojawiły się głosy, że powinna pani zrezygnować ze startu.

– Nie było mi miło, szczególnie, kiedy słyszałam takie opinie od „swoich”. To, że TVP zrobiła ze mnie największą hejterkę III RP, nie dziwiło.

Katarzyna Lubnauer powiedziała, że „Jachiry nie powinno być na listach”.

– Nie wszyscy muszą mnie kochać.

Wstąpi pani do Platformy Obywatelskiej?

– Nie, pozostanę niezależna.

Co z postulatem wprowadzenia w Polsce związków partnerskich?

– Jestem za.

Lewica zapowiedziała złożenie projektu ustawy liberalizującej dostęp do aborcji. Poprze ich pani?

– Oczywiście. Podpisałam deklarację Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, jestem za pełnią praw aborcyjnych i dostępu do środków antykoncepcyjnych. Jestem też za tym, żeby zmienić oddziały położnicze, gdzie brakuje dziś empatii.

A darzy pani empatią Jarosława Kaczyńskiego?

– Czasami, kiedy próbuję sobie wyobrazić, jaki jest biedny w tym sianiu nienawiści wobec tych wszystkich, którzy nie myślą tak jak on.

A wobec ofiar katastrofy smoleńskiej?

– Oczywiście, że tak. To była jedna z największych tragedii w Polsce, którą partia rządząca wykorzystała do walki politycznej. Nie ma mojej zgody na kult smoleński, teorie spiskowe, oskarżanie Donalda Tuska o zabójstwo Lecha Kaczyńskiego czy utrzymywanie z naszych podatków absurdalnej komisji smoleńskiej. A mało kto pamięta, że Antoni Macierewicz uciekł z miejsca katastrofy. Przyjechała tam za to ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz, która identyfikowała ciała. Dlatego niewyobrażalna była dla mnie decyzja o ekshumacji ofiar bez zgody rodzin. To była profanacja, a politycy PiS-u powinni ponieść za to konsekwencje.

Jednak część opinii publicznej negatywnie ocenia formę krytyki, którą pani uprawia. W Sejmie zmieni pani metody?

– Chciałabym, żeby ludzie zrozumieli, kto kłamie. Mówię o faktach i nie boję się nazywać rzeczy po imieniu.

Czyli będąc na sali plenarnej Sejmu, powie pani z mównicy w stronę Jarosława Kaczyńskiego to wszystko, co widzieliśmy na pani filmikach?

– Chciałbym mu powiedzieć kilka słów prawdy. Nie mam problemu z tym, żeby podać mu rękę. Ale nie będę głaskać po głowach polityków Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ to, jak wygląda dzisiaj nasz kraj, to ich wina. Przez nich polityka wtargnęła cztery lata temu do mojego życia. To PiS zabrał moją demokratyczną, europejską Polskę. Nie byłoby mnie dzisiaj w parlamencie, gdyby nie PiS łamiący prawo.

Myśli pani, że Jarosław Kaczyński chciałby uścisnąć dłoń polityczki, która nazwała jego brata przeciętnym prezydentem?

– To pytanie do posła Kaczyńskiego. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: mieliśmy lepszych prezydentów. I nie rozumiem, po co stawiać pomniki przeciętnemu prezydentowi.

Czyli będzie się pani domagała usunięcia jego cokołu z placu Piłsudskiego?

– Wolałabym, żeby go tam nie było. Ale jeśli mam wybór: zająć się w Sejmie poprawą bezpieczeństwa pieszych albo domaganiem się usunięcia pomnika Lecha Kaczyńskiego, zdecydowanie wybieram żywych pieszych.

Kmicic z chesterfieldem

Dzisiaj mija 2 rocznica jak pod Pałacem Kultury w Warszawie podpalił się w akcie protestu przeciw polityce PIS Piotr Szczęsny – szary człowiek, który kochał wolność ponad wszystko. Trzeba pamiętać o tym wydarzeniu, dlatego przypominam jego list – testament.

Patriotyczni eksperci od turystyki i krajoznawstwa oferują Oldze Tokarczuk atrakcyjne destynacje.

Ze współczuciem trzeba przyznać, że Akademia Szwedzka sprawiła Oldze Tokarczuk wielki problem. Laureatka Nagrody Nobla musi sobie teraz łamać głowę, jaki kraj jako miejsce osiedlenia wybrać. Rodacy, którzy wpisują się na forach internetowych, życzliwie podsuwają jej niezliczone pomysły. Warto kilka wymienić, z szacunku zachowując oryginalną pisownię komentatorów portalu tygodnika „Sieci”.

„Jedź do iSSraela. Idealne państwo dla bydła antypolskiego”.

„Wracaj na Wzgórza Golan”.

„i ona ma taką nagrodę może powinna wyprowadzić się do niemiec”

„Proponuję wyjazd na Krym”.

„Proponuję wyjazd do KRLD”.

„Wyjazd do państw arabskich”.

Propozycji jest tak dużo, że niektórym osobom trudno coś nowego wymyślić. Stąd i taki kategoryczny…

View original post 5 180 słów więcej

 

Ziobro i Gowin zagryzą Kaczyńskiego

W partii umocnili się jej sojusznicy – gowinowcy i ziobryści. Słychać, że porachunki z premierem Morawieckim będzie chciała wyrównać była premier Beata Szydło.

Dzień po wyborach z każdym kolejnym komunikatem Państwowej Komisji Wyborczej rzedły miny polityków PiS. Bo ostateczne wyniki są gorsze od spodziewanych. – Liczyliśmy, że pułapem, z którego się wybijemy w tych wyborach, będzie 45-proc. poparcie, a nawet nie doszliśmy do tego progu – tłumaczy polityk PiS.

W nieoficjalnych rozmowach nikt nie kryje, że w partii potrzebna jest refleksja i rozliczenia – nie tylko sztabowców, ale też kandydatów i okręgów. Najważniejszy cios padł, gdy PKW ogłosiła zwycięzców wyborów do Senatu. – To jest największe zmartwienie prezesa PiS. Miał Senat na telefon, teraz senatorowie będą mogli blokować nasze ustawy nawet na kilka tygodni – mówi ważny polityk obozu władzy. – A jeśli opozycja dobrze poukłada się w Senacie, to jego marszałek zostanie liderem opozycji – i to z możliwością robienia własnej polityki zagranicznej.

Dodatkowo wskazują, że to Senat dzieli pieniądze dla środowisk polonijnych. W 2019 r. było to 100 mln zł. – To dla nas ważne. Wygraliśmy w USA, gdzie Polonia jest największa, i to my przenieśliśmy te środki z MSZ do Senatu, a teraz będzie je dzielić opozycja – złości się polityk PiS.

Mocni gowinowcy i ziobryści

W poniedziałek w partyjnej centrali od rana trwały narady. Zebrał się sztab i kierownictwo partii. Politycy na gorąco analizowali wyniki wyborcze, padały pierwsze wnioski z kampanii. – Na Senat nie było żadnej strategii, żadnej pracy w regionach – oskarżał jeden z posłów PiS. Inny bronił kolegów: – Marszałek Stanisław Karczewski, który odpowiadał za Senat, pracował naprawdę ciężko, ale zabrakło wsparcia ze strony kandydatów do Sejmu.

Na razie na Nowogrodzką do siedziby PiS nie zaproszono liderów partii sojuszniczych, ale rozmowy rozpoczną się w tym tygodniu. Partia Kaczyńskiego będzie chciała jak najszybciej powołać rząd i uspokoić nastroje wewnątrz obozu władzy.

Nieoficjalne układanki na rządowym zapleczu już się zaczęły. Zwycięzcami tych wyborów czują się Zbigniew Ziobro z Solidarnej Polski i Jarosław Gowin z Porozumienia. Sojusznicy PiS wychodzą z nich wzmocnieni – i jedni, i drudzy wyliczają, że wprowadzili po 18 posłów, i już myślą, jak poszerzyć swoje strefy wpływów.

– Bez nas PiS nic nie zrobi – mówią zgodnie. Obie formacje łączy sojusz taktyczny. Wspierają się, gdy PiS próbuje kogoś z nich ograć. Ale na tym zgoda się kończy, a zaczynają się wzajemne podgryzania.

Ziobrysta: – Jarosław Gowin dostał w Krakowie ledwie niecałe 16 tys. głosów, jego pozycja negocjacyjna znacznie spadła. Nie to co Zbigniew Ziobro z wynikiem ponad 100 tys. w Kielcach.

Gowinowiec: – To nas nie osłabia. Gowin startował z ostatniego miejsca, żeby inni od nas dostali lepsze miejsca, za chwilę nikt nie będzie pamiętał, kto ile dostał głosów. A nie ma co porównywać wyników z pierwszego i ostatniego miejsca listy.

Polityk PiS: – Niech Ziobro się nie puszy, bo dobry wynik zrobiła też Anna Krupka – prawie 70 tys. głosów. Co pokazuje, że szeryf wcale nie jest taki mocny.

Ze strony ziobrystów dobiegają też sygnały, że do gry chce wejść europosłanka Beata Szydło. Od dawna wiadomo, że w rządzie była premier miała nieformalny alians z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą przeciwko Mateuszowi Morawieckiemu. A oba środowiska najchętniej zmieniłyby szefa rządu. To stamtąd padają oskarżenia, że to Morawiecki nie dowiózł oczekiwanego wyniku. – On nie trafia do naszych wyborców w wioskach i małych miastach. Tam powinna być wszędzie Szydło, wtedy PSL dziś by nie świętował – mówi polityk z otoczenia prokuratora generalnego. Irytuje się: – Ale nie! Pchnęli go na wieś, bo tak wymyślił Paruch, który sam nie umie wygrać z pierwszego miejsca.

W PiS ciągle pamiętają, że Waldemar Paruch, szef Centrum Analiz Strategicznych w kancelarii premiera, nie zdobył mandatu europosła w 2014 r., chociaż otwierał listę PiS w Lublinie.

Trudne cztery lata

Zwolennicy Morawieckiego stopują jednak zapędy o wymianie szefa rządu: – Premier zrobił wynik lepszy o 7 proc. niż Szydło cztery lata temu. A poza tym prezes nadal jest z niego zadowolony, skoro ciągle opowiada, że Morawiecki ma przewody zamiast żył.

Na razie w obozie władzy nie ma planów zastąpienia szefa rządu, chociaż słychać, że wynik indywidualny premier mógłby mieć lepszy (ponad 130 tys. w Katowicach). – Ziobryści mogą próbować tym straszyć, by podbić swoją pozycję negocjacyjną i jeszcze więcej ugrać dla siebie – mówi polityk PiS.

W partii wiedzą, że gowinowcy też nie zgodziliby się na wzmocnienie swojego konkurenta. – Szykują się trudne cztery lata. To zwycięstwo, które Jarosława Kaczyńskiego przyprawia o potężny ból głowy. Bo to on będzie musiał za każdym razem wszystko rozstrzygać, a będzie co robić – ocenia polityk PiS. I wylicza: – Wyrazista lewica będzie się upominać o sprawy światopoglądowe, silni sojusznicy będą poszerzać strefy wpływów, Senat będzie blokować, Konfederacja będzie dociskać PiS do prawej ściany.

Polityk PiS: – Konfederaci powinni lecieć z kwiatami do prezesa TVP, bo w Sejmie są dzięki niemu.

Ale nie wszyscy tak sądzą. – Gdyby nie Jacek i telewizja, moglibyśmy mieć gorszy wynik – uważa polityk PiS. Prezes TVP Jacek Kurski był w niedzielę na wieczorze wyborczym PiS.

Więcej >>>

Więcej >>>

Zwycięstwo w Senacie tworzy nową jakość, jeśli chodzi o możliwości legislacyjne, możliwości kontroli nad pracą rządu, jest to szansa na przywrócenie prawdziwego parlamentaryzmu przynajmniej w jednej izbie po 4 latach tłamszenia i duszenia.

Xerofas

Zjednoczona Prawica ma najprawdopodobniej bezwzględną większość w Sejmie, ale opozycja odbiła Senat. To najważniejszy polityczny efekt tych wyborów. Oznacza, że dobrze naoliwiony mechanizm sprawowania władzy przez PiS lekko się zatarł. Czy nastąpi także odpływ fali populizmu w Polsce?

Stonowane wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego podczas wieczoru wyborczego świadczyło o tym, że zdaje on sobie sprawę, iż rządzić przez następne cztery lata będzie trudniej. Nie tylko z powodu obietnic socjalnych, nadchodzącego kryzysu i pytania o wewnętrzną jedność ugrupowania z racji dobrych wyników partii Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina.

Wbrew nadziejom polityków PiS partia rządząca nie uzyskała w Sejmie większości konstytucyjnej ani większości trzech piątych, która pozwala odrzucać weto prezydenta. Zatem w kolejnych wyborach – wiosną 2020 r. na prezydenta RP – bój ponownie będzie się toczył o wszystko. A przegrana może być dla PiS katastrofą.

8 mln kontra 8,8 mln

Zdobycie Senatu (o ile PiS nie zdoła podkupić któregoś z senatorów opozycji) oznacza…

View original post 2 781 słów więcej

 

Banaś, czyli jak PiS urządza kobietom piekło na Ziemi

„Paolo” mówi: „Dzwonię do Banasia − wystukuje numer. − No cześć. Jakiś facet przyszedł upierdliwy, z telewizji”. „Paolo” to jeden z braci K., o którym wiadomo, że należał do brutalnej mafii sutenerskiej. Siedzi w recepcji hotelu znajdującego się w kamienicy należącej do prezesa NIK Mariana Banasia. Hotel wynajmuje pokoje „na godziny” i nie wydaje paragonów. Galopujący Major pisze o kolejnej aferze PiS.

Od kilku dni media i dziennikarze, przynajmniej ci nie w mundurach, żyją sprawą Mariana Banasia – pisowskiego szefa NIK, a wcześniej szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Jak ujawnił Bertold Kittel w Superwizjerze, najprawdopodobniej Banaś wynajmował kamienicę osobom powiązanym z grupą przestępczą.

Przypomnijmy, Marian Banaś, od 2015 roku wiceminister, a od czerwca 2019 minister finansów, 30 sierpnia został powołany na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Osoby obejmujące to stanowisko podlegają kontroli służb specjalnych. Kontrola oświadczenia majątkowego przez CBA została przedłużona z powodu kamienicy w Krakowie, którą Marian Banaś wynajmował na usługi hotelowe. Dziennikarz Superwizjera Bertold Kittel zajrzał do oświadczenia majątkowego i odkrył, że nie ma tam informacji o tym, że kamienica objęta jest hipoteką w wysokości 2,5 mln zł. Kredyt został udzielony firmie, której współwłaścicielem jest syn prezesa NIK – Jakub. To jeszcze nie wszystko. Marian Banaś został właścicielem krakowskiej kamienicy przy ul. Krasickiego 24 już w maju 2000 roku, ale w oświadczeniu majątkowym wykazał ją dopiero w 2015.

Dalej jest jeszcze lepiej. Okazało się, że pensjonat, który mieścił się w kamienicy prezesa NIK, wynajmował pokoje „na godziny”, a za usługę nie wydawał paragonów. Dziennikarz w hotelowej recepcji spotkał jednego z braci K., ps. „Paolo”, o którym wiadomo, że należał do mafii sutenerskiej, skazanego za pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia.

Choć prezes NIK twierdzi, że nie wie, jaki interes prowadzony był w należącej do niego kamienicy, siedzący w hotelowej recepcji „Paolo” ma prywatny numer telefonu Banasia, do którego zadzwonił przy dziennikarzu. Kamienica była wynajmowana po przyjaznej cenie 5 tysięcy złotych miesięcznie. W pokojach na godziny krakowskie prostytutki przyjmowały klientów.

TO ŻADEN „DOM SCHADZEK”

Wiele pojawiło się w tej sprawie słów oburzenia na to, skąd Banaś miał kamienicę i skąd jeszcze ma kilka innych nieruchomości, skoro całe życie zarabiał jako urzędnik. Wiele razy pytano, czy zapłacił podatek, dlaczego kamienicę wynajmował trzykrotnie poniżej jej wartości, czemu opowiadał, że nie jest jej właścicielem, skoro cały czas wpisany był w księdze wieczystej.

I wiele, doprawdy za wiele padło słów o tym, że gangsterzy urządzili w kamienicy „pokoje na godziny” i „dom schadzek”. Tymczasem nie, w kamienicy Banasia nie było żadnego domu schadzek, pokojów na godziny. W kamienicy Banasia był najprawdopodobniej niewolniczy system przemocy i okrutnego wyzysku, zbrodniczy system wykorzystywania kobiet.

Jest wielce możliwe, że w kamienicy Banasia bito kobiety, zmuszano je do prostytucji, straszono, że zostaną wystawione na trasę i być może także nimi handlowano. Tak bowiem wygląda rzeczywistość gangsterskiego burdelu, nie tylko w Polsce, ale wszędzie na świecie. Całkowite upadlanie kobiet, zmuszanie ich do najgorszego, w imię gangsterskich zysków. Eufemizmy o „pokojach na godziny” i „domach schadzek” to klasyczny język maskujący przemoc, oswajający ją, co w konsekwencji prowadzi do lekceważenia i trywializacji. Schadzka − brzmi to przecież tak przyjemnie jak romans nastoletnich kochanków, prawda? Pokój „na godziny”, czy nawet „na godzinki”, doskonale ułatwia odrzucanie ewentualnych rozterek moralnych przy korzystaniu z niewolnic seksualnych.

Owszem, istnieje na lewicy spór odnośnie do traktowania kobiecej prostytucji albo jako swobodnego dysponowania ciałem przez kobietę (wersja liberalna), albo jako bycia ofiarą warunków ekonomicznych (wersja lewicy ludowej). Ale w obu przypadkach mówimy o prostytucji bez fizycznej przemocy, bez alfonsów, bez burdeli rządzonych przez przemocowych gangsterów.

Tymczasem jest możliwe, że właśnie gangsterski przybytek od wielu lat funkcjonował w kamienicy Banasia. Zarządzany nie przez zwykłego gangstera, tylko gangstera, który o swój biznes z maczetą w ręku walczył z innymi gangsterami w Krakowie. Jak myślicie, jak taki człowiek traktuje kobiety w swoim burdelu?

Gangster obwieszony sygnetami, który przy dziennikarzu dzwoni, jak mówi, do Banasia, szefa NIK, i oczywiście jest z nim na „ty”, jest nie tylko symbolem tej władzy, która, jak widać, dorobiła się już własnych alfonsów, ale też symbolem tego, jak ta władza traktuje przemoc wobec kobiet. Widzieliśmy to na przykładzie radnego Piaseckiego i pomysłów Ziobrowskiej prokuratury, aby za katowanie żony karać komicznymi pracami społecznymi. Widzieliśmy to na przykładzie posła Zbonikowskiego, długo trzymanego w ławach poselskich, podobnie jak i senatora Bonkowskiego.

Widzimy to teraz na przykładzie Mariana Banasia. Bo przecież Banaś nawet nie podał się do dymisji. On tylko czeka do 13 października, by następnego dnia znaleźć się w biurze i śmiać prosto w twarz całej opinii publicznej.

Kmicic z chesterfieldem

Komitet Inicjatywy Obywatelskiej chce powołania komisji, która wyjaśni przypadki pedofilii w polskim Kościele. Dziś w Sejmie – na ręce marszałek Witek – złożony został wniosek o zarejestrowanie komitetu. Stworzyli go m.in. Jolanta Banach, Barbara Labuda, Piotr Bauć, Michał Wojciechowicz.

Od dnia zatwierdzenia komitetu przez marszałek Sejmu będzie on miał trzy miesiące na zebranie 100 tys. podpisów pod projektem ustawy o Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia ds. wyjaśnienia pedofilii w Kościele katolickim. Jeśli zbiórka się uda, projekt będzie rozpatrywany przez przyszły Sejm.

– „Obywatelski projekt komisji ds. pedofilii różni się od rządowego tym, że odnosi się do problemu ukrywania pedofilii w Kościele – podkreśliła koordynatorka projektu Jolanta Banach. – „Wprowadza mechanizmy i sposoby, dzięki którym Kościół i jego władze będą musiały współpracować z organami państwa, wydawać dokumenty kościelne. Będziemy mogli skutecznie przeciwdziałać ukrywaniu przypadków nadużyć seksualnych przez duchownych. Krótko mówiąc, nie będzie można przenosić księży, dopuszczać księży po wyrokach do pracy z…

View original post 1 828 słów więcej

 

Szmalcownicza menda, pisowski sędzia KRS

Publicysta i były minister w rządzie Tadeusza Mazowieckiego Waldemar Kuczyński na temat sędziego Krajowej Rady Sądownictwa Jarosława Dudzicza.

Kmicic z chesterfieldem

>>>

Nic nie zapowiadało takiego zwrotu akcji w wyborczym wyścigu. Faworyt był jeden, a jego pozycja lidera wydawała się być niezagrożona. Tempo marszu po władzę totalną, najlepiej konstytucyjną miało przyspieszyć ogłoszenie przełomowych propozycji, nazwanych “hattrickiem Kaczyńskiego”. Obejmują one radykalny i skokowy wzrost płacy minimalnej, wprowadzenie 13-stej i 14-stej emerytury na stałe oraz zwiększenie dopłat dla rolników. Jak donosi dziś “Gazeta Wyborcza”, postulaty te są odpowiedzią na wyniki badań elektoratu, jakie partia rządząca przeprowadziła w okresie przedwyborczym. To właśnie przymilenie się do tych trzech grup społecznych – najmniej zarabiających, emerytów oraz rolników, ma dać ekipie Zjednoczonej Prawicy miażdżące zwycięstwo wyborcze. Coś jednak zdecydowanie poszło nie tak i zamiast efektu “WOW”, propozycje wywołały kryzys, z jakim PiS jeszcze w tej kadencji mierzyć się nie musiało.

Tak długo bowiem, jak działania obozu władzy koncentrowały się na uderzeniach w nieco abstrakcyjne dla przeciętnego Polaka kwestie, jak praworządność, mający zła sławę w III RP wymiar…

View original post 3 409 słów więcej

 

Kaczyński jak Czapajew

Wszyscy Prawdziwi Polacy doskonale wiedzą, że prezes Jarosław Kaczyński był obrońcą Westerplatte.

Major Henryk Sucharski korzystał z cennych rad Prezesa dotyczących strategii obrony i tylko dzięki tej wiedzy udało się wytrwać na posterunku przez siedem długich dni, walcząc z przeważającą siłą wroga.

Oczywistym więc jest, że obecnie PiS uważa tereny Westerplatte za swój prywatny, partyjny teren i temu też ma służyć spec ustawa, którą w pośpiechu się przegłosuje.

Po Placu Piłsudskiego w Warszawie, na którym wbrew miastu i warszawiakom postawiono „schodki smoleńskie”, kolejne miejsca będą upartyjniane. Planuje się zabranie góralom Giewontu, Sopotowi zabierze się molo, a Kraków będzie musiał oddać smoka wawelskiego. Będzie pięknie!

Kmicic z chesterfieldem

Festiwal pisizmu trwa w najlepsze. Zatrzęsienie głupoty nigdzie nie było w historii tak intensywne. Mistrzowie świat i wszechrekordziści.

Gdy myślisz, że w kontekście posłanki Pawłowicz nic cię już nie zaskoczy, kontrowersyjna fighterka PiS powraca w wielkim stylu. W tle zamach wrogów Polski na Bogu ducha winne dziecko jednego z sędziów.

Scenariusz na nowy film Vegi

Patryk Vega ma już gotowy scenariusz na film o polskich politykach. Szkoda! Dlaczego? Bowiem Pawłowicz mogłaby być jego muzą. Jej nowy tweet jest popisem… no właśnie, piszący te słowa nawet nie wie, do końca czego:

Z „podanego dalej” przez posłankę tweeta dowiadujemy się, że ktoś odkręcił ponoć koło w samochodzie sędziego Dariusza Drajewicza. Samochodem transportowane było dziecko prawnika, więc w świecie Pawłowicz był to zamach właśnie na nie. Co więcej, Krystyna Pawłowicz, niczym genialny detektyw, błyskawicznie znalazła winnych całej sytuacji. Nie jest nowością, że odpowiedzialnością za całe zło tego świata posłanka obarcza opozycję i wolne…

View original post 940 słów więcej

 

Post Navigation